Dodaj do ulubionych

Alimenty z innej strony

01.09.15, 20:03
Ile byłybyście skłonne płacić alimentów na dziecko/dzieci gdyby po rozstaniu wasze dzieci na stałe były pod opieką ojca? Miałybyście problem z tym, że ex tworzy nowy związek i oczekiwałybyście, że jego nowa partnerka będzie partycypowała w kosztach utrzymania waszego dziecka?
Obserwuj wątek
    • kota_marcowa Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 20:28
      Nie wiem. Nie potrafię sobie wyobrazić opcji, że dziecko nie zostaje ze mną tongue_out
      • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 20:32
        Ale dlaczego? Uważasz, że jesteś zdecydowanie lepszym rodzicem, niż ojciec dziecka?
        • ewa_mama_jasia Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:37
          Odpowiem za siebie. Bo mieszkanie jest moje, bo mam stalą prace, w regularnych godzinach, bo ja nadzoruje udział w zajęciach szkolnych i pozaszkolnych, kontaktuje sie ze szkola (mąż nie ma cierpliwosci do wysiadywania na zebraniach), bo to ja wyszukuje i planuje aktywnosci wakacyjne czy weekendowe. I dlatego chociażby nie wyobrażam sobie żeby dziecko zamieszkało z ojcem. O innych, mniej mierzalnych a calkiem zrozumialych powodach nie wspomnę.
          • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:39
            Ok, to są jakieś argumenty. Choć w przypadku dziecka nieregularne godziny pracy mogą się okazać znacznie lepsze od regularnego wysiadywania 8 godzin codziennie.
            • ewa_mama_jasia Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:58
              Przy samotnym wychowywaniu w żadnym wypadku. Raz na rano, raz na popołudnie, raz w nocy? Nie widzę tego. Pracuje w godzinach w dużej mierze pokrywających sie z godzinami nauki dziecka, oczywiście ja dluzej ale on czekal w swietlicy a od zeszłego roku wraca sam do domu.
              • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:05
                Nieregularne godziny pracy mogą oznaczać "jestem w pracy dokładnie wtedy kiedy dziecko w szkole" - czyli czy się wali, czy się pali jestem do dyspozycji. Wygoda nieporównywalna z etatem.
                • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:07
                  Ja mam nieregularne godziny pracy i mogę sobie dość dowolnie ułożyć plan. Dodatkowo część robię z domu. Myślę, że byłoby mi łatwiej ogarnąć dziecko niż komuś, kto musi być w pracy na 9 kończy o 17 i jeszcze musi dojechać. Oczywiście nieregularne godziny są różne - jak ktoś ma dyżury jako pielęgniarka to wiadomo, że inna sprawa.
                • ewa_mama_jasia Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:20
                  Nie rozumiemy sie. Moje dziecko jest w szkole od godz.8.00 do popołudnia, wiec moje regularne godziny pracy idealnie pasuja. Gdybym miała nienormowany czas pracy i ustawila go w dokladnie takich samych godzinach czym to się będzie roznic od regularnego czasu pracy?
                  • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:30
                    Np. tym, że jak dziecko jest chore,, ma wycieczkę, to robisz sobie dzień wolny, albo pracujesz z domu, albo dopasowujesz się do godzin, kiedy ktokolwiek może cię zastąpić przy dziecku (w stylu sąsiadka może zostać od 16-20, więc na te godziny ustawiasz sobie pracę). Albo dostaniesz w środku dnia telefon, że dziecko trzeba odebrać z przedszkola/szkoły, bo się źle poczuło - po prostu jedziesz, zamiast prosić się szefa o zwolnienie, szukać zastępstwa, odrabiać itp. itd.
                    • ewa_mama_jasia Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:56
                      Dziecko mi rzadko choruje, jesli jeździ na wycieczki to z klasa a nie ze mną wiec do szkoły idzie planowo. Jak naprawde trzeba odebrać to trzeba i szefowa wie, ze i tak wyjde bo są sprawy ważne i ważniejsze. A teraz mam w ogole luksus, bo juz od trzeciej klasy chodzi i wraca sam i mogę go zostawić na caly dzień samego. A jesli musze z nim zostać w domu to musze i na taka okazje są zwolnienia lekarskie i urlopy. Ale ja pracuje w budżetówce, nie z ludźmi tylko papierami, mailem i telefonem, wiec jak trzeba cos zrobic/dokonczyc na urlopie/zwolnieniu to nie ma problemu. Biorę do domu i tyle.
                      • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:17
                        A wyobraź sobie, że jesteś matką dziecka, które jednak choruje. Co jest łatwiejsze? Twój etat, czy wolny zawód na zasadach opisanych powyżej? Albo, że pracujesz w korpo, a nie budżetówce? Nadal twój etat jest lepszy? Albo, że nie trzeba "naprawdę odebrać", ale lepiej tak, świat się nie zawali, ale dziecku będzie lepiej.
                        • ewa_mama_jasia Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:40
                          Ale ja caly czas pisze o sobie i swojej sytuacji. I z mojego punktu widzenia tak to wygląda. Możliwe ze gdybym miała wolny zawod/ nienormowany czas pracy i do tego dziecko chodzace na różne godziny, podzielalabym Twoje zdanie.
                          • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:52
                            Ok, pytanie ogólne: lepsze luźne godziny pracy z możliwością dostosowania do potrzeb dzieci, czy etat?
                            • ewa_mama_jasia Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 00:07
                              Z mojego punktu widzenia - etat. Bo rozumiem ze te luźne godziny to kontrakt, wlasna działalność. Czyli jesli nie pracujesz - nie zarabiasz. Możesz miec dużo, możesz nie miec nic. A etat to bezpieczeństwo. Możesz sie rozchorować Ty albo dziecko, możesz przez jakis czas być na zwolnieniu czy urlopie i nie zarabiać, a pensje masz. Zreszta nie zawsze jest tak różowo z nienormowanym czasem pracy, czasami np. przy tlumaczeniach, trafia sie zlecenie wieczorem z zadaniem zrobienia na rano. Albo rano, z terminem na popołudnie. Albo np. ksiegowa czy prawnik w dużej mierze musi sie dostosować do terminów narzuconych przez klienta.
                              • klamkas Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 00:14
                                A wyobraź sobie, że masz ten luz czasowy i zabezpieczające potrzeby dziecka alimenty. Nadal wolisz etat? ;p

                                To pokazuje, że sytuacje są różne i mówienie "ja zawsze/ja nigdy" jest o kant tyłka... Pracuję na "etacie". W praktyce albo wcale, albo po 2h na dobę, albo po 24h, z wyjazdami od 1 doby po 2 tygodnie włącznie. Mój mąż na dg pracuje ile chce. Bo ma poduszkę finansową i dobrze zorganizowaną firmę. Jakbyśmy się rozstali, to tą poduszkę dostałby w pakiecie z dzieckiem - bo on może poświęcić jej każdą chwilę, a ja czasami tak, a czasami nie.
                                • angiz Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 12:47
                                  Ale przecież "nieregularne godziny pracy" to nie znaczy od razu, że ktoś jest bogaty i właściwie wcale nie musi do pracy chodzić, bo idzie tylko jak ma czas i ochotę. To rownie dobrze może znaczyć , że ktoś jest np pielęgniarką pracującą na zmiany i raz ma 12-tki, raz nocki, raz dniówki a raz cały dzien wolny. Dopasowanie wtedy grafiku do dziecka to niezły koszmarek.
                                  Zaś "praca na etacie" też może oznaczać, że ktoś ma kupę kasy a pracuje sobie na 1/4 etatu po 2 godziny dziennie żeby się w domu nie nudzić.
                                  Jeśli wychodzimy z założenia, że na dg ma się zawsze poduszkę finansową to to bzdura jest, ba pełno takich z dg których w domu nie ma od rana do wieczora a zarabiają tyle by się na powierzchni ledwo utrzymać.
                                  • lola211 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 20:19
                                    Wniosek z tego płynie jeden- róznie jest.Zatem nie ma co z góry twierdzic, ze majac dziecko lepiej miec etat.Czasem tak.Ale tylko czasem.
                                  • klamkas Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 21:57
                                    Ależ dokładnie to mam na myśli - że nieregularne godziny pracy raz są dobre raz złe. Etat raz jest dobry, raz zły. Zależy od tego jaka to praca i czego potrzebuje dziecko i rodzina.
                                    • ewa_mama_jasia Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 11:19
                                      I tu się z Toba zgadzam. Nie zamierzam forsować swojego zdania jako najlepszego, odniosłam się jedynie do mojej sytuacji. Mnie tak jest dobrze. Czuję się w miarę bezpieczna socjalnie, pracuję w miarę blisko domu, z dobrym dojazdem, dziecku też wybrałam szkołę blisko i zajęcia dodatkowe też - tak, żeby sam już mogł dojeżdżać.
                                      Mam wśród bliskich znajomych małżeństwo z małym dzieckiem, oboje na działalności gospodarczej związanej z szeroko pojęta sferą medyczno - ratowniczą. I z tym nienormowanym czasem pracy jest dramat. Obojga nie ma w domu po 20 parę - 30 godzin, albo jedno wchodzi, drugie wychodzi, albo w tych samych godzinach. Dziecko od zawsze było podrzucane bliskim, którzy mogli się nim zaopiekować: dziadkom jednym i drugim, sąsiadom, opiekunce (rzadko, bo trzeba płacić). Do przedszkola nie poszło, bo trzeba prowadzać i odbierać o określonych godzinach. Teraz poszło do szkoły, choć nie wiem, jak wygląda opieka nad nim. Bo charakteru pracy żadne z nich nie zmieniło.
                                      Moim zdaniem przy takim trybie życia, ten etat (a przynajmniej 8 godzin w stałych godzinach) choćby jednego rodzica byłby dla tego dzieciaka błogosławieństwem. Ale tak jak podkreślam, to tylko moje zdanie, oni mogą uważać za słuszne swój tryb pracy.
          • triss_merigold6 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:43
            O, to ja identycznie.
        • echtom Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:33
          Tak, jestem zdecydowanie lepszym rodzicem niż ojciec moich dzieci. Na szczęście nie był zainteresowany przejęciem opieki nad nimi, stąd Twoje pytanie to dla mnie zupełna abstrakcja.
      • estelka1 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 20:38
        Ja tak samo smile i od razu odpowiem. Jestem i byłam lepszym rodzicem niż mój ex tongue_out
    • ezmd99 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 20:31
      Myślałam o tym. I miałabym problem, bo ojciec mojej córki zarabia tak mniej więcej 10 razy tyle co ja. Jak nie więcej. I tak naprawdę ciężko mi byłoby dać więcej niż 1000. A powinnam dać tak naprawdę więcej niż zarabiam. Żeby było po równo. Albo nawet więcej.
      • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 20:34
        2000 zł (1000 od Ciebie, 1000 od ojca) to nie jest mała kwota na utrzymanie dziecka. Zakładam, że córce nic poważnego nie dolega... Przecież nigdzie nie jest powiedziane, że rodzic musi przeznaczać na dziecko większość swoich zarobków. Chodzi o zaspokojenie potrzeb dziecka. Zresztą 1000 zł to nie są chyba w naszych realiach niskie alimenty.
      • nevada_r Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 20:57
        W alimentach nie chodzi o to, żeby obie strony dawały po równo, tylko o to, żeby standard życia dziecka się nie pogorszył po rozwodzie. Jak dziecko jeździło na wycieczki zagraniczne, miało lekcje języków obcych itp., to powinno to zachować po rozwodzie. I w twoim przypadku, jeżeli ojciec twojej córki zarabia aż tyle, to jasne jest, że do tej pory to przede wszystkim on utrzymywał dziecko. I tak by zostało; zdziwiłabym się, gdyby sąd kazał ci płacić 1000 zł.
        • ezmd99 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:45
          Tylko w moim przypadku sąd nie byłby potrzebny. Ja piszę, ile bym mogła. Niestety. A chciałabym płacić dużo więcej.
          Eks płaci dużo bez sądu. Sąd by nawet tego, co płaci chyba nie przyklepał.
      • baltycki Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:00
        > A powinnam dać tak naprawdę więcej niż zarabiam.
        > Żeby było po równo. Albo nawet więcej.
        A dlaczego powinno byc po rowno?
        W czasie trwania malzenstwa tez nie jest po rowno.
    • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 20:40
      Nie ma opcji, żeby dzieci zostały z ojcem.
      • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 20:44
        Dlaczego? Jeśli jest tak złym rodzicem, że dzieci nie mogą zostać z nim, to może w ogóle nie powinien mieć z nimi styczności? Jak jest jakimś alkoholikiem czy narkomanem...
        • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 20:57
          Próbujesz prowokować. Mąż nie jest alkoholikiem ani narkomanem ale ma mniej cierpliwości i nudzą mu się zabawy z dziećmi. Owszem, może odprowadzić do przedszkola, pójść do lekarza czy podać obiad ale nie chce mu się milion razy bawić w księżniczkę Zosię. Poza tym mam pewność że wcale by nie walczył o to aby dzieci zostały z nim a ja ze swej strony nie utrudniałabym mu kontaktów.
          No i jeszcze jedna sprawa. Młodsze aktualnie karmię piersią. Jak widzisz załatwienie tego przez tatę?
          • najma78 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:11
            A dlczego dzieci nie moga zostac z ojcem zamiast z matka? Jakos nie przekonuja mnie argumenty. Karmienie piersia tez nie trwa wiecznie, po jakim czasie (wcale nie dlugim) dziecko przechodzi na normlna diete i mleko matki nie jest jego jedynym pokarmem.
            Dzieci z ojcem sa rzadkoscia, podobnie jak opieka naprzemienna.
            • memphis90 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 16:33
              > A dlczego dzieci nie moga zostac z ojcem zamiast z matka?
              Bo to moje dzieci. Jak chce mieć swoje na własność, to niech sobie urodzi tongue_out
              A na poważnie- jestem za opieką naprzemienną. Nie wyobrażam sobie widywać dzieci np. raz na dwa tygodnie i być rodzicem od wyjść do McD i okazjonalnych prezentów....
    • mynia_pynia Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 20:55
      Opieka naprzemienna, mieszkamy w poblizu i zakladamy osobne konto na ktore co miesiac oboje wpkacamy po np 400 zl zeby bylo na zajecia dodatkowe, ciuchy, przybory szkolne i kino i kolonie czy tez ferie. Reszta kazdy ze swoich.
    • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 20:56
      Niom. I wszystko jasne.
      Nie ma opcji żeby dzieci zostały z ojcem.
      I dobre pytanie - dlaczego jesteś z takim żałosnym dupkiem?
      Przy ewentualnym rozstaniu z mężem opieka naprzemienna, bez alimentów.
      Wydatki po połowie. Tak jak u męża i jego ex.
      • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:02
        Ja jestem z dziećmi związana na jakimś takim poziomie biologicznym, może dlatego, że są małe a może dlatego, że jestem po prostu samicą swojego gatunku. Nie zniosłabym nie widywania dzieci codziennie. Mąż do tego nie musi być dupkiem. Opieka naprzemienna może, gdyby dzieci były starsze.
        • najma78 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:14
          mag1982 napisała:

          Nie zniosłabym nie widywania dzieci codziennie.

          A ojciec dzieci musi zniesc?
          • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:17
            Akurat ojciec moich dzieci widuje je codziennie i nic nie zapowiada, żeby się to miało zmienić.
            • najma78 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:27
              mag1982 napisała:

              > Akurat ojciec moich dzieci widuje je codziennie i nic nie zapowiada, żeby się t
              > o miało zmienić.

              Nie chodzi tu tylko o ojca twoich dzieci ale wszystko jest mozliwe wiec pytam dlaczego matka sobie nie wyobraza a ojciec musi sobie nie tylko wyobrazic ale jeszcze sie dostosowac?
              • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:29
                Znani mi rozwodnicy (niewielu ich jest) nie narzekają na taki układ.
                • najma78 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:33
                  mag1982 napisała:

                  > Znani mi rozwodnicy (niewielu ich jest) nie narzekają na taki układ.

                  Znasz wszystkich?
                  • baltycki Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:06
                    mag1982 01.09.15, 21:29
                    Znani mi rozwodnicy (niewielu ich jest) nie narzekają na taki układ.
                    Chyba zna wszystkich znanych jej smile
          • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:18
            najma78 napisała:

            > mag1982 napisała:
            >
            > Nie zniosłabym nie widywania dzieci codziennie.
            >
            > A ojciec dzieci musi zniesc?

            Ojciec przecież nie jest związany "biologicznie" wink
            • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:19
              On ich pod sercem przez 9 m-cy nie nosił.
              • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:23
                Macica ma dość daleko do serca ;p.
                • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:27
                  Ale w ojciec jeszcze dalejwink
                  • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:22
                    O ile zakładasz, że związki to biologia, to owszem. Tylko jeśli tak, to co cię łączy z ojcem dzieci?

                    Związki, to nie tylko ciało. To też biochemia. Chemia. Psychologia. Okoliczności. Czyjeś zaangażowanie i staranie. Ograniczanie więzi matka-dziecko do biologii oznacza, że każde dziecko adoptowane jest skazane na emocjonalną klęskę, bo biologia wiąże je z matką, nawet jeśli jej nie zna, a matka adopcyjna jest skazana na porażkę (i dziecko też, bo nie ma faktycznie żadnej więzi, ani z matką biologiczną, ani adopcyjną).

                    Naprawdę do tego zmierzasz?
                    • memphis90 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 19:21
                      > O ile zakładasz, że związki to biologia, to owszem. Tylko jeśli tak, to co cię
                      > łączy z ojcem dzieci
                      Oral z połykiem.... tongue_out
                    • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 20:33
                      Ja napisałam tylko, że czuję biologiczną więź z dziećmi. Nie znaczy to, że twierdzę iż innych więzi nie ma.
              • najma78 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:29
                mag1982 napisała:

                > On ich pod sercem przez 9 m-cy nie nosił.

