Wiecie moje drogie, że w tym roku ani razu nie było u nas na tyle śniegu (był przez naprawdę krótką chwilę i niewiele go było) aby pójść na sanki, czy zrobić bałwana. Pierwszy rok kiedy nie zaznałam błota pośniegowego.

A miała być zima stulecia. W tygodniu widziałam przebiśniegi. Znaczy w połowie lutego wiosna idzie, bo nawet metrolodzy zimy nie już też nie widzą. Klimat się niestety zmienia. A jak u was?
PS. Nie mam większych problemów dziś i się żalę, a nie chwalę.