Dziewczyny, może Wy podpowiecie, jak pomóc. Od lat pomagamy przyjacielowi mojego syna - zajmował się nim tylko ojciec, matka za granicą (nie płaciła nigdy alimentów) i różnie w tym domu bywało. U nas zawsze mógł przenocować, pobyć, zjeść.
Kilka miesięcy temu ojciec zniknął, rozpłynął się w powietrzu, nie zapłacił za wynajmowane mieszkanie, więc Młody musiał się wyprowadzić; w Polsce są tylko 2 babcie chłopaka, na Wybrzeżu.
Młody ma 19 lat, bardzo zależy mu, żeby skończyć szkołę w Warszawie, do tego dorabia w weekendy. Przygarnęliśmy go, bo inaczej wylądowałby na ulicy. Jedyny dochód jaki posiada to praca w weekendy i niewielkie sumy, jakie przysyłają mu babcie.
My dajemy mu dach nad głową, częściowo jedzenie, ale nie dam rady finansowo całkowicie go utrzymywać. Czy w tej sytuacji należy mu się jakaś pomoc z MOPSu?
Od razu uprzedzam, że na wyrwanie alimentów od "mamusi" nie ma szans, ojciec Młodego walczył kilka lat i nic nie wskórał. Ja rozumiem, że on już jest pełnoletni, ale tak dzieciaka jak psa na ulicę wyrzucić, to się w głowie nie mieści

Jest spokojny, poukładany i na razie niech mieszka, ale z drugiej strony to tymczasowe rozwiązanie.