Dodaj do ulubionych

jak go ukarac? dlugie

16.08.04, 08:38
W sobote bylismy na weselu. Bylismy z dzieckiem, chociaz on uwazal, ze to zly
pomysl. Ja chcialam, zeby mala sie pobawila. Miala tam byc zapewniona opieka
dla dzieci i sypialnia. Okazalo sie na miejscu, ze nic nie ma. Wiec on
poszedl z mala spac do samochodu. Jak poszlam ich obudzic, zeby wrocili na
sale on wola spac. Potem sie obudzil i zrobil mi awanture, ze ja sie bawie a
jego olalam, ze powinnam byla po jakims czasie go obudzic a sama zostac w
samochodzie.
Na tym sie nie skonczylo.
Nastepnego dnia caly ranek o to awantura. Na koniec stwierdzil, ze on
wychodzi z dzieckiem na spacer. Zadzwonil do swojego brata i umowili sie na
piwo. Nie chcialam z nimi isc. Po 2 godzinach poszlam jednak do nich (sama
nie wiem po co?) ale bylam taka zla, ze nie chcialam z nimi siedziec. Corka
chciala isc ze mna. On powiedzial,zebym zaczekala, to on dopije piwo i
pojdzie z nami. Ja na to, ze nie bede czekac, ale ide do parku i bede tam
przez chwile, wiec ma szanse nas zastac. I ze jak nie przyjdzie, to moze
szukac "wiatru w polu", ze nas nie znajdzie, bo nie wiem gdzie sobie pozniej
pojdziemy. No to on powiedzial, ze idzie szukac "wiatru w polu". I poszedl w
cholere. Caly dzien plakalam, denerwowalam sie gdzie on jest, czy mu sie nic
nie stalo. Wrocil kompletnie zalany w nocy. Nie wiem gdzie byl, z kim, i co
robil. Nadmienie, ze kilka lat temu tez po jakiejs klotni tak zniknal, tylko
ze na cala noc.
Naprawde go teraz nienawidze. Wczoraj mialam ochote go zabic.
Przed tym weselem nasze malzenstwo mialo bardzo dobry okres: bylismy dla
siebie mili i kochani jak nigdy.

Nie wiem co robic. Jak go za to ukarac. Nie bede sie z nim za czesto widywac,
bo on w tym tygodniu pracuje na druga zmiane, wiec wraca po 23.00. Na pewno
bede spala w drugim pokojuk, bo nie chce nawet na niego patrzec. Chetnie
spakowalabym mu walizki, ale ktos sie musi zajac mala, jak ja jestem w pracy
a nie moge rodzicow w to angazowac, bo i tak czesto z nia siedza. Najlepiej
byloby, gdybym zrobila to samo, co on (tak zrobilam kilka lat temu i bylo to
dobre wyjscie) ale nie moge, bo on wraca pozno i znowu musialabym dziecko
zostawiac rodzicom. Nie chce ich martwic ani wciagac w nasze problemy.
Nie wiem, co mam zrobic.
Na razie nie moge na niego patrzec, nie moge o nim myslec bo mnie szlag
trafia. Mam dola, nie moge skupic sie na pracy.
Chcialabym zrobic tak, zeby zalowal tego do konca zycia i zeby zobaczyl, ze
ze nie moze robic tego, co mu sie podoba, ze musi sie ze mna liczyc. I ze
moze mnie stracic.

Na razie postanowilam nie zwracac uwagi na to, ze on z nami mieszka. Zawsze
ja robilam zakupy spozywcze - teraz bede kupowala tylko tyle, zeby mi i corce
straczylo na obiad czy kolacje. Zadnego prania czy sprzatania - chyba ze moje
lub corki rzeczy. Bede sobie wmawiac, ze go nie ma. On nie przejal sie
wczoraj mna, ja nie bede przejmowac sie nim.
Obserwuj wątek
    • higa Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 08:56
      wiesz co? nie chcę być nie miła ale ile masz lat? to strasznie dziecinne: jak
      go ukarać.... Chryste...
      rozumiem ze jesteś rożalona ale najlepiej jest po prostu spokojnie i rzeczowo
      porozmawiać i przedstawić swoje racje - tak jak starałaś się tutaj opisać. Ty
      powiesz facetowi co czułaś a on powie Tobie dlaczego go cała ta sytuacja
      wkurzyła i się nawzajem przeprosicie. Tak robią ludzie dorośli którym zależy na
      tym, co razem tworzą (związek). Myślenie: jak go ukarać jest szczytem głupoty i
      do czego to Was doprowadzi??? Ty będziesz karać jego - on coraz bardziej się
      wkurzać. Na co liczysz?? że przyjdzie na kolanach Cię przepraszać? On nie
      chciał brać dziecka na wesele a Ty go zmusiłaś po czym się bawiłaś a on się
      zajmował dzieckiem (widać że ma trochę rozsądku, bo inny to by się zawinął z
      flaszką z innymi goścmi a Ty byś siedziała z dzieckiem).
      Przestańcie się licytować kto kogo bardziej ukarze i do tego jeszcze wciągacie
      w to dziecko (on je gdzieś bierze potem ty mu zabierasz). Nie mam słów.
      Zastanów się czy zależy Ci na tym człowieku i na tym związku. Jeśli nie -
      ciągnij takie zachowanie dalej. jesteś na najlepszej drodze żeby faceta stracić.

      nie chcę być złośliwa - uwierz mi - znam po prostu trochę życie. Złośliwości to
      nie jest dobry pomysł na dorosły związek.
      higa
      • ewa2233 Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 09:11
        Hmmm...
        Zachowujesz się jak mała dziewczynka!
        Zbierasz zabawki i do innej piaskownicy idziesz ?
        Raczej powinnaś poczekać do 23:00 i po prostu powiedzieć:
        "było tak dobrze między nami, niech nadal tak będzie!"
        No, oczywiście jeśli tego chcesz.
        Bo jeśli chcesz męża ukarać (!) to nie wiem co masz zrobić.
        Dziwnie to brzmi, jak na małżeństwo ...
        No i raczej wiadomo co z tego "karania" wyniknie.

        Postaraj zachować się DOJRZALE !
        Pozdrawiam
      • adzia_a Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 09:12
        Ja myslę podobnie jak Higa.
        Twoja sytuacja przypomina mi kilka z naszego życia -
        1. niedogadanie się co do ważnej kwestii (kto się zaopiekuje dzieckiem -
        naprawdę nie myśleliście o tym???)
        2. Obopólne żale
        3. Jakieś tam próby nawiązania kontaktu, które to Ty niestety storpedowałaś (ja
        często tak robiłam - myślałam, że jak postroję fochy, to on się rzuci
        przepraszać, tiaaaa, akurat...)
        4. Facet ciepie wszystkim i idzie sobie pobyć sam (no, w tym przypadku
        towarzystwo miał...)
        5. im dalej w las, tym głupsze rzeczy robicie oboje, żeby się nawzajem
        przekonać o swoich racjach...

        Twój facet nie jest jedynym winnym tej sytuacji, dobrze byłoby, gdybyś
        spojrzała na nią z dystansem i pomyślała, jak przeciąć temat, bo jak się
        zaczniecie karać, to się naprawdę pogubicie...Przykro mi, że nie podaję Ci na
        tacy pomysłów na ukaranie faceta, po prostu zgadzam się z przemówczynią, że to
        strasznie niedojrzałe...
        • kochamcie Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 09:20
          dziewczyny, wiem, ze moze moje zachowanie nie jest teraz przemyslane, ale ja
          dzialam jeszcze pod wplywem emocji, on naprawde wyrzadzil mi wielka krzywde! Do
          poznej nocy czekalam i wylam jak bobr, bo nie wiedzialam co sie z nim dzieje.
          To on zachowal sie jak maly chlopczyk uciekajac na caly dzien i upijac sie do
          nieprzytomnosci. To on chcial specjalnie zrobic mi na zlosc. Dlaczego nie
          uwazacie, ze on powinien porozmawiac ze mna, a nie uciekac i pic? Ze on
          zachowal sie dojrzale?
          Boje sie, ze on nie bedzie sie ze mna liczyl, jesli nie zareaguje odpowiednio
          na to, co mi zrobil.
          • melka_x Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 09:46
            > Dlaczego nie
            > uwazacie, ze on powinien porozmawiac ze mna, a nie uciekac i pic?

