raczek47
15.07.14, 15:09
Dziewczyny, byłam przy tym, to się stało 50 m od mojego koca. Byłam świadkiem wszystkiego-od momentu kiedy ratownicy ogłosili przez głośniki zniknięcie chłopca ok. 13,30 do zakończenia akcji reanimacyjnej ok. 15,15.Mieliśmy być w Świn. do środy, wróciliśmy wczoraj, bo nie mogliśmy dojść do siebie.
Dziewczyny, pierwszy raz (mam nadzieję, że ostatni) byłam świadkiem, jak w kilka minut traci się dziecko. W wątku założonym przez Gazetę wiele osób potępia matkę, uwierzcie, nie można było patrzeć na rozpacz tej kobiety. To było potworne i chyba dla każdej matki na plaży kubeł zimnej wody na głowę, żeby nie spuszczać oka z dziecka w wodzie nawet na sekundę.
Byłam na pogrzebie dziecka, które zmarło w wyniku nowotworu po długim leczeniu, byłam świadkiem rozpaczy tych rodziców, ale to….brak słów, żeby oddać jej rozpacz, wielu ludzi (my też) płakało nie wstydząc się, patrząc na tę biedna kobietę(ja wiem, że była po piwie i że jej wina, sama potępiam picie piwa na plaży), ale jej rozpacz jest nie do oddania. Kiedy ratownicy weszli do morza szukać chłopczyka polożyła się na brzegu i wyła(inaczej nie mogę tego nazwać)z rozpaczy. Byłam świadkiem, jak wynosili chłopczyka z morza, jak rzucała się na to biedne ciałko, na ratowników. Chłopczyka reanimowali już w wodzie, zaraz przyjechała karetka, po ok. 10-15 min od przybycia karetki przyleciał helikopter. Reanimowali go non stop od ok. 14 –naprawdę robili wszystko, co możliwe-ciągły masaż serca(tylko zmieniali się ratownicy) i kroplówkę i elektrowstrząsy i jakieś butle z tlenem wyciągali ze śmigłowca. Ta matka krążyła wokół tego koca oszalała z rozpaczy, siadała w wodzie, klękała(cały czas była przy niej jedna ratowniczka). Ludzie z zapartym tchem, naprawdę,wszyscy trzymali kciuki, żeby się udało, jak podłączyli mu kroplówkę myśleliśmy, że udało się przywrócić mu funkcje życiowe, przykryli go tez kocem termicznym, przez chwilę była nadzieja.
W momencie, gdy zaprzestali akcji…Boże, jak ta kobieta rzuciła się na to ciałko….odciągnął ją policjant i drugi ratownik, rzuciła się w morze, musieli ją trzymać we dwóch, usiadła w tej wodzie, nieprzytomna… dali jej zastrzyk i siłą zaprowadzili do karetki. Ludzie płakali, potworność…
Gdybym tego nie widziała, pewnie też mówiłabym: ”głupia baba, puściła dzieciaka do wody i chlała piwsko na kocu”, ale tego nie powiem… nie daj mi Boże nigdy już zobaczyć czegoś takiego…
Wszyscy jesteśmy przybici do teraz, nie mogliśmy się już cieszyć wyjazdem, bo nie szło po prostu…
Ale wyobraźcie sobie, że byli ludzie, którzy …robili zdjęcia, niewielu, prawda, ale zawsze. Kiedy jeden z ratowników pilnujących, żeby nikt nie przechodził przez ten teren, gdzie trwała akcja, stała karetka i śmigłowiec powiedział: ”Proszę nie robić zdjęć” usłyszał: ”A co, nie wolno” i głupawy śmiech. Podłość ludzka nie ma granic…