Dodaj do ulubionych

Jeszcze o kobietach itp.

19.07.14, 11:17
To ja też chciałam dopytać.
Dla mnie dom i rodzina są niezmiernie ważne. Dbanie o domowe sprawy daje mi satysfakcję oraz sprawia mnóstwo radości. Znam kobiety o podobnym nastawieniu.
Fakt, że przy tym czuję się "zrealizowana" zawodowo. Ciekawe, czy to może mieć wpływ na moje odczucia.

W każdym razie co chwilę czytam, że stanowisko jakoby kobiety z natury były bardziej skłonne czerpać satysfakcję z życia rodzinnego niż zawodowego to mniej więcej zabobon.
OK. Rozumiem, że jestem jakimś reliktem przeszłości ?smile
Ale czy to naprawdę aż tak rzadkie?
A jak panie robiące karierę uzasadniają swój wybór?
Jestem po prostu ciekawa. Nie chcę nikomu dowalać.
Dotąd żyłam sobie w przekonaniu, że moje upodobania są w zgodzie z moją kobiecą naturą i że większość kobiet ma jednak podobnie. Myliłam się?

Obserwuj wątek
    • run_away83 Re: Jeszcze o kobietach itp. 19.07.14, 11:33
      Żeby stwierdzić jak uważa większość, to trzeba by było chyba zrobić wiarygodne badania statystyczne.

      Z mojej osobistej perspektywy - życie daje nam możliwość rozwoju i osiagnięcia sukcesu na różnych polach - rodzinnym, społecznym, zawodowym, ekonomicznym, naukowym, itd.

      Poczucie szczęscia jednoski zależy głównie od tego, czy pola na których odniosła sukces odpowiadają jej życiowym priorytetom. Czy płeć ma tutaj duże znaczenie? A nie mam pojęcia, nie jestem socjologiem. Mam w otoczeniu zarówno kobiety robiące karierę, jak i takie realizujące się w roki matki, żony i pani domu. Wśród jednych i drugich są zarówno takie, które są szczęśliwe, bo żyją w zgodzie ze sobą i osiągnęły sukces w tym co było dla nich najważniejsze, jak i takie, które w wyniku nieprzemyślanych decyzji lub zawirowań losu nie mogły ułożyć sobie życia zgodnie ze swoją listą priorytetów.

      Wśród panów zresztą podobnie - znam i takich, co nie zrobili kariery, zarabiają na waciki, ale mają fantastyczne rodziny, i takich co bajeczne kariery porobili kosztem rodziny i związku i teraz żałują (to oczywiście skrajne przykłady, a między nimi jest tzw. złoty środek).

      --
      doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
      www.trageschule-dresden.de
    • spalona_gora Re: Jeszcze o kobietach itp. 19.07.14, 12:24
      > W każdym razie co chwilę czytam, że stanowisko jakoby kobiety z natury były bardziej
      > skłonne czerpać satysfakcję z życia rodzinnego niż zawodowego to mniej więcej zabobon.

      Mam wrażenie, że błędnie interpretujesz to co czytasz. Stanowisko jakoby kobiety z natury były bardziej niż mężczyźni skłonne... to prawdopodobnie jest zabobon. Zjawisko to - łatwe do zaobserwowania - jest prawdopodobnie uwarunkowane kulturowo. Gdyby mężczyźni byli doceniani (społecznie) za dbałość o dom, to dawałoby im to poczucie sukcesu, więc zapewne również satysfakcję. Tymczasem w wielu kręgach zajmowanie się przez mężczyznę domem nadal traktowane jest w kategoriach najgorszego obciachu i życiowej klęski. Trzeba mieć niesamowite poczucie własnej wartości i siłę lub środowisko wyznające podobne wartości, żeby się temu przeciwstawić. Wielu mężczyzn zapewne doskonale realizowałoby się na niwie domowej, ale boją się narazić na śmieszność i nie mają wzorców.
      • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 19.07.14, 12:30
        Czyli jednak wszystkiemu winien gender wink
      • nickbezznaczenia Re: Jeszcze o kobietach itp. 19.07.14, 12:34
        Bardzo słuszne uwagi.
      • princesswhitewolf Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 00:20
        spalona gora, poruszasz ciekawy temat. Ja tez tak myslalam ale obserwuje swojego 1.5 letniego synka. Misie wywala z lozeczka, na widok kabli, laptopow i telefonow az sie trzesie z radosci. Dalismy mu stare radio w koncu jakie z pasja powolutku rozklada na kawalki.Nikt go nie namawia do tych meskich odglosow.
        Wyglada jak ja prawie ze identycznie w jego wieku, moze nieco masywniejszy, ale ja tulilam misie ponoc, a on ..kable.

        Mysle jednak ze pewne sprawy to nie wzorce kulturowe ale jakies wrodzone cechy.
        • spalona_gora Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 03:41
          > Mysle jednak ze pewne sprawy to nie wzorce kulturowe ale jakies wrodzone cechy.

