08.07.14, 14:42
Byłam na meczu u znajomych męża z pracy.
Byli tam też inni ludzie, zarówno znajomi jak i obcy mi kompletnie.
I zachowanie jednej z par mnie powaliło kompletnie.

Otóż plan był taki, że luźna posiadów przy piwie i piłce, każdy bierze co tam sobie lubi pić i przynosi jakąś przekąskę- pełna dowolność, przed meczem w planach grill, a więc tak samo, każdy przynosi to co ma ochotę sobie ugrillować.

My oprócz mięsa wzięliśmy wielką michę tzatzików, kilka paczek chipsów, jakieś orzeszki, 2 butelki coli.
I w sumie każda jedna para,a także osoby pojedyncze wzięły coś "dla ogółu"

Ta jedna para nie wzięła nic- nawet dla siebie- częstowali się od wszytskich, biorąc co smakowitszy kąsek z grilla.

Zaskoczona poczułam się na samym początku, kiedy idąc do toalety natknęłam się na nich używających w łazience kosmetyków gospodarzy.

Później kiedy szłam po piwo do lodówki to zastałam pana, otwierającego sobie moje piwo i to takie, na które cały wieczór czekałam.

Na sam koniec szukali kogoś z kim się zabrać taksówką.
I padło na nas, bo ustalili, żę mieszkamy najbliżej ich.
I wszystko byłoby ok, bo taksówką i tak wracaliśmy, więc nawet z nimi "na sępa" wyszłoby na jedno, ale oni zaczęli mieć na mecie pretensje, że od nas to jednak dalej do nich niż im się wydawało, więc czy możemy jednak podjechać pod ich blok.
Mąż odpowiedział, że te kwestie to już niech z taksówkarzem załatwiają, zapłacił i poszliśmy.

Podzielcie się swoimi zaobserwowanymi przypadkami sępienia, chciwości, chytrości, skąpstwa.

Mnie nadal trudno uwierzyć, że istnieją tacy ludzie....
Obserwuj wątek
    • toxicity1 Re: Na sępa 08.07.14, 14:56
      karisma_warusco napisała:

      Później kiedy szłam po piwo do lodówki to zastałam pana, otwierającego sobie moje piwo i to takie, na które cały wieczór czekałam.

      Tak z ciekawości - odebrałaś mu to piwo?
      • karisma_warusco Re: Na sępa 08.07.14, 15:10
        Nie, bo się go napił i poszedł wymieniając ze mną tekst w stylu "fajna impreza" big_grin
        • dziennik-niecodziennik Re: Na sępa 09.07.14, 11:34
          no ale powiedziałas mu cos chociaz? "ej, to moje piwo, mogłes chociaz spytac czy mozesz wziąć" czy cos w tym stylu...
    • gaskama Re: Na sępa 08.07.14, 15:00
      Wśród znajomych nie spotkałam się z czymś takim. Rzeczywiście dziwni ludzie.
    • najstarszy_syn_ksiedza_biskupa Re: Na sępa 08.07.14, 15:06
      karisma_warusco napisała:

      > Później kiedy szłam po piwo do lodówki to zastałam pana, otwierającego sobie mo
      > je piwo i to takie, na które cały wieczór czekałam.

      Tak z ciekawości.... co to za piwo?

      Ksiądz Anatol
      • karisma_warusco Re: Na sępa 08.07.14, 15:08
        Crazy Mike z Ale Browaru
        • paliwodaj Re: Na sępa 08.07.14, 15:19

          > Później kiedy szłam po piwo do lodówki to zastałam pana, otwierającego sobie moje piwo i >to takie, na które cały wieczór czekałam.

          jezeli bierzesz piwo, SZT 1, na impreze i wkladasz je do wspolnej lodowki to sie przygotuj ze ktos moze je wypic
          Nie wiem, gdy my robimy zrzutkowe imprezy to kazdy przynosi cos , co po podziale wystarczy dla wszystkich, np : kurczaka dla wszystkich, ciasto dla wszystkich, salatke dla wszystkich, wszyscy jedza jako wspolne jedzenie, nie liczac kesow, lyzek, lykow , bo to zenujace
          Rozpisywanie na forum ze wzielam na impreze 2 pepsi jest smieszne
          Siedz w domu i nie udzielaj sie spolecznie
          • karisma_warusco Re: Na sępa 08.07.14, 15:26
            Nie wzięłam jednego piwa, ale jedno konkretnego rodzaju.

            I owszem było we wspólnej lodówce, bo akurat nie zabraliśmy swojej.


