Mam takie punkty do zastanowienia (bez złośliwości, żeby nie było

)
1) czy są tu małżeństwa, w których za decyzje finansowe odpowiada mąż?
I jak wówczas frank się przekłada na związek?
Bo może finanse to "męska sprawa"? I jak w takiej sytuacji postępuje żona? Szczególnie, że te kilka lat temu, kiedy wszyscy byli niepoprawnymi optymistami, po kredyt szło się

tuż po ślubie, czyli w fazie zauroczenia - żeby nie napisać zaślepienia? Wypominacie mężom ich (wspólne) decyzje (na które oni mieli większy wpływ, np)?
2) czy w rozmowach z dalszymi znajomymi unikacie tematu franka, bo nigdy nie wiadomo jak wyjdzie, kto - jak się okaże - stoi po której stronie?
U mnie
ad. 1)
Owszem, mąż mnie przekonał. Uważałam, że jako umysł ścisły jest mądrzejszy w kwestiach finansowych

I teraz do tego nie wracamy

ad. 2)
Na wszelki wypadek nie poruszam tego tematu, bo nie wiem, co by z tego mogło wyniknąć