            Hmm może próbował, ale nie dałaś mu szansy? Kiedy przyszłaś do niego ze
            znajomym, prosił, żebyś poczekała na niego, chciał żebyście wrócili razem, a Ty
            zaserwowałaś mu tekst o wietrze w polu i obróciłaś się na pięcie. I to jeszcze
            przy znajomym. Nie wiem jaką osobą jest Twój mąż, ale mnie by porządnie
            rozłościł taki komentarz w obecności osoby trzeciej. Szczególnie w momencie gdy
            staram się wyciągnąć rękę.

            A może nie próbował rozpocząć żadnej rozmowy, bo uważał, że jesteś tak
            wściekła, że żadne próby nie miały w tamtym momencie sensu, że każda próba
            porozumienia doprowadziłaby tylko do eskalacji konfliktu? I czy myśląc w ten
            sposób nie miałby racji?wink))

            Zastanów się, czy Ty naprawdę chciałaś/chcesz rozmowy, wyjaśnienia, czy
            byłaś/jesteś gotowa wysłuchać jego wersji, czy też jedynie chciałaś/chcesz
            pokrzyczeć? Jesteś gotowa na rozmowę, czy może jednak jedyne statysfakcjonujące
            Cię rozwiązanie to mąż na kolanach?wink)) I zrozum mnie kochamcię, nie twierdzę,
            że mąż zachował się świetnie, ale Ty zachowujesz się tak jakby kompletnie nie
            zależało Ci na rozwiązaniu problemu, a jedynie na doprowadzeniu do postawienia
            na swoim. Nie zawsze i nie każdy konflikt kończy się kajaniem jednej strony.
            Czasem warto przyjąć do wiadomości, że Twój partner również może mieć swoje
            racje i warto ich wysłuchaćsmile, a nie wychodzić z założenia, że dopóki nie
            wczołga się na kolanach błagając o przebaczenia, dopóty będziesz obrażona. Bo z
            tym czekaniem na błagania o przebaczenie można daleko się przejechaćwink, z
            własnego doświadczenia mówięwink))
            • adzia_a Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 10:16
              melka_x napisała:
              > Bo z
              >
              > tym czekaniem na błagania o przebaczenie można daleko się przejechaćwink, z
              > własnego doświadczenia mówięwink))

              Dokładnie, ja też z własnego. Jak tak patrzę w tył, to łądne parę problemów
              można było rozwiązać bez strojenia fochów.

              I wcale nie uważam, że Twój facet zachował się OK - znikając z domu na noc
              zachował się obrzydliwie - to był kolejny etap eskalacji konfliktu. A może
              wystarczy niewiele, żeby i on zarozumiałswoje błędy i powiedział, co dokładnie
              go wkurzyło, a i Ty miałabyś szansę na zrozumienie - chociazby częściowe - a
              jego strony.
          • higa Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 10:04
            po pierwsze; po prostu porozmawiajcie (jeszcze raz to powtarzam) o tym co OBOJE
            CZUJECIE.
            Ty - że no może nie do końca był dobry pomysł z zabieraniem dziecka na wesele a
            jeśli już - to nie ustaliliście kto się będzie nim zajmował w rezultacie żadne
            z Was się nie bawiło dobrze (jeśli już ktoś to chyba Ty). Przyznaj się do
            błędu. Powiedz także że się denerwowałaś kiedy go nie było (bo pił) bo go
            kochasz. Nie ma sensu się ranić i karać na wzajem. trzeba rozmawiać o dwoich
            uczuciach.
            Niech on Ci powie co on czuł lub czuje cały czas - tylko go wtedy nie atakuj i
            nie zwalaj winy na niego tylko po prostu postaraj się wejść w jego skórę, tak
            jak my tutaj robimy z Tobą. Na pewno wtedy zyskasz sobie jego szacunek i
            dojdziecie do porozumienia a nie wtdy kiedy oboje bedziecie siebie ranić na
            wzajem. Czasem warto jest wyciągnąć rękę na zgodę pierwszemu. To procentuje.
            Twoje podejście prowadzi w dłużeszj perspektywie do tego, że facet przestanie
            Cię szanować i odejdzie (kiedyś albo niedługo).Jeśłi go kochasz - poszanuj też
            jego prawo do bycia złym na Ciebie (stracona zabawa na weselu a potem jeszcze
            fochy z Twojej strony i teksty o szukaniu wiatru w polu).
            Kiedyś też tak postępowałam. Facet mnie latami przepraszał za każdą pierdołę
            wiedząc że jestem uparta i pierwsza reki do zgody nie wyciągnę. W końcu coś w
            nim pękło. Miał już dość. Ja się zachowywałam jak dziecko. Teraz już wiem -
            trzeba rozmawiać, wyciągać do kogoś rękę i właśnie z to mnie szanuje mój Mąż a
            nie za głupi upór i karanie się bo tak robią dzieci, nie dorośli ludzie którzy
            mają dziecko.
            higa plus 27 tyg. niespodzianka
    • l.e.a Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 09:25
      Witaj

      Proszę, nie pomyśl, że jestem źle do Ciebie nastawiona, absolutnie nie.
      Ale malżeństwo to sprawa wyrzeczeń, rozmów, porozumiewania się i wspólnych
      decyzji. Idąc razem na wesele z dzieckiem powinniscie razem zdecydować czy
      jedziecie do domu ze wzgledu na zmęczenie córeczki. Bo w momencie zmęczenia
      córki RAZEM powinniście zadecydowac co dalej.
      Czyli wybrać się wspólnie do domu, ew. umówić się, że będziecie się zmieniać w
      samochodzie.
      W drugim dniu chyba powinniście siebie wzajemnie przeprosić, bo wina nie była
      tylko po jego stronie, no i nie rozumiem dlaczego nie chciałas pójśc z nim na
      piwo, a skoro juz zdecydowałas sie dojść to czemu zabrałas córeczke i poszłaś
      obrazona - bo wybacz ale takiego postepowania nie rozumiem.
      Natomiast jestem w stanie zrozumieć Twojego męża, bo pewnie źle się poczuł w
      takiej sytuacji, co absolutnie nie usprawiedliwia jego upicia się.
      W Waszym życiu zapewne pojawią się inne bardziej powazne problemy - oby
      nie !!! Ciekawe jak sobie poradzicie w takich napawdę trudnych sytuacjach.
      Życzę Ci wszystkiego dobrego.

      lea
      • ewa2233 Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 09:34
        "Dlaczego nie uwazacie, ze on powinien porozmawiac ze mna, a nie uciekac i pic?
        Ze on zachowal sie dojrzale?"


        Tak naprawdę to On zajął się córką (czyt. zachował się odpowiedzialnie).
        A jego późniejsze żale były tylko "wylaniem" złości na całą tą sytuację
        z wzięciem dziecka na wesele.

        I nie pora teraz na czekanie aż pierwszy wyciągnie rękę !
        Mąż też ma prawo nie wiedzieć co zrobić ze swą złością zwłaszcza,
        że nie ma dostępu do forum i otrzymania tylu wspaniałych wink rad smile !
        No i pewnie dobrze, że nie ma, bo od panów dostałby rady stokroć
        bardziej "atrakcyjne" wink

        Nie licytuj się więc z nami mądralami: "dlaczego ty",
        tylko jeśli chcesz zgody - ZRÓB COŚ w jej kierunku!
        No! Bądź dużą dziewczynką smile !
    • melanie Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 10:08
      kochamcie napisała:

      > Nadmienie, ze kilka lat temu tez po jakiejs klotni tak zniknal, tylko
      > ze na cala noc.
      *******************************
      Niedlugo zniknie, ale juz na zawsze. I to ty bedziesz szukc wiatru w polu. Masz
      zle serduszko, albo jestes zaglupia.
    • triss_merigold6 Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 10:15
      Pisałaś parę razy, że Twój mąż ma problem z alkoholem (trzeba go pilnować, nie
      chodzi sam na imprezy bo pije). Zareagował chyba typowo dla siebie czyli
      poszedł się narąbać.
      Wzięcie dziecka na wesele było bez sensu.
      Karać też nie ma sensu bo masz do czynienia z dorosłym człowiekiem a nie
      dzieckiem, nic nie osiągniesz.
      Nie odejdziesz więc szantaże typu "możesz mnie stracić" brzmią śmiesznie.
      Chyba oboje macie kłopoty ze spokojnym dogadaniem się.
      • melka_x Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 10:25
        triss_merigold6 napisała:

        > Pisałaś parę razy, że Twój mąż ma problem z alkoholem (trzeba go pilnować,
        nie
        > chodzi sam na imprezy bo pije). Zareagował chyba typowo dla siebie czyli
        > poszedł się narąbać.

        Triss poruszyła niebagatelną rzecz. Ja mogę mylić nicki - i jeśli tak to
        przepraszam- ale też mam wrażenie, że to nie pierwszy Twój post, w którym
        piszesz o niekontrolowanym piciu męża. Myślę, że to jest dużo poważniejszy
        problem niż to, kto co powiedział, czego nie powiedział, gdzie poszedł i
        dlaczego nie przeprosił. Naprawdę nie chcę Cię urazić, ale mam wrażenie, że
        skupiasz się na rzeczach średnio istotnych, za to lekceważysz te, które mogą
        mieć długofalowe i bardzo poważne skutki.
        • kochamcie Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 10:34
          To prawda, problem alkoholu istnieje, chociaz ostatnio wydawalo mi sie, ze jest
          dobrze, bo on sie nie upijal, po alkohol siegal czasami, przy wiekszych
          okazjach, ale zawsze w granicach rozsadku, albo i w ogole z niego rezygnowal.
          Dlatego tez bylo nam ostatnio ze soba dobrze.

          Jednak nadal nie wiem, co robic.
          Z cala reakcja na to, co sie wczoraj stalo musze zaczekac. Jest we mnie teraz
          bardzo duzo nienawisci i zalu. Chociaz po waszych postach moze ciut mniej.
    • julia128 Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 10:18
      Dziewczyny! A gdyby to ona wkurzyla sie na meza za cos tam, nawet majac 100 %
      racji i zniknelaby na caly dzien, po czym przyszla w nocy pijana, a on by
      czekal przez ten caly czas denerwujac sie o nia i odchodzac od zmyslow gdzie
      jest, co i z kim robi, czy nie stalo jej sie cos zlego, to pewnie nadal
      bronilybyscie jej meza, prawda? Bo biedaczek siedzial w domu i plakal.
      Niektore wasze wypowiedzi sa naprawde madre i pouczajace, ale mam wrazenie, ze
      w odwrotnej sytuacji skracilybyscie ja a nie faceta, myle sie? Ja staram sie
      zawsze stawac po stronie kobiety, a wy chyba wrecz odwrotnie.
      • l.e.a Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 10:31
        Julio 128
        Ależ nikt z wypowiadających się nie pochwala jego upicia się, gdyby upiła sie
        kobieta tez bym ją karciła za takowe zachowanie. I nie staję po stronie kobiety
        lub mężczyzny, tylko staram się obiektywnie patrzeć na problem i
        postępowanie "winnego" nie obchodzi mnie czy jest to mężczyzna czy kobieta.
        Pozdrawiam - lea
        • verdana Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 18:34
          O ile rozumiem poczatek tej kłótni, to zona śmiertelnie obraziła się na męża,
          bo zamiast się bawić na weselu zajmował się dzieckiem, które rozsądnie radził
          zostawić w domu. I nawet nie pomyślała, ze on tez moze chcieć mieć coś z tego
          wesela, nie umożliwiła mu zabawy - zastępując go przy dziecku.
          Czy możan się dziwić, ze facet się wściekł? Tu chodzi o coś głębszego, niż kto
          zajmował się dzieckiem. Chodzi o to, ze autorce postu najwyraźniej nie zalezy
          na tym, aby mąż miał przyjemność - zabiera dziecko, choć on tego nie chce, bawi
          się, a o nim zapomina. To co działo się potem, jest prostą konsekwencją
          zlekceważenie uczuć partnera.
          A chęć nie tyle nawet ukarania, co zemsty? Przecież sytuacja u jest jasna -
          kocham cię, o ile jesteś posłuszny i robisz to co ja chcę, a może raczej - to
          ja decyduję co będziemy robili, a ty masz się podporzadkować (bo sobie pójdę,
          nie będe się odzywać).
          Mąż też nie jest bez winy, ale na pewno zaczęła żona. I ona także (a moim
          zdaniem przede wszystkim) powinna przeprosić.
          A swoją drogą - jedna z dziewczyn mówi, że zawsze bierze stronę kobiet.
          Dlaczego? Co to, my bezgrzeszne jesteśmy?
          • allga Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 19:28
            Kochamcie, zgadzam się z dziewczynami, że prawdziwy problem dotyczy czegoś
            innego. Czasem nie chcąc/nie mogąc wyrazić złości/żalu w trudnej sprawie,
            podświadomie szukamy "tematów zastępczych". A ludzie z zewnątrz się dziwią, że
            o takie pierdoły może chodzić... Mówię z doświadczenia.

            Twoja chęć zemsty jest spora. Czy tylko o tę konkretną sprawę jesteś na niego
            wściekła? Może energii dodaje coś jeszcze, co sama chciałabyś ominąć?

            Z serca życzę, abyście mogli otwarcie pogadać. Namawiam i trzymam kciuki!
          • kochamcie Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 08:38
            No to nie zrozumialas.
            Na weselu miala byc zapewniona opieka i pokoj do spania dla dzieci. Na miejscu
            okazalo sie, ze nic takiego nie ma. Z winy organizatorow. Jak mala chciala spac
            to moj maz zaproponowal, ze pojdzie z nia do samochodu, ja go o to nawet nie
            prosilam. Jak przyszlam go obudzic powiedzial, ze chce spac. Po czym jak sam
            sie obudzil po kilku godzinach zrobil mi awanture, ze go olalam.
            To za co mam przeprosic?
            Caly niedzielny ranek mi to krzykiem wypominal.
            I uwazasz, ze to moja wina, ze dorosly facet ucieka z domu nie wiadomo z kim i
            gdzie i wraca w nocy kompletnie zalany?
            Ja malo nie umarlam ze strachu o niego. A on sie swietnie bawil z kolegami, nie
            zadzwonil, zebym sie nie martwila, olal mnie calkowicie. A ja nie wiedzialam
            nawet, czy on zyje, mialam juz dzwonic po szpitalach.
            To, ze ja cierpialam, plakalam caly dzien, denerwowalam sie, to rozumiem, ze na
            wlasne zyczenie?
            Widze, ze tylko ja uwazam, ze zachowal sie jak gowniarz i bardzo, ale to bardzo
            mnie skrzywdzil.
    • virtual_moth Re: jak go ukarac? dlugie 16.08.04, 19:10
      Moim zdaniem facet jest alkoholikiem i wygląda na to, że Wasza kłótnia była dla
      niego pretekstem, aby w końcu móc "bezkarnie" iść w tango i pójść na całość.

      Nie polepszysz sytuacji próbując go ukarać, to już wiesz.

      Nie zmusisz go do leczenia, bo on prawdopodobnie nie uważa się za chorego. Ty
      chyba też tak uwazasz?
      Jesli mu na Tobie zależy, to gdy będzie już naprawdę źle (czytaj - odejdziesz
      od niego), to MOŻE będzie chciał się leczyć. Alkoholik musi sięgnąć dna, aby
      zauważyć swoją chorobę. A z tego co widzę, do tego dna jeszcze trochę daleko.

