Dodaj do ulubionych

Byłam dziś u mamy

    • anorektycznazdzira Re: Byłam dziś u mamy 23.03.15, 18:16
      Te kawki z 3k na rękę, bzdurzenie o pracy do 15 bez odbierania telefonów wieczorem, domaganie się etatu na stałe, jojczenie że to wszystko bo dziecka, dogryzanie urzędnikom. Sama nie wie czy chce pracować w urzędzie czy w szkole ale wie, że ma być tak żeby się nie narobić. Jakiś troll panie, i to mało rozgarnięty.
      • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 23.03.15, 18:24
        niekoniecznie, ambicje zerowe, oczekiwania maksymalne, przecenianie własnych osiągnięć i przerośnięty infantylizm w stosunku do dziecka. Całkiem ładne spectrum z rodziny megalomanii.
        • anorektycznazdzira Re: Byłam dziś u mamy 23.03.15, 18:29
          Faktycznie, może. Kompletnie nieadekwatna samoocena i brak jakiegokolwiek pojęcia o realiach rynku pracy.
          Do tego dość histeryczne podejście do macierzyństwa. Ogólnie tragedia, ja bym takiego pracownika w życiu nie chciała.
          • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 23.03.15, 18:34
            ale jakże barwie by było, poza pracą zapewne świat autorki jest równie niesprawiedliwy jak rynek pracy.
            • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 23.03.15, 21:06
              A jak, żaliła się już, że jej facet zarabia najniższą krajową i uważa,że to jest ok i on nie potrzebuje więcej. A ona taka kochana i wzięła kredyt na mieszkanie, żeby mieli komfortowo....
              Więc zapewne otacza ją cała niesprawiedliwość galaktyczna.
    • latorka taka praca jest dla wybranych 23.03.15, 19:17
      Miasto 50 tysięczne, Starostwo Powiatowe, praca od 8 do 16, żadnego brania pracy do domu. Żeby się dostać trzeba mieć DOBRE znajomości, nie wystarczy znać pani Krysi, najlepiej kogoś z wierchuszki. Żeby było jasne, osoby które się dostały nie mają żadnych fantastycznych kompetencji. Rok temu startowałam do jednej z agencji rządowych, Warszawa. Rozmowa kwalifikacyjna to formalność, dostała się jakaś baba z PSLu, którą już wcześniej jakaś gazeta opisała, że dostała się do roboty w lubelskiem po znajomości. Skala korupcji i nepotyzmu jest porażająca. W urzędach kompetencje są ostatnimi na co zwraca się uwagę.
      • ad.a6 Re: taka praca jest dla wybranych 23.03.15, 19:29
        Dziękuję za NORMALNĄ wypowiedź. Pozdrowienia dla tych, które jeżdżą po mnie jak po dzikiej kobyle. Oby one kiedyś znalazły się pod ścianą, i żeby ktoś im powiedział że nie potrafią NIC. Ciekawe co powiedziałybyście osobie z wykształceniem ogólnym, po liceum, z maturą, z podstawową (nie biegłą) znajomością języka. Jest skala minusowa, skoro ja nie umiem, według niektórych NIC? Heh, ciekawa jestem, bo moja koleżanka, z wykształcenia bibliotekarz, ma stałą i ciepłą posadkę w bibliotece wojskowej. Skończyła jedne studia, języków nie zna, bo, jak twierdzi, nie musi. Czasem udziela korepetycji z polskiego. Skala zero? Czy już minus??? Jak ja lubię czytać, jak wąskie specjalistki jeżdżą tak po ludziach. I nie będę się bronić. Skończyłam studia typowo nauczycielskie. Nie chciałam się dokształcać, robić żadnych szkoleń z księgowości czy innej rachunkowości bo tego nienawidzę. Polonistki, biolożki, matematyczki to też NIC, bo chcą TYLKO uczyć? Czy Wy nie rozumiecie mojego wątku?
        • mildenhurst Re: taka praca jest dla wybranych 23.03.15, 19:37
          Ale jezyk to nie podstawa. po maturze znanja juz 2 a na studiach poglebiaja.masz problem z opytka na siebie.
          • hipinka Re: taka praca jest dla wybranych 23.03.15, 21:10
            tu się nie zgodzę, po maturze PRAWIE NIKT nie zna języka, tylko jego podstawy
            uwierz mi, wiem co mówię, bo to ja przejmuję potem takich absolwentów
            • chocolate_cake Re: taka praca jest dla wybranych 23.03.15, 22:10
              No to moi obecni maturzyści są tym wyjątkiem. Są już teraz na poziomie C1.
              Fakt, znam takich co ledwo się dogadają.
            • wasp20 Re: taka praca jest dla wybranych 24.03.15, 11:13
              "tu się nie zgodzę, po maturze PRAWIE NIKT nie zna języka, tylko jego podstawy
              uwierz mi, wiem co mówię, bo to ja przejmuję potem takich absolwentów"

              Tu się niestety, muszę zgodzić. Jest teraz wymóg, by będąc absolwentem uczelni wyższej mieć znajomość 1 języka obcego na poziomie B2. W większości ludzie przychodząc na studia ze znajomością języka na poziomie A2-B1. Zdarzają się orły, które mają B2-C1 na wejściu. Ale to może 10 %.
              • chocolate_cake Re: taka praca jest dla wybranych 24.03.15, 11:16
                Na poziomie A2 to mam studentów na prywatnej uczelni. Pewnie zdali maturę podstawową na 30%.
        • zuleyka.z.talgaru Re: taka praca jest dla wybranych 23.03.15, 19:56
          Ale pani bibliotekarka ma pracę z której jest zadowolona smile
        • lily-evans01 Re: taka praca jest dla wybranych 23.03.15, 20:50
          W bibliotece chyba nie potrzeba aż tak znać języków...
          No zmiłuj się kobieto, jeżeli ktoś stawia wyłącznie na języki w swojej edukacji, to może potem albo uczyć, albo tłumaczyć. Twoja koleżanka zapewne skończyła bibliotekoznawstwo, ma kierunkowe wykształcenie i stąd też "ciepłą posadkę".
          Trzeba było siedzieć w szkole i się przykładać, może faktycznie zarobki niespecjalne, ale bez spinki byś sobie dorobiła w jakiejś szkole językowej.
          W tej chwili ciesz się, że Twoja działalność się rozwija i że masz klientów.
          A jak chcesz robić coś innego, to idź się uczyć...
          • igge Re: taka praca jest dla wybranych 24.03.15, 09:27
            nie tylko uczyć albo tłumaczyć, można rzeczywiście mieć jakąs prace biurową albo zostac pilotką wycieczek, ale wtedy trzeba wyjeżdżać, być non stop pod telefonem no i studia niekonieczne
            Autorce najlepiej chyba byłoby w domu z dużym nawet dzieckiem ale musiałaby baaaardzo minimalistycznie podchodzić do wydatków i zmobilizowac partnera do ewentualnych większych zarobków. Plus realizować się w jakimś hobby, wolontariacie, nie musieć ogarniać domu (partner by to plus pomoc dziecka ogarniał)
            Myślę, że zamiast marzyć o ciepłej etatowej i niskopłatnej posadce na etacie autorka powinna zastanowić sie jak przeorganizować swoją działalnosc gospodarczą tak, żeby miała więcej wolności i radosci z życia. I słoneczka smile

        • lily-evans01 Re: taka praca jest dla wybranych 23.03.15, 20:53
          To dlaczego, skoro chciałaś uczyć, zrezygnowałaś z tego?
          Nauczanie to nie jest NIC. Skąd taka optyka?
        • wasp20 Re: taka praca jest dla wybranych 24.03.15, 08:30
          > Skończyłam studia typowo nauczycielskie. Nie chciałam się dok
          > ształcać, robić żadnych szkoleń z księgowości czy innej rachunkowości bo tego n
          > ienawidzę. Polonistki, biolożki, matematyczki to też NIC, bo chcą TYLKO uczyć?
          > Czy Wy nie rozumiecie mojego wątku?

          Ależ Ty jesteś irytująca uncertain
          Skończyłam studia filologiczne, po których, poza znajomością 2 języków + jednego poznanego wcześniej (łącznie 3 biegle plus 2 na poziomie podstawowym) nie miałam NIC.
          Żeby pracować w szkole musiałam zrobić dodatkowe studia podyplomowe.
          Jakbym miała Twoje podejście, teraz siedziałabym i wyła, że nic nie mam. Coś tak jak Ty.
          Myślisz, że kończenie pierdyliarda kursów i studiów było moim marzeniem? Nie. Chciałam mieć ciepłą posadkę, męża i dzieci.
          I co z tego? Co z tego, że JA CHCĘ. Chcę wielu rzeczy. Chcę być piękna, młoda, zdrowa i bogata. I chcę pokoju na świecie i wynalezienia szczepionki na raka. Ja CHCĘ. No i co z tego? Mam staną na środku Warszawy i tupać nóżką, że ja chcę?
          Śmieszna jesteś, autorko, naprawdę.
          Chcesz zarabiać? To się postaraj. Zamiast miauczeć na forum rusz 4 litery!
          Piszesz ciągle ile to nie jesteś "na rynku". Że znasz 2 język, że coś tam robisz. I co, pretensje, że to co Ty robisz nie jest poszukiwane na rynku i wyceniane wg Twojej stawki?
          No nie jest i nie będzie. Get over it!
          Tup dalej nóżką. Co Ci to daje? Nic. Totalnie NIC.
        • ichi51e Re: taka praca jest dla wybranych 24.03.15, 08:32
          Po choinke bibliotekarce znajomisc jezykow? Wystarczy ze jest bibliotekarzem. Ta pani w przeciwienstwie do ciebie jest specjalista - jej specjalnoscia jest bibliotekarstwo. Jezyk w jej wypadku to chyba po to zeby pijac kawke poczytac sobie powiesc w jezyku obcym.
          Pisze to bez zlosliwosci rowniez jako filolog kulturoznawca z wyksztalceniem sluzacym tylko i wylacznie budowaniu mostu miedzy dwoma nacjami - bo nawet technik tlumaczenia nas specjalnie nie uczyli o nauczaniu kogokolwiek czegokolwiek nie wspominajac. Praca swietna owszem jest (i to nawet taka za30k nie 3k) ale dla specjalisty kierownika ksiegowej technika inzyniera z jezykiem
          • ad.a6 Re: taka praca jest dla wybranych 24.03.15, 08:39
            Czyli uważasz że filologia germańska to żadna specjalizacja, tak?
            • sumire Re: taka praca jest dla wybranych 24.03.15, 09:38
              Poza branżą tlumaczeniową - żadna.
            • lily-evans01 Re: taka praca jest dla wybranych 24.03.15, 10:59
              Specjalizacja wręcz doskonała, jeśli chodzi o tłumaczenia i nauczanie języka.
              Ktoś tu wcześniej pisał też o pilotażu wycieczek, ale to przecież wiąże się z wyjazdami. Chyba, że kurs przewodnika miejskiego i obsługa turystów niemieckojęzycznych na miejscu, ale uwaga, często to jest praca na nogach przez 8-9 godzin (choć czasem i 2 wink ).
              Są dwa wyjścia - pokochać to, co się robi i przeorganizować się trochę - albo uczyć się czegoś konkretnego i startować z pozycji konkretu plus języka na "ciepłą posadkę". Aczkolwiek te posadki z bliska też wcale nie są takie ciepłe, wymagają przyłożenia się, braku absencji, pracowitości, szacunku dla klientów i dla przełożonych, więc może być trudno wink.
              A jeśli lubi się uczyć/tłumaczyć - iść może na jakąś podyplomówkę, dokształcić się, zrobić uprawnienia tłumacza przysięgłego albo chociaż technicznego...

              Ja nie mam komu podrzucać chorego dziecka, wszystkie sprawy domowe organizuję sama, wożę dziecko do 2 szkół, rano i po południu - i ogromnie doceniam to, że mogę siedzieć w domu, tłumaczyć i że jeszcze na szczęście nie głoduję przy tym wink. Albo rybki, albo akwarium.
            • verdana Re: taka praca jest dla wybranych 24.03.15, 11:51
              W wypadku bibliotekarki i inżyniera budowy dróg i mostów - tak.
      • mildenhurst Re: taka praca jest dla wybranych 23.03.15, 19:33
        Mam inne doświadczenie wspolpracy z urzednikami. W moim zawodzie nie spotkalam niekompetentnego geodety. Wrecz odwrotnie. Przepisy daleko w tyle za widza . ale wlasne slabosci mozna przekuc na indolencje drugiej strony. Nie twierdze tez ze to norma.
        • verdana Re: taka praca jest dla wybranych 23.03.15, 19:40
          Naprawdę, nawet jeśli jesteś absolutnie genialna i doskonale władasz językami, to nie wystarczy. Musisz jeszcze chcieć pracować. Nie dokładnie tak, jak Ci to odpowiada, ale zgodnie w wymogami stanowiska. Jak jest zebranie - to na nie idziesz. Jeśli nie masz na to ochoty, to żadne kwalifikacje nie pomogą. Bo co pracodawcy po doskonale wykształconym pracowniku, który nie pracuje?
      • mynia_pynia Re: taka praca jest dla wybranych 23.03.15, 19:58
        Bo w urzedach jest kilka wydzialow i o ile nie wezma kogos bez kierunkowego wyksztalcenia do departamentu np gospodarki nieruchomosciami, architektury, ochrony srodowiska, nadzoru budowlanego to jeszcze jest kancelaria, biuro promocji, itp gdzie powiwdzmy sobie sporo osob po roznych kierunkach sie odnajdzie.
    • turzyca Re: Byłam dziś u mamy 23.03.15, 19:28
      No to skoro nie ma pracy etatowej, to staraj się zmienić profil swojej działalności tak, żeby pasowała do Twoich marzeń. Czyli więcej tłumaczeń pisemnych i szukanie jednego dużego klienta, który zapewni Ci stabilność. Ustawienie się w takiej pozycji chwilę potrwa, ale jest możliwe, praktycznie wszystkie znane mi tłumaczki pracują właśnie w takim układzie. Dzięki netowi wszystko jedno gdzie siedzisz, więc nie jesteś ograniczona do lokalnego rynku.
      Kuj swój los, nikt inny tego za Ciebie nie zrobi.
      • t.tolka Re: Byłam dziś u mamy 23.03.15, 19:56
        Pracowalam kilkanascie lat w gimnazjum. Dyplomowany nauczyciel - 27 godzin dydaktycznych plus 2 z art 42, 3 dni od 7.15 do 15.10, jeden od 7.15 do 10, jeden od 7.15 do 12. Plus wycieczki i wyjazdy. Wyjscia popoludniami do kina/teatru z uczniami. 3500 tys. Skonczylam politologie, historie, podyplomowe tyflopedagogike, oligofrenopedagogike, terapie autyzmu, logopedie. Biegle angielski.
        To by bylo na tyle w ramach cieplej posadki do 15 w szkole. W domu robilam reszte czyli ewaluacje, arkusze, ankiety i cala prace dydaktyczna.
        W marcu co roku mialam oferty pracy z innych szkol. Dorabialam jako terapeuta wieczorami.

        Teraz za granica - robie kolejne studia, jedne juz koncze zaczynam nastepne. Mam satysfakcjonujaca prace, a nawet dwie. Zaczynalam prawie od zera jako nowa. Majac prawie 40 lat. Ale mi sie chce.
        Mam 3 dzieci, jedno nie w pelni sprawne.
        • t.tolka Re: Byłam dziś u mamy 23.03.15, 19:58
          Kurde. 3 dni od 7.15 do 15.10, jeden od 7.15 do 18, jeden od 7.15 do 12.
          Tak mialo byc.
    • klubgogo Re: Byłam dziś u mamy 23.03.15, 21:01
      Bardzo dziwne wyobrażenie masz o życiu i o pracy w ogóle.
      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 07:50
        Może i mam bardzo dziwne wyobrażenie o pracy, ale nigdy nikt nawet nie pozwolił mi pomyśleć co w ogóle lubię robić. Od czasów nastoletnich trzeba było zarabiać. Tylko słyszałam pytanie od mamy "za ile?""tyyyyle?-to fajna praca". Chciałam w ogóle skończyć inną szkołę, inne studia, ale trzeba było przecież jak najszybciej zacząć pracować,.....nie, jak najszybciej zacząć zarabiać. Bardzo chciałam skończyć coś z medycyną, farmacją, a jeśli nie to, to coś związanego z odzieżą, kosmetyką, stylizacją, wizażem. Na medycynę nie było mnie stać, ani zresztą na większość studiów stacjonarnych, bo trzeba było pracować. Teraz też tak jest. Gdybym chciała wreszcie zacząć robić co lubię, np iść do pracy do sklepu odzieżowego lub do drogerii za najniższą, partner musiałby zarabiać z 5 tysi żeby nas utrzymać. Na taką pracę nie mogę sobie pozwolić, stąd frustracja.
        • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 09:08
          jesteś albo niezwykle utalentowana , spectrum zainteresowań medycyna-wizaż, osiągnięcia technik handlowiec-germanista, albo mimo 36 lat dalej fantazjujesz.
        • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 09:58
          Zagoń "partnera" do roboty. Zresztą - co to za partner, który ma w dupie Ciebie.
    • stara-a-naiwna Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 08:04
      zejdź na ziemię
      potwierdze to co mówiło tutaj kilka osób
      nie ma pracy od 8 do 16.00 za 3tyś netto

      albo masz rozpieprzony cały dzień i+ zazwyczaj odpowiedzialność (finansową albo jakąkolwiek inną) i w miarę rozsądne pieniądze albo pracujesz do 15.00 / 16.00 i po wyjściu z pracy masz wszytko gdzieś i zarabiasz 1500zł (netto)

      Albo otwierasz własną działalnośc i nie narzekasz że godziny pracy nie te bo walczysz o przeżycie na rynku. I sama stwierdzasz, ze nie ma opcji, żebyś zapłaciła pracownikowi na etacie 3 tyś (gdzie same koszty pracownicze ZUSy i inne to około 800-1000zł)


      ps. chcesz zarabiać 3 tyś za pracę na etacie w normalnych godzinach? zastanów się co możesz zaoferować pracodawcy i w czym jesteś lepsza niż konkurencja, żeby warto było Ci dać takie pieniądze
    • zonaczolgisty Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 08:37
      Znakomita wiekszosc naskoczyla na autorke, zarzucajac jej niezyciowosc i lenistwo. A mi jest Was wszystkie zal ze uwazacie za NORMALNE realia w ktorych wymaga sie niewiadomo jakiego wyksztalcenia i pelnej dyspozycyjnosci w zamian za...3tys pln sad Dziewczyny, przeciez to jest stawka glodowa. Ja wiem ze w Polsce oznacza ona znacznie wieksze koszty dla pracodawcy, i wiem jak ciezko pracodawcom utrzymac sie na rynku przez monstrualne ZUSy i inne srusy. Ale to NIE jest normalne. 3 tys zl to jest stawka powiedzmy adekwatna co najwyzej za prace od-do, i do zobaczenia jutro. A ze polskie realia sa jakie sa, coz, dlatego tyle ludzi wyjezdza. Nie kazdy musi chciec sprzedawac sie w niewolnictwo, nie ma nic zlego w porzadaniu pracy na okreslone 8 godz, a czas po pracy powinien byc czasem osobistym. Autorka ma racje - za dyspozycyjnosc sie placi. Z tym ze niekoniecznie w Polsce uncertain
      • wasp20 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 08:52
        Nie chodzi o to, że ta pani chce zarabiać AŻ 3000 /mc. Chodzi o to, że ona chce zarabiać nie dając z siebie tego, czego oczekuje rynek.
        Każdy towar (w tym praca) jest wart tylko tyle, ile ktoś chce za nią zapłacić. Nie więcej.
        Żeby otrzymać dużą zapłatę, należy dysponować wartościowym materiałem.
        Panel klasy A1 kosztuje 15 zł za m2. Panel klasy A5 115 zł za m2.
        Ta pani dysponuje panelem, no, powiedzmy klasy A2, a oczekuje zapłaty jak za A4 co najmniej.
        • zonaczolgisty Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 09:01
          Nie zrozumialas mnie. 3tys pln to jest NA NORMALNYM RYNKU zaplata ledwie adekwatna do panelu klasy A1.
          • mildenhurst Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 09:05
            oczywiście, że masz rację dlatego wspieram Ciebie w utworzeniu jak największej liczmy miejsc pracy za godziwą stawkę i lub masz moje poparcie w zmianie obowiązującego prawa. Daj znak jak z teorii stworzysz realne warunki.
            • zonaczolgisty Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 09:44
              Nie mam takiej potrzeby, mieszkam w normalnym kraju.
              • mildenhurst Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 09:46
                a w Arabii w ogóle pracować nie muszą, kasa sama im spływa, również mogą być pełni współczucia wobec normalności Twojego kraju.
                • zonaczolgisty Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 09:52
                  Byc moze, ale podejrzewam jednak ze dotyczy to jakiegos procenta ludnosci Arabii Saudyjskiej, wiekszosc jednak musi pracowac.
                  • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 10:41
                    W takim razie co byście zrobiły w takiej sytuacji: firma spedycyjna, w której podczas rozmowy umówiłam się z przyszłą szefową na 2500 netto, i że pracę zaczynam od dnia x. W poprzedniej firmie rozstałam się z pracodawcą za porozumieniem stron, było mu przykro, nie chciał mnie zwalniać, ja na to, że wynegocjowałam sobie lepsze warunki itd. Zaczęłam pracę w firmie spedycyjnej. Pracuję tam, po 5 dniach umowy jak nie ma tak nie ma. W końcu zaczęłam się dopominać. Umowę dostałam po kolejnych 3 dniach. Zgadnijcie co w niej było. Najniższa + premia uznaniowa. Poszłam do szefowej z zapytaniem, że przecież nie tak się umawiałyśmy. Ona na to, że nie mam się tym przejmować, bo przecież wszyscy tak mają, a po przepracowanym miesiącu dostanę umówioną kwotę. Wszyscy, tzn wszyscy kierowcy. Był oprócz mnie jeszcze jeden spedytor, czyjś tam kuzyn i dobrze wiedziałam, że ma sporo więcej ode mnie. W następnym miesiącu na konto przyszło....1500 zł. Znowu poszłam do szefowej. Ona stwierdziła, że kosztami dzielą się po połowie z kuzynem, drugim właścicielem firmy, i od niej dostałam to, jak oni się umówili a po resztę mam iść do jej kuzyna. Poszłam. On wściekły zamruczał "ach tak, zapomniałem", i wyciągnął z kieszeni 1000 z pomiętych banknotach. Czyli w umowie miałam najniższą, na konto szło 1500, a do ręki dostawałam 1000, aha, kuzyn co miesiąc "zapominał" i musiałam czasem czekać aż wszyscy wyjdą z biura i zostanę z nim "sam na sam", dopiero sobie "przypominał", albo mówił że to premia, i on nie ma obowiązku. Dodam, że jak byłam z córką w przychodni na bilansie to automatycznie za ten dzień urlopu miałam "odliczone" 100 zł, bo to przecież premia jest, i on nie musi, a poza tym on zapomniał. Samo proszenie i dopominanie się było upadlające, w porównaniu do pracy, którą tam wykonywałam, gdyż miałam telefon i laptop, który miałam nosić ciągle przy sobie, jak się pewnego dnia dowiedziałam, że nawet jak jestem na urodzinach czy innych imieninach muszę wiedzieć, czy kierowca dojechał na czas itp. Masakra. Aha, ja przecież jestem leniem, nierobem i chcę wygórowaną stawkę diabli wiedzą za co. Dopowiem tylko że po ostatniej awanturze o kasę dostałam rwę kulszową i chorowałam równe 182 dni.
                    • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 10:45
                      Aha, i mniej więcej tak samo jest w kilku firmach w naszym mieście. Proszenie się, dopominanie, czyhanie na potknięcie. Pracować pracownik ma ale jak przychodzi do wynagrodzenia to nie ma chętnych. Ja naprawdę zazdroszczę tym, które pracują w większych miastach, tutaj większość przedsiębiorców się zna i nawet wiem co jeden myśli o drugim. Nie mam chyba tutaj szczęścia.
                      • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 10:49
                        To się przeprowadź. Nie jesteś przyspawana na amen.
                        • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 10:52
                          Jestem, mam mamę po zawale, 76 lat, która ma tylko mnie.
                          • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 10:56
                            A poza tym ryzykowałabyś przeprowadzkę, zmianę otoczenia głównie dla dziecka, na umowę próbną 3 miesięczną? Chyba raczej nie.
                            • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 10:58
                              Tak. Jeśli byłaby to szansa na poprawienie warunków życiowych - to oczywiste.
                              • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 10:59
                                (2 razy zmieniałam miasto zanim znalazłam się tu gdzie jestem - z małym dzieckiem).
                                • rosapulchra-0 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 25.03.15, 15:26
                                  Zmieniłam kraj z dziećmi podstawówkowymi już.
                            • mildenhurst Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:00
                              dziecko zostaje z ojcem.
                              • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:02
                                Ojciec dziecka ma je w d...., mieszka na drugim końcu Polski, płaci alimenty ale to wszystko.
                                • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:05
                                  Właśnie dlatego mam takie problemy, bo zabieg córki w szpitalu ja sama, drugi zabieg - sama, zebrania, lekarze, wszystko sama. I w dodatku trafiam na niewyrozumiałych pracodawców typu ten powyżej. Gdyby dziecko miało normalnego ojca, nie byłoby problemu, także z wyjazdami zagranicznymi. Myślę, że tu jest główny problem.
                                  • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:06
                                    Tysiące samotnych matek sobie radzą i nie jęczą tak jak Ty.
                                    • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:12
                                      Może sobie jakoś radzą, mi nie odpowiada raczej sytuacja, gdzie kasy jest "na styk".
                                      • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:18
                                        Ale nie robisz NIC, żeby zmienić swoje życie. Tkwisz w związku z beznadziejnym facetem, masz paranoiczne podejście do dziecka, i nierealne wyobrażenie o pracy. Będziesz ktwić do śmierci w tym co teraz masz jeśli nie zmienisz swojego nastawienia i nie spojrzysz RACJONALNIE na swoje życie.
                                    • rosapulchra-0 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 25.03.15, 15:30
                                      zuleyka.z.talgaru napisała:

                                      > Tysiące samotnych matek sobie radzą i nie jęczą tak jak Ty.

                                      Jęczą, tylko po cichu. A dziewczynie się nie dziwię. Na jej miejscu miałabym wyższy poziom frustracji. Prawie półtora roku byłam sama z dziećmi, więc wiem, co to znaczy - zapewniam, że świadomość odpowiedzialności jest naprawdę nieporównanie większa, niż gdy się ją dzieli na pół.
                                      • pani.jezowa Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 26.03.15, 01:24
                                        Ale ona nie jest sama z dzieckiem.
                                        Nie jest samotną matką.
                                        Od lat ma partnera, razem żyją i wspólnie wychowują dziecko.
                                  • mildenhurst Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:25
                                    też jestem sama, ojciec mojego dziecka straciło ojca , rodzinę mam daleko może pora już zaczadź układać po swojemu, zacząć od tego co musisz, a nie co chciałabyś. Inaczej nie ogarniesz nigdy.
                                    • mildenhurst Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:26
                                      moje dziecko nie jego ojciec.
                                    • rosapulchra-0 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 25.03.15, 15:32
                                      mildenhurst napisała:

                                      > też jestem sama, ojciec mojego dziecka straciło ojca , rodzinę mam daleko może
                                      > pora już zaczadź układać po swojemu, zacząć od tego co musisz, a nie co chciała
                                      > byś. Inaczej nie ogarniesz nigdy.

                                      Sorry, naprawdę sorry, ale możesz po polsku?
                                      • bumbunierka1 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 25.03.15, 15:49
                                        > Sorry, naprawdę sorry

                                        A ja bym Ciebie poprosila o przejscie na jezyk polski.
                                • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:06
                                  No to zostawiasz dziecko z obecnym "tatusiem".
                                  • rosapulchra-0 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 25.03.15, 15:33
                                    A ty byś ot tak! zostawiła?
                            • lily-evans01 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:02
                              To w końcu pracujesz, czy uczysz i tłumaczysz? Bo już mi się pomieszało... wink.
                              • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:06
                                drugi rok mam dg, uczę i tłumaczę. Tamto co pisałam wydarzyło się dawno temu.
                                • lily-evans01 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:17
                                  O możliwych wyjściach z sytuacji napisałam w kilku postach powyżej.
                                  A moim skromnym zdaniem, nie tyle dziwny rozkład godzinowy i charakter Twojej pracy tak Cię uwiera, co fakt, że prawdopodobnie jesteś główną osobą od zajmowania się domem i logistyką swojego dziecka - no bo przecież "siedzisz w domu". Żeby mieć efekty z tej działalności, musisz mieć czas na nią, ale też i na odpoczynek. I tu chyba mąż coś nawala...
                                  Ja zajmuję się tłumaczeniami od 2009 r. Jestem sama. Córka urodziła się jako wcześniak, była chorowita, krótko też rehabilitowana i uważałam, że żłobek czy wczesne przedszkole jej bardziej zaszkodzi, niż pomoże. Finansowo bywało różnie. Do spokojnej organizacji pracy dobrnęłam gdzieś od roku, półtora, bo dziecko w szkole już tak nie choruje przeważnie.
                                  Na dzień dzisiejszy nie wróciłabym ani na "ciepłą posadkę" za grosze, ani do bardziej obciążającej pracy, u kogoś, poza domem, z koniecznością dostosowania się do godzin i terminów.
                                  Ja mam chyba trudniej, bo tak naprawdę wszystko robię sama i to głównie ja zarabiam na potrzeby dziecka. We dwoje jest inaczej. Dlatego radzę się dokształcać - właśnie w kierunku tłumaczeń. Te języki to Twój główny atut na dzień dzisiejszy. Chyba, że na siłę chcesz robić co innego, ale wtedy wypadałoby nauczyć się czegoś od podstaw (kadry? księgowość?).
                                  • lily-evans01 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:20
                                    I jeszcze jedno, sama chyba widzisz, że wyrywanie pieniędzy od klientów za tłumaczenia niewiele różni się od wyrywania kasy od pracodawcy, z którym co innego masz podpisane, a co innego wypłacane (niestety częsta praktyka). Radzę zrobić bilans korzyści i strat: Twoja działalność - a prace "u kogoś", które wykonywałaś.
                                  • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:25
                                    Kadry? Przecież ona z takim podejściem do ludzi nie nadaje się na kadrową...
                                    • lily-evans01 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:29
                                      Dlatego JA bym nie zaczynała czegoś zupełnie nowego.
                                      Tłumaczenia są dość przyjemną formą działalności dla kogoś, kto niespecjalnie umie obcować z ludźmi i naginać się do ich potrzeb.
                                  • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:31
                                    Masz wiele racji, Lily smile. Przed południem etat, po południu lekcje, wieczorem tłumaczenia. Celowo tu dziś siedzę i piszę bo mam dołka od wczoraj. Partner nawala głównie w tym, że: nie stara się dorobić - no bo przecież on tylko za biurkiem się dobrze czuje. Z moją córką nie bardzo się rozumie. Średnio, szczerze mówiąc. Ja mam wrażenie, że młoda celowo robi mu na złość, bo go nie lubi, a on podejścia do dzieci za bardzo nie miał od początku. U niego w domu była żelazna dyscyplina. Jak matka powiedziała tak musiało być zrobione. O mojej córki wymaga (przynajmniej stara się) tego samego. Zdarza się nawet, że gdy siedzę w innym pomieszczeniu to słyszę "Pościel łóżko". Młoda "ale zaraz". Na to on krzyczy "Ściel łóżko!!!". Ja za to mam inaczej "Olutku, czy mogłabyś...?", prośba (nie rozkaz) jest wykonana od razu. On ma inaczej i nie chce (dziecko musi słuchać!) tego zmienić. Tu jest problem. Bałabym się zostawić ich samych na kilka dni, gdzie młoda miałaby się podporządkować od słowa. Ona taka nie jest i dlatego się nie dogadują w takich prostych codziennych czynnościach. Wolę być sama z córką albo sama z partnerem. W trójkę jest dziwnie. Fajnie jest wtedy, gdy razem wyjeżdżamy poza miasto, gdy jest rozrywka, zakupy lub coś co pochłania kasę. Wtedy jest uśmiech na twarzach obojga. Ale jak mają coś wspólnie zrobić to jest masakra. Podejrzałam np odkurzanie. "Olka, przesuń się, chcę odkurzyć koło twojego biurka i pod nim" - mówi mój partner. "Nie widzisz, że odrabiam lekcje?"- mówi Młoda. Kłótnia wisi w powietrzu. Wchodzę ja i mówię: "zostaw ten odkurzacz skoro dziecko odrabia lekcje. Odkurzy sobie sama gdy skończy zadanie. Wykończę się z nimi, gdy są razem. Strach bierze, co by było, gdybym wyjechała w podróż służbową.
                                    • chocolate_cake Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:34
                                      ad.a6 napisał(a):

                                      Strach bierze, co by było, gdybym wyjechała w podróż służbową.



                                      Co by się stało?
                                      • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:47
                                        Dom zarósłby syfem, bo każde oczekiwałoby że posprząta to drugie. Partner natomiast uważa, że młoda ma za mało obowiązków, a według mnie to byłby typowy ojczym, który żąda, stawia wymagania. Nie jest do tego zbyt miły. Młoda dla niego też nie. Gdybym wyjechała, każde siedziałoby pewnie przy swoim komputerze, oczywiście dziecko dostałoby co trzeba, jeść, ubrać itp, ale jakiejś takiej dobroci, miłości zero. Ich kontakt ogranicz się tylko do "co zjesz? co ci zrobić?, albo "masz już lekcje odrobione?". Muszę stać na straży, by jedno nie powiedziało za dużo drugiemu, młoda wali bez pardonu bo w wielu przypadkach ma rację, a partner obraża się na nią i nie odzywa cały dzień, albo każe się przepraszać. Dziecko pewnie nie dostałoby dobrego słowa przez cały dzień, bo szanowny pan się obraził.
                                        • mildenhurst Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:59
                                          naprawdę tak wychowujesz swoje dziecko? Jeśli odszczekuje dorosłemu to musi mieć do tego powód? Wyobrażasz sobie jak "będzie Ci przykro" kiedy zacznie stawiać się wobec Ciebie? Dziecko nie może być tak wychowywane w poczuciu nieomylności, ale ma taki wzór.
                                        • wasp20 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:23
                                          A Ty jakie miałabyś uczucia do smarkuli, która Ci na każdym kroku pyskuje?
                                        • wasp20 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:27
                                          "młoda wali bez pardonu bo w wielu przypadkach ma rację"
                                          Ale Ty oczywiście pamiętasz o tym, że to DZIECKO ma tylko 10 lat?
                                          I oczywiście jesteś świadoma wszystkich mechanizmów psychologicznych kierujących jej zachowaniem? I nie widzisz potrzeby zmiany jej zachowania?
                                          Poza tym co to znaczy "typowy ojczym"? Taki, który wymaga? To bardzo dobry ojczym, chciałam zauważyć, zwłaszcza w kontrapozycji dla permisywnej matki.
                                          • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:36
                                            młodej bliżej już do 12 lat, nie 10. Poza tym nie zasłużyła sobie, by jej obcy facet walił "ty leniu śmierdzący". Niech sobie jest dorosły - co z tego? Niech zarobi i coś od siebie WŁOŻY do tej rodziny, dopiero niech żąda.
                                            • beatrycja.30 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:38
                                              ad.a6 napisał(a):

                                              > młodej bliżej już do 12 lat, nie 10. Poza tym nie zasłużyła sobie, by jej obcy
                                              > facet walił "ty leniu śmierdzący". Niech sobie jest dorosły - co z tego? Niech
                                              > zarobi i coś od siebie WŁOŻY do tej rodziny, dopiero niech żąda.


                                              ratunku sad
                                            • lily-evans01 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 17:52
                                              To po co Tobie on?
                                              Seks można mieć bez zobowiązań i utrzymywania darmozjada wykłócającego się z dzieckiem.
                                              A jak ludzie widzą się rzadziej, to się na tych spotkaniach ciut bardziej starają, i ogólnie jest przyjemniej wink.
                                    • wasp20 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:38
                                      Podejrzałam np odkurzanie. "Olka, przesuń się, chcę odkurzyć koło twojego biurka i pod nim" - mówi mój partner. "Nie widzisz, że odrabiam lekcje?"- mówi Młoda. Kłótnia wisi w powietrzu. Wchodzę ja i mówię: "zostaw ten odkurzacz skoro dziecko odrabia lekcje. Odkurzy sobie sama gdy skończy zadanie. Wykończę się z nimi, gdy są razem. Strach bierze, co by było, gdybym wyjechała w podróż służbową.

                                      Upadłam. Wstałam, przeczytałam jeszcze raz. Upadłam ponownie i nieżyję.
                                      Jeśli Ty nie widzisz o co kaman, to bardzo mi Cię szkoda, ale weź Ty zostaw faceta, żyj sobie sama z "dzidziusiem" 10-letnim i postaraj się jeszcze raz o ciepłą posadkę w szkole. Tylko tym razem na zebrania chodź (ja będąc na umowę zlecenie, nie mając obowiązku, chodziłam na każde, po roku dostałam umowę o pracę na czas nieokreślony).
                                      • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:56
                                        Nie wiem, gdzie tu widzisz coś złego. Dziecko sobie odkurzy jak skończy lekcje. Tyle, że on chciał odkurzać TERAZ bo on tak chciał. Bez dyskusji. TU jest problem. Nie w tym że dziecko nie odkurza. Albo czasem my sobie obie siedzimy, on wraca z pracy. Młoda mówi "wiesz, dostałam piątkę z matematyki". "On na to: fajnie, ale śmieci mogłabyś wynieść". Ona na to "a czemu ja, przecież ty jeszcze butów nie zdjąłeś, masz bliżej". I gotowe. Czar piątki z matematyki i humoru dziecka prysł.
                                        • mildenhurst Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:03
                                          facet sobie odejdzie, a takie teksty młoda będzie walić do Ciebie.
                                        • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:04
                                          Bosz...naprawdę wychowujesz taką bachorzycę? Bez szacunku? OMG.
                                        • wasp20 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:20
                                          ad.a6 napisał(a):

                                          > Nie wiem, gdzie tu widzisz coś złego. Dziecko sobie odkurzy jak skończy lekcje.
                                          > Tyle, że on chciał odkurzać TERAZ bo on tak chciał. Bez dyskusji. TU jest prob
                                          > lem. Nie w tym że dziecko nie odkurza. Albo czasem my sobie obie siedzimy, on w
                                          > raca z pracy. Młoda mówi "wiesz, dostałam piątkę z matematyki". "On na to: fajn
                                          > ie, ale śmieci mogłabyś wynieść". Ona na to "a czemu ja, przecież ty jeszcze bu
                                          > tów nie zdjąłeś, masz bliżej". I gotowe. Czar piątki z matematyki i humoru dzie
                                          > cka prysł.

                                          Ty serio serio nie widzisz??? Szok.
                                          Dobrze, będzie łopatologicznie:
                                          Facet chciał posprzątać dziewczynie pokój i powiedział żeby się przesunęła, a ona, zamiast posłuchać lub poprosić (!) żeby nie robił tego w tamtym momencie, bo potrzebuje skupienia, bezczelnie i po chamsku odpyskowała. Niedopuszczalne jest dla mnie pyskowanie dziecka w stosunku do dorosłego opiekuna (piszę jako matka i macocha, jeden z pasierbów starszy od Twojej córki i w tzw. "okresie burzy i naporu".
                                          Ty, zamiast postawić latorośl do pionu za pyskowanie, opieprzyłaś faceta robiąc z córeńki świętą krowę. Nie dość tego, nie reagujesz na złośliwości i opryskliwość swojej córki w żaden sposób.
                                          Piątka z matematyki? Fajnie. Co więcej można powiedzieć? Tort wnieść na salony? Sto lat odśpiewać za to, że dziewczyna wykonała porządnie swoją pracę? Przecież nagrodą za wysiłek jest właśnie ocena. Zostało stwierdzone - fajnie, że dostałaś piątkę. Co jeszcze trzeba zrobić żeby jaśnie panienka czuła się usatysfakcjonowana? Zwolnić z pozostałych obowiązków?
                                          Jaja sobie robisz?
                                          Gdyby mój pasierb odezwał się w ten sposób do mnie, jak Twoja córka do Twojego partnera, to zanim ja zdążyłabym zareagować, mój mąż powiedziałby dziecku jasno i dobitnie co sądzi o jego zachowaniu. I te śmieci byłyby wyniesione w tempie ekspresowym, a potem ja dostałabym od dziecka herbatkę w ramach przeprosin za chamskie zachowanie.
                                          A Ty nie dość, że nie zauważyłaś w zachowaniu córki niczego niestosownego, to jeszcze dopieprzyłaś się do faceta, że "zepsuł radość dziecka", bo przypomniał o obowiązkach domowych.
                                          Nie ogarniasz tego, że to, co teraz robisz za 4-5 lat uderzy w Ciebie. Facet, jak napisała mildenhurst, wyniesie się z Waszego życia. A Ty zostaniesz z chamską, roszczeniową smarkulą, której już nie wychowasz, bo będzie za późno.
                                          Uczysz córkę braku szacunku do innych, do dorosłych. Inni, dorośli, to też Ty.
                                          • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:34
                                            Tyle, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Na szacunek u dziecka też. Jeśli będzie się jej ciągle czepiał o drobnostki to nigdy ich relacje się nie poprawią. On jest dorosły, powinien wyjść pierwszy z inicjatywą, bo to on zamieszkał U NAS a nie my u niego. Gdybym była macochą, starałabym się najpierw okazać dziecku szacunek i zrobiłabym dosłownie wszystko, żeby mnie dziecko polubiło. On tego nie robi. Z założenia, ja tu jestem dorosły, ja tu rządzę. Ja sobie nie pozwolę i go objadę z góry, to przenosi swą frustrację na młodą. Dlatego stoję cały czas na straży, by nie było gorzej. To on jest w sytuacji, gdy powinien zaskarbić sobie akceptację dziecka, a tego nie robi (albo nie tak, jak ja bym chciała). A poza tym, chce rodzinę, to niech na nią zarobi, i zyska akceptację i szacunek.
                                            • beatrycja.30 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:36
                                              ad.a6 napisał(a):

                                              > Tyle, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Na szacunek u dziecka też. Jeśli bę
                                              > dzie się jej ciągle czepiał o drobnostki to nigdy ich relacje się nie poprawią.
                                              > On jest dorosły, powinien wyjść pierwszy z inicjatywą, bo to on zamieszkał U N
                                              > AS a nie my u niego


                                              Mówisz o jakimś lokatorze?
                                              • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:41
                                                Wiesz, w pewnym sensie tak się zachowuje. Jak lokator. Oddam 1200, w zamian wysprzątane, zrobione, jedzenie ugotowane, zakupy przyniesione. No jeszcze niech Młoda wyprowadzi psa i wyniesie śmieci. A sobie, jak to pan i hrabia ma w zwyczaju, usiądę z książką w fotelu. Fajnie, nie?
                                                • beatrycja.30 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 13:11
                                                  ad.a6 napisał(a):

                                                  > Wiesz, w pewnym sensie tak się zachowuje. Jak lokator. Oddam 1200, w zamian wys
                                                  > przątane, zrobione, jedzenie ugotowane, zakupy przyniesione. No jeszcze niech M
                                                  > łoda wyprowadzi psa i wyniesie śmieci. A sobie, jak to pan i hrabia ma w zwycza
                                                  > ju, usiądę z książką w fotelu. Fajnie, nie?


                                                  niefajnie
                                                  po co z nim jesteś?
                                            • jesienna.nuta Przygnebiające 24.03.15, 13:16
                                              "Tyle, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Na szacunek u dziecka też. Jeśli będzie się jej ciągle czepiał o drobnostki to nigdy ich relacje się nie poprawią. On jest dorosły, powinien wyjść pierwszy z inicjatywą, bo to on zamieszkał U NAS a nie my u niego. Gdybym była macochą, starałabym się najpierw okazać dziecku szacunek i zrobiłabym dosłownie wszystko, żeby mnie dziecko polubiło. On tego nie robi. Z założenia, ja tu jestem dorosły, ja tu rządzę. Ja sobie nie pozwolę i go objadę z góry, to przenosi swą frustrację na młodą. Dlatego stoję cały czas na straży, by nie było gorzej. To on jest w sytuacji, gdy powinien zaskarbić sobie akceptację dziecka, a tego nie robi (albo nie tak, jak ja bym chciała). A poza tym, chce rodzinę, to niech na nią zarobi, i zyska akceptację i szacunek."

                                              PODSUMUJMY.
                                              Uważasz, że lover jest na Twojej łasce i pośrednio na łasce Twojej okropnej, rozwydrzonej córuni.
                                              Czego od lovera oczekuje sfrustrowana pani jej okropna córunia?
                                              Otóż lover ma sobie ZASKARBIĆ akceptację dziecka i ZAROBIĆ na rodzinę, czyli na Ciebie i na Twoją bezczelną córunię.

                                              Co w zamian dostanie lover?
                                              Przypuszczalnie nic - bo niewychowana córunia już wie, gdzie jest miejsce lovera - pewnie w sypialni mamusi, gdzie odpracowuje kąt do zamieszkania - i Twoje fochy, że świat ma Cię w nosie i Twoje ambicje.

                                              Co mnie na razie dziwi?
                                              Że 12-ltakę obsługuje dorosły mężczyzna, który nawet nie jest jej ojcem.
                                              I to, że ten pan jeszcze z Tobą jest.
                                              Pan musi mieć jakiś bardzo poważny defekt, bo ŻADEN normalny, znający swoją wartość mężczyzna nie byłby w takim chorym układy nawet pięciu minut.
                                              Pod mostem, w noclegowni lepiej niż w TWOIM domu.
                                          • kota_marcowa Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:35
                                            Jaka mać, taka nać.
                                            • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:36
                                              dziesięć na dziesięć. wink
                                            • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:39
                                              No, rzeczywiście. Czyli według większości tu obecnych, ja z córką powinnyśmy uwielbiać faceta że przynosi 1200 i próbuje młodą ustawić.
                                              • nihiru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:54
                                                > No, rzeczywiście. Czyli według większości tu obecnych, ja z córką powinnyśmy uw
                                                > ielbiać faceta że przynosi 1200 i próbuje młodą ustawić.

                                                Ale to jest postawienie sprawy na głowie. Nikt tu nie sugeruje, że powinnyście lubić bądź nie lubić faceta w zależności od tego, ile kasy do domu przynosi! Co za chory pomysł.
                                                Wasze uczucia do niego powinny być odpowiednie do jego zachowania wobec Was. A kwestia kasy jest tylko pomiędzy Tobą a nim i córka w ogóle nie powinna o takich problemach między Wami wiedzieć.
                                                • verdana Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 13:35
                                                  Wiesz, Ty tez nie przynosisz za dużo. Córka nie ma powodu szczególnie Cię szanować. Bo wiadomo, rodzicom szacunek należy sie tylko za pieniądze. lada moment xcórka to zrozumie i potraktuje Cię tak samo, jak Ty faceta.
                                              • beatrycja.30 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 13:17
                                                ad.a6 napisał(a):

                                                > No, rzeczywiście. Czyli według większości tu obecnych, ja z córką powinnyśmy uw
                                                > ielbiać faceta że przynosi 1200 i próbuje młodą ustawić.


                                                nie
                                                ale nie chodzi o 1200
                                                ty go nie kochasz i nie szanujesz
                                        • cosmetic.wipes Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 25.03.15, 08:56
                                          Z jednej strony podziwiam cierpliwość tego gostka do dwóch rozwydrzonych i leniwych harpii, z drugiej uważam, że musi być straszną piz.ą, że jeszcze tkwi w tym układzie.
                                          • stacie_o Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 25.03.15, 09:32
                                            To się nie wyklucza. Ba jest spójne, osoba o charakterze pt "sierota życiowa" albo pantoflarz.
                                            • cosmetic.wipes Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 25.03.15, 09:57
                                              Masz rację, ale i tak szkoda gościa...
                                    • lily-evans01 A to jest jeszcze bardziej przerażające... 24.03.15, 17:49
                                      Wykończę się z
                                      > nimi, gdy są razem. Strach bierze, co by było, gdybym wyjechała w podróż służb
                                      > ową.

                                      Mogłabym wkleić całość, bo każde słowo w opisie tej relacji między facetem a dzieckiem mnie dobija.
                                      Biedna dziewczynka.
                                      A Ty masz naprawdę większe problemy niż brak ciepłej posadki, tyle, że tego nie widzisz.
                                      • lily-evans01 Re: A to jest jeszcze bardziej przerażające... 24.03.15, 17:56
                                        I co by nie pisały dziewczyny powyżej, dziecko, które ma ojczyma/macochę jest naprawdę na przegranej pozycji wobec dorosłych, jeśli oni nie umieją zachowywać się jak dorośli. Zaakceptowanie dziecka partnera to trudna sztuka dla wielu ludzi. Z kolei rodzic powinien ułatwić dziecku i partnerowi wzajemną akceptację i szacunek.
                                        A tutaj - wszyscy macie wobec siebie oczekiwania i pretensje.
                                        Na co Ci facet, który nie traktuje rodziny poważnie pod względem finansowym i chciałby sobie życie wygodniutko, nie męcząc się przeżyć? Ale trafił swój na swego, mam wrażenie.
                                        • mildenhurst Re: A to jest jeszcze bardziej przerażające... 24.03.15, 18:01
                                          chyba jako jedyna stanę w obronie tego darmozjada, z czystego współczucia. Wyliczanka, że śpi w nie swojej pościeli, zjada szynkę i sprząta kiedy nie powinien przy koronnym argumencie Najniższej krajowej - można popaść w marazm.
                                          • lily-evans01 Re: A to jest jeszcze bardziej przerażające... 24.03.15, 18:28
                                            Dla mnie bycie z "darmozjadem" to jakaś wyższa forma masochizmu, a z drugiej strony mieszkanie z kimś i wysłuchiwanie tego wszystkiego codziennie, to jeszcze większy masochizm wink.
                                            Dlatego nie będę broniła - bo każdej pani, która by się żaliła, że mąż jej wymawia szynkę, bo ona mało zarabia, forum by prędziutko poradziło: Zmień pracę! Bądź niezależna! Przestań być niewolnicą ekonomiczną!
                                            Egzekucje komornicze pochłaniają co najwyżej równowartość wynagrodzenia minimalnego i tyle komornik zabiera, zajmując wynagrodzenie. Jeśli zostaje 1200, to i wcześniej nie było rewelacji. Na razie ta kobieta zajmuje się wszystkim i ponosi w większości ciężar utrzymania domu. No to ja bym wolała utrzymywać i opierać 2 osoby niż 3 wink.
                                            • wasp20 Re: A to jest jeszcze bardziej przerażające... 25.03.15, 08:11
                                              Przed wszystkim takiej takiej pani poradziłoby się - kopnij w 4 litery dziada i jego chamską córeczkę!
                                          • wasp20 Re: A to jest jeszcze bardziej przerażające... 25.03.15, 08:09
                                            Ja też jakoś nie widzę żeby ten facet był jakimś złem wcielonym. Scenka z odkurzaniem - facet nie stroni od domowych obowiązków. Że zostaje mu na życie 1200 zł? No cóż, różnie się w życiu układa, mamy równouprawnienie, więc nie oczekujmy, że facet będzie wyłącznie odpowiedzialny za utrzymanie domu, zwłaszcza, że został doklejony do CUDZEJ rodziny. Poza tym 1200 zł na utrzymanie jednej osoby to wcale nie tak mało.
                                            Autorka oczekuje, że człowiek słać się będzie podnóżkiem jej rozwydrzonej córeczce, a ją samą "odciąży" finansowo, czyli zwyczajnie będzie na nią wydawał kasę.
                                            Bo? Bo to mężczyzny obowiązek utrzymywać babę i cudze dziecko (na które, jak autorka sama przyznaje, płacone są niemałe alimenty!)? No bez jaj.
                                            Kobieta jest dorosła, więc ma obowiązek utrzymać się sama. Ma dziecko, więc ma obowiązek wobec dziecka.
                                            Facet, póki co, ma obowiązek finansować samego siebie. The end.
                                            A jak jeszcze słyszy takie teksty, jak nam zostało zaprezentowane... Sądzę, że po prostu układa sobie w głowie plan ewakuacji. I wcale mu się nie dziwię. Bo wystarczy odwrócić sytuację - to pan ma dziecko, pani jest niezależna. Pani ma 1200 zł na siebie samą, a pan jej rzeźbi dlaczego nie matkuje jego księżniczce, która to księżniczka jedzie po pani jak po łysek kobyle przy poklasku tatusia. I pan wypomina pani ile zjadła, w jakiej pościeli śpi, gdzie mieszka i że w ogóle to po łapkach powinna go cmokać, że łaskawie ją do swojego domu wpuścił z takimi nędznymi zarobkami...
                                            Milusio, co?
                                    • igge Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 19:07
                                      To jakiś horror. Czy pan nie może chociaż poczytać sobie o nastolatkach i komunikacji z nimi? Twoja córka ma zdaje.sië już 10 lat. W skrócie powinien rozmawiać z niå jak z dorosłym uprzejmie i bez wydawania poleceń. Co najwyżej prośby. I to odpowiednim tonem.
                                      Jak tego nie zmieni zaraz jak mała podrośnie wpadniecie w jeszcze wiěksze problemy. Nie dziwië siě, że jesteś zmëczona . Relacja ojczym-córka wysysa i z ciebie siły ale najbardziej żal dziecka.
                                      No i naucz siě żyć na styk. Tzn ogranicz potrzeby i zachcianki i wyluzuj w kwestii finansów.
                                      • lauren6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 20:51
                                        Obwiniasz pana za relacje z jej córką?
                                        Jeśli córka ma focha, że ojczym niewiele zarabia i przez to matka ma dla niej za mało czasu to skądś takie rzeczy wzięła, sama ich nie wymyśliła. Podejrzewam, że autorka traktuje córkę jak dorosłą, zwierza się jej - jak tutaj nam - ze swoich życiowych niepowodzeń i problemów. Dzieciak wtajemniczony w świat dorosłych, problemy które są dla niego za trudne, robi się pyskaty, naszczuty na ojczyma.
                                        Może jeszcze mamuśka jej wmawia jakim świetnym przykładem do naśladowania jest jej nastoletnia uczennica, utrzymanka zarabiająca d... na swoje zachcianki? Nie zdziwiłabym się. Jaki będzie finał takich nauk płynących z rodzinnego domu nie trudno się domyślić.
                                        Facetowi tyłek obrobi z każdym i wszędzie, ale rozstać się z nim nie rozstanie, bo portki w domu muszą być i lepiej taki nieambitny, co jej nie odpowiada, niż żaden.

                                        Podziwiam ematki, którym jeszcze chce się wdawać z nią w dyskusje i coś tłumaczyć. Jak dla mnie to piękny przykład patologii umysłowej.
                      • stacie_o Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 10:54
                        w większych miastach też nie sam miód..
                        poczytaj sobie
                        www.facebook.com/pages/Czarna-lista-pracodawc%C3%B3w-z-Krakowa-i-okolic/356625044529050
                        prawdopodobieństwo trafienia na nieuczciwego pracodawcę jest spore
                        co do sytuacji powyżej to rada: nie zwalniać się póki nie masz albo promesy zatrudnienia albo umowy gdzie czarno na białym napisano ile zarobisz.
                    • astomi25 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:03
                      a to rwy kulszowej dostaje sie z nerwow?
                      Ja mialam, ale wciazy bo mi dziecko uciskalo (ale fakt tez na nerw jakis big_grin)

                      Nie wiem co napisac, bo z twoich postow faktycznie przebija postawa roszczeniowa.
                      I ja jestem germianistka...co wiecej wyladowalam z moim dyplomem w Niemczech na stale, wiec moge sobie nim...wiadomo co.
                      Ale zamiast jeczec zaczelam sie dalej uczyc. Teraz mam dobra prace, a jezyk sie przydal aby ja dostac, nic poza tym.
                      Mam trojke dzieci, nie jedno. Wiec sie da.

                      A jak dalej zameirzac jeczec to moze nie nam, a partnerowi? W koncu dlaczego ma pracowac za najnizsza krajowa? Facetem jest, niech wezmie jakas dodatkowa prace zebys nie musiala sie tak ciagle meczyc?
                      • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:11
                        Wyobraź sobie, że też bym chciała, by facet pracował więcej i za więcej. Mówiąc szczerze nie wiem dlaczego w jego sytuacji jest jak jest. Drażni mnie to, że on tylko koszula, krawat i do biura. Typowy "gryzipiórek" jak to ktoś wyżej napisał. Taki, co wypachnieć się, uczesać, wyglancować buciki i usiąść za biurkiem. Aha, miałby troszkę więcej wypłaty gdyby nie komornik. To już pisałam w innym wątku.
                        • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:17
                          Zmień faceta.
                        • lily-evans01 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:21
                          To ojciec Twojego dziecka?
                          Bo jak nie, to może wymień na lepszy model wink.
                          • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:24
                            Wyżej pisała, że ojciec jej dziecka mieszka na drugim końcu polski i płaci alimenty.
                            • lily-evans01 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:28
                              Prawdę mówiąc, nie chciałabym żyć z gościem niespecjalnie przykładającym się do utrzymania domu i z wiszącą nad nim egzekucją komorniczą. W małżeństwie różnie bywa, są sytuacje kryzysowe, przejściowe - ale po raz drugi brać sobie odpad atomowy... Nie, nie, nie wink.
                              (ja mam niebywałe szczęście, a może inklinację do wyszukiwania odpadów atomowych i powiedziałam sobie po urodzeniu dziecka, basta, wolę być sama, moje dziecko nie zasługuje na dostosowywanie się do potrzeb obcego wypierdka wink ).
                              • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:01
                                Dokładnie. Lepiej mieć przyjaciela na seks z doskoku niż takiego pizdusia na karku non stop.
                                Los wynagrodził mi moją cierpliwość smile
          • wasp20 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:15
            A Ty jako pracodawca zapłacisz 3000 na rękę osobie, która nie potrafi (bądź potrafi w stopniu podstawowym) tego, co Tobie, jako pracodawcy jest potrzebne?
            • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:18
              Gdybym mu nie była potrzebna, po przetestowaniu umiejętności, to by mnie nie zatrudniał. Ale proszenie się o wynagrodzenie jest poniżające. Obie strony powinny dotrzymywać umowy.
              • astomi25 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:42
                Nie obraz sie, ale po tym co napisalas o swoim partnerze, uwazam ze lepiej bys miala bez niego. Zycie nie sklada sie z fanych wypadow za miasto, codziennie zycie to jest wlasnie odkurzanie, wspolne porozumienie oraz rowny podzial obowiazkow. Dobra nie rowny, a sprawiedliwy powinien byc.
                Ja pewnie bym sie rozstala. Tym bardziej ze miedzy nim a corka jest tak sobie.
                Moj drugi maz jest moim drugim mezem dlatego ze ujal mnie podejsciem do dzieci. Od samego poczatku byl dla nich idealny. Ale dla mnie wzajemny stosunek mojego partnera i dzieci byl priorytetowy.
                • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:52
                  Na początku było super, potem coraz gorzej. Dodam, że on bardzo często też staje w jej obronie, publicznie chwali, jaka zdolna, jak dobrze się uczy, tylko.... nie ma w nim do niej takiej dobroci, nic ponad minimum, taka zimna służbowość. Tak powiedziane i tak musi być, bez dyskusji. Lily ma rację, ja chyba nie mogę pracować gdziekolwiek. Oni by się kłócili, kto ma poodkurzać, a ja bym wracała z pracy i musiałabym to robić, bo oni by byli poobrażani na siebie wzajemnie.
                  • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 11:59
                    I takiego faceta wzięłaś? Z beznadziejnym podejściem? Straszne, po co to zrobiłaś dziecku i sobie? Mój mąż też nie jest ojcem mojego syna, ale dla mnie (i związku) kluczowa była relacja między panami. Matka nie może być totalnie zaślepiona, żeby nie patrzeć na to z kim się wiąże i jak wyglądają wzajemne relacje.
                    • mildenhurst Przecież Ona opisuje faceta subiektywnie 24.03.15, 12:02
                      z podejściem do pracy, z oczekiwaniami wobec innym można stwierdzić, że obraz faceta jest równie zniekształcony jak cała reszta. Oczywiście nie spod wymarzonego szablonu więc automatycznie źle jak ci pracodawcy, którzy autorki nie potraktowali z należytym jej i jej wykształceniu szacunkiem. Ja bym na facecie psów nie wieszała.
                      • astomi25 Re: Przecież Ona opisuje faceta subiektywnie 24.03.15, 12:06
                        Ale na facecie nikt psow nie wiesza.
                        Jesli juz to na autorce, ze sobie takiego wziela.
                        No serio, ale ja bym nie mogla byc z kims, kto by nie mial dobrych relacji z moimi dziecmi, kto by olewal obowiazki domowe i byl zadowolony z najnizszej pensji. Bo do tego ma na glowie komornika! Az strach zapytac ile mu z tej najnizszej zostaje.
                        • mildenhurst Re: Przecież Ona opisuje faceta subiektywnie 24.03.15, 12:09
                          a kto wie jak realnie on funkcjonuje, może te opisy to takie same żale autorki jak na resztę.
                          • kota_marcowa Re: Przecież Ona opisuje faceta subiektywnie 24.03.15, 12:46
                            Też tak myślę, z opisów wynika, że facet jest całkiem normalny, powiedzmy poza zarobkami, a autorka ma niegrzecznego, roszczeniowego bachora, kropka w kropkę, jak ona sama. Można zauważyć, że wręcz pochwala brak szacunku do ojczyma, a dziecko po prostu wie na co sobie może pozwolić i kopiuje zachowania matki.
                      • zuleyka.z.talgaru Re: Przecież Ona opisuje faceta subiektywnie 24.03.15, 12:07
                        No ale jak jej nie odpowiada to niech zmieni faceta. Proste jak drut. Szczególnie, że raczej się tam wszyscy nie darzą sytuacją.
                        Nie wyobrażam sobie powiedzieć "lubię spędzać czas albo z synem albo z mężem, razem jest jakoś dziwnie" - z takiej wypowiedzi nie wyłania się nic pozytywnego.
                        • kota_marcowa Re: Przecież Ona opisuje faceta subiektywnie 24.03.15, 12:47
                          No bardzo dziwny układ. Ja się dziwię, że ten facet jeszcze nie zwiał.
                    • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:07
                      Z początku to wyglądało pozornie dobrze. Mi się wydaje, że partner podkreśla w ten sposób swoją wagę, która od momentu tych wszystkich drobnych spraw, które wywinął, jest sukcesywnie umniejszana. Młoda za nim po prostu nie przepada. Ale ona powiedziała, że nie za to jaki jest, tylko za to, że ja miałam przez niego problemy. Nie wiem co mam napisać. Bo on jest z innego miasta, gdy przyjeżdżał w weekendy było dobrze między nimi. Zaczęło się, gdy poszliśmy "na swoje". Wiesz, w weekend każdy może odegrać sztuczną scenkę, a i tak życie potem zweryfikuje. Też nie chciałabym być wiecznie sama, bo córka może "nie polubić" kolejnego partnera (oczywiście o ile byłby taki).
                      • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:08
                        Nie chcesz być wiecznie sama, więc chwytasz się brzytwy? To chore.
                      • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:12
                        JUż po potrąceniach ma najniższą. Co do córki: ZE MNĄ ma wspaniałe relacje. I z pozostałymi ludźmi też. Partnera nie lubi. Ona jest dla niego nieprzyjemna, on dla niej służbowy, ani dobry ani zły. I nie wychowuję bachorzycy, jak to ktoś napisał. Ona po prostu odwzajemnia jego słowa typu "leń śmierdzący", ona do niego "ty też leń, bo mało zarabiasz, gdybyś zarabiał więcej, mama nie musiałaby tyle pracować".
                        • mildenhurst Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:13
                          o rany, ale się facet władował. Kobieta odrealniona i jej córka wierna kopia.
                        • afro.ninja Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:24
                          ad.a6 napisał(a):

                          > JUż po potrąceniach ma najniższą. Co do córki: ZE MNĄ ma wspaniałe relacje. I z
                          > pozostałymi ludźmi też. Partnera nie lubi. Ona jest dla niego nieprzyjemna, on
                          > dla niej służbowy, ani dobry ani zły. I nie wychowuję bachorzycy, jak to ktoś
                          > napisał. Ona po prostu odwzajemnia jego słowa typu "leń śmierdzący", ona do nie
                          > go "ty też leń, bo mało zarabiasz, gdybyś zarabiał więcej, mama nie musiałaby t
                          > yle pracować".

                          nie dziw sie ze on nigdy jej nie polubi...
                        • wasp20 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:29
                          "ty też leń, bo mało zarabiasz, gdybyś zarabiał więcej, mama nie musiałaby tyle pracować".
                          O quuuuuuuuuuuu...
                          I nadal nie widzisz niczego niewłaściwego?
                          • nihiru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:42
                            Ja też jestem w szoku. O ile jeszcze ten tekst o wynoszeniu śmieci można jakoś usprawiedliwiać, to tego, że 10-latka ocenia, kto ile zarabia jest po prostu nie do ogarnięcia.

                            Ale potwierdza się to, co forumki już wcześniej wytknęły - mamunia zapatrzona w córeczkę, całe swoje życie ustawia pod nią. I partnera też.

                            ------------------------------------------------------
                            forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
                        • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:30
                          Że też ten facet jeszcze przy Tobie tkwi. Ale za 2-3 lata się zawinie, bo nie wyrobi w takim domu.
                          • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:43
                            Zuleyka: w jakim domu? że czegoś wymagam? że chciałabym więcej niż jego najniższa? sad szkoda, że większość jest po jego stronie. Ja jestem najwidoczniej od zapier.....nia. Równi są i równiejsi. Cóż, taki los.
                            • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 15:24
                              Skoro stawiasz się w takiej pozycji - nie będę z tym dyskutować.
                        • beatrycja.30 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:34
                          ad.a6 napisał(a):

                          > Ona po prostu odwzajemnia jego słowa typu "leń śmierdzący", ona do nie
                          > go "ty też leń, bo mało zarabiasz, gdybyś zarabiał więcej, mama nie musiałaby t
                          > yle pracować".

                          O boże
                        • astomi25 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:44
                          Cos tu BARDZO zgrzyta.
                          10 letnie dziecko nie powinno wiedziec ile ktos zarabia, serio! A juz teksty ze powinien wiecej zarabiac to ty bys nie musiala, no sorry`? Musiala gdzies to uslyszec.
                          Przykre.
                          • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:52
                            Gdzieś? Ja to mówię na codzień. Nie ma w tym nic dziwnego, bo jest mi z tym źle. Próbuję prosić, grozić, straszyć - ale jemu jest tak dobrze. Wysprzątane, ugotowane. Kiedyś nawet powiedziałam, że teraz ja pójdę do pracy za 1200. On na to: "no to pójdziesz", a ja "no to będzie nędza". Jemu wszystko obojętnie. Obojętność jest najgorsza.
                            • nihiru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 13:07
                              Słuchaj - to co Was trzyma razem? Skoro żadnej korzyści z jego obecności w Waszym domu nie ma, to czemu go jeszcze nie pogoniłaś?
                              • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 13:23
                                nihiru: ja naprawdę myślę, że to się zmieni. Są fajne chwile, weekendy, wieczory, wakacje. A potem warknie na młodą o głupotę. Serio, ja uważam, że żeby warczeć na czyjeś dziecko trzeba wnieść wiele więcej do relacji niż "mieszkam z mamą". Tym bardziej, skoro się do czyjegoś mieszkania nic fizycznie nie wniosło, śpi się pod czyjąś pościelą i ogląda się czyjś telewizor. Myślałam, że to jakoś zauważy, że przy mnie się postawił na nogi, odżywił, zadbał o siebie i wygląda jak pączek w maśle, w porównaniu do tego, z czym przyszedł. Myślałam, że doceni.
                                • saphire-2 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 13:31
                                  ad.a6 napisał(a):

                                  > Tym bardziej, skoro się do czyjegoś mieszkania nic fizycznie nie wniosło, śp
                                  > i się pod czyjąś pościelą i ogląda się czyjś telewizor. Myślałam, że to jakoś z
                                  > auważy, że przy mnie się postawił na nogi, odżywił, zadbał o siebie i wygląda j
                                  > ak pączek w maśle, w porównaniu do tego, z czym przyszedł. Myślałam, że doceni.


                                  Matka uzdrowicielka wink
                                  a sam uzdrawiany ma cię w d...upie
                                  • zuleyka.z.talgaru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 15:25
                                    No wiadomo. Kto wie czy to nie ona naciskała żeby zamieszkali razem itp. itd. facet dla świętego spokoju się zgodził i teraz ma przefikane.
                        • jesienna.nuta Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 13:25
                          JUż po potrąceniach ma najniższą. Co do córki: ZE MNĄ ma wspaniałe relacje. I z pozostałymi ludźmi też. Partnera nie lubi. Ona jest dla niego nieprzyjemna, on dla niej służbowy, ani dobry ani zły. I nie wychowuję bachorzycy, jak to ktoś napisał. Ona po prostu odwzajemnia jego słowa typu "leń śmierdzący", ona do niego "ty też leń, bo mało zarabiasz, gdybyś zarabiał więcej, mama nie musiałaby tyle pracować".


                          Trzeba było od razu napisać, że masz patologiczna rodzinę.
                          Loverowi potrzebna jest natychmiast mapa i zegarek.
                          Mapa, żeby zwiał, gdzie pieprz rośnie, a zegarek, żeby to zrobił w pięć sekund.
                      • mildenhurst Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:12
                        kobieta bez faceta nie staje się żadnym odpadem. Popracuj nad sobą.
                      • jesienna.nuta ad.a6 - pytam tak z ciekawości 24.03.15, 13:20
                        Jak możesz sypiać z kimś, kogo nie szanujesz i zwyczajnie nie lubisz?
                        • ad.a6 Re: ad.a6 - pytam tak z ciekawości 24.03.15, 13:44
                          Nie powiedziałam że nie szanuję i nie lubię. Chwilami jestem zwyczajnie zła i wlaśnie wtedy piszę.
                  • afro.ninja Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:07
                    Mysle, ze jestes bardzo gleboko niepogodzona ze soba, jesli zyjesz z facetem, ktory ci nie odpowiada i praca wciaz nie przynosi ci satysfakcji.
                    Nie wiem, wolalabym zyc sama z dzieckiem, niz z facetem, ktory ma zawsze fochy i nie jest ojcem mojego dziecka. Nie trzeba z nim koniecznie zrywac, ale mieszkac tez raczej nie...
                    • astomi25 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:41
                      Tez nie rozumiem.
                      Powiem Ci na swoim przykladzie. Zostalam sama z dwojka dzieci, bylam tak zla i rozzalona na caly swiat ze postanowilam nigdy z nikim sie nie zwiazac. Minely 2 lata, mialam jakies tam przygodne romanse, ale nigdy nie chcialam z nikim byc na stale. Postawilam tak wysoko poprzeczke (ma byc porzadnie wyksztalcony, kochac moje dzieci, byc zabawny, przystojny i miec dobra prace tongue_out) ze bylo dla mnie jasne: takich mezczyzn nie ma. I bylo mi z tym postanowieniem dobrze. Bo jak juz spadac to z baaardzo wysokiego konia.
                      I co? Jednak sie okazalo ze tacy ludzie istnieja. Opieralam sie dosc dlugo, ale ujal mnie stosunkiem do dzieci. Ktoregos dnia stwierdzilam ze chcialabym zeby tak bylo zawsze.
                      I jest. Minely juz 4 lata, jest tak samo jak na poczatku, a nawet lepiej bo dochwalismy jeszcze jeszcze jednej pociechy.
                      Pisze o tym dlatego, zeby ci pokazac ze bycie samej to nie katastrofa. Mi bylo dobrze, radzilam sobie sama, lepiej poznalam siebie. Nie wyobrazam sobie byc z kims tylko dlatego zeby nie byc sama!
                      Ale bedac sama masz szasne poznac tego kogos, kto naprawde o was zadba.
                      Pamietaj ze prowizorki nie sa dobre: spelniaja wprawdzie swoja role, ale wade maja taka ze zapomnina sie o tych prawdziwych rzeczach. A prowizorki przestaja sie rzucac w oczy, i tak sobie po prostu sa.

                      Tak jak z moja lampa w jednym z pomieszczen- szukam tej wlasciwej, a tu 7 rok juz mija i nadal ta wstrena wisi big_grin
                      Ale swiecic swieci, nie?
                      • ad.a6 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 12:48
                        Astomi, masz rację. Mi chyba chodzi tylko o jedno w tym przypadku. O to, by się bardziej o nas starał. O to bym ja nie musiała tyle. Ola przyjdzie ze szkoły, z godzinkę pogadamy i jak siądę to skończę o 21. Tu jest problem. I wtedy padają teksty "bo gdyby on więcej zarabiał, to ja bym mogła z tobą więcej czasu spędzić". I co, poznam kogoś i zapytam "a zapewnisz nam bezpieczeństwo i stabilizację?". Zbędzie mnie śmiechem.
                        • nihiru Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 13:02
                          > zić". I co, poznam kogoś i zapytam "a zapewnisz nam bezpieczeństwo i stabilizac
                          > ję?". Zbędzie mnie śmiechem.

                          I będzie miał rację.
                          Z każdego Twojego postu wyłania się obraz bluszcza, który szuka kogoś, dookoła kogo będzie się mógł owinąć.
                          Są faceci, którzy lubią tego typu kobiety - chociażby maż Kościotrupa (przeczytaj sobie sąsiedni wątek), ale nie sądzę, żeby znalazł się jakiś chętny do utrzymywania cudzego dziecka.

