beataj1
28.11.13, 14:08
Moi dalsi sąsiedzi.
Mają synka jedynego. W tym roku skończył 40 lat - znam go bo to kolega mojego brata z podstawówki. Gość w żaden sposób nieatrakcyjny. Ani towarzysko, ani z urody. Typ faceta który po trzydziestce mieszka z rodzicami i ma na ścianie w swoim pokoju plakat z Rambo (albo Rocky - nie wiem nie rozróżniam) a pod sufitem na żyłce wiszą sklejane modele samolotów. Prowo jazdy zdał za 18 razem w czasach gdy tylko naprawdę niekumaci nie zdawali od razu. Generalnie dramat i przyciężkawy w rozmowie.
Pare lat temu (chyba z 5) poznał dziewczynę wziął ślub teraz w drodze ich drugie dziecko.
Facet chyba szczęśliwy, przynajmniej na takiego wygląda. Mieszkają z jego rodzicami -nie ma szans by było ich stać na cokolwiek własnego bo ona nie pracuje a on zarabia średnio - tak się domyślam biorąc pod uwagę gdzie pracuje.
Ale rodzice nieszczęśliwi. Bo dziewczyna nie taka, bo nic nie miała, bo ze wsi. Odzywają się do niej nawet przy obcych w sposób skandaliczny. Facet jako ciepłe kluchy oczywiście słowa nie powie. Dziewczyna na ostatnich nerwach (jeszcze w ciąży) nie bardzo ma gdzie pójść choć myślę że jak ją doprowadzą do ostateczności to wroci na tą wieś.
I tak sobie myslę - ci rodzice (a konkretnie matka) powinni ziemię po której ta dziewczyna chodzi całować z wdzięczności że ktoś zechciał ich zdziwaczałego synka. Dzięki niej mają wnuki bo inaczej szans raczej by nie było.
Powinni ją w ramki oprawić a nie wyżywać się na niej. Bo jak wróci na ta wieś to wnuki będą widywać od święta przy odrobinie szczęścia a synek odpłynie do reszty.
I tak sobie myślę - zamiast zadbać o minimalnie dobre kontakty dla dobra syna i w dalszej perspektywie dla siebie sprawiają tylko problemy. Ech.