pewnie mi to ktoś kiedys wyrzyga ale coz

mam ochotę oczarować kolegę. nie uwieść, nie nawiązać romans, ale oczarowac. ot tak, bez głębszych warstw, po prostu - tak wiecie, zeby sie we mnie "zakochał".
jak to sobie wybić z głowy?... najłatwiej by bylo spróbować i ponieść porażkę (tylko jak zagwarantowac sobie te porażkę?), ale rozsądek mowi żeby nawet nie zaczynac. rozsądek wygra, jak znam siebie, tylko gdzies tam coś jednak podburza i ssie...
kolega wolny, żeby nie było, a ja sie rozwodzić nie zamierzam.
wątek totalnie bez napięć, prosze mnie nie mordowac