asia_i_p
31.01.15, 09:33
Zaobserwowałam w paru wątkach, ostatnio w wątku o człowieku, który zmarł na zawał, bo przejął się kursem franka, wcześniej bardzo często w wątkach o kobietach tkwiących w trudnych związkach, że współczucie to jest bardzo cenny towar. Trzeba się naprawdę postarać, żeby ci przyznali, coś jak z kredytem po nowych zaleceniach KNF-u.
Wygląda to tak, jakby ludzie się bali, że na kogoś to współczucie zmarnują. Jakby to była bardzo cenna substancja, z dużym wysiłkiem produkowana i zmarnowanie jej na kogoś "niegodnego współczucia" było potworną stratą.
Co ciekawe, złość, poczucie wyższości i szyderstwo chyba już nie są takie cenne, bo tutaj jakoś nikt się nie przejmuje, że przypadkiem może zmarnować na niewłaściwy target.
Skąd taki podział? To emocja i to emocja, obie wymagają jakiegoś wysiłku wewnętrznego, jak każda emocja, więc skąd ten podział na te, które wydzielamy światu jak skąpa szafarka przyprawy korzenne, i te, którymi zalewamy świat bez żadnej rezerwy?