Nie, nie platynową. Taką szaromyszowatą. Czyli mam ochotę na zmianę odcienia, na tym samym poziomie, a nie rozjaśnienie.
Obdzwoniłam wczoraj kilka salonów fryzjerskich i w każdym zaproponowano mi ściągnięcie aktualnego koloru rozjaśniaczem a następnie położenie farby.
I tak się zastanawiam- ja, będąc totalnym lajkonikiem w dziedzinie fryzjerstwa wiem o istnieniu reduktorów koloru/zmywaczy farb- zwał jak zwał. Dlaczego fryzjerzy wolą władować mi na głowę dekoloryzator z 18% utleniaczem?
Dlaczego wciskają mi szampony z SLS/SLES oraz toną silikonów i twierdzą, że włosy będą lekkie i odżywione?
Przecież włosy po takich preparatach będą w fatalnym stanie, co im da, że mi je zniszczą?
Takie tam rozważania o poranku...