Wtopiłam niestety ja.
Chodzę prywatnie na niemiecki, mam super nauczycielkę, młodszą o kilka lat kobitę, z którą się błyskawicznie dogadałyśmy i polubiłyśmy. Urodziny mamy w odstępie kilku dni, najpierw ja, potem ona. W tym roku w ramach prezentu urodzinowego zaproponowała mi darmową lekcję. Ochoczo się zgodziłam i zaczęłam zastanawiać (ponieważ wypadała także po jej urodzinach) nad drobnym prezentem. Przyszła mi do głowy karta prezentowa do jakiegoś hm za 5 dych, ale zaczęłam kombinować i przekombinowałam. Doszłam otóż do wniosku, że ona na pewno nic nie będzie miała dodatkowego (wcześniej po prostu każda wystawiała jakieś ciasto) i wprowadzę ją w zakłopotanie dając prezent. Darmowa lekcja nie była jakimś wyjątkowym wydarzeniem, bo robiła to już kilka razy, kiedy nie miałam kasy argumentując, że lekcja ze mną to taki ubaw, że ona może mi je dawać za darmo

Jak się domyślacie, wparowałam z kupnymi ciastkami, a ona wręczyła mi torebeczkę z kartą prezentową do empiku za 50 zł... myślałam, że się pod ziemię zapadnę.
No i co teraz, ekspertki od sv? Kupowanie teraz prezentu jest już chyba bez sensu? Mój mi radzi, żeby na następną lekcję wziąć butelkę wina i tyle.