mama_radka
08.09.04, 10:13
Mój szkrab niedługo będzie miał roczek,swoją droga jak to szybko minęło,
dokładnie 17 września, i nachodzą mnie wspomnienia z przed roku. Jak to było
przed porodem i chwile po porodzie. Ostatnie kilkanaście dni przed porodem
nie należaly do najlżejszych - wysokie ciśnienie, obrzęki, bardzo szybko
przybierałam na wadze i tylko się modliłam aby już synek chciał sie wydostać
na swiat. Na 5 dni przed porodem poszłam do szpitala na patalogię ciąży,
gdzie leżało kilka kobiet z przeterminowanymi ciążami o 3 tygodnie... A była
też taka w 34 tygodniu ciąży i była na podtrzymaniu ciąży, 2 dni poleżała a
potem stwierdziła, ze jej się nie chce i poszła sobie do domu. Mówila coś o
dyskotece... Wracając do mnie to była na patalogi wlaśnie z powodu moich
dolegliwości. Dostawałam dwa razy kroplówkę na wywolanie - przyspieszenie
porodu - za pierwszym razem nic - to była niedziela, "sądny" dzien przyszedł
17 września 2003 roku, o godzinie około 9 poszłam na kroplówkę, o godzinie
9:20 odeszły mi wody, a nie miałam żadnych skórczy, ale za chwilę zaczęło
się, najpierw przyjmowałam je dzielnie, choć miałam bardzo częste i dużo,
pózniej około godziny 16 już nie mogłam wytrzymać tak strasznie mnie bolało i
rozrywało, a ze skórcze miałam co minutę to już nie mogłam wytrzymać,
niestety krzyczałam, zamiast oddychać tak jak uczyli nas na szkole rodzenia.
Rozwiązanie przyszło o godz. 18:30 i na świat przyszedł śliczny zdrowy
chłopczyk - 4300, 61cm, co prawda na początku miał 8 punktów, ale za chwilę
dostał już 10. Niestety lekarz musiał pomóc w urodzeniu synka - nie mialam
skórczów partych. Wracając do tego jak leżałam na patalogii dostawałam
lekarstwa na ciśnienie i tak one mnie zamroczyły, że gdy odwiedzała mnie
teściowa z pewnej odległości nie mogłam jej poznać, już z bliska poznałam,
ale gdy szła zastanawialam się co to za kobieta idzie. Mimo, że synka trzeba
było troszkę dotlenić - to został położony na mnie - tylko na chwileczkę...
Po porodzie zamiast trafic na salę poporodową najpierw polozne zawiozły mnie
i synka do teściowej która czekała za ścianą jak rodziłam, powiem wam, ze to
mi się nie podobało, bo byłam bardzo zmęczona i mazyłam tylko o tym aby
zostać sama i odpocząć... Rodziłam razem z meżem, i mąż dzielnie się trzymał
i jeszcze mnie pocieszał. W zasadzie pobyt w szpitalu i opiekę wspominam mile
i drugi raz jak będę rodzic to w tym samym szpitalu. Gdy wróciłam do domu
była to sobota, przyjechali do mnie rodzice, teście byli na miejscu bo
mieszkam z nimi chwilę z nimi posiedziałam, a potem poszłam do pokoju i
zaczęłam płakać, płakać, bo dopiero wszystkie moje emocje właśnie zaczęły się
ujawniać... Nie mogłam przestać. Płakalam też jak wracałam do domu, bo to
takie wzruszające jak już się nie wraca samemu do domu tylko z taką malutką
kruszynką... Właśnie z tymi emocjami to bylo dziwnie, bo po porodzie zaczeły
śnic mi się dziwne, straszne rzeczy, koszmary, nie wiem czy powinnam o nich
pisać, bo naprawdę były to straszne sny. To tak napisałam, bo mi się tak to
wszystko przypomina....