morgen_stern
30.07.15, 10:23
Nigdy nie byłam zwolenniczką dawania pieniędzy na ulicy i raczej ich nie daję, wolę np. kupić jedzenie, jeśli jest okazja. Ale wczoraj w stolicy na Krakowskim Przedmieściu złapała mnie staruszka, biednie ubrana i poprosiła o pieniądze, że jej ciężko, chora, no wiadomo cała śpiewka. Szybko wyjęłam 5 zł, myślę sobie nie no, staruszka, wiadomo, jak jest ich sytuacja w Polsce, daję jej, a ta zawodzi "błagam o więcej, nie ma pani więcej, błagam, ja chora, nie mam na leki, wyszłam ze szpitala...". Powiem wam, że całe moje współczucie zniknęło jak sen złoty, miałam ochotę zabrać jej tego piątaka i powiedzieć, że jeśli to tak mało to może dam komuś, dla kogo będzie dużo. Byłyśmy na najbardziej obleganej przez turystów ulicy, tłumy ludzi, bo wieczorem było ładnie i przeszło mi przez myśl, że ona może tam codziennie niezłą kasę wyciągać na swój potargany płaszcz. Może dlatego moje marne 5 zł nie zrobiło wrażenia. Powiedziałam tylko, że nie mam i poszłam.
To był ostatni raz. Kupuję tylko jedzenie i wspieram finansowo odpowiednie instytucje. Na ulicy po prostu nie ma sensu, bo tam są tylko cwaniaki.
Ogólnie czuję niesmak związany z tą sytuacją.