Dodaj do ulubionych

Eksperyment na dzieciach

28.04.14, 13:06
www.edziecko.pl/starsze_dziecko/1,79351,15767057.html
Szkoła demokratyczna, czyli chaos, wrzask, zero programu, znudzone dzieci, osoby bez kwalifikacji jako rzekomi nauczyciele i utrata 1/3 chętnych rodziców w ciągu niespełna roku.
Mam sporo zastrzeżeń wobec tradycyjnej szkoły, ale w tym wywiadzie i materiałach programowych odpowiedzialnej szkoły odrzuca mnie dosłownie każde zdanie.

Laska jest do tego stopnia sekciarska, że nie pojmuje, że rodzice zabrali dzieci ponieważ - tak przypuszczam - dzieci umierały z nudów i wracały rozkojarzone i rozwrzeszczane do domu + porównali sobie poziom dzieciątek ze szkoły demokratycznej z poziomem ich rówieśników i z lekka przerazili.
Obserwuj wątek
    • slonko1335 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 13:13
      to to cudo od karmienia dzieci jabłkami? faktycznie fantastyczne miejsce....
    • bri Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 13:23
      Te dzieciaki są tak naprawdę na nauczaniu domowym tak? I muszą co jakiś czas zdawać egzaminy zaliczające, tyle, że to wtedy już wyłącznie broszka rodziców, bo szkoła do niczego dzieci nie zmusza?
      • triss_merigold6 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 13:32
        Aby w każdym człowieku, starszym czy młodszym, rozwijała się prawdziwa odpowiedzialność za siebie, potrzeba dwóch rzeczy. Osoba taka musi mieć możliwość podejmowania swobodnych wyborów, a następnie mieć żywy kontakt z ich konsekwencjami. Tak właśnie będzie z egzaminami corocznymi.

        Tytułem uspokojenia warto jeszcze dodać, że ministerialna podstawa programowa, która jest bazą egzaminów, nie jest specjalnie wymagająca – to konkretne programy są przeładowane treścią. Doświadczenie homeschoolingu i unschoolingu pokazuje, że dzieci chcą i mogą brać odpowiedzialność za własne uczenie się. Pozostawione same sobie (przy delikatnym wsparciu kadry), kiedy nabiorą już trochę wprawy w zarządzaniu sobą, potrafią podejmować bardzo rozsądne wybory (np. zdawać egzaminy w grudniu, kiedy jest zimno, żeby później mieć już z głowy).

        Patrząc na to od innej strony można powiedzieć, że to nie egzaminy niszczą wewnętrzną motywację dzieci, lecz fakt, że cały system szkolny jest na egzaminy nastawiony. Tymczasem w naszej szkole będą one czymś, przez co trzeba przejść, najlepiej czerpiąc z tego tak dużo radości, jak to tylko możliwe.

        Czyli edukacja domowa, a ów twór podający się za szkołę nie bierze żadnej odpowiedzialności za wyniki i promocję z klasy do klasy.
    • asia_i_p Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 13:34
      Może być fajne dla młodszych dzieci, ale podejrzewam, że nastolatek idąc do szkoły jednak oczekuje nauczyciela, nie psychologa i chce się konkretnych rzeczy nauczyć. Języków na przykład.

      Z drugiej strony, dzieci które przejdą przez to pozytywnie, czyli przejmą odpowiedzialność za swoje uczenie się, mogą być potem rzeczywiście wyjątkowo dojrzałe i zorganizowanie. Tylko mi się nasuwa takie cyniczne pytanie, czy i tak by takie nie były.
      • triss_merigold6 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 13:36
        Naprawdę myślisz, że przerzucenie odpowiedzialności za to czego i w jakim zakresie mają się uczyć na dzieci 6-7-8-letnie jest ok?
    • heca7 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 13:36
      Zaraz przytruchta wiadomo kto i będzie dowodzić, że to najlepsza szkoła na świecie. I dziecko warto wozić na drugą stronę miasta tylko po to aby objadło się tam ekologicznych jabłek tongue_out
      • triss_merigold6 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 13:40
        Już pisałam, dla mnie panią i jej rodziną powinna zainteresować się opieka społeczna i sąd rodzinny. Zachowania dzieci jakie opisuje, są akurat antyreklamą puszczenia nauki na żywioł, braku systematyczności, zasad i elementarnej dyscypliny.
        • heca7 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:04
          A jednak nie przybyła bo obecnie zachwyca się artykułem wpisując pod nim komentarz- "Cudownie wysoki poziom wywiadu" big_grin
      • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 13:41
        Małe dziecko nie ma szans nauczyć sie czegoś "samo", bez nauczyciela. Oczywiście, dobrze czytające dziecko może nauczyć sie samo z książki, ale do nauki potrzebna jest nie tylko wiedza faktograficzna, ale także zadawane pytania, które samoukowi do głowy nie przyjdą, wzbudzanie wątpliwości, pokazywanie dziedzin, o których istnieniu dziecko nie ma pojęcia.
        W tej szkole dzieci wcale nie mają szans rozwoju, bo do rozwoju nie wystarczy chęć - trzeba jeszcze mieć kogoś, kto pokaże kierunki, możliwości. A tu mozliwości pozostają na poziomie paroletnich dzieci, nie mających wiedzy o świecie.
        • raczek47 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 13:59
          A nie było czegoś podobnego już wcześniej (chyba w Poznaniu?).Kojarzę jakiś podobny wątek sprzed niedawna.
    • agao_72 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:09
      ten kawałek opowieści mnie szczerze ubawił. dzieci z wolnej szkoły chcą się wzorować na uciemiężonych dzieciakach z tradycyjnych placówek.

      "Druga odpowiedź jest taka, że niektóre dzieci same przychodzą i mówią, że chcą się uczyć matematyki, z różnych powodów - np. dlatego, że słyszą o tym od rówieśników ze szkół publicznych, albo dlatego, że przygotowują się do corocznych egzaminów."

      • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:15
        A mnie to nie oburza.
        Myślę, że rzeczywiście podstawę programową ze szkoły podstawowej wiele dzieci jest wstanie opanować przy wsparciu takich nauczycieli lub domowym. Wydaje mi się, że rodzice wybierający taką edukację, nie mają problemu z zadbaniem o pewne rzeczy we własnym zakresie, o ile w ogóle zajdzie taka potrzeba.
        • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:20
          Wątpię. Rodzice sa w stanie dac dziecku tyle, ile sami umieją. W tym wypadku oznaczałoby to, ze szkoła w ogóle jest zbędna. Dzieci wysyła sie na wiele godzin do miejsca, gdzie nie dzieje się nic szczególnie ciekawego, po co?
          • lily-evans01 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 18:31
            > Wątpię. Rodzice sa w stanie dac dziecku tyle, ile sami umieją. W tym wypadku o
            > znaczałoby to, ze szkoła w ogóle jest zbędna. Dzieci wysyła sie na wiele godzin
            > do miejsca, gdzie nie dzieje się nic szczególnie ciekawego, po co?

            Hmmm... Często dlatego, że się pracuje i nie da się tych dzieci zataszczyć co dzień do pracy wink.