                          ------------------------------------------------------
                          forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
                        • astomi25 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 13:02
                          To nie chodzi "tylko o to zeby sie bardziej staral"
                          To nie tylko, to AZ. Przeciez to jedno z wazniejszych filarow zwiazku. W tym mozna zawrzec wiele rzeczy, staram sie a wiec chce i dokladam wszelkich staran, aby nasz dom funkcjonowal dobrze, byl cieply. Zeby bylo do go garnka wlozyc ale i za co wyjechac na wycieczke. Zeby byla dobra atmosfera czyli "posprzatam, zeby X po przyjsciu z pracy mogla sie odprezyc w wannie, anie lapac za szmate"
                        • astomi25 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 24.03.15, 13:06
                          Alez oczywiscie ze nie zapytasz! Zdanie sobie wyrobisz na podstawie obserwacji, to naprawde szybko widac czy facet szuka sobie laski do seksu i zeby nie byc sam, czy przyjmuje ja z calym dobrodziejstwem inwentarza (dziecko) i wie ze musi do tego wspolnego domu sie przylozyc. Nie tylko zarobkami.
                          Poza tym to nie tak ze facet musi zapewnic stabilizacje, mloda jestes tez pracujesz. Ty tez dokladasz kamyczek do tego ogrodka.
                          Stabilzacje rozumiem poprzez odpowiednie wyksztalcenie np. Straci obecna prace to znajdzie bez problemu inna.
                          Rozumiesz?
                • rosapulchra-0 Re: Dla mnie ten watek tez jest przerazajacy 25.03.15, 15:36
                  Hehehe, tylko czekałam na tego typu wypowiedzi big_grinbig_grinbig_grin
    • winniepooh Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 12:50
      jesteś strasznie roszczeniowa i masz przewrócone w głowie
      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 12:53
        Bo? chciałabym żeby facet zarabiał więcej? Żyjesz za 1200? to gratuluję, bo ja nie umiem.
        • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:04
          Ja też bym chciała, żebym mój maż zarabiał więcej niż obecnie. Ale nie ciosam mu codziennie kołków na głowie i nie traktują go pogardliwie tylko dlatego, że zarabia mniej niż ja bym chciała.
          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:15
            Ciosam mu kołki bo jemu jest dobrze tak jak jest. TU jest problem. Jeszcze ani razu nie mówił, ani nie widziałam, ani nie odniosłam w ogóle żadnego wrażenia, żeby się martwił TYM ile zarabia. Dostaje jeść to co by chciał, to on traktuje pogardliwie, bo serem i serkami topionymi gardzi, 25 dkg dobrej szynki starcza na jedno śniadanie. Zwróciłam delikatnie, czy sama wędlina istnieje, on na to że rzyga serem. Czy naprawdę nikt tu nie rozumie że chciałabym żeby on poczuł jakąś odpowiedzialność? I właśnie, dziecko to mówi bo słucha, bo ma dosyć, i wtedy przy najbliższej okazji wygarnia, że mama się martwi, a on nie.
            • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:18
              ale chwile jesli jemu jest dobrze jak jest a Tobie nie to odpusc. Znaczy nie pasujecie do siebie. Na sile czlowieka nie zmienisz! ciosanie kolkow na glowie niczego w tej sytuacji nie zmieni.
            • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:19
              Ok, rozumiem, że się wściekasz. Czego nie rozumiem - tego że ciągle z nim jesteś.
              Skoro do tej pory ciosanie kołków nie przyniosło żadnych efektów, to albo trzeba zmienić taktykę, albo zmienić faceta.
            • beatrycja.30 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:19
              ad.a6 napisał(a):

              > Dostaje jeść to co by chciał, to on traktuje
              > pogardliwie, bo serem i serkami topionymi gardzi, 25 dkg dobrej szynki starcza
              > na jedno śniadanie. Zwróciłam delikatnie, czy sama wędlina istnieje, on na to ż
              > e rzyga serem. Czy naprawdę nikt tu nie rozumie że chciałabym żeby on poczuł ja
              > kąś odpowiedzialność? I właśnie, dziecko to mówi bo słucha, bo ma dosyć, i wted
              > y przy najbliższej okazji wygarnia, że mama się martwi, a on nie.



              Jesteś z nim od kilku lat?
              • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:26
                Tak, jestem z nim od kilku lat. Przyprowadził się do mnie z innego miasta. Z początku nie mógł znaleźć pracy i to już mnie zdziwiło, bo jak rozmawialiśmy przez gg to wychodził z założenia że on jest obrotny, umie, to i to i jeszcze tamto, to ja myślę, aha, facet w porządku, pracujący, uczciwy, niepalący, niepijący, dobrze rokuje. Rzeczywistość mnie lekko zszokowała. Poznalismy się przez Internet.
        • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:15
          skoro żyjesz to chyba jednak umiesz, chyba, że ponad stan, a to już głupota. Czy coś poza chciałabym masz coś do zaoferowania.
          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:18
            Mam na myśli to JEGO 1200. Bo JA żyję za więcej. Żyjesz za tyle? W ogóle czuję jakieś święte oburzenie, że jak można nie umieć żyć za najniższą, a gdy kobiety żalą się na forum Oszczędzamy, że mają mało, to pada jedyna słuszna odpowiedź: niech mąż dorobi. Tu nie? Łapki oderwało?
            • beatrycja.30 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:20
              to nie jest mąż
            • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:26
              kobieto. naczytałaś się w internecie różnych opinii, postaw życiowych i losów. Niestety nie potrafisz wyciągnąć z doświadczeń innych niczego dla siebie. Twoja sytuacja może być diametralnie różna od tych z oszczędzania, a Ty chcesz mieć jak inni i ślepo kopiujesz metody, które w Twoim przypadku się nie sprawdzają. Jeszcze jedna uwaga odnoście Twojego nauczania, nie masz sukcesów w tej dziecinie, odpuść sobie edukację innych.
              • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:28
                Kolejny przytyk? To jest jedyne co robię i co mi przynosi dochód. Nigdy nie miałam szczęścia do mężczyzn. Zaufałam a szybko.
            • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:27
              Nie rozumiemy się.
              Od kilkudziesięciu postów kilka osób Ci tłumaczy, że skoro facet nie radzi sobie jako "głowa domu" to nie warto się go trzymać. Nikt nie mówi - co sugerujesz - że Ty jedynie powinnaś za..dać a on może siąść i czytać gazetę.

              Natomiast biorąc pod uwagę wszystko, co napisałaś w tym i poprzednim wątku widać, że sama najchętniej siedziałabyś w domu z córeczką, a facet żeby Was utrzymywał. A jeśli się tak nie da, to przynajmniej żebyś miała pracę do 15-ej, niezbyt wymagającą za to dobrze płatną. A tak się nie da.

              ------------------------------------------------------
              forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
              • jagienka75 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:30
                że skoro facet nie radzi sobi
                > e jako "głowa domu" to nie warto się go trzymać. Nikt nie mówi - co sugerujesz
                > - że Ty jedynie powinnaś za..dać a on może siąść i czytać gazetę.



                już widzę ten tabun mężczyzn, którzy w kolejce się będą ustawiać do kobiety z dzieckiem.
                i to jeszcze kawalerów bez zobowiązań!
                • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:33
                  No właśnie, Jagienka, masz rację. Więc mam wybór, albo tkwić w tym co tkwię, albo być sama z córką i zapier...lać jeszcze więcej. Właśnie, przecież kobieta po 30tce, podobno wyglądająca młodziej niż jest, to towar wybrakowany. Masz rację Jagienka.
                  • saphire-2 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:34
                    A nie pisałaś 2 miesiące temu na innym forum że go zostawisz?
                  • mildenhurst ad.a6 24.03.15, 13:36
                    czy ktoś postronny potwierdził choć w jakimś procencie, że faktycznie jesteś tak idealna za jaką się uważasz?
                    • ad.a6 Re: ad.a6 24.03.15, 13:39
                      a się uważam? To że pracuję , gotuję, ogarniam wszystko, a facet odsiedzi 8 godzin i ma wyjechane, nie znaczy że nie ma pomóc? Gdzie ci faceci, którzy zarabiają więcej?
                      • kota_marcowa Re: ad.a6 24.03.15, 13:42
                        Gdzie ci faceci, którzy zarabia
                        > ją więcej?

                        Zajęci big_grin
                      • mildenhurst Re: ad.a6 24.03.15, 13:44
                        nie takie było pytanie.Nie w temacie odpowiadasz.
                      • lauren6 Re: ad.a6 24.03.15, 13:44
                        Tak sobie czytam ten wątek.
                        Facet nie jest twoim mężem, ani ojcem córki. Mieszkacie razem, pewnie dokłada się do rachunków, a tak poza tym to ty musisz go obsługiwać.
                        Po co ci taki facet?
                        Kopnij to w tyłek, przecież samej będzie ci lżej, mniej obowiązków. Od razu będziesz mieć więcej luzu jak odejdzie ci sprzątanie po chłopie. Nie nastawiaj się, że od razu muszą być jakieś nowe portki w domu. Lepiej być samej niż z takim trutniem.
                  • jagienka75 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:41
                    Właśnie, przecież kobieta po
                    > 30tce, podobno wyglądająca młodziej niż jest, to towar wybrakowany. Masz rację
                    > Jagienka.

                    tu nie chodzi o to, że jesteś "wybrakowana", ale tzw "single" nie chcą wchodzić w związki z osobami, które mają dzieci.
                    przed laty koleżanka umawiała się z facetem po 30stce, no fajny/świetny/super i w ogóle. do tańca i do różańca, ale kiedy jej powiedział, że ma córkę w wieku szkolnym ( rozstał się z matką dziewczynki), kobieta wzięła nogi za pas i tyle ją widział.
                    jak się potem wyraziła, nie będzie sobie brała na garba gościa z dzieckiem, bo ona nie ma zamiaru wychowywać cudzych dzieci, tylko własne.
                    więc to wywalanie obecnego faceta z chałupy i szukanie sobie jelenia, by na Was zarabiał, raczej nie wypali.
                    • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:43
                      Jagienka, nigdzie nie napisałam, by na nas zarabiał, tylko by zarabiał więcej. By była równowaga. Dodam jeszcze, że bardzo chciałby ślubu i swojego dziecka. Za co on chce utrzymać swoje dziecko? za tę najniższą?
                      • jagienka75 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:52
                        ad.a6 napisał(a):

                        > Jagienka, nigdzie nie napisałam, by na nas zarabiał, tylko by zarabiał więcej.


                        nawiązuję do wypowiedzi osoby, która radzi Ci wyrzucić dotychczasowego partnera z domu. tej, która się dziwi, że go jeszcze trzymasz zamiast wywalić za drzwi, czy jakoś tak.
                        mam brata, który ma 33 lata. na pytania, kiedy w końcu się ożeni i będzie miał dzieci potrafi odpowiedzieć, że jak ma sobie brać pierwszą lepszą nawiedzoną/roszczeniową wariatkę, , to on woli być sam.
                        • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:57
                          > nawiązuję do wypowiedzi osoby, która radzi Ci wyrzucić dotychczasowego partnera
                          > z domu. tej, która się dziwi, że go jeszcze trzymasz zamiast wywalić za drzwi,
                          > czy jakoś tak.

                          Ale ja radziłam tylko, żeby trutnia wyrzucić - nie radziłam szukać nowego faceta, bo szanse na znalezienie takowego oceniam dokładnie tak samo jak i Tywink.
                      • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:54
                        > By była równowaga. Dodam jeszcze, że bardzo chciałby ślubu i swojego dziecka. Z
                        > a co on chce utrzymać swoje dziecko? za tę najniższą?

                        No więc już masz argument. Zamiast bez sensu się awanturować, jak tylko on wspomina o dziecku, to mu mówisz słodko "jak tylko sytuacja finansowa się nam poprawi". Jak chce wędlinki na śniadanie, to mówisz "no niestety, w budżecie takie luksusy się nie mieszczą".

                        No nie wierzę, że wtedy też mu będzie obojętne.
                    • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 15:32
                      O, to wychodzi, że powinnam swojemu mężowi pomnik wdzięczności wystawić big_grin
                      Bo "nie zwiał" myhyhy.
                  • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:43
                    > No właśnie, Jagienka, masz rację. Więc mam wybór, albo tkwić w tym co tkwię, al
                    > bo być sama z córką i zapier...lać jeszcze więcej. .

                    Ale przynajmniej nie będziesz miała ciągle kwasów w domu.
                    Generalnie, cały ten wątek to takie skarżenie się, że miało być jak w bajce, a tu książę mocno wybrakowany i samemu trzeba zasuwać. No niestety. Ale skoro wyszło jak wyszło, to trzeba zakasać rękawy i sobie radzić, a nie siąpać nosem że mąż powinien się postarać a pracodawca powinien lepiej płacić i mniej wymagać.

                    ------------------------------------------------------
                    forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
              • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:31
                A może chciałabym zamienić się z facetem rolami? On idzie na 8 godz pracy biurowej i ma wy...ane. Ja nie mogę? CO zrobić, by on poczuł "przymus" jak wielu innych mężczyzn, co pracują fizycznie, kładą kostkę brukową, pracują za granicą. To mam na myśli.
                • saphire-2 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:32
                  ad.a6 napisał(a):

                  > CO zrobić, by on poczuł "przymus" jak wielu inn
                  > ych mężczyzn, co pracują fizycznie, kładą kostkę brukową, pracują za granicą.


                  Wymienić na lepszy model wink
                • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:37
                  nic, daj chłopowi czas , sam zmądrzeje i się zabierze.
              • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:34
                da się, założę się, że wyczytała to gdzieś, że koleżanki tak mają i ona też by chciała, przecież stale powtarza CHCIAŁABYM. Wszystko by chciała a to co musi i powinna ignoruje, zarzuca noskiem i jeśli nie widzi to nie istnieje, focha strzeli , pójdzie do chorej matki i powyje się kolejny dzień to jej facet pachnie i zarabia najniższą, a w innych domach to baba pachnie spędza czas z 12 letnim dzieckiem, a mąż przynosi kasę o chałupę ogarnia.
            • jesienna.nuta Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:36
              "niech mąż dorobi. Tu nie? Łapki oderwało?"

              A Tobie oderwało? Dorób, jak Ci mało.
              Pan żyje za 1200 - starczy mu. Co on ma? Kąt przy kiepskiej rodzinie, sprząta za to, gotuje i obsługuje bezczelną, źle wychowaną małolatkę, zapewne sypia z Tobą, jada tanią wędlinę, a każdy kęs jest mu wypominany. Przecież za SWOJE je.
              Sama jedz topione serki jak lubisz i nie boisz się konsekwencji.

              Na takie życie, jak pan ma - 1200 w zupełności wystarczy.
              A na siebie i swoją połowę córuni sama zarób - i po krzyku.
              • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:38
                bezczelna jesteś. Króla trza obsługiwać, jasssne.
                • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:40
                  Ona bezczelna, a ty głupia.
                • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:42
                  zapomniałam dodać, że facet jeździ dobrym autem. Kupionym za swoje 1200? Bo chyba na swoje to on zarabia. Masakra. Twoje, moje. A gdzie nasze?
                  • jesienna.nuta Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:45

                    > zapomniałam dodać, że facet jeździ dobrym autem. Kupionym za swoje 1200? Bo chy
                    > ba na swoje to on zarabia. Masakra. Twoje, moje. A gdzie nasze?

                    FACET - TAK SĄDZISZ O KIMŚ Z KIM DZIELISZ ŻYCIE?
                    Facet ma auto i nie wiesz za co kupił?
                    Donieś do US.

                    Kończę tę dyskusję, bo nie warto dalej jej ciągnąć.
                    • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:52
                      Hehe wiem, za co kupił. To znaczy wiem, ca co ja kupiłam. Ot co.
                      • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 16:34
                        A dlaczego on jeździ dobrym autem które ty kupiłaś? Tu piszesz tak jakbyś była z tego faktu niezadowolona. Jemu to powiedziałaś czy tylko nam na forum?
                • jesienna.nuta Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:42
                  Ty jesteś bezczelna.
                  Ten król obsługuje nie swoją córunię - ciekawe, kiedy mu się znudzi.

                  Patologia.
                • verdana Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:43
                  Nie wierzę. Uważam, ze Ada to całkiem inteligentny troll. Nie istnieje możliwość bycia aż tak głupią w rzeczywistości. Całkiem ładna kreacja.
                  • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:44
                    Albo psychiczna.
                  • jesienna.nuta Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:46
                    Verdano. Oby to był Troll.
                    Obawiam się, ze ona jest jak najbardziej realna.

                    Aż strach się bać
                  • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:50
                    Nie podejrzewałabym Ciebie, Verdana, o to co piszesz, zwłaszcza że czytam Cię ładnych parę lat i zawsze ceniłam. Przyszłam po poradę a dostałam kupę szamba na głowę. Bo chciałam dobrze, bo przyjęłam pod dach faceta który przez Internet wykreował zayebistą osobowość, której okazał się nie mieć. Ale pokochałam i się przyzwyczaiłam, i najzwyczajniej w świecie głupio mi na spokojnym osiedlu wystawić mu rzeczy za drzwi. Staram się jak mogę chociaż czuję że to mnie przerasta. Jednocześnie chodzi do mnie na lekcje laska, której facet z Anglii sponsoruje wszystko. Laseczka świeżo pi liceum. W życiu nie zarobiła ani grosza. ONa wyładniona, wypachniona, fryzjer codziennie, bo przecież on przysyła, a ja po całym dniu padnięta. No tak, ona jest inteligentniejsza, bardziej wykształcona? Jaki jest do cholery sekret takich panieniek?
                    • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:54
                      Młodsza, ładniejsza, bez dziecka i co najważniejsze, zapewne sympatyczniejsza.
                      • jesienna.nuta Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:56
                        big_grin
                        BINGO.
                    • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:04
                      > Nie podejrzewałabym Ciebie, Verdana, o to co piszesz, zwłaszcza że czytam Cię ł
                      > adnych parę lat i zawsze ceniłam. Przyszłam po poradę a dostałam kupę szamba na
                      > głowę

                      Nieprawda, nie przyszłaś po poradę, tylko się wyżalić, że nikt nie chce Ci dać pracy od 8 do 15 za 3 tys. zł. Przy czym jedyne co potrafisz i czym chcesz się zajmować to niemiecki.
                      Dostałaś radę - żeby się przeorganizować i skupić na tłumaczeniach a nie korepetycjach, ale wolisz nadal narzekać.

                      > wszystko. Laseczka świeżo pi liceum. W życiu nie zarobiła ani grosza. ONa wyład
                      > niona, wypachniona, fryzjer codziennie, bo przecież on przysyła, a ja po całym
                      > dniu padnięta. No tak, ona jest inteligentniejsza, bardziej wykształcona? Jaki
                      > jest do cholery sekret takich panieniek?

                      No i wyszło szydło z workabig_grin
                    • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:05
                      No tak, ona jest inteligentniejsza, bardziej wykształcona? Jaki jest do cholery sekret takich panieniek? a co jeśli tak właśnie jest? Przecież uczy się, niebawem wykształci się.
                      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:09
                        Ale ja TAKIEJ pomocy ze strony partnera nigdy nie będę miała. Chciałabym żeby mi ktoś wreszcie coś ułatwił. Większość mężczyzn uważa to za normalne, czy stać go na założenie rodziny, czy, gdyby pojawiło się dziecko, to on temu sprosta.
                        • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:12
                          Skąd masz takie wyobrażenie o mężczyznach. Masz przecież przykład ojca dziecka własnego, który jednak nie podołał.
                          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:13
                            Dlaczego nie podołał? znałaś go?
                            • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:16
                              no skoro własne dziecko ma w d...e i płaci alimenty to podołał? Znaczy chyba jedynie w kwestii zapłodnienia.
                            • pani.jezowa Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 02:17
                              Przecież pisałaś, że był alkoholikiem!
                          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:17
                            Dobra, z rozpędu nie doczytałam. Ojciec dziecka pił, typowy mundurowy. Dlatego się rozstaliśmy. Mój ojciec zmarł nagle. Po tym, co mi mój partner obiecywał, myślałam, że lepiej trafić nie mogłam. Moja mama miała rację "znalazł sobie idiotkę i się zakotwiczył bo z wiochy chciał uciec".
                        • verdana Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:17
                          Jesteś dorosła, nie zauważyłaś? Nikt Ci niczego nie ułatwi, na tym polega dorosłość. Większość kobiet to rozumie.
                        • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 15:35
                          Buahha, ale Ty naiwna jesteś. Albo zwyczajnie głupia.
                        • wasp20 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:26
                          Czytam i czytam... JAKIEJ pomocy nie będziesz miała? Sponsoringu? Ano nie. Bo żeby mieć sponsora musiałabyś być młodsza i bezdzietna.
                          Poza tym skoro facet Ci NICZEGO nie ułatwia, wystaw go za drzwi.
                          Mój mąż zarabia mniej niż ja. Dodatkowo ma dwoje dzieci na utrzymaniu. Nie uważam żeby jego obowiązkiem było utrzymywanie mnie. Ma obowiązek w połowie utrzymać SWOJE dziecko. Ja się utrzymam sama, bo po to Bozia dała mi rączki i mózg.
                          Mąż za to robi inne rzeczy, które są nie mniej ważne niż zarabianie pieniędzy. Tak wyszło.
                          Ty nie cenisz tego, co Twój partner robi. Ważne jest dla Ciebie ile zarabia. Nie zarabia i raczej nie będzie zarabiał tyle, ile Ty sobie życzysz. To po co z nim się męczysz?
                    • verdana Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:16
                      Nie szambo, tylko realną ocenę. Jeśli jesteś prawdziwa, to pora iść do psychiatry. Twoje widzenie rzeczywistości jest wypaczone. Nie o to chodzi, czy kochasz faceta, ale o to, zę chcesz zostać utrzymanką bogatego mężczyzny i uczysz córkę, ze facet jest wart tyle, ile przynosi do domu. Chcesz sponsora - cóż, jesli jesteś atrakcyjna, to możesz oczywiście zostać prostytutką - jesli to budzi Twoją zazdrość. Tylko to też jest ciężka praca. Nie szanujesz pracy, jaką masz i dziwisz się, ze nikt do pracy Cie w małej miejscowości więcej nie przyjmie. nie przyjmie, bo jesteś złym pracownikiem. W ogóle nie rozumiesz tego, ze nie masz 5 lat i świat nie kręci sie wokół Ciebie - ze aby coś mieć, trzeba nad tym pracować, a nie żyć iluzjami.
                      To nie jest normalne u dorosłej kobiety. Zatrzymałaś sie na poziomie nastolatki, krzywdzisz dziecko, demoralizując je. Jeśli jesteś prawdziwa, to jak najszybciej poszukaj fachowej pomocy dla siebie i dziecka.
                      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:21
                        Nigdzie nie napisałam, że chcę mieć sponsora, ani że chcę być prostytutką. Nie wyszło mi małżeństwo, myślałam że bedę miała spokój po prostu, ja się nie nadaję do wyścigu szczurów. A dziecka nie demoralizuję, wszczepiam jej shit detector, którego mi nikt nie wszczepił, na nieszczęście. Córka ma być ostrożna. Przede wszystkim. To jest proces odwrotny do demoralizacji. Mam nadzieję.
                        • verdana Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:25
                          Zazdrościsz sponsora i zastanawiasz sie, dlaczego tej lasce tak dobrze, a Tobie nie. To chore, naprawdę. I dziecko demoralizujesz, szkoda, zę tego nie widzisz. Za parę lat córka będzie podobnie traktować Ciebie także. A już teraz jawi się jako chamskie, antypatyczne i niewdzięczne dziecko, któremu nawet pomagać trzeba na jej warunkach i kłaniając się w pas. Ona też szczęśliwa nie będzie, bo uczysz ja, że jej sie tylko należy - a sama nie musi nic. Wszczepiasz jej pogardę do facetów, lenistwo i chamskie zachowania. A przy okazji także pogardę dla Ciebie. To sie nie moze dobrze skończyć.
                          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:29
                            Gdzie napisałam że jej wszczepiam lenistwo? coś przeoczyłam? Owszem leniwymi facetami gardzę, pijakami i wszelkimi nierobami, dostającymi zapomogi od państwa. Połowa Polski tak myśli, tylko niewielu ludzi mówi oficjalnie, bo dostanie tyle szamba w twarz co ja. Verdana, sorry, ja Cię naprawdę zawsze lubiłam i ceniłam. Serio twoerdzisz, że mężczyzna MA zarabiać 1200 i jest super?
                            • verdana Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:35
                              Wszczepiasz lenistwo, bo bronisz przed wyrzuceniem śmieci i pozwalasz zwalać to na faceta. Wszczepiasz, bo sama w pracy jesteś leniem - nie robisz nic ponad minimum. Wszczepiasz, bo tłumaczysz, że facet powinien pracować, żebyś Ty mogła pracować mniej - choć nie pracujesz po 10 godzin na dobę. Wszczepiasz, bo szukasz pracy, gdzie będziesz zarabiać szczególnie sie nie przemęczając. Cały czas pokazujesz, ze praca jest dla innych - nie dla Ciebie i nie dla córki. Praca jest zła, mecząca, nudna i lepiej ją zwalić na kogoś innego.
                              Uważam, ze facet nie jest maszynką do zarabiania. Jak sie go ceni i kocha, to zarobki nie są istotne , tym bardziej, że Ty masz na utrzymaniu dziecko, na które on łożyć nie musi. Jeśli zarobki sa najważniejsze, to sie z facetem, który zarabia 1200 zł nie jest. Tylko szuka bogatego.
                              • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 16:29
                                Autorki wątku, piszesz że tak dużo pracujesz. Nie jest to 3-4 godziny dziennie? Wiem co to jest udzielanie korepetycji, sama kiedyś tak pracowałam w podobnym rytmie jak ty ( tylko że mąż sporo robił i miałam wtedy jedno małe dziecko) i bardzo sobie tą pracę chwaliłam.
                          • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 15:36
                            Córka pojedzie do galerii i za loda będzie ogarniać sobie ciuchy...
                        • przystanek_tramwajowy Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:30
                          ad.a6 napisał(a):

                          > Nigdzie nie napisałam, że chcę mieć sponsora, ani że chcę być prostytutką

                          Ale taka praca jest dla ciebie wręcz wymarzona. Spełnia wszystkie twoje kryteria. Nie musisz wyjeżdżać, płatne po wykonaniu usługi. Przyjmujesz panów w domu, gdy dziecko jest w szkole. Daj ogłoszenie na odpowiednim portalu.

                          ---
                          Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
                          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:32
                            Przyszłaś poubliżać???
                            • cosmetic.wipes Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:10
                              Przystanek nie ubliża, tylko dobrze ci radzi. Korzystaj póki jeszcze jako-tako wyglądasz.
                      • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:22
                        po tych słowach powinno postawić się kropkę. Na czas terapii przynajmniej.
                        • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:25
                          Bo???? W dzisiejszych czasach stan konta niestety jest ważny, tylko ja się o tym za późno przekonałam. Twierdzisz inaczej?
                          • verdana Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:28
                            Jest ważny, ale nie wyłącznie i nie powinien być dla 10-latki. Czy 12-latki. Córka Toba też będzie pogardzać, jak Twój stan konta nie będzie stosowny do jej wyobrażeń. A i teraz za co ma szanować matkę, która związała sie z facetem, którego same nie szanuje? I która marzy o tym, aby nie być samodzielna i czeka na księcia na białym koniu? Która nie umie znależć pracy, choć przecież tylko pieniądze sie liczą?
                            • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:31
                              Nie umiem znaleźć pracy na etat, aczkolwiek radzę sobie inaczej. Tak czy siak pieniądze są. Nigdzie nie piszę że chcę sponsora. Powinna być zachowana równowaga. Kady mniej więcj po tyle samo a nie jedno wykorzystuje drugie.
                              • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:31
                                Miało być: każdy mniej więcej..... staram się pisać szybko bo się spieszę.
                              • verdana Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:36
                                O nie - Ty powinnaś zarabiać dwukrotnie więcej, bo masz dziecko. Równowaga oznaczałaby, ze on ma obowiązek utrzymywać Twoją córkę.
                                • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:43
                                  Czyli jak się ma dziecko to nie ma czegoś takiego jak wspólna kasa? I że mężczyzna po prostu dąży do założenia wspólnego gniazda, zawarcia małżeństwa? I że dla niego moje dziecko staje się wspólnym, bo kocha. Czyli równowagi nie może być bo ja mam dziecko? No wiesz, mam koleżankę z dzieckiem, wyszła za kawalera, wziął dziecko na swoje nazwisko, wyjechał do Afryki na 2 lata na kontrakt. Kasę przysyła. Ona w tym czasie mieszkanie zdążyła już kupić. NO tak, głupi facet według Ciebie, bo łoży między innymi na nieswoje dziecko?
                                  • verdana Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 15:11
                                    Nie. Jak facet nie jest Twoim mężem, nie jest też ojcem dziecka - to nie ma obowiązku utrzymywać dziecka. Wspólna kasa - tak, ale to Ty łożysz na dziecko 100% nie pół na pół z facetem, którego nawet to dziecko nie szanuje...
                                    Facet Twojej koleżanki jest OJCEM dziecka. Adopcja oznacza zobowiązanie. Mieszkanie z matką dziecka - absolutnie nie.
                                  • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 15:40
                                    Dokładnie. Twój facet nie ma ŻADNYCH zobowiązań finansowych wobec Twojej córki.
                                  • wasp20 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 19:47
                                    >Czyli jak się ma dziecko to nie ma czegoś takiego jak >wspólna kasa?

                                    Dokładnie tak. Ty masz swoją, on ma swoją i zrzucacie się na rachunki w stosunku 2:1 - Ty z córką 2 a on 1.

                                    > I że mężczyzna po prostu dąży do założenia
                                    > wspólnego gniazda, zawarcia małżeństwa?

                                    A co to ma wspólnego?

                                    > I że dla niego moje dziecko staje się wspólnym, bo
                                    > kocha.

                                    Bredzisz. Twoja córka nie jest i nie będzie jego dzieckiem. A z jej podejściem miłość do niej jest wykluczona.

                                    > Czyli równowagi nie może być bo ja mam dziecko?

                                    Niestety.

                                    > No wiesz, mam koleżankę z dzieckiem, wyszła za
                                    > kawalera, wziął dziecko na swoje nazwisko, wyjechał > do Afryki na 2 lata na kontrakt. Kasę przysyła. Ona w
                                    > tym czasie mieszkanie zdążyła już kupić. NO tak, głupi > facet według Ciebie, bo łoży między innymi na
                                    > nieswoje dziecko?

                                    To jego wybór. Rozumiesz słowo WYBÓR? Wybór czyli brak przymusu.
                                    Jednak z mojej perspektywy facet robi za jelenia. Chyba że ta koleżanka jest mega w porządku i człowieka bardzo kocha i szanuje.
                          • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:38
                            wierz mi, że masz większe problemy niż stan konta. Nie przyjmujesz tego co do Ciebie inni mówią/piszą, negujesz, ignorujesz zdanie innych obracając wszystko na swoją modłę. Jeśli nie masz argumentów to atakujesz przypisując autorstwo słów, które nie zostały wypowiedziane. Bezpośrednie zwroty w stylu ... nie spodziewałam się po tobie to jest manipulacja, próba wpędzenia w poczucie winy adwersarza. Masz ogromny problem z akceptacją rzeczywistości , a Twoje projekcje niestety tylko potęgują tą patologiczną sytuację. Ja nie mam nic więcej do napisania. Powodzenia.
                            • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:47
                              Czyli wszyscy oprócz dwóch osób uważają, że to dobrze że mężczyzna zarabia najniższą. Łaskę robi, że w ogóle jest, bo przecież jest dziecko, według Was diabeł wcielony, bo jest uczone że nie ma dać soba pomiatać, leniem nie jest odkurza sama, sprząta sama, choc czasem opornie jak wszystkie dzieci w jej wieku. Czyli mam dziękować niebiosom, że portki w domu, nie zważając na to co przynosi i ile do tego domu wkłada. TO właśnie jest patologia.
                              • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:51
                                z roszczeniami nie powinnaś kierować się do ojca dziecka? Jeśli masz takie wysokie koszta utrzymania wnoś o zwiększenie alimentów.
                                • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:56
                                  Mildenhurst: ja nie piszę, że nam czegoś brakuje. Ojciec dziecka płaci regularnie alimenty, nie takie niskie jak na nasze realia. Chodzi mi o to, by panowała równowaga, by mężczyzna poczuł że powinien. Ale skoro mu tak dobrze jak jest to nigdy w życiu nie poczuje. Rozumiesz już? Czy bierzesz udział w tym wątku, żeby mi dokopać, jak znakomita większość? Rozumiesz, że czasem czuję się wykorzystywana?
                                  • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 15:00
                                    wszyscy zrozumieli, że czujesz się wykorzystywana wówczas gdy Ty nie wykorzystujesz i tak po Twojemu wygląda równowaga. Masa głosów była, a Ty dalej przekonujesz, że ta masa się myli i stale coś tłumaczysz byśmy patrzyły tak jak Ty to widzisz. Nie ma tak. Ty patrz po swojemu, ale miej świadomość, że możesz masz wypaczoną optykę i to Ty możesz się mylić.
                                  • verdana Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 15:09
                                    Powinien pracować. Czy powinien zarabiać więcej w miejscowości, w której Ty żadnej pracy nie znajdujesz - trudno powiedzieć. Na pewno nie musi utrzymywać dziecka. Na pewno też nie ma obowiązku mieszkania z facetem, który nam nie odpowiada.
                                  • anorektycznazdzira Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 18:21
                                    Przecież jak Ci facet nie odpowiada, to możesz go zmienić. Z pracą to ciągle robisz, bo ciągle jest nie taka i jakoś nie masz z tym problemu. Chcesz inną, lepszą, taką, która da Ci przywileje i korzyści, czemu nie stosujesz tego do faceta?
                              • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 15:03
                                No wlasnie JA mowie juz po raz kolejny, ze postawa " obojetnie jakie portki byle portki" jest zenujaca i ze powinnas zadbac o siebie.
                                Ale to ty wlasnie odpowiadasz, ze sie przyzwyczailas, ze czasem jest fajnie, ze probujesz go zmienic... To jak w koncu jest?
                                • rosapulchra-0 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:37
                                  A ty jakie masz portki w domu? Pewnie idealne, co? suspicious
                    • anorektycznazdzira Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 17:44
                      > Laseczka świeżo pi liceum. (...) wyładniona, wypachniona, fryzjer codziennie, (...)
                      > Jaki jest do cholery sekret takich panieniek?

                      big_grinbig_grin Turlam się po podłodze!!!
              • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 13:49
                Juz nie przesadzaj. Ten pan nie jest wcale taki biedny, sila go zreszta nikt przy autorce watku nie trzyma prawda?
                Widocznie jednak te serki mu smakuja i wie jak sie ustawic.
                Autorka watku o ile wiem tez pracuje? I chyba zarabia wiecej?
                Wychowanej malolatki nie skomentuje - cios poniezj pasa.

                Ad.a6. moim zdaniem do siebie nie pasujecie. I nie mow, ze ciezko kogos znalezc jesli sie ma dzieci. Moim zdaniem wcale nie trudniej niz ich nie majac. Znam mnostow przykladow z najblizszego otoczenia kiedy samotna mama zwiazala sie z fajnym gosciem. Sasiadka ma 4 corki, od 3 lat w nowym zwiazku a facet zakochany po uszy we wszystkich.
                Przy tym to ja jestem pikus: mialam tylko dwojke. A tez bylam po trzydziestce.

                Podstawa jest zmiana nastawienia. Ale zeby to zmienic, trzeba najpierw zaczac siebie cenic i lubic.
                • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 15:43
                  Ja to już w ogóle pikuś - z jednym dzieckiem to tak jakby się nie liczyło tongue_out

                  Ale na siłę nie szukałam faceta, w ogóle go nie szukałam. Zjawił się mój książę i tak już zostało smile Inna sprawa, że łatwiej się zakochać w rezolutnym 4 latku niż w rozwydrzonej 12 latce....
    • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 14:14
      Ojciec partnera pił, nie mój. Mój zmarł gdy miałam 15 lat. Na zawał. Podczas pracy.
      • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 17:13
        Ad.a6
        Co jest twoim największym problemem?
        Brak pracy w szkole na etacie? ( przypominam że niekoniecznie codziennie o 15.00 będziesz wolna)
        Sam fakt że gotujesz, bierzesz, sprzątasz a popołudniami pracujesz a wolałabyś nie pracować a mieć pieniądze?
        Czy to że twój partner mało zarabia a chce dużo wydawać?

        Wyobraź sobie że rano masz pracę w szkole, po południu sprawdzasz klasówki i masz jeszcze jakieś korepetycje, czasem spotkanie nauczycieli i inne. Kiedy gotujesz obiad, kiedy bierzesz, robisz zakupy? Bo zdaje się partner tego nie zrobi?
        • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 17:15
          Pierzesz oczywiście
          Nie bierzesz
        • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:09
          Chcolate: tu właściwie jest kilka problemów. Po pierwsze - taki podstawowy, związany z niepewnością, która jest, gdy się prowadzi działalność, poszukiwanie nowych klientów, organizacja reklamy, wizytówki, ulotki (sama roznoszę, czasem przed południem, czasem w weekendy), ogarnianie całości - to co pisałaś (sprzątanie, gotowanie, pranie, pies, opłaty, przelewy), Przedpołudniami z reguły sprzątam, gotuję, zajmuję się psem, rano wyprawiam córkę do szkoły, jemy razem śniadanie, wstawiam pranie, wieszam/prasuję to co z poprzedniego dnia, gdy uda mi się wygospodarować czas bo np ugotuję na 2 dni, wtedy zajmuję się pozyskiwaniem klientów, czasem aktywnie pozyskuję, czasem są to tacy "z polecenia". Od 15-16 mam lekcje, wieczorem ogarnianie lekcji z córką, tzn sama robi, ale jej sprawdzam, omawiamy, czytamy, dyskutujemy o lekturze, potem, gdy ona śpi, ja zasiadam do tłumaczeń. Tak mniej więcej wygląda mój dzień. Dodam, że nie wszystkie przedpołudnia mam wolne, prowadzę też zajęcia w firmie, w siedzibie firmy przedpołudniem, zanoszę mamie zakupy, robię jakieś większe sprzątanie, np w zeszłym tygodniu okna.
          I teraz pewien kontrast. Partner rano wstaje, wyprowadza psa, bierze prysznic, je śniadanie, wychodzi do pracy. Wraca o 16. Czasem wyjdzie potem z psem, czasem nie. On ma już po dniu pracy, a ja jeszcze kilka/kilkanaście punktów do odhaczenia. Mam wrażenie, że gdybyśmy oboje pracowali przed południem, wówczas oboje ogarnialibyśmy razem mieszkanie po pracy. Mam poczucie krzywdy, nierównowagi. Nie wiem, jak to ująć, żebyście zrozumiały. Nie, nie chcę mieć sponsora, nie pracować. Tyle, że ja mam z reguły "upchany dzień", a on ma zawsze czas na wszystko, na muzykę, na książkę, na grę. Właśnie to ja dążę do wspólnoty, i np kupiłam lepszy samochód NAM, na wspólne wyjazdy, żeby poczuł, że te pieniądze się z niczego nie wzięły. Rozmawialiśmy niedawno o tym, on na to, że przecież TEŻ zarabia. Ale nie chodzi o to, żeby to było TEŻ, tylko w TYM SAMYM STOPNIU zaangażowania co ja.
          • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:32
            Wychodzi, ze on godzinowo pracuje wiecej niz Ty. Pracujesz tak naprawde niedlugo, skoro po rozpoczeciu pracy o 15-16 konczysz na tyle wczesnie, ze jeszcze z corka ogarniasz lekcje. To co robisz rano, wiekszosc ludzi robi po poludniu i tyle. Wracajac po 9-10godz nieobecnosci do domu. Sama piszesz, ze nie brak Ci pieniedzy, masz wysokie alimenty. A z facetem byc nie musisz jesli Ci nie odpowiada.
          • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:42
            > acować. Tyle, że ja mam z reguły "upchany dzień", a on ma zawsze czas na wszyst
            > ko, na muzykę, na książkę, na grę.

            O widzisz, jak tak piszesz, to brzmi sensowniej.

            Tylko wychodzisz ze złego założenia: jeżeli teraz partner widzi, że Ty harujesz całymi dniami, a nie poczuwa się żeby się bardziej przyłożyć do prac domowych, to nie licz na to, że jak byś pracowała do 16 i potem miała wolne, to by się zaczął poczuwać.
            Nie licz też na to, że od Twojego gadania nagle go oświeci, że powinien zacząć więcej zarabiać. Obecne status quo mu pasuje - on nie widzi powodu żeby cokolwiek zmieniać.
            Musiałoby mu się pogorszyć, żeby miał motywację.
            ------------------------------------------------------
            forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
            • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:47
              Dla mnie nie brzmi sensowniej. Facet ma po prostu zupelnie inny tryb pracy a pewnie i zupelnie inny charakter. Autorka brzmi jakby ja wkurzalo, ze on wraca z pracy i ma "wolne" a ona wtedy wlasnie zaczyna robote. Nienormowany czas pracy ma tez swoje ogromne zalety. Z opisu widac, ze facet tez angazuje sie w prace domowe ale jest jaki jest i sie nie zmieni. Nie ma wielkich ambicji, w tym finansowych, nie jest przebojowy ani specjalnie zaradny. I sie takim nie stanie.
              • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:53
                iskierka, masz rację. Dlatego nie chcę się z nim rozstawać, bo on bardzo poważnie traktuje swoją pracę, Widzę, że się tam stara, ma 3 tygodnie zaległego urlopu, ALE gdyby tak tę pracę zmienił na lepiej płatną i był w niej równie ambitny, co w tej, byłoby między nami znacznie lepiej. Albo np zapytał, "ile przyszło za gaz?", może wezmę rachunek i zapłacę po drodze? przecież te popołudniowe wolne mógłby sobie zapełnić. Ale nie, bo po co, skoro wszystko zrobione.
                • wasp20 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:59
                  Ty kobieto jednego nie ogarniasz. Ty MUSISZ więcej pracować i więcej zarabiać. Bo MASZ DZIECKO.
                  Nie on ma dziecko, nie Wy macie dziecko. TY masz dziecko.
                  Co w tym jest dla Ciebie niezrozumiałego?
                  Znajdź sobie faceta, który też będzie miał dziecko na utrzymaniu, zobaczysz jak facet jest ambitny i zapieprza żeby zarobić na siebie, alimenty i extrasy dla latorośli.
                  No tak, ale będzie wtedy będzie ból doopy, że on zapieprza, a kasa płynie do "cudzego domu" tongue_out
                • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:03
                  > u, ALE gdyby tak tę pracę zmienił na lepiej płatną i był w niej równie ambitny,
                  > co w tej, byłoby między nami znacznie lepiej.

                  A jest w ogóle taka możliwość? Bo dobra praca nie leży na ulicy i nie czeka (o tym chyba już na własnej skórze się przekonałaś).

                  A tak w ogóle to powtarzam po raz kolejny - skoro facet nic nie wnosi do Waszego życia, to dlaczego ciągle z nim jesteś? Bo z tego co piszesz, jedyne co Was łączy to Twoje przyzwyczajenie.

                  ------------------------------------------------------
                  forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
                • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:05
                  Moze ta prace zwyczajnie lubi? Poza tym normalne ma podejscie - jesli wszystko jest zrobione to po co ma sobie wyszukiwac zajecie?wink a Ty nie mozesz powiedziec - slonko/robaczku czy jak tam, wez idz po drodze zaplac rachunek? Skoro TY chcesz zeby on to zrobil?
                  • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:29
                    I tak samo - zamiast od rana wieszać pranie niech zostawi mu to pranie do powieszenia na popołudnie jak ona idzie na lekcje. Itp. itd. Jak on wraca do czystego domu gdzie wszystko jest zrobione to co on ma robic? smile
                • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:28
                  ad.a6 napisał(a):

                  > Dlatego nie chcę się z nim rozstawać, bo on bardzo poważn
                  > ie traktuje swoją pracę, Widzę, że się tam stara


                  aha
              • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:00
                No tak, ale kiedy ona ma "wolne", to nie siedzi przy grze albo przed telewizorem, tylko sprząta, prasuje, gotuje.

                Inna sprawa, że - po co to robi? Jak facet przychodzi z pracy i ma sprzątnięte, uprane i ugotowane, to za co ma się brać?big_grin

                Autorka prezentuje takie matkopolkowe myślenie: jak ja się urobię po pachy, to zostanie to docenione i wynagrodzone. i dziwi się że jest odwrotnie: że jak ona się urobi po pachy, to wszyscy przyjmują to za rzecz naturalną i oczywistą, i ochoczo rozwalają się na kanapie, zamiast jej zrobić kąpiel w piancebig_grin
          • wasp20 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:43
            Przedpołudniami z reguły sprzątam, gotuję, zajmuję się psem, rano wyprawiam córkę do szkoły, jemy razem śniadanie, wstawiam pranie, wieszam/prasuję to co z poprzedniego dnia, gdy uda mi się wygospodarować czas bo np ugotuję na 2 dni, wtedy zajmuję się pozyskiwaniem klientów, czasem aktywnie pozyskuję, czasem są to tacy "z polecenia". Od 15-16 mam lekcje, wieczorem ogarnianie lekcji z córką, tzn sama robi, ale jej sprawdzam, omawiamy, czytamy, dyskutujemy o lekturze, potem, gdy ona śpi, ja zasiadam do tłumaczeń. Tak mniej więcej wygląda mój dzień. Dodam, że nie wszystkie przedpołudnia mam wolne, prowadzę też zajęcia w firmie, w siedzibie firmy przedpołudniem, zanoszę mamie zakupy, robię jakieś większe sprzątanie, np w zeszłym tygodniu okna.

            Chyba masz kiepską organizację pracy, po prostu.
            Sprzątasz mieszkanie, w którym żyją 3 osoby (bez małych dzieci) i pies codziennie?
            Wstawienie prania - 10 minut (dziś przed wyjściem do pracy zrobiłam to).
            Rozwieszenie prania - 10 minut.
            Prasowanie - ciut dłużej, ale po pierwsze nie trzeba wszystkiego prasować, po drugie nikt Ci nie każe prasować rzeczy faceta.
            Gotowanie - godzina dziennie, z fanaberiami 1,5 -2 godziny, można gotować co 2 dni albo raz tygodniu kilka rzeczy i do zamrażarki (praktykujemy).
            Twoja praca zarobkowa to godziny 15-16 plus 3-4 godziny wieczorem, bo nie wierzę jakoś, że siedzisz nad tłumaczeniami 8 godzin przez całą noc.
            Zatem Twoja praca zarobkowa to jakieś 6-7 godzin dziennie max, łącznie z "pozyskiwaniem klientów". Haaaalooooooo!!!!!!!
            Wszystkie działania związane z córką i jej nauką to wyłącznie Twoja odpowiedzialność, bo, brutalnie mówiąc, Ty sobie to dziecko zrobiłaś. Wszelkie wymagania dotyczące zaangażowania powinny być kierowane do współtwórcy, nie obcego faceta.
            I teraz mam pytanie - jakie obowiązki domowe ma Twoja 12 letnia córka?
            Bo powiem Ci jakie obowiązki ma mój pasierb od 10 roku życia.
            - Sprzątanie - swój pokój na bieżąco plus raz w tygodniu reszta mieszkania - kurze, odkurzanie, a od 2 lat (12-14 lat) sprzątanie łazienki.
            - Wyprowadzanie psa.
            - Robienie kolacji dla siebie i braci (najpierw z naszą pomocą, od 2 lat samodzielnie), w weekendy robienie śniadania dla wszystkich (od dwóch lat samodzielnie, wcześniej z pomocą moją lub Taty).
            Zatem wybacz, ale Twoja córka mogłaby spokojnie pomagać Ci w większości zajęć domowych. Robi to?
            Jeśli robi, to Ty masz większy luz.
            Poza tym, jakoś nie widzę wielkiej harówki w tym, co opisujesz. Są to normalne zajęcia przeciętnego człowieka, któremu, poza tym co opisałaś, dochodzi jeszcze kilka dodatkowych godzin pracy zawodowej plus dojazdy.
            • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:49
              Ty znowu swoje. Dlaczego ja z córką mamy robić wszystko, a partner się nie zainteresuje niczym? Tu brak równowagi. Tak, przy 3 osobach i przy psie sprzątam codziennie. Rano odkurzam i myję podłogi. POza tym chyba znowu się nie rozumiemy. Ja liczę ILE mam zarobku z pracy, a nie ILE w niej spędzam, bo musi być zachowana jakaś równowaga. Za 1200 nie chciałoby mi się spędzać 9 godzin poza domem. Po prostu.
              • wasp20 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:53
                Ja rozumiem, że Ty jesteś humanistką, ale arytmetyka powinna być Ci znajoma.
                Facet w Wasze życie wkłada 1200 zł.
                Żeby było równo (na osobę wkładu), Ty musisz włożyć 2400 (na siebie 1200 i na SWOJĄ córkę 1200).
                Kumasz?
                Facet poświęca 2 godziny dziennie na pracę w domu.
                Żeby było równo, Wy musicie poświęcić 4 godziny dziennie (2 godziny Ty i 2 godziny TWOJA córka).
                Kumasz?
                • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:57
                  NIe. Poza tym, że obie mamy znacznie więcej, to on musi dorobić żeby podaną przez Ciebie średnią utrzymać. A poza tym, jesteś jakoś strasznie wyrachowana, bo ja faceta widzę jako OPIEKUNA a nie sponsora. Skoro chce być z kobietą z dzieckiem, musi wiedzieć, że to oznacza zawsze więcej wydatków. Wspólnych. Wychowałam się w rodzinie, gdzie tata oddawał mamie całą wypłatę i pytał, czy może sobie pączka kupić. Jestem przyzwyczajona do tego,że kobieta całą kasą gospodarzy. Chodzi i o to, że może a nie chce (chyba) się starać o lepszą pracę. Taki układ mu pasuje. Pełen luzik.
                  • wasp20 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:06
                    ad.a6 napisał(a):

                    > NIe. Poza tym, że obie mamy znacznie więcej, to on musi dorobić żeby podaną prz
                    > ez Ciebie średnią utrzymać. A poza tym, jesteś jakoś strasznie wyrachowana, bo
                    > ja faceta widzę jako OPIEKUNA a nie sponsora.

                    Oj padłam. Co to znaczy OPIEKUN? Ty niepełnosprawna jesteś, że trzeba się Tobą OPIEKOWAĆ? I wybacz, ale jeśli dla Ciebie OPIEKA = kasa, to nazwij to po imieniu, czyli SPONSORING.


                    > Skoro chce być z kobietą z dzieckiem, musi wiedzieć, że to oznacza zawsze więcej
                    > wydatków. Wspólnych.

                    I znowu. Nie. Bycie z kobietą z dzieckiem wcale nie oznacza, że facet ma obowiązek wydawać swoje pieniądze na cudze dziecko.
                    Tak samo, jak bycie z mężczyzną z dzieckiem nie oznacza, że kobieta ma matkować cudzemu dziecku, chodzić na wywiadówki, do lekarza, itp. Nawet takiego prawa wręcz nie ma.
                    Twoje dziecko to w 100% Twój obowiązek. I jeśli się facet nie poczuwa, jego prawo.

                    > Wychowałam się w rodzinie, gdzie tata oddawał mamie całą wypłatę i pytał, czy może
                    > sobie pączka kupić. Jestem przyzwyczajona do tego,że kobieta całą kasą gospodarzy.

                    OMG i wszystko jasne.
                    To sobie znajdź takiego który będzie Ci grzecznie do łapki oddawał swoje pieniądze.
                    A z drugiej strony - chciałabyś musieć pytać o pozwolenie czy możesz za SWOJE pieniądze sobie coś kupić?

                    > Chodzi i o to, że może a nie chce (chyba) się starać o lepszą pracę. Taki układ m
                    > u pasuje. Pełen luzik.

                    Ale to jego prawo!!!! I ja mu się kompletnie nie dziwię.
                    Ty żądasz (!) żeby on zapieprzał jak osioł, potem oddawał Ci wszystkie pieniądze i wtedy uznasz, że to porządny gość i będziesz zadowolona.
                    Skąd się takie baby biorą?
                    Facet to faktycznie straszna pipa, że z Tobą dalej siedzi uncertain
                    Ja kopnęłabym z półobrotu dawno temu.
                  • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:10
                    No wlasnie. Zachowujesz sie jak mala dziewczynka. Dlaczego facet mialby byc opiekunem??? Zwiazek to relacja dwoch doroslych niezaleznych osob a nie opiekuna i dziewczynki. Chyba ze sie dobiora po deficytach i jedno bedzie grali role "rodzica" i opoki. Widocznie sie tak nie dobraliscie bo partner najwyrazniej nie ma zapedow na opiekuna. Notabene relacja jaka opisujesz miedzy Twoimi rodzicami absolutnie nie jest wzorcem. Wrecz przeciwnie. I zwaz, ze to, ze TY sie w takiej rodzinie wychowalas i masz takie oczekiwania nie oznacza ani tego, ze one sa dobre ani ze sa uniwersalne.
                  • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:31
                    Ada - opiekun czy sponsor - co za różnica big_grin
                  • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:02
                    ad.a6 napisał(a):

                    > Wychowałam
                    > się w rodzinie, gdzie tata oddawał mamie całą wypłatę i pytał, czy może sobie
                    > pączka kupić. Jestem przyzwyczajona do tego,że kobieta całą kasą gospodarzy


                    Dla mnie dziwne ale zdaje się to się w twoim związku wcale nie sprawdza?
                  • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:20
                    Wychowałam
                    > się w rodzinie, gdzie tata oddawał mamie całą wypłatę i pytał, czy może sobie
                    > pączka kupić.

                    Ale jaja big_grin
                    • rosapulchra-0 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:43
                      Z czego się śmiejesz? Jest mnóstwo takich rodzin w Polsce i na świecie. Facet zarabia i ma gdzieś wydatki, od tego ma żonę.
                      • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:59
                        Bo są jakieś granice absurdu. Ja rozumiem, że jedna strona może gospodarować pieniędzmi, bo tak wygodniej, bo lepiej to robi etc., ale żeby dorosła, zarabiająca pieniądze osoba, musiała się prosić o pozwolenie na kupno pączka?, no proszę cię.
                  • krecik Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 20:30
                    > A poza tym, jesteś jakoś strasznie wyrachowana, bo ja faceta widzę jako
                    > OPIEKUNA a nie sponsora.

                    Rili? To dlatego przez caly watek nadajesz, jaki to ten twoj facet bezwartosciowy kawalek lajna, bo nie zarabia?
                    A nie, przepraszam, nie bezwartosciowy kawalek lajna, bo sie stara w pracy.
                    A nie, przepraszam, bezwartosciowy kawalek lajna, bo wymaga cos od (nieswojej) corki.
                    A nie, przepraszam, nie bezwartosciowy itede, bo to dobry czlowiek jest.
                    A nie, przepraszam, jednak bezwartosciowy, bo nic nie robi w domu...

                    A do reszty zgromadzenia - ludzie, lykacie jak mlode pelikany i wpadacie w koleiny pt facet-cham-versus-uciemiezona-kobiecina. Az zal czytac, jak sie dajecie wkrecac.

                    Jak pisala o swoich pracodawacach, ktorzy co do jednego szuje i chamidla, to z daleka swad wyczuliscie, ze dziewczyna urojeniami zyje na temat swojj wizji pracy. A jak napisala cos podobnego o swoim facecie, to malo kto w ogole zakwestionowal jej widzenie rzeczywistosci. Nie przyszlo wam do glowy, ze sytuacja moze byc cokolwiek inna, a kobieta znowu snuje wlasne wizje i karmi swoja potrzebe uzalania sie nad soba biedna? Tym bardziej, ze juz teraz raczkiem sie wycofuje z tragicznego obrazu zwiazku, ktory przedstawila w ten sposob, ze nic, tylko darmozjada na taczkach z domu wynosic.

                    Kto da wiecej niekonsekwencji, kto da wiecej?

                    Ag
                    • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 20:39
                      Ja kwestionuje ale poniewaz nie znam faktow to wypowiadam sie tylko odnosnie rozbieznosci wyobrazen autorki z jej odbiorem rzeczywistosci. Ktory to rozdzwiek jest wyrazny i zupelnie nie rozumiem czemu jest z facetem, ktory jej tak nie odpowiada. To co sadze o oczekiwaniach autorki oraz jaki mam obraz faceta to jej nie musi obchodzicwink
                      • krecik Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 20:59
                        Jakie tam fakty... Jakby polegac na faktach autorki, to wszyscy jej poprzedni szefowie to psychopaci i szuje. A jakos malo kto sie dal tym zbajerowac.

                        No i mamy faceta, ktory to prawie na miare tych bylych szefow zlym czlowiekiem jest. Tylko, ze nie jest. A potem zaraz jest.
                        (a jest lub nie jest, bo o ile na szefow mozna nadawac bezkarnie, bo nic z nimi nie laczy, to z osobistym facetem troche glupio wyglada i jakos uzasadanic to, ze sie z nim jest, trzeba.

                        Ot i tyle. Mitomanka gawedziarka wampir uczuciowy. Ze znajomych pewnie juz zycie i cierpliwosc wyssala ciaglym narzekaniem, a internet wszystko zniesie i jak ladnie mozna wszystkie rady ignorowac...

                        Ag
                    • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:41
                      A zauważyłaś, że tak piszę w odniesieniu do pracodawców z firm prywatnych, nie ze szkoły? Znasz pojęcie WYZYSKU w małym mieście, gdzie na jedno stanowisko pracy wysyłanych jest kilkadziesiąt do kilkuset aplikacji? I Nigdzie nie napisałam, że mój partner to kawał łajna (dlaczego poszczególne osoby z tego forum dorabiają sobie do wszystkiego ideologie?), i nigdzie nie napisałam, że jakikolwiek szef to cham. Tęsknię za czasami, gdy składałam aplikację a za 10 minut umawiałam się na rozmowę. Parę lat temu to było.
                      Krecik, wnosisz coś do wątku czy podjudzasz i szczujesz?
                      • verdana Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 15:20
                        Naprawdę, pare lat temu? W szczycie kryzysu? W czasie tego strasznego wyzysku?
                      • krecik Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 22:33
                        > Krecik, wnosisz coś do wątku czy podjudzasz i szczujesz?

                        Kicius gazetus, zwyczajnie zauwazam po przebrnieciu przez kilka twoich watkow na przestrzeni ostatnich kilku lat: niezwykla konsekwencja w narzekaniu i opornosc na zdroworozsadkowe porady, powtarzanie tych samych argumentow, tych samych narzekan na te same rzeczy przy jednoczesnym calkowitym ignorowaniu tego, co ludzie ci mowia.
                        No i wycofywanie sie, gdy sie zagalopujesz w obsmarowywaniu swojego partnera do tego stopnia, ze jedynym logicznym wnioskiem jest, ze to obslizla pijawka niewarta miana mezczyzny. No aaaale z nim jestes, bo wcale nie chcesz sie z nim rozstac, bo tak naprawde to, co o nim piszesz to taka sama prawda jak twoje wyobrazenia na temat pracy i pracodawcow.
                        Tak tylko sobie upuszczasz na forum. Nieprawdaz?

                        Ag
              • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:02
                No i z tym ILE sie totalnie nie zgadzam.
              • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:21
                ad.a6 napisał(a):

                > Dlaczego ja z córką mamy robić wszystko, a partner się nie zain
                > teresuje niczym?

                Nie musicie. Ty chcesz
            • wasp20 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:50
              Errata
              Twoja praca zarobkowa to godziny 15-16 plus 3-4 godziny wieczorem, bo nie wierzę jakoś, że siedzisz nad tłumaczeniami 8 godzin przez całą noc.
              Miało być:
              Twoja praca zarobkowa to godziny ze 2-3 godziny lekcji plus 3-4 godziny wieczorem, bo nie wierzę jakoś, że siedzisz nad tłumaczeniami 8 godzin przez całą noc.

              Poza tym nie ma możliwości żeby Twój partner był TAK SAMO obciążony pracą i obowiązkami, bo to Ty masz dziecko, nie on. Siłą rzeczy więc Ty masz i zawsze będziesz miała więcej zajęć, bo musisz ogarnąć swoją córkę. Oczekiwanie, że on to zrobi lub nadrobi ten czas zarabiając więcej jest bezzasadne, zwłaszcza w obliczu zachowani "młodej damy".
          • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:35
            ale zrozum że on się nie chce zmienić
            jakby chciał to juz by to zrobił
    • loqia Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 20:20
      Załóż działalność gospodarczą i rób co chcesz w godzinach jakie Ci pasują.
      • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 24.03.15, 20:39
        Ona ma działalność.
      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:30
        Loqia: mam działalność, co z tego, skoro to nie jest w ogóle odbierane jako praca. No bo przecież czasami pracuję 3 godziny dziennie (i wtedy odpowiednio więcej w domu, żeby przygotować sobie wszystko na dzień następny), a czasem 12 (w tym 6 lekcji i reszta tłumaczenia do 2-3 w nocy). Ale to się nie liczy, on pracuje 8 godzin jak Pan Bóg przykazał, ja NIE i ma być zrobione. Skoro się buntuję i mówię: od dzisiaj nie gotuję, to on mówi "nie gotuj, ja nie muszę jeść", a wtedy ucierpię na tym tylko ja i córka, bo wydam więcej na gotowce, zamawianie pizzy itp. Czyli on tak czy siak ma w doopie.
        Aha, nie doliczyłam jeszcze czasu na przygotowywanie lekcji, gdzie np do 5 godzin zajęć indywidualnych potrzebuję materiałów, więc czas na szukanie, kupowanie, zamawianie podręczników przez INternet, kserowanie, drukowanie...... Żeby nie było. Ja to LUBIĘ robic. Bardzo. TYlko niech to zostanie docenione.
        • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:36
          To rozstan sie z tym czlowiekiem, ktorego ewidetnie nie lubisz i nie szanujesz. Nie jest Twoim mezem, nie jest ojcem Twojego dziecka i dziecka nawet za nim nie westchnie. Jestes z nim za pokute czy jak?
          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:44
            Iskierka: czyli uważasz, że w związku z tym, iż ja nie pracuję codziennie 8 godzin, powinnam w domu robić wszystko, a on nic, tak? Poza tym, chyba liczy się to za ile się pracuje, a nie ile godzin się na to poświęca. Mogę sobie stać na targu z warzywami cały dzień i nie zarobic nic, ale stękać jak to ja się napracowałam. Tak to właśnie wygląda. Jego 8 godzin za biurkiem nie równa się całości pracy w domu, jaką wykonuję ja. Poza tym nie interesują go nasze wspólne opłaty za zużyte media, gaz, prąd, woda, kablówka, Internet. Ma być i już, bo on pracuje. Ty również nie zauważasz niesprawiedliwości i nierównowagi? To nic, że pracuję czasem 3 godz, czasem 5, czasem 10. Ale zarobię sporo więcej od niego, czyli efektywność się liczy a nie poświęcony czas.
            • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:55
              Wiesz, ja sie z Twoim spojrzeniem na swiat i zwiazki nie zgadzam tak po calosci, ze nawet trudno mi odpowiedziec. Tak, uwazam, ze kto ma danego dnia wiecej czasu, powinien wiecej zrobic w domu, niezaleznie od pieniedzy jaka ta praca przynosi. Az mnie mrozi takie wyliczanie w zwiazku - Ty o tyle mniej zarabiasz, to o tyle wiecej robisz. Gdybym miala sytuacje, ze sama planuje sobie czas pracy i moge i 5 i 3 i 10h pracowac i mimo tego zarabiam wiecej od partnera, ktory wyrabia 8 dupogodzin dziennie plus dojazd to raczej bym mu wspolczula niz zazdroscila. Podzial obowiazkow domowych to dla mnie oddzielna kwestia - i tu nalezaloby tak sie dogadac zeby obu stronom gralo. Ale nie na podstawie miesiecznych dochodow!
              • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:02
                Iskierka, to nie ja zaczęłam. Skoro Wasp mi wylicz konkretnie ile ja zarabiam, ile on, ile każde z nas powinno spędzić czasu na pracy w domu to właściwie aż mnie mrozi. Nic wspólnego, dziecko jest moje, gdybym ja miała faceta z dzieckiem to traktowałabym je jak swoje. Bez wyliczania, tak po swojsku, po prostu. Razem tworzymy gniazdko i każdy musi dokładać JAK NAJWIĘCEJ. Chyba że ktoś przegina, i tu zaczynam się burzyć. Wolałabym chyba 8 dupogodzin, jak to nazwałaś, bo skoro potrafię zrobić tak, że te 1200 zarobię w czasie znacznie krótszym, to ktoś zaraz napisze żebym dorobiła. Nie, 1200 to nie jest pensja dla faceta! Poza tym, gdy ja zajmuję się dzieckiem, to on sprząta dom.
                • wasp20 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:11
                  "Poza tym, gdy ja zajmuję się dzieckiem, to on sprząta dom."

                  OJP.... Ty masz serio problem z głową.
                  Czyli chodzi ogólnie o to, że to ON ma przynosić kasę. Koniec i kropka. Ma TOBIE w zębach przynosić kasę, bo taka jest rola faceta wg Ciebie, bo bez tego nie zasługuje mężczyzna na szacunek.
                  Powiedz mu to w twarz.
                  • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:24
                    > OJP.... Ty masz serio problem z głową.
                    > Czyli chodzi ogólnie o to, że to ON ma przynosić kasę. Koniec i kropka. Ma TOBI
                    > E w zębach przynosić kasę,

                    I jeszcze prosić o pozwolenie na zakup pączka big_grinbig_grinbig_grin
                • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:28
                  ale to nie jest jego dom, o czym wcześniej tak dobitnie informowałaś, nawet pościel nie jest jego i tv, w który tak się wgapia.
                • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:33
                  Musisz się zajmować 10 latką? Niepełnosprawna jest czy jak?
                • verdana Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:40
                  Nie, nie traktowałabyś nie swojego dziecka jak swoje - moge Cię zapewnić. To kolejna z Twoich iluzji.
                  Ja zarabiam znacznie więcej od męża. On za to pracuje znacznie więcej ode mnie. Dla mnie jest oczywiste, ze więcej w domu robi ten, co ma czas, a pieniądze nie mają nic do rzeczy.
        • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:40
          Czyli robisz to co lubisz i dostajesz za to pieniadze. Czego jeszcze Ci trzeba? Jakiego docenienia?
          • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 08:46
            > Czyli robisz to co lubisz i dostajesz za to pieniadze. Czego jeszcze Ci trzeba?
            > Jakiego docenienia?

            Akurat tu ją rozumiem. Facet prezentuje dość często występujący pogląd pt.: " jak ja siedziałem w biurze 8 godzin, to znaczy że pracowałem i teraz należy mi się wolne, a Ty siedziałaś w domu, to znaczy że odpoczywałaś, więc podaj mi teraz obiad pod nos, a ja przeczytam gazetę".
            ------------------------------------------------------
            forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
            • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:10
              Dokładnie tak jest.
          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:09
            Takiego, że partner również pewnego dnia stwierdzi, że 1200 zł to porażka bo jest ambitny i zacznie myśleć i kombinować co zrobić żeby zarobić co najmniej tyle co ja. Czy Ty rozumiesz, że ja, przez to że zarabiam więcej, i wszystkie sprzęty i meble są sprzed naszego związku (on przyjechał i został), czuję się tak, jakbym go utrzymywała? Po prostu gdybym była na jego miejscu czułabym się źle zarabiając tyle, skoro: nic nie wniosłam do domu, w którym mieszkam, źle bym się czuła, jakby mi ktoś mówił "zarób więcej", źle bym się czuła że nie mam nic swojego, z czasów "kawalerskich", źle bym się czuła przyjeżdżając do kobiety z pustym kontem, postanowiłabym zagryźć usta, iść układać kostkę brukową by to wszystko nadrobić. Nie chodzi o "tu i teraz" tylko o to co było dawniej i myślałam że przez te parę lat on to zrozumie i zabierze się ostro do roboty. A tu zonk.
            • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:14
              A on sie zle nie czuje i co mu zrobisz? Popelniasz podstawowy blad - masz okreslone i bardzo konkretne oczekiwania od zwiazku ( moim zdaniem tez z kosmosu ale ok), wiazesz sie z facetem, ktory w kij ich nie spelnia liczac, ze go wychowasz. No nie. To tak nie dziala. Facet jest taki jakim go wzielas i sie nie zmieni.
            • wasp20 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:15
              "Czy Ty rozumiesz, że ja, przez to że zarabiam więcej, i wszystkie sprzęty i meble są sprzed naszego związku (on przyjechał i został), czuję się tak, jakbym go utrzymywała? Po prostu gdybym była na jego miejscu czułabym się źle zarabiając tyle, skoro: nic nie wniosłam do domu, w którym mieszkam, źle bym się czuła, jakby mi ktoś mówił "zarób więcej", źle bym się czuła że nie mam nic swojego, z czasów "kawalerskich", źle bym się czuła przyjeżdżając do kobiety z pustym kontem, postanowiłabym zagryźć usta, iść układać kostkę brukową by to wszystko nadrobić. Nie chodzi o "tu i teraz" tylko o to co było dawniej i myślałam że przez te parę lat on to zrozumie i zabierze się ostro do roboty. A tu zonk."

              Ale to TWOJE myślenie i TWÓJ problem. Nie jego. Żądasz żeby on myślał jak Ty i działał wg Twoich zasad.
              No nie myśli i nie działa. I nie będzie myślał ani działał. Bo nie. Bo jest inaczej wychowany, bo ma inne poglądy, inne zasady. I koniec. Albo się przyzwyczaj, albo odpuść.
              • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:33
                Wasp: nie wiem, co mam jeszcze napisać, żebyś zrozumiała moje rozżalenie. Za przykład weźmy obraz sprzed kilku lat. Poznaliśmy się przez Internet, zaczął przyjeżdżać. Oczywiście normalne było, że będzie jakieś wspólne wyjście, kolacja, gotowanie wspólnego obiadu. Szliśmy na zakupy. Płaciłam zawsze ja, kilkakrotnie. On zawsze "zapominał karty do bankomatu". Tak było parę razy. Wstyd było się o coś dopominać, bo w końcu ja goszczę - ja stawiam.Tak było przez kilka weekendów. 7-8, nie pamiętam. Oczywiście po kolacji jakieś winko, itp. Nigdy mi ani córce nic nie przywiózł. Ja mam tak, że jak idę do domu, gdzie wiem, że jest dziecko to coś mu tam daję, na zachętę, żeby mnie polubiło, czekoladkę, jajo niespodziankę czy cokolwiek. Dopowiem, że już wtedy była mowa o nas jako o parze, że JESTEŚMY razem itp. Miałam nadzieję, że on się rozkręci. W międzyczasie ja się zaangażowałam w ten związek emocjonalnie. Spotykaliśmy się tak co weekend, przyjeżdżał w piątek wieczorem, wyjeżdżał w poniedziałek wcześnie rano do pracy. Tak by to trwało, gdybym nie powiedziała kategorycznie, że nie jestem weekendową dz@wką, że albo związek albo nic. Już wtedy czułam się wykorzystywana. Przestaliśmy się spotykać na miesiąc. Stwierdził, że kocha i przyjechał z kwiatami, ale jednocześnie stwierdzając, że rozwiązał umowę o pracę ze swoim pracodawcą i już zostaje u mnie by szukać pracy. Szukał 3 miesiące, mieszkał ze mną i nie dorzucał się do niczego. Aha, mieszkaliśmy jeszcze u mojej mamy. Ale miałam już wtedy zamiar kupić swoje mieszkanie by nie siedzieć matce na głowie, bo było mi jej po prostu żal. Wzięłam kredyt, wyprowadziliśmy się i tu masakra. Mówię mu, żeby chociaż coś zabrał z domu gdzie mieszkał (podobno oddawał mamie całą wypłatę), że chociaż coś jest tam jego, pralka, lodówka czy coś. On stwierdził że nic, że nie wie co mama za to kupowała. Ja miałam przygotowane już pieniądze na to, że jak się kiedyś wyprowadzę, to kupię sprzęt AGD chociaż, bo meble miałam wszystkie swoje. W końcu znalazł pracę, miało być w miarę ok. O to tu chodzi. O takie pytanie "kiedy będzie w końcu na tyle dobrze, żebym czuła się odciążona". Bo skoro facet miał chęć zamieszkać z kobietą, to przecież on też powinien pomyśleć o meblach, AGD, sztućcach.....itp..... Ciężko mi po prostu.....
                • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:37
                  Ada ale odpowiedz - po co wiazalas sie z facetem, ktory kompletnie nie odpowiada Twoim wyobrazeniom?
                  • pade Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:41
                    Proponuję przeczytać:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,898,156571071,156571071,Jak_sklonic_partnera_.html
                    i dać sobie spokój z tłumaczeniem pani czegokolwiek
                  • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:41
                    No bo jak dla mnie to facet jest w porzadku, nie Ty. On nie udawal, nie zasypywal Cie koliami i ostrygami z szampanem a potem nie wyszlo, ze to za pieniadze kolegiwink od poczatku byl jaki byl. Ty sie z nim zwiazalas czyli zaakceptowalas jego cechy. A teraz masz mu za zle, ze pozostal soba. Absurd.
                • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:40
                  No to już na etapie tych weekendowych spotkań powinnaś mieć świadomość, że to nie jest facet dla Ciebie, skoro nie spełniał podstawowych Twoich oczekiwań - nie płacił za Ciebie. A Ty zaślepiona nie wiadomo czym (może jest dobry w łóżku albo co) wpakowałaś się w to dalej w imię tego, żeby mieć portki w domu. Żenujące. Przystoi 18 latce ale nie dorosłej kobiecie z dzieckiem.

                  Zastanów się jaki Ty przykład dajesz córce - masz ponad 50% szans, że ona się wkopie w dokładnie tak samo idiotyczny związek w jakim Ty jesteś - naprawdę to jest Twój cel? Naprawdę taką matką chcesz być?
            • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:19
              A ja nie. Jakbym mieszkała w nieswoim mieszkaniu, to z pewnością nie miałabym ochoty wkładać w nie swoich pieniędzy. Dokładałabym się do rachunków, samochodu, ale nie pakowałabym pieniędzy w coś, czego nie mogłabym zabrać, jak mnie partner kopnie w tyłek.
              • wasp20 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:23
                Nihiru - good point.
                • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:41
                  Aha, tzn że on mógł wziąć kredyt skoro chciał zamieszkać razem? Skoro oboje chcieliśmy to ja musiałam go wziąć, bo on nie miał zdolności kredytowej. Nie rozumiecie, że wzięłam sobie zobowiązanie na kark, którego wcale nie chciałam, by być z nim?
                  • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:42
                    I on jest temu winien??? Tak zrobilas bo tak chcialas. Wiedzac, ze nie wiazesz sie z krezusem.
                  • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:47
                    Przecież zrobiłaś jak chciałaś. Nóż do tętnicy szyjnej Ci przystawił?
                  • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:53
                    > Aha, tzn że on mógł wziąć kredyt skoro chciał zamieszkać razem? Skoro oboje chc
                    > ieliśmy to ja musiałam go wziąć, bo on nie miał zdolności kredytowej. Nie rozum
                    > iecie, że wzięłam sobie zobowiązanie na kark, którego wcale nie chciałam, by by
                    > ć z nim?

                    Tego nie wiedziałam, jak pisałam powyższe.
                    Ale przeczytawszy Twojego posta o kredycie, mogę napisać Ci tylko jedno (i z góry przepraszam za brutalność): głupia jesteś i tylko swoją głupotę możesz winić za swoją obecną sytuację.
                    Wiedziałaś dokładnie jaki jest ten facet, zanim się wpakowałaś w ten związek. Nie wiem, na jakiej podstawie liczyłaś, że on się zmieni. Człowiek się zmienia, jak mu jest źle. Ty zrobiłaś wszystko, żeby mu było jak najlepiej, a teraz płaczesz że Ci się nie odwdzięczył.

                    ------------------------------------------------------
                    forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
                • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:48
                  Po tym co napisalas dzis, mam jedna rade: rozstan sie z nim.
                  Mnie by bylo ciezko wytrzymac w malzenstwie i majac wspolne dzieci z taka osoba. Was cos laczy poza wspolnym adresem zamieszkania?
                  Nie zmienisz go ani jeczeniem nie spowodujesz ze on zechce sie zmienic sam. Jemu jest wygodnie jak jest.
                  Wystaw mu walizki, twoje zycie z corka bedzie od razu spokojniejsze. A skoro teraz zarabiasz i tak wiecej niz on plus alimenty to w ogole roznicy nie odczujesz. Tzn pewnie tak ale in plus.
                  Tak wszystkie jada na autorke a ja tu w facecie widze trutnia. Dziecko jgo czy nie- facet du.pa jesli nawet glupiego rachunku za prad nie zaplaci.
                  Ustawil sie dobrze i tyle.
                  Niech sie wyprowadzi i sfinasuje sobie sam mieszkanie i auto za te 1200 zl.
                  Powodzenia.
                  • pade Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:50
                    Masz dobre intencje, ale chyba nie znasz autorki. Ona od lat pisze o tym samym. Takie rady, jak te od Ciebie, dostawała z milion razy. I widzisz gdzie jest dzisiaj?
                    • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:53
                      Za malo jestem na forum zeby znac sprawe od podszewki.
                      Ale napisze jeszcze raz wielkimi literami : AUTORKO, WY.PIER.DOL PANA ZA DRZWI.

                      Dotrze?!
                  • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:51
                    Facet ma wszystko co chce to mu wygodnie. A autorka w imię portek w domu zrobi wszystko, żeby tylko facecik miał wygodnie. Nie widzę powodu dla którego on ma robić coś więcej niż robi skoro wszystko ma. Bo ona staje na rzęsach, żeby mu dogodzić. To na ma problem ze sobą. I jeśli pojawi się następny koleś to będzie dokładnie taki sam - ona zrobi wszystko byleby tylko nie odszedł, krzywdząc przy tym siebie i dziecko.
              • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:41
                Dokładnie. Też bym nie inwestowała w nieswoje. Żeby chociaż małżeństwem byli, to jeszcze trochę inna sytuacja, bo raczej nikt nie zakłada przed ślubem rozwodu.
                • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:51
                  Czyli ja mam ponosić wszystkie zobowiązania za nas oboje? Pytałam go kiedyś jak on sobie to wyobraża. On stwierdził że gdyby nie było gdzie mieszkać, to byśmy musieli się rozstać. Bo on mi tego nie zapewni. Wy go jeszcze bronicie, skoro to ja cierpię? Bo skoro oboje podejmują decyzję o zamieszkaniu to oboje ponoszą koszty z tym związane. Chyba, że jest inaczej?
                  • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:52
                    Ty jesteś naprawdę niepoważna, że zgodziłaś się na taki układ. Nie wiem na co liczyłaś, skoro facet OD początku nie rokował. Myślałaś, że Twoja miłość go zmieni? Naprawdę, co Ty myślałaś? Naprawdę aż tak ślepa byłaś?
                  • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 09:59
                    A odpowiedz mi na pytanie dlaczego sie z nim zwiazalas skoro widac bylo z kilometra, ze to nie jest facet dla Ciebie? I dlaczego masz pretensje, ze jest taki sam jak wtedy kiedy zdecydowalas sie z nim byc?
                    • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 10:28
                      iskierka: odniosę się. Bo po tym co mówił faktycznie zrobiło mi się go żal. On kocha bajkopisarstwo, w naszych rozmowach z gg wyglądał na takiego co wszystko potrafi, taki facet do tańca i do różańca, młodszą siostrę podobno sam odchował, bo matka wiecznie w pracy a ojciec na delegacjach, więc, sobie myślę, ma podejście do dzieci, pracowity, mają wielki dom, więc wszystko potrafi zrobić. Jak się okazało, było wszystko dokładnie odwrotnie.
                      • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 10:31
                        Po ilu miesiącach od poznania w realu zamieszkaliście razem, że nawet nie zdążyłaś zweryfikować pana?
                        • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 10:47
                          Po czterech czy pięciu miesiącach, jakoś tak. Wiem, mój błąd, ale facet był tak przekonywujący i tak zajęty, że tak powiem, mną, że nawet nie wpadłam, że coś może być nie tak.
                          • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 11:04
                            Głupota głupotę pogania.....
                          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 11:08
                            Bo nie rozumiem, miałam jechać 100 km żeby to sprawdzić, czy co? Skoro facet nie zaprasza do siebie i pisze, że w domu ma piekło (ojciec popija i jest agresywny) to po co jeszcze ja mam się tam pakować? Co rozumiesz pod pojęciem "zweryfikować"?
                            • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 11:09
                              Tak apropos, moja mama ma dziś cały czas do mnie pretensje, że tyle lat jesteśmy razem, że ona organizuje święta, urodziny, imieniny, różne imprezy rodzinne i my przychodzimy jako para a jego rodziców nie zna. Mam się tam pojawić niechciana...? Bo naprawdę nie rozumiem, co Zuleyka masz na myśli?
                              • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 11:14
                                Nie dało Ci do myślenia, że on Cię nie chce zabrać do siebie? Chyba logiczne, że coś ukrywał. Może mamusia by Ci powiedziała prawdę na temat synusia i się bał? Nie był to dla Ciebie sygnał ostrzegawczy? Miałaś tak wielkie klapy na oczach, że nie widziałaś, że nie spełnia Twoich wymagań? Naprawdę tak zaślepiona byłaś,żeby po 4m-cach wpychać obcego generalnie kolesia do swojej sypialni na stałe, nie bacząc na nic innego (A przede wszystkim na córkę?).

                                A przede wszystkim trzeba być naprawdę pozbawioną instynktu samozachowawczego, żeby na tekst faceta "jak nie będziemy mieli gdzie mieszkać to nici ze związku" kupić mieszkanie i robić WSZYSTKO, żeby tylko nie zniknął.

                                Z tego wszystkiego wychodzi, że jesteście siebie warci.
                              • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 12:31
                                Nigdy nie spotkałaś jego rodziców, nie byłaś choć raz na święta, na imieniny w przeciągu kilku lat gdy mieszkacie razem?
                                • bergamotka77 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 12:57
                                  zgadzam sie pewne pytania ada zgrabnie pomija, np. moje zawarte w ostanim poscie. I tu jest pies pogrzebany - nie znasz go tak naprawde i nigdy nie widzialas jego rodziny? Licz sie z tym ze ci nasciemnial, ja bym sie domagala poznania kogos z jego rodziny i sprawdzenia kto zacz. Ale jak pisalas juz, on w klamaniu jest dobry. BTW. przyznal coi sie dlaczego stracil prawo jazdy, a arczej dalczego maila tymczsaowe? Ze tez laski wpuszczaja do zycia swojego i dziecka kogos, kogo nie znaja tak naprawde. Musialas byc zdesperowana jak go poznalas...
                                  • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:29
                                    Desperacja plus brak instynktu samozachowawczego. Ciekawe do czego by musiało dojść w tym domu, żeby ada pana z chaty wypierniczyła.
                                    Może jakby zaczął dobierać się do jej córki?
                                    • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:36
                                      Zuleyka, przesadzasz bardzo. On od zawsze gra takiego z dobrego domu, takiego co "och i ach". Prędzej by się wzajemnie obrzucili epitetami, niż by miał zrobić coś takiego. Parę lat już minęło i na tyle go znam. Pomijając fakt, że nie mogę całej tej rodzinki rozgryźć. Tacy jacyś tajemniczy się wydają.
                                      • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:37
                                        w jakim sensie tajemniczy?
                                      • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:43
                                        Tak? Nawet byś go w tak drastycznej sytuacji broniła? omg. Dla Ciebie nie ma ratunku.
                                    • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:38
                                      W innym wątku wspominała, że jest jedynym elementem "dorosłym" w jej życiu.
                                      Domyślam się, że chodzi o możliwość porozmawiania o czymś innym niż hello kitty (z córką) czy bólach w krzyżu (z mamą) [wspinam się tu na wyżyny empatii].
                                      No ale na litość boską - jakim kosztem!
                                  • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:33
                                    bergamotka77: byliśmy u jego rodziny 3 razy. Wielkanoc-wigilia-wielkanoc. Ojciec, od wielu lat bezrobotny, widać że zniszczony alkoholem, wielki dom, 3 kondygnacyjny, takie postaw się a zastaw się, "bo kiedyś było dobrze" tak powiedziała matka, nad domem wisi egzekucja komornicza. Tyle wiem. Zostaliśmy przyjęci normalnie, obiad, kolacja, ale "spać u nas w domu bez ślubu nie będziecie, bo my mamy zasady". Ledwo wiążą koniec z końcem . Jak ojciec pracował i zarabiał sporo, to się budowali, jak przestał pracować bo go zwolnili za picie, wszystko zaczęło się sypać. Mieszkają z nimi 2 niepełnosprawne babcie. Ojciec pobiera zasiłek opiekuńczy na jedną z nich i do pracy wcale się już teraz nie wybiera. I ciekawe czego się miałam dowiedzieć podczas dwóch czy trzech dyplomatycznie spędzonych godzinach. Atmosfera taka jakby kłótnia wisiała w powietrzu. Czułam ulgę, że stamtąd odjeżdżam. Zapewne, gdybym zapytała jego matkę, sądzę że nie usłyszałabym odpowiedzi. To taki typ, że nawet jeśli źle się dzieje, to niech wszystko zostaje w czterech ścianach.
                                    • bergamotka77 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:45
                                      ada ale na to nie odpowiedziałaś: "Poza tym co was łaczy? Lubicie się, macie wspólne zainteresowania, poglady na zycie, dobry seks? Bo jesli facet jest pipą, malo zarabia i sie leni, trzeba go utrzymywać, źle traktuje córkę, wszystko zlewa to nie dziwie się twojej matce ze jest zle anstawiona do niego. Facet znalazł sponsorkę i jest mu dobrze, no ale chyab to juz dawno odkryłaś? Córkę tez na taką utrzymanke szkolisz, to inna sprawa, bedzie patrzyla jak te klasyczne blachary, jaka fura zajedzie facet na randke, ile ziemi ma jego rodzina i bedzie kazala oddawac mezowi cala pensje po wyplacie. Dla mnie facet oddajacy pensje zonie to pipa i na odwrot. Sorry kto zarobil ten rozporzadza...Przyznaj sie, czy ten koles jest w twoim wieku czy duzo mlodszy? Bo jak mlody to moze jeszcze sie czegos dorobi w zyciu, jak starszy to gorzej."
                                      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:55
                                        Lubimy się, mamy dobry seks, podobamy się sobie fizycznie, te same zainteresowania - osobliwości raczej, muzyka, kino, wyjazdy na koncerty, podobny gust w wielu kwestiach, poglądy polityczne, religijne. Co do córki: on po prostu twierdzi że ona jest na wiele rzeczy za duża i że ją rozpieściłam - ja lubię do niej ćiućkać, niuńkać, on raczej sztywno i z zasadami. Nie martw się, córka klasyczną blacharą raczej nie będzie. Odkładam jej na dobre studia, pewnie w tym mieście nie zostanie, bo to miasto bez perspektyw.
                                        • bergamotka77 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:57
                                          moze ma racje ze ja rozpiescilas? Te teksty do partnera sa raczej bezczelne. Nie pozwolilabym na to
                                        • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:01
                                          Nie odnioslas sie do roli faceta jako opiekuna, do roznych wzorcow wyniesionych z domu, do tego, ze Twoje wzorce ani uniwersalne ani najlepsze, do tego, ze zwiazalas sie z nim wiedzac, ze nie ma kasy ani do tego CO chcialabys uslyszec od forum.
                                          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:20
                                            Nie związałam się z nim nie wiedząc, że nie ma kasy. Zanim zamieszkaliśmy, mówił, że pracuje w firmie x, w miejscowości y, zarabia ileś tam, natomiast nigdy nie rozmawialiśmy - tzn ja nie śmiałam zapytać ile daje na życie matce, ile zostawia sobie, w ogóle nie było rozmowy o całokształcie, ja się wstydziłam wprost licząc na to, że skoro facet jest sam tyle lat to chyba MA bo ja MIAŁAM poduszkę finansową. Facet jako opiekun - taka bliskość, zaangażowanie w sprawy domu, naprawy (ja muszę wołać mechaników i płacić bo on nie umie ani nawet nie próbuje), takie postępowanie, żebym czuła się z nim bezpieczna, a się nie czuję. Ciągła huśtawka nastrojów, obrażanie się o byle co. Nie można mu zadać pytania np. co robił z pieniędzmi zanim się poznaliśmy, bo zaraz się obraża, mówi "już zaczynasz?", ja się dziwię że dorosły facet podobno tak zaharowujący sie na śmierć powinien coś swojego mieć, meble, fajne ciuchy, samochód. Ja mam np tyle butów, że jeszcze przez kilka lat nie musiałabym kupować. To samo z ciuchami, kurtkami, płaszczami. On chodził zawsze w jednym i mówił że kupuje jak się rozwala. To gdzie ta kasa którą zarabiał? Odpowiadam na pytanie powyżej jeszcze - nie, nie dowiedziałam się dlaczego miał czasowe prawo jazdy, byliśmy razem w wydziale komunikacji tam również mu nie powiedziano. Stwierdzono tylko że uprawnienia wygasły ok rok temu i musi zdawać ponownie.
                                            • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:26
                                              Facet nie umie zarabiac/nie czuje potrzeby/nie ma "poduszki finansowej". Tak bylo jest i bedzie. Albo go cenisz i chcesz z nim byc i to lykasz albo sie rozstajesz.
                                            • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:27
                                              Że się obraża o takie pytania, to mu się nie dziwię - masz takie podejście do pieniędzy, że nic dziwnego, że w ogóle unika tego tematu.

                                              A Twój problem z nim jest taki sam jak z pracą - żyjesz złudzeniami i swoimi "chceniami". Trzeba było patrzeć na to, co facet robi, a nie na to co mówi. Twoja matka - która na pewno mniej miała z nim do czynienia - się na nim poznała a Ty nie?

                                              Ale to wszystko teraz mało istotne. Istotne jest to, że teraz źle i lepiej nie będzie. Co w związku z tym zamierzasz zrobić? Możesz oczywiście nie robić nic, ale po co w takim razie te wszystkie wątki?

                                              ------------------------------------------------------
                                              forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
                                            • wasp20 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:28
                                              Powiem tyle - mój mąż znalazł się w takim położeniu, że w wieku 34 lat miał na stanie 20-letni samochód i 5-letni komputer. Tyle.
                                              W tej chwili osiągnął wiek, w którym teoretycznie powinien mieć jakiś tam stan posiadania.
                                              Nie ma mieszkania, nie ma mebli, nie ma fajnych ciuchów, nie ma samochodu.
                                              Moja znajoma w wieku 38 lat, mając dobrą pracę w banku, też niczego swojego nie miała, bo całe swoje zawodowe życie spłacała zadłużenie swojej matki.
                                              Nie twierdzę, że ten człowiek np. nie rozpierniczył kasy w kasynie, bo mogło być i tak.
                                              Ale to Ty się z nim związałaś praktycznie go nie znając. Gdzie Ty miałaś głowę?
                                              • bergamotka77 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:39
                                                wasp
                                                wzięłaś bezdomnego ? wink
                                                • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:03
                                                  no wzięła i się męczy dlatego uważa, że ja też muszę smile
                                                  • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:05
                                                    Nikt nie uwaza, ze musisz. Wrecz przeciwnie. To Ty sie upierasz, ze musisz.
                                                  • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:07
                                                    Ja nie uważam że muszę. Mój wątek jest raczej z tych "jak wpłynąć na...", wyjęczeć się i wyjojczyć.
                                                  • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:09
                                                    No i dostalas milion odpowiedzi - nie przykroisz doroslego czlowieka do swoich oczekiwan. Nie wplyniesz. Nie zmienisz. A osoba, ktora jojczy jednoczesnie odrzucajac mozliwosc zmiany, budzi irytacje.
                                            • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:28
                                              Facet nie umie zarobic lub nie czuje potrzeby. Nie ma super ciuchow i nie oszczedza. Taki byl jest i bedzie. Takiego wzielas - calkiem rzesko i szybciutko. Albo go cenisz za co innego i z nim jestes albo z nim nie badz.
                                        • wasp20 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:14
                                          Co do córki: on po prostu twierdzi że ona jest na wiele rzeczy za duża i że ją rozpieściłam - ja lubię do niej ćiućkać, niuńkać, on raczej sztywno i z zasadami.

                                          No to kolejny argument za tym, że facet wcale taki zły nie jest.
                                          Masz w domu "głos rozsądku", który mógłby Twojej córce pokazać parę rzeczy i kilku rzeczy ją nauczyć. A Ty zamiast korzystać, rzucasz się człowiekowi (metaforycznie) do gardła, że śmie krytykować Twoją córeńkę. A córeńka rośnie radośnie na roszczeniowe babsko.
                                          Wychowanie polega na wprowadzaniu zasad także. nie tylko na ciućkaniu i niuńkaniu. Poza tym to nie jest jego dziecko, dlaczego ma do niej ciućkać i niuńkać? Ona go nie rozczula tak, jak Ciebie. On jej nie kocha bezgranicznie i ślepo. Oczekując od niego, że będzie miał do Twojej córki taki sam bałwochwalczy stosunek jak Ty wykazałabyś się porażającą głupotą.
                      • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:00
                        Napisalas, ze nie mial pieniedzy, zawsze za niego placilas i nic nie przywozil corce. Ze powiedzial, ze nici ze zwiazku jak nie macie gdzie mieszkac. I mimo to sie z nim zwiazalas.
                        • bergamotka77 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:01
                          jak mozna placic za faceta na randce? na litosc boska dziewczyny nie macie juz minimum poczucia godnosci?
                          • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:15
                            Jak się najedli a pan nagle "ojej nie mam karty" - no raz się może zdarzyć. Za drugim razem bym po prostu wyszła, a pan niech się martwi.
                        • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:03
                          iskierka3 napisała:

                          > Napisalas, ze nie mial pieniedzy, zawsze za niego placilas i nic nie przywozil
                          > corce. Ze powiedzial, ze nici ze zwiazku jak nie macie gdzie mieszkac. I mimo t
                          > o sie z nim zwiazalas.


                          No własnie. Dlaczego?
                          • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:08
                            Poza tym zamieszkac z facetem po 4 miesiacach weekendowej znajomosci to duza odwaga - gdy sie jest sama. Gdy sie ma dziecko to nieodpowiedzialnosc.
                  • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 10:00
                    > to ja cierpię? Bo skoro oboje podejmują decyzję o zamieszkaniu to oboje ponoszą
                    > koszty z tym związane. Chyba, że jest inaczej?

                    Oczywiście, że nie jest inaczej. Tylko że Ty, z własnej, nieprzymuszonej woli zdecydowałaś się ponieść wszystkie koszty wspólnego zamieszkania. I pretensje możesz mieć teraz do siebie, że podjęłaś głupią decyzję, a nie do faceta, że jest jaki jest. Bo on - jaki jest - nie ukrywał.

                    I proszę, przestań nam wreszcie wmawiać, jakobyśmy twierdziły, że sytuacja "facet jest truteń, a Ty wszystko za niego odwalasz" jest ok. Jest dokładnie odwrotnie i w związku z tym wszystkie Ci radzimy go rzucić. A Ty, z niewiadomych przyczyn, trzymasz się go kurczowo i liczysz na to, że on się zmieni. No nie zmieni się, i żadne Twoje gadanie nic tu nie pomoże.
                    ------------------------------------------------------
                    forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
                    • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 10:20
                      Odniosę się jeszcze do wypowiedzi osób, które napisały, że to nie jego mieszkanie, on nic nie musi itd. OK. Nie musi. Idąc tym tokiem nie powinien też moich rzeczy uważać za własne, pomijając wypowiedzi do obcych typu "ja jeżdżę", "ja płacę tyle i tyle za OC" "ja wymieniłem opony na letnie" "i co mi zrobisz, i tak mnie nie wyrzucisz bo mieszkamy tu razem kilka lat" "Moja żona rzadziej jeździ tym autem, ja częściej"....itp, itd. Skoro on to uważa za swoje, to niech o to dba, czyści, myje, naprawia, ubezpiecza, itd. Wszystko jest jego i na wszystko on zarobił. Nawet słyszałam jak rozmawiał z sąsiadem "no ja nie mam czasu, cały dzień człowiek haruje". No masakra. Wkurza mnie taki przerost formy nad treścią od samego początku, tylko szkoda, że się nad tym wcześniej nie zastanowiłam, jak wypowiadał się o rodzicach, że matka zabierała mu wszystko, ojciec pił, a on biedaczek spłacał kredyt rodziców za dom. Matka z kolei mówi co innego, że miał w swoim życiu bardzo długie okresy bezrobocia, a jakikolwiek wkład w ten dom powiększał do rangi co najmniej jego postawienia. TO mnie boli.
                      • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 10:22
                        A odnies sie do mojejsmile
                      • nihiru Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 10:34
                        Ależ oczywiście.

                        Tylko że czytam ten wątek, i poprzednie:
                        forum.gazeta.pl/forum/w,898,156571071,156571071,Jak_sklonic_partnera_.html
                        forum.gazeta.pl/forum/w,898,147995003,148240125,Re_Zyjemy_obok_siebie_.html
                        i to jest po prostu niesamowite, jak można nastukać już kilka tysięcy postów (sumując te wszystkie wątki) na jeden temat i skrupulatnie ignorować jedyną radę, jaką się dostało, i jaka się we wszystkich wątkach powtarza: RZUĆ WRESZCIE TEGO FACETA.
                        Odpowiadasz na wszystkie wątpliwości, z wyjątkiem właśnie tej kluczowej rady. To dosłownie wygląda tak, jakbyś miała włączonego ignora na wszystkie stwierdzenia zawierające powyższe.

                        Ja niniejszym pasuję. Jeśli po paru tysiącach wpisów Ty nadal żalisz się i pytasz "co zrobić żeby ON się zmienił", to ja nie wiem, co można jeszcze napisać, żebyś zrozumiała, że odpowiedź na Twoje pytanie brzmi "Absolutnie nic".

                        ------------------------------------------------------
                        forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
                        • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 10:44
                          taki typ. dobrali się oboje, celem chyba tego związku jest wzajemne wymaganie od siebie na wzajem, punktowanie jak druga strona jest nieudolna. Takie wieczne stękanie i jojczenie.
                        • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 12:36
                          nihiru napisała:


                          > Jeśli po paru tysiącach wpisów Ty nadal żalisz się i pyta
                          > sz "co zrobić żeby ON się zmienił", to ja nie wiem, co można jeszcze napisać, ż
                          > ebyś zrozumiała, że odpowiedź na Twoje pytanie brzmi "Absolutnie nic".


                          ano właśnie
                          on się nie zmieni
                        • igge Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 18:28
                          to ja autorce odpowiem inaczej NIE RZUCAJ FACETA. Po prostu popracuj ciężko i długo nad sobą, żebyś nauczyła się akceptować jego niskie zarobki. Naucz się tez nie przesadzać z narzekaniem na ciężar swojej pracy (pracowałam w taki sposób jak ty kilka lat mając zdecydowanie więcej obowiązków i niemal brak pomocy partnera, który i owszem zarabiał 10 tys ale nie było go od rana do późnej nocy i w większość weekendów też nie i bardzo to mi się nie podobało, tęskniłam jak diabli)
                          Popracuj nad zaakceptowaniem niższego poziomu życia i odmawianiem sobie i dziecku fanaberii tak, żeby jego zarobki plus tyle godzin ile chcesz pracować wystarczało. Ogranicz potrzeby. Wprowadź większą dyscyplinę finansową. Nie musisz mieć tysiąca par butów, no sorry. Może jego minimalistyczne podejście nie jest takie złe. Może go kochasz i wart jest tego byś obniżyła swoje oczekiwania finansowe od życia. Nie każdy jest stworzony by odnieść materialny, finansowy sukces mimo, że tak sobie od dziecka planowałaś. Może popracuj nad sobą zamiast na siłę zmieniać psa w kota tzn partnera w jakiś swój niemożliwy do zrealizowania z tym konkretnym facetem zestaw aspiracji życiowych. Tego raczej nie da się zrobić. Może Twój partner jest wartościowym jednak człowiekiem tylko kasa i zaradność to nie wszystko. Poczucie bezpieczeństwa to Twój nie jego problem. Za coś go chyba pokochałaś? Aha, wydajesz się strasznie kontrolującą i zarządzającą partnerem osobą, odpuść trochę, nie tylko przestań smędzić o kasie ale nie rób w domu tego czego najbardziej nie lubisz robić. Może pan po powrocie z pracy ogarnie mieszkanie a Ty po prostu rano czasami sie poleń, wyjdź na kawę, poczytaj, posłuchaj muzyki i generalnie spędzaj część ranków tylko na swoich przyjemnościach, da się smile szczególnie, że Twoje dziecko chodzi już od dawna do szkoły i rankami nie wymaga opieki a przygotowywanie do takiej pracy nie zajmuje aż tak dużo czasu (choć wiem, że sporo czasu może zająć) Da się tak zorganizować Twój czas, żebyś ty była bardziej zadowolona i partner trochę odetchnął od Twojego marudzenia o pieniądze?
                  • lauren6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 10:30
                    Ja nie bronię twojego faceta. Uważam, że to taka męska wersja tego, czym sama chciałabyś być: utrzymanka.
                    On jest minimalistą życiowym i ciągnie Cię w dół.

                    Pomijam te sprzątania, prania, bo to są pierdoły. Nie musisz codziennie sprzątać, a szczególnie myć podłóg - robisz to bo chcesz mieć nieskazitelnie czysto. Ty tak masz, ale jest dużo osób, które mają niższe standardy czystości i w ich odczuciu póki skarpetki nie przyklejają się do podłogi to jest czysto. Dla Ciebie on jest leniem, że nie chce umyć podłogi. Ty dla niego wariatką, która non stop lata ze szmatą, chociaż jest czysto. Tutaj pomoże jedynie kompromis i wypracowanie wspólnej wizji czystości mieszkania i podziału obowiązków.

                    Jak pisałam wyżej facet ciągnie Cię w dół, bo faktycznie jest tylko obciążeniem. Nie możecie pewnie planować wspólnych wyjść, wyjazdów, bo jego nie stać/ bo ty musiałabyś płacić. Na pierwszych randkach miałaś sygnały jaki to typ człowieka, ale je zlekceważyłaś. To jest dorosły mężczyzna, którego nie zmienisz. Nie pójdzie do bardziej wymagającej pracy, by zarobić więcej. Uważam, że nawet jeśli mieszka u Ciebie to powinniście mieć wspólny budżet na wspólne AGD, naprawy itd. Z tego co rozumiem wszystkie takie wydatki pokrywasz Ty i to nie jest fair. Ty mu wypominasz zarobki 1200 zł na rękę, on ci się odgryza, że twoja praca nie jest prawdziwą pracą, bo to tylko dg. Czyli zamiast wsparcia w związku obydwoje wbijacie sobie nóż w plecy.

                    Dlatego zdecyduj się czy jest miłość i wtedy przymykasz oczy na jego wady i siedzisz cicho, bo ważniejsze portki w domu niż finanse. Albo kopnij go w 4 litery i zacznij nowe życie bez niego.
                  • bergamotka77 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 11:42
                    ada
                    po prostu jakby to powiedziała moja babcia wzięłas sobie gołodupca, inni napisali - utrzymanka. I zgodze sie - facet zarabiający tyle to porażka. Nie wiem czy w Wawie sa nawet tak niskie pensje płacone facetom, bo z tego nikt się nie utrzyma. Ale wy mieszkacie na prowincji gdzie sa inne koszty utrzymania. Poza tym co was łaczy? Lubicie się, macie wspólne zainteresowania, poglady na zycie, dobry seks? Bo jesli facet jest pipą, malo zarabia i sie leni, trzeba go utrzymywać, źle traktuje córkę, wszystko zlewa to nie dziwie się twojej matce ze jest zle anstawiona do niego. Facet znalazł sponsorkę i jest mu dobrze, no ale chyab to juz dawno odkryłaś? Córkę tez na taką utrzymanke szkolisz, to inna sprawa, bedzie patrzyla jak te klasyczne blachary, jaka fura zajedzie facet na randke, ile ziemi ma jego rodzina i bedzie kazala oddawac mezowi cala pensje po wyplacie. Dla mnie facet oddajacy pensje zonie to pipa i na odwrot. Sorry kto zarobil ten rozporzadza...Przyznaj sie, czy ten koles jest w twoim wieku czy duzo mlodszy? Bo jak mlody to moze jeszcze sie czegos dorobi w zyciu, jak starszy to gorzej...Poza tym jak taka z ciebie perfekcjonistka to jakim cudem kolejny raz wybralas niewlasciwego faceta?
                  • chocolate_cake Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:05
                    ad.a6 napisał(a):

                    > Czyli ja mam ponosić wszystkie zobowiązania za nas oboje?

                    nie
                    ale ponosisz bo tego chcesz
                    zmusza cię ktoś?
    • stacie_o Podsumowując 25.03.15, 09:45
      masz klasyczny symbol ofiary/masochisty/bezradności.
      Tkwisz w związku z facetem, którego nie kochasz, który cię nie wspiera, w pracy, która nie daje ci satysfakcji, ani widoków na przyszłość. Jednocześnie nic z tym nie robisz, poza mówieniem ja chcę: innego faceta, lepszej pracy. Polecam terapię, bo inaczej ciemno to widzę.
      • iskierka3 Re: Podsumowując 25.03.15, 09:49
        Ona nie chce innego, w tym sek. Ona chce tego samego ale zachowujacego sie jak innywink
    • mildenhurst Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 09:49
      za dużo podała szczegółów, zbyt barwna była jej opowieść, pomijając fakt użycia czasu przeszłego w stosunku do córki. Detektyw forumowy stwierdza, że cała ta historia to wielka ściema lub głębokie zaburzenia jej twórczyni. Jesteś ekshibicjonistką?
      • ad.a6 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 10:44
        To ta, co córkę zabiła? sad Ja nikogo nie zabiłam i daleko mi do jakichkolwiek konfliktów z prawem. Może i jestem w pewnym sensie ekshibicjonistką, popełniłam błąd, zakładając z założenia, że każdy mężczyzna się stara żeby jak najwięcej zarobić bo tak trzeba. Tak zostałam wychowana, oboje rodzice brali jak najwięcej nadgodzin, żeby było więcej pieniędzy w domu. Uważam to za normę. Mój błąd, niestety.
        • mildenhurst Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 10:53
          tak świadomie wyniosłaś tę naukę z domu, że dwa razy popełniłaś identyczny błąd w stosunku do mężczyzn.
        • przystanek_tramwajowy Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 10:59
          ad.a6 napisał(a):

          Tak zostałam wychowana, oboje rodzice brali jak najwięce
          > j nadgodzin, żeby było więcej pieniędzy w domu. Uważam to za normę. Mój błąd, n
          > iestety.

          Mamusia tak długo ciosała tatusiowi kołki na głowie, że za mało zarabia, aż się biedak na śmierć zaharował. I nawet biedak pączka sobie nie mógł kupić bez jej pozwolenia. To jakiś potwór ta twoja mamusia. A ciebie wychowała na swoje podobieństwo. Na szczęście ty trafiłaś na faceta bardziej asertywnego niż był twój biedny ojciec.

          ---
          Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
          • ad.a6 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 11:04
            Zapomniałaś dodać, że mamusia zaharowywała się tak samo jak tatuś.
            Niestety teraz ja będę musiała być bardziej asertywna: etacik za 1200 "bo nic innego nie ma i do niczego innego się nie nadaję". Najfajniej chyba mają właśnie takie kobiety. Takie trafiają na pracowitych facetów.
            A swoją drogą, nadal go tak zaciekle bronisz? Chciałabyś faceta utrzymywać ?
            • mildenhurst Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 11:09
              Ojciec Twój zmarł w pracy, matka po zawale/wylewie, ojciec Twego dziecka ma je w tyłku, dziecko Twoje poniża Twojego faceta, Ty masz przerost własnej wartości, obecny partner przynosi do domu 1200zł. Z tych problemów faktycznie ta najniższa krajowa jest najważniejsza.
              • ad.a6 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 11:12
                Mama jest, że tak powiem, dobrze zaopiekowana, dziecko też. Dziecko poniża CZASEM bo samo przez niego też jest poniżane. Oboje czasem jadą posobie wyzwiskami, no nie jakimiś wulgaryzmami, ale córka mu daje do zrozumienia, "weź się do roboty bo żerujesz na matce", poza tym moja mama też nie szczędzi słów "mama wzięła sobie nieroba".
                • mildenhurst Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 11:20
                  super, na wszystko masz wytłumaczenie. Dobrze, że tylko czasem poniża, znacznie przestałam niepokoić się pokoleniem mojego dziecka.
                • iskierka3 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 12:53
                  Nawrzucalabym mamie za taki tekst.
            • wasp20 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 11:14
              "Chciałabyś faceta utrzymywać ?"

              Ja utrzymywałam męża przez prawie rok. Taka była sytuacja. Wcześniej on mnie utrzymywał. Teraz zarabiam 3 razy tyle co on. Za kilka lat on może zarabiać 3 razy tyle co ja.
              Tylko w zdrowym związku to nie jest problem.
            • nihiru Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 11:37
              > Chciałabyś faceta utrzymywać ?

              Może nie utrzymuję, ale zarabiam dużo więcej niż on - czasem o połowę, czasem o 1/3.
              Do tego, ja więcej się zajmuję domem, bo tak mamy prace ułożone, że ja jestem w domu o 16-ej, a on o 19-ej.
              I prawdę powiedziawszy, te późne powroty są dla mnie dużo większym problemem niż niskie zarobki, mimo że nam się nie przelewa.
              Ale my tworzymy zgraną rodzinę, chwile kiedy jesteśmy wszyscy razem są najlepsze, a nie najgorsze, on mnie wspiera jak może i wiem, że mogę na niego liczyć, on nigdy nie ma pretensji, że coś nie jest zrobione, jak ja go o coś poproszę - to to zrobi (chyba że chodzi o remont wink) i świetnie się zajmuje dziećmi.
              I dlatego ja się swojego trzymam, a Tobie radzę, żebyś się swojego pozbyła.
              ------------------------------------------------------
              forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
              • iskierka3 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 12:52
                Ada, a dlaczego odnosisz sie tylko do tych postow, ktore sa wygodne?
                • iskierka3 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 13:36
                  Ada, a co bys chciala od forumek uslyszec? Tak konkretnie? Zebys byla zadowolona z interakcji?
                  Jak dla mnie masz 3 wyjscia:
                  1 przyjac na klate, ze mialas nieralistyczne oczekiwania w stosunku do tego konkretnego egzemplarza, ale uznac, ze jego zalety rekompensuja wady i cieszyc sie tym co masz
                  2 rozstac sie
                  3 gderac i marudzic do konca zycia i zostac zrzedliwa staruchawink

                  Ten facet byc moze wcale nie klamie, mowiac o harowce w pracy i o wychowywaniu siostry. Piszesz, ze do pracy sie przyklada i traktuje ja powaznie. I byc moze z jego punktu widzenia jest to harowka i duzo z siebie daje. Byc moze to nie jest bajkopisartwo tylko on tak to odbiera. Z tego co piszesz to ja nie widze cwanego kretacza tylko niezaradna, malo zorganizowana p...pewink
                  • ad.a6 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 13:43
                    Dlatego z nim jestem, mi się nawet wydaje, że on kręci, bo wstyd mu było (jest) się do czegoś tam przyznać. Pamiętam taki moment na początku znajomości, że mi znikał ze skypa, potem się okazało, że mama mu każe przywieźć z pracy ojca bo zapił i pod płotem leży. Wstydził się. Potem płacił za ojca jakąś tam kaucję, żeby go do więzienia nie wsadzili, bo już któryś raz po pijanemu jechał. Tylko ja się dziwię, jak można było w jego sytuacji się nie postawić? Tyle razy mu mówiłam - powiedz ojcu, że poznałeś kobietę, zamierzasz się wyprowadzić i ani grosza już im nie dasz bo odkładasz na wspólne. Zamieszkał ze mną, bo było mi go żal, odważył się rodzicom powiedzieć że już nie będzie więcej kasy w ten kredyt na dom ładował. Nie wiem, co o tym myśleć, czy kręci, czy nie. Jego matka z kolei zaprzecza wszystkiemu, mimo że ojciec rzeczywiście nie pracuje i jak alkoholik wygląda.
                    • mildenhurst Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 13:49
                      Tylko ja się dziwię, jak można było w jego sytuacji się nie postawić? najpierw trzeba źdźbło we własnym oku dostrzec.
                    • zuleyka.z.talgaru Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 22:55
                      To on miał 18-20 lat? Bo z tego tak wynika. Ile lat młodszy jest od Ciebie Twój utrzymanek?
                      • ad.a6 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 26.03.15, 08:05
                        Jest młodszy o 2 lata. Kiedy miał 18-20 lat? Gdy zamieszkaliśmy razem zbliżał się do 30-tki. W tym wieku można już chyba mieć coś swojego, albo jakąś skromną kwotę odłożoną, gdy się mieszka z rodzicami. W moim przypadku tak było, mama wiedziała że odkładam i dokładała się do tego, tzn kupowała coś młodej, ciuszki, buciki, płaciła cały czynsz, gotowała obiady dzięki czemu ja mogłam więcej dorobić nie martwiąc się o to co w domu.
                        • verdana Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 26.03.15, 15:22
                          Innymi słowy, Ty byłas na utrzymaniu matki po zawale, a faceta rodzina utrzymywać nie chciała i stąd nie ma oszczędności. Strasznie niezaradny - wiadomo, jak sie ma rodziców, to rodzice winni dawać. Zawał nie zawał - mają dzieci i wnuki, mają pracować i utrzymywać.
                • ad.a6 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 13:46
                  Tzn do których? Napisałam wyżej, że byliśmy u jego rodziny kilka razy i za ciekawie nie jest, ale takich drobiazgów, czyli kto ile komu i za ile się nie dowiem. Matka z tych co milczą jak grób. Tylko wspomniała, że to nie prawda, że tak strasznie ciężko pracował, bo miał długie okresy bezrobocia. Nie wiem co jeszcze chcesz wiedzieć, bo i tak czuję, że przez chęć wygadania się jak kobieta kobietom, rozebrałam się prawie do naga.
                  • bergamotka77 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 13:50
                    nie napisalas ile ma lat, czy mlodszy czy rowiesnik? Bo na starszego od ciebie nie wyglada...
                    • ad.a6 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 13:57
                      Młodszy o 2 lata.
                      • bergamotka77 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 14:00
                        a poprzednie laki tez go utrzymywaly czy to raczej taki stary kawaler byl dopoki cie nie poznal?
                        • ad.a6 Re: Pamiętasz jak wpadła K. Waśniewska? 25.03.15, 14:10
                          Podobno był w dłuższym związku z jedną kobietą, mieszkał razem z nią i jej matką w ich domu, on pracował, a ona była "zbyt leniwa żeby zrobić cokolwiek, ale studiowała bo dostawała alimenty od swojego ojca". To jego słowa. Podobno odszedł on, bo go zdradzała wielokrotnie.
    • beverly1985 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 13:59
      Możesz napisac list motywacyjny:

      "Drogi Pracodawco,

      bardzo proszę o zatrudnienie mnie, gdyż muszę utrzymać siebie, dziecko, partnera i mieszkanie.

      Oferuję pełna dyspozycyjność między 8 a 15, poza oczywiście urlopem, świętami, wekendami, zwolnieniami na dziecko, chorobowym na mnie na partnera oraz momentami, gdy muszę się zająć własną działalnością gospodarczą. Zakładam też, ze praca nie będzie obejmować zadnych wyjazdów służbowych.
      Specjalizuje się w nauczaniu, tłumaczeniach, pracowałam w transporcie i PRrze, jednak w przyszłości chciałabym się skupić na piciu kawy i obsłudze petentów. Mimo, ze nie mam doświadczenia w administracji, szybko się uczę.

      Moje oczekiwania finansowe to min. średnia krajowa. Oczekuję od razu umowy na etat, nie przyjmę niestety propozycji umowy na zastępstwo lub na czas określony. Jestem pewna, ze w Państwa biurze wiele jest ofert spełniających moje oczekiwania i współpraca nam się ułozy.

      Z poważaniem

      XY".

      Powodzenia!
      • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:23
        Że tak sobie pozwolę zmałpować po lipcowej smile

        Siiiikaaaaam big_grin
        • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:25
          Wpadłaś się ponabijać znowu. Miło mi smile, kawkę zrobić?
          • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:27
            kawkę zrobić? rób w ramach przygotowań do zawodu, pracy znaczy.
            • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:32
              Coś CI zrobiłam że bije od Ciebie takie chamstwo? Serio uważasz, że nadaję się tylko do parzenia kawy? Żartów nie znasz??
              • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:36
                nie nie tylko. Skądże znowu, swoją wartość znasz bardzo dobrze. Do tej kawki jeszcze biszkopcik z bitą śmietaną z wątku obok, bym poprosiła.
                • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:55
                  To dlaczego piszesz w taki sposób? Ja serio piszę tu, żeby się Was poradzić, a zostaję potraktowana jak....wiadro pomyj za to, że chciałabym po normalnych studiach normalnie zarabiać, skończyło się na moim partnerze.
                  Zastanawia mnie, że to samo grono osób na innym forum doradzi innej kobiecie radykalne kroki typu "to nie sprzątaj, nie gotuj, nie pierz skarpetek pana i nie prasuj koszul, to może sam zaskoczy i się weźmie", myślałam że usłyszę tu "to pracuj też za 1200, może pan zobaczy że jest pusto na koncie i się zastanowi że FACET powinien zarabiać więcej.
                  A, mam kursantkę, lekarkę, uczę sporo czasu, zna moją sytuację bo jest u mnie co drugi dzień, niebawem wyjeżdża do Niemiec. Stwierdziła, że jak tylko się trochę zadomowi to zacznie się rozglądać i szukać pracy dla mnie. Zaczęłam temat wieczorem i mówię mojemu: wiesz co, pani A zaproponowała mi, nam właściwie, że jak sie w klinice zadomowi i pozna trochę środowisko to byśmy pojechali, kobieta będzie mi ałatwiać pracę, być może tobie też. Facet podrapał się po głowie zakłopotany "BOże, a co ja tam mam robić?!".......

                  To zapraszam na kawkę z biszkopcikiem, i ze śmietaną oczywiście. smile
                  • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:57
                    Jedź do tych Niemiec sama, może jakiegoś bogatego Niemca poznasz smile
                    • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:01
                      Kota, please....mniej sarkazmu. O normalną pracę mi bardziej chodzi. smile
                      • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:03
                        No dobra, to może dobra pracę będziesz mieć, na etacie i jeszcze przy okazji bogatego Niemca poznasz smile
                  • przystanek_tramwajowy Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:10
                    ad.a6 napisał(a):

                    > A, mam kursantkę, lekarkę, uczę sporo czasu, zna moją sytuację bo jest u mnie c
                    > o drugi dzień, niebawem wyjeżdża do Niemiec. Stwierdziła, że jak tylko się troc
                    > hę zadomowi to zacznie się rozglądać i szukać pracy dla mnie.

                    A co ty chcesz robić w Niemczech? Będziesz Niemców niemieckiego uczyć? Jedyne, co ci może ta znajoma załatwić, to sprzątanie. No, ale to przecież nie jest praca dla ciebie. big_grin

                    ---
                    Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
                    • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:40
                      A oprócz wysokich stanowisk i sprzątania nie ma nic pośredniego? Czy znowu chciałaś sobie podrwić? Baw się dobrze!
                      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:40
                        Poza tym wielu Polaków zapisuje się na kurs językowy, intensywny. To na przykład chciałabym robić.
                        • viviene12 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 20:38
                          Super. Tylko to jest raczej wydawanie pieniedzy a nie zarabianie.

                          Niestety, z samym jezykiem moze nawet i niezlym ale z pewnoscia nie perfekcyjnym, bez znajomosci Umgangsprache i bez konkrentych umiejetnosci i doswiadczenia specjalnej kariery zawodowej Ci nie wroze.
                  • verdana Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:34
                    Chciałbyś normalnie zarabiać na swoich własnych zasadach. Nie na takich, jakich wymagają szefowie. Wybacz, ale to myślenie naiwnej nastolatki. Zdajesz sobie chyba sprawę, ze w Niemczech też ludzie w pracy są dyspozycyjni i pod telefonem - a kto tam zaopiekuje sie Twoją 10-letnia dzidzią?
                    No i jakoś mama z zawałem przestała sie liczyć. W Polsce nie możesz zmienić miejsca zamieszkania, bo mama, ale wyjechać za granicę - a co tam mama, poradzi sobie.
                    • krecik Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 20:51
                      > No i jakoś mama z zawałem przestała sie liczyć. W Polsce nie możesz zmienić mie
                      > jsca zamieszkania, bo mama, ale wyjechać za granicę - a co tam mama, poradzi so
                      > bie.

                      O, czyzby jeszcze ktos zauwazyl, ze watkadajce sie rzeczywistosc rozjezdza?

                      Ag
                      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:08
                        Po prostu mama sama mnie do tego zachęca, mówi że poświęciłaby się jakoś, żeby tylko mi i małej było dobrze. Taka już jest, zawsze taka była, taka prawdziwa matka. Niestety rodzice partnera nigdy u nas nie byli i nawet się nie zainteresowali gdzie i jak mieszka. Oczywiście z ich strony wymagania są, żeby przyjechać, żeby pomóc, żeby.....cokolwiek. Ale sami do nas nigdy ręki nie wyciągnęli. Ja widzę, że tu są osoby, które czepiają się mnie żeby się przyczepić, ale na rodziców partnera, którzy pozbyli się go z domu po prostu, ani jedno słowo nie padło.
                        • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:11
                          No biedny niuniś taki, mamusia go z chaty wywaliła, a on Ci powiedział, że jest taki biedny, taki uciemiężony i że jak nie ogarniesz mieszkania dla Was to on z tego żalu i smutku egzystencjonalnego będzie musiał wrócić do mamusi i z Waszego związku nici. No biedactwo....
              • verdana Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:55
                Nie, nie nadajesz sie do parzenia kawy. W ogóle nie nadajesz sie do pracy na etacie. Żadnej.
                • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:56
                  Verdana, tak dobrze mnie znasz? smile Jakoś te 15 lat przepracowałam.
                  • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:57
                    A poza tym, pani profesor, fajnie jest kogoś zrównać z goownem. Wyżyj się, proszę bardzo smile
                    • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:06
                      Akurat verdana zawsze pisze bardzo delikatnie i wyważenie, chyba pierwszy raz widzę, że straciła cierpliwość.
                      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:08
                        Uderzyłam chyba w jakąś delikatną strunę, chyba nawet wiem, w jaką.
                        • verdana Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:31
                          Ja też wiem w jaką. Znałam paru takich pracowników jak Ty. Na szczęście wylecieli z hukiem. Ostatni - dwa tygodnie temu, ku radości współpracowników.
                    • verdana Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:29
                      Nie szanujesz pracy. Nie chcesz wykonywać poleceń. Chcesz w pracy robic tylko to, na co masz ochotę. Nie nadajesz sie do pracy. Moze kiedyś było inaczej, teraz nawet jak pracę znajdziesz, to raczej długo nie popracujesz.
                      \Nie dziwi Cię, że nikt Cie nie chce z biegłym niemieckim? Prawdopodobnie wszyscy juz wiedzą, że w pracy nawaliłaś.
                      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:38
                        Skąd Ty możesz wiedzieć, kto co wie, a czego nie wie? Ja rozumiem, że od czegoś jesteś ekspertem, wiele lat Cię podczytuję i szanuję, ale nie śmiałabym tak po kimś jechać z grubej rury, nie znając go. Sorry.
                        • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:53
                          Ale sama się wystawiasz w innych wątkach, co rok nowa praca, bo a to szef nie taki, a to radia nie pozwala słuchać, a to krytykuje, a to pyta czemu czegoś nie zrobiłaś na czas, a to decydować w sprawach firmy nie pozwala (szeregowemu pracownikowi smile ), a ty nie chcesz być pionkiem, a to praca nie taka, bo pracować w niej trzeba, do tego twój roszczeniowy, histeryczny charakter i mamy mieszankę wybuchową. Ja wiem, że jesteś bardzo oporna na tłumaczenia i konstruktywne rady forumek po milion pięćsetnym debilnym poście verdana po prostu nie zdzierżyłasmile
                          • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:54
                            forumek po milion

                            i po milion, miało być.
                        • verdana Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 16:37
                          Nie znam Cię. Znam jednak Twoje wymagania co do pracy. I wiem, że jak Ci nie zależy na pracy, to ją sobie lekceważysz. Że chcesz, aby szef uwzględniał Twoje domowe problemy, podczas gdy Ty nie jesteś skłonna zrobić niczego poza ściśle wyznaczonymi godzinami. To wystarczy, aby wiedzieć, że nie jesteś pożądanym pracownikiem.
                          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:11
                            A jaki jest według Ciebie najbardziej pożądany pracownik? Wiesz co, w jednej firmie tak właśnie robiłam, czyli poświęciłam dokładnie wszystko, pracując sporo po godzinach, biorąc bardzo dużo do domu, zawsze pierwsza wyrywałam się z chęcią pomocy, po prostu robiłam dużo więcej niż trzeba. Myślałam że to zostanie docenione. Myliłam się bardzo. Mam tak robić nadal, skoro ludzie mnie nauczyli, że to nie ma sensu?
                            • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:22
                              Cechy pożądanego pracownika:

                              Samodzielność
                              Dobrą organizację pracy - Tobie raczej nie wychodzi, skoro chcesz odwalać wszystko byleby szybciej i byleby po najmniejszej linii oporu
                              Komunikatywność - z Twoich wątków wynika, że raczej komunikatywna w pozytywnym tego słowa znaczeniu nie jesteś
                              Umiejętność porozumiewania się z innymi - skoro ryczałaś przy klientach (inne Twoje wątki) to znaczy, że nie potrafisz się spokojnie i rzeczowo porozumiewać z innymi
                              Szybkość wdrażania się w nowe obowiązki

                              A do tego:
                              Pracowitość
                              - chyba nikt tu nie ma wątpliwości po tym co przedstawiłaś, że do pracowitych nie należysz (wymagania dot. pracy)
                              Uczciwość - wiąże się poniekąd z pracowitością, szczególnie uczciwość wobec pracodawcy (nie pisze o uczciwości takiej zwyczajnej)
                              Lojalność - raczej lojalna wobec pracodawców nie jesteś - vide Twoje oczekiwania
                              Zaangażowanie - Twoje jest akurat zerowe.
                              orientacja na rezultat - jeśli masz w nosie pracodawcę i pracę i chcesz tylko odbębniać - to raczej nie mieści się w definicji.


                              Tak mocno z grubsza.
                              • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:36
                                zyleyka, tak szczerze..... znasz mnie, żeby tak podsumować? Popłakanie się przy klientach, owszem, jak gdzieś wyżej wspomniałam, przyzwyczajona jestem do bycia nauczycielką i rozmowy odbywają się zazwyczaj na innym poziomie, nie pod presją czasu, i szef nie wyzywa Cie przy ludziach, że np "jesteś ułomna". To była reakcja na wyzwiska. Ciekawe, że pracując "po swojemu" mam dobrą organizację pracy, czysto (bo ludzie przychodzą), ugotowane, ciuchy żadne nie leżą, wszyscy zaopiekowani, lodówka pełna, ja lubię DLA SIEBIE i gdy wiem, że mi się coś opłaca.
                                • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:38
                                  Podsumowałam na podstawie Twoich ekshibicjonistycznych wątków - nie tylko obecnego.
                                  W sumie straciłam 5 minut bo do Ciebie i tak NIE dotrze. Idź do jakiegoś psychiatry i napraw siebie.
                                • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:38
                                  Presja czasu to jest NORMA w dzisiejszej pracy zawodowej niezależnie od zajmowanego stanowiska i rodzaju wykonywanej pracy. Skoro tego nie rozumiesz - to Ty masz problem.
                                  • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:45
                                    To po prostu muszę przyjąć do wiadomości że nie nadaję się do pracy pod presją czasu. Tacy ludzie też istnieją, bo nie sądzę żebym była jedyna z taką przypadłością. Trudno, mówi się.
                                    • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:46
                                      Tylko normalni ludzie zaciskają zęby i robią swoje. Ty natomiast masz oczekiwania jak szejk arabski a od siebie nie chcesz dać nic ponadto co sobie sama ze sobą ustaliłaś.
                                      • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:47
                                        *ponad to
                                      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:52
                                        Masz rację, nie umiem zaciskać zębów, robię to, gdy już muszę, mogę zacisnąć zęby i przymusić się do czegoś bo nagrodą będzie większa (lub dodatkowa) kasa.
                                        • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:58
                                          Ty sie zachowujesz jakbys pol zycia spedzila o chlebie i wodzie. Kasa, kasa i kasa. A piszesz, ze nie powodzi Wam sie zle. Ani partner ani swiat nie nagna sie do Twoich oczekiwan.
          • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:28
            kawkę zrobić?

            A poproszę smile
            • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 14:55
              No dobra, facet nie rokuje. Nie zmieni sie, a ty chcesz z nim zostac.
              Jak wyobrazasz sobie wasze zycie za powiedzmy 10 lat?
              Myslisz w ogole o tym?
              • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:00
                Astomi: Pod jakim względem sobie wyobrażam? Póki co odkładam pieniądze, zastanawiam się nad wyjazdem za granicę bo już coraz bardziej mniej przytłaczają realia tego kraju. Reakcję mojego chłopa na ewentualną propozycję wyjazdu przeczytaj powyżej. smile
                • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:10
                  No jak to pod jakim wzgledem? Bycia razem!
                  Jak ma to dalej funkcjonowac jesli on ma wszystko generalnie w d...? Nadal bedziesz sie produkowac, zrzedzic, wsciekac i tak do usranej smierci?

                  Co do Niemiec, nie wiem co moglabys tu robic? Praca jest ale dla specjalistow. Lekarz, inzynier...oczywiscie. Informatyk tez.
                  Dyplom germanistyki mozesz w ramki oprawic. Jezyk zna tutaj kazdy.
                  Ja musialam sie przebranzowic aby znalezc prace. I uwierz ze wiem o czym pisze- jestem tu juz 16 lat.
    • sko.wrona Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:00
      Znam kilka osób, które "spijają kawkę w urzędzie". Nikt z nich nie zarabia na rękę trzech tysięcy.
      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:09
        Ok, ale zamykają drzwi 15-16, mają w doopie, weekend wolny, a popołudniami mogą dorabiać hulaj dusza!, nie są nękane telefonami.
        • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 15:15
          Ale na boga, zarabiają 1500!!
        • beverly1985 Re: Byłam dziś u mamy 25.03.15, 18:31
          Widzę, że masz wdrukowane to dorabianie popołudniami. Moze to dla ciebie nowe, ale po 8h etatu (+dojazd) większości osób nie chce się dorabiać, nie ma siły itd.

          Korepetycji po południu to udzielają nauczyciele zatrudnieni na karte nauczyciela, a nie szarzy etatowcy.

          Etatowcy ląduja w domu ok 18, łapia coś do jedzenia, bawią z dzieckiem albo pilnuja lekcji (w domu, na podwórku, na basenie, różnie), kłada je spac i mają jakąś 1-2h dla siebie, to wszystko.
          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:15
            Tak, mam wdrukowane, bo 10 lat przepracowałam jako nauczyciel i chyba się do tych korków przyzwyczaiłam, poza tym kalkuluję sobie, że nigdzie tyle nie zarobię co etat nauczyciela + korepetycje właśnie.

            Etatowcy ląduja w domu ok 18, łapia coś do jedzenia, .... - o ile wyciągają z tego etatu tyle, by nie musieć dorabiać. Niestety 1500 zł nie spełnia moich oczekiwań, i nigdy bym nie poświęciła całego dnia za tyle.
            • zuleyka.z.talgaru Re: Byłam dziś u mamy 26.03.15, 08:39
              W swojej pipidówie po akcji z umową na zastępstwo i tak Cię już nikt nie zatrudni w szkolnictwie. Nie wiem na co liczysz.
    • mildenhurst jest szansa na 1000 wpisów? 25.03.15, 15:13
      mnie już znudziło. Ale może tu o rekord chodzi.
    • pani.jezowa Ada! 26.03.15, 03:26
      Ja się powtórzę.
      Skopiuję Ci mój własny post z wątku sprzed miesiąca.
      Wtedy olałaś wszystkie sensowne rady forumowiczek.
      Widzę, że tym razem też Ci to idzie świetnie.
      Niniejszym kopiuję samą siebie:

      Zwróciło moją uwagę kilka rzeczy, zwłaszcza w tym bardzo długim wątku tutaj, sprzed półtora roku.
      Szczególnie dwie:
      * Twoje przekonanie, że partner pochodzi z rodziny dysfunkcyjnej (alkohol) a Ty nie
      * i zarzucana Ci tam kwestia materializmu, której cały czas zaprzeczałaś.

      W dużym, naprawdę dużym skrócie mogę napisać, że odniosłam następujące wrażenie.
      Wychowałaś się w domu, gdzie rodzice Cię kochali, prawdopodobnie rozpieszczali (późno urodzona jedynaczka).
      Ale tata zmarł, gdy miałaś 15 lat.
      Napisałaś tam, że mama była już wtedy na emeryturze a Ty poszłaś do pracy sprzątając domy.
      Podejrzewam, o ile mogę być po lekturze Twoich wątków uprawniona do jakichkolwiek wniosków, że ta sytuacja zachwiała twoim poczuciem bezpieczeństwa. I powiązała je z pieniędzmi.

      Nie wiem dlaczego to mama nie poszła wtedy dorabiać, czy nie chciała, była chora, nie widziała potrzeby.
      Ale nie jest normalne by 15 letnia dziewczynka zarabiała na dom, podczas gdy mama nie pracuje.
      Prawdopodobnie wytworzyły się u Ciebie wtedy zachowania lękowe związane z pieniędzmi, z ich brakiem, z lękiem co będzie, gdy ich zabraknie.

      Dlatego teraz masz ogromną potrzebę kontrolowania wszystkiego.
      Zabierasz nawet pensję partnera na swoje, nie wspólne, konto i Ty o niej decydujesz.
      Ty sprzątasz, gotujesz itd, bo on to zrobi źle.
      Masz problem z pójściem do pracy poza domem, bo on nabałagani - to też objaw lęku przed utratą poczucia kontroli: co będzie się działo w Twoim mieszkaniu, gdy Ty wyjdziesz.

      Dodatkowym problemem jest działalność gospodarcza, która nie gwarantuje cały czas takiego samego dochodu, więc znów chwieje to poczuciem bezpieczeństwa.

      Stąd mój wniosek, że zarzucany Ci materializm może być po prostu objawem Twojego ogromnego lęku przed utratą kontroli nad swoim życiem oraz Twojego przekonania, niekoniecznie nawet uświadomionego wprost, że im więcej pieniędzy tym więcej bezpieczeństwa (skądinąd prawda, ale u Ciebie przekroczyło to granice, stało się, obsesją) a z poczuciem bezpieczeństwa masz problem.

      Dlatego robisz wszystko, by zapewnić sobie dwie rzeczy: bezpieczeństwo, które rozumiesz jako pieniądze i kontrolę - z tego powodu nie chcesz pracować poza domem, zabierasz partnerowi pensję, decydujesz o jego kierunku studiów, wolisz wykonywać sama prace domowe, bo wtedy są wykonane dokładnie tak, jak lubisz, wolisz sama kupić patelnię, bo wtedy ona wygląda idealnie tak jak chciałaś itd....

      Do tego dochodzą dwie sprawy, prawdopodobnie powiązane" niskie poczucie własnej wartości i wiązanie się z mężczyznami, z którymi coś jest nie tak, uzależnionymi lub współuzależnionymi.
      Skąd to się wzięło, nie umiem powiedzieć, bo za mało danych.

      Ale wszystko to znaczy, że naprawdę warto rozważyć terapię.
      Potem pomyśleć czy chcesz pozostać w tym związku i zacząć nad nim pracować lub go zakończyć (w międzyczasie partner powinien pomyśleć o terapii DDA).

      Bo to, co jest absolutnie oczywiste i co już tutaj i w poprzednich wątkach padło nie raz: nie zmienisz innego człowieka jeśli on nie chce.
      Więc albo musisz partnera zaakceptować takim jaki jest
      Albo się rozstać.
      Albo spróbować popracować razem nad związkiem, relacjami itd.
      Wszystkie opcje, moim zdaniem, wymagają terapii.

      P.S.
      Doczytałam jeszcze ten wątek na pomocnych, gdzie sporo piszesz o tym jak reagowałaś w pracy, płakałaś przy klientach itd.
      Uważam, że specjalista jest Ci potrzebny od zaraz.
      I to nie jest z mojej strony złośliwość, mówię to z troski.
      Jesteś młoda, masz kawał życia przed sobą. warto zawalczyć o jego jakość.
      Także przez wzgląd na córkę, która żyje z zaburzoną matką, w domu z chorymi relacjami, ojcem alkoholikiem - łatwo jej nie jest na pewno.
      • ad.a6 Re: Ada! 26.03.15, 09:18
        Pani.jezowa -> masz ogromną rację, dziękuję za obszerną wypowiedź. Owszem, skorzystam z terapii, bo właśnie mnie samą to przeraża, wspomniana przez Ciebie chęć kontroli i wieczna pogoń za pieniędzmi, w obawie, że w przyszłości może ich zabraknąć. Zastanawia mnie jednak to, że przecież większość ludzi tak ma, że oszczędza, gromadzi na czarną godzinę i martwi się przyszłością swoją i swoich dzieci. Nie wiem, co w tym złego. Inni tego po prostu nie uzewnętrzniają, nie piszą nigdzie na forach. Rodzice mnie rozpieszczali, dla nich byłam najważniejsza, do dziś mama się martwi, właśnie przed chwilą dzwoniła że ma dla mnie jaja wiejskie, żeby po nie przyszła.smile. Jeśli chodzi o partnera i jego rodziców, widzę ogromny kontrast między sposobem wychowania mnie przez moich rodziców a jego rodzicami. Nie potrafię się z tym pogodzić i zaakceptować tego zimna. Oni nawet nie potrafią jakoś sensownie porozmawiać przez telefon, zawsze rozmowa kończy się kłótnią, od kiedy ja uświadomiłam partnerowi że jego rodzice mają go w doopie. Zresztą on sam widzi, że obie z moją mamą wzajemnie się o siebie troszczymy, i mówi, że to dla niego dziwne b on nigdy z rodzicami nie miał żadnych relacji. Co do zachwianego poczucia bezpieczeństwa, tylko STAŁA (czyt. na umowę na czas nieokreślony) praca daje mi poczucie bezpieczeństwa. Tak miałam tylko w szkole. Potem było coraz gorzej. Więc niech się niektórzy nie dziwią że narzekam na szefów, byłych szefów. Tak trudno dać pracownikowi umowę na czas nieokreślony? Tylko jakieś dzieła, zlecenia, menagerskie, o współpracy (i byle tylko grać na czas) przedłużać to w nieskończoność i jak się już stoi pod ścianą to w końcu umowę o pracę z wielką łachą, rzucić jak psu. Nie wiem, z jakich miejscowości jesteście, drogie forumki, gdzie pracujecie i za ile, ale chyba osoby tu piszące nie spotkały się z wyzyskiem i mobbingiem. Mam nadzieję, że nigdy Was nie spotka takie traktowanie przez szefostwo. Może po prostu nie mam szczęścia, nie jestem dobrą negocjatorką, wyżalam się na forum a w rzeczywistości nie umiem postawić żądań, nie umiem sobie czegoś wynegocjować. Zawsze tak miałam, że ktoś mi coś naobiecywał a potem zrobił w przysłowiowego konia. Chciałam na tym forum napisać o swoich uczuciach, poczuciu krzywdy, niesprawiedliwości, to wylano na mnie wiadro pomyj, nieliczne osoby spojrzały obiektywnie. Większość potraktowały jak lenia i nieroba. OK, Wasze prawo, to tylko forum, można komuś naubliżać i mieć z tego satysfakcję. Byłam kiedyś na rozmowie o pracę, na całkiem ciekawe stanowisko, przeszłam testy z języków, wydawałoby się że wszystko będzie ok, jednak na samym końcu pan kadrowy zwrócił uwagę, że firma nie zatrudni byłej nauczycielki, bo to zbyt odpowiedzialne stanowisko a on wie, że nauczyciele mają wkodowaną pewną mentalność i kończą pracę równo z dzwonkiem. To było dawno. Ale COŚ w tym jest. Mam koleżankę polonistkę, po 15 latach pracy nie dostała etatu w szkole, przeniosła się do firmy, na stanowisko związane z podręcznikami szkolnymi, przedstawiciel handlowy chyba. Po pół roku miała dość. COś w tym jest.
        • ad.a6 Re: Ada! 26.03.15, 09:24
          Dodam tylko: może terapia powinna mi pomóc w rozwiązaniu problemu pt. Jak przestawić mentalność z pracy nauczyciela na inną? sad Bo ja sobie nie wyobrażam pracować całe lato. Mam już tak, że jak tylko słonko zaświeci rwę się na dwór, poza tym nie wyobrażam sobie, by córka całe lato biegała po podwórku. My każdy wakacyjny dzień mamy zaplanowany. Wyjścia, spacery, wycieczki, pikniki, lody, jak deszcz to książki i gry. Każdy dzień to inna przygoda. Nie wyobrażam sobie inaczej.
          • iskierka3 Re: Ada! 26.03.15, 09:29
            No i takie nastawienie to albo rozpieszczenie na maksa albo kompletna niedojrzalosc. Ale wiesz, ze wiekszosc ludzi ma dzieci, tez lubi sloneczko i przygody i pracuje wiekszosc lata? A tez by woleli nie. Zyja i nie narzekaja. Ty sie naprawde dziwisz, ze po takich wypowiedziach jestes krytykowana???
            • iskierka3 Re: Ada! 26.03.15, 09:31
              Albo faktycznie jestes trollem i podbijasz irytacje forum gdy watek ucicha.
              • iskierka3 Re: Ada! 26.03.15, 09:33
                W dodatku zgrabnie zarzucilas haczyk pt "nauczycielki to nieroby" zeby goracy temat wygenerowal kolejne sto postowwink ( nie, TY tak nie powiedzialas, skadze, skadzewink
                • ad.a6 Re: Ada! 26.03.15, 09:38
                  Facet nie chciał mnie zatrudnić bo stwierdził że TA firma byłych nauczycieli nie przyjmuje. Byłam wtedy zła, naprawdę. Ale to było x lat temu i nie rozumiałam że jest coś takiego jak mentalność. Teraz rozumiem.
                • ad.a6 Re: Ada! 26.03.15, 09:55
                  Według mnie tylko posadka nauczyciela gwarantuje mnóstwo czasu wolnego, który można poświęcić na dorabianie, by wyciągnąć w miarę normalne pieniądze. Nie nieroby, tylko praca 10-18 bardzo wiąże.
                  • iskierka3 Re: Ada! 26.03.15, 09:58
                    No juz dobra, daj ludziom czas, moze rozwinie sie nauczycielska jatka do popoludnia, nie trac nadzieiwink
                    Nie wierze, ze NAUCZYCIEL, w dodatku chcacy wrocic do zawodu pisze o swojej pracy - posadka.
                    • ad.a6 Re: Ada! 26.03.15, 09:59
                      Serio nikt nie słyszał o tym, że praca w budżetówce to ciepła posadka? smile)
                      • iskierka3 Re: Ada! 26.03.15, 10:05
                        Serio, nie sadze by w taki sposob mowily o niej osoby tam pracujace. Tak mowia ci co zazdroszcza albo do takich prac zywia pogarde. Na pewno nie aplikujacy lub aktualnie zatrudnieni.
                        • ad.a6 Re: Ada! 26.03.15, 10:12
                          Nie słyszałaś wypowiedzi kandydatów na studentów WAT? Ciepła posadka w budżetówce będzie ...smile no będzie, nawet w czasie studiów kasę dostaną, której wydawać nie będzie na co, jak powiedziała jedna z kandydatek.
                          • zuleyka.z.talgaru Re: Ada! 26.03.15, 19:45
                            A wiesz czym się zajmują ludzie po WAT? Bo zdaje się, że nie masz zielonego pojęcia.
                  • chocolate_cake Re: Ada! 26.03.15, 10:04
                    ad.a6 napisał(a):

                    > Według mnie tylko posadka nauczyciela gwarantuje mnóstwo czasu wolnego, który m
                    > ożna poświęcić na dorabianie, by wyciągnąć w miarę normalne pieniądze. Nie nier
                    > oby, tylko praca 10-18 bardzo wiąże.


                    smile
                    Fajnie jest wink
                    Może w Grudziądzu nie chcą cię zatrudnić bo znają twoja opinię? wink

                    Powodzenia ci życzę mimo wszystko
                  • wasp20 Re: Ada! 26.03.15, 14:28
                    Są trzy opcje:
                    1. Jesteś trollem.
                    2. Jesteś bezdennie głupia.
                    3. Jesteś bezdennie głupim trolle.

                    Głosuję na odp. nr 3 big_grin
                    • kota_marcowa Re: Ada! 26.03.15, 14:32
                      Ja bym dodała jeszcze 4 opcję, nie dość, że bezdennie głupia, to jeszcze w główce kuku na muniu tongue_out
                    • krecik Re: Ada! 27.03.15, 07:36
                      > 3. Jesteś bezdennie głupim trolle.
                      >
                      > Głosuję na odp. nr 3 big_grin

                      Ale na tym forum juz mamy ten etat zajety. Zaraz, zaraz, jakby sie tak zastanowic i wczytac w wypowiedzi w tym watku...

                      Taaaaki dlugi watek i kto sie w nim jeszcze ani razu nie pojawil? smile

                      Ag
          • zuleyka.z.talgaru Re: Ada! 26.03.15, 09:29
            Znajdź sobie sponsora. Naprawdę.
            600 postów niewiele zmieniło w Twoim myśleniu. Nie ma sensu się męczyć. Znajdź sponsora i przestań w ogóle pracować.
            • ad.a6 Re: Ada! 26.03.15, 09:36
              Nie tyle, że niewiele zmieniło. Mam zacząć uwielbiać niewolniczą prace za 1500 zł i czuć się szczęśliwa. Tak, byłam rozpieszczona. Nigdy nic nie musiałam. Pracowałam tylko dlatego, że gdy tata zmarł poczułam że się robi niefajnie z braku kasy. Nie lubię biedy.
              • iskierka3 Re: Ada! 26.03.15, 09:40
                Ja bym proponowala dorosnac. Masz roszczenia i zadania jak dwunastolatka. Foch, ze nie masz wakacji, "opiekuna" i nikt Cie nie chwali za byle co. Na terapii powinnas pracowac nad pogodzeniem sie z faktem, ze skonczylas 18 latwink albo nad potrzeba trollowania - nie wnikamwink
                • ad.a6 Re: Ada! 26.03.15, 09:48
                  Nie trolluję. Żałuję tego, że nie jest tak jak było 11-12 lat temu. Żeby dostać pracę, trzeba było tylko wyjść z domu i się pokazać w firmie, że się jest.
                  • mildenhurst Re: Ada! 26.03.15, 09:52
                    modelką byłaś, że praca na pokazywaniu się polegała? Pamięć mnie raczej nie myli, ale nawet więcej niż 15 lat temu to ja te kalosze już wkładałam i Żukiem (pamiętam) pruliśmy na teren pod budowę blokowiska.
                    • ad.a6 Re: Ada! 26.03.15, 09:56
                      MIałam na myśli, że zdobyć pracę było na tyle łatwo, że wystarczyło ruszyć tyłek z domu i wyjść do najbliższej firmy/szkoły.
                      • mildenhurst Re: Ada! 26.03.15, 10:00
                        o kurde. to po jakie licho ja studia kończyłam i to jeszcze takie nudne. A mogłam zwyczajnie tylko ruszyć zadek.
                  • iskierka3 Re: Ada! 26.03.15, 09:53
                    Jezeli nie trollujesz to szukaj porzadnego terapeuty. Twoj post o wakacjach i przygodach kazdego dnia byl .... dziwny.
                    • ad.a6 Re: Ada! 26.03.15, 09:58
                      Na tym chyba polega spędzanie czasu z dzieckiem. Mam sąsiadkę, która pracuje na zmiany, dziecko lat 11 siedzi albo cały dzień na dworze, po nocce ona je z domu wygania bo się musi wyspać, albo siedzi u nas, bo mi po prostu żal. Biedny dzieciak. Nie wyobrażam sobie mojej córki w takiej roli.
                      • iskierka3 Re: Ada! 26.03.15, 10:03
                        Aha. Dorosla osoba, ktora "nie wyobraza sobie" pracowac cale lato. Bo jest sloneczko i ma potrzebe piknikow. Nie mozesz byc prawdziwa.
                      • nihiru Re: Ada! 26.03.15, 10:07
                        No właśnie w tym problem, że sobie nie wyobrażasz.
                        Sąsiadka też nie jest na pewno zadowolona z takiego obrotu sprawy, ale nie siedzi i nie płacze, że nikt jej nie daje pracy "do 15-ej i całe wakacje wolne", tylko robi co musi.

                        Nie ma pracy idealnej. Zawsze są cienie i blaski. Ty pracujesz mało, zarabiasz całkiem nieźle, ale ceną jest brak stabilności. Jak chcesz pracę stabilną, pogódź się z tym, że będziesz miała mniejszą pensję. Nikt Ci nie mówi - jak to sugerujesz - że "masz być zachwycona pensją 1500", ale rany - zejdź na ziemię!
                      • pani.jezowa Re: Ada! 26.03.15, 16:51
                        Twoja córka ma 12 lat!
                        Może jechać na obóz sportowy, harcerski, artystyczny czy jakikolwiek inny.
                        Na kolonie.
                        Dwa tygodnie z Wami na urlop.
                        Jest dość duża by zostać w domu, gdy wyjdziecie do pracy.
                        Mało który rodzic ma tyle urlopu, co jego dziecko wakacji.
                  • nihiru Re: Ada! 26.03.15, 10:00
                    > Nie trolluję. Żałuję tego, że nie jest tak jak było 11-12 lat temu. Żeby dostać
                    > pracę, trzeba było tylko wyjść z domu i się pokazać w firmie, że się jest.

                    Jakieś bzdury opowiadasz. Dokładnie 10 lat temu szukałam pracy po skończeniu studiów i musiałam zatrudnić się w administracji, bo w firmach prywatnych nie mogłam znaleźć miejsca. A to Warszawa była, a nie pipidówka.
                    • mildenhurst Re: Ada! 26.03.15, 10:02
                      miała na myśli chyba 40-50 lat temu jak był obowiązek pracy, a zarobki w miliony szły. Ale wówczas też nie każdy pił kawę, no chyba, że inkę.
                    • ad.a6 Re: Ada! 26.03.15, 10:07
                      Ja pamiętam dokładnie coś innego. Poszłam Z CIEKAWOŚCI do szkoły i zapytałam, czy będzie parę godzin, bo w innej szkole miałam TYLKO 14, pamiętam, że od razu dostałam jeszcze 14 godzin. W wakacje to było, koniec sierpnia, wiem, że wyszłam z rady pedagogicznej i stwierdziłam, że jak od września będzie 14 godzin to trzeba będzie szukać uzupełnienia w innej szkole. Godziny dostałam kawałek dalej, w gimnazjum. Nikt nie pytał wtedy o nic. Zaniosłam CV i za chwilę wiedziałam że zostanę przyjęta do pracy.
          • mildenhurst Re: Ada! 26.03.15, 09:34
            chyba ja mam w małym promilu zawód, który chciałabyś wykonywać. Latam po polu, robię pomiary czasami w błotku sie taplam, czasami w trawce pobiegam, kijkami się pobawią, ale nawet na to mieć uprawnienia trzeba. A i praca choć na powietrzu czasami to reszta przy biurku w cyferkach, no i mocno wyjazdowa.
            • ad.a6 Re: Ada! 26.03.15, 09:37
              To Cię podziwiam, naprawdę. Serio, chciałabym by mi taka praca dawała satysfakcję.
              • mildenhurst Re: Ada! 26.03.15, 09:39
                więc podziwiasz miliony Polaków, żadna nobilitacja.
          • pade Re: Ada! 26.03.15, 13:01
            Nie, terapia ma Ci pomóc dojrzeć, po to, byś myślała jak osoba dorosła, a nie 15-letnia dziewczynka.
            Tam się wreszcie wygadasz i dostaniesz zrozumienie. I, mam nadzieję, pozbędziesz szkodliwych przekonań.
            Czego się spodziewałaś zakładając kolejny wątek na ten sam temat na forum?
            Że znajdzie się w końcu ktoś, kto myśli tak samo jak Ty, czarno-biało, stanie po Twojej stronie i Ci przyklaśnie?
            Tak, jak do Ciebie nie dociera, że nie zmienisz swojego partnera w wymarzony ideał, tak samo nie dociera, że na forum dostaniesz takie same odpowiedzi jak poprzednio. Nie ma sensu zakładać kolejnych wątków i w kółko wakować to samo. Skoro nie możesz sobie z tym poradzić, idź po pomoc do specjalisty.
          • pani.jezowa Re: Ada! 26.03.15, 16:39
            Opadły mi ręce.
            Nie mam siły.
            Nie chcę być wredna, ale sponsor wydaje się być najlepszą radą.
            • iskierka3 Re: Ada! 26.03.15, 17:26
              Ja tez nie chce być wredna ale przy takim sponsorze to chyba też się trzeba napracowac??i nie wiem czy daje wolne na wakacje??
          • viviene12 Re: Ada! 26.03.15, 16:54
            smile))))
            Mam już tak, że jak tylko słonko zaświeci rwę się na dwór, poza
            > tym nie wyobrażam sobie, by córka całe lato biegała po podwórku. My każdy waka
            > cyjny dzień mamy zaplanowany. Wyjścia, spacery, wycieczki, pikniki, lody, jak d
            > eszcz to książki i gry. Każdy dzień to inna przygoda. Nie wyobrażam sobie inacz
            > ej.

            Ojacie... teraz to siedze i normalnie sie smieje sama do siebie.

            Kobieto! obudz sie!

            Chcesz byc specjalistka w urzedzie? a od czego??? Od narzekania i picia kawy?
            Moze sie da po znajomosci ale za najnizsza krajowa.

            Wyjechac do Niemiec? Z czym? z jezykiem, ktorym kazdy urodzony tubylec posluguje sie lepiej od Ciebie? Bo jakie konkretne umiejetnosci mozesz zaproponowac?
            Ty sobie chyba a raczej napewno nie zdajesz sprawy, ile musialabys pracowac z takimi (zadnymi) kwalifikacjami, zeby osiagnac podobny poziom? Wiesz, ile kosztuje mieszkanie i zycie? O umowie na czas nieokreslony i pracy do 16 to moglabys se ewentualnie pomarzyc.

            Praca po poludniu zle - zebrania w szkole zle - praca w lato - zle smile)))

            Nie, nie wierze, ze ktos tak roszczeniowo glupi i nieprzystosowany moze w ogole istniecsmile
          • bergamotka77 Re: Ada! 27.03.15, 00:33
            ada niestety sadze ze istniejesz naprawde i nawet mi kogos przypominasz - mialam kiedys podobna znajoma na studiach, ksiezniczke wychowana przez rozpieszczajacych rodzicow, ktora potem nie mogla sie odnalezc w doroslym zyciu. Miala dostac niezwykle prestizowa i ciekawa prace juz pod koniec studiow za ok. 3 tys. na poczatek ale uznala ze szkoda jej czasu na tyranie za tak male pieniadze bo ona w domu wszystko miala i facet musi wszystko zapewnic. Z tego co wiem nie skonczyla dobrze z takim swiatopogladem. Kobieto wiekszosc ludzi pracuje tez latem a nie rwie sie na sloneczko, od tego jest weekend, ma obowiazki, ma presje czasu, podlega szefowi i nie narzeka na swoje zycie. Ja tez, bywalo ze pracowalam cale lato bo np. w lipcu zaczelam nowa prace i nie moglam jej rozpoczac od urlopu big_grin Dzieci przezyly, ja tez, mam szefa, pracuje nierzadko w swieta a raz w miesiac mam zajety weekend - jestem w szooku? Ale zarabiam dobrze, lubie swoja prace, ucze dzieci ze praca ma wartosc a manna sama nie spada z nieba, tylko trzeba zapracowac io na zagraniczne wakacje, ubrania, przyjemnosci i jedzenie czy rachunki, choc pochodze z zamoznego domu i tez powinnam zachowywac sie jak ksiezniczka. Ale jak widac, moi rodzice mieli wiecej oleju w glowie niz twoi. Podziekuj im za to ze wychowali cie w bajce, ktora nie istnieje. Teraz ty masz problemy w swoim zyciu, bo rzeczywistosc nie pasuje do bajkowych wyobrazen. Ciesz sie ze masz mnostwo wolnego czasu przed poludniem i twoja sprawa ze go marnotrawisz na codzienne bieganie z mopem.
            • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 08:15
              Bergamotka: nie tyle wychowali mnie tak, bo serio nie rozumiem, gdzie popełnili błąd. Miałam bardzo fajne dzieciństwo, nic nadzwyczajnego, z tym, że za wszystkie sukcesy byłam nagradzana. A już w ogóle za takie większe, konkursy, olimpiady, znalezienie się w pierwszej trójce olimpiady handlowo menedżerskiej na szczeblu krajowym, w trzeciej klasie technikum to chyba było jakieś osiągnięcie dla dziecka. Podczas studiów nikt mi niczego nie oferował, bo pracowałam przez całe studia, w szkole właśnie. Zaraz się ktoś oburzy, że jak to, ale w 1999 roku można było uczyć bez kwalifikacji i jednocześnie kontynuować studia, zanosząc co roku zaświadczenie z uczelni, że się zaliczyło rok. I nawet wówczas nie miałam jakichś 3 miesięcznych umów próbnych, tylko pierwszą umowę na rok, kolejną na 4 lata (do planowanego ukończenia studiów), a potem na stałe. Aha, chcę dopowiedzieć, że pracuję w weekendy,w soboty mam zajęcia od 8 do 15 (bo tak tylko niektórym pasuje), i w niedziele czasem 3 czasem 4 godziny. Mam tak tylko z latem, ale to od kiedy mama miała zawał, przedtem w lato zawsze pracowałam, nawet podczas pracy w szkole w wakacje prowadziłam jakieś kursy, ale wtedy jeszcze nie martwiłam się o córkę, bo była pod bardzo dobrą opieką babci. Nie rozumiem bardzo agresywnego podejścia niektórych piszących tu osób. Pewnie nikomu w żadnym wątku tyle nie naubliżałyście, tylko dlatego że ten ktoś chciałby wrócić do pracy w swoim wyuczonym zawodzie. Serio nie wiem, co w tym złego. Z jakiej racji po studiach i wielu różnych dodatkowych kursach doszkalających jest się BEZ kwalifikacji? Wielu potraktowało mnie jak kogoś z wykształceniem podstawowym. Dlaczego? Każdy ma SWÓJ zawód. Ja jestem nauczycielką niemieckiego. Nie każdy musi uwielbiać księgowość, kadry czy inne cyferki. Nigdy nie lubiłam matmy, nie lubię do tej pory. Ile jeszcze razy mam napisać, że lubię pracować, ale w tym co lubię! Nigdy nie zmuszę się do robienia czegoś wbrew sobie.
              • alexa0000 Re: Ada! 27.03.15, 08:25
                "tylko dlatego że ten ktoś chciałby wrócić do pracy w swoim wyuczonym zawodzie."
                "Ja jestem nauczycielką niemieckiego. "

                INie ma etatów w szkole, za 3 tys netto, zatem niech któs odgórnie stworzy dla mnie etat, bo ja jestem nauczycielką i chce pracowac w szkole za trzy tysiące. Poza tym juz pracowałam w szkole i dalam ciała, w małym miescie, ale i tak chcę wrócic i już.

                Tak to mniej więcej wygląda? Jesli nie, to o co ci własciwie chodzi?

                • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 08:48
                  alexa, czytasz ze zrozumieniem? na etacie w szkole z nadgodzinami i wszystkimi innymi dodatkami wyciągałam prawie 3 tysiące netto, oprócz tego mogłam dorabiać. Poza tym ta praca na zastępstwo, o której piszesz, nie była na terenie mojego miasta, ani nawet na terenie mojej gminy. To i tak była TYLKO praca na zastępstwo, 30 km w jedną stronę, spore koszty paliwa, więc i tak szukałabym czegoś bliżej domu. O co mi chodzi? przede wszystkim chcę się wyżalić, jak pisałam już wcześniej, 15 lat temu nikt o nic nie pytał, czy gdzieś pracowałam, co się stało że już nie pracuję, czy mam dzieci (już samo takie przepytywanie jest denerwujące, czasem pytania w firmach są z kosmosu), takie kontrolowanie i sprawdzanie. Gdy zaczynałam pracę tego nie było. Po prostu było ogłoszenie, albo nawet go nie było, szłam z ciekawości do szkoły zapytać czy będą godziny na przyszły rok i dostawałam je, jeszcze będąc w trakcie studiów. Wiesz, nawet gdyby ktoś napisał "współczuję, rzeczywiście nie ma etatów dla germanistów, może byś ( i tu jakaś porada)... ale dostałam wiadro pomyj, przejechano się po mnie jak po szmacie, włącznie radami żebym została prostytutką, bo czuję, że po skończonych studiach i z 16 letnim stażem pracy powinnam zarabiać więcej niż najniższa? Tak chyba może napisać tylko kobieta kobiecie, chyba z zawiści, że one jednak MUSZĄ w to lato pracować.
                  • alexa0000 Re: Ada! 27.03.15, 08:53
                    Ale to już z było i nie wróci wiecej. Rozumiesz? Rynek sie nasycił, dzieci mniej, etatów mniej i NIE WRÓCI. I mozesz sie skichac, takie sa realia. Bedziesz lać ślozy latami, ze nie ma dla Ciebie etatu? Nie ma dla wielu nauczycieli. I nie będzie.
                  • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 08:55
                    Ale Ty kłamiesz big_grin
                    • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:00
                      o co CI znowu chodzi? przyszłaś namieszać? tak Ci trudno zrozumieć, że ktoś ileś tam lat pracował w jakimś zawodzie i chce do niego wrócić???
                      • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 09:01
                        Śmieszy mnie to co piszesz, bo kłamiesz big_grin I ja to wiem big_grin
                        • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:08
                          Wiedz sobie, ja mam pakiecik świadectw pracy smile TY mnie teraz śmieszysz. Poza tym po kiego tu przyszłaś? Pośmiać się? A śmiej się, jak przysłowiowy głupi do sera. Wielu ludzi z moich studiów tak robiło, pracowali bez kwalifikacji, nawet awansu nauczyciela nie można było wtedy rozpocząć, niby się było nauczycielem ale się nie było. Ale praca była, aha, pensja była + renta po tacie. To były czasy sad
                          • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 09:15
                            Pensja nauczyciela stażysty? buahahahahahahahahaha to było jakieś 1300 zł brutto... pod warunkiem, że miał wykształcenie wyższe. Jeśli nie... to było jeszcze mnie big_grin
                            • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:18
                              Tak, było mało, ale miałam jeszcze ok 900 renty po tacie, do ukończenia studiów. Tak mi było dobrze i wygodnie. Nie potrzebowałam żadnych awansów do tego. I jak pisałam, w międzyczasie zaszłam w ciążę.
                              • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:19
                                I znów cię uprzedzę, bo można było dorabiać 130% wysokości renty brutto. Więc miałam jakby dwie pensje, do tego full korepetycji. Fajnie było.
                • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 08:58
                  I chodzi mi o to, że nie potrafię się odnaleźć na dzisiejszym rynku pracy. Nie odnajduję się w wyścigu szczurów, nie umiem zaciskać zębów, nie umiem powiedzieć sobie MUSZĘ, nie znoszę rywalizacji. Nie ma takich osób w tym gronie? A może są, tylko udają twardzieli i nie potrafią się tak uzewnętrznić? Nie ma pracy dla osoby, która by chciała sobie SPOKOJNIE bez spinki i presji ze strony otoczenia wykonywać swoje obowiązki, wszędzie jest rywalizacja (i to spora, dawniej takiej nie było, 15 lat temu mogłam sobie spokojnie przejść z jednej pracy do drugiej), gonienie nie wiadomo za kim. Nie chcę już, w wieku prawie 36 rywalizować, ścigać się, na czas, na wyniki, na raporty, czy na coś tam innego. Chciałabym zakotwiczyć się gdzieś i dotrwać do emerytury. Poddaję się!
                  • nihiru Re: Ada! 27.03.15, 09:17
                    > Nie chcę już, w wieku prawie 36 rywalizować
                    > , ścigać się, na czas, na wyniki, na raporty, czy na coś tam innego. Chciałabym
                    > zakotwiczyć się gdzieś i dotrwać do emerytury. Poddaję się!

                    36 lat, a Ty już do trumny się szykujesz?!

                    Tak udanego trolla dawno nie widziałam. Niby człowiek wie, że dalsze pisanie nie ma sensu, a i tak kusi, żeby dalej polemizować, tłumaczyć, wyjaśniać. To naprawdę niezwykłe!big_grin

                    ------------------------------------------------------
                    forum rządzi, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi
                    • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:26
                      Nie szykuję się do trumny. Ja nie mam ducha rywalizacji, nie lubię jej po prostu. Chciałabym osiąść gdzieś na stałe i na jednym stanowisku wytrwać do emerytury. Nihiru, jesteś jedną z niewielu osób, która pisała jak do tej pory w miarę życzliwie, teraz piszesz o trollu?
                      • nihiru Re: Ada! 27.03.15, 09:44
                        Słuchaj, ja też nie mam ducha rywalizacji, i też lubię słoneczko i spacery z dziećmi, ale nie żalę się przez 1000 postów, że ten świat taki niesprawiedliwy, bo nie ma dla mnie takiej pracy, żebym mogła mniej pracować za większą pensję i jeszcze żeby partner zajmował się domem, a ja bym mogła wtedy pół dnia zajmować się swoim dorastającym dzieckiem.

                        Jak z kimś rozmawiam, to staram się go zrozumieć i wątpliwości interpretować na jego korzyść, ale w Twoim przypadku i święty straciłby cierpliwość. Powody wyjaśniała Ci wcześniej i Verdana i Pani.jezowa. Jesteś po prostu impregnowana na wszelkie argumenty.
                  • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 09:23
                    Zła wiadomość jest taka, że przed Tobą 31 lat pracy big_grin
              • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 08:38
                Zaraz się ktoś oburzy, że jak to, ale w 1999 roku można było uczyć bez kwalifikacji i jednocześnie kontynuować studia, zanosząc co roku zaświadczenie z uczelni, że się zaliczyło rok.

                W 1999 roku żeby móc pracować w szkole trzeba było mieć ukończone studia wyższe zawodowe (licencjat) oraz mieć przygotowanie pedagogiczne lub mieć dyplom zakładu kształcenia nauczycieli (SN lub później Kolegium Nauczycielskie)
                Regulowało to Rozporządzenie Ministra Edukacji z 1991.
                Jedynym przypadkiem, kiedy nie było wymagane wykształcenie wyższe to przedmioty zawodowe.
                Zatem w 1999 roku nie można było dostać etatu w szkole nie mając co najmniej dyplomu licencjata. Można było uczyć w ramach praktyk. Nic więcej.
                Poza tym w 1999 roku obowiązywała już ścieżka awansu zawodowego. Zatem jeśli pracowałaś tyle czasu w szkole, powinnaś być nauczycielem mianowanym (trwało to wtedy 3 lata). Nauczyciel mianowany miał zagwarantowany etat.
                Zatem... ścieeeeeemaaaaaa tongue_out
                • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:02
                  Ale ja tak pracowałam. Trzeba było mieć licencjat, ALE jak było się na studiach a nie miało się kwalifikacji a nie było innych kandydatów to przyjmowano warunkowo i dostało się umowę do planowanej daty ukończenia studiów. Świadectwo pracy mam Ci wysłać? Boże, ile trzeba mieć jadu w sobie, żeby pisać w ten sposób. Owszem, powiedziano mi w szkole "ja pani nie powinnam w ogóle zatrudniać, ale...." jak do końca sierpnia nikt z dyplomem się nie zgłosił, to zatrudniono mnie, jasne już?!
                  • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 09:03
                    To dlaczego po tych latach pracy nie masz nauczyciela mianowanego?
                    • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:14
                      Do obrony licencjatu pracowałam bez kwalifikacji, więc nie można było robić awansu zawodowego, potem trzeba było rok przepracować jako stażysta z kwalifikacjami, potem zaszłam w ciążę. I tu przerwa. Potem, po urodzeniu młodej podjęłam magisterskie, ale z małym dzieckiem i studiami średnio mi się chciało bawić w papierologię. I tak zostało. Potem zrezygnowałam ze szkoły, bo w pewnej firmie zaoferowano mi więcej na rękę niż bym miała awansując na mianowanego. Myślałam, że wyjdę na tym korzystniej. I znowu: co w tym śmiesznego że ktoś NIE CHCE awansować? Że ktoś sobie chce spokojnie pracować na etacie? Wasp, zrozum, można nie chcieć i nie potrzebować, poza tym właśnie na tym etapie miałam chyba najlepiej finansowo, wiec nie czułam potrzeby robienia żadnych awansów.
                      • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 09:17
                        To mnie śmieszy, kłamczucho, że w zawodzie nauczyciela obowiązują widełki płacowe.
                        Awans się opłaca, bo za tym idzie wzrost zarobków. Tylko skończony debil nie robi awansu (koszt czasowy w ciągu 3 lat to około 3 godzin na zrobienie planu rozwoju, 2-3 godziny na raport i 2 godziny na egzamin).
                        • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:28
                          Obrażaj mnie dalej, na zdrowie, tyle że ja wiem swoje, bo wielu moich znajomych tak pracowało, tyle, że awans można było zacząć dopiero gdy się miało kwalifikacje. Ja już podczas obrony licencjatu byłam w ciąży. I nie miałam ani siły ani ochoty na awanse.
                          • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 09:32
                            Jak napisałam - olałaś system, teraz zbierasz tego owoce. Jakby Ci się CHCIAŁO to teraz nie jęczałabyś na forum. Tysiącom nauczycieli się CHCIAŁO. Ty miałaś w dupie, a teraz oczekujesz, że manna z nieba spadnie.
                            Popatrz w lustereczko i powiedz do siebie - to TWOJA wina, TY spieprzyłaś sprawę, TY dałaś dupy i teraz ponosisz konsekwencje,
                  • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 09:12
                    Poza tym gdyby dyrektor coś takiego zrobił... miałby sporo problemy za działania sprzeczne z prawem. Ponieważ tak jak lekarz bez kwalifikacji nie może być zatrudniony w przychodni, tak nauczyciel bez kwalifikacji nie może być zatrudniony w szkole. Jedyna opcja to uzupełnianie wykształcenia przed końcem roku szkolnego, czyli np. ostatni rok studiów albo uzupełnienie uprawnień pedagogicznych. Takie donoszenie zaświadczeń przez kilka lat, że się studiuje to zwykłe kłamstwo. W najmniejszej pipidówie dyrektor beknąłby za takie rozwiązanie.
                    Poza tym, ponownie - obowiązywała ścieżka rozwoju zawodowego.
                    1 rok - stażysta
                    2 lata i 9 mcy - kontraktowy.
                    Po 4 latach od rozpoczęcia pracy człowiek dostawał mianowanego i umowę na podstawie mianowania. Ta umowa to parasol ochronny i żeby nauczyciela mianowanego zwolnić to musi być likwidacja placówki, zwolnienie dyscyplinarne lub nauczyciel sam rezygnuje.
                    Kolejna sprawa - jeśli miałaś mianowanego, nie wierzę, że zatrudnili Cię na zastępstwo. Na zastępstwo zatrudniają stażystę lub kontraktowego, bo mianowanemu muszą dać od razu umowę stałą, chyba że sam nauczyciel zadecyduje inaczej.
                    Więc jak było?
                    • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:17
                      Nie, dyrektor pisał wniosek o warunkowe przyjęcie osoby bez kwalifikacji w przypadku, gdy nie zgłosił się nikt z kwalifikacjami. I nie wmawiaj mi, gdzie pracowałam i co robiłam! Nie mam mianowania bo pracowałam bez kwalifikacji. Rozumiesz?
                    • alexa0000 Re: Ada! 27.03.15, 09:18
                      Nie pindol, bo sama tak pracowałam, bez dyplomu. na podstawie zaswiadczenia ze studiów. I ie tylko ja. Nie zarzucaj innym kłamstwa, jak gie sie orientujesz w realiach tamtych lat. Dyrektorzy tak robili, był głod jezykowców i przyjmowali nawet pierwszoroczniaków filologii z dyplomem np CAE. Nic im się nie działo i jakos nie wylatywali ze stołków, dziwne.
                      • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 09:19
                        Zaczęłam pracę w szkole w 2001 roku. Aż tyle się przez 2 lata zmieniło?
                        • alexa0000 Re: Ada! 27.03.15, 09:25
                          Ja tez zaczełam w 2000 lub 2001 (raczej w 2001) . BEZ dyplomu, zanim go doniosłam, to hoho, troche wody upłynęło. A zaraz doszła baka , która rozpoczeła licencjat, konczyła pierwszy rok. Moja pensja stazysty- jakies 890 zł się wtedy zarabialo bez dyplomu za etat-bez dyplomu, be uprawnień.
                          • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 09:28
                            No cóż, u nas nie było opcji znalezienia pracy w szkole na 1 roku studiów.
                            Inna sprawa, że będąc na 1 roku nie szukałam pracy w szkole.
                            Ale nawet jeśli, pomyśl, jak tępą dzidą trzeba być żeby pracować w szkole i nie podnosić kwalifikacji, choćby po to, żeby zarabiać więcej. Dla mnie to jakiś kosmos.
                            • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:35
                              Czy rozumiesz, że wtedy nie czułam potrzeby? cały czas mówiłam sobie "jeszcze zdążę, młoda jestem", potem ślub, poród, rozwód, to mnie jakoś wszystko dobiło, potem powrót do szkoły już z kwalifikacjami, podjęcie magisterskich, i jakoś nie myślałam wtedy o konieczności awansu. Mieszkałam z mamą i tak było dobrze. POtem przeniosłam się do firmy, z przekonaniem że do szkoły nie wrócę, bo przecież etatów i tak nie ma, więc po mi awans? A teraz...jest jak jest.
                              • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 09:39
                                Więc miej żal do siebie samej. A Ty masz żal do wszystkich dookoła - pracodawców, społeczeństwa, systemu, gospodarki.
                                TY zawaliłaś. Tylko i wyłącznie TY.
                                • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:45
                                  Wasp: dlaczego jesteś taka agresywna? Jak piszę, że zaszłam w ciążę to Ty "że dałam dupy". Było na tyle dobrze finansowo, że chciałam mieć jedno dziecko. Nie spodziewałam się, że za kilka lat będzie jak jest? Co by mi zresztą dał awans, skoro etatów dla germanistów i tak nie ma? TO mnie przeraża właśnie. W 1999 nie było językowców i byłam przyjmowana z pocałowaniem ręki. Gdy przechodzilam ze szkoły do firmy, firmie na tyle zależało, że nawet od kwietnia do czerwca pracowałam na pół etatu na umowę zlecenie po szkole (chcieli poczekać aż skończę rok szkolny), a w czasie wakacji dostałam umowę o pracę, na 15 lat.
                                  • zuleyka.z.talgaru Re: Ada! 27.03.15, 09:47
                                    Bo jakbyś była mianowanym nauczycielem to byś była nietykalna
                        • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:29
                          Niestety tak, gdy wróciłam po macierzyńskim na początku 2004 było już dużo trudniej. A i jeszcze zależy od miasta.
                      • ad.a6 Re: Ada! 27.03.15, 09:24
                        Alexa, właśnie tak pracowałam, i wielu moich znajomych ze studiów. Była pensja, nie było w szkole umów 3miesiecznych, próbnych, jeśli była umowa to na rok, i sukcesywnie przedłużana, dyrektor pisał co rok wniosek do kuratorium o przedłużenie zatrudnienia osobie bez kwalifikacji. Poza tym, jak pisałam, była pensja, była renta, było sporo korepetycji, odkładałam oszczędności i nie widziałam konieczności presji i spinki by musieć robić awanse. Miałam tak od zawsze, na spokojnie, na luzie. Szkoda, że już tak nie ma. Tego mi żal, Alexa. Lata lecą a ja dalej nie czuję konieczności spięcia się, awansu, i nie wiadomo czego jeszcze.
                        • wasp20 Re: Ada! 27.03.15, 09:26
                          Skoro tak pracowałaś, to pretensje do siebie miej, bo dałaś dupy tongue_out Do siebie pretensje, nie do ludzi i świata. Tak to jest jak się komuś "nie chce bawić w papierologię".
                          Proste. Olałaś system wtedy, teraz system olewa Ciebie.
                        • alexa0000 Re: Ada! 27.03.15, 09:30
                          A mnie nie ząl. Praca w szkole jest trudna jesli traktuje sie ją i uczniów poważnie i z szacunkiem, wypalajaca. Układy pomiedzy nauczycielami bywaja wykańczajace. Teraz cóż, pracuję do 17, nie zarabiam 3 tys netto na etacie, pracuję dodatkowo w weekendy w szkole.Rozumiem, że Tobie bylo w szkole dobrze, ale jesteś dorosla , jestes też kowalem własnego losu, nie zawrócisz kijem Wisły.
    • kota_marcowa Psychol czy troll? 26.03.15, 13:34
      Jak wyżej, psychol czy troll? Obstawiajcie smile

      Ja stawiam na psychicznego trolla big_grin
      • jesienna.nuta Re: Psychol czy troll? 26.03.15, 14:40
        Ja też. Ona nie może być prawdziwa: śmiertelnie głupia, infantylna i nie do zniesienia.
        • verdana Re: Psychol czy troll? 26.03.15, 15:30
          Troll. Całkiem zgrabny. na pewno nie prawdziwa 1. Taka głupota w realu nie istnieje, nawet przy lekkim upośledzeniu zazwyczaj wiadomo, ze praca polega na pracy, że pracuje się w wakacje też i że trzeba wykonywać polecenia szefa, 2. Historia sie w całość nie składa - a to mama miała zawał i wyprowadzić sie nie można, a to do Niemiec jednak można, a to jak tata umarł to była bida z nędzą, a to mama jednak dawała pieniądze i praktycznie utrzymywała córkę z wnuczką, aby córka mogła pomnażać oszczędności, a to w szczycie kryzysu było pełno miejsc pracy, ale szefowie wykorzystywali pracowników, bo bezrobocie było i 10 osób na jedno miejsce.
          • jesienna.nuta Re: Psychol czy troll? 26.03.15, 16:33
            Verdano, przyznam, że ja tej pani nie ogarniam. Poległam przy jej głupocie, aczkolwiek zafascynowała mnie absolutna odpornością na logiczne argumenty.
        • pani.jezowa Re: Psychol czy troll? 26.03.15, 16:49
          Obawiam się, że jest prawdziwa. Niestety. Bo dziecka szkoda bardzo.
      • viviene12 Re: Psychol czy troll? 26.03.15, 16:55
        kota_marcowa napisała:

        > Jak wyżej, psychol czy troll? Obstawiajcie smile
        >
        > Ja stawiam na psychicznego trolla big_grin

        tez tak obstawiam. Jesli istnieje naprawde - nie rokuje.
        • kota_marcowa Re: Psychol czy troll? 26.03.15, 17:04
          No po tym wpisie, że nie może pracować w lecie, bo "rwie się na słoneczko", trudno mi uwierzyć, że to nie troll, chyba nikt nie jest aż takim debilem? bo jeżeli faktycznie istnieje, to powinna jak najszybciej udać do psychiatry, bo jest nienormalna.
          • viviene12 Re: Psychol czy troll? 26.03.15, 19:31
            ...wiesz co, ja nie wiem czy psychiatra tu cos jest w stanie pomoc.
            Ten stan sie nazywa po niemiecku therapieresistent sein - moze pani tlumaczce to bardzie przemowi do
            wyobrazni (choc watpie). Ale co sie usmialam to moje!
          • krecik Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 07:45
            > No po tym wpisie, że nie może pracować w lecie, bo "rwie się na słoneczko", tru
            > dno mi uwierzyć, że to nie troll, chyba nikt nie jest aż takim debilem?

            No ludzie, nareszcie, bo juz z zazenowaniem sie czyta szczerze zaangazowane porady kierowane do kogos od jakiegos juz czasu robiacego sobie polewke z wierzacych mu ludzi na kilku forach.

            Ag
            • zuleyka.z.talgaru Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 09:32
              Troll, od wczoraj jej posty są dość wyważone - zmienił się animator tongue_out
              • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 09:36
                Ile trzeba mieć w głowie, żeby kobietę, która chce wrócić do zawodu traktować jak trolla. sad Zueyka - dlaczego?
                • wasp20 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 09:42
                  Poczytaj swoje posty, to się dowiesz big_grin
                  To nie chodzi o chęć powrotu do zawodu tylko o całą otoczkę infantylno-roszczeniową. Ja też nie wierzę, że żywy człowiek, wykształcony (ponoć) może być takim niedorozwojem. Zatem - musi być troll big_grin
                  • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 09:47
                    Wasp, znów zaczynasz Twoje ubliżanie? Masz skończone studia? Robiłaś je PO COŚ, czy dla jaj? Bo ja PO COŚ, i chciałabym z tego czegoś czerpać zyski.
                    • zuleyka.z.talgaru Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 09:52
                      Naiwna. Wciskali Ci kity, że studia GWARANTUJĄ dobrą pracę? ha ha ha.
                      • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 09:58
                        Nie pamiętam, by ktoś coś wciskał. Poszłam na te studia, bo znałam dobrze niemiecki, maturę pisemną zdawałam sama z całego technikum + jakieś tam konkursy i olimpiady. Chciałam robić to co lubię. Wiesz, nawet chyba wówczas nie myślałam czy po tym będzie praca czy nie. Jakoś tak wyszło po prostu, że akurat była, też fuksem, bo nie znalazł się nikt z dyplomem.
                        • mildenhurst Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 10:09
                          "Bo ja PO COŚ, i chciałabym z tego czegoś czerpać zyski " i minutę później:" Chciałam robić to co lubię. Wiesz, nawet chyba wówczas nie myślałam czy po tym będzie praca czy nie." To jakaś jednostka chorobowa?
                          • zuleyka.z.talgaru Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 10:16
                            Tak. Troll.
                            • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 10:28
                              Poczułaś ulgę pisząc te dwa słowa?smile
                          • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 10:20
                            Przed podjęciem studiów mając 19 lat nie myśli się czy po tym kierunku będzie praca. Młodzi ludzie raczej są idealistami. Teraz natomiast zadaję sobie pytanie PO CO robiłam te studia, rozumiesz?
                    • wasp20 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 09:58
                      Przecież Ty czerpiesz zyski ze swojego wykształcenia. Udzielasz lekcji, robisz tłumaczenia, ergo - wykorzystujesz w 100% swoje wykształcenie.
                      Argument nietrafiony.
                      I ponownie - nie jest mowa o chęci powrotu do pracy w zawodzie nauczyciela, ale o infantylno-roszczenionwej postawie podbudowanej konfabulacjami na temat warunków pracy nauczyciela nowadays.
                      Dobra, znudziłam się. Bajo.
                      • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 10:01
                        Owszem, czerpię zyski, ale nie jest to stały i pewny etat, a na wakacje (czyt. chudy okres) trzeba zaoszczędzić. Czyli znowu stres i spinanie się. W szkole chociaż wynagrodzenie za wakacje przychodzi i ZUS ktoś płaci smile
                        • wasp20 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 10:23
                          Dobra, zakładając, że istniejesz, napiszę wyraźnie i drukowanymi (nie krzyczę, tylko mówię wyraźnie):
                          W DZISIEJSZYCH CZASACH NIE MA STAŁEGO I PEWNEGO ETATU.
                          Nie ma go NIGDZIE, także nie ma go w szkołach.
                          Bo - germanistów i innych istów są tysiące, co roku każdy uniwersytet wypuszcza ich około 50 minimum. Uniwersytetów w kraju kilkanaście plus Wyższe Szkoły Zawodowe plus uczelnie prywatne. Załóżmy, że w sumie jest ich w kraju 30. Każda po 50 absolwentów rocznie to ile? 1500 osób rocznie i tak od 16 lat (czyli od kiedy pojawiłaś się na rynku pracy).
                          Jednocześnie dzieci jest coraz mniej, szkoły są zamykane, a nauczyciele zwalniani.
                          Co to oznacza? Ano to, że NIE MA już stałego i pewnego etatu w oświacie.
                          Pracowałam w szkole, którą zlikwidowano. Koleżanka, germanistka z doktoratem, po 19 latach pracy w tej szkole, wylądowała na pewien czas... na kasie w supermarkecie. Bo nic innego nie było, a pieniążki z odprawy się skończyły.
                          Teraz zajmuje się tłumaczeniami dla jakiejś firmy, ale do zawodu nauczyciela nie wróci, bo nie ma miejsc.
                          Masz DOPIERO 36 lat. Przed Tobą 31 lat życia zawodowego.
                • alexa0000 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 09:45
                  Jesli wrócisz, to jako stażysta? 2265 brutto, netto 1644 zł. O nadgodzinach zapomnij.
                  • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 09:53
                    Dlaczego jako stażysta? Jestem kontraktowym. Gdy pracowałam na zastępstwo miałam wynagrodzenie kontraktowego + 10% wysługi lat + wychowawstwo, + 9 nadgodzin. Mało nie było.
                    • alexa0000 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 09:59
                      Jesli nie pracujesz juz długo w szkole, to chyba zaczynasz od stażysty? Czyli 1644 plus 164 za wysługę lat, 1900 max w sumie. Nadgodzin nie dostaniesz raczej.
                      • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 10:02
                        MIałam umowę teraz od września 2014 do końca grudnia 2014. W umowie mam kontraktowy + 10% wysługi lat. I dostałam nadgodziny. 9 tygodniowo ich było. Więc.....?
                        • alexa0000 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 10:07
                          Miałas najprawdopodobniej fart. Zwróc uwagę na to,ze dojezdzalaś. Sama powinnas sie orientowac w rynku pracy w swoim miescie-są ogłoszenia o etacie dla germanistów? Sa nadgodziny?Znasz innych nauczycieli? Co mówią?
                          • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 10:26
                            Znam wielu nauczycieli, mam też znajomych wśród osób ze studiów. Bywam też czasem u naczelnika wydziału oświaty, teraz jestem tam umówiona, jak tylko spłyną organizacje na przyszły rok szkolny. Chodząc z CV po samych szkołach w mieście niewiele można zdziałać, czasem nawet bardzo trudno spotkać się z dyrekcją i porozmawiać tak szczerze, sekretarki podbiegają od razu do drzwi jak strażnicy i jest od razu "nie ma godzin"sad, jakby czegoś zaciekle broniły. Są też szkoły, zespoły szkół, gdzie po cichu mówi się, że wszystkie godziny (np gimnazjum + liceum) czyli prawie 2 etaty objęła jedna osoba, krewna dyrektora ponoć... Masakra. To jest jakieś nie do przejścia teraz. Nie ma szansy się przebić, nawet wejść i normalnie porozmawiać.
                            • alexa0000 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 10:32
                              Zatem wiesz,że nie etatów. Taki mamy obecnie klimat, nie ma etatów,kazdy broni swojego pazurami i zebami. NIE MA ETATÓW. Ja tez bym chciała,żeby były, dla moich koleżanek, które straciły pracę, ale ich nie ma. I byc moze nie będzie przez długi czas.
                • zuleyka.z.talgaru Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 09:53
                  Masz 700 postów - przeczytaj i sama sobie odpowiedz na to pytanie.
                  Ponoć, żeby skończyć studia to jednak jakąś inteligencję trzeba posiadać. Wykaż się...
          • kall_inka Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 11:03
            Kota, można mieć takie podejście do życia, bo i ja mam podobne (zresztą kiedyś wpisałam się w wątku Ady także). Tylko ja wyprowadziłam się do kraju gdzie taki styl życia jest normalny i możliwy i nie oczekuję etatu. najpierw mieszkałam w Portugalii, teraz Hiszpanii. Pracowałam na pół etatu z domu. A teraz zajmuję się rękodziełem, sprzedaję zarówno przez internet, jak i na lokalnych jarmarkach. Mieszkam w turystycznej miejscowości, turyści głównie niemieccy i angielscy są cały rok. Gmina ma preferencyjne warunki działalności dla rękodzielników (wpisuje się to w program pobudzania turystyki etc). Więc siedzę cały dzień na słoneczku, dziergam, gadam z ludźmi, nad ocean 10 min, wieczorami pyszne żarcie i wino. Tylko, że taki styl życia niemożliwy jest w Grudziądzu, no i nikt mi nie da etatu wink
            • triss_merigold6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 11:04
              Utrzymasz z tego stylu życia dziecko i mieszkanie? Jeśli tak, to kul.
              • zuleyka.z.talgaru Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 11:07
                Utrzymuje przecież.
                Tylko, że ciężko porównywać turystyczną miejscowość w Hiszpanii z pipidówą w Polsce.
              • kall_inka Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 11:08
                Tak, ale mój partner równiez pracuje. Sama bym nie utrzymała, kredytu na mieszkanie nie dostanę (ale akurat tu wszyscy wynajmują, ja zresztą lubię zmieniać miejsca zamieszkania, więc w moim przypadku własne mieszkanie widzi mi się jako kula u nogi, a wynajem daje wolność)
                • triss_merigold6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 11:16
                  Czyli nie masz nic stabilnego, ani mieszkania, ani pracy.
                  • kall_inka Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 11:23
                    Wszystko zalezy od definicji stabilności. Etat nigdy nie jest stabilny - bo zawsze mogą cię zwolnić. Własna działalność nie jest stabilna - bo stale musisz walczyć o klientów. Smieciówki - wiadomo. Tylko ja czuję się dużo lepiej nie mając nad sobą szefa i nie uczestnicząć w wyścigu szczurów (co robiłam jeszcze kilka lat temu pracując w Wawie w branży wydawniczej). W zasadzie moja historia wpisuje się w nurt: "po 7 latach w korpo i wypaleniu zawodowym rzuciła wszystko i wyjechała w Bieszczady". Jedyna różnica że zamiast hodować lawendę czy hucuły, sprzedaję rękodzieło.
                    • wasp20 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 12:15
                      Kall_inka, wiesz, tylko że Ty nie jęczysz na forum, że świat jest niesprawiedliwy, bo nikt nie chce dać Ci dożywotnio etatu za 3 koła przy minimalnym nakładzie z własnej strony.
                      Ty podjęłaś decyzję ze wszystkimi plusami i minusami, koncentrujesz się na tym, co jest fajne (brak szefa, słoneczko, winko, żarełko). I to jest OK. Nie masz ochoty na harówę, nie dziwię się. Ale akceptujesz, że za brak harówy i ciągłego pędu jest jakaś cena - brak stabilizacji. A jak partner przestanie zarabiać? Ha...
                      Ja podziwiam i zazdroszczę, ponieważ nie byłabym w stanie spać po nocach wiedząc, że jak się facet zwinie, to zaczną się problemy z opłatami za mieszkanie.
                      Nie zmienia to faktu podstawowego - Ty wybrałaś takie życie i doceniasz je.
                      Autorka, wbrew jęczeniu od 800 postów, też ma dobre życie.
                      Dochody przyzwoite, nienormowany czas pracy. Tylko jej to nie odpowiada, bo ona chciałaby żeby jej ktoś cyrograf podpisał na 31 lat, niezależnie od jej postawy, raczej olewającej jednak.
                      • kall_inka Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 12:25
                        Paradoksalnie ja się czuję znacznie lepiej przy teoretycznie mniej stabilnej sytuacji, niż pracując na etacie. Dodatkowo, co również jest pewnym paradoksem - na moim zajęciu zarabiam i tak więcej, niż wynosi w Polsce srednia krajowa, a koszty zycia sa podobne. Myślę, że to jest związane w dużej mierze z uwarunkowaniami kulturowymi w krajach południowych - mentalnośc jest zupełnie inna niż w Polsce i ja po nieco ponad 2 latach w to wsiąkłam. Jeśli nie wyjdzie z tą pracą, mogę zająć się czymś innym. Wyjazd dał mi bardzo dużo pewności siebie - że przecież sobie poradzę. Dodatkowo moim plusem jest to, że mam również b. dobre wykształcenie (o ironio w IT - choć nie jako programista, czy sieciowiec), więc przy jakiejkolwiek obsuwie, mogę wrócić do wyuczonej profesji lub wcześniejszej sciezki kariery (wydawnictwo). Ja również uważam, że autorka ma b, dobre życie i jej jedynym problemem jest partner. Gdyby jej praca była doceniana a on angażował się w obowiązki domowe - myślę, że i punkt widzenia byłby inny. Dlatego nie rozumiem tego upartego trzymania się akurat tego egzemplarza.
                        • triss_merigold6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 12:36
                          Czy masz dzieci?
                          Jesli nie masz, to w ogóle nie ma rozmowy. Osoba bez dzieci i bez rodziny ma zupełnie inną perspektywę niż rodzic.
                          • kall_inka Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 13:00
                            Jestem w 4 miesiącu, więc chyba mogę się nazwać matką in-spe. Decyzja podjęta świadomie właśnie teraz (tzn. kilka miesięcy temu wink), bo z racji zajęcia mojego i partnera (czyli oboje nienormowany czas pracy), możemy wychować dziecko bez udziału placówek. Jeśli zmuszeni bylibyśm,y wyjechać za kilka lat "za pracą" lub podjąć się bardziej "stabilnych" form zatrudnienia, to z racji tego, że dziecko będzie trójjęzyczne bedziemy mogli osiąść we wszystkich anglo lub portugalsko języcznych krajach. I z mojej perspektywy taki styl życia jest łatwiejszy niż bycie słoikiem w Wawie (bo sama bylam klasycznym słoikiem warszawskim - praca na Mokotowie, mieszkanie na Białołęce - podziwiałam wszystkie koleżanki, który przy podobnych warunkach ogarniały życie, pracę i rodzinę).
                            • zuleyka.z.talgaru Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 13:05
                              Popieram Cię!!! smile
                              Zazdroszczą Ci luzu, więc za chwile zostaniesz zajechana. :
                              • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 13:10
                                Zazdroszczą Ci luzu, więc za chwile zostaniesz zajechana. :

                                ...jak ja.
                                • iskierka3 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 13:16
                                  Tobie nikt nie zazdrosci luzuwink a kolezanka nie zostanie zajechana bo nie mowi - chce rownoczesnie sloneczka, luzu, wakacji, braku szefa, stabilnego etatu za dobra pensje i "opiekuna". Nie zauwazylas, ze ona WYBRALA - jak dorosla osoba. Zdecydowala co sie dla niej liczy, co jest wazniejsze a z czego moze zrezygnowac. Zdecydowala, robi co chce i jest zadowolona. Naprawde nie widzisz roznicy miedzy Wami?
                                  • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 13:27
                                    iskierka: jest różnica, po pierwsze, na razie kall-inka pisze, że jest w ciąży, czyli jeszcze "wszystko się może zdarzyć", mój ex-mąż, ojciec mojej córki też się bardzo cieszył że będzie dziecko, to był normalny długoletni związek trwający 6 lat, po ślubie, albo raczej po urodzeniu małej szybko stwierdził, że nie nadaje się do roli ojca i raczej jednak woli kolegów i przyjaciółkę- puszkę piwa. Mimo wszystko - ja mam LUZ, dziecko odchowane, na szczęście- zdrowe, etap pieluszkowo-kupkowo-płaczący za sobą i właściwie w pełni mogę się poświęcić mojej działalności.
                                    • zuleyka.z.talgaru Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 13:28
                                      Kallinka jest zrównoważona w przeciwieństwie do Ciebie.
                                    • kall_inka Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 13:37
                                      Może się zdarzyć, ale tak samo bezrobotnym, pracującym na etacie, mającym własną firmę etc. Dodatko jak pisałam wyżej (albo niżej smile ), mam niezłe wykształcenie i mimo, że to co teraz robię jest zupełnie nie z mojej branży, to dzięki masie darmowych kursów online, staram się być w miarę na bieżąco żeby awaryjnie zająć się SEO, web developmentem lub wrócić do redakcji tekstów. Szczęśliwie mam sporo znajomych w obu branżach, więz zawsze moge poprosić o wsparcie (kontakty, rekomendacja itp). Plus każdy kolejny dzień tutaj, to lepsza znajomość języka, co również poszerzy mi mozliwości "tradycyjnej" pracy.
                                      • zuleyka.z.talgaru Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 13:40
                                        Nie wysilaj się, ona i tak nie zrozumie.
                                        • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 13:42
                                          Czy ja Ci dokuczam i ubliżam? Widzę że tu każda ma wykształcenie lepsze niż moje. Odnośnie pozycjonowania SEO- też się tym kiedyś zajmowałam.
                                  • zuleyka.z.talgaru Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 13:29
                                    Zauważyłaś, że ada zmieniła styl wypowiedzi? Chyba gazeta zmieniła animatora w tym wątku tongue_out
                                    • kall_inka Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 13:40
                                      To być może wątek, jak to czasem bywa, skręci w nowym kierunku typu: "ale to ja właśnie jestem tym męzczyzną, a moja kobieta atakuje mnie, że mało zarabiam" wink
                                      • ad.a6 Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 13:44
                                        Ludzie- mam po prostu mniejszego dołka dzisiaj. To wszystko. Czasami patrzę na to wszystko, że jednak może być dobrze. Czy niektórzy muszą być tacy uszczypliwi?
            • mildenhurst Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 11:09
              bez urazy, ale w oczy wpadło samo: turyści z Nieniec - pobudzanie turystyki - rękodzieło - wieczorami pyszne żarcie i wino.
              • zuleyka.z.talgaru Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 11:12
                Chyba widzisz to co chcesz zobaczyć.
                • mildenhurst Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 11:17
                  no tak wyszło, samo.
              • kall_inka Re: Psychol czy troll? 27.03.15, 11:18
                Bo tak tu wygląda życie. Niemcy i Anglicy obkupują się we wszystko: filcowe torebki, szydełkowe koszyki, chusty, malowane kafelki, kubeczki - stylistyka podobna do naszych międzyzdrojów, tylko wyższe ceny (które dla nich i tak są niskie). Butelka dobrego wina 3-4 euro. Zarcie jest tanie bo tu WSZYSCY jedzą w knajpach (tzn lokalsi także) - danie dnia to 3-5 euro. Jak przyjechałam po raz pierwszy, w zasadzie nie moglam uwierzyć, że to takie proste - ceną jest jednak brak długoterminowej stabilności czy "gwarancji zatrudnienia".
    • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 13:40
      Ada a takie mam pytanie, moze juz ktos mnie uprzedzil i pytal. Moglo mi jednak umknac.
      Pisalas ze z powodu mamy jestes przyspawana do miejsca zamieszkania. Ze przeprowadzka za praca jest niemozliwa. Jak w takim razie chcesz wyjechac do Niemiec?
      Moze zbyt duzo sobie wyobrazasz i myslisz ze tyle tu zarobisz aby moc mame wziac do siebie? Czy jak to wyglada bo troche sie pogubilam.
      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 13:47
        Obie z mamą to przedyskutowałyśmy. Stwierdziłyśmy, że jak już mam w ogóle gdzieś wyjeżdżać to wolę chociaż pracować ZA COŚ. POza tym, pieniądze z wynajmu mieszkania mogłabym wysyłać mamie, nie wiem, po prostu kombinuję, co zrobić, żeby było wszystkim lepiej. Mam znajomą, która pojechała całkowicie bez wykształcenia do Niemiec, język znała tylko w stopniu podstawowym, pracuje już kilka lat z rzędu w przedszkolu jako pomoc nauczyciela. Więc jednak chyba się da smile.
        • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 13:49
          Poza tym widzę, że cokolwiek bym napisała, dla niektórych zawsze będzie źle. Niektórzy tylko chyba wolą wyciągać coś ze mnie i się nabijać.
          • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 13:55
            Ooo przedszkole moja branza smile
            Moze i pracuje. Tylko bez wyksztalcenia w tym kierunku zarobi 1200 brutto!
            Utrzymasz sie za to? Watpie. Mieszkanie to wydatek rzedu 500 euro ( mowie o 2 pokojowym)
          • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 13:59
            Niektórzy tylko chyba wolą wyciągać coś ze mnie i się nabijać. Tyle już dostałaś i wsparcia i rad,że teraz tylko nabijanie się pozostało, zrobiłaś z siebie wdzięczny temat. A córka z Tobą pojedzie? Zgodę ojca masz? Ukochany też, czy pod most ma iść?
          • kall_inka Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:00
            Ja akurat doskonale rozumiem twoją motywację, więc wykorzystałam mozliwości, które miałam, zeby zmienic życie stosowanie do moich potrzeb i oczekiwań. Ale jak juz czytałaś powyższe komentarze: prawdopodobieństwo, że dostaniesz pracę w Grudziądzu od 8 do 15, na etat z pensją netto 3 tyś. jest zaniedbywalnie niskie. Tak wygląda rzeczywistość w twojej okolicy i na to NIE MASZ wpływu. Ja nie mogłabym robić tego, co robię teraz w moim mieście rodzinnym. Mogłam albo zostać i brać co jest na rynku, albo siedzieć w Wawie (a nie lubiłam ani tego miasta, ani stylu zycia, które miasto wymuszało), albo wyjechać. Zastanów się nad priorytetami. Ja akurat uważam, że praca pomocy nauczyciela w niemczech jest bardzo dobrym pomysłem. Statystyki wskazują, że obecnie zmienił się nieco kierunek emigracji polaków i teraz nie UK a Niemcy cieszą się rosnąca popularnością. A to oznacza również polskie dzieci. Ty ze swoją znajomością niemieckiego i polskiego oraz doświadczeniem pedagogicznym byłabyś doskonałym asystentem dla dzieci polskich nie znających niemieckiego. Dowiedz się być może w urzędzie pracy w Polsce (może w gminach przygranicznych?) lub znajdż urząd pracy w Niemczech i wyślij zapytanie jakie są możliwości podjęcia takiej pracy na terenie Niemiec. Akurat tam urzędnicy mają inne podejście do swoich obowiązków więc niewątpliwie dostaniesz odpowiedź. Pytanie, czy NAPRAWDĘ jesteś gotowa na wyprowadzkę?
            • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:11
              Kalina nie pisz bzdur bo tylko dziewczynie nadzieje robisz uncertain
              Ja znam niemieckie realia, jestem po germanistyce, wiem co mozna tu po tym robic...a raczej czego nie mozna.
              Nauczycielem nie zostanie jesli nie dostudiuje drugiego przedmiotu oraz nie zda egzaminow panstwowych.
              Hilfslehrer a raczej pädagogische Hilfskraft moze sie uda jej zostac jak bedzie miala farta. Tylko ze primo: zarobki sa niskie, secundo: raczej nie znajdzie pracy na caly etat. Moze liczyc na pare h w tyg. W naszej podstawowce jest 30% polskich uczniow. Jakas polowa nie mowi po niemiecku- jest tu od niedawna. Nie ma zadnego nauczyciela pomagajacego im...maja sie jezyka uczyc od niemieckich nauczycieli oraz rowiesnikow. W wielu przypadkach sa cofani o rok nizej , az jezyk jest na tyle dobry, ze daja sobie rade i sa promowani do nastepnej klasy.
              • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:24
                Astomi: ja nawet nie marzę żeby zostać tam zatrudniona jako nauczyciel. Ale są przecież biura podróży, hotele, recepcje, biura które potrzebują sekretarki, firmy spedycyjne (gdzie potrzebny będzie polski, niemiecki i angielski), sklepy, hurtownie, itp.....
                • klamkas Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:27
                  I oczywiście w każdym z tych miejsc będzie na ciebie czekać miesiąc urlopu zimą i dwa latem ;p.
                • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:44
                  Szczerze? Bedzie ciezko, nawet w Berlinie.
                  Zycze Ci powodzenia ale realia sa jakie sa. Z akurat takim wykszalceniem jakie masz, bedzie ci ciezko. W gastronomi znajdziesz prace na bank, ale to praca do polonicy i w weekendy.
                  W biurze podrozy bedzie ciezko bo nie masz ani wyksztalcenia kierunkowego ani doswiadczenia. Tez x lat temu myslalam ze zwojuje swiat. A teraz wiem jak to wyglada.
                  Z drugiej strony moj przyjaciel pracuje tu od 6 miesiecy a poszukiwania pracy trwaly 3 dni. On nawet jezyka w podstawowym stopni nie zna ( zna angielski)
                  Ale jest inzynierem od budowy mostow i drog. Z doswiadczeniem. Niemcy go przyjeli z pocalowaniem reki.
                • viviene12 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:54
                  ad.a6 napisał(a):

                  > Astomi: ja nawet nie marzę żeby zostać tam zatrudniona jako nauczyciel. Ale są
                  > przecież biura podróży, hotele, recepcje, biura które potrzebują sekretarki, fi
                  > rmy spedycyjne (gdzie potrzebny będzie polski, niemiecki i angielski), sklepy,
                  > hurtownie, itp.....


                  Super.
                  Tylko jakies Ausbildung by sie przydalo.
                  Bo jak na razie to w takim hotelu mozesz liczyc na Aushilfejob jako Zimmermädchen auf 450 Euro Basis. O firmie spedycyjnej bez odpowiedniego przygotowania zawodowego raczej zapomnij.
                  3 lata nauki zawodu jako Speditions- bzw. Logistikkauffrau potrzebne.
                  15 lat temu wzieli by kogos, kto rokuje i przyuczyli, teraz mozna zapomniec.
                  • viviene12 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:59
                    nij.
                    > 3 lata nauki zawodu jako Speditions- bzw. Logistikkauffrau potrzebne.
                    > 15 lat temu wzieli by kogos, kto rokuje i przyuczyli, teraz mozna zapomniec.
                    >
                    Übrigens - ne Vollzeitstelle bis 15 oder 16 Uhr kannst Du ruhig vergessen. Diejenige, die um 15 Uhr heim gehen dürfen arbeiten halbtags. Tja.
                    • viviene12 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 16:08
                      zabraklo argumentow czy tylko Google translator straikuje?
                • pani.jezowa Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 17:41
                  I tam nigdzie nie ma "cyferek", szef nie wydaje poleceń, a praca kończy się o 15.00
                  O całych wolnych wakacjach już nie wspomnę nawet.
              • kall_inka Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:25
                Ale może dostudiować. Akurat w Niemczech studia po 30 to nic nietypowego. Poza tym niskie zarobki w DE oznaczają co innego niż niskie zarobki w PL. A najważniejsze, że czasem choćby próba zmiany dotychczasowego sposobu widzenia świata, pokazuje nam drzwi o których nie mieliśmy pojęcia. Może się też zdarzyć, że zwyczajnie doceni życie i prace jaką ma teraz (bo obiektywnie my wszyscy widzimy, że to jest dobre życie - a ona jedna nie). Praca w każdym kraju stawia konkretne wymagania zarówno co do kwalifikacji jak i godzin pracy (typu czy godzinna niepłatna przerwa na lancz jest obowiązkowa czy nie). Moi znajomi, pracujący głównie w startupach w Berlinie mają z tego dobre pieniądze ale praca 9-18 (jesli nie ma tzw. fuck-upu). Coś za coś. Być może Ada po prostu przestanie trzymac się myśli, że 15 lat temu było lepiej, bo czasy sprzed 15 lat nie wrócą.
                • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:39
                  Jasne ze mozna...tylko kiedy?
                  Przeciez Ada chce pracowac a nie zyc jako student prawda? Kiedy zarobi na zycie? ( studia zaoczne wlasciwie nie istnieja)
                  • kall_inka Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:51
                    Wiesz, że jesli człowiek chce, to znajdzie sposób. Choc oczywiście wymaga to wysiłku. Zmiany nigdy nie są łatwe. Może studiowac dziennie a popołudniami (skoro teraz tez pracuje popołudniami) pracować - choćby jako ten spedytor na druga zmianę czy specjalista ds wsparcia klienta dla firm turystycznych (również praca zmianowa wchodzi w grę). Szczęgólnie, że jak wspomniała, wyjazd rozważałaby dopiero, mając córkę-gimnazjalistkę. Dodatkowo może znajdzie partnera, jakiego chce (szczególnie, jęsli szukałaby np. w Niemczech czy Danii) - który faktycznie będzie ją utrzymywał, a ona zajmie sie samorealizacją, a nie karierą. Ja wiem, że takie podejście jest tu krytykowane, ale np. moi rodzice zdecydowali się na taki model rodziny - moj tata pracowal i szczęsliwie był w stanie utrzymać rodzinę, a mama zajęła się wychowaniem dzieci.
                    • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 15:03
                      Prosze cie! Adzie teraz jest ciezko, ale w Niemczech sie odnajdzie? Teraz czas spedzony z corka jest priorytetowy ale w Niemczech latwo z tego zrezygnuje? Studia dzienne plus praca na ETAT zeby moc sie utrzymac? A dziecko matki widywac w ogole nie bedzie...No ale moze ma zelazna psychike i brak matki, brak babci, brak przyjaciolek, nowy kraj, nowy jezyk i nowa szkola bedzie dla niej po prostu przygoda.
                      Ludzie!
                      Tym bardziej ze 12 latka wchodzi w taki okres, gdzie uwaga rodzica jest b.pozadana.
                      Ale najwazniejsze ze sie Ada realizowac bedzie uncertain
                      Ale to moze przeciez teraz zaczac. Ada idz na studia dziennie, zrob licencjata. Pracowac bedziesz wieczorami.
                      Ale za to jak wyjedziesz do Niemiec to juz w fachem w reku!
                      • kall_inka Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 15:14
                        Tak jak pisałam wcześniej, często jedna zmiana pociąga za soba kolejną. Nie jestem zwolenniczką podcinania skrzydeł i krytyki na zasadzie "i tak ci się nie uda". Ja zanim wyjechałam słyszałam to samo - "ale jak to, kraj w zapaści finansowej, nie znasz języka, nie znasz tam NIKOGO, nie wiesz, co bedziesz robiła - to nie ma szans się udać". A jednak się udało. Sama zresztą dałaś dobry pomysł - studia licencjackie teraz i wyjazd. Ada wspominała, że np. mogłaby się realizować w opiece. Studia (lub studium) w zakresie fizjoterapii - może wyjechac do Niemiec i o do czasu nostryfikowania dyplomu, czy zyskania uprawnień pracować w szpitalu jako asystent fizjoterapeuty, na umowę o pracę od początku i za godziwe pieniadze". Dokładnie tak pracuje teraz moja siostra cioteczna - i jest przeszczęśliwa - bo przede wszystkim widzi cel na końcu tej drogi: godna płacę, pracę i w przyszlości emeryturę - na co nie miała żadnych szans w Polsce.
                        • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 15:44
                          ja tez nie lubie opcji " i tak ci sie nie uda"
                          Ale bazuje na tym co autorka tu pisala: teraz jest jej ciezko, czas dla dziecka jest najwazniejszy etc.
                          To niby za zachodnia granica wszystko sie zmieni jak za doknieciem czarodziejskiej rozdzki?
                          Watpie. uncertain
                          A ze realia niemieckie akurat znam od podszewki to powolilam sobie rzucic cien na te Hurra, tam jest bosko!
                          Jest, jak sie dobry zawod. Polska od lat w Unii, dyplomy sa uznawane. Niech wiec ada pojdzie teraz na studia i pojedzie tam z czyms.
                          • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 15:54
                            Astomi- mówiąc szczerze to myślałam jeszcze o prowadzeniu kursów niemieckiego dla Polaków, zarówno dzieci jak i dorosłych. Moja znajoma chciała się zapisać na korepetycje z niemieckiego (chce zdać egzamin na poziomie B2 w Instytucie Goethego) prowadzone wieczorami, to kobieta z ogłoszenia podała jej kwotę...60 Euro za 45 minut. Oczywiście, zaraz mi powiesz że nie mam szans, itp...sad
                            • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 16:04
                              Nie wiem czy nie masz szans, nie wiem jak to wyglada w instytucie Goethego. Ale mysle ze na podobnej zasadzie co VHS. Ja uczylam wlasnie w VHS, 2 lata polskiego i rok niemieckiego. Stawka za 45 minut jest spora, co z tego jak tych godzin masz zaledwie pare w tygodniu? Do tego to nie jest praca na umowe a na Honorarbasis. Kase mialam wyplacana 2 razy w roku po zakonczeniu semsetru. Wtedy to bylo ok.2000 euro. Super pensja miesieczna- za 5 miesiecy juz nie bardzo.
                              Dobrze wspominam ten okres, robilam co lubie, jakis grosz z tego byl, mialam czas dla dziecka. Tylko ze oprocz tego mialam meza ktory zarabial na rodzine, wiec moglam sobie pozwolic na taka " fanaberie".
                              • viviene12 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 16:14
                                Dobrze wspominam ten okres, robilam co lubie, jakis grosz z tego byl, mialam cz
                                > as dla dziecka. Tylko ze oprocz tego mialam meza ktory zarabial na rodzine, wie
                                > c moglam sobie pozwolic na taka " fanaberie".

                                ... oraz nie musialas najpewniej placic Krankenversicherung, bo bylas ubezpieczona przy mezu.
                                Warto dodac, ze nie sa odkladane skladki socjalne. To jest moze przyjemny dodatek, ale sie z tego nie wyzyje - jak Astomi juz napisala
                                • astomi25 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 16:18
                                  Jasne. Ja i dziecko bylismy familienversichert u meza.
                                  Jakbym chciala nauczac prywatnie to musialabym zalozyc Gewerbe. I miesiecznie sama sobie oplacac ubezpieczenie, ktore jest przeciez obowiazkowe.
            • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:19
              Kall_inka: ta opcja z wyjazdem to tylko takie moje przemyślenia, że "może by się dało", mam sporo znajomych, w tym ze studiów, którzy wyjechali w różne części krajów niemieckojęzycznych i sobie chwalą. Nie rozważałam jeszcze, gdzie, kiedy, na jakie stanowisko, czy i jakie mam szanse. Wiem, że sporo ludzi (i z wykształceniem i bez) pojechało i znakomicie sobie tam radzą, jedni się przebranżowili, inni pokończyli kursy językowe (ci, co pojechali bez języka), podjęli pracę i jest dobrze. Uczyłam nawet w zeszłym roku jedną dziewczynę, pojechała z podstawową znajomością języka, bo jej się spieszyło, miałam załatwioną pracę w piekarni, tutaj była barmanką, pojechała z 5-letnim dzieckiem, i wiem, że dostała teraz lepszą pracę, dziecko teraz już chyba nawet do szkoły poszło, też samotna matka, więc można. Oczywiście zaraz się pojawią głosy że nie, że to zły pomysł, że sobie nie poradzę. Moja córka ma paszport od zeszłego roku, ojcu i tak obojętnie, gdzie jest, bo utrzymuje z nią sporadyczny kontakt. To do Mildenhurst, bo już znów coś insynuuje. Poza tym jesteśmy w UE i mam prawo wyjechać do pracy. Poza tym wyjazd to opcja jedna z wielu do rozważenia, nie żadna konieczność, poza tym i tak chcę zaczekać aż młoda podstawówkę skończy smile
              • kall_inka Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:34
                Ja akurat ten pomysł bardzo popieram. Wszyscy moi znajomi, którzy wyjechali (część z rodzinami) poradzili sobie i wg ich opinii ich zycie tam, jest lepszy niż było to. Jeśli i tak rozważasz wyjazd dopiera po skończeniu przez córkę SP, tym bardziej masz więcej czasu na rozważenie za i przeciw (tylko wtedy mama bedzie jeszcze starsza i być może wyjazd będzie niemożliwy z tego powodu). Ja bym ci radziła również skontaktować się z wydawnictwami edukacyjnymi w PL. Jeśli jesteś tłumaczem być może uda Ci się znaleźć pracę jako redaktor podręczników do niemieckiego. Co prawda jesli miałby to byc etat wyprowadzka do Gdańska/Wawy/Wrocławia/Krakowa konieczna, ale może znajdziesz coś dodatkowo. I przemyśl swój związek. Twój partner nie jest zaangażowany, sama to widzisz, ale liczysz na cud. Cud się nie wydarzy. Jeśli poznaliście się przez internet, to spróbuj kolejny raz poznac partnera w ten sposób, ale nie na polskich serwisach randkowych tylko międzynarodowych. W polsce 36 latka z dzieckiem jest uważana za starą i gorszą wink niz 25 latka bez dziecka. na zachód od nas 30-40 lat to normalny wiek zawierania małżeństw czy "związków partnerskich", a dzieci z wcześnmiejszych związków nie są aż takim problemem.
                • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 14:50
                  Kall_inka: szczerze Ci dziękuję za budujący post, naprawdę smile, do czasu ewentualnego wyjazdu i tak muszę poczekać, poza tym muszę powoli córkę "przestawić", ona nie chce słyszeć o żadnych zmianach, nawet tych na lepsze. Z głodu nie umieramy, finansowo nie jest źle, tylko ta niepewność sad, właśnie, może w Niemczech robiłabym coś poniżej kwalifikacji ale, jak pisałaś, z możliwością przekwalifikowania/dostudiowania, albo po prostu nie za głodową pensję.
                  Co do partnera, i odpowiadam tym samym na post Mildenhurst: nie, nie zostawiłabym go pod mostem, nawet w któryś weekend rozmawialiśmy co by było gdyby przydarzyła się okazja wyjazdu, oczywiście pierwszą reakcją było "a co ja tam będę robił", a potem jakoś nasza rozmowa zaczęła się kleić, po pierwsze, zna bardzo dobrze angielski, po drugie, do wyjazdu jeszcze czas, myślę że dałabym radę go nauczyc chociaż podstaw niemieckiego (on chce), zaczął rozważać zrobienia dodatkowych uprawnień, (z tych koparko ładowarek, wózków widłowych, prawa jazdy kat C+E) może coś z tego mu się przyda, byle tylko chciał. Zobaczymy co z moją działalnością, w roku szkolnym ładnie się kręci, ale strasznie boję się lata, kilku moich kursantów (dorosłe osoby), w których pokładałam nadzieję, że jeszcze przez lato zostaną, wyjeżdżają właśnie do Niemiec, więc trzeba będzie pozyskać nowych sad
                  • iskierka3 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 16:06
                    Chwali Ci sie za zgrabne nawiazanie do poprzedniej reakcji partnera na wyjazdsmile niemniej widac, ze wcale nie jest taki nierob i niechetny zmianie pracy teraz. Czyli tym postem zegnamy nieodpowiedzialnego pasozyta?wink
                    • pani.jezowa Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 17:47
                      Za to witamy bajkopisarkę, która znów oczekuje, że świat jej się rzuci do stóp.
    • mynia_pynia Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 15:10
      Wy tu gadu, gadu a w między czasie moja siostra prace dostała, jeeeee.
      Wrocław, ona zawód inżynierski, za pensje = średniej krajowej - wyżej niż w poprzedniej pracy z której ją zwolnili z powodu likwidacji działu, na bezrobociu właśnie jest 2 miesiąc, zaczyna od pn.
      • kota_marcowa Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 15:14
        Nie wiem z czego tu się cieszyć, lato tuż tuż, a ona na słoneczko się nie wyrwie, smutne to raczejsad No i na pewno szef jej każe pracować brr sad
      • mildenhurst Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 15:21
        a ma na utrzymaniu dziumdziusinię i pasożyta?
        • mynia_pynia Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 15:32
          Nie, jest korposuką wink
          A tak na serio to zwolnili ją z tak tu wymazanego urzędu aczkolwiek branżowego.
          • stacie_o Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 15:34
            To już nie spija kawki? Biedna!
          • anorektycznazdzira Re: Byłam dziś u mamy 28.03.15, 07:13
            Boszszsz, kawkę będzie w domu pić zamiast w pracywink big_grin
      • ad.a6 Re: Byłam dziś u mamy 27.03.15, 15:41
        mynia: gratulacje dla siostry smile
    • kota_marcowa ad.a6 to ty? :D 27.03.15, 15:51
      https://bezuzyteczna.pl/static/content/3945ca84eba4b690b9e2.jpg
      • ad.a6 Re: ad.a6 to ty? :D 27.03.15, 15:55
        Nie, to nie ja, choć kolor oczu i włosy identyczne smile. I zarabiam w dodatku, a tamta pani chyba nie smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka