Co i rusz czytam, że ktoś jest "oderwany od rzeczywistości", że religia to zabobony, itp. itd. A ja chciałabym wiedzieć, co jest tak fajnego w realizmie i mocnym staniu nogami na ziemi? Bo chyba taka postawa jest tu w przewadze?
Nie fajniej jest w coś tam sobie wierzyć (np. Boga

), a jak człowieka nawet nie stać to sobie sprawić przyjemność, np. kupując pistacje? Albo brać kredyt na dom czy mieszkanie choć się nie jest krezusem? Czy wszystkie oszczędności wydać na super wakacje dla rodziny?
Ja uważam, że fajniej. Może nie popierałabym skrajności (typu rata 2,5 tys przy dochodach 5 - jeśli chodzi o dom, czy brania kredytu hipotecznego na wyjazd

), ale jednak zasadniczo uważam, że czasem warto zaryzykować i nieco oderwać się od rzeczywistości.
Zdezaktualizowały się takie powiedzenia jak: kto nie ryzykuje, ten nie ma; do odważnych świat należy; ewentualnie
who dares, wins (to ostatnie osobiście b. lubię

)
Fajnie się tak żyje blisko ziemi?
Jak to jest?