      Życzę siły.

      Pozdrawiam
    • slimak13 Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 00:35
      Czy ta sprawa warta jest tej całej szamotaniny? Nie można spokojnie
      porozmawiać? Szkoda czasu i nerwów na takie "przepychanki".
    • bambo44 Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 01:27
      Zastanów się i zadaj sobie następujące pytania:

      Kim on dla Ciebie jest, że chcesz go ukarać?
      Jakie masz to tego prawo, żeby go karać?
      Czy on jest Twoim partnerem, czy Twoim podopiecznym, wychowankiem?

      Moim zdaniem próbując go ukarać nie traktujesz go po partnersku. Jego reakcja
      prawdopodobnie będzie zupełnie odwrotna do przez Ciebie oczekiwanej. Ponadto
      Ty możesz bardzo wiele stracić na swojej atrakcyjności. Dla mężczyzny to
      raczej nie jest ideał kobiety: kobieta groźna i karcąca maluczkiego
      chłopczyka. Zresztą zastanów się także, czy Ty chcesz właśnie taką rolę
      odgrywać w Waszym związku.

      Przecież masz alternatywę. Możesz najnormalniej w świecie zakomunikować mu, co
      Cię uraziło, i czego oczekujesz od niego w takiej sytuacji. Przy okazji
      powinnaś zadać sobie nieco trudu, i zaciekawić się, jak sytuacja wygląda z jego
      perspektywy.

      Zaciekawić się szczerze. Bo ja bym się wcale nie zdziwił, gdyby się okazało,
      że on poszedł pić przez całą noc, bo nie chciał wcale wracać do groźnej i
      karcącej kobiety. Do domu gdzie czekała go kara (on pewnie nawet nie wie za
      co). Być może to właśnie Twój do niego stosunek sprawia, że on ucieka od
      Ciebie na całą noc.


      Jeszcze raz powtórzę, że to Ty decydujesz, kim będziesz

      miłym, kochającym, pełnym zrozumienia i szukającym
      rozwiązania partnerem,

      czy

      groźną kobietą wymierzającą okrutne kary.


      Zastanów się, kim chcesz być. Wybór naprawdę należy do Ciebie.
      • kochamcie Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 08:47
        nie bede dla niego mila
        wyobrazasz sobie bycie milym, jak ktos bardzo Cie skrzywdzi?
        jestem caly czas rozzalona, ciagle placze, a zawsze taka twarda bylam
        nienawidze go za to, co zrobil
        wiem, ze nienawisc z czasem mi przejdzie, ale jeszcze nie potrafie myslec
        racjonalnie
        nie chodzi mi o jakies specjalne ukaranie go, tylko o takie zalatwienie tej
        sprawy, zeby wiedzial, ze juz nigdy nie moze mi czegos takiego zrobic, zeby
        tego naprawde zalowal, ale nie wiem, jak mam to sprawe zalatwic
        Wczoraj przeprosil za to, ale dopiero po tym, jak wylalam wszystkie swoje zale,
        powiedzial, ze nie pomyslal o tym, ze tak to wyjdzie, ale nie zauwazylam, zeby
        sie za bardzo przejal, wolal ogladac telewizje...
        • mysia.8 Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 10:20
          > nie bede dla niego mila
          > wyobrazasz sobie bycie milym, jak ktos bardzo Cie skrzywdzi?
          > jestem caly czas rozzalona, ciagle placze, a zawsze taka twarda bylam
          > nienawidze go za to, co zrobil
          > wiem, ze nienawisc z czasem mi przejdzie, ale jeszcze nie potrafie myslec
          > racjonalnie

          rany boskie! dziewczyno ile ty masz lat? 18? po co w ogole bralas slub i
          zakladalas rodzine, skoro nie umiesz rozwiazywac najprostszych konfliktow ze
          swoim mezem??? malzenstwo to nie zabawa i ciagle przepychanki! skoro nie dajesz
          sobie sama rady ze swoimi emocjami to radze pojsc do poradni rodzinnej razem z
          mezem
    • evee1 Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 02:04
      >Czy ta sprawa warta jest tej całej szamotaniny? Nie można spokojnie
      >porozmawiać? Szkoda czasu i nerwów na takie "przepychanki".
      Wlasnie! Ja tego w ogole nie rozumiem. Moim zdaniem alkohol nie ma tu
      nic do rzeczy. U mnie ta sprawa zakonczylaby sie bez zadnych zalow juz
      wieczorem w samochodzie.
      Czy Wy ludzie nie potraficie ze soba rozmawiac!?!? Ile razy czytam tu posty,
      w ktorych obie strony tylko tokuja jak te gluszce i w ogole nie sluchaja
      co mowi druga strona. Ja wiem, ze tego trzeba sie nauczyc, ale moze
      najpierw trzeba zaczac chciec!!!
    • adzia_a A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 09:14
      ...i powiedz kochamcie - mylę się? Twój facet idąc w tango na 90% właśnie miał
      zamiar Cię "ukarać"...

      Wiesz co, nie rób nic na siłę. Nie bądź miła na siłę, nie musisz, nie powinnaś.
      Ale też nie szukaj zemsty. To nie jest dobry moment na podejmowanie decyzji.
      Poczekaj, pośpiech jest złym doradcą...
      • kochamcie Re: A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 09:23
        pewnie masz racje, dlatego moja zlosc jest taka wielka

        ja nie uwazam, ze zrobilam w ogole cos zlego, a juz na pewno nie cos, za co
        trzeba mnie tak krzywdzic. On na pewno jest innego zdania.

        Wiem, ze pospiech jest zlym doradca zwlaszcza, ze takich sytuacjach dzialam
        zbyt emocjonalnie
        Na razie spie z corka, prawie nie bedziemy sie widywac w tym tygodniu, bo on
        wraca dopiero przed polnoca z pracy.
        Jednak nadal brakuje mi pomyslu, jak sprawe rozwiazac.

        Ale serce mi peka, jak ja w jednym pokoju placze w poduszke a on w drugim
        oglada sobie telewizje sad

        Chcialabym, zeby zaczelo mu zalezec na mnie, zeby wszystko wrocilo do normy,
        chcialabym, zeby mi pokazal, ze zaluje, zeby on naprawde przeprosil, zrozumial,
        ze zrobil zle.
        • triss_merigold6 Re: A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 10:04
          Dziewczyno co Ty z tą telewizją? Co ma facet robić?
          Przeprosił. Chcesz żeby demonstracyjnie, z kwiatami i na kolanach się kajał,
          prosił o wybaczenie dzień w dzień i na każdym kroku podkreślał jak bardzo
          zawinił? Fajnie tylko, że nie macie 18 lat... w szczenięcym wieku taka
          egzaltacja jest dość zrozumiała.
          Poszedł pić - niewątpliwie brzydko i wkurzająco ale jak nie masz czym
          szantażować to nie szantażuj wcale.

          Ja jestem za tym żeby próby podobnych zachowań kasować w zarodku czyli jeszcze
          na etapie b. wczesnego związku (poznawania się). Mój raz miał taką akcję, że z
          pubu przyjechał podpity do mnie w nocy. Nie wpuściłam go do domu. Nie
          mieszkaliśmy razem więc było mi łatwo tak zrobić. Taka mała próba nerwów na co
          kto może sobie pozwolić. Ja określiłam b. precyzyjnie czego nie akceptuje i
          albo facet się zgadza albo nie musimy ze sobą być.
          • ewa2233 Re: A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 10:22
            No, coś tu nie tak...
            Chciałaś, by Cię przeprosił? Przeprosił!
            A Ty co? Nadal śpisz z córką i płaczesz !
            I czekasz na co? Aż ZNOWU będzie Cię przepraszał? Ile razy?

