aleksandrynka
24.08.04, 12:06
no ja już nie mogę!
O co chodzi? Czy tak trudno zrozumieć, że nie dotyka się drugiego człowieka,
bo on sobie tego może nie życzyć? Bez względu na to, ile kto ma lat
obowiązuje ta sama zasada: nietykalność osobista, własna przestrzeń
zyciowa... Nie wspominam o możliwości zarażenia jakimś świństwem,
kurzajkami...
Czy dziecko to własnośc publiczna? To pytanie retoryczne, pewnie, że nie!
Ostatnio dzień po dniu zwracam uwagę paniom, żeby nie dotykały dziecka. W
stópkę ubraną w skarpetę jeszcze przezyłam, ale jak obce ręce idą do
paluszków, twarzy, to już mnie trafia! Wczoraj wdałam się w dyskusję, ale
nigdy więcej! Pani w autobusie oburzyła się: a dlaczego nie? No i jazda, że
jakas tam wychowywała sterylnie, że tak nie można, a jak ja jej o
nietykalności i prywatności, to mi wypaliła: "Gdzie pani się chowała, na
księżycu?!" I odeszła z komentarzem: "bo jeszcze zarażę"... No ręce
opadają... Następnym razem obiecuję sobie: nie dyskutuję! "bo ja tak
powiedziałam i to nie podlega dyskusji". Taki tekst sobie wymyśliłam.
Czy ja zwariowałam? Też tak macie? Wiem, że temat był poruszany, ale teraz
się wściekłam...