Dodaj do ulubionych

nadpobudliwość w klasie

13.11.13, 06:55
Może wiedzie czy są przepisy regulujące w klasie SP (II klasa) ilość dzieci z orzeczeniem z PPP a ilością nauczycieli (nauczyciel prowadzący i wspierający). U dziecka w klasie jest 28 uczniów z tego 5 - 6 z orzeczeniem z PPP dotyczącym nadpobudliwości psychoruchowej, 2-3 nie jest przebadanych i nie ma orzeczenia, bo rodzice nie widza problemu. Część dzieci utrudnia prowadzenie lekcji, część jest agresywna, jest też dziecko, które już ma konflikt z prawem. Dzieci odzywają się bez pytania (na temat albo nie na temat), chodzą po klasie, kręcą się w ławkach, zaczepiają inne dzieci, bawiją się co tylko im wpadnie do reki, rozpraszając innych. Nie jest to klasa integracyjna, żadne z dzieci nie ma orzeczenia o niepełnosprawności. Jak nie nauczyciel wspierający (może by to poprawiło funkcjonowanie niektórych na lekcji) macie jakieś doświadczenie jak poprawić jakość zajęć?
Obserwuj wątek
    • mamma_2012 Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 08:36
      Statystycznie nadpobudliwosc psychoruchowa występuje u 3-5% populacji dzieci w tym wieku, czyli albo macie gigantycznego pecha, bo jesli zakłada sie wrodzony charakter tych zaburzeń, to prawdopodobienstwo przypadkowego powstania takiej grupy, gdzie odsetek dzieci z tym problemem wynosi ponad 20% jest niewielkie albo dzieci sa zle zdiagnozowane, co jest dalece bardziej prawdopodobne.

      Praktyka pokazuje, ze zdecydowana większość dzieci sprawiajacych problemy w szkole jest diagnozowana jako nadpobudliwe, wiec w tej grupie znajdują sie dzieci z depresja dziecięca i dzieci, ktorych problemy wynikają z błędów wychowawczych (i tu znowu praktyka pokazuje, ze ta grupa jest najliczniejsza)
      Inna jeszcze sprawa jest co napisane jest w opiniach z poradni, bo moga to byc rożne rzeczy, ktore nauczyciel rozmawiając z rodzicami wrzuca do wspólnego worka "nadpobudliwe".

      Zła wiadomość jest taka, ze jako matka dziecka, które jest ofiara takiej sytuacji to niewiele mozesz zrobic, nauczyciel niestety tez, bo jesli dzieci nie uczestniczą w terapii, nie sa leczone, rodzice nie pracują z nimi w domu, to nauczyciel nie jest cudotworca (gdyby w klasie było jedno, dwoje takich dzieci, mógłby miec bardziej realny wpływ na sytuacje).
      A rodzice jak tarcza wymachuja zaswiadczeniem z poradni, umywajac ręce od pracy z dzieckiem i wymagając od szkoły rzeczy niemożliwych.

      Gdyby byłaby to klasa integracyjna zgodnie z zaleceniami w klasie mogłoby byc tylko jedno dziecko z takim orzeczeniem (chociaż w praktyce organizowane sa klasy, gdzie cała czwórka czy piątka dzieci integracyjnych ma takie samo orzeczenie), taka klasa liczy do 20 osob i jest w niej nauczyciel wspomagający. Także w klasie, gdzie jest 28 osob, 6 z opiniami i kolejnych kilka "niezdiagnozowanych" na moje oko nic dobrego wydarzyć sie nie moze.
      Jedyna szansa w tym, ze jako rodzice dzieci, ktore nie moga sie uczyć w normalnych warunkach, polaczycie siły i wesprzecie nauczyciela i dyrekcję w "motywowaniu" rodzicow dzieci z opiniami do sumiennego realizowania dotyczącej ich części zaleceń.

      A tak poza tym, to na podstawie opisanej przez Ciebie sytuacji, założe sie, ze mieszkasz w dużym mieście lub na jego obrzeżachwink

      • joanna.pio Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 09:25
        Nieprawda, że w klasie integracyjnej może być tylko jedno dziecko z orzeczeniem. Może być ich maksymalnie piątka. Liczebność klasy - max 20 osób. Nauczyciel wspierający w integracji jest jeden, bez względu na liczbę dzieci z orzeczeniem PPP.

        Co do zasłaniania się opinią poradni. Wiele zależy od jej zaleceń. Zdarzają się fajne opinie, gdzie oprócz zaleceń dla szkoły jest cała masa zaleceń dla rodziców, m.in. zobowiązanie do podjęcia odpowiedniej terapii.
        • mamma_2012 Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 09:44
          Przecież napisałam, ze chociaż teoretycznie wskazane jest roznicowanie zaburzeń dzieci w klasie integracyjnej (jedno z nadpobudliwoscia, inne z problemami z poruszaniem, kolejne z cukrzyca itd.), to w praktyce czasem wyglada to inaczej, bo np. zgłaszają sie dzieci z tym samym problemem, a szkole zależy na tworzeniu klas integracyjnych.

          Co do drugiej części, wlasnie pisałam o motywowaniu rodzicow do realizacji części zaleceń poradni dotyczacej ich działań. Niestety duza grupa rodzicow ogranicza sie do dostarczenia opinii i rozliczania szkoły z tego jak realizuje swój kawałek. Jest to bardzo duży i mający poważne skutki błąd (terapia pozaszkolna plus praca w domu to wiecej niż połowa sukcesu), praca nauczyciela w dużej mierze to wsparcie, dostarczanie informacji i pilnowanie, zeby podtrzymywać efekty pracy pozaszkolnej, niestety nie jest on w stanie wyleczyć rodzicow i terapeutów.
        • demonii.larua Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 09:46
          > Co do zasłaniania się opinią poradni. Wiele zależy od jej zaleceń. Zdarzają się
          > fajne opinie, gdzie oprócz zaleceń dla szkoły jest cała masa zaleceń dla rodzi
          > ców, m.in. zobowiązanie do podjęcia odpowiedniej terapii.
          Otóż to. Poradnia zawsze oprócz zaleceń dla szkoły daje zalecenia dla rodziców, w tym wskazuje na konieczność terapii, ewentualnie dalszej diagnostyki np. neurologicznej, psychiatrycznej itp.
          Pozostaje kwestia zgody rodziców, nie wszyscy bowiem się zgadzają by dziecko uczestniczyło w terapii, warsztatach czy co tam poradnia poroponuje.
    • gazeta_mi_placi Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 08:45
      Nie wiem, ale za moich czasów pokolenie było zdrowsze.
      Może dlatego, że nawet jak jakiś chłopak był nadaktywny i agresywny (a mieliśmy takiego, jeden z największych łobuzów w szkole) to nauczyciel (zwykły nauczyciel) miał szacunek i poważanie i na lekcji był spokój i cisza, można było prowadzić normalnie zajęcia.
      Tak, ten chłopak też miał konflikt wczesny z prawem, ale na lekcjach siedział w miarę cicho, a raz dostał w...dol od nauczyciela jak podskakiwał.
    • joanna.pio Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 09:22
      Po pierwsze -z powodu nadpobudliwości nie wydaje się orzeczeń, co najwyżej opinię.
      Po drugie - jeśli klasa nie jest integracyjna, to rzadko bywają w niej dzieci z orzeczeniami PPP, raczej opiniami
      po trzecie - nie ma limitu opinii wydawanych przez PPP na klasę.
      po czwarte - nauczyciel przysługuje wyłącznie dzieciom z orzeczeniem (orzeczenia mają dzieci z niepełnosprawnością lub autyzmem/ZA), może być w klasie integracyjnej lub masowej, o ile w tej drugiej jest dziecko z orzeczeniem
      po piąte - dzieciom z opiniami PPP nie przysługuje opieka nauczyciela wspierającego

      a co można zrobić? To rodzice powinni przede wszystkim zadbać o lepsze funkcjonowanie dziecka - np. dietę, równowagę między obowiązkami i odpoczynkiem, aktywność fizyczną, ukierunkowaną terapię, wspierający dom, w ostateczności - leki.
      • mamma_2012 Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 09:51
        Niestety Autorka wątku pisze z perspektywy matki dziecka, ktore funkcjonuje w klasie, gdzie duza grupa dzieci ma opinie z PPP i pyta sie co ona i inni rodzice moga zrobic, aby jej dziecko mogło uczyć sie w lepszych warunkach.
        Rzeczy, ktore proponujesz leżą po stronie rodzicow dzieci sprawiajacych problemy.
        Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co moga zrobic rodzice pozostałych dzieci. Niestety, praktyka pokazuje, ze niewieleuncertain
        • zuzanna56 Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 10:31
          Dokładnie, niestety niewiele. Tamte będą gadać na lekcji, chodzić między ławkami, głośno gadać...a reszta będzie tracić.
    • demonii.larua Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 11:00
      Zwyczajnie, na zebraniu z wychowawcą zapytac jak zamierza rozwiązać ten problem. Bo to jest problem i jesli się nic z tym nie zrobi to będzie sie zwyczajnie nasilał. Przerabiamy to własnie w 4 klasie... kilkoro "wybitnych" regularnie rozpierdziela lekcje. Problem ciagnie się od 1 klasy, wtedy wychowawczyni już zaznaczyła że przy braku współpracy rodziców ona sama nie da rady.
      No i w 4 klasie się zaczęło... tylko teraz my - znaczy rodzice dzieciaków, które na różne sposoby odczuwają negatywne skutki zachowania tych "wybitnych" jednogłośnie stwierdziliśmy, że tak dalej być nie może. Bo niby dlaczego nasze dzieci mają ponosić konsekwencje stadnie. W tej chwili już mają opinię najgorszej klasy w szkole. Wychowawca jest do rzeczy i również nie widzi sytuacji w której klasa by miała pozostać tak jak jest, przedstawił plan działania od wersji "light", po full wypas z naganami i karnymi przenosinami. Zdecydowaliśmy, że zaczniemy od wersji lekkiej i jeśli nie będzie efektów i ochoty do współpracy to wychowawca sięgnie po normalne procedury karne.
      W ciągu miesiąca zorganizowaliśmy dzieciakom wypad integracyjny czyli wycieczka do leśniczówki, tam ognisko, kiełbachy, harce pod tytułem wyścig z jajcem, przeciaganie liny i takie tam. Szkoła razem z pedagogiem zorganizowała 2 razy warsztaty integracyjne. Póki co widac nieznaczną poprawę u dwójki dzieciaków łącznie z zaangażowaniem rodziców, do których chyba coś w końcu dotarło. Co będzie dalej zobaczymy.
    • joanna29 Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 11:00
