andaba
24.01.14, 21:56
Dzisiaj mimochodem slyszalam ogladany przez męża film, a może program, w którym byłam mowa o przeludnieniu , zużyciu energii itp. nie słuchałam, ale jeden fragment mnie zaciekawił - że to mężczyźni chcą miec dzieci, a kobiety nie i to one o dzietności powinny decydować.
No dobra, zgadzam się, że w krajach trzeciego świata tak jest. Ale jak sądzę programu nie oglądano w krajach trzeciego świata, tylko w Ameryce Północnej i w Europie, obszarach dość cywilizowanych, przynajmniej pozornie.
I moje obserwacje z tego pozornie cywilizowanego świata są takie, że to kobiety chcą dzieci, a faceci nie. I nie wynika to wyłącznie z obserwacji mojego prymitywnego środwiska, tylko również z wielce nowoczesnego i postępowego forum.
I tak sobie myślę, jakby wygladała dzietność w krajach wysoko rozwiniętych, gdyby decyzje zostawić wyłącznie facetom?
Z ich wygodnictwem, egoizmem i brakiem instynktu macierzyńskiego?
Jak było u was?
W ilu przypadkach inicjatywa spłodzenia potomka (spłodzenia, nie aktu seksualnego) wyszła od partnera? W ilu od was?
Wiem, poprawność polityczna każe wam pisać, że to była wspólna decyzja. Ale w takim razie skąd tyle postów "ja chcę dziecko, a mąż nie", "zaszłam w ciążę, mąż się wścieknie" i "jak namówić męża na dziecko". Wątek zatytułowany "Mąż chce kolejnego dziecka, a ja nie"!" pamiętam... jeden.
I, gdyby się ktoś czepiał, ja tez uważam, że decyzja powinna należeć do kobiety, bo to jednak na nia spada zarówno fizyczna strona rozrodu, jak i większość obowiązków (tak, wiem, nie u ematek).