triss_merigold6
04.09.14, 09:15
Dziko mnie bawi wątek o hipotetycznych kosztach utrzymania studenta w Warszawie, więc pozwolę sobie na drobną dygresję.
Jak przychodzi do wyliczania kosztów utrzymania całej rodziny czy rozważań na temat podjęcia pracy, to okazuje się że można dokonać cudów ekonomiczno-czasowych.
Forum doradzi matce dzieciom, żeby brała robotę etatową 50-60 km od domu, bo przecież wiele osób dojeżdża i da radę, a praca to rozwój, dochód, niezależność i cuda wianki.
Wątki na temat zdrowego i ekonomicznego żywienia z gotowaniem w domu mają po 300 wpisów z przytomnymi radami i przykładami zestawów.
Pracujący rodzice z dziećmi w kieracie żłobek-przedszkole-szkoła wygospodarowują czas na znajomych, sport, gości, dodatkową fuchę.
Dzieciak do gimnazjum czy liceum nieraz godzinę dojeżdża codziennie na 8 rano, bo wybrał taką a nie inną szkołę i nikt się nad nim szczególnie nie pochyla.
Masz pracę i dzieci? Weź sobie jeszcze psa i pamiętaj, że potrzebuje godzinnych spacerów, możesz je odwalać o 5 rano (zdrowo na pobudkę) i 23 (zdrowo przed snem).
Ale student nie może...
Student jest wątły i umrze przy godzinnych dojazdach, student zmuszony do przygotowywania sobie pożywienia samodzielnie zasłabnie z głodu. Student po 8 godzinach na uczelni może ze zmęczenia tylko leżeć i patrzeć w sufit, ewentualnie iść na pizzę albo do kina.
Heloł, mówimy o 19-20 latkach. To są zdrowi, wydolni jak konie młodzi ludzie. To jest wiek kiedy można balować 3 dni, a potem wstać, otrzepać się i iść na zajęcia, a chińskie zupki i kanapki + browar są często podstawą diety.