      To, że tyle dzieci z problemami jest w klasie to nie przypadek. Mają bardzo dobrą wychowawczynie ze znajomością zagadnień pedagogiczno-terapeutycznych, rodzicie mieli możliwość wyboru nauczyciela i tak wybierali. Kumulacja dzieci z problemami sprawia kłopot w nauce wszystkim dzieciom (z problemami tez). Już 5 rodziców dzieci bez opinii zadeklarowała chęć przeniesienia po 3 klasie dziecko do innej szkoły. Dzieci dostają niezłą szkołę życia w tej klasie, tylko że w 1-3 to powinni przede wszystkim nauczyć się uczyć, opanować podstawy programowe czy też móc rozwijać swoje umiejętności.
      Nie jest tajemnica ilość dzieci z klasy ma opinię z PPP, ale nikt jawnie nie mówi (bo i nie może) co w opiniach jest wpisane. Część rodziców pewnie i pracuje z dziećmi, ale na efekty trzeba poczekać (to dziecko będzie można powiedzieć, że przez 3 lata zrobiło postępy, ale inne dzieci stracą te 3 lata). Część rodziców nie widzi problemu, czy też rzuca pracę z dzieckiem na szkołę.
      Wygadałam się, bo widzę że moje dziecko traci czas w szkole (bo jak nie w szkole to w domu trzeba materiał przerobić), do tego już nawet mi nie mówi, że ktoś go uderzył w brzuch, popchnął czy przewrócił (dowiaduje się przez przypadek po fakcie). A co jeszcze gorsze to nie rozumie dlaczego mu mówię, że nie może się zachowywać jak koledzy i to się pogłębia.
      • mamma_2012 Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 11:19
        Niestety nawet najlepsza wychowawczyni nie jest cudotworca i ma ograniczone mozliwosci. Takim dzieciom potrzebna jest duza uwaga, jesli one dostaną jej bardzo duzo, to niestety nic nie zostanie dla reszty (a tam Adaś smutny, bo mu sie rodzice rozwodza, Zosi zdechł chomik, a Kubus chociaż grzeczny to na pograniczu normy intelektualnej), nie mówiąc o realizacji kolejnych tematów.
        W takiej sytuacji, klasy nie powinny byc tworzone tylko na podstawie deklaracji rodzicow, bo dzieci nic nie zyskają, a dobry nauczyciel po roku pójdzie na urlop zdrowotny i tak sie skończy przygoda z początkiem szkołyuncertain
        • joanna29 Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 11:30
          Uważam, że rodzice i dzieci powinni mieć możliwość wyboru wychowawcy. Jeden nauczyciel jest matematykiem, inny polonistą, jeszcze inny zdolności plastyczne i nauczyciele chcąc, nie chcą przenoszą na uczniów swoje profile. Tutaj zabrakło informacji od rodziców o problemach dzieci, aby szkoła mogła zareagować i wszyscy nie trafili do jednej klasy.
          • mamma_2012 Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 11:53
            Masz racje, sama tez zrobiłbym wiele, zeby dziecko trafiło do najlepszego, moim zdaniem nauczyciela.
            Przepraszam pisze z małym placzacym sie miedzy nogami, a kolanami i jakos bo jakos błędnie założyłam, ze szkola wiedziała, jakie dzieci sa przyjmowane do klasy (dzieje sie tak np. kiedy dzieciaki przychodzą z przeszkolenie zerówki), a przecieżtak nie musiało byc i rodzice donosili te opinie pózniej.
        • zuzanna56 Re: nadpobudliwość w klasie 14.11.13, 08:30
          mamma_2012 napisała:

          > Niestety nawet najlepsza wychowawczyni nie jest cudotworca i ma ograniczone moz
          > liwosci.

          Niestety tak właśnie jest. Znam sytuacje, że nauczyciel niewiele może zrobić, bo mu prawo czy dyrekcja nie pozwala. Takie nadpobudliwe dzieci ni stąd ni zowąd zaczynają krzyczeć, głośno śmiać się, przewracać krzesła...one nad tym nie panują, przepraszają, a za chwile jest to samo. Reszta ma dość. Takie dzieci nie boją się nagany itp.
      • minor.revisions Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 15:24
        Część rodzic
        > ów nie widzi problemu, czy też rzuca pracę z dzieckiem na szkołę.

        i nie zobaczy, dopóki nie kupi anteny satelitarnej. dziecko w domu nie musi siedziec 45 minut na dupie nie odzywajac sie bez pozwolenia, wiec rodzic moze nie miec szansy pewnych rzeczy zauwazyc.

        Skoro nauczycielka rzeczowa i z praktyka terapeutyczna, to moze jest w stanie zorganizowac cos w rodzaju "parenting class" dla rodzicow uczniow z problemami (i nie tylko), czyli pare spotkan, na ktorych rodzice by sie dowiedzieli, jak mozna pomoc, a jak zaszkodzic dzieciom z nadpobudliwoscia.
        • iwoniaw Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 15:38
          No wszystko pięknie, tylko wyobraź sobie, że są rodzice, którzy w życiu na żadne spotkania się nie stawią, o chęci wdrażania jakichkolwiek procedur nie wspominając. Bo to wymaga pracy i pochylenia się nad problemem, a oni tak po prostu wolą problem ignorować i uczynić go cudzym problemem - choć to ich dziecko. Uwierz, że nie każdy rodzic dziecka z orzeczeniem (czy takiego, które to orzeczenie mieć powinno) to zatroskany o to dziecko, rozumny i skłonny do współpracy osobnik, a w niektórych szkołach (rejonowych - mam na myśli specyficzne środowiska) właściwie w ogóle takich rodziców nie ma, za to dzieci z problemami multum.
          Dlatego też część normalnych rodziców zamiast kopania się z koniem wybiera inną metodę zapewnienia swojemu dziecku możliwości realizowania obowiązku szkolnego w ludzkich warunkach i szuka mu szkoły poza rejonem. I, niestety, w wielu przypadkach jest to jedyna racjonalna metoda. Po czym w szkole normalnych dzieci jest jeszcze mniej, normalnych rodziców także - i spirala się nakręca.
          • aqua48 Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 16:01
            iwoniaw napisała:

            > No wszystko pięknie, tylko wyobraź sobie, że są rodzice, którzy w życiu na żadn
            > e spotkania się nie stawią, o chęci wdrażania jakichkolwiek procedur nie wspomi
            > nając.

            Znam rodziców, którzy mimo zwracania uwagi na ewidentne problemy dziecka przez właściwie całe otoczenie od dziadków przez znajomych i sąsiadów nie potrafili temu sprostać, a przede wszystkim POGODZIĆ się z tym, że ich dziecko jest inne, żeby zająć nim właściwie. Każdą uwagę odbierali wyłącznie jako personalny atak na siebie.
            • minor.revisions Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 16:37
              oczywiście,że odbierali jako personalny atak - w Polsce trudno nie odbierać. I trudno nie stosować wyparcia. Poczytaj dowolny artykul nt. adhd (byl pare miesiecy temu spory wysyp, w zwiazku z glupim memem o "tworcy" adhd) i popatrz na komentarze - w zasadzie wszedzie takie same: "kiedys to adhd sie pieknie leczylo pasem/sznurem od zelazka, a teraz to mamy nieudolnych rodzicow+wychowanie bezstresowe+"adhd" jako przykrywka.
              Dlatego takie parenting classes sa potrzebne, zeby odczarowac, zdjac poczucie winy i nauczyc, jak pomoc.
          • minor.revisions Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 16:41
            woniaw napisała:

            > No wszystko pięknie, tylko wyobraź sobie, że są rodzice, którzy w życiu na żadn
            > e spotkania się nie stawią, o chęci wdrażania jakichkolwiek procedur nie wspomi
            > nając. Bo to wymaga pracy i

            ajajajaja jak ja uwielbiam to cudownei polskei "no wszystko pieknie, tylko wyobraz sobie, ze dupa". Znasz tych rodzicow osobiscxie, ze wiesz i od razu negujesz sens? Moze nie widza problemu, bo nikt im go dokladnie I UCZCIWIE nie nakreslil. Albo nakreslil tak, ze kazda normalna osoba by go wyparla (czyli bardzo po polsku zwalajac na nich wine za zaburzenie dziecka). A moze chcieliby pomoc, tylko nie wiedza, jak.
            Jesli nie ma przepisu, ktory by w jakis sposob obligowal rodzicow do wziecia udzialu w szkoleniu/terapii pod rygorem zaniedbania dziecka, to moze nalezaloby naciskac, zeby go stworzyc.
            • iwoniaw Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 16:55
              No właśnie niestety znam i zapewniam cię, że nie są to przypadki, którym nikt nie chciał NAPRAWDĘ pomóc oraz zasugerować najlepszych możliwych rozwiązań (i nie, nie mówię o sznurze od żelazka, tylko o "domowej" części terapii, której swoją część szkoła i poradnia chciały jak najbardziej unieść (i nawet robiły, co mogły).