            Założenie spotkanie były jasne i określone przez organizatora w mailu.
            Każdy przynosi sobie żarcie i napoje.

            Każdy wziął też coś dodatkowo- dla mnie to naturalne.

            Rozumiem, że jakbym wzięła 20 butelek coli to byłoby ok?

            I napisałaś, że u Ciebie jest tak, że każdy przynosi coś.
            Tu było inaczej, ale owi państwo nie wzięli nic.

            I to ja jestem śmieszna?
            • agnewo Re: Na sępa 08.07.14, 16:39
              karisma_warusco napisała:
              > I owszem było we wspólnej lodówce, bo akurat nie zabraliśmy swojej.
              >


              tak z ciekawosci, zwykle na imprezy u znajomych zabieracie takze swoja lodowke ? big_grin

              a tak z innej beczki, to moze ci znajomi nie byli poinformowani o tym, ze kazdy ma przyniesc swoje jedzenie , przekaski , napoje? byc moze dostali zaproszenie typu ''zapraszamy do nas na mecz '' i tyle ?
              • karisma_warusco Re: Na sępa 08.07.14, 17:15
                No żart to był z tą lodówką.

                A co do zaproszenia to był mail do wielu odbiorców, więc mniemam, że do nich też.

                Ale nawet jakbym ja nie wiedziała, że impreza skłądkowa to raz, że bym dopytała, a dwa już na miejscu zaproponowała kasę, pojechać taksówką po coś do żarcia/ picia, a na pewno nie brała jak leci z lodówki i z grilla, a już pod żadnym pozorem nie smarowała sobie stóp kremem z łazienki gospodarzy, ot tak big_grin
                • agnewo Re: Na sępa 08.07.14, 17:26
                  hahaha ! padlam big_grin To juz chyba musi byc taki bezwstydny typ ludzi . Dla mnie nie do pojecia w kazdym razie .
                  --
                  https://www.suwaczki.com/tickers/mhsvjw4zrvnkc96k.png
          • moofka Re: Na sępa 08.07.14, 15:29
            dlaczego?
            ja nie licze, ale autorce sie nie dziwie
            imprezy grilowe u nas zawsze sa takie ze kazdy niesie
            duzym wkladem ze strony gospodarzy jest to ze goszcza rozpalaja gryle itd
            my nie mamy gdzie wiec sie goscimy czesto bo nas zapraszaja
            i nikt nigdy nikomu nie rozlicza kto co niesie i ile
            ale liczy sie fakt
            ja nosze ze 2-3 salatki, cos slodkiego dla dzieci
            napoje i cos na grila
            naniose karkowki, ale z checia sprobuje Asinej kaszanki
            pozabieram chipsow, ale chetnie dosiade sie do szarlotki i viceversa
            wklad jakby, zasada
            a nie ze kazdy siedzi jak na pankowej imprezie w swoich butach i pije swoje wino smile
            • totorotot Re: Na sępa 08.07.14, 15:58
              No przepraszam, ale nie ma już bardziej sępowej imprezy niż pankowa,gdzie dziesięć osób łaziło po rynku i stukało 2,8 na wino, które później w dziesiątkę z nabożeństwem spijało, popalając- a jakże- wyżuloną fajką. Buty też nie zawsze były 'swoje' smile
              • aneta-skarpeta Re: Na sępa 09.07.14, 11:17
                u nas to generalnie się dzielilismy za młody na imprezach, ale krzywo się patrzyło na tego który nie dorzucił cegiełki

                co nie zmienia faktu, że nie zawsze wrócilo się w swoich butach, ale swoje sie komuś zostawiło jednakbig_grin
          • jolunia01 Re: Na sępa 08.07.14, 15:42
            paliwodaj napisała:

            > ...Rozpisywanie na forum ze wzielam na impreze 2 pepsi jest smieszne
            > Siedz w domu i nie udzielaj sie spolecznie...

            2 pepsi, czyli jakieś 3, a może 4 litry. Czyli dla 8-10 osób. Poza tym autorka wątku przyniosła również inne produkty. Siedź może w domu i nie udzielaj się społecznie, bo piszesz bzdury.
          • ichi51e Re: Na sępa 08.07.14, 16:25
            Nie chodzi o przyniesieni jednego piwa tylko nieprzyniesienie niczego i podkradanie innym.
            • aneta-skarpeta Re: Na sępa 09.07.14, 11:18
              no własnie
              moja koleżanka uwielbia różowe wino i kupuje 2 szt na imprezę- ale 2 szt wypija- nie częstuje się niczym innym

              i chamstwem byłoby jej to wino wypijać "po cichaczu"

              i oczywiscie- my ją dobrze znamy, ale jakbym nie znała to tymbardziej bym się spytała choćby
          • aneta-skarpeta Re: Na sępa 09.07.14, 11:15
            my co prawda nie często tak imprezujemy, ale bardzo często biwakujemy z "szemranym towarzystwem"wink czyli nie bułka przez bibułkę, tylko klimaty staropunkowe etc

            teraz dzieciaci etc

            każdy wiezie dla siebie wszystko i oczywiscie częstujemy się na wzajem- jak kupuję nutelle to dzieciom nie wyliczam, które ile zjadło

            ale po 1. każdy cos przywozi, nikt nie je, nie pije na sępa

            po 2 generalnie ludzie starają się pytać- np leży sobie jakieś pojedyncze piwo- ktos ma ochotę i pyta czy może się poczęstować, albo ludzie mówią- tutaj jest kiełbaska- bierzcie sobie
    • ichi51e Re: Na sępa 08.07.14, 15:18
      Tz mial znajomwgo ktory potrafil sobie 4.50 wydac z napiwku dla kelnera...
    • run_away83 Re: Na sępa 08.07.14, 15:27
      Pewnej parze u nas w rodzinie urodziło się pierwsze dziecko. Powodzi im się przeciętnie (nie biedują, no ale mają gorszą sytuację materialną niż my), a my akurat mieliśmy na zbyciu trochę podzieciowych rzeczy w doskonałym stanie. Po uzgodnieniu co jest u nas do oddania i czego oni potrzebują, pojechała do nich wielka paka ubranek (wyłącznie takich w bardzo dobrym stanie) w rozmiarach 50-68, mata edukacyjna, kilka kocyków, śpiworek do wózka, dwie chusty, pościel do łóżeczka, laktator, trochę zabawek i jeszcze kilka totalnie nowych rzeczy zakupionych specjalnie na prezent i wybranych przez nich - fajna torba do wózka, bluza dla mamy karmiącej, rogal do karmienia. Prezent przyjęli z radością, nam było miło.

      Parę tygodni później zamiast miło zrobiło się dziwnie - najpierw laska zadzwoniła do mnie z pytaniem kiedy (nie "czy", tylko "kiedy"!) wyślemy im fotelik samochodowy po naszym synku, bo im koniecznie potrzebny i to na już. Oznajmiłam, że fotelika cały czas używamy, a jak dziecko z niego wyrośnie to planujemy sprzedać na ebayu i uzyskaną ze sprzedaży kwotę dołożyć do budżetu na zakup większego fotela. Och, jaka szkoda, bo oni nie mogą sobie pozwolić na porządny fotelik, będą musieli kupić jakiś najtańszy... Jakiś zas później identyczna sytuacja z niemowlęcą huśtawką. Na przestrzeni kilku miesięcy jeszcze parę telefonów, czy nie mam na zbyciu tego, tamtego, albo siamtego, bo im by się przydało. Na oddanie jednego z przedmiotów przystałam, bo doszłam do wniosku, że faktycznie mi już niepotrzebny, a na zabawę z ebayem nie mam czasu; ale odmówiłam, gdy okazało się, że miałabym jeszcze dopłacić do interesu pokrywając koszty transportu - nastąpił foch i dąs.

      A ostatnio przeszli samych siebie - obrazili się, że "w tajemnicy przed nimi" sprzedaliśmy spacerówkę z której już nie korzystaliśmy, bo "myśleli że jak nam już nie będzie potrzebna to im oddamy i nie przewidzieli takiego wydatku i teraz nie wiedzą co mają zrobić".

      Nie muszę chyba dodawać, że nasze kontakty bardzo się rozluźniły? tongue_out
      • peonka Re: Na sępa 08.07.14, 15:53
        Fajna historia - przynajmniej jako angedotka, ale wiem, że gdyby mnie dotyczyła, śmieszyłaby mnie pewnie mniej smile
        • aneta-skarpeta Re: Na sępa 09.07.14, 11:20
          mnie tez bawią takie historie, ale tylko dlatego, że na takich wyłudzaczy nie trafiłambig_grin
    • kanna Re: Na sępa 08.07.14, 15:49
      Skoro dostają przyzwolenie na takie zachowanie - a dostają, bo nikt nie powie "oddaj piwo", albo "to co, opłatę za taxi na pół dzielimy?" - to sępią.

