grukru
27.10.14, 14:40
Jak uniknąć osuwania się w klimaty erotyczne z mężczyznami, których dobrze się zna i bardzo lubi, a wręcz kocha? Nie udaje mi się to i boję się, że w końcu to się źle skończy.
Mówię o ludziach, których znam po dziesięć, dwadzieścia lat i na których mogę polegać niemalże w każdych okolicznościach i naprawdę im ufam, a zaufanie to nie jest coś, co przychodzi mi łatwo. Tylko, że przez to, że im ufam jakoś mi umyka moment, kiedy powinnam ich na pół metra od siebie odsunąć. Nie wydaje mi się, żebym zachowywała się prowokująco, jestem po prostu miła i przyjazna. Widują mnie w dresie, na kacu, bez makijażu, w trakcie ćwiczeń fizycznych, spoconą przy pracach domowych, ale też na imprezach w obcisłych spodniach i z tuszem na rzęsach. Jestem ładna, ale żadna ze mnie zwalająca z nóg piękność, ważę o dziesięć kilo za dużo i mam już 40 lat.
W przypadku jednego przyjaciela zorientowałam się, że jego gesty mogą mieć niezręczny podtekst dopiero, kiedy spotkaliśmy się w towarzystwie jego dziewczyny (mieszkają w innym mieście, on pracuje w naszym, więc jego widujemy znacznie częściej). Widziałam, że była zazdrosna i jak to przemyślałam stwierdziłam, że ma rację, że na jej miejscu też bym była. Po tym wydarzeniu zaczął mnie unikać, spotyka się tylko z moim mężem, i całe szczęście.
Teraz z kolei mam - nie wiem nawet jak to nazwać - jakiś wirtualny romans z mężem przyjaciółki. Zaczęło się od tego, że poprosił mnie do tańca, pierwszy raz po kilkunastu latach znajomości i od razu zrobiło się tak seksualnie, że nie wiem jak z tego wybrnąć. Niby nic się nie dzieje, wszystko rozgrywa się w spojrzeniach i przy buziaku na powitanie, ale ja się bardzo męczę, on mam wrażenie dobrze się bawi, nasi partnerzy też widzą, że coś zmieniło i nawet sobie czasem żartują na nasz temat.
Nie chciałam tego. Nie zrobiłam świadomie ani jednego gestu, który miałby to na celu, po prostu się przyjaźnimy i wszyscy razem spędziliśmy razem mnóstwo miłych czy wręcz magicznych chwil. Mogłabym być jak jakaś pieprzona femme fatale, gdyby nie fakt, że nie czuję się sprawczynią tych sytuacji. W tej chwili mam wręcz poczucie, że on mnie "rozgrywa", bawi się moimi uczuciami, czuję się zdobyta i uwiedziona. Boję się zostawać z nim sam na sam, bo gdyby zechciał swoją przewagę wykorzystać to nie wiem czy miałabym siłę stawić jakikolwiek opór. Z drugiej strony znam tego człowieka od wielu lat i nigdy się tak nie zachowywał, jest całe życie wierny jednej kobiecie i nie sądzę, żeby chciał to zmienić. Jestem rozbita, zdezorientowana, czuję się bezbronna, wiem czego chcę - chcę, żeby było tak jak dawniej, ale nie wiem jak to osiągnąć. Nie chcę ich stracić jako przyjaciół, to jest jedna z cenniejszych tego typu relacji w moim życiu, ale czy to się da jeszcze odkręcić?