Z nowym rokiem prawie wszystkie moje kolezanki powzięły postanowienia. I niemal wszystkie z małymi wyjątkami postanowiły ze od teraz bedą cwiczyc -czesc codziennie w domu / te modne Chodakowskie, mel - b i inne

część 4 - 5 razy w tygodniu siłownia + wszyscy zdrowo będą żyli, przemyslane zdrowe posiłki,komponowane z kilkudniowym wyprzedzeniem, zielone koktajle itd zadnych słodyczy ,fast foodow i normalnego jedzenia. I dzis w polowie lutego patrzac na nie, stwierdzam że nakładanie sobie homonta, zmuszanie się do czegos co nie przychodzi nam naturalnie i ukladanie listy postanowien bazując na swoich słabościach to jest zupelny nonsens, bo ile można ?jesli to jest ciągłe zmuszanie,kontrola, praca, wyrzeczenia. Ja uwazam że nic z tego nie ma w dłuzszej perspektywie i faktycznie mam realne przyklady. W styczniu były pewne ze zmieniły swoje życie a teraz jest luty i się plany rozpelzają,jest szukanie wymowek zeby nie cwiczyc a bo katar bo miesiączki, bo niewyspane, okazuje się że zyc bez slodyczy tez sie nie da i mogłabym wymieniać. Dlatego ja nigdy nie robię planów opartych na moich słabosciach, a jak jest z wami?