              CytatJesli nie ma przepisu, ktory by w jakis sposob obligowal rodzicow do wziecia ud
              > zialu w szkoleniu/terapii pod rygorem zaniedbania dziecka, to moze nalezaloby n
              > aciskac, zeby go stworzyc.


              Naciskaj zatem, niektórzy próbują coś w temacie podziałać - nie muszę chyba tłumaczyć, z jaką reakcją miłośników doktryny sznura od żelazka oraz niepodważalnej wartości rodziny, którą "po skandynawsku chce się zniszczyć" się to spotyka i ilu ich w społeczeństwie (oraz gremiach mających głos decydujący) jest.
              • minor.revisions Re: nadpobudliwość w klasie 14.11.13, 04:16
                iwoniaw napisała:

                > No właśnie niestety znam i zapewniam cię, że nie są to przypadki, którym nikt n
                > ie chciał NAPRAWDĘ pomóc oraz zasugerować najlepszych możliwych rozwiązań

                tych konkretnych rodziców, wszystkich z zaburzonymi dziecmi z tej klasy, z wątku joanny znasz? czy "zapewniasz mnie" na podstawie doswiadczen z jakimis innymi rodzicami? bo ja cie moge zapewnic, ze sa i tacy, co mieszkaja w przyczepie i maja piatke dzieci, kazde z innym ojcem, a na terapie chodza.

                > Naciskaj zatem,

                ale dlaczego ja? to nei ja zglaszam problem.

                nie muszę chyba tłu
                > maczyć, z jaką reakcją miłośników doktryny sznura od żelazka oraz niepodważalne
                > j wartości rodziny, którą "po skandynawsku chce się zniszczyć" się to spotyka i
                > ilu ich w społeczeństwie (oraz gremiach mających głos decydujący) jest.

                prawo w demokracji rtworza ludzie wybrani do sejmu. Skoro sa milosnikami doktryny sznura od zelazka, to nalezy glosowac na ich opozycje. Ale, oczywiscie, rownie dobrze mozna zakladac, ze nic sie nie da zrobic i cierpiec. Jednoczesnie nalezy prowadzic prace u podstaw w zakresie uswiadamiania, co na moją malą skalę robię przy każdej okazji, kiedy widzę, że ktoś utożsamia nadpobudliwe dzieci z debilami, jak w tym wątku, albo z agresywnymi łobuzami.
            • mamma_2012 Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 17:39
              Niestety brak współpracy ze strony rodzicow, szukanie wymowek i usprawiedliwien, czy unikanie kontaktu to bardzo częsty problem.
              A to poradnia pracuje nie w tych godzinach, a to grupa nie odpowiada, a to to czy tamto.
              A jak juz dziecko trafi do specjalisty, to i tak jest problem z wdrazaniem w zycie zaleceń terapeuty, bo to wymaga dużego wysiłku i samodyscypliny ze strony rodzicow, a bez tego praktycznie nic nie mozna, bo nawet dwie godziny pracy z dzieckiem tygodniowo, to za mało, zeby nastąpiła widoczna i trwała zmiana.
              Przykładów mogłabym Ci podać dziesiątkisad
              • minor.revisions Re: nadpobudliwość w klasie 14.11.13, 04:27
                mamma_2012 napisała:

                > Niestety brak współpracy ze strony rodzicow, szukanie wymowek i usprawiedliwien
                > , czy unikanie kontaktu to bardzo częsty problem.

                uhm, bo z tego, co wiem, to specjaliści od nadpobudliwości to w Polsce na każdym rogu stoją i machają takimi dużymi chorągwiami z napisem "we came in peace", a ci źli rodzice to tylko szukają okazji, jakby tu się kanałami przemknąć, pozostając niezauważonym. no weźże.

