amyszka07
19.04.14, 17:37
Moja teściowa heros nie kobieta, zwojowała pół świata, z tytułami przed nazwiskiem i wzór niedościgły dla wielu w pewnej dziedzinie medycny, co wieczór przed snem od wielu lat płacze do poduszki. W ciągu dnia musi się "trzymać", nikt by nie powiedział, że czegokolwiek żałuje, pewnie ona sama nigdy by się nie przyznała. Nie pomagają terapie najlepszych specjalistów, lekami nie chce się zagłuszać. Mój mąż ma tylko siostrę - najstarszą, którą urodziła młodo. On jest najmłodszy, teściowa urodziła go bliżej 40 niż 30. Miał szczęście.W sumie ja też miałam szczęście. Po latach teściowa (chyba tylko mi się zwierza, nawet córce czy synowi nie mówi wszystkiego) mówi, że ta tytaniczna praca to nic... Wolałaby mieć przy sobie swoje dzieci - gdy patrzy na te żyjące i na wnuki. I na nic moje tłumaczenia, że to przecież inne czasy, inna świadomość. Antykoncepcja, która zawodziła i 100% aprobata kolegów po fachu, traktujących aborcję jak antykoncepcję. Teściowa jest ateistką, z kościołem jej nie po drodze, więc cudownego nawrócenia też nie było. Możecie po mnie jechać, w sumie nie planuję pisać już w tym wątku i nikogo nawracać. Teściową pytałam czy mogę tu napisać, bez zgody bym się chyba nie odważyła. Mam jednak prośbę - gdyby zajrzała tu twójaniołstróż - proszę o kontakt na prv (chciałabym jakoś pomóc teściowej - o ile to w ogóle możliwe). Napisałam, bo pojawiają się takie wątki - kiedyś kobiety się skrobały i żadna nie ma z tym problemów. No to ja napiszę - o święta naiwności...