      Ja bym ich po prostu nie zapraszała.
      • karisma_warusco Re: Na sępa 08.07.14, 16:02
        Nie moi znajomi, nie moja impreza.

        A co do taxi to nie miało to dla mnie znaczenia.
        Tyle samo byśmy zapłacili we 2.
        Chamstwem było żądanie odwożenia ich pod blok na nasz koszt.
        • kanna Re: Na sępa 08.07.14, 16:32
          Właśnie miało znaczenie smile

          Bo kiedy ktoś prosi mnie, żebym go odwiozła, to jest moja decyzja.
          Jak się wpycha na sępa - to próbuje postawić mnie pod ścianą.

          A tego nie lubię . Bardzo sad I wtedy mówię otwartym tekstem, ryzykując focha, ale to ich problem: Sorki, wkurza mnie, jak ktoś sępi na składkowej imprezie. Więc jeśli chcecie ze mną jechać, to ok, ale składamy się.
          • karisma_warusco Re: Na sępa 08.07.14, 16:34
            Mało asertywna jestem zatem smile

            Ale było mi na prawdę wsio rawno.
            • kanna Re: Na sępa 08.07.14, 16:56
              Pewnie Ci było, Ty wiesz sama najlepiej smile
          • aneta-skarpeta Re: Na sępa 09.07.14, 11:22
            dla mnie załapanie się na cudza taksówke- nawet jakbysmy mieszkali w jednym bloku oznacza jedno- dzielimy koszty na pół

            druga strona moze odmówić, bo i tak by jechała i wtedy ok- ale zaproponować i liczyć się z zapłata trzeba

            tak samo z podwózką prywatnym autem
        • echtom Re: Na sępa 08.07.14, 18:06
          > Tyle samo byśmy zapłacili we 2

          Niby tak, ale... Przedwczoraj jechałam taksówką z lotniska z obcymi ludźmi i ustaliliśmy od razu, że płacimy po połowie. Kiedy wracam z imprezy ze znajomymi, też proporcjonalnie ten koszt dzielimy. Dla mnie to takie normalne zachowanie.
    • czere-pach Re: Na sępa 08.07.14, 15:52
      Miałam taką koleżankę w liceum. Pojechaliśmy na wycieczkę klasową, wieczorem wszystkie wyciągamy, co tam mamy do jedzenia, robimy sobie kolację. Patrzymy, ona nie ma nic. Ale skubnęła od jednej kiełbaski, od drugiej wzięła kromkę chleba i ostatecznie się najadła. Tak było całe trzy dni.
      • karisma_warusco Re: Na sępa 08.07.14, 16:08
        Jeszce mi się ze studenckich czasów przypomniał wyjazd pod namiot.
        Kilka dni przed spotkaliśmy się, aby podzielić "obowiązki"
        Każdy dostał coś do kupienia i w dzień wyjazdu mieliśmy ogórem jeździć po kolei po każdym i zgarniać towarzystwo wraz z wiktuałami.

        Kolega miał zadbać o napoje oraz wziąć 2 rowery oraz 2 namioty, bo taką ilością dysponował, a ktoś tam nie miał.

        I okazało się, że jego wkład w napoje to zgrzewka wody- 6x1,5 l.
        Na 8 osób i na 3 dni...

        Rowery ok, ale namiot był bez tropiku.
        Szczęście, że było gorąco jak w piekle i kropla deszczu nie spadła.