            Na jego miejscu nie kajałabym się 10 razy, żeby TRAFIĆ,
            aż Ty UZNASZ się za PRZEPROSZONĄ.
            • triss_merigold6 Re: A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 10:30
              Właśnie sobie wyobraziłam, że to ja zrobiłam coś nie tak i mąż życzy sobie
              przepraszania do oporu, dąsa się, przenosi ze spaniem itd. czyli prezentuje
              pełen repertuar zachowań Kochamcie.
              Najdalej po dwóch dniach trzasnęłabym drzwiami i poszła się bawić olewając
              obrażonego księcia.
              • kochamcie Re: A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 10:43
                tak bardzo bym chciala, zeby ktos postawil sie w koncu w mojej sytuacji a nie
                jego! Posiedzcie sobie caly dzien i pol nocy w takiej niewiedzy, bezsilnosci,
                zalu i strachu.

                ja sie nie dasam, ale nie przyjmuje przeprosin, jak widze, ze nie sa szczere,
                on wcale nie zaluje tego, co zrobil

                zrozumcie, ja boje sie jednego, ze jak powiem "OK, nie ma sprawy, przeprosiles,
                bylo minelo", to przy kolejnej awanturze on zrobi to samo, bo bedzie wiedzial,
                ze przeciez poprzednim razem w sumie nic wielkiego sie nie stalo.

                • triss_merigold6 Re: A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 10:54
                  Nareszcie piszesz z sensem. Boisz się żeby akcja się nie powtórzyła jeśli facet
                  uzna "sankcje" za opłacalne tj. że warto iść pochlać beztrosko jeśli ceną za to
                  jest kilkudniowe marudzenie i konieczność bąknięcia "sorry skarbie".
                  Takie obawy rozumiem w 100%.
                  Nie wiem czy da się coś zrobić odnosząc się TYLKO do Waszego zachowania
                  poweselnego, mam wrażenie, że problem leży głębiej. Chyba nie uważasz męża za
                  specjalnie odpowiedzialnego, co?
                  Wybacz ale czas na radykalne reakcje minął. Trzeba było zasady ustalać na
                  początku związku, wtedy istnieje większe pole manewru.
                • ewa2233 Re: A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 10:57
                  Wiesz, Kochamcie, my polemizując tutaj z Tobą,
                  tak naprawdę nie wiemy CO powinien ZROBIĆ Twój mąż, aby Cię zadowolić.
                  A co dopiero on, który z Tobą nie rozmawia?
                  O to chodzi! A nie o szukanie kto jest BARDZIEJ winny!
                  Albo z NIM wyjaśnisz czego OCZEKUJESZ, albo będziecie się mijać!

                  Wcale nie uważam, że zniknięcie na całą noc jest czymkolwiek usprawiedliwione,
                  ale mąż musi WIEDZIEĆ o co Ci chodzi i jakie wnioski na przyszłość z tego płyną.
                  • ewa2233 Re: A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 11:01
                    A za co Cię przeprosił?
                    Za wybuch poweselny, czy za to fatalne zniknięcie i alkohol?
                    Może mu przypomnij jaka była umowa?
                    Jeśli dobrze pamiętam było jakieś ultimatum odnośnie alkoholu?
                    Może o tym powinniście pogadać?
                    • kochamcie Re: A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 11:13
                      tak, to prawda, bylo ultimatum i on rzeczywiscie sie do niego stosowal,
                      zwlaszcza, ze ja tez poszlam na pewne ustepstwa. Ale niestety to "stosowanie
                      sie" mialo tez wyjatki sad

                      nie wiem za co przeprosil, bo rzucil to slowo ot tak sobie i tyle

                      najgorsze jest to, ze jemu tak latwo przychodza pewne sprawy:
                      Jak siedzial w knajpie przy piwku w to "piekne niedzielne popoludnie" a ja
                      przyszlam i powiedzialam ,ze nie zostane, ale jesli on chce, to moze isc ze
                      mna, to on powiedzial, ze pojdzie ale musi dopic piwo i zeby poczekala. Ja na
                      to, ze nie poczekam, ze jak chce, to niech zostawi piwo i idzie ze mna. Wiec on
                      oczywiscie zostal.
                      Potem zadzwonil pytajac gdzie jestem. Powiedzialam, ze jestem tu i tu ale tylko
                      przez chwile, jak nie przyjdzie to potem moze sobie mnie szukac. Wiec w ogole
                      nie przyszedl tylko poszedl w cholere.
                  • kochamcie Re: A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 11:04
                    ja mu wyjasnilam, ze bardzo mnie zranil, ze bardzo sie denerwowalam, ze zepsul
                    to, co bylo dobre miedzy nami (ostatnio naprawde dobrze nam sie ukladalo)
                    on rzucil "przepraszam" od niechcenia i uznal sprawe za zakonczona

                    Tu nie chodzi o to, ze on ma cos zrobic, zebym ja czula sie usatysfakcjonowana,
                    nie chodzi mi o blaganie o przebaczenie
                    tylko o to, zeby on zrozumial, ze zrobil bardzo zle i zeby nigdy wiecej taki
                    pomysl nie przyszedl mu do glowy
                    na razie to on uwaza, ze mial do tego prawo, bo przeciez byl na mnie zly
                    • ewa2233 Re: A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 11:10
                      No, a to ultimatum w sprawie alkoholu? Było w końcu czy nie?
                      Może czas na uświadomienie CO IDZIE ZA TYM, gdy będzie alkohol pił ?
                      Takie "straszenie" bez konsekwencji nic nie da.
                      Albo macie umowę, albo szkoda się wygłupiać w obietnice.
                      Mąż NIE MOŻE czuć się usprawiedliwiony tym, że się wkurzył!

                      Ale jeśli tego WSPÓLNIE nie wypracujecie, możesz być pewna,
                      że na przyszłość będzie tylko gorzej.
                      To naprawdę wygląda na początek alkoholizmu.
                      Poszukaj może fachowej porady?
                      Przecież telefon jak forum - anonimowo też Ci pomogą!
                • melka_x Re: A mnie jeszcze przyszło do głowy... 17.08.04, 11:08
                  > tak bardzo bym chciala, zeby ktos postawil sie w koncu w mojej sytuacji a nie
                  > jego! Posiedzcie sobie caly dzien i pol nocy w takiej niewiedzy, bezsilnosci,
                  > zalu i strachu.

                  Ja Ci współczuję. I uważam, że mąż jest niepoważny. Nie można najpierw się na
                  coś decydować (wezmę córkę do samochodu), a później z tego powodu robić
                  awanturę, bo druga osoba nie domyśliła się, że pierwsza wcale nie była pewna
                  tej decyzji i nie protestowała. Ale to co nastąpiło później to była Wasza
                  wspólna wina. Ty postanowiłaś go ukarać, więc odeszłaś mimo jego prośby, żebyś
                  została. On postanowił Cię ukarać, więc wyszedł na wiele godzin. I tak sami się
                  nakręcacie.

                  > zrozumcie, ja boje sie jednego, ze jak powiem "OK, nie ma sprawy,
                  przeprosiles,
                  >
                  > bylo minelo", to przy kolejnej awanturze on zrobi to samo, bo bedzie
                  wiedzial,
                  > ze przeciez poprzednim razem w sumie nic wielkiego sie nie stalo.