            Nie jestem zwolenniczką tego typu szkoły, bynajmniej absolutnie nie. Ale znam też osoby, które osiągały z dziećmi z początkowych klas podstawówki fantastyczne wyniki w homeschoolingu. I faktycznie tradycyjna szkoła była zbędna. Społeczna strona uczestnictwa w systemie szkolnym była zapewniona w ten sposób, że kilkoro rodziców "organizowało się" i uczyło małe grupki dzieci w ramach nauczania domowego, każdy tego, co potrafił wink.
            No, ale rzecz dotyczyła rodziny żyjącej w realiach amerykańskich, a tam to wygląda inaczej.
            Duży minus tego wszystkiego - dzieci trafiły w Polsce do szkoły bez dzwonków, generalnie z fajnymi nauczycielami, z małymi grupami, ale i tak trudno im się dostosować...
            • mamma_2012 Re: Eksperyment na dzieciach 29.04.14, 07:48
              Program kształcenia zintegrowanego zaplanowany na 3 lata bardzo wiele dzieci jest w stanie opanować w domu w pol roku czy rok. Dowodów na to aż nadto choćby i na tym forum. Rodzice sa w stanie nauczyć, choćby średnio rozgarniete maluchy, tych podstaw stosunkowo szybko.
              Tylko kształcenie na początkowym etapie to nie jest tylko nauka czytania, pisania i liczenia. Wystarczy zerknac na cele zawarte w częściach dla nauczycieli. W ed wystarczy sobie wyciągnąć cele związane w nauka i juz, mamy spektakularny sukces.
              Wystarczy przypomnieć sobie jak wyglada dzien w szkole. Czas przeznaczony na naukę to tylko jakas drobna czesc tego co sie dzieje. W szkole uwaga jest dzielona miedzy kilkanaście, kilkadziesiąt osob, do każdego trzeba dotrzeć, pomoc, sprawdzic, zagadac.
              Wiele dzieci nie potrafi opanować materiału tlumaczonego całej klasie, a na korepetycjach nagle łapie w godzine, a ed to takie stałe korepetycje, sposob uczenia, komfort, wszystko przygotowane pod konkretne dziecko. Tak samo z nauczaniem indywidualnym, gdzie ten sam nauczyciel przrabia z dzieckiem cały program kilka razy szybciej niż z klasa.

              • lily-evans01 Re: Eksperyment na dzieciach 29.04.14, 13:42
                Toteż właśnie mam wrażenie, że na trochę późniejszym etapie już nie jest tak różowo z homeschoolingiem.
                I widzę w tej chwili dzieci, które średnio odnajdują się w naprawdę przyjaznej choć "normalnej" szkole, jak też i rodziców, którzy są przyzwyczajeni, że sami wytyczają pewne standardy i sami decydują o rozplanowaniu kształcenia, a tu zonk, nauczyciel musi ogarnąć około dwudziestki dzieci, a nie jedno, więc jego uwaga jest dość podzielona.
        • triss_merigold6 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:22
          Pozwól, że zadam Ci pytanie: umiesz uczyć? Systematycznie, omawiając kolejne partie materiału na określonym poziomie, pod kątem przygotowania do konkretnego typu egzaminu?
          Ja umiem - licealistów i z określonego obszaru wiedzy. Nie podjęłabym się uczenia dzieci w podstawówce.
          • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:27
            Owszem - swoje dziecko, tak.
            I zakładam, że nie jestem jedyna taka na świecie wink W końcu wiele osób decyduje się na edukację domową, a to dopiero jest ekstremum.

            I tak, uważam, że wiele dzieci (może nie większość społeczeństwa, ale też nie są to pojedyncze przypadki) ma rodziców, którzy są w stanie wesprzeć w zdobywaniu wiedzy na poziomie szkoły podstawowej czy nawet średniej ogólnokształcącej. Bez przesady, nie serwuje się tam żadnej wiedzy tajemnej smile

            A szkoły są oczywiście potrzebne - żeby człowiek nie musiał wszystkiego robić sam oraz żeby dziecko umiało funkcjonować w grupie. Nie demonizowałabym natomiast poziomu przekazywanej w nich wiedzy.
            • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:30
              Źle napisałam. Cudze dzieci też umiem, ale z przedmiotów, którymi zajmuję się zawodowo. Córkę uczę tego, co sama lubię, wiem, co mnie ciekawi.
              Tak że wracając do Twojego pytania - zdecydowanie wiem, na czym polega przygotowanie do egzaminu.
              • aneta-skarpeta Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:39
                Córkę uczę tego, co sama lubię, wiem, co mnie ciekawi.

                a czemu mamy odbierać dzieciom szansę do nauki czegoś co nas nie interesuje, ale dziecko zainteresuje?
                • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:14
                  No właśnie u nas dowcip polega na tym, że z mężem pasjonujemy się różnymi rzeczami, całościowo obejmując chyba wszystkie przedmioty szkolne smile Też pisałam, że mam skrzywioną perspektywę.
                  Poza tym jak to odbierać? No właśnie chodzi o to, aby zachęcać. Prędzej odbierzesz dziecku szansę na fascynację jakimś przedmiotem, jeśli poślesz je do znudzonej konwencjonalnej belfrzycy wink
                  I świat nie ogranicza się do mamy i taty przecież smile Fajnie pogadać można też z ciocią, wujem, sąsiadem... No kurczę smile
                  Dlaczego zakładasz, że pedagodzy z tej przykładowej szkoły niczym nie potrafią zaciekawić? Bo nie mają mgr w danej dziedzinie? Wiesz chyba, że nie zawsze to ma znaczenie. Iluż ludzi kończy studia, które ich nie interesują? Strach się nad tym zastanawiać.
                  • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:23
                    Bo nie mają takich ambicji.
                  • mamma_2012 Re: Eksperyment na dzieciach 29.04.14, 08:26
                    Posiadanie wiedzy z danego zakresu, posiadanie kwalifikacji do nauczania i uczenie własnego dziecka (zwłaszcza rzeczy, ktore je nieszczegolnie pasjonują) to sa trzy absolutnie odmienne historie.
                    Przy pracy z własnym dzieckiem pojawiają sie zupelnie inne emocje niż przy pracy z innymi ludźmi.
              • triss_merigold6 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:41
                Super, ja też potrafię uczyć o czymś, co mnie interesuje. Natomiast nie podjęłabym się prowadzenia całościowej edukacji wczesnoszkolnej.
            • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:32
              Ja też mogę uczyć, ale nie ma szans, abym zainteresowała dziecko geografią czy biologią, których nie znoszę. I tak, oczywiście, że uczę i tak dziecko tego, co lubię, całkowicie pozaszkolnie. Ale ciesze się, że dziecko ma możliwość uczenia sie także od innych ludzi, którzy być może mają zamiłowania inne niż ja i potrafią je przekazać dzieciom. A to, co ja mogę i umiem przecież i tak zostanie dzieciom przekazane.
              Przy czym są rzeczy, których dziecko nie ma szans zazwyczaj nauczyć się w domu - jednak mało kto umie np uczyć języków obcych.
              • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:40
                verdana napisała:


                > - jednak mało kto umie np uczyć języków obcych.

                Właśnie moja perspektywa jest nieco skrzywiona, bo nasza córka ma pod tym względem niezwykłego farta - chodzi mi o wiedzę, jaką ja i mąż moglibyśmy jej przekazać. Każde z innych dziedzin.
                Ponieważ nie chcę traktować nas jako jakiegoś kuriozum (elyty wink ), to zakładam, że w wielu innych rodzinach zdarzają się podobne układy.

                My nawet rozważaliśmy edukację domową... Ale jednak uznaliśmy, że społeczne aspekty przeważają - szkoła zdecydowanie przyda się naszemu dziecku big_grin Z tym że właśnie wybrałam szkołę, gdzie są przede wszystkim zaangażowani pedagodzy. Wymagania co do znajomości poszczególnych przedmiotów są u mnie na którymś z kolei miejscu, m.in. po nabywaniu kolejnych umiejętności społecznych, sporcie, kółkach zainteresowań, itp.
                • bri Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:32
                  > Właśnie moja perspektywa jest nieco skrzywiona, bo nasza córka ma pod tym wzglę
                  > dem niezwykłego farta - chodzi mi o wiedzę, jaką ja i mąż moglibyśmy jej przek
                  > azać. Każde z innych dziedzin.

                  Oprócz możliwości przekazania wiedzy czy umiejętności nauczania istotny jest jeszcze potrzebny na to czas. Jeśli dzieci mają spędzać pół dnia w szkole, gdzie robią co chcą, to kiedy będą się uczyć? Nauka czytania, pisania, liczenia i języka obcego to nie jest 45 min. dziennie. Należałoby chyba ze trzy godziny dziennie na takie dokształcanie poświęcić. Czy prowadzanie dziecka do szkoły, gdzie bawi się swobodnie od 8:30 do 15:00 tylko po to, żeby uczyć go w domu od 17:30 do 20:30 ma jakikolwiek sens?
            • bri Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:36
              Jeśli ktoś zapisując dziecko do takiej szkoły ma świadomość, że decyduje się tak naprawdę na edukację domową to chyba w porządku. Gorzej jeśli komuś się wydaje, że zgodnie z zapowiedziami twórców szkoły dzieci sama nabiorą nagłego entuzjazmu do nauki i będą miały wystarczająco dużo samozaparcia, żeby zmusić kogoś w szkole, żeby je uczył.

              Chociaż szczerze powiedziawszy nie wyobrażam sobie jak to możliwe, jeśli nie ma tam nawet wydzielonego miejsca do spokojnej nauki i trzeba non-stop znosić odgłosy głośnej zabawy innych dzieci. Ja nie byłabym w stanie w takich warunkach się skupić. Po całym dniu z grupą dzieciaków zamkniętych w klasie bez konkretnego zajęcia potrzebowałabym chyba z tydzień urlopu.
            • aneta-skarpeta Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:36
              mniejszym ekstremum jest dla mnie nauka w domu, gdy to jest faktycznie nauka- regularna, rozwijająca i idąca z prgramem tak, aby nie odstawac od rówieśników

              tutaj zostawiasz 6letnie dziecko samo z nauką i mowisz- ucz się chłopaku, bo za jakis czas ( kosmicznie odległy dla takiego dziecka) bedziesz miał z tego sprawdzian

              i dziecko takie przejdzie etap nudy, zaciekawienia innymi zajeciami, albo pasją malowania czy informatyki i zawali rok, bo nie bedzie umialo liczyc
              • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:43
                Ale jak ma zawalić rok? Wydaj mi się, że w takiej alternatywnej szkole kryteria promocji z klasy do klasy są adekwatne do stylu nauczania? Bo jeśli nie, to przyznaję rację - bez sensu.
                Z drugiej strony, jeśli rozwinie takie dziecko pasję malowania to też super smile Może na matematykę przyjdzie czas, kiedy indziej.
                • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:46
                  Na matematykę może tak, ale na czytanie już nie - bo bez umiejętności czytania bardzo trudno w ogóle "iść dalej". Poza tym szkoła, w której w ogóle nie trzeba uczyć sie niczego, to nie jest szkoła - to przechowalnia dla dzieci. Mozna uznać, ze dziecko będzie uczyć się w domu, a do tej szkoły chodzi, bo rodzice nie mają czasu - ale nie dorabiajmy do tego ideologii, ze tam nauczy sie więcej i lepiej i nabierze chęci do zdobywania wiedzy.
                  • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:54
                    verdana napisała:

                    > Na matematykę może tak, ale na czytanie już nie - bo bez umiejętności czytania
                    > bardzo trudno w ogóle "iść dalej".
                    Ale zdarzają się rodzice, którzy z własnej inicjatywy jeszcze przed szkołą wyłapują najmniejsze oznaki chęci nauki czytania i wykorzystują to, żeby uczyć. Potem dziecko, idąc do szkoły, spokojnie czyta proste teksty (ze zrozumieniem naturalnie)...

                    Poza tym szkoła, w której w ogóle nie trzeb
                    > a uczyć sie niczego, to nie jest szkoła - to przechowalnia dla dzieci.
                    Ale jaka przechowalnia? Przecież w alternatywnej edukacji chodzi m.in. o potrzeby dzieci, o to, żeby jak najlepiej wykorzystywały swoje atuty, żeby były wyedukowane emocjonalnie.
                    Przechowalnia kojarzy mi się natomiast z miejscem, gdzie dzieci sadza się przez tv i czeka na rodziców wink

                    tam nauczy sie więcej i
                    > lepiej i nabierze chęci do zdobywania wiedzy.
                    Wg mnie przeciętna tradycyjna szkoła potrafi w niektórych przypadkach skutecznie przyhamować w zdobywaniu wiedzy, a czasem nawet wpędzić dziecko w kompleksy. Przede wszystkim dotyczy to uczniów, którzy nie wpisują się w schematy, jakimi operuje część nauczycieli. Wiem, że kluczowa jest tu postawa rodziców w domu, ale jeśli ci nie są idealni (a którzy są?), to pedagodzy powinni wspierać dzieci, a nie niejako wzmacniać ich słabości.

                    Ja szukam dla córki innych rozwiązań przede wszystkim, aby uniknąć takiej sytuacji. A zapał do zdobywania wiedzy staramy się sami wzbudzać smile Jak dotąd skutecznie.
                    • 3-mamuska Re: Eksperyment na dzieciach 29.04.14, 06:48
                      Małe dziecko nie ma szans nauczyć sie czegoś "samo", bez nauczyciela. Oczywiście, dobrze czytające dziecko może nauczyć sie samo z książki, ale do nauki potrzebna jest nie tylko wiedza faktograficzna, ale także zadawane pytania, które samoukowi do głowy nie przyjdą, wzbudzanie wątpliwości, pokazywanie dziedzin, o których istnieniu dziecko nie ma pojęcia.

                      Bzdura, małe dzieci maja samodzielna chcec nauki.
                      Gdyby nie to nienauczylyby sie mowic chodzić po co zyciebobasa jest bardzo wygodne.
                      A jednak małe dzieci dążą do przekraczania swoich możliwości.

