Mamy mające doświadczenie z dokacaniem, może będziecie mi w stanie doradzić...
Od listopada mieszka z nami cudowna kotka, trafiła do nas trochę przypadkiem. Dość szybko się zaklimatyzowała, pierwszej nocy władowała się nam do łóżka, a z każdym dniem stawała się coraz śmielsza i chętna do zabawy. Mogę śmiało powiedzieć, że się zadomowiła, ustawiła nas też sobie zupełnie. Nie jest jakoś specjalnie miziasta, ale owszem, ociera się o nogi, śpi w sypialni, w nocy przychodzi na całuski. Ma cztery - pięć miesięcy.
W piątek dołączył do nas dwumiesięczny kocurek, który właściwie był przygarnięty pierwszy, ale ponieważ był chory i malutki, dochodził do siebie w domu tymczasowym. No i od piątku jest z nami. Kotka, oczywiście, strzeliła focha i nie tolerowała małego na początku - syczała, warczała, raz doszło do łapoczynów. Mały problemów z zaklimatyzowaniem nie ma, od razu zaczął obchód mieszkania, jest bardzo przytulasty, ufny i ciągle chce się bawić.
w weekend doszło do przełomu w kocich stosunkach, zaczęły się gonitwy po mieszkaniu, koci wrestling, spanie razem, włażenie razem do kuwety, lizanie uszek itd. Słowem, dokocenie chyba się udało, a przynajmniej tak to wyglądało.
Jedyny minus to dystans naszej kotki do nas. Owszem, dawała się miziać, wróciła nawet do sypialni, ale już nie przychodzi na nocne całuski, nie bardzo chce się też ocierać o nogi. Czasem przyjdzie na mizianie, ale zmiana zachowania jest widoczna.
Ale do rzeczy - myślicie, że jej to kiedyś przejdzie i będzie dawną sobą, kocim rojbrem?
To zresztą mnie aż tak nie martwi, na pewno potrzebuje czasu. Co naprawdę mnie martwi, to jej zachowanie od wczoraj. Nie reagowała na zaczepki małego, nie chciała się z nim wygłupiać ani gonić, właściwie większość dnia przespała. Owszem, przyszła się przytulić, ale sprawia wrażenie smutnej i chorej. Je, ale jakoś bez apetytu, nie ma dzikiego biegu do miski, raczej zlew. Nie fuczy na małego ani go nie atakuje, po prostu totalnie go ignoruje - no ok, pozwala mu się przytulać i dalej posypiają razem. Ale żadnej zabawy, Mały już nawet przestał ją męczyć i zajmuje się sobą lub nami.
Nie wiem, co robić

Czy to jest druga faza focha na dokocenie? Czy może jest chora? Nie mogę na nią patrzeć, jak jest taka bez energii

Bardzo chcę, żeby była z nami szczęśliwa, już pal licho tego foszka na nas i lekki dystans, ale jak już nawet z małym się nie chce bawić, to chyba jest coś nie tak. Mam nadzieję, że to chwilowy spadek nastroju, naprawdę wyglądało, jakby zaakceptowała swojego nowego kumpla...