kochamcie
16.08.04, 08:38
W sobote bylismy na weselu. Bylismy z dzieckiem, chociaz on uwazal, ze to zly
pomysl. Ja chcialam, zeby mala sie pobawila. Miala tam byc zapewniona opieka
dla dzieci i sypialnia. Okazalo sie na miejscu, ze nic nie ma. Wiec on
poszedl z mala spac do samochodu. Jak poszlam ich obudzic, zeby wrocili na
sale on wola spac. Potem sie obudzil i zrobil mi awanture, ze ja sie bawie a
jego olalam, ze powinnam byla po jakims czasie go obudzic a sama zostac w
samochodzie.
Na tym sie nie skonczylo.
Nastepnego dnia caly ranek o to awantura. Na koniec stwierdzil, ze on
wychodzi z dzieckiem na spacer. Zadzwonil do swojego brata i umowili sie na
piwo. Nie chcialam z nimi isc. Po 2 godzinach poszlam jednak do nich (sama
nie wiem po co?) ale bylam taka zla, ze nie chcialam z nimi siedziec. Corka
chciala isc ze mna. On powiedzial,zebym zaczekala, to on dopije piwo i
pojdzie z nami. Ja na to, ze nie bede czekac, ale ide do parku i bede tam
przez chwile, wiec ma szanse nas zastac. I ze jak nie przyjdzie, to moze
szukac "wiatru w polu", ze nas nie znajdzie, bo nie wiem gdzie sobie pozniej
pojdziemy. No to on powiedzial, ze idzie szukac "wiatru w polu". I poszedl w
cholere. Caly dzien plakalam, denerwowalam sie gdzie on jest, czy mu sie nic
nie stalo. Wrocil kompletnie zalany w nocy. Nie wiem gdzie byl, z kim, i co
robil. Nadmienie, ze kilka lat temu tez po jakiejs klotni tak zniknal, tylko
ze na cala noc.
Naprawde go teraz nienawidze. Wczoraj mialam ochote go zabic.
Przed tym weselem nasze malzenstwo mialo bardzo dobry okres: bylismy dla
siebie mili i kochani jak nigdy.
Nie wiem co robic. Jak go za to ukarac. Nie bede sie z nim za czesto widywac,
bo on w tym tygodniu pracuje na druga zmiane, wiec wraca po 23.00. Na pewno
bede spala w drugim pokojuk, bo nie chce nawet na niego patrzec. Chetnie
spakowalabym mu walizki, ale ktos sie musi zajac mala, jak ja jestem w pracy
a nie moge rodzicow w to angazowac, bo i tak czesto z nia siedza. Najlepiej
byloby, gdybym zrobila to samo, co on (tak zrobilam kilka lat temu i bylo to
dobre wyjscie) ale nie moge, bo on wraca pozno i znowu musialabym dziecko
zostawiac rodzicom. Nie chce ich martwic ani wciagac w nasze problemy.
Nie wiem, co mam zrobic.
Na razie nie moge na niego patrzec, nie moge o nim myslec bo mnie szlag
trafia. Mam dola, nie moge skupic sie na pracy.
Chcialabym zrobic tak, zeby zalowal tego do konca zycia i zeby zobaczyl, ze
ze nie moze robic tego, co mu sie podoba, ze musi sie ze mna liczyc. I ze
moze mnie stracic.
Na razie postanowilam nie zwracac uwagi na to, ze on z nami mieszka. Zawsze
ja robilam zakupy spozywcze - teraz bede kupowala tylko tyle, zeby mi i corce
straczylo na obiad czy kolacje. Zadnego prania czy sprzatania - chyba ze moje
lub corki rzeczy. Bede sobie wmawiac, ze go nie ma. On nie przejal sie
wczoraj mna, ja nie bede przejmowac sie nim.