                      To samo jesli dziecku dać możliwość bedzie chciało nauczyc sie czytać, mam2 siostry ktore w wieku 3-4 lat umielo czytać, bo pytały mamy co to za literka.
                      Gdy szły do 1 klasy podstawówki czytały "lalkę" Pana Tadeusza, Szkola wręcz je przystępowała.
                      Ramki w jakie chcieli je wstawić powodowały ze jedna z nich uchodziła za pyskata wariatkę, klocila sie z katechetka czy polonistka, bo miały inne zdanie.
                      A to było nie miłe widziane.
                      Drugasie wycofała i była grzeczna i ułożona, momo ze cholernie zdolna.
                      Wciąż sie uczą mimo że maja po 40 lat i nikt im nie każe.


                      > Wg mnie przeciętna tradycyjna szkoła potrafi w niektórych przypadkach skuteczni
                      > e przyhamować w zdobywaniu wiedzy, a czasem nawet wpędzić dziecko w kompleksy.
                      > Przede wszystkim dotyczy to uczniów, którzy nie wpisują się w schematy, jakimi
                      > operuje część nauczycieli. Wiem, że kluczowa jest tu postawa rodziców w domu, a
                      > le jeśli ci nie są idealni (a którzy są?), to pedagodzy powinni wspierać dzieci
                      > , a nie niejako wzmacniać ich słabości.
                      I to sa bardzo mądre słowa.

                      Był program w UK małym dzieciom pozwolono kroić warzywa ostrym nożem juz w wieku roku, (to tylko przykład) i żadne z dzieci nie zrobiło sobie krzywdy będąc w zgodzie ze swoim instynktem samozachowawczym, o przetrwaniu gatunku .
                      Sporo było tych zasad, miało wlasnie to na celu oddanie odpowiedzialności za siebie dziecku.

                      Tu dzieci sa pilnowane do 12 r.z potem nawet w autobusie nie wiedza jak sie zachować, cielęta .
                      Moje były duzo wczesniej zostawianie same musiały sie nauczyc dbania o siebie. I moje 5 letnie dziecko wiedziało zeby niewychodzic na meble , gdy policjantka próbowała mnie pouczacze mieli przypadek ze na 7 letnia dziewczynkę spadła komoda z tv bo na nia wlazła, a tato poszedł tylko do łazienki, a zawsze tak ja pilnowali.

                      Dzieciaki to bardzo mądre stworzenia, wbrew pozora umieją o siebie zadbać podjąć dobre decyzje, jesli sie ich mądrze tego uczy .
                      Daje możliwości.


                      Mam doskonały przykład mojego autystycznego syna, koleżanka ktora swojego pcha stoi mu ciagle na głowa dziecko ma terapie od świtu do zmierzchu, zaczęli wyrywacsobie włosy i nikt nie widzi ze dziecko robi to z desperacji bo sie nawet o tyłku podrapać nie moze.

                      Nasz syn trochę z naszego lenistwa trochę juz z innej wlasnie mądrości, sam nauczył sie toalety sam mowic jesc, powoli małymi krokami idzie do przodu wspierany przez szkole i nas, ma duzo swobody często wlasnie sam decyduje co bedzie robi, bo zmuszanie go nie ma sensu bo zawiesi sie i doopa moza mowic jajek ściany.

                      I widze ze to działa bo mówiąc w szkole co i jak z nim robimy pani niemalże sie nachwalić, a duzo odpowiada mi instynkt ze to jest dobre dla mojego syna.
                • aneta-skarpeta Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:55
                  eo_n nawet jesli metody promocji są dostosowane do metod nauczania- co nie ma miejsc a w polskiej szkole demokratycznej

                  załóżmy, że z zasady dziecko dostaje promocje do nastepnej klasy nawet jak niewiele sie nauczy, a przez caly czas będzie tylko np rysowało, albo kopało piłkę

                  co z tego dziecka wyrośnie? co bedzie dalej? bedzie mialo 12 lat i będzie umiało to co 6 latek, bo na tyle ma potrzebe nauki polskiego, angielskiego i matmy, ale bedzie wybitnie malował?
                  • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:59
                    Może nadgonić wink Jeśli poczuje, że ta wiedza jest potrzebna, będzie mieć większą motywację. Poza tym, chyba się ze mną zgodzisz, że na kolejnych etapach nauki, a potem pracy, niejednokrotnie większe znaczenie ma charakter, niż wiedza akademicka. Dzięki charakterowi, jeśli człowiek się zaweźmie, to się nauczy - czego tylko zechce i to znacznie szybciej, niż kiedy zakuwa bez przekonania.

                    I ja nie bronię tej konkretnej szkoły, bo pojęcia nie mam, jaka ona jest w rzeczywistości. Chodzi mi po prostu o alternatywne metody nauczania, w opozycji do przeciętnej polskiej szkoły.
                    • aneta-skarpeta Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:01
                      Może nadgonić wink Jeśli poczuje, że ta wiedza jest potrzebna, będzie mieć większ
                      > ą motywację

                      może, ale czy o to chodzi?
                      chciałabys miec luki w matematyce, angielskim etc?
                      • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:15
                        Szczerze? Część przedmiotów jest mi doskonale obojętna. Podstawy wystarczą. A naukę podstaw wymusza życie smile
                    • aneta-skarpeta Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:03
                      aha i oczywiscie charakter jest wazny, ale nie oszukujmy sie -wykształcenie otwiera drzwi,
                      • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:16
                        Różnie to bywa... Ten i ów uzupełnia wykształcenie w ramach hobby, osiągnąwszy sukces w biznesie smile
                    • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:05
                      To ja mam w rodzinie taki eksperyment, wprawdzie trudno powiedzieć, ze dziecię przebywało w środowisku rozwojowym, bo w obozie koncentracyjnym, ale rodzice w tym obozie organizowali lekcje, uczyli czytać, pisać, matematyki, języków, były nawet konkursy na opowiadanie (zdobywca miejsca I jest obecnie wybitnym izraelskim pisarzem, drugiego - pisarką dla dzieci w Polsce). No i potem dzieci, bez żadnego wykształcenia, bez żadnej klasy podstawówki, ale żądne wiedzy poszły do szkół.
                      I pewnych rzeczy nigdy nie nadrobiły. Chodzi mi o wiedzę, a nie o kontakty społeczne. Pewnie, że oboz koncentracyjny to nie szkoła przyjazna dzieciom. Ale pewne rzeczy - na przykład nie nauczenie sie "w swojej porze" tabliczki mnożenia, pewnych elementarnych rzecz, które "wszyscy wiedza" jest pewnie podobne.
                      Moja matka do dziś przeżywa wstyd, jakiego najadła sie w liceum nie znając słowa "miedza". Podejrzewam,z ę te dzieci też wielu podobnych słów nie poznają.
                      • aneta-skarpeta Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:17
                        w historii o nauce w obozie jest jeszcze inna kwestia
                        - dzieci te przeżyły rzec niebywałą i to ukształtowały ich wrazliwość- w tym przypadku pisarską
                        po drugie
                        - były inne czasy- teraz swiat idzie w stronę techniki, języków, specjalizacji etc- oczywiscie są dzieci uzdolnione np plastycznie i dla nich miejsce też się znajdzie, ale warto miec bazę na wrazie czego, gdy w wieku np lat 30 wiesz, że w sumie to z malowania wyżyć sie nie da, a zarobić trzeba
                        • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:23
                          Tylko żeby zdobywając tę bezę, potrzebną w razie czego, przez nieuwagę nie zaprzepaścić talentu i szansy na życiowe spełnienie. Szkoda by było smile
                      • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:21
                        Faktycznie podałaś przykład ekstremalny. Ale wiesz, my tu teraz mamy dostęp do literatury - z całym jej bogactwem słownictwa smile

                        Piszesz tak, jak ja bym przekonywała, że każdy powinien sam się brać za uczenie swoich dzieci, a szkoły są beee... No część jest big_grin Jednak ja przede wszystkim piszę o jednej z wielu opcji - takiej, która w niektórych sytuacjach, w pewnych sprzyjających okolicznościach, może być sensowna. Dla mnie jest. O nic innego mi nie chodzi smile
                        • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:26
                          Ale ja własnie chcę wymusić na dzieciach, aby miały dostęp do literatury - na przykład uczyć czytania także te dzieci, które na to nie mają ochoty. Zwróć uwagę, że w tej szkole dzieci z pewnymi deficytami nie mają żadnych szans na nadrobienie ich. Ja nie znosiłam wf-u i w takiej szkole po prostu przestałabym ćwiczyć. Córka nienawidziła matematyki - wiec by się jej nie uczyła, a na studiach potrzebna była statystyka. Jesli to, czego dzieci nie chcą się uczyć w szkole, ma być wymuszone na nich w domu, to cała koncepcja jest bez sensu.
                          • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:27
                            A teraz ćwiczysz regularnie?
                            • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:33
                              Regularnie sie ruszam, chodzę na spacery, chodzę po górach. Nie, szkoła do tego mnie nie zachęciła, ale wymusiła jednak ruch, którego bym inaczej nie miała - a powinnam była, jako dziecie z nadwagą mieć.
                              • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:42
                                Tak to i ja się ruszam, a typowej gimnastyki jak nie lubiłam, tak nie lubię. Wf uważam za stratę czasu (w moim przypadku wink ). Uważam, że rodzice więcej mi dali pod tym względem - wspólne uprawianie sportu typu narty, czy rower ma zupełnie inną wartość. Z nauką nie jest podobnie?
                                • bri Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:49
                                  > Tak to i ja się ruszam, a typowej gimnastyki jak nie lubiłam, tak nie lubię. Wf
                                  > uważam za stratę czasu (w moim przypadku wink ). Uważam, że rodzice więcej mi da
                                  > li pod tym względem - wspólne uprawianie sportu typu narty, czy rower ma zupełn
                                  > ie inną wartość. Z nauką nie jest podobnie?

                                  Strata czasu? Ruch jest dzieciom potrzebny. WF w szkole to m.in. przerywnik dla siedzenia w ławce, okazja dla dotlenienia się, nawet jeśli nie prowadzi do wykształcenia żadnych niesamowitych umiejętności. Niby dlaczego ruch w szkole to była strata czasu, a ruch z rodzicami nie?
                                  • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:57
                                    Ale rodzice, nawet ruszający sie z dziećmi, to jedno - a dodatkowy ruch w szkole - to nadal jest dodatkowy ruch. Potrzebny. Nie mówię, ze w tej formie, jaką jest na wf-ie - ale nie może byc tak, ze jak dziecko ruchu nie lubi, to nie musi sie w szkole ruszać.
                                    • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 16:01
                                      Ja bym nie miała nic przeciwko temu smile
                                  • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 16:00
                                    Bo mnie nudził smile
                                    Nigdy nie lubiłam wf-u. Dlaczego coś się lubi, a czegoś innego nie?
                                    A z rodzicami było po prostu ciekawie. Rowerami wycieczki do fajnych miejsc. Narty z panoramą gór w tle. To jest jednak inna jakość niż machanie nogą na odrapanej sali gimnastycznej wink
                                    • naomi19 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 16:50
                                      e_on, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. mówimy o ogarniętych, świadomych rodzicach, zdolnych dzieciach nie-obibokach, dla nich zarówno edukacja w domu jak i szkoła demokratyczna to dobre wyjście.
                                      • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 17:01
                                        Dzieci nie-obiboki w takiej szkole zwariują. Tam jest stały hałas, zero możliwości skupienia i nauki.
                                        • naomi19 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 17:33
                                          tylko, że ja nie odnoszę się do tej konkretnej szkoły, bo jej nie znam, ale ogólnie do idei szkół demokratycznych, za granica funkcjonują one bardzo dobrze i na pewno lepiej wykorzystują potencjał uczniów niż tradycyjne 'zabijacze' talentów, śmiertelnie nudne szkoły
                    • bri Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:15
                      Chodzi mi po prostu o alternatywne metody nauczania, w opozycji do
                      > przeciętnej polskiej szkoły.

                      No więc właśnie o metodach nauczania w tej szkole nic nie wiadomo. Dzieci mogą robić, co chcą, nie muszą się nawet w szkole pojawiać, a z wywiadu wynika, że w szkole w ogóle nie ma nauczycieli. Czynności w stylu czytanie, pisanie, sprawne liczenie to nie jest coś, co się załapuje w pięć minut po "wytłumaczeniu". Tu potrzeba treningu, który jest często nudny i żmudny. Trzeba te setki laseczek i kółeczek narysować długopisem w linijce, zrobić kilkaset obliczeń w zakresie dziesięciu, żeby nie musieć się za każdym razem zastanawiać ile to jest 4+6, przedukać z trudem kilka książek, żeby nabrać wprawy. A bez tego typu podstaw ciężko w ogóle mówić o jakimkolwiek samokształceniu.
                      • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:26
                        Ale jak myślisz, gdzie szybciej idzie opanowanie tych podstaw - w szkolnej ławce w czasie od do, czy w domu w ramach zabawy, czując wparcie rodziców?
                        • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:38
                          O, to nie jest takie proste wcale. Bo zakładasz, że rodzice dają wsparcie nawet dziecku, które ma problemy z nauką, ze dziecko nie czuje się stale oceniane. Nie da sie wszystkiego zrobić "w ramach zabawy", to mit. A gdy dziecko jest niezdolne, rodzice zaczynają mieć poczucie klęski, a dziecko ma świadomość nie tego,z ę jest takim sobie uczniem, ale że jest dzieckiem, które nie spełnia wymagań rodziców. I nie wiem, czy szybciej to wszystko. Bo rodzice nie mają żadnej skali porównawczej i często po prostu nie są w stanie ocenić, czy poziom ich dziecka jest odpowiedni do wieku, czy też ma ono problemy, ew. jest wybitnie uzdolnione. O czym bardzo boleśnie przekonałam sie, oceniając poziom własnych dzieci i przy okazji bardzo krzywdząc jedno z nich. Przy czym CAŁA rodzina oceniła jedno z dzieci jako niezdolne, porównując jego wypracowania z wypracowaniami o trzy lata młodszego rodzeństwa. Nikt nie zauważył, ze starsze było zdolne, a młodsze wybitne, po prostu.
                          • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:48
                            Też ja piszę, że tylko w niektórych sytuacjach to jest dobre rozwiązanie. Biorąc na siebie całkiem serio całkowitą odpowiedzialność za wykształcenie dziecka (a myślę, że każda szkoła, nawet taka jak w tym artykule jednak na pewne rzeczy zwraca uwagę) trzeba się z pewnością do tego przygotować.
                            I nawet w edukacji domowej są przecież egzaminy. To nie jest tak, że rodzic sam organizuje dziecku maturę, prawda? smile