                  To akurat rozumiem. Chyba Triss mówiła o wyznaczaniu granic i ma świętą rację.
                  Kundera napisał, że dla związku najbardziej decydujące są pierwsze tygodnie,
                  zasady które wtedy przyjmujemy mają wpływ na to jak będziemy funkcjonować przez
                  lata. Nie zrobiłaś tego na początku - już trudno, mleko jest rozlane. Starasz
                  się teraz - ok. Ale sądzę, że sposób w jaki próbujesz wyznaczyć te granice jest
                  mało efektywnywink. Chyba już lepiej byłoby nie wpuścić go w takim stanie do
                  domu. Teraz możesz tylko stanowczo oświadczyć, że nad kolejnym takim numerem
                  nie przejdziez do porządku i być konsekwetną (o ile coś takiego przydarzy się
                  jeszcze, czego Ci oczywiście nie życzę). Natomiast czekanie na bardziej
                  spektakularne przeprosiny i pielęgnowanie poczucia krzywdy tylko pogarsza
                  sprawę.
                • ruskiepierogi1 No wiecie co 17.08.04, 11:10
                  czy w tym calym internecie nie ma ani jednej osoby ktora moze tej dziewczynie
                  powiedziec cos milego?
                  czy ktoras z was w ogole dokladnie przeczytala te historie biorac jednoczesnie
                  pod uwage wzburzenie autorki, ktore powoduje ze wczytac sie trzeba dokladniej??
                  po 1. stoi wyrazie napisane ze wziela dziecko na impreze bo miala tam byc
                  infrastruktura zapewniona i dziecko mogloby sie tez pobawic i to fajnie
                  po 2. to on nie chcial wziac dziecka i sadzac po dalszych wydarzeniach moglo to
                  wynikac z potrzeby usuniecia przeszkody w ew. szampanskiej zabawie
                  po3. wnioskuje ze skoro dziecko jednak sie zalapalo - nie byl zachwycony i
                  poszedl spac (z tego co czytam na wlasne zyczenie poszedl spac a nie dlatego ze
                  taki z niego kochajacy tatus)- moj maz notorycznie gapi sie w telewizor albo
                  kladzie spac jak sie wkurzy
                  po 4. a potem wylal swoje pretensje w postaci awantury, nastapila eskalacja
                  negatywnych emocji z obu stron i ruszyla lawina wzajemnych zlosliwosci, w
                  wyniku ktorych:
                  po 5. to jednak on postawil na swoim i zadal wiecej bolu bo sie schlal i
                  pokazal gdzie to wszystko ma i ze kochamcie moze mu skoczyc

                  dla mnie jest jasne od poczatku ze kochamcie nie szuka kary sensu stricte, ani
                  zemsty tylko sposobu na skuteczne i calosciowe rozwiazanie tej syt. i ew.
                  przyszlych bo jej facet jest egoista
                  moglbyscie naprawde cos doradzic a nie ja gnoic i obrazac
                  osobiscie tez jestem za rozmowa, spokojna itd. ale o takich glownie sie czyta w
                  poradnikach, pytanie brzmi jak wprowadzic w zycie powazna rozmowe z kims kto
                  olewa temat i sie gapi w telewizor
                  takei scenki rodzajowe zdarzaja sie w niejednym zwiazku i nei wierze ze nie
                  macie w zanadrzu jakichs trickow na swoich chlopow, ze wszytkie zalatwiacie
                  wszytko spokojna rozmowa zanim jeszcze cokolwiek sie stanie
                  jesli tak - gratuluje wam tego raju na ziemi, ale w tej sytuacji nie macie
                  prawa sie wypowiadac i rugac tej dziewczyny
                  rozne sa zwiazki - mniej lub bardziej burzliwe i ludzie tez sa rozni, mniej lub
                  bardziej dojrzali; takie teskty w stylu ile masz lat i dojrzej wreszcie mozecie
                  sobie w buty wsadzic!
                  tu jest potrzebna dobra rada szyta na miare - dla tych konkretnych osob
                  pozdrawiam was wszytkie
                  • kochamcie Re: No wiecie co 17.08.04, 11:18
                    dzieki! takiego slowa naprawde mi brakowalo! Naprawde zaczynalam sie czuc, jak
                    nienormalna i do tego winna, ze niby mam za swoje.

                    i we wszystkim, co pisalas, masz chyba racje
                    • ewa2233 Re: No wiecie co 17.08.04, 11:29
                      Ruskiepierogi 1 napisała: nie macie prawa sie wypowiadac i rugac tej dziewczyny

                      Raczej chyba mamy PRAWO smile bo Kochamcie prosiła o wypowiedzi smile
                      A forum, jak wszystkim wiadomo, nie sprowadza się do poklepywania po ramieniu,
                      czego doświadczyła chyba każda z nas.

                      Osobiście bardzo współczuję Ci Kochamcie, ale to NIE POMOŻE!
                      Musisz sama zadziałać i pomóc Wam, bo mąż nie jest chyba świadomy zagrożenia.
                      Skoro istnieje problem z alkoholem i jest on chyba najważniejszy -
                      trzeba na pierwszym miejscu go rozwiązać! Uciekanie od niego nic nie da.
                      A co my tu możemy zrobić? Tylko mówić: POROZMAWIAJ!
                      Przecież nie pogadamy z mężem Kochamcię, bo niby jak?

                      PS. Przypuszczam, że nieźle by mu się dostało!
                      • triss_merigold6 Re: No wiecie co 17.08.04, 11:33
                        Podpisuję się.
                        Również współczuję i rozumiem obawy przed powtarzalnością sytuacji (napisałam
                        wyżej) ale skoro te obawy już są - i to uzasadnione - to kluczowy wydaje mi się
                        problem z alkoholem i reagowanie przekorną ucieczką.
                        ZA Ciebie nikt nie porozmawia.
                      • ruskiepierogi1 Re: No wiecie co 17.08.04, 11:41
                        sorry zle sie wyrazilam, oczywiscie ze kazdy moze sie wypowiedziec po to jest
                        forum, ale nie pochwalam wyzywania sie z masa wykrzyknikow, a mowiac "nie macie
                        prawa" mialam na mysli prawo moralne;
                        takie jest moje stanowisko, po co kopac lezacego, ktory w dodatku prosi o
                        pomoc; nawet jesli robi to nieumiejetnie, nie umie wyartykulowac problemu albo
                        widac ewidentne bledy w sposobie myslenia- jesli ktos nie porafi pomoc, to
                        niech chociaz nie pogarsza sytuacji;
                        ja nawet nie wiem czy wspolczuje kocham cie, ale rozumiem mechanizmy ktore
                        opisala i powtarzam- tez jestem za dialogiem i stawieniem czoła materii tylko
                        jak ten dialog poprowadzic zeby byl dialogiem nie wiem
                        aha- i rowniez uwazam ze problem tkwi duzo glebiej niz opisywany incydent
                        odnioslam sie tylko do tej syt. bo taka widzialam potrzebe
                    • ruskiepierogi1 Re: No wiecie co 17.08.04, 11:31
                      no problemo, widze ze w czasie gdy to pisalam pojawilo sie pare rozsadniejszych
                      propozycji dla ciebie a i ty sie powoli uspokajasz;
                      gadanie o ustaleniach przed slubem itd. to bzdura, nie znam osob ktore
                      powiedzialyby ze ich zycie po slubie wyglada tak jak to zostalo ustalone smile)
                      chyba ze sa z afganistanu
                      malzenstwo zawsze jest czyms nowym, wynikaja nieprzewidziane komplikacje, a
                      poza tym zwiazek caly czas "pracuje" i daj boze ewoluuje w dobrym kierunku ale
                      nie zawsze;
                      nie ma stalych recept, trzeba dzialac na biezaco, trzeba mase wysilku wlozyc,
                      jednej stronie moze sie zwiazek znudzic, moze sie okazac niedobrany, kurcze-
                      miliony rzeczy moga wyjsc, ktore nie byly do wylapania wczesniej bo np. nie
                      bylo dziecka, pracy, pieniedzy, psa, tersciowa nagle wrocila z ameryki..i co tu
                      mozna ustalic zawczasu oprocz ze cie bede kochal i szanowal az do smierci.
                      • triss_merigold6 Nie zgadzam się absolutnie 17.08.04, 11:38
                        Owszem pewnych rzeczy nie można przewidzieć (dziecko, pies, problemy finansowe)
                        ale wiele rzeczy można i należy ustalać wcześniej.
                        Przykład? Facet lubi wypić. Jeśli lubi to nie jest dla mnie odpowiednim
                        partnerem i nie kontynuuję znajomości anie myślę jak to zmienić. Eliminacja
                        osobników z niepożądanymi cechami po prostu. Kurczę, przecież masa rzeczy jest
                        widoczna na początku i można się do nich odnieść i zastanowić jak to może
                        wyglądać w przyszłości.
                        W kwestii trików: triki to stosuję wobec psa żeby zeżarł gorzką tabletkę a nie
                        wobec dorosłego mężczyzny.
                        • ruskiepierogi1 Zgadzam się absolutnie 17.08.04, 11:49
                          masz racje, ja bym nie zwiazala sie z facetem ktory pije, ale tu juz jest po
                          ptakach;
                          nie mam pojecia w jaki sposob kocham cie dobrala sobie partnera i czy to dobry
                          partner, ale powtarzam bo juz gdzies to pisalam- odnosze sie do tej tyko
                          sytuacji; moze ten zwiazek ma sznase tylko trzeba go umiejetnie poprowadzic
                          jesli chodzi o tricki to z kolei sie nie zgadzam - kazdy jest inny i z kazdym
                          rozmawia sie i postepuje w indywidualny sposob; osoby ktorym na sobie zalezy
                          wzajemnie traktuja sie odpowiednio- nie urazajac uczuc, pewne tematy drazac a
                          innych nie itd. wynika to z wzajemnego szacunku i uwazam ze problem rozszerza
                          sie do postepowania z dana osoba w ogole, sposobu efektywnej komunikacji z
                          jednostka- o takei tricki mi chodzilo, a nie cos w stylu: zrob mu jego ulubione
                          schabowe
                          • triss_merigold6 Re: Zgadzam się absolutnie 17.08.04, 11:57
                            Jeszcze w kwestii tego co widać na początku związku: podejście do rodziny
                            (wizja tradycyjnego modelu czy partnerskiego), do kwestii obowiązków domowych,
                            pracy, dysponowania pieniędzmi, spędzania czasu (tylko wspólnie czy raz razem a
                            raz osobno), znajomych itd.
                            Na temat dopasowywania komunikacji do osoby nie mogę się wypowiadać. Ja wywalam
                            wszystko wprost, nie czekam, mało subtelna jestem ale za to nie mam
                            nieporozumień.
                            • ruskiepierogi1 Re: Zgadzam się absolutnie 17.08.04, 12:04
                              zgadzam sie z kazdym slowem; u mnie jest podobnie, ale u innych bywa roznie jak
                              widac, jak to niektorzy okreslili "na wlasne zyczenie" i z tym sie nie zgadzam,
                              bo nie jest tak ze wszyscy rodza sie super madrzy, przewidujacy, konsekwentni
                              itd. po prostu tak nie jest; ale tez maja prawo zyc, czasami potrzebuja pomocy
                              bo sie zaplacza, a ci madrzy tez nie sa w stanie przewidziec wszystkiego i
                              trafiaja im sie sytuacje, ktore ich przerastaja;
                              • triss_merigold6 Re: Zgadzam się absolutnie 17.08.04, 12:09
                                To od wieku trochę zależy. Jak patrzę na pierwsze swoje związki, pierwsze
                                małżeństwo to dochodze do wniosku, że popełniłam większość z możliwych błędów
                                (no, poza związaniem się z sadystą lub fanatykiem czegokolwiek). Teraz to mi
                                łatwo mówić bo jednak z własnych błędów jakieś wnioski wyciągnęłam.smile

                                Wracając do tematu: Kochamcie ma od dawna nabrzmiały gdzieś podskórnie konflikt
                                z mężem (raz lepiej raz gorzej) i połowiczne załatwienie sprawy (przeprosiny,
                                obietnice) chyba niewiele da. Uciekanie (spanie z córką, podział ciuchów do
                                prania i zakupów na moje-twoje) też chyba nie będzie skuteczne na dłuższą metę.
                                • ruskiepierogi1 Re: Zgadzam się absolutnie 17.08.04, 12:17
                                  zgadzam sie, widze to wyraznie; innych spraw nie poruszalam, bo nie znam
                                  detali, ale "na oko" to sie nadaje co najmniej do jakiejs poradni malzenskiej
                                  jesli w ogole im obojgu zalezy na przetrwaniu;
                                  nie tez mam pojecia ile maja lat i jakie doswiadczenia za soba dlatego
                                  pozowlilam sobie przeanalizowac tylko te opisana sytuacje czyli wybiorczo, co
                                  oczywsicie oznacza nierzetelnie, ale kochamcie prosila o stanowisko w tej
                                  sprawie, a poza tym to tylko internet, ktorego nie uwazam za idealne zrodlo
                                  wskazowek na udane zycie
    • flo_mama Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 13:04
      Wiecie co... sprawa jest rzeczywiście złożona. Pewnie gdybyśmy poznały
      wszytskie fakty (w jaki sposób kochamcie poznała sowjego męża, jakie były ich
      początki itp.), miałybyśmy lepszą perspektywę. Zdaje się, jak to w życiu bywa,
      że prawda leży gdzieś po środku. Natomiast najpoważniejszy jest problem
      alkoholowy w tym związku - jeśli mąż kochamcię nie zacznie z tym walczyć (nie
      zrozumie), będą jeszcze gorzej.A to nie jest sprawa do załatwienia w 2 dni.
      I tu ważną rolę odgrywa kochamcię - musi sobie odpowiedzieć na pytania, czy
      kocha go na tyle, że rzeczywiście chce mu w tym pomóc (a to trudna droga,
      totalne oddanie), czy uważa, że ma na niego taki wpływ i jest dla niego tak
      ważna (ona i córka), że on się "weźmie za siebie", czy kochamcię naprawdę chce
      to zrobić... . To pytania, które wyznaczają dalszy los tej rodziny.
      Poza tym, nie wiem czy zauważyłyscie dziewczyny ale... my chyba zupełnie, w
      natłoku informacji od kochamcie i naszych własnych rad i przemyśleń
      przgapiłyśmy chyba najistotniejszą sprawę - jak tę całą sytuację znosi dziecko,
      na ile w tym uczestniczy, przecież kochamcie nie jest w stanie chronić Małej
      przed tym wszystkim... . Nie wiem ile ma lat, ale na pewno ma to wpływa na jej
      psychikę, dużo widzi i pewnie w jakiś sposób "ocenia".


      kochamcie... trzymam kciuki... odezwij się

      mama flo
      • ruskiepierogi1 Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 13:23
        Prawda.
        Nie wiem czy zawsze, ale na pewno zazwyczaj dzieci obwiniaja siebie.
        • kochamcie Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 13:35
          Zazwyczaj mowi ona wtedy "tato nie krzycz na mame", "mamo nie mow tak do taty"
          itp. Nic nie wskazuje na to, ze obwinia siebie, chociaz tak naprawde nie wiem,
          co mysli sad
      • kochamcie Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 13:33
        problem alkoholu uzmyslawialam mu juz wiele razy
        powiedzial, ze potrafi sobie z tym poradzic (z reszta on oczywiscie tak nie
        bardzo wierzy w to, ze jest to problem)
        Sam obiecal, ze bedzie uwazal, pil w malych ilosciach i tylko w wyjatkowych
        sytuacjach. Sam mi to zaproponowal podczas, gdy ja sie juz pakowalam (chcialam
        sie wyprowadzic po kolejnej "imprezce").
        Rzeczywiscie dotrzymal slowa, nie bylo wiekszych problemow. I wtedy naprawde
        dobrze nam sie zylo. W ten weekend wszystko sie zmienilo.
        Nie wiem, czy mam tyle sily, zeby walczyc. Kochamy sie, ale co z tego? Ja nie
        widze, zeby on walczyl o mnie, o nasze szczescie.