                > A jak juz dziecko trafi do specjalisty, to i tak jest problem z wdrazaniem w zy
                > cie zaleceń terapeuty, bo to wymaga dużego wysiłku i samodyscypliny ze strony r
                > odzicow, a bez tego praktycznie nic nie mozna, bo nawet dwie godziny pracy z dz
                > ieckiem tygodniowo, to za mało, zeby nastąpiła widoczna i trwała zmiana.
                > Przykładów mogłabym Ci podać dziesiątkisad

                wiesz, ja jestem bardzo dobra w grę "no tak, ale...." smile nie wygrasz z mistrzem.
                Wiesz, dlaczego wielu rodzicow odpada przy organizowaniu I PRZESTRZEGANIU rutyny dla dzieci nadpobudliwych? Bo to jest często dziedziczne. Innymi słowy, ci rodzice sami często potrzebują pomocy, bo mają - najczęsciej neizdiagnozowane, bo do niedawna się uważało, że z tego się wyrasta - problemy. Dopóki ludzie, zajmujący się prostowaniem ścieżek profesjonalnie, tego nie ogarną i nie będą pomagaać całym rodzinom, wprowadzanei żelaznej dyscypliny rozkojarzonym dziatkom przez rozkojarzonych rodzicow NIE MA SZANS na powodzenie.
    • 18lipcowa3 [...] 13.11.13, 16:00
      Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
      • micha11 [...] 13.11.13, 17:18
        Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
        • przeciwcialo Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 17:55
          Dlaczego od kretynek po niej jedziesz?
          wszystko fajnie jak to twoje jest nadpobudliwe i innym "organizuje" dzień szkolny. Nikt nie ma obowiązku byc elementem terapii dziecka nadpobudliwego.
          • iwoniaw Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 18:17
            Jeśli dziecko z problemami jest faktycznie wspierane przez terapię, jeśli jego rodzice się rzeczywiście angażują, a szkoła wypełnia swoją rolę (tak w stosunku do tego dziecka, jak i pozostałych), to z reguły i rodzice "normalnych" są lepiej nastawieni do sprawy - bo i realnie mają mniej powodów do obaw, że ich dzieci są narażone tak na stratę lekcji, jak i czysto fizycznie.
      • 18lipcowa3 Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 17:36
        Przepraszam to głupie było , faktycznie. Nie uważam takich dzieci za debili, źle napisałam, za szybko cofnąć nie mogę, przepraszam.
      • szamanta Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 18:34
        Debile to nie jest adekwatne okreslenie takich dzieci, ale nie ma co ukrywac ,że takie dzieciaki są wku..ce i cięzko oczekiwac pokładów cierpliwosci na takie ceregiele podczas lekcji, od strony rodziców pozostalych uczniów jak i samych uczniów ,ktore potrafią przystosowac sie do zasad i reguł panujących w danym miejscu
    • ichi51e Re: nadpobudliwość w klasie 13.11.13, 17:44
      No ale rodzic ma prawo zmienic dziecku klase jak uwaza ze obecna jest nieodpowiednia. Dlaczego ma gmfundowac terapie cudzemu dziecku kosztem swojego?
    • joanna29 Re: nadpobudliwość w klasie 14.11.13, 05:04
      Wsrod dzieci z opinia sa uczniowie dobrzy, inteligentni, rodzice z nimi odrabiaja lekcje, material maja opanowany. Problem jest jednak, ze nie potrafia zglosic sie do odpowiedzi, mowia nie pytane, wstaja i podchodza do pani mowiac. Nawet jezeli jest to gadulstwo na temat, inni uczniowe zglaszaja sie, ale odpowiedzi juz padly. Dzieci sie zniechecaja do udzialu w lekcji, albo przejmuja zachowanie dzieci nadpobudliwych. Przykre jest to ze niema zadnych procedur organizacji takiej klasy, a skonczy sie tym, ze czesc uczniow rodzice przeniosa.
      • zuzanna56 Re: nadpobudliwość w klasie 14.11.13, 08:34
        Joanna, to przykre ale tak jest...a piszę to z doświadczenia szkoły moich dzieci i trochę tez ze swojego nauczycielskiego. Ci spokojni, normalni w końcu pójdą do innej szkoły czy klasy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka