krejzimama
28.04.14, 19:29
Jesteś oburzony i zniesmaczony tym, że oto jacyś antyklerykałowie nie pozwalają Ci w spokoju przeżywać „tego dnia”. Że podnoszą głowy i zabierają głos. Nawet w takim dniu. Przecież powinni milczeć, chociaż tego dnia, prawda? Powinni uszanować Twoje świętości i nie brukać, nie kalać żadnej z tych wzniosłych chwil swoim antypolskim jazgotem, swoją ohydną walką z Panem Bogiem – czyż nie tak?
Pozwól więc, że uświadomię Ci coś jeszcze. Przez 25 lat przyzwyczaiłeś się do tego, że Ty mówisz, czasem wręcz krzyczysz, a oni (ci niewierzący) milczą. Masz już we krwi, że jeśli ktoś mówi „wierzę w Boga”, to to jest najzupełniej prawidłowe, a gdy ktoś inny powie, że to gusła i zabobony – na tego jest w kodeksie karnym artykuł za obrazę uczuć religijnych. Jest dla Ciebie zupełnie normalne, że wszyscy obywatele, bez względu na to, czy i w co wierzą, łożą ze swoich podatków na Twój kościół. Na katechetów, na KUL, na kapelanów, na „zabytki” (czytaj: kościoły) etc.
No, to raz jeszcze zaproponuję Ci zmianę ról. Wyobraź sobie, że zasnąłeś. A kiedy się obudziłeś – otacza Cię inny świat. Świat, w którym:
O szóstej rano budzą Cię dźwięki satanicznego heavy-metalu. To niedaleka placówka Ruchu Antyklerykalnego zaprasza na codzienne spotkanie pt. „Nie pieprzcie nam, że jest jakiś Bóg”.
Otwierasz swoją codzienną gazetę. Już na pierwszej stronie widzisz wywiad z Ryfińskim, który podsumowuje liczbę skazań za obrazę uczuć niewierzących. Jakiej stacji radiowej czy TV nie włączysz – wszędzie Palikot, Ryfiński, Domaracki. W publicznych mediach, na które i Ty płacisz obowiązkową daninę, pełno jest programów, przekonujących, że Boga nie ma, a religia to opium dla mas. Katolickich nie ma wcale. Ani jednego. Stacji katolickich też nie ma. Są tylko racjonalistyczne i antyklerykalne.
Posyłasz dziecko do szkoły. Publicznej. Na nią też płacisz. A tam nie ma lekcji religii. Są lekcje ateizmu. I trzeba z nich mieć ocenę na świadectwie.
Z każdej strony otaczają Cię informacje o bezkarności niewierzących, bez względu na to, jak ohydnych czynów się dopuścili. Czytasz też, że jeśli ktoś jest katolikiem, to choćby ukradł spinacz, natychmiast wędruje za kratki.
Prezydent i premier Twojego kraju całują w rękę króla Nogodlandii – światowej stolicy ateizmu. Nazywają go „Ojcem”, „Przewodnikiem” i „Pasterzem”, wskazującym drogę życia i walki z ciemnotą.
Zewsząd słyszysz, że prawdziwy Polak to ateista. Kto wyznaje wiarę katolicką, ten szerzy antypolskość.
Koszmar, prawda? Na szczęście dla Ciebie, to tylko zły sen. Ale my – niewierzący – żyjemy w takim właśnie świecie na co dzień!
Będzie Ci o wiele łatwiej, jeśli zrozumiesz dwie rzeczy. Pierwsza to ta, że czasy Twojego monopolu na światopogląd się skończyły. Teraz, ilekroć gdzieś powiesz głośno „wierzę”, zawsze może zdarzyć się ktoś, kto powie „a ja nie!”. Bo ma prawo wyrażać swoją niewiarę dokładnie tak samo, jak Ty – wiarę.
Druga to ta, że nic nie stoi na przeszkodzie, by niewierzący, ba, nawet najbardziej zażarci antyklerykałowie siedzieli cichuteńko jak kościelna mysz pod miotłą, gdy Ty przeżywasz jakieś religijne uroczystości. Przecież oczekujesz od nich, by nie wierzyli prywatnie i po cichu, szanując Twoje przekonania. I dostaniesz to, ale coś za coś. Módl się w kościele albo w swoim domu. Niech Twoja religia będzie głoszona w miejscach do tego przeznaczonych. I w mediach do tego przeznaczonych, czyli katolickich, a nie publicznych bądź noszących miano „informacyjnych”. Niech Twoje dzieci chodzą na religię – ale nie w szkole, a po szkole, do salki katechetycznej w parafii, którą finansujesz Ty i Twoi współwyznawcy bez pomocy finansowej państwa. Wierz, módl się i świętuj, gdy jest co – ale szanując prawa, uczucia i potrzeby innych ludzi. Niewierzących, agnostyków i innowierców. A wtedy i oni uszanują Twoje prawa, uczucia i potrzeby.
Skoro umiesz wierzyć w Boga, tym łatwiej uwierzyć możesz i mnie, gdy Cię zapewniam, że miejsca w Polsce jest dosyć i dla tych z krzyżem, i dla tych bez niego. Mogą żyć ze sobą w pełnej zgodzie i harmonii. Ale tylko wtedy, gdy żadna z tych dwóch grup nie będzie w żaden sposób uprzywilejowana. „Równiejsza”.
Uwierz mi. I zrozum to. Będzie Ci łatwiej pogodzić się z tym, co nieuchronne, co jest tylko kwestią czasu: nadejściem epoki, w której to Ty staniesz się członkiem mniejszości. Zegar bije. Nieubłaganie…
Całość tutaj:
wkurzanie.pl/2014/04/28/list-do-katolika/