jestem tu nowa, z gory przepraszam za ewentualne wpadki.
Mam problem jak w tytule - od stycznia do chwili obecnej PRZYTYLAM 12 kg. Jestem otyla (wg BMI). Najlepszy "dowcip" calej sytuacji polega na tym, ze nie zmienil sie moj tryb zycia (troche wiecej sie ruszam w weekendy, bo albo rolki albo spacery itd), nie zmienil sie moj sposob odzywiania (w sensie drastycznym, kocham slodycze, ale nie obzeram sie nimi do wypeku, to jest jak bylo wczesniej), nie zaczelam brac lekow ani nic. Nie choruje (albo jeszcze o tym nie wiem), cisnienie mam wzorcowe. WIEC SKAD taki skok..??? Antykoncepcje tez stosuje od lat te sama (wkladka z hormonami), kilka dni temu ja wyjelam (bo chce zmiany), i podczas wizyty u lekarza dowiedzialam sie ile waze. I powaznie bylam w szoku.
Ide do lekarza za tydzien, a poki co mam dola. Wiosna za pasem, a ja sie nadaje do punktu skupu zywca
Prace mam siedzaca, + dojazdy oznacza ze nie ma mnie w domu po 11h, potem normalne jego ogarniecie i szczerze mowiac nie mam sily na cwiczenia/silownie etc. W weekend jezdze na rowerze/rolkach/gram w badmingtona z synem, moge chodzic na silownie w weekendy ale to malo.
do dol jak cholera