        Ponadto kolega miał 10 zł.
        Sępił strasznie podkreślając swój wkład w wyjazd big_grin
    • edelstein Re: Na sępa 08.07.14, 15:59
      Mogla byc jeszcze opcja tel.do gospodarzy, sluchajcie nie mamy czasu na zakupy, kupcie tez cos dla nas, a my wam Damy kase.Tak rozwiazywalam kwestie gdy nie mialam czasu zrobic kanapek, salatki.
    • zielona.limonka Re: Na sępa 08.07.14, 16:05
      Miałam podczas studiów kolegę (przesympatycznego, uroczego, świetnego rozmówcę i kompana), który był mistrzem sępów. Nigdy nie palił własnych papierosów, nigdy nie pił piwa na własny koszt, zawsze dziwnym trafem zostawał u kogoś na kolacji itd.
      Z tym że myśmy (jego najbliżsi przyjaciele) szybko nauczyli się po prostu z uśmiechem odmawiać - np. obdarowania go pięciozłotówką, żeby mógł sobie kupić piwo. Nie obrażał się, więc przyjaźń trwała latami. Następnie ożenił się z bardzo bogatą laską, którą z całą pewnością kochał, ale jak usłyszeliśmy, że jest bajecznie bogata, to wszyscy ryknęliśmy śmiechem.
    • mejerewa Re: Na sępa 08.07.14, 16:20
      Byłam na wakacjach z chłopakiem i moja koleżanka ze swoim. Każda para swój budżet miała. My mieliśmy dodatkowy portfel, do którego co kilka dni składaliśmy się po równo na wydatki, zapłatę za kemping, zakupy spożywcze, itp i potem wydawaliśmy z tej wspólnej kasy. Koleżanka ze swoim chłopakiem ustaliła, że najpierw będą wydawać jego pieniądze, a jak się skończą to jej (lata 90-te, nie mamy kart kredytowych, bankomatów, na wakacje ma się wyliczoną sumę w gotówce i awaryjny czek od rodziców do zrealizowania na poczcie na wypadek nagłej potrzeby).
      I ta para bardzo przyjemnie spędzała czas dopóki chłopak miał pieniądze. Gdy przyszła kolej na wydawanie jej kasy, skończyły się wspólne wyjścia na piwo, na lody i ciągle słyszeliśmy, że muszą oszczędzać itp. Chłopak jadł suchy chleb i jakoś dotrwał do końca pobytu. I co najlepsze, po kilku latach ożenił się z oszczędną koleżanką.
    • cilantre Re: Na sępa 08.07.14, 16:20

      Ja byłam w maju u koleżanki na grillu. Wszyscy oczywiście coś przynieśli, ale jedna para wiedząc, że ma przynieść - nie przyniosła nic tłumacząc się tym, że wracają skądś.
      Od razu rzucili się na jedzenie ( bo przecież wracają skądś i są głodni), gdy gospodarze piekli na grillu mięso-oni lotem błyskawicy przechwytywali co lepsze kąski. W końcu się wkurzyłam, przejęłam grilla, powiedziałam, że teraz smażę DLA DZIECI ( tym sposobem dzieci mogły w końcu zjeść). Oni zorientowali się w tzw. międzyczasie, że jest dobre jedzenie i zadzwonili po swoje dzieci ( dokładnie powiedzieli im, że mogą przyjeżdżać, bo jest dużo dobrego żarcia). Dodam, że nie pytając gospodarzy o zgodę big_grin Dzieci to 10-latka i 20-latek, 190 cm, ze 100 kg żywej wagi big_grin
      Podczas, gdy każdy przyniósł dużo jedzenia ( no ja chyba m.in. ze 1,5 kg mięsa na grilla), to nie powiem, żebym zbytnio się objadła.
      Potem spytałam koleżankę, czy oni tak zawsze, to stwierdziła, że tak, ale tym razem to kilka razy im mówiła, że koniecznie muszą przynieść jedzenie ...
      A, sorry, przynieśli 2 piwa - po 1 na łeb big_grin

    • paul_ina Re: Na sępa 08.07.14, 16:34
      Ludzie pewnie mają kredyt we franku, a Ty się czepiasz.
      Nieładnie, powinni byli coś przynieść i nie sępić. Nie spotkałam się z takim zachowaniem jak w/w u swoich znajomych.
      • karisma_warusco Re: Na sępa 08.07.14, 16:36
        Mój tata ma takie fajne powiedzenie "Jak się nie ma miedzi to się na dooopie siedzi"
    • foringee Re: Na sępa 08.07.14, 16:46
      Miałam przed laty taką znajomą, no może nie wprost "na sępa" bo bardziej wysublimowaną w zachowaniach. Np
      * jesteśmy za granicą w kraju z egzotyczną walutą. pod koniec pobytu skończyła jej się ichnia kasa, jakoś tak sprytnie mnie namowiła do tego, żebym ja zamieniła swoje euro na tę walutę a ona ode mnie pożyczy i mi odda w Polsce zlotówki. I pożyczała, dokładnie tyle ile jeszcze tam wydała i ani grosza więcej, a ja zostałam z ok 200zł utopionymi w egzotycznej kasie, której w Polsce kantory nie zamieniają na normalną walutę...
      * gdy wracałyśmy z nocnych imprez zawsze bardzo miło mnie zachęcała do odprowadzenia jej w wygodniejsze miejsce do zamowienia taksowki, podobno dlatego że mnie lubiła i chciała jeszcze pogadać po drodze, bo tak fajnie jest. W ten sposób ona płaciła ok 10 zł mniej za taxi, a ja dokładałam z własnej kieszeni te 10 zł bo jechałam w inną stronę. Nie zdarzyło się, żeby ona odprowadziła mnie w moim kierunku. To w ogóle nie wchodziło w grę. A biorąc pod uwagę, że średnio co tydzień byłyśmy razem na imprezie to trochę mnie to kosztowało.
      *zapraszala do siebie. Gdy wiedziała że już jadę, to dzwoniła żebym po drodze weszła do sklepu koło jej domu i kupiła to i to, bo jej się nie chce wychodzić. Tyle dobrze, że kasę za zakupy oddawała.
      *zawsze dokładnie pilnowała, żeby u niej będąc, gość nie zjadł albo nie wypił więcej niż ona. Było widać że cierpi gdyby miała być "stratna" i zjeść o jedno ciastko mniej. Odwrotnie, będąc w gości, nie miala skrupułów częstowac się ile dusza zapragnie i nie krępowała się upomnieć o jeszcze.
      *była osobą dosć zamożną. Jej ojciec z pracy przynosił wiele różnych gadżetów, które dostawal za darmo (koszulki, zestawy pisakow, pióra, latarki, torebki, portfele, itd). Ja wtedy byłam jej najbliższą znajomą ale nie zdarzyło się by coś z tego ot tak mi dała. Za to jak najbardziej chciała żebym te rzeczy od niej kupiła, oczywiście za ich rynkową cenę.

      itd itp
      w sumie ciekawym zjawiskiem była wink
      • k1k2 Re: Na sępa 08.07.14, 18:07
        > Gdy wiedziała że już jadę, to dzwoniła żebym po drodze w
        > eszła do sklepu koło jej domu i kupiła to i to, bo jej się nie chce wychodzić.
        > Tyle dobrze, że kasę za zakupy oddawała.

        Mam takiego znajomego, ktory zamawia a jak przynosze to jest "zalatany" i nie oddaje. Jak nie mam ochoty sponsorowac to z premedytacja nie odbieram telefonu i nie odpowiadam na teksty, i udaje Greka ze przoczylam zamowienie.
      • mozambique Re: Na sępa 09.07.14, 10:09
        zaloze sie ze kolezanak obecnie tez jest zamozna

        taki nawyki z domu wyniesione w kocnu procentują (patrz jej rodzice)
    • niebieskasukienkawkropki Re: Na sępa 08.07.14, 18:54
      W temacie: kilka lat temu znajomi zaprosili mnie na ślub cywilny. Na zaproszeniu była mowa tylko o uroczystości w urzędzie. Po życzeniach wybrani goście zostali zaproszeni do lokalu ( tak niby spontanicznie). W lokalu nie było żadnej rezerwacji, aby przypadkiem nie policzono jak za gości weselnych. Jednak nowożeńcy zamówili obiad, jakieś przystawki, naturalnie alkohol. Pod koniec przyjęcia pożegnali się z gośćmi i jak się szybciutko okazało każdy musiał zapłacić za siebie + za młodą parę, bo oni akurat "nie mieli przy sobie pieniędzy".
      • karisma_warusco Re: Na sępa 08.07.14, 19:00
        Wygrywasz w przedbiegach.

        Z tematów weselnych to z tego forum dowiedziałam się o gazetach zamiast pieniędzy w kopertachbig_grin
      • k1k2 Re: Na sępa 08.07.14, 19:22
        Miejsce nr 1 big_grin
      • triss_merigold6 Wygrałaś nt. 08.07.14, 19:41
      • pochodnia_nerona Re: Na sępa 08.07.14, 19:59
        No to tak: nie ma prezentów, to goście płaca sami za siebie big_grin Było i przyjęcie, i młodzi nie stracili big_grin
      • anomalia_pogodowa81 Re: Na sępa 09.07.14, 10:24
        NIE WIERZĘ, hahahahahahahahaha big_grin
    • mimka23 Re: Na sępa 08.07.14, 19:05
      Miałam parę znajomych, którzy uwielbiali balować u innych ale nigdy nie zapraszali do siebie, a jak już zaprosili to na 19.00 wiedząc, że mamy malutkie dziecko, ale ok, zawsze się jakoś dostosowaliśmy.
      U nas zawsze było jedzenie, oni chętnie się częstowali, dla mnie to było normalne. Któregoś razu pani poczuła się obrażona, bo zaproponowaliśmy kiełbasę z grilla - ona nie lubiła kiełbasy (no cóż mogła sobie przynieść coś co lubi ale nie zrobiła tego). No i przez całą imprezę siedziała obrażona, bo nie zadbaliśmy o menu dla niej. Później nie wiem co mnie podkusiło, ale byli na naszym weselu. Potem pojechaliśmy do nich zawieźć płytę z nagraniem z wesela i jeszcze zawieźliśmy pół litra (matko jaka ja głupia byłam). A oni ugościli nas przy pustym stole, po jakimś czasie pan poszedł do kuchni, zrobił sobie miskę popcornu i usiadł między nami z tą miską między nogami i zaczął jeść. To było nasze ostatnie spotkanie, stwierdziliśmy że nie warto.
    • mamusia1999 Re: Na sępa 08.07.14, 19:43
      ja sie podziele aktem nieuwagi rodziny mojego meza. lajtowo. otoz wyhodowalam sobie borowke amerykanska, tzn. kupilam sadzonke i chyba ze trzy lata czekalam na owoce. zaowocowala po raz pierwszy, jak na taki niewielki krzaczek dosc obficie. powiedzmy mala miseczka by sie uzbierala, na smak i radoche jedzenia z krzaczka. przyjechali na letniego grilla i zezarli wszystkie. strasznie mi bylo zal, ze nie sprobowalam. impreza doroczna, wiec tym razem zjem albo schowam krzaczek wink taka maupa jestem.

      a i rok temu przyjaciolka sie dopytala, czy moze z nami jechac do Krakowa (1300km) i pozwiedzac. jechaly we dwojke z corka. dopoki paliwo bylo "sluzbowe" to bylo, jasna sprawa. no ale juz w czechach trzeba bylo zatankowac, wykupic winietke. zupelnie naturalnym odruchem chcialam jej dac rachunki, zeby zajela sie rozliczeniem. zdziwila sie, przeciez mnie ta podroz tak czy owak by kosztowala. a sam duzo jezdzi, wiec raczej powinna wiedziec, ze 120kg doladowania przy autostradowych predkosciach robi spora roznice.
    • agus-ka Re: Na sępa 08.07.14, 22:35
      rany, ale sepy... nie trawię tego typu ludzi...
      tu jest cały wątek o sępach, można się pośmiaćsmile
      forum.gazeta.pl/forum/w,16,72618380,,Najbardziej_skapy_facet_ranking_.html?v=2
    • capa_negra Re: Na sępa 08.07.14, 22:50
      Moich sąsiadów nazywamy pieszczotliwie sępiki.

      Zaprosili 3 małżeństwa na oblewanie jakiegoś zakupu i jak sąsiadka podkreślała kupiła KILO KARKÓWKI dla 8 osób i pól litra wódki. Z wódka każdy przyszedł, ale okazało się musimy jeszcze skoczyć do domu po węgiel, musztardę/keczup i chleb...bo nie ma.

      Standardowy tekst na imprezie organizowanej przez kogoś : nie gotowaliśmy dziś obiadu bo u was pojemy..

      Normą jest chodzenie po sąsiadach i "pożyczanie" 2 jajek, mleka, mąki .
      Obydwoje palą, chętnie cudze: na imprezę przynoszą sobie parę fajek potem cudze, ciągle "rzucają" palenie i chodzą po sąsiadach żebrać o fajkę ( w tajemnicy jedno przed drugim) bo oni rzucają.

      Właściwie nie spotykamy się od roku - nie lubię sepów, ale sąsiedzi maja ich często "na stanie" ostatnio byli po 3 ogórki do niedzielnego obiadu.
      Sąsiadka się żali, ale nie ma odwagi odmówić...
      • mamusia1999 Re: Na sępa 09.07.14, 11:17
        z tym obiadem przed impreza to nie pomyslalam, ze moze byc odebrane jako sepienie. zachowam to wiec w przyszlosci dla siebie wink bo ja tak robie, po prostu dwa obfite posilki mi nie sluza. wiec w sumie powinnam odmawiac wieczornych zaprosin? bo do tej pory zjadamy jakas salatke zamiast obiadu. co nie oznacza, ze sie potem rzucamy na poczestunek.
    • kol.3 Re: Na sępa 09.07.14, 09:38
      To są minusy mody na domowki czy posiadówki (fuj co za słowa) składkowe, na które każdy przynosi, co tam ma przynieść. Zawsze się trafi cwaniak, który nie przyniesie nic, a ogołoci zapasy trzech osób.
    • gaskama A akcja w drugą strone. 09.07.14, 10:30
      Byliśmy na spotkaniu klasowym w restauracji. Każdy zamawiał, co chciał. Ja i mąż niepijący, zamówiliśmy po sałatce, ja lampkę wina, mąż szklankę piwa. Wyszło po 40 zł. Reszta chlała na umór. O 24.00 zapadła decyzja, że dzielimy cały rachunek na liczbę osób. Zapłaciliśmy za nas chyba po 150 zeta, czyli 300 zł zamiast 80.
      • aneta-skarpeta Re: A akcja w drugą strone. 09.07.14, 11:38
        dla mnie to też niesprawiedliwe

        jak impreza jest do ogarnięcia- to każdy w rachunku płaci za siebie- obiad + 6 drinków

        albo wy po 80- bo sprawa jasna, a reszta niech sie dzieli równo, jak nie wiedza, kto ile wypił
    • crises Re: Na sępa 09.07.14, 10:59
      Mam taką sępiącą parę znajomych - potrafią cuda robić, łącznie z celowym zostawianiem portfela gdzieś tam, żeby tylko ktoś zapłacił za nich.

      Przy czym on jest autentycznie biedny (jakieś wieloletnie bezrobocie, życie z dorywczych, niskopłatnych prac), ale ona pracuje za granicą i zarabia całkiem nieźle.
      • echtom Re: Na sępa 09.07.14, 11:03
        > Przy czym on jest autentycznie biedny

        Pomijając jej zarobki - biedni ludzie też powinni mieć klasę i albo się szarpnąć kosztem czegoś, albo zrezygnować z imprezy.
    • dziennik-niecodziennik Re: Na sępa 09.07.14, 11:34
      trzeba bylo nie płacic. płaci zawsze ten kto jedzie do konca big_grin
    • kkalipso Re: Na sępa 09.07.14, 15:45
      No to mam okazję szwagra obgadać. Robiliśmy 5 rocznicę ślubu czyli 6 lata temu u nas w ogródku na około 20 osób sami najbliżsi "młodzi". Nakupiłam czego mogłam na grilla kurczaków i pysznego drogiego mięsa( zamarynowałam ładnie pięknie od południa ). Wpada mój ulubieniec z rodzinką i obcykuje co do żarełka a on z takich co i cały dzień może nie jeść jeśli w planach naprawdę dobre jedzenie przewidziane, dobry kucharz itd. Przylukał moje mięsko i pogonił mi męża od grillowania sam się zabrał do pieczenia. Wszystko ok tylko w pewnym momencie tak latając i serwując napoje zaczęłam się zastanawiać dlaczego ludzie jedzą tylko tego nieszczęsnego kurczaka a nic z mięsa. Z nadmiaru obowiązków zapominałam spytać. Jak już odjeżdżali do domu dosłownie w ostatniej chwili raczył mi powiedzieć, że mięso zabiera ze sobą jutro sobie pogrilluje a mi odda pieniądze. Wtedy zrozumiałam dlaczego było tak a nie inaczej. Nakarmił moich gości znienawidzonym kurczakiem, planując zgarnięcie mięska. Kasy oczywiście nigdy nie zobaczyłam nawet więcej na ten temat nie rozmawialiśmy.

      Następna to moja najmłodsza wiecznie próbuje mnie wykręcić, zapłać za taksi, kup piwo, masz bilet? Pożycz torebki, bluzki, kolczyków. Kilka dni temu wybłagała 500 stów na jakieś dzinsy pożyczyłam i chociaż powinna już oddać nadal czekam a ona udaje głupią, małpa. Chciwa nie jest też odda wszystko co ma ale ja z takich co nie pożyczam od kogoś i płace sama za siebie - jak na coś nie mam to siedzę w domu.

      Jest trochę tych historyjek zwłaszcza ze znajomymi, ale nawet nie warto pisać.
      • ponis1990 Re: Na sępa 09.07.14, 16:34
        A ja w piątek jadę ze znajomymi na weekend do domku letniskowego. No to się dogadałyśmy z koleżanką, że ja biorę szampon, ona żel itepe, coby to potem nawet tam zostawić i nie wozić kilku naraz. Jak jej chlopak usłyszał o składkach, zaproponował swojej lubej, że to w takim razie... niech ona weźmie jedną maszynkę do golenia jednorazową, to będą mieć na spółkę. 0_0 Na jej zdziwione spojrzenie odpowiedział - ,,no co, przecież nie jesteś brudna ani ja, myjesz się, więc brzydzić sie nie bedziesz, to takie dziwne?'' big_grin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka