informacja o tym, że nie wykonuje się generalnych porządków, nie gotuje i nie piecze na święta? Czy, że w ogóle na codzień odbębnia się domowe obowiązki w okrojonym zakresie albo wcale (bo np. sprząta zatrudniona osoba, gotuje facet/mąż)?
Rozmowa w pracy, panie wymieniają się uwagami nt. tego, która ma więcej do roboty w związku ze zbliżającymi się świętami Wielkiej Nocy.
Pytanie skierowane do mnie: a Ciebie co czeka w domu do zrobienia przed świętami?
Ja: nic.
I zaczęło się, że jak to, że jak tak można i eskalowało.
Nieraz, nie dwa mnie to spotkało, moje przyjaciółki również, w realu czy na forum.
Czy kobieta musi być zawsze urobiona po pachy, żeby inne jej nie zjadły?
Nie prowadzę domu, bo nie lubię i nie muszę i nie uważam, żeby ten fakt zasługiwał na agresję, z jaką się spotykam ja czy inne kobiety z tego tytułu. Nie chwalę się tym, ale zapytana nie zamierzam kłamać i udawać, że jestem zarobiona pracą na drugi etat w domu. Mam wrażenie, że żyję w średniowieczu.
Można (a nawet radzę

) zignorować mój post, tak tylko chciałam wydusić to z siebie, bo tego co mnie dzisiaj i poprzednio spotkało nie da się racjonalnie wytłumaczyć.