                Czyli adopotowane nie bylyby juz bliskie 😠
                • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:30
                  Nie każdy nadaje się na rodzica adopcyjnego. Nie ukrywam, że ja się nie nadaję.
                  • najma78 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:34
                    mag1982 napisała:

                    > Nie każdy nadaje się na rodzica adopcyjnego. Nie ukrywam, że ja się nie nadaję.
                    >
                    Ale wielu sie nadaje i kochaja swoje dzieci tak samo jak bilogiczne. Nie wszystko kreci sie wokol ciebie.
                    • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:37
                      Pytałaś czy adoptowane byłyby bliskie, wiec odpowiadam, że ja adopcji nie rozważam. Nie twierdzę, ze wszys
                      • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:39
                        Piszę tylko o swoich odczuciach a jeśli ktoś uważa inaczej ma do tego prawo. Ja nie narzucam nikomu, że ma myśleć tak jak ja.
                        • najma78 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:43
                          mag1982 napisała:

                          > Piszę tylko o swoich odczuciach a jeśli ktoś uważa inaczej ma do tego prawo. Ja
                          > nie narzucam nikomu, że ma myśleć tak jak ja.

                          Watek nie jest o twoich odczuciach.
                          • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:48
                            Przeczytaj jeszcze raz post założycielski. Autorka wątku zadała pytanie i każdy, nawet ja, może na nie odpowiedzieć.
                      • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:23
                        Ty nie rozważasz, tobie nie byłyby bliskie. A twoim dzieciom? Jakby ciebie nie było, życzyłabyś im wierności, czy normalnego nawiązywania więzi?
                        • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:34
                          Nie rozumiem pytania.
                          • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:59
                            To może dobrze dla ciebie...
                            • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 00:17
                              Może i dobrze bo widzę, że wyrobiłaś sobie na mój temat zdanie i nic co napiszę raczej go nie zmieni więc szkoda mojego czasu. Dobranoc
        • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:17
          No tak. Nie pojmuję bo nie widzę siebie jako "samicy gatunku ". A mój mąż nie wyobraża sobie nie mieć kontaktu z dziećmi codziennie. Inna bajka smile
          • triss_merigold6 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:21
            Trudno to wyjaśnic kobiecie, która nie ma własnych dzieci. Więź biologiczna jest dość istotna.
            • nickbezznaczenia Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:24
              No mąż nie ma żadnej więzi biologicznej z własnym dzieckiem. To oczywiste.
              • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:30
                Nikt nie twierdzi, że nie ma zadnej.
                • nickbezznaczenia Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:32
                  Triss właśnie próbuje.

                  mid.week napisała:

                  > Nikt nie twierdzi, że nie ma zadnej.
                • najma78 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:32
                  mid.week napisała:

                  > Nikt nie twierdzi, że nie ma zadnej.

                  Ale ma duzo mniej istotna, wiec mozna jego role po rozstaniu ograniczyc do roli bankomatu zgodnie z prawem.
                  • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:36
                    Znaczna część znanych mi ex-mężów z własnej woli taką rolę przyjęła. Częśc widuje dzieci raz na tydzień, część 2x w miesiącu, a moj włany kuzyn ze 2x w roku. Koniecznie w towarzystwie konkubiny i jej dziecka. Doczekał się, że własny syn odmówił wyjazdu z nim na wakacje. Wszyscy panowie deklarują wielką miłość oraz żal z niewidywania swoich dzieci częściej. Nikt im jednak nie broni tego robić. Wybaczcie, ale mam zdanie o więziach ojcowskich jakie mam....
                    • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:39
                      Przykre, że Twoje dziecko ma takiego ojca.
                      Ale a propos tej konkubiny.
                      A jak ma widywać dziecko ojciec w nowym związku? Czyli ze matka też ma zero pozwolenia na konkurenta w czasie kiedy dziecko jest z nią? Serio?
                      • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:42
                        Zaznaczam, że odpowiadam przez pryzmat TEJ konkretnej sytuacji.
                        Matka chłopca jest z nim na codzień. Tata ma czas od święta. Chłopiec tęskni za nim, pani ani kolegi nie lubi. Prosi tatę o wyjazd we dwoje. Tata na to, że jadą wszyscy razem...
                        Każdy ma prawo do układania sobie zycia, ale jak się znajduje dla dziecka czas 2x w roku a dziecko chce być z tobą sam-na-sam to wydaje mi się, że wypadaoby się dostosować do prośby...
                    • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:45
                      Uważasz, że rodzice po rozstaniu powinni już zawsze pozostawać samotni i nie wchodzić w nowy związek? Przecież to naturalne, że jak rodzic zakłada nową rodzinę, to dziecko staje się jej częścią - wszystko jedno, czy chodzi o ojca czy o matkę. Przynajmniej wśród moich znajomych tak to funkcjonuje. Dlaczego konkubina miałaby więc być problemem? Zakładając, że nie mamy do czynienia z osoba z jakiegoś względu patologiczną, z nałogami itp. Pomijam tutaj to, że jak komuś wystarcza widywanie się z dzieckiem dwa razy w roku to ma je po prostu w dupie i nie jest żadnym rodzicem.
                      • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:49
                        Uważam, że jeśli ma się czas od święta, a adodatkow dziecko prosi cię o wyłaczność i nieobecnośc osób za którymi nie przepada to można "się poświęcić".
                        • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:51
                          To rozumiem. Myślałam, że chodzi o to, żeby w ogóle rozdzielać spotkania z dzieckiem od swojego życia z nową partnerką.
                          • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:54
                            Nie absolutnie, nie to miałam na myśli! Znam bardzo udane relacje dzieci exów z nowymi partnerami wink Ja myślę, że bardzo często rodzic biologiczny sam sobie pracuje na sympatię lub antypatię dziecka do jego nowego partnera.
                            • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:56
                              A to prawda, bez sensowne postawy rodzica biologicznego to ciężko. Choć pewnie i taka zwykła "chemia" między ludźmi działa. Czasem przecież ktoś niby ok, miły, a jakoś go nie lubisz i nie możesz się przekonać, bo charakterami się nie zgrywacie.
                              • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:06
                                Na pewno z chemią masz rację. Ona równiez jest bardzo ważna. Cudownie jak jedno i drugie działa na plus, wtedy nie ma ofiar zmian w układach rodzinnych. W tym wszystkim najważniejsze są dzieciaki, a dorośli tak często myślą tylko o sobie crying
                        • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:01
                          mid.week napisała:

                          > Uważam, że jeśli ma się czas od święta, a adodatkow dziecko prosi cię o wyłaczn
                          > ość i nieobecnośc osób za którymi nie przepada to można "się poświęcić".

                          A to tak.
              • najma78 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:31
                Wiezi bilogicznej nie ma z dzieckiem adoptowanym 😕
            • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:34
              Może Twoje dziecko nie jest dla Ciebie "własne ". Moje jest. Hamuje się, bo wychodzi z Ciebie strasznie mały człowiek.
              • triss_merigold6 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:48
                Cóż, lepiej nie wcinaj się w układy między rodzicami nie Twoich dzieci. Żebyś pękła, to dzieci które Twój mąż ma z eks nie są rodzeństwem Twojego dziecka.

                Poszukaj sobie postów jednej z macoch, ona też była nadaktywna w temacie parę lat. I też cisnęła na opiekę naprzemienną, bo się bieduli uroiło rywalizować z matką dzieci.
                • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:50
                  A może byś tak pozwoliła dzieciom rozstrzygnąć, kogo uważają za rodzeństwo? Jak będą dzieci biologiczne i adoptowane to jak powiesz: rodzeństwo i przybłęda? podrzutek?
                  • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:58
                    No właśnie wg Triss moje dziecko jest "obce" bo adoptowane big_grin
                    • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:03
                      Przepraszam, że zapytam o kwestie osobiste, ale chyba wszyscy wiedzą, więc może nie jest bardzo niedyskretne smile Czyli Ty masz partnera, z którym macie adoptowane dziecko i do tego on ma dzieci z poprzedniego związku? I wg. niektórych to adoptowane jest "cudze", więc nie stanowią rodzeństwa???
                      • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:09
                        dobrochna00 napisał(a):

                        > Przepraszam, że zapytam o kwestie osobiste, ale chyba wszyscy wiedzą, więc może
                        > nie jest bardzo niedyskretne smile Czyli Ty masz partnera, z którym macie adoptow
                        > ane dziecko i do tego on ma dzieci z poprzedniego związku? I wg. niektórych to
                        > adoptowane jest "cudze", więc nie stanowią rodzeństwa???

                        Mam męża, który ma dwoje dzieci z ex.
                        Ja.adoptowałam z moim ex dziecko. Ex stwierdził, że go nie jest w stanie zaakceptować i kilka miesięcy po adopcji zrobił sobie "własne " z kimś innym, a mojego się wyrzekł (zrzekł się praw).
                        Mój mąż przysposobił moje dziecko.
                        Czyli wg prawa syn jest naszym dzieckiem, a dzieci męża z poprzedniego związku są jego braćmi.
                        Dodatkowo bardzo się wszyscy kochają, a że jest opieka naprzemienna, mają stały kontakt.
                        Ex męża moje dziecko też lubi. Zresztą, jego nie da się nie lubić wink
                        Ogólnie sielanka, której wszystkim życzę big_grin
                        • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:13
                          Ja się do zyczeń przyłączam, oby więcej takich pozytywnych relacji.
                          • najma78 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:35
                            mid.week napisała:

                            > Ja się do zyczeń przyłączam, oby więcej takich pozytywnych relacji.

                            Ja tez, super 😊
                          • rosapulchra-0 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 19:59
                            Ja również.
                        • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:14
                          Nie zazdroszczę trudnych przejść, ale zakończenie świetne. Ale trzeba mieć tupet, żeby powiedzieć, że te dzieci nie są i nigdy nie będą rodzeństwem.
                • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:56
                  Triss powtarzam Ci, nie Twój zafajdany interes jakie są w MOJEJ RODZINIE układy. Nie Ty decydujesz o tym co kto czuje wobec kogo. Moje dziecko JEST bratem moich pasierbów w świetle prawa oraz emocjonalnie. I żadne Twoje jazgotanie na ten temat tego nie zmieni.