        Niestety nasza coreczka jest swiadkiem wszystkich awantur. Wiem, zla matka
        jestem, ale to nie ja wszczynam awantury, nie ja krzycze. Maz ja bardzo kocha i
        duza sie nia zajmuje, ja rowniez. Nie wiem co to biedactwo czuje w takich
        sytuacjach, ale sama sobie nie poradze z ich zlikwidowaniem, a nie widze checi
        pomocy ze strony mezasad
        • triss_merigold6 Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 13:45
          Kochamcie: człowiek, który nie ma problemów z alkoholem nie dawkuje i nie
          obiecuje sobie oraz innym ile i kiedy będzie pił. Nie planuje - dzisiaj tylko
          dwa piwka ale w weekend to sobie pozwolę na osiem bo są imieniny Stasia.

          Żaden alkoholik w pierwszej fazie uzależnienia nie dopuści do świadomości
          faktu, że może mieć problem. Każdy będzie uważał, że sobie poradzi i że nad
          wszystkim panuje.
          Masz trudną sytuację. Nie układa się jak powinno ale nie jest tak dramatycznie
          żeby podejmować radykalne decyzje (rozwód, wyprowadzka).
          Szczerze mówiąc to nie wiem co Ci poradzić.sad
          • flo_mama Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 14:09
            Kochamcie... to wszystko jest smutne ale zalezy tylko od Ciebie. To TY wiesz,
            ze on ma problem z piciem (on uważa, że go nie ma), to Ty widzisz więcej,
            widzisz cierpienie dziecka... . Dlatego, po pierwsze, niestety musisz sie
            zmobilizować i zatanowić się, czy tak bardzo go kochasz że chcesz, za wszelką
            cenę mu pomóc. Jeśli nie - daj sobie spokój, bo on będzie dalej brnął w ten
            ślepy zaułek zwany piciem. To "sie samo" nie skończy, a alkoholikiem jest i
            ten, kto pije jedno piwo, ale codziennie, bo... musi. Ma zupełną rację
            triss_merigold6 - alkoholik nie może sobie sam stawiać poprzeczek - dzisiaj
            jedno piwo, jutro nic, potem trzy... . Nie może pic w ogóle! Ale do tego
            potrzebuje pomocy. I wstrząsu. Zastanów się nad tym. Im szybciej podejmiesz
            decyzję, tym lepiej.

            Pozdrawiam
            mama flo
            • mela007 Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 14:24
              Kochamcie ( jaki ladny nicksmile))
              Pojechalas na wesele nie po to zeby " dziecko sie pobawilo"
              bo od tego sa place zabaw a nie wesela z oddawaniem dzieci obcym osobom,
              (przyznaj sie sama przed soba ze ta opieka to lipa)
              ale po to zeby pilnowac faceta.
              Nie udalo sie na weselu (o co bylas na niego wsciekla)
              facet sie nawlil i poszedl spac do samochodu,
              bo raczej nikt tego nie robi na weselu sam s siebie bez powodu,
              byl wsciekly jak troche otrzezwiaz ze nie moze dalej pic tylko ma spac z
              dzieckiem, ze go nie obudzialas, ze nie zapanowal nad soba itp itd
              Ty wsciekla bo on znowu....
              Kolejny dzien:
              1. on znowu wybral piwo zamiat Ciebie,
              2. kolejny raz nie dotrzymal obietnic,
              3. kolejny raz jestes wsciekla i bezradna.
              I szukasz postow utwierdzajacych Cie
              w sensie trwania w tym zwiazku w roli "ofiary"

              Spojrz realnie na rzeczywistosc.
              Wtedy latwiej odpowiedziec sobie co dalej.

              Twoja prezentacja sily a raczej bezsilnosci wobec niego nie ma sensu.
              Zakladamy sie ze mam racje????
              • kochamcie Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 14:33
                w ogole tak nie bylo
                wesele bylo w mojej rodzinie, moj maz nawet nie bardzo chcial na nie isc
                jak szedl z mala do samochodu wcale nie byl pijany, wiec nie mial z czego
                trzezwiec
                tak wiec Twoja teoria nie jest zgodna z prawda, ale na pewno wymyslilas ja w
                dobrej wierzesmile

                masz racje z jednym - jestem wsciekla i bezradna, bo nie mam pomyslu co robic
                dalej.
                • mela007 Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 14:52
                  No to dobrze ze tak nie bylo smile)))
                  Czyli rzeczywistosc nie jest tak odlegla
                  Sama dokladnie przed soba okres Co akceptujesz a co nie
                  Czym sie zajmujesz a czym nie (czyli np martwisz sie o swoje uczucia
                  a nie o to ze jemu sie cos stanie jak popije)
                  Komunikujesz wyraznie lubemu na czym stoicie w Twojej ocenie i jakie ma wyjscia:
                  Leczy sie teraz, leczy sie pozniej jak bedzie na dnie gdzie plyniesz z nim lub
                  go zostawiasz, nie leczy sie wcale
                  A ty odpowiednio zareagujesz w zaleznosci od tego co wybiera.
                  Jak - to tylko od Ciebie zalezy.
                  Nikt na forum nie da Ci recepty i nie zrobi tego za Ciebie.
                  Krotkotrwale pokazy sily nie maja sensu. Momo ze przynosza Tobie ktorkotrwala
                  ulge. Ja na jego miejscu tez bym je zlala. Jak moja kolezanka ktora balowala, a
                  meza przepraszala "hurtem", tak raz na dwa tygodnie, bo czesciej jej sie nie
                  oplacalo jak mowila " Za duzo stekania z jego strony po przeprosinach"
                  pozdr


                  • kochamcie Re: jak go ukarac? dlugie 17.08.04, 15:06
                    dzieki
                    pomysle o tym
                    ale pewnie minie jeszcze pare dni, zanim zaczne z nim o tym rozmawiac i zanim
                    podejme jakakolwiek rozsadna decyzje
                    na razie jestem rozgoryczona i go nienawidze (chociaz mimo wszystko go kocham),
                    wiec rozmowa w moim rozchwianym stanie emocjonalnym do niczego dobrego nie
                    doprowadzi

                    dziewczyny, kazda wasza uwaga jest dla mnie cenna, ale nie oceniajcie mnie
                    tylko po tym, co akurat w tym watku pisze, moj stan emocjonalny pozostawia
                    wiele do zyczenia smile
    • kochamcie Re: jak go ukarac? dlugie 18.08.04, 07:53
      wczoraj jak wrocil do domu jeszcze nie spalam
      zapytal, czy poscielic lozko, na co ja odpowiedzialam, ze spie w drugim pokoju
      zapytal, czy kiedys jeszcze bede spala z nim, powiedzialam, ze nie wiem

      poszlam spac do malej
      on przyszedl, mocno mnie pocalowal i powiedzial "dobranoc"

      cholera, taka jakas teraz glupia jestem i nie wiem, jak wyjsc z tej sytuacji!
      chyba sie normalnie wybiore do psychologa!
      • ruskiepierogi1 Re: jak go ukarac? dlugie 18.08.04, 19:10
        no, tylko chyba idzcie we dwoje smile
      • virtual_moth Re: jak go ukarac? dlugie 18.08.04, 19:34
        Kochamcie, jesteś współuzależniona (nie mam na myśli tego, ze pijesz) i
        wymagasz leczenia tak samo jak Twój mąż. To jest trudna sytuacja - bo on za
        żadne skarby nie zgodzi się na leczenie (odstawienie alkoholu na zawsze).
        Jedynym bodźcem jest osiągnięcie tzw. dna.

        Nie wiem czy on zgodzi się na wizytę u psychologa. Choroba pewnie "powie" mu,
        ze to jest niebezpieczne dla jej rozwoju (psycholog od razu dostrzeże problem
        alkoholowy) i on podświadomie to wie. A nie chce dopuścić do sytuacji, aby
        autorytet powiedział wprost, że jest alkoholikiem.
        Jeśli nie będzie chciał iść do psychologa, możesz posłużyć się tym argumentem
        (czego się obawiasz, skoro nie masz problemu z alkoholem, to przecież lekarz ci
        nie będzie mówił, że masz).
        Gdyby nie było problemu z alkoholem, w ogóle nie doszłoby do tej sytuacji.

        Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka