rene1311
11.02.15, 09:05
Wczoraj była zabawa karnawałowa w szkole mojej córki, poproszona przez mamę z samorządu poszłam pomóc przygotować dzieciom poczęstunek, posprzątać itp. No i na tejże zabawie byłam świadkiem takiej sytuacji - dwie dziewczynki - obie koleżanki z klasy córki ( III kl.) tańczyły, wygłupiały się jak to na zabawie. Jedna biegnąc popchnęła drugą, nie jakoś agresywnie, w złości czy coś, po prostu biegła i ja pchnęła. Popchnięta dziewczynka nie przewróciła się, w sumie nic jej się nie stało, poszła dalej tańczyć. No i sytuacja jakich wiele w szkole, tyle, że ta popchnięta dziewczynka była z mamą i starszą już dorosłą siostrą. Mama chwyciła tą, która popchnęła mocno za ramię to coś do niej mówiła - nie słyszałam co bo muzyka i piski dzieci zagłuszyły. Dziecko się rozpłakało strasznie i tak się wystraszyło, że w miejscu się zesikało. Podeszłam do nich bo znam i tą mamę i to dziecko i jego rodziców i pytam co się stało, ta mała straszne się trzęsła i prosiła żeby ją puścić do łazienki, ale mama zamiast ją puścić dalej trzymała ją za rękę i jak w amoku pytała tonem wojskowym - czemu popchnęłaś M....? Nie zwracając na to uwagi wzięłam dziewczynkę za rękę i poszłam z nią do łazienki. Musiałam zadzwonić po jej mamę bo trzeba było jej przynieść ubranie na zmianę, nawet nie mogłam jej uspokoić.
No i pytanie - co byście zrobiły na miejscu moim, a co na miejscu mamy tego dziecka??
Owszem, dziewczynka zachowała się głupio popychając koleżankę, ale reakcja matki powaliła mnie na kolana. Zwróciłam jej uwagę, żeby się zastanowiła co robi i czy sytuacja wymagała aż takiej reakcji, ale uparcie powtarzała, że to jej córka jest poszkodowana a ona miała prawo jej bronić.