cud_bogini_w_bikini
29.11.13, 09:43
Najpierw mój wzorzec bywania w gości - po wejściu (rozpłaszczeniu itp.) siadam na doopie i wędruję co najwyżej pomiędzy miejscem siedzenia a ubikacją. Jako dziecko miałam raz w życiu zapędy do wędrowania i otwierania szuflad w szafach gospodarzy, ale zostałam przez rodziców pouczona i pamiętam do dziś.
Sytuacja 1 (coraz częściej) - goście rozłażą się po domu/ mieszkaniu zaglądając dosłownie wszędzie (jak ktoś ogląda Ugotowanych to wie, o czym piszę). To rozłażenie ma charakter grupowy lub indywidualny (np. podczas wizyty w łazience). Ostatnio koleżanka z pracy wyszła z łazienki pachnąc moimi nowymi perfumami i bez skrępowania oznajmiła, że super zapach... I jeszcze to "niewinne" ... "mogę zajrzeć?" - i już się gość pakuje do sypialni... "no ale ładnieeeeee" , jakie fajne łóżko "mogę otworzyć? jakie pojemne szuflady..." ale wielka szafaaaaa".... brrrrrrrrrrr!!!!!! Nie, nie gościłam czterolatków, a poważnych ludzi
Sytuacja 2
W moim byłym mieszkaniu do śmietnika osiedlowego w linii prostej jakieś 200 m (z powodu remontu śmietnika o oczko bliżej). Śmieci, które się zebrały w ostatnim momencie głupio wyniosłam na balkon.... No i akcja palaczy
- ja: możecie palić w mieszkaniu
-oni: nie, wyjdziemy.... NA BALKON (jak babcię kocham nie wpadłam na to, bo nie gościłam wcześniej u siebie palaczy)
-ja (stanowczo): proszę w mieszkaniu, ewentualnie na dworze (mieszkałam na parterze) nie na balkonie, ponieważ sąsiedzi z góry nie tolerują dymu
-oni, tuż po moim wyjściu do kuchni, rzucając od niechcenia: to my jednak na balkon!
Odechciewa mi się zapraszać gości. Jak już to stałe grono rodzinne, jedna moja koleżanka z rodziną, jeden kolega męża. A może to ja dziwaczeję, a opisane wyżej przykłady to norma?
No można też tak jak moja teściowa, która jest ekshibicjonistką domową i... pokazuje dosłownie wszystko... Między obiadem a deserem demonstrowała ostatnio swoją nową deskę sedesową w wc.