          Cała masa. Tylko niekoniecznie są one powiązane z płcią. Ten związek (z płcią) to już zachodzi w Twojej głowie. Mój syn tulił kable, syn mojej przyjaciółki misie. I co ma z tego wynikać? Znam wielu mężczyzn, którzy doskonale sprawdziliby się "w roli matki" (znam nawet takich, którzy się sprawdzili, nie będąc bynajmniej samotnymi ojcami) i wiele kobiet, których rola w życiu dziecka jest bardzo podobna do stereotypowej roli ojca (wiecznie nieobecne, słabo związane emocjonalnie itd.). Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie powiedzieć, które cechy są związane z płcią fizyczną, zwłaszcza, że kultura wciąż piętnuje cechy uznawane za przeciwne w stosunku do przyrodzonej płci. A schemat mamy tak silnie wdrukowany, że nawet buntując się przeciwko temu na poziomie świadomym i tak nieświadomie socjalizujemy dzieci zgodnie ze stereotypami.
        • mayaalex Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 09:56
          ale widzisz, to nie polega na tym, ze zaden chlopiec nie bedzie sie interesowal kablami - tylko, ze znajda sie rozni chlopcy i rozne dziewczynki. i to jest bardziej skala niz efekt zerojedynkowy. Moj kocha kable, pociagi oraz sprzatanie. i wszystko, co rozowesmile
          i problem w tym, ze kochajacy misie i lalki chlopiec moze byc zawstydzany przez otoczenie, tak samo jak wspinajaca sie na drzewa/biegajaca z lukiem/bawiaca sie autami dziewczynka.
        • kadfael Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:28
          No widzisz. A ja np. z zapałem bawiłam się metalowym piecykiem, takim z otwieranymi drzwiczkami, pokrętłami, ale tylko dlatego, że postanowiłam zobaczyć, co jest w środku. I rozebrałam go na czynniki pierwsze. To do dziś jest rodzinna anegdota, a mój ojciec się zawsze zastanawiał jak tego dokonałam bez narzędzi wink Kolejka elektryczną też bawiłam sie ja - mój brat niespecjalnie.
          • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:31
            Ja się bawiłam czołgami i resorakami oraz chodziłam po drzewach i płotach. I jak widać... niewiele z tego wynika smile
            • echtom Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:56
              No dokładnie, niewiele smile Też się bawiłam samochodami i żołnierzykami, nie byłam wychowywana "na dziewczynkę", a wręcz przeciwnie - rodzice znacznie większą wagę przykładali do mojej nauki niż udziału w pracach domowych (co mi odpowiadało, bo generalnie jestem typem mózgowca). A po urodzeniu dziecka wsiąkłam w macierzyństwo całkowicie, w 100 %, i w tym wczesnym okresie byłam właściwie czystą biologią. I z perspektywy czasu bardzo dobrze wspominam tamten czas i oceniam jako wybitnie rozwojowy. Późniejsze lata gotowania dla gromady ludzi też smile
        • agata_abbott Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 11:20
          Moja CÓRKA ma tak samo z kablami i elektronika. Nie podejmuje sie interpretacji tego faktusmile)
        • kannama Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 11:43
          ale wyobraź sobie, że ja robiłam to samo tylko z telefonem smile
        • totorotot Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 15:43
          Pewnie wrodzone. Przy czym ciągle operujemy wyrażeniami: większość woli to, większość tamto. A tu też chodzi o to, by ta mniejszość też była szczesliwa.
    • triismegistos Re: Jeszcze o kobietach itp. 19.07.14, 13:48
      O rany, a jeśli lubisz dżem jeżynowy to też do tego dorabiasz ideologię, ze wszystkie kobiety tak mają?
      Ja akurat nie jestem kobietą domową, ani nie robię żadnej zawrotnej kariery (chociaż lubię moją pracę), za to się reaizuję na innych polach. Natomiast raczej nie wysnułabym tezy, że dla każdej kobiety jak leci to z urzędu da szczęście.
    • daga_j Re: Jeszcze o kobietach itp. 19.07.14, 23:32
      Ja już w innym wątku to pisałam. Według mojej opinii oraz wiedzy nie myliłaś się. Taka jest natura większości kobiet. Nawet tych na forum, jak sądzę.
      Ja co prawda mam teraz (od paru lat) braki w rozwoju zawodowym i mnie to już frustruje, także nie można tylko zamknąć się w domu z dziećmi i żyć tylko dla nich i dla bycia perfekcyjną panią domu. Jeśli nie ma się potrzeby rozwoju zawodowego dla większych zarobków dla rodziny to przynajmniej warto mieć jakieś swoje pozarodzinne hobby, albo znajomości, coś co będziemy mogły robić nawet jak te dzieci z domu się wyprowadzą.
      • andaba Re: Jeszcze o kobietach itp. 19.07.14, 23:44
        Ja całkowicie się realizuję jako gospodyni domowa i matka i wcale nie czuję chęci na poszerzanie doświadczeń.
        Owszem, kiedyś pracowałam, w wybranym i ukochanym zawodzie, ale jednak przegrupowały mi się priorytety (a może nie tyle przegrupowały, ile zawsze uważałam pracę zawodową za stan przejściowy).

        Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie kobiety tak mają, a teraz jest ich chyba coraz mniej.
        Trudno, to już nie mój problem, najwyżej moich synów smile
        • spalona_gora Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 03:43
          A dlaczego miałoby to być problemem dla Twoich synów? A nie np. szansą na rozwój?
    • echtom Re: Jeszcze o kobietach itp. 19.07.14, 23:45
      Dla mnie to kwestia etapu życiowego. Przy malutkich dzieciach praca mogła dla mnie nie istnieć, bo spełniałam się w 100 % jako matka. Przy starszych starałam się to równoważyć z przesunięciem "środka ciężkości" na rodzinę. Przy dorosłych wymiksowałam się za spraw domowych i mogłabym pracować 24x7.
    • stacie_o Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 00:00
      Przeczytaj sobie w wolnej chwili o eksperymencie kibucowskim.
      • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:12
        Przeczytałam. I jakby potwierdzał moje odczucia.


        Teraz jak się nad tym zastanawiam i czytam Wasze odpowiedzi, to mam wrażenie, że to problem typu "jajko czy kura" - trudno rozstrzygnąć, czy tradycyjną rolę kobiet przypisać uwarunkowaniom kulturowym czy biologicznym...
        • spalona_gora Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:51
          > Przeczytałam. I jakby potwierdzał moje odczucia.

          To zależy gdzie przeczytałaś. Bo z tego co się zorientowałam to jest właśnie cała masa literatury na temat kibuców dowodzącej z góry założonych (konserwatywnych) tez na podstawie przykładów wyrwanych z kontekstu. I tak naprawdę trudno o rzetelne opracowanie. Poza tym kibuce - w swoich założeniach - też nie pozostawiały wyboru co do płci kulturowej, a raczej zaprzeczały temu, co w kulturze "kobiece" i zabraniały tego zarówno kobietom jak i mężczyznom. To się nie mogło udać.

          > czy tradycyjną rolę kobiet przypisać uwarunkowaniom kulturowym czy biologicznym...

          Biologicznym. Wynika ona z dwóch rzeczy: z przewagi siły fizycznej mężczyzn oraz z fizjologii rozrodu i opieki nad potomstwem. Ale jakie cechy charakteru były w związku z tym promowane przez ewolucję u kobiet, a jakie u mężczyzn, a przede wszystkim na ile te cechy się utrwaliły u danej płci to już nie jest takie oczywiste. Człowiek wygrał ewolucję, bo był elastyczny. Z czego można domniemywać, że najbardziej promowane przez ewolucję powinny być osobniki o cechach obu płci.


          A teraz przyjdzie Triss i mnie zje...
          • echtom Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:59
            > Z czego można domniemywać, że najbardziej promowane przez ewolucję powinny być osobniki o cechach obu płci.

            Gdzieś wyczytałam, że optymalna proporcja to 70:30.
            • spalona_gora Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 11:24
              Ciekawe jak oni to wyliczyli big_grin I w jakich warunkach?
              • echtom Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 13:45
                Pewnie w przybliżeniu wink Ale w sumie dość sensowna proporcja.
          • szarsz Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 09:32
            spalona_gora napisała:
            > To zależy gdzie przeczytałaś. Bo z tego co się zorientowałam to jest właśnie ca
            > ła masa literatury na temat kibuców dowodzącej z góry założonych (konserwatywny
            > ch) tez na podstawie przykładów wyrwanych z kontekstu

            A moim zdaniem każde opracowanie (choćby i to z wikipedii) dowodzi tylko jednego - nie ma sensu szukać cech "kobiecych" i "męskich", bo one zawsze wystąpią u obydwu płci, tyle że z różnym natężeniem. Ważne jest imho wyłącznie to, aby właściwie je zrozumieć (właściwie, czyli tak jak JA je rozumiem :p):
            każda cecha wystąpi u niektórych kobiet i u niektórych mężczyzn. Niezależnie od tego, ile kobiet będzie dysponować daną cechą i ilu facetów, należy ich preferencje traktować z szacunkiem należnym każdemu człowiekowi. Choćby jeden tylko facet na milion chciał zajmować się domem i choćby jedna kobieta na milion chciała pracować na budowie - to oni istnieją i mają prawo do swoich upodobań. Tak, jestem zwolennikiem indywidualizmu big_grin
            • szarsz Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 09:35
              jeden tylko facet na milion chciał zajmować się domem


              jeden tylko facet na milion chciał zajmować się domem NA PEŁNY ETAT
    • princesswhitewolf Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 00:16
      A jak panie robiące karierę uzasadniają swój wybór?

      e-on, ale dlaczego jedno drugiemu mialoby przeczyc? Mysle ze mozna powiedziec ze jakos tam wpisuje sie w terminologie jak opisujesz "robienie kariery", choc dla mnie po polsku oznacza to jakas swietlana kariere a nie prace na stanowisku managera w jednej z bardzo znanych korporacji.

      Jak najbardziej lubie pracowac jak i tym bardziej gotowac i piec, organizowac dom. Sprzatania nie lubie wiec mam do tego Pania raz w tyg. Do pracy przynosze ciasta.
      • yvona73pol Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 04:57
        Tu chyba kluczowe jest "robienie kariery". Bo to jednak waski wycinek jest, wiekszosc kobiet po prostu wypelnia garnuszek rodzinny pracujac czesto duzo, za relatywnie niskie wynagrodzenie (realia ekonomiczne). No nie oszukujmy sie, nie kazdy bedzie sie spelnial na pozycji managerskiej/w pracy badawczej/pracujac z pasja. Co z kasjerkami, paniami ze sklepu rybnego, sprzatajace w instytucjach, gotujace w przedszkolach i tak dalej i tak dalej. Raz, ze ktos to musi robic, dwa, ze zaden z tego wstyd i jest mnostwo naprawde fajnych, ciekawych, cieplych osob, ktore wlasnie "tyraja" w taki sposob. Czesto wcale nie mialyby nic przeciwko wlasnie nie pracowaniu, jesli moglyby sobie na to pozwolic, i zajeciu sie bardziej rodzina. Albo chociazby pracowaniu na pol etatu.
        Tak juz jest i tyle. Ale wyzej w postach sporo ciekawych rzeczy piszecie i tez sie zgadzam smile
        Z tymi kulturowymi i genderowymi historiami. I ogolnie z historia zatrudnienia i pracy. I w ogole to temat rzeka jest.
        • echtom Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 07:29
          > większosc kobiet po prostu wypelnia garnuszek rodzinny pracujac czesto duzo, za relatywnie niskie wynagrodzenie

          To ja właściwie szczęściara jestem, bo pracując dużo za relatywnie niskie wynagrodzenie naprawdę lubię swoją pracę i się w niej spełniam.
          • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:19
            A rozwinęłabyś temat? Jak mas z to poukładane? W sensie w głowie smile
            • echtom Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:42
              Ale co tu rozwijać? To właściwie było tak, że sama z trójką dzieci miałam czas wyłącznie na pracę i dom, zero czasu wolnego, więc żeby się nie załamać, starałam się wybierać pracę rozwojową i zgodną z zainteresowaniami, by mieć z tego też jakąś przyjemność. Przy małych dzieciach poszłam na kompromis (praca średnio satysfakcjonująca, ale łatwa do pogodzenia z opieką), przy starszych odpływałam coraz głębiej w pracę-pasję. Niedawno odpadły mi obowiązki rodzinne, więc już właściwie nie mam w tej kwestii ograniczeń.
              • joanekjoanek Echtom 20.07.14, 20:23
                Ja się nie wczytuję jakoś specjalnie we wszystkie posty, więc może to już jest gdzieś napisane otwartym tekstem, ale poproszę jednak o potwierdzenie, czy ja dobrze wnioskuję: pozbyłaś się ojca 3 (słownie: trzech) sztuk potomstwa i wychowałaś te trzy sztuki SAMODZIELNIE do dorosłości? Pracując?
                Jeśli tak, to zostaję Twoją psychofanką i będę odtąd śledzić bardzo uważnie wszystkie Twoje wypowiedzi, bo stajesz się oficjalnie moim bożyszczem i wzorem do naśladowania. Bez szydery to piszę, całkowicie szczerze.
                • echtom Re: Echtom 21.07.14, 08:08
                  Jak trzeba, to się robi, po prostu smile I żaden wzór do naśladowania, bo optymalny układ to jednak pełna rodzina. Ale owszem, jakąś tam dobrą robotę wykonałam.
      • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:17
        princesswhitewolf napisała:

        > A jak panie robiące karierę uzasadniają swój wybór?
        >
        > e-on, ale dlaczego jedno drugiemu mialoby przeczyc?

        Wiesz co, mnie jest trudno uwierzyć, że da się realizować w obu tych sferach na 100%.
        Jasne każdy może wypracować kompromis między pracą, a domem. Oby wszystkie kobiety były zadowolone, a panowie współpracujący smile
        Jednak jak chcesz naprawdę wiele osiągnąć w sferze zawodowej, to wg mnie bardzo trudno nie zaniedbać przy tym domu i dzieci.

        prace na stanowisku
        > managera w jednej z bardzo znanych korporacji.
        Nie znam się na korporacjach smile Ale stanowisko menedżera to już chyba jest jakiś sukces? Nie jest?


        • ashraf Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 08:19
          Co do pana wspolpracujacego, to trzeba sobie takiego wybrac, a nie zadowalac sie tym, ze "pomaga". I owszem, godzenie zycia rodzinnego i zawodowego nie zawsze jest latwe, ale jezeli malzenstwo przyjmuje, ze sfera rodzinna to ich wspolna sprawa i obowiazki, a do zawodowej kazde z nich ma prawo, to latwiej jest wypracowac skuteczne rozwiazania. Jezeli natomiast przyjmie sie, ze dom jest "bardziej" kobiety, no bo natura, biologia, tradycja itd., to kazda proba rozwoju zawodowego bedzie oceniana przez pryzmat tego, czy nie zaniedbala domu...
    • mia_siochi Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 08:51
      Większość? Ja nie znam żadnej, która chciałaby siedzieć w domu i sprzątać. Co z tego wynika? Zupełnie nic.
      I to nie są "robiące karierę (ciekawe, że zawsze kurę domową przeciwstawia się tej mitycznej karierze), tylko kobiety pracujące, bo lubią:
      a) zarabianie pieniędzy
      b) niezależność
      c) to, co robią

      Nie lubią za to, tak jak ja:
      a) siedzenia w domu
      b) gotowania, sprzątania, prasowania
      c) obsługiwania

      Ja bym się zapłakała, gdybym musiała spędzać całe dnie w domu. Nie widzę ku temu żadnego, najmniejszego powodu. I nie robię tej mitycznej kariery. Mam durną pracę, za którą nieźle płacą.
      • andaba Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:08
        mia_siochi napisała:

        > Nie lubią za to, tak jak ja:
        > b) gotowania, sprzątania, prasowania
        > c) obsługiwania
        >


        Tyle, że dwa ostatnie podpunkty wiążą się z pracą zawodową wielu kobiet.
        I podejrzewam, że tak jak juz ktoś wyżej napisał, wolałyby tego nie robić, albo robić tylko dla swojej rodziny, ale sytuacja ekonomiczna zmusza je do obsługiwania obcych.

        Oczywiście, wiem, że są kobiety, które wolą tyrać za ladą za najniższa krajową niż siedzieć w domu i nie mam nic przeciwko temu, ale tez wiem, że z pewnością nie sa to wszystkie.
      • mayaalex Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:24
        no wlasnie, ja tez tak mam (no, prawie, bo akurat prace mam wymarzona i bardzo ja lubie niezaleznie od wszystkich jej pozostalych zalet - pieniedzy, wychodzenia z domu, wyjazdow, jakiegos tam miniprestizu, etc).
        gdy moja coreczka skonczy 20 tygodni konczy sie tez moj macierzynski i zdecydowalam, ze wracam na pol etatu (maz w domu wiec kwestia opieki jest rozwiazana). No, na poczatku nawet na mniej niz pol etatu bo mam sporo niewykorzystanego urlopu. Moglabym miec jeszcze pol roku calkowitej wolnosci od pracy zawodowej (z bardzo niska pensja ale dalibysmy rade za to wyzyc, nawet bez siegania do oszczednosci) ale ja z przyjemnoscia mysle o powrocie bo tylko dom to jednak nie jest zycie dla mnie.
        • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:28
          I właśnie takie podejście jest dla mnie ciekawe. Tzn. że praca jest równie pociągająca jak dom. A może bardziej?

          Bo sytuacje, gdy kobieta pracuje, żeby żyć na wyższym poziomie a praca jej nie wciąga lub nudzę się bez pracy... Ogarniam, choć nie ukrywam, że nie zazdroszczę.
          • sumire Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:43
            No to ja tak mam - co prawda w chwilach zmęczenia odgrażam się, że zostanę strażniczką domowego ogniska, ale dobrze wiem, że to nigdy się nie zdarzy. Zwariowałabym chyba. Mam to szczęście, że lubię moją pracę, dużo się w niej uczę, poznaję ciekawych ludzi i śmiało mogę stwierdzić, że bez pracy moje życie byłoby znacznie uboższe. Nie mogę powiedzieć, że jedną sferę życia przedkładam nad drugą, bo tak nie jest, ale mogę stwierdzić, że są dla mnie jednakowo ważne.
          • spalona_gora Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 11:00
            > I właśnie takie podejście jest dla mnie ciekawe. Tzn. że praca jest równie pociągająca jak dom.
            > A może bardziej?

            Ale jakie jest pytanie? Dla mnie praca jest bez porównania bardziej pociągająca niż dom. I trudno mi zrozumieć, czego nie rozumiesz big_grin Pranie, prasowanie, sprzątanie i obcowanie z niemowlęciem śmiertelnie mnie nudzą, a pracę zawodową mam naprawdę ciekawą.
            • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 11:49
              spalona_gora napisała:

              >
              > Ale jakie jest pytanie? Dla mnie praca jest bez porównania bardziej pociągająca
              > niż dom. I trudno mi zrozumieć, czego nie rozumiesz big_grin

              No to mogłabym napisać prawie to samo. "Dla mnie dom jest bez porównania bardziej pociągający niż praca." I trudno mi zrozumieć, że może być odwrotnie smile No dobra, nie aż tak trudno. To znaczy klaruje mi się w tej rozmowie.

              Pranie, prasowanie, spr
              > zątanie i obcowanie z niemowlęciem śmiertelnie mnie nudzą,
              Ale zajmowanie się domem to na szczęście nie tylko te czynności. Na marginesie: część z nich polubiłam, ale z pewnością nie absolutnie wszystkie.

              a pracę zawodową mam
              > naprawdę ciekawą.
              Fajnie smile
              Też niby mam ciekawą, a mimo to spadła na liście priorytetów... M.in. dlatego nad tym wszystkim rozmyślam.
          • nenia1 Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 14:03
            eo_n napisał:

            > I właśnie takie podejście jest dla mnie ciekawe. Tzn. że praca jest równie poci
            > ągająca jak dom. A może bardziej?

            Dla mnie praca jest o wiele ciekawsza niż dom. Co nie znaczy, że nie kocham domowników, że źle się czuję w domu itd.
            Po prostu zajęcia domowe są dla mnie nudne, rutynowe, niestety dość szybko się nudzę powtarzalnością, potrzebuję nowych bodźców, w tym głównie intelektualnych, a właśnie to daje mi praca, muszę nieustannie myśleć, poszerzać wiedzę, rozwiązywać problemy, doradzać. Za to mi płacą smile Nie widzę nic złego w chęci posiadania pieniędzy. Pieniądzom przykleja się wiele negatywnych łatek. Ja nigdy nie myślałam, że moja pensja, będzie "drugą pensją", że "zarabiam na waciki", że "pieniądze są mało ważne" itd. Właściwie nigdy nie zarabiałam gorzej od mężczyzn, na samym początku pracy zawodowej tak się zdarzyło, ale po rozmowie z szefem przyznał mi rację i dostałam podwyżkę.
            Ponieważ bardzo cenię niezależność i nie lubię "wykonywać rozkazów" od kilku lat prowadzę własną firmę i to doświadczenie dostarcza mi bardzo dużo satysfakcji.
            Nigdy nie dbałam o żadnego faceta bardziej niż o siebie, nie zdecydowałabym się na zostanie w domu na stałe, bo ON robi karierę. Staram się innych nie wyręczać w czynnościach, które mogą wykonać sami, żebym ja czuła się potrzebna. Każdy z nas, w moim domu, jest równy, każdy powinien dążyć do jak największej samodzielności i samowystarczalności, jednocześnie widząc, że w chwili faktycznie trudnym ma oparcie w bliskich. Ale w błahych radzi sobie sam.
            Nie rozumiem dlatego tyle kobiet uważa, że obowiązki domowe spadają na kobietę i nic z tym nie robią, skoro o tym wiedzą.
            Ja też nie miałam faceta, który z domu wyniósł "równouprawnienie". Mama wszystko podtykała mu pod nos. Więc podobnie jak kiedyś z moim szefem zaczęłam z nim rozmawiać tłumacząc mu swój punkt widzenia - przyznał mi rację, bo jest logiczny i tak wprowadziliśmy równy podział obowiązków. Działa.
            Zawsze czułam, że sprawczość leży we mnie.
            Nie czekam na to, aż pomoże mi państwo, związki zawodowe, feministki. Ja zmieniam swój świat, oczywiście z wiedzą, że nie mam wpływu na wszystko, na wiele aspektów codzienności jednak mam.
            • klamkas Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 14:21
              > Ja też nie miałam faceta, który z domu wyniósł "równouprawnienie". Mama wszystk
              > o podtykała mu pod nos. Więc podobnie jak kiedyś z moim szefem zaczęłam z nim r
              > ozmawiać tłumacząc mu swój punkt widzenia - przyznał mi rację, bo jest logiczny
              > i tak wprowadziliśmy równy podział obowiązków. Działa.

              Ale do tego potrzebne jest odpowiednie podejście obu stron. Z jednej strony kobiety narzekają, że chłop nic nie robi, z drugiej nie umieją (a może nie chcą?) zmienić męskiej perspektywy. Dla kogoś wychowanego w systemie "dom organizuje się sam" (czyli "niewidzialną" ręką matki) nie istnieje pojęcie "obowiązki domowe". Takiemu trzeba tłumaczyć, przypominać, również pewnych rzeczy nauczyć. Dla niego nie jest oczywiste, że coś trzeba zrobić, bo zawsze robiło się "samo". A nie czekać aż się domyśli ("bo to oczywiste, że KTOŚ musi to zrobić!"), robić awantury, że się nie domyślił, albo że zapomniał (zdarza się, jak dla kogoś taki nowy obowiązek jest czymś egzotycznym i nierutynowym), albo że zrobił źle, niedokładnie albo w nieodpowiedni sposób.

              I z drugiej strony - mężczyzna musi mieć do żony i kobiety jako takiej szacunek i podejście "kobieta też człowiek" (a tego niestety części wychuchanych przez matki brakuje).

              Ja mojego też nauczyłam (wypieszczony jedynak), ale była to orka na ugorze, pomimo tego że mąż inteligentny, otwarty i chętny do prawdziwego partnerstwa i podziału obowiązków. Teraz to on się zajmuje domem i dzieckiem w większym zakresie niż ja i jest to dla niego normalne. Kiedyś nie było i oboje musieliśmy nad tym pracować.
              • echtom Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 14:30
                > Ja mojego też nauczyłam

                Ja nie miałam tyle cierpliwości, zwłaszcza że chęci z drugiej strony nie było, więc sobie policzyłam, że z jedną osobą mniej do obsługi będzie mi łatwiej.
              • mia_siochi Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 14:32
                Się obiema ręcami wink
                U nas był etap zostawiania na tydzień, żeby książę zobaczył, że się nie robi samo.
                I że to nie ja śmiecę, tylko OBOJE śmiecimy.

                Potem był etap korkowej tablicy z podziałem obowiązków. Tak, jak dla przedszkolaka. Bo mężczyzna mojego życia wyrósł w domu, gdzie matka cichcem podstawiała wszystko pod nos. I trafił ma kobietę leniwą i wychowaną przez matkę-cierpiętnicę.
                Która nie widzi najmniejszego powodu, żeby tyrać na dwóch etatach.
              • nenia1 Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 15:10
                Ja stosuję "metodę Sokratesa" zaczynam od zadawania pytań. Uważam, że rozmówca gdy sam dochodzi na podstawie pytań do własnych wniosków zdecydowanie bardziej jest skłonny się zmienić. Zauważyłam już dawno, że ludzie żyją bezrefleksyjnie w pewnych stereotypach powielając je w życiu bez zastanawiania się czy to ma jakiś sens i czy jest prawdą.
                Tak było z moim szefem, który płacił mi mniej niż moim kolegom. Więc zapytałam go kiedyś, na spokojnie: dlaczego tak się dzieje? Widziałam w pierwszej chwili zaskoczenie na jego twarzy, a potem twarz mu się rozpromieniła bo przypomniał sobie właściwy w tym miejscu stereotyp i odparł :"bo mężczyźni pracują na dom". No cóż, to właśnie przekonanie, nad którym nigdy się nie zastanawiał, sprawiło, że zarabiałam mniej. Nie pozostało nic innego niż w prosty sposób udowodnić, że ja też zarabiam na dom.
                Podobnie było z moim facetem - zapytałam, czy sądzi, że jest logicznym, abym ja, znacznie drobniejsza, niższa i słabsza fizycznie od niego, myła okna? Mycie okien to ciężka, fizyczna praca, dlaczego więc wykonują ją kobiety? Prócz odpowiedzi "bo to kobiety myją okna" nic innego nie przychodziło mu do głowy. Czyli znowu - powielany, bezmyślny stereotyp.
                Tak zaczął myć okna.
                Poza tym jestem zwolennikiem klarownych, jak najbardziej prostych zasad, ale jednak zasad.
                Nie rozpisujemy litanii zadań, ale każdy sprząta wybrane przez siebie pomieszczenia (nazwałam to roboczo akcją "codziennie inne pomieszczenie" - żeby wszystko nie było tak poważne, wprowadzamy odrobinę humoru smile)
                Różne obowiązki zostały przyporządkowane każdemu z domowników, najczęściej w zależności od zdolności i z uwzględnieniem predyspozycji np. córka ma alergię na proszki - więc nie robi prania, chłop uwielbia układać, więc układa zakupy w szafkach, pakuje nas na wyjazd itd.
                Ja wiem, że zmiany nie są proste, ale ja tak właśnie podchodzę do życia, wiem że nie jest proste, co jednak wcale nie oznacza, że nie można go ulepszać i zakładać z góry, że się nie uda.
                Trzeba podważać stereotypy i zadawać sobie pytanie "a właściwie to dlaczego tak jest?".
            • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 17:10
              nenia1 napisała:
              Nie widzę nic złego w chęci posiad
              > ania pieniędzy.
              Ja też nie. O ile ta chęć nie przesłania całego świata - dopóki pieniądze są środkiem do celu, a nie celem samym w sobie, to są jak najbardziej ok. Pewnie.


              >Pieniądzom przykleja się wiele negatywnych łatek.
              I to jest zdecydowanie prawda.

              To tak na marginesie smile

        • obrus_w_paski Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 10:56
          Myalex, pytam niezlosliwie i z ciekawości, jak sie to robi?:
          > Moglabym miec jeszcze pol roku calkowitej wolnosci od pracy zawodowej (z b
          > ardzo niska pensja ale dalibysmy rade za to wyzyc, nawet bez siegania do oszcze
          > dnosci)

          Ostatnio rozkminamy z koleżanka jej problem isc czy nie isc na bezpłatny urlop wychowawczy i wlasnie myśli ze jednak nie da rady ponieważ z jednej "średniej pensji" nie dadzą rady wyżyć bez dotykania oszczędności.
          Piszesz o " bardzo niskiej pensji", z kotek jednak moglibyście wyżyć logika je pozwala mi przejść nad tm zdaniem obojętnie. Chodzi o "bardzo miał pensje" według waszego kryterium?ale takiej ktora obiektywnie rzecz biorąc jest wysoka?
          • mia_siochi Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 11:16
            U mnie byłoby tak- ojciec mojego dziecka zarabia ok 5 tys, płacimy ok 1800 zł kredytu. Wyżylibyśmy, ale skromnie bardzo.
            Ja dokładam drugie tyle. Gdybym straciła tę pracę i musiała pracować np za 1500 to i tak bym pracowała, bo inaczej czułabym się albo jak pasożyt ( w opcji aktualnego podziału obowiązków domowych) albo skoczyłabym z mostu- gdybym musiała wszystko w domu zrobić sama.
          • mayaalex Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 18:30
            tak, to jest okolo 1/3 mojej obecnej pensji - malo, ale wystarczyloby na wynajem mieszkania, oplaty, internet (etc) i jedzenie.
            nie mieszkam w Polsce i mam bardzo korzystny pakiet socjalny, mysle ze dzieki temu moja sytuacja jest calkiem luksusowa (i moze tez dlatego tak lubie swoja prace).
    • agata_abbott Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 11:14
      Dla mnie tez rodzina jest ogromnie ważna. Podobnie dla mojego męża. Ale dbanie o domowe ognisko moze przejawiać sie w rożny sposób. Mogę dbać zarabiając pieniądze. Mogę dbać zalatwiajac urzedowe sprawy. Mogę dbać pamiętając o wizytach u lekarza. Nie musze robić tego gotując trzydniowy obiad. Nie lubię gotowaćsmile

      To, ze ktoś uważa, ze zabobonem jest większa skłonność kobiet do czerpania satysfakcji z zycia rodzinnego nie oznacza, ze odmawia Tobie prawa do tej większej satysfakcji.

      I jeszcze jedno: trzeba sobie uscislic, co oznacza "życie rodzinne". Bo dla mnie jest to przede wszystkim czas, który spędzam z dzieckiem i/lub z mężem, kiedy nie musimy robić nic innego, ale porozmawiać, pobawić sie, pójść gdzieś na spacer czy pojechać na wycieczkę. To nie jest czas, kiedy wykonuje prace domowe, a dziecko paleta mi sie pod nogami. I ja osobiście wole popracować godzinę dłużej tam, gdzie pracuje, zeby pózniej zapłacić za godzinę pracy komuś, kto mi dom ogarnie. Bo zwyczajnie wole robić to, co robię w pracy, niż sprzątać, jestem w tym lepsza i efektywniejszasmile
    • kobieta_z_polnocy Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 14:04
      Wydaje mi sie, ze to nie do konca jest tak.

      Zgadzam sie, ze ogolnie wiekszosc kobiet niz mezczyzn ma potrzebe stworzenia przytulnego i zadbanego gniazda, z ladna dekoracja, domowym obiadem i usmiechnietymi dzieciakami. Nie oznacza to jednak automatycznie, ze kazda kobieta lubi SAMODZIELNIE o takie ognisko domowe dbac... Mysle, ze naprawde niewiele jest takich, ktore autentycznie lubia sprzatac, prasowac, gotowac i robic zakupy dzien w dzien. Problem polega na tym, ze w obecnych realiach ognisko domowe zazwyczaj sklada sie tylko z dwoch doroslych osob i to one (mniej lub bardziej "rowno") musza o gospodarstwo dbac, a jednoczesnie zadbac o finanse, dzieci i te juz mityczne "hobby i pasje". Poniewaz to kobietom z reguly bardziej zalezy, to one oddaja sie tym gospodarskim czynnosciom z wiekszym zaangazowaniem.
      Ja tez przyznaje, ze marzy mi sie zadbany dom i domowe obiady, zaluje tylko, ze to wszystko musi sie dziac moimi rekoma smile Naprawde wolalabym by ktos inny to robil pod moim nadzorem, a ja wtedy moglabym spokojnie rozkoszowac sie cieplem domowego ogniska, kreatywnie bawic sie z corka i miec czas na prace i rozwoj intelektualny. I mysle, ze wiele kobiet mysli podobnie. No ale jest jak jest, wiec to ja bardziej 'gospodarze', choc na szczescie nie mam na to wylacznosci.
    • iziula1 Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 15:49
      Hmm...ja nie mam w genach wpisanej satysfakcji okołodomowej. Może wybrakowana jestem wink ale nie lubię dbać o dom, nie lubię porządków, odrabiania lekcji, prasowania, gotowania.
      Kocham przy tym dzieci i męża przeogromnie.
      Natomiast lubię czystość więc ktoś to musi robić , wynajmujemy panią do sprzątania reszta dzielimy się z mężem w miarę sprawiedliwości.
      Nie czerpie satysfakcji z czystych podłóg czy uprasowanych koszul męża tongue_out
      Za to satysfakcję odczuwam kiedy moja praca zawodowa przynosi finansowe korzyści. Kiedy mogę wziąść syna i kupić mu rower, kiedy mogę lekka ręka dać mu kasę na wyjazd z kumplami do Augustowa itp.
      Satysfakcję odczuwam też widząc ze moje dzieci wyrastają na fajnych ludzi, że mogę zapewnić im środki na wykształcenie.
      Taka satysfakcja jest mi bliższa niż " radość" z codziennego obiadu.
      Dbanie o dom to dla mnie raczej dbanie o ludzi którzy w nim mieszkają niż dbanie o porządki, pranie itp.
      • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 17:18
        > Dbanie o dom to dla mnie raczej dbanie o ludzi którzy w nim mieszkają niż dbani
        > e o porządki, pranie itp.
        To chyba nie podlega dyskusji...
        Z tym, że ludziom zwykle lepiej jest w ładnej przestrzeni i z domową kuchnią.
        Zakładasz, że skupiając się na domu trzeba rezygnować z wykształcenia dzieci, czy kupna roweru?
        • iziula1 Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 20:32
          Eo_n mam tylko 2 ręce, dwie nogi, jedna głowę i jedno życie. A doba ma tylko 24 h. Szkoda mi swego czasu, siły i życia na satysfakcję z dbania o dom. Owszem lubimy ładnie mieszkać ale JA nie będę tracić czasu na dopieszczanie kątów, zakupy do lodówki, pichcenie obiadów, robienie konfitur, ciast itp aby wszyscy wokół czyli że ja się realizuje jako matka/kobieta.
          Jeszcze raz podkreślam że szkoda na to czasu. Wolę zjeść coś na mieście lub na szybko w domu i ten czas spędzić z dziećmi lub z samą sobą/mężem.
          Nie da się pogodzić pracy zawodowej, wychowania dzieci, czasu z nimi, czasu dla małżeństwa z tradycyjnym czy typowym dbaniem o dom bez strat dla kobiety. Doba ma 24 godz z czego 1/3 to praca. Reszta to czas dla siebie, rodziny, na sen.
          Nie odczuwam satysfakcji ani potrzeby prowadzenia idealnego domu. Nie mam takich potrzeb.
          A prace lubię, swoje cztery kąty też, rodzinę kocham. Ale moja miłość do nich to nie czyste podłogi czy wyprasowane koszule i ciepły obiad.
    • sanciasancia Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 18:21
      Dla mnie ważna jest kariera, jak i rodzina. Ale dbanie o domowe sprawy (w sensie sprzątanie, gotowanie, pranie) traktuję jak dopust boży.
      • pamel-a1000 Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 19:22
        dla mnie dzieciaki sa super wazne, ale nie rozumiem podejscia kariera albo dom? nie ma innych sciezek zyciowych? prace domowe to zlo konieczne
        • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 20:04
          A nie masz wrażenia, że wybierając opcję mocno pośrednią, czyli bez wyraźnej przewagi domu lub kariery, żadna z tych sfer nie jest, że tak powiem, na zadowalającym poziomie?
          • klamkas Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 20:17
            Ja się mogę wypowiedzieć o mojej sytuacji: nie ma opcji pośredniej. Mogę sobie na to pozwolić, bo mam boskiego męża, który w dodatku jest typem super taty.

            Na taki układ się zdecydowaliśmy i oboje jesteśmy zadowoleni. Był to drugi z poważnych argumentów przeciw drugiemu dziecku - młodej poświęciłam dużo czasu i uwagi jak była malutka. Żeby to samo dać drugiemu dziecku musiałabym zrezygnować z tej konkretnej pracy, a nie chcę, bo ją lubię, bo daje mi nieosiągalny w domu rodzaj satysfakcji. I zdecydowanie nie chodzi o pieniądze - pamiętam moment jak po rocznym urlopie dziekańskim wróciłam na studia doktoranckie (stypendium rzędu 1000zł, może mniej, nie pamiętam już). To uczucie, że mam nie tylko ręce mogące przewijać pieluchy i tulić, ale też mózg zdolny do pracy.

            Nie da się ukryć - nie nadaję się na matkę kwokę.
            • sanciasancia Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 20:41
              > Ja się mogę wypowiedzieć o mojej sytuacji: nie ma opcji pośredniej. Mogę sobie
              > na to pozwolić, bo mam boskiego męża, który w dodatku jest typem super taty.
              >
              Nie, nie przesadzajmy. Jest wersja pośrednia, ale wiąże się z pewnymi wyrzeczeniami po obu stronach (rodziny i kariery) i wiąże się z bardzo zrównoważonym podziałem obowiązków. Owszem, czasem wiąże się to z rezygnacją z kolejnego dziecka.
              • klamkas Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 20:50
                Napisałam to: w MOIM przypadku nie ma opcji pośredniej. Chociaż mam bardzo niezrównoważony (na niekorzyść męża) podział obowiązków.

                Spędzam z dzieckiem i mężem maksymalnie dużo czasu. My jesteśmy zadowoleni. W tym sensie to stan pośredni. Ale obiektywnie: praca zajmuje mnie bardziej niż rodzina.
                • sanciasancia Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 21:04
                  > Spędzam z dzieckiem i mężem maksymalnie dużo czasu. My jesteśmy zadowoleni. W t
                  > ym sensie to stan pośredni. Ale obiektywnie: praca zajmuje mnie bardziej niż ro
                  > dzina.
                  A da się inaczej, jak się pracuje na etacie?
                  • klamkas Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 21:11
                    Może moje odczucia są inne, bo mój etat to bardziej "etat" - zdarza mi się zerwać o 3 w nocy bo o 4 mam "wirtualne" spotkanie na skypie. Albo mieć totalny luz w pracy przez miesiąc, a potem przez 3 prawie nie ma mnie w domu. Albo nie pracować w dzień, kiedy rodziny nie ma, a odrabiać nocą (bo tego wymaga stały kontakt z klientami).

                    W tym sensie mnie to zajmuje bardziej - moje kontakty z rodziną muszą się dostosować do dziwacznego rytmu pracy. Czasem idzie to lepiej (okresowo pracuję jak normalny człowiek), czasem gorzej (aktualnie mąż z córką są na wakacjach a ja się nudzę w domu - ale wyjechać nie mogę, bo 0,5h raz na dwa dni muszę być w biurze).
                    • sanciasancia Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 14:44
                      > W tym sensie mnie to zajmuje bardziej - moje kontakty z rodziną muszą się dosto
                      > sować do dziwacznego rytmu pracy. Czasem idzie to lepiej (okresowo pracuję jak
                      > normalny człowiek), czasem gorzej (aktualnie mąż z córką są na wakacjach a ja s
                      > ię nudzę w domu - ale wyjechać nie mogę, bo 0,5h raz na dwa dni muszę być w biu
                      > rze).
                      No, nie wiem, dla mnie to absolutnie normalne, że życie tak wygląda. Tak samo, jak byłam dzieckiem, życie rodzinne musiało się dostosować do rytmu pracy moich rodziców. Z konieczności, bo z czegoś żyć trzeba. Zresztą tak samo podchodzę do delegacji/konferencji.
                      Jako postawienie kariery nad rodzinę postrzegam raczej wyjazd do pracy do innego miasta i powroty na weekendy.
                      • klamkas Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 14:53
                        > Jako postawienie kariery nad rodzinę postrzegam raczej wyjazd do pracy do inneg
                        > o miasta i powroty na weekendy.

                        Tak też bywało. Bywało też, że wyjeżdżałam na kilka miesięcy. Ale w obu przypadkach jasne było, że to tymczasowe, a nie na zawsze.
                        • sanciasancia Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 15:10
                          > Tak też bywało. Bywało też, że wyjeżdżałam na kilka miesięcy. Ale w obu przypad
                          > kach jasne było, że to tymczasowe, a nie na zawsze.
                          Przez dwa lata mieliśmy moment, w której nie widzieliśmy się przez 3 miesiące w roku. I ciągle postrzegam to jako w miarę zrównoważone życie. Też było wiadomo, że sprawa jest przejściowa.
              • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 21:01
                sanciasancia napisała:

                wiąże się z pewnymi wyrzeczen
                > iami po obu stronach (rodziny i kariery) i wiąże się z bardzo zrównoważonym pod
                > ziałem obowiązków.

                Też tak mi się wydaje. Tylko pytanie, na ile te wyrzeczenia by danej osobie przeszkadzały. Rzeczywiście - można pomimo nich uznać, że stan rzeczy jest zadowalający. Pewnie to już indywidualne.


                Sama mam tak, że angażuję się bardzo w to, co akurat robię. Po prostu przy takim podejściu nie da się mieć obu tych rzeczy jednocześnie. Przy tym po urodzeniu dziecka (czyli jakieś 10 lat od osiągnięcia w pracy satysfakcjonującego mnie poziomu) parcie na pracę mi zdecydowanie siadło... Samo... Nie wiem, może kiedyś się to jeszcze zmieni. Póki co córka ma pięć lat i chyba jeszcze przez kilka mi się nie poprzestawia w głowie. Tak czuję. A może już nigdy? Nie umiem przewidzieć. Może gdyby macierzyństwo nie okazało się aż tak absorbujące, byłoby inaczej. Tego też nie umiem ocenić.

    • helufpi Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 21:36
      kobiety z natury były bar
      > dziej skłonne czerpać satysfakcję z życia rodzinnego niż zawodowego
      Jeśli jedną z tych rzeczy masz, a drugiej nie masz to satysfakcję możesz czerpać tylko z tego, co masz, proste.
      • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 20.07.14, 21:44
        Nie.
        Możesz się równie dobrze frustrować tym, czego nie masz, to raz.
        Dwa, że nierówny podział między tymi sferami np 20/80, 30/70... pozwala mieć i to i to przy wyraźnym zachowaniu priorytetów.
        Trzy, jeśli z własnej woli z jednej z tych sfer rezygnujesz całkowicie, to np. dlatego, że nie daje ci to wystarczającej satysfakcji.
        Cztery, jeśli nawet życie samo cię w jakiejś tam pozycji ustawi, o możesz albo to zmieniać, albo się frustrować, albo zaakceptować czy wręcz się tym cieszyć.
        Tak więc dzielenie zaangażowania między dom a pracę wcale proste nie jest - opcji od groma i trochę, z pewnością nie wymieniłam tu wszystkich.
    • ina_nova Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 08:19
      Nie robię wielkiej kariery, po prostu nie czuję potrzeby posiadania własnej rodziny (dzieci) a co za tym idzie doglądania domowego ogniska. Jest mi dobrze jak jest i w tej chwili nie mam ochoty tego zmieniać. Beż żadnych wydumanych powodów.
      • zuzanna56 Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 09:36
        Zależy co kto rozumie poprzez karierę.
    • zuzanna56 Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 09:43
      eo_n napisał:


      > Dla mnie dom i rodzina są niezmiernie ważne. Dbanie o domowe sprawy daje mi sat
      > ysfakcję oraz sprawia mnóstwo radości.


      Czym jest dla ciebie dbanie o domowe sprawy?

      Myślę, że ma tu wielkie znaczenie wiek i ilość dzieci. Po prostu etap w życiu.

      Dla mnie rodzina jest bardzo ważna. Ważny jest dom, nasze relacje. Ważne są dzieci w liczbie większej niż jeden, czasem żałuję że nie mam ich więcej, ale wtedy przeważyły prozaiczne rzeczy.
      Praca też jest ważna, lubię ją choć z racji że pracuję za dużo bywa niestety ciężko. Teraz odpoczywam. Gdybym zrezygnowała z części mojej pracy to raczej dla siebie a nie dla nastoletnich dzieci bo teraz nie jestem im w takim stopniu potrzebna. Gdybym jednak zrezygnowała to może i czułabym się lepiej fizycznie i psychicznie, ale pieniądze które z tego mam pozwalają mi na tyle fajnych rzeczy że wolę tak wink
      • eo_n Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 12:03
        zuzanna56 napisała:


        > Czym jest dla ciebie dbanie o domowe sprawy?

        Dbanie o córkę - najbardziej lubię zabawy edukacyjne, taka ze mnie ematka tongue_out ale też zaopatrywanie ją we wszelkie rzeczy, jakich potrzebują dzieci (wyszukiwanie fajnych i na moją kieszeń); fajne rozmowy przy stole bez pośpiechu; ogród (dbanie i uzupełnianie); wspólne obiady i śniadania; od czasu do czasu rearanżacja przestrzeni smile ale też na co dzień utrzymywanie względnego porządku; dbanie o psa (gotowanie plus spacer min. godzina); jasne też dbanie o odzież domowników (ale tu tak naprawdę to tylko lubię rozwieszać pranie na powietrzu, a koszule np. daję do prasowania, bo sama tego akurat nie znoszę); organizowanie wyjazdów dłuższych i krótszych - wyszukiwanie wydarzeń kulturalnych, które mogłyby nas zainteresować; wszelkie zakupy... To chyba mniej więcej wszystko. Jeszcze czytam sobie też o tych sprawach - utrzymywaniu domu, ogrodzie, wychowaniu, wystroju wnętrz, itp.
        Inna sprawa, że wkład do budżetu też mam duży, więc moje "dbanie" nie ogranicza się do tych rzeczy, a też je w znacznym stopniu finansuję. Jednak gdyby mąż zarabiał kokosy smile, to bym mogła spokojnie nie pracować. Przynajmniej tak mi się wydaje na tym etapie. Ale może masz rację, może to rzeczywiście etap? Sama jestem ciekawa.



        >
        • zuzanna56 Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 15:32
          W takim razie rozumiem to podobnie smile.
          Myślę jeszcze że mój mąż w ogromnym stopniu dba o nasz dom i dzieci.
          Też bym mogła nie pracować gdyby mój mąż zarabiał tyle co teraz my dwoje. Choć nie wiem co bym naprawdę zrobiła gdyby tak było.
          Zabawy edukacyjne mam za sobą razy dwa smile. To był fajny etap smile
    • totorotot Re: Jeszcze o kobietach itp. 21.07.14, 15:35
      To ja o sobie:
      Nie znoszę gotować
      Nie lubię sprzątać za bardzo, ale lubię mieć czysto
      Nie lubię zajmować się dziećmi, bawić się z nimi ani rozmawiać za bardzo. Lubię na nie patrzeć jak śpią i czasem poprzytulac
      Pracę swoją częściowo lubię a częściowo mi się nie chce
      Rodzina mnie nie definiuje i denerwują mnie ludzie, którym się wydaje, że moim kobiecym obowiązkiem jest obrabiać całe to zasmarkane poletko jednocześnie dziwujace się, iż mój mąż robi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka