stacie_o
18.12.14, 11:00
Stałam w ogromnej kolejce na poczcie. Stałam, bo musiałam. Przygotowałam się wcześniej, znaczki kupiłam przez internet, wydrukowałam potwierdzenia itp. Poszłam w godzinach rannych, myśląc, że będzie mniejsza kolejka. O naiwności. Kolejkowałam blisko godzinę. Tylko jedno okienko czynne, bez przerwy ktoś podchodził, że tylko po znaczek, na co rozjuszona kolejka przywoływała do porządku, że tu wszyscy po znaczek. I sobie pomyślałam, że skoro już bilety da się kupić w urządzeniu, paczki odbierać ze ściany, to czy nie prościej byłoby zrobić takie urządzenie, gdzie a) wkładasz list, b) jest ważony, c) wybierasz rodzaj listu i wrzucasz drobne, d) automat drukuje naklejkę, e) przyklejasz f) odkładasz i voila. Podzieliłam się z moim prezesem tym info, a on się zaśmiał. Że to nie wypali bo a) zorganizowanie przetargu zajmie dwa lata, b) na pewno będzie ustawiony i wygra nie najlepsze urządzenie, ale znajomi królika c) związkowcy podniosą alarm, że przez to znikną miejsca pracy d) poczta zwolni pracowników przed wdrożeniem systemu, co spowoduje paraliż i najważniejsze: kolejki dalej będą, bo 90% osób w kolejkach to ludzie starej daty, co to rachunki koniecznie na poczcie, emerytura do ręki od listonosza i każde urządzenie i nowość techniczna to zło. Patrząc na to, jak znajomi mi emeryci wolą jechać przez pół miasta, żeby kupić bilet miejski w okienku, a na propozycję, że pokażę, albo kupię reagują niemal spazmami, to widzę, że nie, taki system nie miałby racji bytu.