                            Co do zabawy. Nauka przez zabawę czy nauka jako zabawa? W tym drugim przypadku nie widzę problemu. Ale piszę tylko o własnych doświadczeniach (i to osoby która się lubiła i lubi uczyć - niektórych przedmiotów big_grin).
                            Masz rację, że z problemami i deficytami fachowiec sobie lepiej powinien radzić (przynajmniej w teorii, a jak bywa w praktyce, wiemy)
                        • bri Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:42
                          Spodziewasz się, że napiszę, "ależ oczywiście, że w domu"? No sorry. Myślę, że dzieci muszą pracować i w szkole, i w domu. Nie ze wszystkiego i nie zawsze da się zrobić zabawę. Nauczyciel ma nade mną ogromną przewagę wykształcenia i doświadczenia pracy z dziećmi w określonym wieku. Wie z czym mają zazwyczaj trudności, jak pomóc, z czego pewne trudności mogą wynikać itd. Grupa często motywuje do pracy.
                          • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 15:59
                            Poza tym w domu jednego nie da sie nigdy uzyskać - pokazania dziecku wielości poglądów w praktyce. Dziecko pozna zdanie rodzica, ale już nie podyskutuje z rówieśnikiem. A dyskusja z rodzicem to jest, nawet przy liberalnych rodzicach, dyskusja jednostronna, bo rodzic pewne rzeczy wie i ma ogląd dorosłego. Poznanie tego, co myślą o sprawie rówieśnicy, wychowani w innych domach - bezcenna.
                            • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 16:03
                              I tu się zgadzam w 100% - to był koronny argument za tym, żeby córka jednak szła do szkoły. Ale to już nie chodzi o przekazywanie wiedzy akademickiej. Taki zaś był główny argument przeciwko alternatywnej edukacji szkolnej - że dzieci nie dostaną tam wystarczającej porcji wiedzy ze wszystkich przedmiotów.
                        • mamma_2012 Re: Eksperyment na dzieciach 29.04.14, 08:14
                          Popytaj rodziców, ktorych dzieci musza wykonywać dodatkowe cwiczenia w domu, opowiedzą Ci jaka to radosc, sielanka i świetna zabawa.
                          Jesli cos wychodzi dobrze, jesli cos sie lubi to jest pięknie jak na reklamie. Jesli trzeba robic cos co nie sprawia przyjemności, bo trzeba np. nadgonic to zaczyna sie pot, łzy i trudne emocje.
                          • mamma_2012 Re: Eksperyment na dzieciach 29.04.14, 08:15
                            I to rodzicow pierwszych opuszcza entuzjazmwink
                    • mamma_2012 Re: Eksperyment na dzieciach 29.04.14, 07:58
                      Tyle, ze system kształcenia zakłada, ze na pewnym etapie życia każdy z nas jest rozliczany z pewnej porcji wiedzy akademickiej. Niezależnie czy uznaje ja za interesująca czy nie i jak bardzo musiał sie poświęcić, aby ja opanować.
                      Brak tej wiedzy, czy tez opanowanie jej jedynie z stopniu minimalnym zamyka wiele mozliwosci.
                      Z nadganianiem nie jest tak prosto, o czym czesto bolesnie przekonują sie dzieciaki i dorosli przed ważnymi egzaminami. Zwłaszcza jesli braki dotyczą przedmiotów ścisłych, bo w innych dziedzinach dziury w wiedzy łatwiej ukryć i załatać.
            • aneta-skarpeta Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:37
              I tak, uważam, że wiele dzieci (może nie większość społeczeństwa, ale też nie są to pojedyncze przypadki) ma rodziców, którzy są w stanie wesprzeć w zdobywaniu wiedzy na poziomie szkoły podstawowej czy nawet średniej ogólnokształcącej. Bez przesady, nie serwuje się tam żadnej wiedzy tajemnej smile

              tylko pytanie- w jakim celu posyłasz dziecko do szkoły, w której dziecko się niewiele nauczy i bedzieszmusiała robic to sama?

              bo ja nie rozumiem

              znajduję placówke, tkóra rozwinie moje dziecko lepiej niz sama to zrobię + zapewni opiekę, zsocjalizuje etc
              • eo_n Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:46
                W jakim celu?
                Napisałam wyżej: żeby nawiązało przyjaźnie, żeby spotkało się z innymi dorosłymi - cześć z nich tak czy tak da mu od siebie coś cennego - nawet jeśli nie będzie to wiedza akademicka. I jeszcze żeby mnie wyręczyła w prowadzaniu na basen, bo tego nie znoszę wink A jeśli przy okazji uda się nauczyć konkretów, to tym lepiej.
          • nangaparbat3 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 17:30
            Mnie czytać i pisac nauczyła o 3 lata starsza koleżanka - miala 8 lat, bawilysmy się w szkołę. Dla nas obu byla to zabawa.
            Wydaje mi się też, że przecietnie zdolny licealista, ale podejmujący odpowiedzialność za nauczenie się, i taki, ktory nie postrzega uczenia się jako narzuconą odgórnie męczarnię, poradzi sobie, jeśli tylko ma dobry podrecznik.
            Wiem też, że niektórzy nauczyciele wręcz przeszkadzaja w nauce.
            • verdana Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 18:44
              Ale nie mówimy o licealistach, tylko o małych dzieciach...
              No i licealista poradzi sobie z nauczeniem sie biologii, ale nie poradzi z umiejętnością dyskusji, czy pisania wypracowań, czy analizy pewnych tekstów.
              Z ksiazki nauczyć się można raczej do egzaminu, bardzo niewiele osób bez pomocy moze nauczyć sie czegokolwiek więcej.
        • aneta-skarpeta Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:28
          problem zaczyna się gdy te dzieci muszą sie zderzyćz dziećmi, od których wymagano czegoś wiecej

          a zdrugiej strony posyłanie dziecka do takiej placówki za ciężkie pieniądze, zeby potem samemu to dziecko douczać, bo nauczyciele i grupa generalnie poszła w inną stronę jest dla mnie frajerstwem

          mnie osobiscie jeszcze uderzyło coś jeszcze- szkoła jest mała i rozstrzelona wiekowo, trudno, nawet jesli dzieci są chętne do nauki, zorganizowac tak nauczycieli, żeby mieli codziennie czas na grupy 1-2 osobowe

          z kolei z innej jeszcze strony- jak dziecko malutkie zawali na początku podstawy czytania, liczenia i pisania to będzie mu się to ciągnęło do usranej śmierci i robimy z dziecka szkolnego tłuka, tylko dlatego, ze samo nie poczuło w odpowiednim momencie, że trzeba samemu nauczyc się czytać lub liczyc- jesli szkoła zrzuca to na rodziców- znowu, jak pisałam- frajerstwo rodziców
          • triss_merigold6 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:30
            Poza tym, to nie są nauczyciele. To osoby, które profilem psychologicznym pasują do tej inicjatywy.
      • raczek47 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:20
        A właśnie. Zastanawiam się, czy to nie jest trochę tak, że w ten sposób coś może dziecko ominąć? Że jeśli nie zetknie się np. z chemią, to nie odkryje, że jest fajna i że jest to coś, w czym może być świetne?

        - Trochę tak jest. Mnie się wydaje, że to jest część życia. W życiu są miliony szans i tematów, które nas omijają. Może byłabym fantastyczną tancerką musicalową, gdybym się wcześniej zetknęła z tą formą ekspresji? Nie robię tego, robię coś innego, ale to, co robię jest moim wyborem i to jest dla mnie ważne


        Co za idiotyzm. Przecież p to właśnie są różne przedmioty w szkole,żeby dzieci mogły zapoznać się z różnymi dziedzinami nauki i z czasem stwierdzić, co będzie ich wyborem, a w czym się nie odnajdą.dziecko decyduje,że nie będzie uczyć się chemii, bo nie znając jej nawet, nie chce rozpocząć jej poznawania, bo np.nazwa nie odpowiada,albo od kogoś słyszał,że jest strasznie trudna.Ucząc się nielubianego przedmiotu, pomijając ,że wiedzę i tak się jakąś zdobywa, uczymy się pokonywać trudności.Jak poradzi sobie w życiu dziecko, które od małego robi tylko to, co mu sprawia przyjemność?Jakim bedzie człowiekiem dla innych? Dla mnei to raczej antyszkoła niż szkoła, kompletnie niewychowawcze podejście.
    • landora Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 14:35
      W Polsce to nie są prawdziwe szkoły demokratyczne. W szkołach demokratycznych są normalne lekcje i nauczyciele, a nie wolontariusze. U nas te dzieci i tak muszą opanować podstawę programową, więc w sumie całe gadanie o "wybieraniu przedmiotów" jest bez sensu. Te dzieci sa oficjalnie objęte nauczaniem domowym.
      Posłałabym dziecko do Summerhill, ale nie posłałabym do polskiej "szkoły demokratycznej".
      • naomi19 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 16:54
        no właśnie, może moja córka swoje dzieci będzie mogła do takiej szkoły posłać, jeszcze musi trochę czasu minąć...
      • atoness Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 17:16
        Ja po pierwszej klasie mojego dziecka stwierdziłam, że szkoła jest dla niego stratą czasu niestety. A potem po drugiej i po trzeciej. Wszystkiego, czego się wtedy mój syn nauczył, nauczyłabym go w domu dużo szybciej. Poszedł do szkoły, umiejąc świetnie czytać, i musiał się uczyć liter. Nudził się śmiertelnie i przeszkadzał innym. Tabliczki mnożenia nie pozwoliłam kuć przez całą drugą klasę, nauczyłam w pięć minut na palcach. I tak ze wszystkim. Ale musiałam pracować, żebyśmy mieli co jeść, więc do szkoły chodzić musiał. W tym sensie tradycyjna szkoła jest dla mojego dziecka przechowalnią. Ze mną skorzystałby więcej. Bo ja idę za tym, co go interesuje, a nie za programem, który jest dla wszystkich dzieci, również tych z edukacyjnymi problemami. Ale nie widzę powodu, żeby iść za czyjąś potrzebą kopania w ścianę .
        To, o czym mówi pani w artykule, jest dosyć przerażające. Do takiej szkoły bym dziecka nie wysłała. Wysłałabym do takiej, w której dziecko mogłoby chodzić na lekcje na swoim poziomie. Umie czytać, niech na polski idzie do klasy drugiej. Albo i czwartej. I tak ze wszystkimi przedmiotami. Po co ten podział według wieku? Mój syn w trzeciej klasie przeczytał tyle książek, że policzyłam ile to było stron. Kilkanaście tysięcy. Niektóre dzieci w jego klasie ledwie dukają. Po cholerę mają chodzić na lekcje razem?
        • naomi19 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 17:31
          atoness- mam podobnie z córką, ona idzie do pierwszej klasy, a już ma opanowany cały materiał i wiem, że będzie się nudzić. czy szkoła w żaden sposób nie wspomaga zdolnych dzieci? co mogę zrobić, żeby nauczyciele mieli do niej bardziej indywidualne podejście? może podzielisz się swoim doświadczeniem?
          • atoness Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 17:48
            Nauczycielki bardzo mojego syna chwaliły. Że wszystko umie, wszystko łapie w lot, umie się wypowiedzieć, że opowiada na lekcjach o rzeczach wykraczających poza program itd. Ale musiały normalnie prowadzić lekcje, zgodnie z programem, więc jak się uaktywniał za bardzo, to go uciszały. Nie dziwię się. Zabraniały się odzywać. W takiej szkole - nie dziwię się. Ale strasznie mi było żal, bo gdyby miał nauczyciela dla siebie, takiego, który by szedł z nim, za nim, w jego tempie, nie marnowałby czasu na gapienie się w okno. Panie dawały mu dodatkowe karty pracy i tyle.
            • naomi19 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 18:03
              a miał jakieś dodatkowe testy? zajęcia?
              moja - 6 lat- na razie idzie w kierunku szachów bo sprawia jej to frajdę, ale na każdą moją propozycję reaguje tak samo-wszędzie chce chodzić, jest bardzo ciekawa
              • atoness Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 18:50
                Testów nie, zajęcia tak, ale raz w tygodniu. Lubił to, wykazywał się, ale to za mało.
          • anorektycznazdzira Re: Eksperyment na dzieciach 29.04.14, 13:00
            > zdolnych dzieci? co mogę zrobić, żeby nauczyciele mieli do niej bardziej i
            > ndywidualne podejście? może podzielisz się swoim doświadczeniem?

            Powiem Ci co ja zrobiłam: wysłałam do pierwszej klasy jako 6-latkabig_grin
            Szkoła utworzyła dla 6-letnich pierwszoklasistów osobną klasę. Taką motywacje jak moja: moje dziecko świetnie czyta, liczy etc miałam nie tylko ja, ale lwia część rodziców kolegów i koleżanek mojego syna. No i trafił do klasy dzieci zdolnych, które idą podobnym tempem i wśród których nie mój syn jest gwiazdą, tylko zwykłym dobrym uczniem.
            Miałam 1000 wątpliwości, czy dobrze robię, bo nie tylko o poziom nauczania w tych chodzi, ale dla poziomu nauczania było to najlepsze co można było zrobić.
        • mamma_2012 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 17:39
          Dla dzieci, ktorych poziom umiejętności, wiadomości i kompetencji społecznych przekracza poziom innych dzieci jest procedura "przeskoczenia" klasy, a nawet dwoch czy trzech.
          Nauka własnego dziecka wyglada nieco inaczej niż pomoc w poszerzaniu wiedzy z dziedzin, ktore je interesują.
          Humaniste trzeba wyuczyc matematyki, a ścisły umysł zachęcić do siedzenia nad literatura piękna.
          Wielu rodzicow uważa, ze dziecko powinno przeskoczyć poziom w KZ, bo swietnie czyta i radzi sobie z liczeniem, natomiast rzadko spotyka sie rodzicow 4 czy 5 klasisty, ktorzy chcieliby tego, bo dziecko juz wszystko wiewink
        • lauren6 Re: Eksperyment na dzieciach 29.04.14, 02:58
          Szkola na poziomie 1-3 ma przede wszystkim za zadanie wdrozyc dziecko do systematycznej nauki. Srednio rozgarnietego 6 latka da sie nauczyc czytac, ale po co? Zeby mamuska mogla sie chwalic znajomym jakiego to geniusza chowa? Brawo, nauczylas go sama czytac, dzieki czemu nauczylas dziecko obijania sie na lekcjach. Ciekawe czy za kilka lat bedziesz umiala sama nauczyc go fizyki kwantowej, chemii organicznej, liczenia calek, skoro dziecko jest przekonane o wlasnej wyjatkowosci i ze nauka przychodzi mu bez problemow? Szkoda, ze nie widzisz jak bardzo zaszkodzilas dziecku takim podejsciem.

          Co do szkol demokratycznych: fajnie, tylko czy ktos sie zastanawial jak te dzieci dadza sobie rade w niedemokratyczych wyzszych klasach?
          • atoness Re: Eksperyment na dzieciach 29.04.14, 10:52
            >> Szkola na poziomie 1-3 ma przede wszystkim za zadanie wdrozyc dziecko do systematycznej nauki. Srednio rozgarnietego 6 latka da sie nauczyc czytac, ale po co? Zeby mamuska mogla sie chwalic znajomym jakiego to geniusza chowa? Brawo, nauczylas go sama czytac, dzieki czemu nauczylas dziecko obijania sie na lekcjach.

            Nie jestem pewna, ale to chyba do mnie. Będę musiała poszukać w chałupie ukrytej kamery. Nie ja nauczyłam syna czytać. Do liter zawsze miał dostęp. Pierwszym słowem, jakie przeczytał, było apteka. Wisiało nad apteką. Nie usunęłam również z domu książek i innych rzeczy z literami, przyznaję. To wszystko. I owszem, mam bardzo zdolne dziecko. Tak po prostu jest.

            >> Ciekawe czy za kilka lat bedziesz umiala sama nauczyc go fizyki kwantowej, chemii organicznej, liczenia calek, skoro dziecko jest przekonane o wlasnej wyjatkowosci i ze nauka przychodzi mu bez problemow? Szkoda, ze nie widzisz jak bardzo zaszkodzilas dziecku takim podejsciem.

            Zdanie zaczynające się od "Ciekawe czy" nie ma sensu. Zdanie podrzędne wprowadzane przez spójnik "skoro" musi być zdaniem warunku albo przyczyny. Ja tu takiego związku nie widzę.
            Mogę się odnieść tylko osobno do nadrzędnego i podrzędnego. Nie będę go uczyć tych rzeczy, nie ja od tego jestem. Ale o fizyce klasycznej już teraz często rozmawiamy. Mój syn chciałby już mieć fizykę w szkole. Moje dziecko wie, że nauka przychodzi mu bez problemu. Wie to o sobie każdy, kto nie ma problemów z percepcją rzeczywistości. Nie musiałam go przekonywać. Czy jest przekonany o własnej wyjątkowości? Wie, że jest wyjątkowy. Mam nadzieję, że ty też to o sobie wiesz.
    • nangaparbat3 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 17:33
      z tego co czytam, w ogole nie potrafie sobie wyobrazic tej szkoły - ale chętnie bym ją obejrzala, bo jestem bardzo ciekawaa, jak to dziala, i jakie daje efekty
      • vilez Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 17:40
        Ja też bym obejrzała. Ale nie w Polsce. Zakładam porażkę w myśl: "miało być dobrze, a wyszło jak zwykle" wink
    • misiu-1 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 17:43
      Można byłoby oszczędzić ludzkości wielu szkód i cierpień, gdyby udało się zmusić lewicę do testowania jej wynalazków na myszach.
    • paszczakowna1 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 18:10
      Może mam krzywdzące skojarzenia, ale "szkoła demokratyczna" w tym wydaniu wygląda mi bardzo podobnie do luźno prowadzonej świetlicy szkolnej. Rozumiem, że jako przechowalnia na parę godzin dziennie (dla dzieci uczonych w domu, których rodzice chcą się chwilowo pozbyć) sprawdzać się może, ale po co to nazywać szkołą?
    • elle.hivernale Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 22:51
      A co jeśli przyjdzie dziecko i powie: chcę się uczyć chemii, biologii? Czy pracują u was ludzie po studiach kierunkowych?

      - Na jednej konferencji, Peter Hartkamp, dyrektor holenderskiej szkoły demokratycznej De Kampanje, funkcjonującej od kilkunastu lat, odpowiedział na to samo pytanie tak: "Kiedy otwieraliśmy szkołę, dzwoniliśmy do różnych dobrych nauczycieli w mieście i zawieraliśmy z nimi umowę, że jeśli któreś z naszych dzieci powie, że chce się uczyć np. biologii, to oni do nas przyjadą. Przez kilkanaście lat nigdy do nikogo nie zadzwoniliśmy. Nie było takiej potrzeby"
      .

      Ciekawa jestem czego najchętniej się uczą i dlaczego malowania palcami.
      • triss_merigold6 Re: Eksperyment na dzieciach 28.04.14, 22:57
        Malowanie palcami miła rzecz. Malowanie palcami to hm... moja dwulatka ma w żłobku i - o ile dobrze pamiętam z relacji koleżanki nauczycielki - taką terapię zajęciową mają upośledzeni. tongue_out To ów dyrektor mógł od razu zaznaczyć, że chodzi o szkołę specjalną.
    • mamma_2012 Re: Eksperyment na dzieciach 29.04.14, 08:42
      Jesli poslemy do takiej szkoły typowe dziecko z internetowych forów, tzn. czytajace, piszące i liczące do 1000 w wieku 4 lat, to przez trzy lata nie zauważymy najmniejszych problemow.
      Jesli poslemy dziecko, ktore nie opanowały tych umiejętności to zabierzemy je po pol roku (albo będziemy pracować w domu).
      Ktory normalny siedmiolatek wybierze w czasie, gdy koledzy kopia piłkę czy grają sobie w gierki, kreslenie szlaczkow, bo za 10 miesięcy trzeba jakiejs paniusi z komisji pokazac, ze sie to opanowało?
    • anorektycznazdzira Re: Eksperyment na dzieciach 29.04.14, 12:52
      Jakoś się z tą panią nie zgadzam, co do diagnozy, gdzie i kiedy wkracza w nasze życie usystematyzowanie i hierarchia. Nasze społeczeństwo wcale nie jest demokratyczne z punktu widzenia jednostki, bo jest za duże. Nie jesteśmy do cholery wspólnotą plemienną, co to się zbiera i naradza. A już pozostawienie kilkulatka samemu sobie, wygłoszenie kilku abstrakcji o konsekwencjach w postaci słabych wyników na egzaminach za kilka miesięcy- to zwykła nieuczciwość. I jeszcze: to do rozłożenia talerzy i zamiatania jakoś potrafią i uważają że warto dzieci zmusić/namówić/wymanewrować ale już do pouczenia się angielskiego to nie???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka