Trochę lajtowo.
Wsiadłam sobie dziś do autobusu, a tam kłótnia. Kanary złapały babeczkę, która najpierw stwierdziła, że nie ma dowodu/innego dokumentu, a potem nie chciała podać danych do weryfikacji, twierdząc, że obowiązuje ochrona danych osobowych. Najbardziej zapieniła się przy dacie urodzenia (a w sumie niestara była

). Kanar zaproponował jej, że wysiądą z nią wszyscy razem na najbliższym przystanku i wtedy poda im te dane. Wtedy zaczęła na nich krzyczeć, że nigdzie nie wysiada, bo to jeszcze nie jej przystanek. A gość na to podniósł głos, że jakby kupowała bilety, to by nie miała takiej sytuacji. W końcu na przystanku powiedział, że autobus dalej nie pojedzie, o ile ona nie wysiądzie z nimi albo nie poda tych danych. Wysiadła z łaską

.
Ale przedstawienie zrobiła na cały autobus.
Jak nie przepadam za kontrolerami (a raczej tym ich tajniactwem), to chyba pierwszy raz w życiu współczułam kontaktu z upierdliwą i ewidentnie nie mającą racji pasażerką. Po co taką aferę robić, skoro się samemu w jakiś sposób nabroiło?