                  A co do tej macochy - o której piszesz? Bo nie czytam Ci w myślach, na szczęście.
                  Poza tym skąd wiesz co się u niej dzieje? Mieszka u Ciebie czy Ty u niej?
                  Uwierz, Twoje fantazje są Twoje i nie przekładają się na rzeczywistość innych ludzi.
                • araceli Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:07
                  triss_merigold6 napisała:
                  > Żebyś pękła, to dzieci które Twój mąż ma z eks
                  > nie są rodzeństwem Twojego dziecka.

                  Skoro jej mąż dziecko przysposobił to tak - są rodzeństwem. Choćbyś ze złości pękła big_grin
                  • triss_merigold6 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:22
                    A tam, jeden papier, drugi papier. Na papierze to można wszystko.
                    • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:27
                      No cóż... Biologiczni rodzice mojego syna mieli tę magiczną więź biologiczną. I gdzie oni są kiedy dziecko jest w szpitalu na przykład? Gdzie byli jak szedł pierwszy raz do przedszkola? Gdzie są teraz, kiedy on śpi za ścianą?
                      Ja jestem. Nie przeszkodziło mi z nim być porzucenie przez męża, brak pieniędzy i pomocy. Byłam i jestem. Taka "nieprawdziwa " matka "obcego " dziecka tongue_out
                      Ech Triss, guzik wiesz.
                      • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:30
                        Jesteś wielka. Fajnie jest wiedzieć że są takie osby - dziękuję ci za ten wpis.
                    • najma78 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:38
                      triss_merigold6 napisała:

                      > A tam, jeden papier, drugi papier. Na papierze to można wszystko.

                      To nie papier swiadczy o tym ze sa rodzenstwem, ale co ty mozesz o tym wiedziec 😑
            • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:37
              Ojciec ma z dzieckiem więź biologiczną. Ale pewnie trudno to wyjaśnić kobiecie, która z definicji ojcem być nie może smile
        • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:33
          Czyli decyzja uwarunkowana zaspokajaniem Twoich potrzeb przede wszystkim? A gdyby ojciec dzieci uznał, że również jest z nimi bardzo silnie związany. Karmienie piersią pomijam, chodzi o sytuację np. za kilka lat.
          • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:35
            Za kilka lat jeśli dzieci by chciały mogłaby wchodzić w grę opieka naprzemienna.
            • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:37
              A jakby chciały tylko z tatą?
              • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:40
                To by znaczyło, że jestem fatalną matką.
                • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:12
                  A może, że mają równie świetną matkę, co ojca, ale aktualnie potrzebują bardzie taty?

                  Nie rozumiem traktowania rodzicielstwa ambicjonalnie. Tu chodzi o twoje dzieci, a nie o to kim jesteś. Możesz najlepszą matką, a dzieci "wrednie i niewdzięcznie" wybiorą ojca na jakiś czas, bo potrzebują i matki i ojca.

                  Ale skoro liczy się tylko to co ty czujesz, to spoko. Możesz potrzeby dzieci uważać za swoją porażkę.
                  • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:23
                    Wiesz, my mamy długa tradycję "matki-polki". To nie może pozostać obojętne dla odczuć i nawet ambicji kobiet. Można sobie temat racjonalizować, ale w momencie kiedy dziecko powie "chciałbym/łabym mieszkać u taty" to sporo kobiet przeryczy wiele nocy, dużo zaliczy długookresowy mega-dół, a troszkę wyląduje na prochach zapisanych przez psychiatrę. Bo to jest podważenie bardzo silnego i istotnego w kulturze status quo.
                    Dzięki mojemu wykształeceniu znam piękną teorię, wiem dlaczego tak a nie inaczej myślę i czuję, ale wobec takiego faktu byłabym emocjonalnie bezradna. Na poziomie intelektu poradziłabym sobie, na poziomie serca miałabym wielką czarną dziurę.
                    • triss_merigold6 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:31
                      A nie sądzisz, że zwyczajnie natura jest silniejsza niż kultura?
                      Po co dorabiać jakieś uzasadnienia na poziomie intelektualnym.
                      • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:35
                        Gdyby natura matka-dziecko była silniejsza niż cokolwiek innego, to nie byłoby porzuconych/uduszonych/zostawionych w śmietniku/skazanych na pięści pseudo konkubentów dzieci.
                      • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:38
                        Bo uważam, że jeśli dziecko potrzebuje obecności swojego taty to moje ambicje nie są w tym momencie najistotniejsze. Ambicja i serce bolały mnie wiele razy, ale nie mam prawa kierując się niezdrowymi emocjami limitować kontakt własnego dziecka z jej drugim rodzicem.
                    • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:32
                      Na pozi
                      > omie intelektu poradziłabym sobie, na poziomie serca miałabym wielką czarną dzi
                      > urę.


                      To rozumiem, mam podobne odczucia. Jednak wiem że dla mojego dziecka tato jest strasznie ważny. Tak samo jak bracia. I nie potrafiłabym skrzywdzić syna izolacją od taty i braci.
                      • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:41
                        Dokładnie. Miałam cholernie skrajne emocje wiele razy, ale szczęśliwie rozum wtedy zwycieżał. Po części serce też, bo ono również wiedziało, że c dla córki ajlepsze. Skręcało się z żalu ale było dzielne wink

                    • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:43
                      Na poziomie intelektu poradziłabym sobie, na poziomie serca miałabym wielką czarną dziurę.

                      I to wydaje się być właśnie matczyne - dam dzieciom, to co dobre, nawet jak mnie zaboli. A nie "zrobię im dowolne kuku" bylebym ja była jedynym i najświetniejszym rodzicem.
                      • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:48
                        No dobrze, a gdzie ja napisałam, że trzymałabym dzieci wbrew ich woli przy sobie? Tylko, że ja pewnie byłabym z tej opcji na prochach od psychiatry.
                      • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:49
                        Czuję się pochwalona, dziękuję smile
                        Chyba jednak na wyrost - tak mi się wydaje. Bo to wszystko co powyżej napisałam w mojej opini w rozgrzesza spora grupę matek pozostjących w kontrze z ojcami w walce o dziecko. Ja mam tę przewagę, że pewne mechanizmy sa mi wiadome. Nie wiem jak bym się zachowała bez tej wiedzy. Być może taka właśnie jestem, ale równie prawdopodobne jest to, że zachowałabym się mniej elegancko. Nie wiem, nigdy się nie dowiem. Ale postuluję o nierzucanie kamieniami w każdą matkę broniącą swoich wyjatkowych relacji z potomstwem. Siła kodu kulturowego jest naprawdę duża.
                        • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:13
                          Mnie zwyczajnie oburza "po moim trupie" z wszystkimi konsekwencjami. Kiedyś przy podobnej okazji pisałam do jakich trupów była zdolna matka w mojej rodzinie, wyraźnie krzywdząc i dziecko i jego ojca. Postawa na wyrost "po moim trupie", na zimno, dla mnie jest... zła. Bo ojcowie bywają różni. Sytuacje bywają różne. Krzywdzenie dzieci bo "jam jest matka, jam jest biologia, jam jest świętość" jest dla mnie egoistyczna i nie zawiera w sobie śladu miłości matczynej i myślenia o dziecku.

                          Nie rzucam kamieniami w każdą matkę broniącą swoich relacji z dzieckiem. Rzucam w te, które kosztem dzieci odgrywają swoje krzywdy, albo pseudo krzywdy.
                          • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:22
                            Zgadza się, tu jest sporo egoizmu i nie ma miejsca na dobro dziecka. Ale to być albo nie być wielu kobiet. One widzą siebie i swoją wratość przez to co w środowisku im przypisano: mąż, dziecko, dom. Mąż odchodzi, zaczyna się panika. Nie dość, że odchodzi to chce i kawałek dziecka. To jak morderstwo dla społecznego bytu wielu kobiet. One się bronią przed unicestwieniem, bo nie wiedzą, że znaczą coś więcej. Oczywiście nie każda, nie zawsze. Ale bywa i tak, że w swojej własnej opinii nie mają i nie znaczą już nic więcej niż ta walka.
                            • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:32
                              Wspomniany przeze mnie przypadek dotyczył akurat odejścia matki. W zemście za brak zgody na rozwód bez orzeczenia o winie (jej - miała romans) odebrała ojcu dziecko, którym wcześniej się nie zajmowała, bo nie miała czasu. Odebrała (wiwat sądy). Dziecko cierpiało, ojciec cierpiał, ją "nowy pan" kopnął w zad jak się okazało, że ma jednak obowiązki względem dziecka (wcześniej nie miała, bo dzieckiem zajmował się ojciec). Na szczęście dziecko też ją kopnęło jak odpowiednio podrosło. Córka została z ojcem, z matką nie chce się widywać, matka została sama i wg jej relacji jest "pokrzywdzona przez cały świat".

                              Matka wychowana w duchu - ty się córciu rozwijaj, świat jest dla ciebie, mąż jest dla ciebie, dziecko dobrze mieć, ale nie powinno cię ograniczać.
                    • echtom Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:45
                      Moja najmłodsza córka zamieszkała u taty w klasie maturalnej, bo miała tam lepsze warunki do nauki, i nie było to dla mnie problemem. Nigdy nie ograniczałam dzieciom kontaktów z ojcem i nie jestem zazdrosna, że jego też kochają.
                      • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 10:09
                        Twoja córka była już wtedy prawie dorosła. Z czasem więzi z rodzicami naturalnie się rozluźniają. Mam nadzieję, że moja po maturze pojedzie na studia i tez nie będzie mieszkać z mamusią. Gdyby jednak z propozycją mieszkania u taty wyszła np. 8-10 latka musiałabym się zastanowić gdzie popełniłam błąd. Mam jednak nadzieję, że nigdy nie stanę przed takim wyborem. Staram się dbać o moje małżeństwo i relacje z mężem również po to aby dzieci miały oboje rodziców.
                        • echtom Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 11:17
                          > Gdyby jednak z propozycją mieszkania u taty wyszła np. 8-10 latka musiałabym się zastanowić gdzie popełniłam błąd.

                          No wiem, że wtedy byłby dramat. Choć to niekoniecznie musi być błąd - czasem w takim układzie ojciec wydaje się dziecku bardziej atrakcyjny, bo zapewnia weekendową rozrywkę, a matka organizuje nużącą codzienność i wymaga. Czasem jest to też przekora i podświadoma próba zranienia matki podczas kłótni.
      • kota_marcowa Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:22
        Czuję się wywołana do tablicy, bo pierwsza napisałam, że nie ma opcji, żeby dziecko nie było ze mną.
        Nie dlatego, że m jest złym ojcem. Mało tego, jest równie dobrym rodzicem jak ja i tak samo świetnie opiekuje się dzieckiem od pierwszych minut jego życia (to on pierwszy kangurował syna smile ) i ogarnia przy nim wszystko od karmienia i pieluch po lekarzy i szczepienia. Doskonale by sobie radził jako samotny rodzic i jeżeli chodzi o to i miłość do syna, to zostawiłabym go z nim bez żadnych wątpliwości, jest ojcem jakiego naprawdę można zazdrościć.

        Moje pobudki są czysto emocjonalne, po prostu nie wyobrażam sobie rozłąki z dzieckiem i tylko tyle.
        • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:25
          A jeśli ojciec również emocjonalnie nie wyobraża sobie rozłąki? dlaczego uważasz, że on musi sobie z takimi emocjami poradzić?
          • kota_marcowa Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:29
            No on tez sobie nie wyobraża, to akurat wiem, dlatego napisałam, że nie wiem co by było.

            Na szczęście nasz związek ma się świetnie i odpukać, nie musimy stawać przed takim dylematem i oby tak pozostało wink
            • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:32
              Uff smile
          • echtom Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:47
            Ojciec, który nie wyobraża sobie rozłąki z dziećmi, po prostu zostaje z rodziną.
            • a1ma Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 00:20
              echtom, 46734346 / 46734346.
              • memphis90 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 19:23
                A nawet 9685093456745/9685093456745 !
                • aneta-skarpeta Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 22:04
                  dokładniesmile
            • araceli Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 07:39
              echtom napisała:
              > Ojciec, który nie wyobraża sobie rozłąki z dziećmi, po prostu zostaje z rodziną.

              A matka to nie?
            • lola211 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 08:04
              I tkwi w nieudanym związku? Tak sie na dłuzsza mete nie da.
              • turzyca Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 14:26
                lola211 napisała:

                > I tkwi w nieudanym związku? Tak sie na dłuzsza mete nie da.

                Czasem tkwi, w końcu to perspektywa kilku lat, więc jeśli związek nie jest dramatycznie zły, to da się żyć. To zresztą tradycyjny model, miłość między małżonkami to nowość.

                A w idealnym układzie pracuje na to, żeby związek był bardzo udany. Mam takiego kumpla, którego zazdroszczą jego żonie wszystkie znajome, dba, dopieszcza, kwiaty kupuje, stara się być jak najlepszym partnerem. I motywuje to właśnie chęcią zapewnienia stabilnego otoczenia swoim dzieciom.
            • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 08:12
              echtom napisała:
              echtom napisała:

              > Ojciec, który nie wyobraża sobie rozłąki z dziećmi, po prostu zostaje z rodziną
              > .

              Ogólna zasada powinna brzmieć - RODZIC, który nie wyobraża sobie rozłąki z dziećmi, po prostu zostaje z rodziną.
              Czyli matki to też powinno dotyczyć. No i problem polega na tym, że nie dotyczy, bo matka odchodząc po prostu zabiera dzieci ze sobą (jakżeby inaczej, prawda?).
              A przecież, o ile nie ma przemocy w rodzinie, nie powinna mieć takiego prawa.
              I kolejna sprawa - jeśli w związku się nie układa, oczekiwanie, że facet "będzie miał jaja" i zakończy związek - odejdzie, wyprowadzi się, pozwoli żonie i sobie ułożyć sobie życie od nowa, jest w świetle takich wymagań bezzasadne. Czyli idziemy w kierunku "jesteśmy razem dla dzieci". Dobry kierunek? I proszę, nie pisz, że facet powinien się starać, bo starać powinni się oboje w równym stopniu.
              I tak na poważnie - pogadaj z kumplami, facetami z rodziny. Ilu z nich jest z żoną ze względu na to, że są dzieci i oni nie wyobrażają sobie życia bez nich? Ja znam takich i to całkiem sporo. Mam w rodzinie, w pracy chłopaków, którzy na baby swoje patrzeć nie mogą, ale wiedzą, że w przypadku rozwodu będą mieli reglamentowane kontakty z dziećmi.
              Mój bliski przyjaciel żyje z żoną na osobnych piętrach, ale na rozwód się nie zgadza, bo nie chce być tatusiem weekendowym. Żona sama z siebie nie odejdzie, bo za bardzo lubi jego kasę. I tak się bujają czwarty rok. On ma po drodze inne kobiety, ona innych facetów. Zdrowe? No raczej nie. Ale jakie wyjście? On dzieci kocha, ona dzieci kocha. Zajmują się oboje w porównywalnym stopniu. Dzieci są związane z obojgiem rodziców. Jakie wyjcie?
              Oczywiście, wszyscy wiedzą jak POWINNO być. Tylko, że w życiu rzadko jest tak, jak POWINNO.
              Owszem znam poglądy części psychologów na temat szkodliwości opieki naprzemiennej.
              I równie wiele opinii innych psychologów na temat jej pozytywnych efektów.
              Tak, dziecko ma dwa domy. Bo ma dwoje rodziców. Co gorsze - mieć dwa domy czy jednego rodzica? Mówimy o sytuacji, kiedy nie ma przemocy, ojciec chce się dzieckiem zajmować, dziecko ma więź z obojgiem rodziców, a nie o patologiach.
              I ja rozumiem, że dla przeciętnej matki to cios w serce - jak to, to ja nie jestem ta najważniejsza?! - ale nie o matkę chodzi tylko o dziecko. A dziecko nie rozwodzi się z żadnym z rodziców. Niektóre kraje zrobiły z niego zasadę i działa. U nas mit matki-polki jest za silny.
              Ze szkodą dla dzieci, ojców i, tak naprawdę, matek, które często nie miałyby tak naprawdę nic przeciwko opiece naprzemiennej, a nawet wyłącznej opiece ojca, ale presja społeczna jest tak silna, że nie są w stanie pójść za swoimi odczuciami, poddają się naciskowi, potem są całe w pretensjach, bo sobie nie radzą.
            • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 20:08
              Ale tak na siłę? Żona zabiera dzieci i idzie do nowego faceta, a on za nią? smile
      • memphis90 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 16:36
        > Nie ma opcji żeby dzieci zostały z ojcem.
        > I dobre pytanie - dlaczego jesteś z takim żałosnym dupkiem?
        Ale to nie znaczy, że ojciec jest żałosnym dupkiem, któremu nie można powierzyć podlewania kaktusa. Najczęsciej oznacza to "nie wyobrażam sobie widywać swoje dzieci przez kilka godzin tygodniowo lub rzadziej". Pytanie nie dopuszczało opieki naprzemiennej...
        • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 20:15
          A jak widzisz opiekę naprzemienną u małych dzieci? Bo ja o ile mogę sobie wyobrazić w przypadku np 10 latka o tyle w przypadku 2-3 latka słabo to widzę.
    • klamkas Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:12
      Gdyby tak się stało to płaciłabym dużo, zgodnie z tym, że dzisiaj to ja dużo wnoszę do budżetu domowego.

      Co do nowych związków - ja sobie w ogóle nie mogę wyobrazić rozstania i tego, że któreś z nas jest z kimś innym. No i tak, miałabym problem, że mąż ma inną ;p.
    • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:17
      Nie byłoby problemu. Opieka przypadłaby tacie córki po moim trupie. Więc co najwyżej mała miałaby moje odszkodowanie. Wuprzedzając pytanie - tak, jestem lepszym rodzicem.
      • echtom Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 13:32
        I to kwestia kodu kulturowego?
    • andziulec Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:26
      Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji ponieważ jak zażądałam rozwodu ex od razu obraził się również na dziecko.
      Hipotetycznie jeśli taka sytuacja miałaby miejsce byłabym skłonna płacić wiele bez ustalania sądowego. A ponieważ mam dziecko wymagające więcej niż jego rówieśnicy, kwota zapewne oscylowałaby około 2 tysięcy PLN.
    • zuleyka.z.talgaru Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 21:59
      Moje dziecko mogłoby być na stałe pod opieką jego ojca po moim trupie. Innej opcji nie ma. Wówczas by dostało rentę socjalną (czy co tam się po zmarłym rodzicu dostaje) i to byłby mój pośredni wkład finansowy.
      • zuleyka.z.talgaru Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:03
        Aha, jako ojcu nie mam exowi nic do zarzucenia. Ale nie i koniec.
        • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:15
          Ale dlaczego? Jeśli jako ojciec się sprawdza? Chodzi o to, że nie sprawdził się jako partner?
          • zuleyka.z.talgaru Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 09:28
            Skoro nie jesteśmy parą to znaczy, że się nie nadawał. Proste. Co nie zmienia faktu, że dziecko jest ze mną, ma nieograniczone kontakty z ojcem (no, poza ograniczeniami w postaci szkoły i zajęć dodatkowych) i ok. Do ojca się będzie mógł przeprowadzić jak skończy LO big_grin
    • joa66 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:14
      1. Nie bardzo sobie wyobrażam sytuację, w ktorej nie mieszkałabym z dzieckiem (małoletnim wink ), ale tak hipotetycznie to:

      2. podejrzewam, że mogłabym mieć problem nie tyle z ojcem dziecka co z ewentualną macochą jeżeli jej metody wychowawcze byłyby skrajnie różne od moich (ojcie mojego dziecka ma podobne, więc tutaj nie miałabym obaw.

      3. Na pewno robiłabym wszystko, żeby sytuacja finansowa dziecka się nie pogorszyła tylko z powodu rozstania. Nie podam kwoty, ktorą bym ewentualnie płaciła, bo to nie ma większego sensu. I jestem przekonana, że bym się doskonale dogadała z ojcem dziecka w tej sprawie. Tylko ta ewentualna macocha .....big_grin
      • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:16
        Macochy to nie zawsze samo zło i nie zawsze każą pasierbom klęczeć godzinami na grochu smile
        • joa66 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:20
          Ależ oczywiście. I nawet wśród swoich koleżanek widzę lepsze matki niż ja sama.big_grin Ale znam też taką , ktora dała w twarz siostrzenicy za niepozmywane naczynia (swoich dzieci nie ma , siostrzenica przyjechała na tydzień). Dltego napisałam " gdyby jej metody wychowawcze były skrajnie różne od moich"
        • triss_merigold6 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:24
          Ja i eks inaczej rozumiemy pojęcie "uzasadnionych potrzeb dziecka". Znaczy, ja rozumiem je znacznie szerzej i zaspokajam w znacznie większym zakresie.
          • zuleyka.z.talgaru Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 09:31
            O to. U ojca mój syn nie mógłby liczyć na comiesięczny zestaw lego big_grin
    • lola211 Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:20
      I wychodzi w tym watku szydło z worka.
      Jak tak, to "niech matka sie wyprowadzi i staremu zostawi dzieciaka, a czemu to ona po rozstaniu ma byc obarczona".Faceci sa beznadziejni, porzucaja rodziny i zyja wygodnie, bez obowiazkow.W przeciwienstwie do biednych porzuconych matek,ktore w tej sytuacji maja gorzej.
      A tu prosze -okazuje sie, ze jest jak jest, bo matki nie wyobrazaja sobie zycia bez dzieci w domu.
      Faceci tez czesto sobie nie wyobrazaja,dlatego nie chca sie rozwodzic,mimo zwiazku w rozsypce.Bo dla nich to wiecej jak pewne, ze dziecko ogladac beda okazjonalnie.
      • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:22
        Lola, trafione w punkt big_grin
      • mid.week Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:28
        lola211 napisała:
        > A tu prosze -okazuje sie, ze jest jak jest, bo matki nie wyobrazaja sobie zycia
        > bez dzieci w domu.

        ...i/lub zycia dziecka w tamtym domu, z tamtą opieką.
      • rosapulchra-0 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 07:32
        Lola, w punkt.
    • mynia_pynia Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:33
      Są kobiety dla ktorych sensem zycia jest potomstwo, kochaja rodzine i dom, spelniaja sie gotujac dla dzieci, najwspanialsze chwile w zyciu tycza sie dzieci i moge im conajwyzej pozazdroscic ze ja tak nie mam, to tez rozumie ze kobieta chce miec dzieci tylko dla siebie. Ja bym sie wq... jakby maz chcial syna tylko co drugi weekend i na 2 tygodnie w wakacje, nosz ja pier... w dupie mialabym alimenty, ja chce ro
      • mynia_pynia Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 22:35
        Rownouprawnienia!
    • a1ma Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:13
      Sorry, nawet nie będę silić się na poprawność polityczną, nie ma takiej opcji. Małe dziecko zostaje ze mną. Jak dorośnie, mogłoby sobie wybrać, wtedy opieka na przemienna bez alimentów albo płaciłabym ojcu. Nie wiem ile, pewnie coś koło 1,5k.
      • a1ma Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:14
        *naprzemienna
    • edelstein Re: Alimenty z innej strony 01.09.15, 23:39
      Nie jest pod opieka ojca,wiec nie mam sie nad czym zastanawiac.
    • rosapulchra-0 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 07:09
      Czyżby większość ematek nie miało wyobraźni??
    • echtom Mam pytanie 02.09.15, 08:00
      Ilu ojców traktuje dzieci jak konkurencję dla związku z ich matką, a ile matek traktuje dzieci jak konkurencję dla związku z ich ojcem? Pamiętacie pewnie wątek o panu, który żalił się, że żona zaabsorbowana dziećmi odmawiała mu seksu i po prostu popchnęła go w ramiona kochanki. Ile kobiet odchodzi do kochanka, bo mąż zaabsorbowany dziećmi odmawiał im seksu?
      • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 08:25
        echtom napisała:

        > Ilu ojców traktuje dzieci jak konkurencję dla związku z ich matką, a ile matek
        > traktuje dzieci jak konkurencję dla związku z ich ojcem? Pamiętacie pewnie wąte
        > k o panu, który żalił się, że żona zaabsorbowana dziećmi odmawiała mu seksu i p
        > o prostu popchnęła go w ramiona kochanki. Ile kobiet odchodzi do kochanka, bo m
        > ąż zaabsorbowany dziećmi odmawiał im seksu?

        Jeśli matka jest tak zaabsorbowana dzieckiem, że przestaje dostrzegać partnera, nic dziwnego, że facet zaczyna czuć w dziecku konkurencję. A jeszcze jak do tego dołączy teściowa i stworzą wiedźmowy krąg wyłączając ojca z wszelkich działań (bo ty nie potrafisz - nie nosiłeś 9 m-cy pod sercem) i decyzji (bo ty nie wiesz - nie nosiłeś 9 m-cy pod sercem) oczekując wyłącznie przynoszenia kasy, to sorry, ja się nie dziwię, że facet nie wyrabia.
        Takie samo zjawisko jest w sytuacji macocha-pasierb/oca-ojciec pasierba/icy.
        Ojciec zafiksowany na dziecku olewa partnerkę. W końcu ona odchodzi. Takich sytuacji jest cała masa.
        A Ty uważasz, że całkowite poświęcenie się dziecku i odsunięcie się od partnera to atut u matki? Że to właściwa i pożądana postawa?
        Bo dla mnie to kompletny odpał tak się na dziecku zafiksować. I nie służy to nikomu, ani tej matce, ani dziecku (facetowi nie służy jakby z założenia). Takie zrośnięcie matki z dzieckiem to naruszenie autonomii dziecka. Ono nie jest integralną częścią matki, ale osobnym człowiekiem.
        To, że ojcowie widzą autonomię swojego dziecka jest plusem, nie minusem.
        Mam w domu naprawdę zaangażowanego ojca. Był ze swoimi dziećmi od samego początku, nawet więcej niż matka, bo ona zawsze miała bardziej absorbującą pracę, piersią nie karmiła, do pracy wróciła po obowiązkowym macierzyńskim. Ojciec brał resztę urlopu plus na jedno z dzieci wychowawczy, bo mocno chorowało do 4-go roku życia.
        Ani razu nie dał mi odczuć, że jestem mniej ważna niż dzieci. I od jego ex wiem, że w ich związku też nie było w tej kwestii problemów. Były inne, ale nie takie, że on był z dziećmi zrośnięty i dlatego ją zaniedbywał.
        Miłość do dzieci i partnera to dwie różne sprawy i mogą spokojnie współistnieć. Jeśli matka nie jest w stanie ich pogodzić, powinna udać się na terapię, bo coś z nią nie halo.
        • mag1982 Re: Mam pytanie 02.09.15, 08:34
          Tylko zazwyczaj wygląda to inaczej. Sporo się już takich wątków na ematce naczytałam gdzie pan "zmęczony po pracy" wracał do domu i oczekiwał pełnej obsługi a kobieta, nierzadko tez pracująca, zostawała z ogarnięciem domu i dzieci. A wieczorem pan miał pretensje, że pani nie ma siły na seks. I jeśli takie małżeństwo się rozpadnie pan będzie twierdził, że to z winy pani bo nie miała dla niego czasu.
          • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 08:55
            mag1982 napisała:

            > Tylko zazwyczaj wygląda to inaczej.

            A jak wygląda zazwyczaj to tak naprawdę my nie wiemy, bo jest słowo przeciwko słowu, a materacem nikt nie jest żeby wiedzieć,
            To już zależy komu chcemy wierzyć.

            > Sporo się już takich wątków na ematce naczy
            > tałam gdzie pan "zmęczony po pracy" wracał do domu i oczekiwał pełnej obsługi a
            > kobieta, nierzadko tez pracująca, zostawała z ogarnięciem domu i dzieci. A wie
            > czorem pan miał pretensje, że pani nie ma siły na seks. I jeśli takie małżeństw
            > o się rozpadnie pan będzie twierdził, że to z winy pani bo nie miała dla niego
            > czasu.

            Po pierwsze, nie o takich sytuacjach pisałam.
            Po drugie to, co piszą e-matki na e-matce to też tylko ich wersja wydarzeń. Mieszkasz z nim, że wiesz na pewno jak to wygląda? Nie. Bazujesz na swojej rzeczywistości i oceniasz na podstawie swojej wizji. A to wszystko jest dość skomplikowane. Bo :
            a) pani może pracować na pół etatu, wiec naturalnie, że ogarnięcie domu to jej działka.
            b) pani mogła sobie sama wypracować taki model wiecznym "ja to zrobię lepiej, ty nic nie potrafisz", zwłaszcza w kontekście dziecka.
            c) pani trafiła na egzemplarz z dwoma lewymi rękami i dobrze o tym wiedziała, pasowało jej, a teraz nagle zdziwiona, że facet ma dwie lewe ręce - czyja wina? wszak on się nie zmienił.
            d) facet na początku się starał, potem olał - znam, miałam w domu.
            Jak ocenisz co jest powodem takiej a nie innej sytuacji? Potrafisz to ocenić przez internet?
            Nie, przyjmujesz słowa pani za aksjomat. I OK, ale margines błędu należy założyć zawsze.
            Po trzecie w sądzie pani i tak będzie miała rację i twierdzenie pana nie ma żadnego znaczenia.
            • mag1982 Re: Mam pytanie 02.09.15, 10:15
              Jest słowo przeciwko słowu ale mam wrażenie, że Ty chętniej uwierzyłabyś w wersję pana. Pisałaś o tym gdy mąż ma za złe że żona zaniedbuje go bo zbyt silnie koncentruje się na dzieciach. Ja próbuję przedstawić jak ta sytuacja mogłaby wyglądać z punktu widzenia tej żony.
        • echtom Re: Mam pytanie 02.09.15, 09:59
          > Jeśli matka jest tak zaabsorbowana dzieckiem, że przestaje dostrzegać partnera, nic dziwnego, że facet zaczyna czuć w dziecku konkurencję.

          Ja pytałam, ilu ojców jest tak zaabsorbowanych dzieckiem, że przestają dostrzegać partnerkę i kobieta zaczyna czuć w dziecku konkurencję.

          > Takie samo zjawisko jest w sytuacji macocha-pasierb/oca-ojciec pasierba/icy.
          > Ojciec zafiksowany na dziecku olewa partnerkę.

          Bzdura. Ojciec zafiksowany na dziecku nie odchodzi do innej kobiety. A dla tej kobiety dziecko z poprzedniego związku jest naturalną konkurencją i każdy przejaw zaangażowania ojca może interpretować jako działanie wymierzone przeciw niej.

          > Takie zrośnięcie matki z dzieckiem to naruszenie autonomii dziecka. Ono nie jest integralną częścią matki, ale osobnym człowiekiem.

          Małe dziecko jest zrośnięte z matką. Autonomię zyskuje w miarę dorastania.

          Wiem, że masz skrzywione spojrzenie z racji osobistych doświadczeń i nie lubię, jak mnie prowokujesz do takich dyskusji, bo zwyczajnie po ludzku nie chcę Cię ranić. Choć czasem mam wrażenie, że wchodzisz w takie wątki z czystego masochizmu.
          • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 10:10
            Echtom, żadne dziecko nie jest ZROŚNIĘTE z matką. Od momentu przecięcia pępowiny to osobna jednostka. Dziecko potrzebuje opieki. Ale nie jest częścią matki.

            Co do mojego "skrzywienia"... a może dzięki niemu łatwiej jest mi spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy?
            BTW. Byłam w ciąży. Wiem jak to jest. I nadal mam zdanie jakie mam.
            • mag1982 Re: Mam pytanie 02.09.15, 10:19
              Z punktu widzenia noworodka i niemowlęcia ono i mama to jedno.
            • zuleyka.z.talgaru Re: Mam pytanie 02.09.15, 10:29
              wytłumacz to noworodkowi. Że on i matka to nie jest jedno...(w sumie niemowlę ma podobnie).
              • lola211 Re: Mam pytanie 02.09.15, 20:43
                A w jaki sposób objawia sie ta jednosc?
                Moj syn okres niemowlęctwa spedzil głownie w towarzystwie swojego ojca.Ja zarabialam na rodzine.Karmilam piersia, a moj parner karmił go moim mlekiem z butelki.Kąpał, przewijał, bawil,chodzil na spacery.Ja bylam obecna do poludnia i wieczorem, przed zasnieciem.
                Skoro noworodek i mama to jedno to chyba powinno dac sie zauwazyc,ze mojemu synowi czegos brakowało?
              • klamkas Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:07
                Mój noworodek musiał to przełknąć i przełknął z sukcesem - jest zdrowa, odporna, normalna i ma dobrą więź z obojgiem rodziców (z ojcem bliższą ale to raczej efekt późniejszych uwarunkowań).
          • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 10:11
            > Ja pytałam, ilu ojców jest tak zaabsorbowanych dzieckiem, że przestają dostrzeg
            > ać partnerkę i kobieta zaczyna czuć w dziecku konkurencję.

            Ja nie wiem. Są takie badania? Z obserwacji - niewielu. Co moim zdaniem świadczy o nich dobrze - będąc dobrymi ojcami potrafią być dobrymi partnerami.
          • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 10:35
            echtom napisała:
            > Ojciec zafiksowany na dziecku nie odchodzi do innej kobiety.

            A matka zafiksowana na dziecku nie odchodzi? Bo jakoś wiele kobiet właśnie odchodzi...

            Zastanawiam się co próbujesz udowodnić? Zafiksowanie nie czyni lepszym rodzicem czy jak? Faceci odchodzący do innych kobiet są złymi ojcami / gorszymi rodzicami?
            • echtom Re: Mam pytanie 02.09.15, 11:27
              A ja się zastanawiam, do czego Ty zmierzasz. Gdzie widzisz te "wiele" kobiet, które zostawiają dziecko ojcu i odchodzą do innego mężczyzny? A próbuję udowodnić, choć to w sumie oczywiste, że dla kobiety dziecko jest wyżej na liście życiowych priorytetów niż dla mężczyzny. Wyjątki potwierdzają regułę. Kwestię poprawności politycznej w tym zakresie (typu rodzic A i rodzic B) mam w głębokim poważaniu.
              • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 12:00
                Łopatologicznie:
                Nie ma w społeczeństwie przyzwolenia, by kobieta odeszła "od rodziny" , więc kobieta odchodzi "od męża" i zabiera dzieci ze sobą.
                Nie ma w społeczeństwie przyzwolenia, by mężczyzna odszedł z dziećmi, wiec mężczyzna ma do wyboru zostać lub "odejść od rodziny".
                Nie wiadomo tak naprawdę jakie priorytety mają mężczyźni, ponieważ nie wymagało się od nich opieki nad dziećmi, a jedynie łożenia na dzieci. Teraz zmienia się sytuacja o tyle, że coraz częściej wymaga się opieki, jednak nadal to facet ma utrzymywać rodzinę. Jeśli mężczyzna poświęca się opiece nad dziećmi, on sam słyszy, że jest darmozjad, a jego partnerka, że daje się wykorzystywać i utrzymuje darmozjada. Nie ma w społeczeństwie zgody na model "on w domu z dziećmi, ona w pracy". Mój mąż to przetrenował kilkanaście lat temu i może o tym conieco powiedzieć. Zarówno on, jak i jego żona byli niemal linczowani przez rodziny z obu stron i znajomych, bo "jak to, pani kochana, żeby mężczyzna w domu SIEDZIAŁ, a żona HAROWAŁA NA NIEGO?"
                I poczytaj wypowiedzi forumek na temat tego co powinien zapewniać mężczyzna.
                Od razu powiem - nie każda matka karmi piersią/ mleko można odciągać, po pierwszych 3 miesiącach dziecko może spokojnie zostać z tatą.
                Niestety, czy Ci się podoba czy nie, poza prawami biologii jest coś takiego jak socjalizacja. I w jej wyniku kobiety i mężczyźni zachowują się w określony sposób, bo od początku są w określony sposób warunkowani.
                Nie mamy bladego pojęcia jak wyglądałoby nasze życie rodzinne gdybyśmy nie sterowali wychowaniem dzieci.
                Możesz mieć poprawność polityczną w głębokim poważaniu, ale tym samym tworzysz kolejne pokolenia zmuszane do postępowania wbrew sobie, bo "tak należy".
                • mag1982 Re: Mam pytanie 02.09.15, 12:09
                  Ja parę lat temu przerabiałam opcję mąż w domu z dzieckiem a ja w pracy i poza lekkim zdziwieniem na początku nie spotkałam się z żadnym linczowaniem. Co najwyżej kilka kobiet pozachwycało się jaki mój mąż zaangażowany i to wszystko.
                  Poza tym wielkie zaangażowanie rozwiedzionych ojców widać szczególnie po ściągalności alimentów.
                • memphis90 Re: Mam pytanie 04.09.15, 09:20
                  > Nie mamy bladego pojęcia jak wyglądałoby nasze życie rodzinne gdybyśmy nie ster
                  > owali wychowaniem dzieci.
                  Ale przecież były już takie eksperymenty i płeć mózgu oraz pewien zestaw uwarunkowanych zachowań są faktem...
                  A z własnego podwórka - moja córka i siostrzenica, obie chowane początkowo w nurcie "żadnego różu" - wybierając sobie rowerek nieodmiennie kierowały się w stronę różowego, konsekwentnie ignorując pomarańczowe czy granatowe... Mój synek chętnie bawił się wózkiem dla lalek, ale zamiast grzecznie wozić w nim lalki, miśki czy samochodziki - wolał robić z wózka torpedę wjeżdżając nim pełną prędkością w ścianę big_grin
              • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 12:11
                echtom napisała:
                > A ja się zastanawiam, do czego Ty zmierzasz. Gdzie widzisz te "wiele" kobiet,
                > które zostawiają dziecko ojcu i odchodzą do innego mężczyzny?

                Nie kobiety nie 'zostawiają dziecka ojcu i odchodzą do innego mężczyzny'. Kobiety 'zabierają dziecko i odchodzą... do innego mężczyzny albo do nikogo'. Ale odchodzą. Według Tego co piszesz - gdyby zależałoby im na dziecku to by nie odchodziły i kropka.

                > choć to w sumie oczywiste, że dla kobiety dziecko jest wyżej na liście życiowych
                > priorytetów niż dla mężczyzny.

                Tyle, że tu nie ma opcji albo-albo. Albo ojciec albo matka. Są jeszcze opcje mieszane do opieki naprzemiennej włącznie. Ty się na taką nie załapałaś ale inni jak najbardziej mogą.
                • echtom Re: Mam pytanie 02.09.15, 13:35
                  > Według Tego co piszesz - gdyby zależałoby im na dziecku to by nie odchodziły i kropka.

                  Przecież nie odchodzą od dziecka.
                  • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 13:41
                    echtom napisała:
                    > Przecież nie odchodzą od dziecka.

                    Twierdziłaś dokładnie:
                    'Ojciec, który nie wyobraża sobie rozłąki z dziećmi, po prostu zostaje z rodziną.'

                    Ojciec zostaje a matka bierze dzieci pod pachę i odchodzi?
                    • baltycki Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:47
                      > 'Ojciec, który nie wyobraża sobie rozłąki z dziećmi, po prostu zostaje z
                      > rodziną.
                      '

                      >
                      > Ojciec zostaje a matka bierze dzieci pod pachę i odchodzi?

                      Maz to nie rodzina..
                      Kiedys zaproponowalem mojej eks spedzenie swiat, sylwestra gdzies w gorach..
                      Odpowiedziala zdziwionym glosem robiac "wielkie oczy":
                      - No jak to? Swieta, Wigilia bez rodziny????
                      (Majac na mysli swoja mamusie, tatusia, siostre.) big_grin

                      Tak mi sie przypomnialo..
      • lena.113 Re: Mam pytanie 02.09.15, 08:27
        Opieka naprzemienne? W niektórych sytuacjach dobre wyjście,jeżeli rodzice mieszkają obok siebie,a nie każdy mieszkający w dużym mieście rozwodnik zaraz wyprowadza sie na koniec swiata...
        Kobiety z tego forum w dużej części tego w życiu nie zrozumieją...
        Jak to ,gdzie moje 1500-2000 zł alimentów na dzieci?
        Odpadną argumenty; przecież to ja jestem z dzieckiem 24 h na dobę,robię mu śniadanie,piórem,usypiam...
        Odpadnie martyrologia ,poświęcenie bycia matka,wyłączność na gloryfikacji,to ja matka ,to moje starania codzienne...
        Zapewne okazałoby sie ze większość ojców doskonale daje sobie radę zrobić rano płatki,ubrać i odprowadzić do przedszkola dziecko, awieczorem zając sie nim...
        No i matka musiałaby zapłacić za buty,przedszkole,meble,tyle samo co ojciec...
        Musiałaby pójść do pracy nie na pół etatu,bo przecież ona sprawuje opiekę nad dziećmi...
        Są oczywiście matki ktoś poświęcają wszystko dla dzieci...ale czy dziecko tego wymaga, nie chce mieć obydwoje rodziców..o ile ojciec tez chce uczestniczyć w życiu dziecka trzeba to wykorzystać...
        Znam jednak takie matki , które owszem alimenty tak,dziecko czegoś potrzebuje ,podręczniki, buty, telefon do ojca, i jeszcze faszerują je jadem, jaki to tatuś skurczy...
        • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 12:13
          lena.113 napisał(a):
          > Jak to ,gdzie moje 1500-2000 zł alimentów na dzieci?
          (...)
          > Musiałaby pójść do pracy nie na pół etatu,bo przecież ona sprawuje opiekę
          > nad dziećmi...


          Liiiiitości! Ile kobiet po rozwodzi pracuje na pół etatu i dostaje 3 tysiaki alimentów big_grin Zejdź na ziemię...
          • mag1982 Re: Mam pytanie 02.09.15, 12:20
            Największe alimenty o jakich słyszałam to 1000 zł. Tu pan zarabiał naprawdę dużo a Pani i w trakcie trwania małżeństwa i później pracowała na cały etat.
            • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 12:41
              mag1982 napisała:

              > Największe alimenty o jakich słyszałam to 1000 zł. Tu pan zarabiał naprawdę duż
              > o a Pani i w trakcie trwania małżeństwa i później pracowała na cały etat.

              To niewiele słyszałaś po prostu smile
              Mój kuzyn płaci 1500 na jedno dziecko. Zarabia ok. 4000.
              Facet mojej przyjaciółki płaci 4500 na dziecko plus opłaca prywatną szkołę i płaci za wakacje, ale on zarabia ponad 20 tys.
              Ale np. mój dobry znajomy pracując zarabiając coś koło 2700 brutto ma zasądzone po 600 zł na dziecko oraz 500 na niepracującą nigdy (oficjalnie) byłą żonę. Nie wiem czy cokolwiek mu zostaje na życie smile ale pani sędzia uznała, że ma "możliwości zarobkowe". Jest nauczycielem chemii big_grin
              • mag1982 Re: Mam pytanie 02.09.15, 12:46
                Może i niewiele bo nie znam wielu rozwodników ale ci których znam płacą ok 500 zł na jedno dziecko i wszystkie byle żony pracują na pełen etat. Panowie są zadowoleni z tego ze dzieci są przy matkach i nie nalegają na zwiększenie kontaktów a panie są zadowolone ze alimenty są na czas. Daleko pewnie do sielanki jaka jest u Ciebie ale i tak lepiej niż średnia krajowa, gdzie panowie pojawiają się raz do roku i pracują na czarno byle tylko nie łozyć na dzieci.
              • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 13:38
                Jeśli jest nauczycielem chemii to spokojnie może dorabiać prowadząc kursy przygotowawcze, udzielając korepetycji czy pracując z dziećmi na różnych warsztatach. Sędzia miała rację, a facet kłamie - podstawa wynagrodzenia dla nauczyciela mianowanego to ok. 2700 zł. - PODSTAWA, do której dochodzą inne składniki pensji.
                • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:08
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Jeśli jest nauczycielem chemii to spokojnie może dorabiać prowadząc kursy przyg
                  > otowawcze, udzielając korepetycji czy pracując z dziećmi na różnych warsztatach

                  Tak, oczywiście, bo jest takie zapotrzebowanie w mieście powiatowym na kursy i korepetycje smile
                  Ach, przecież pan może się przenieść do większego miasta, przecież nikt nie powiedział, że musi mieć stały kontakt z dziećmi smile

                  > . Sędzia miała rację, a facet kłamie - podstawa wynagrodzenia dla nauczyciela m
                  > ianowanego to ok. 2700 zł. - PODSTAWA, do której dochodzą inne składniki pensji

                  Ty kłamiesz niunia, a dokładnie nie wiesz o czym piszesz.
                  Podstawa niecałe 2700 jest dla nauczyciela mianowanego. I to dla nauczyciela z pełnym magisterskim oraz uprawnieniami pedagogicznymi.
                  Jeśli ktoś ma wykształcenie bez uprawnień pedagogicznych i jest nauczycielem kontraktowym (jak ów nauczyciel chemii), podstawy ma 2042 brutto.
                  Żeby zrobić uprawnienia pedagogiczne trzeba zrobić osobny kurs (aktualnie 3 semestry, koszt ok 2500-3500 zł, w zależności od ośrodka).
                  Czyli żeby zarobić więcej najpierw musi wydać i to niemało.
                  No, ale przecież zawsze może pracować w 3 szkołach. W końcu jeden etat raptem 20 godzin lekcyjnych wink I w wakacje na truskawki może jechać żeby dorobić. O!
                  • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:22
                    Brawo! Właśnie tak może zrobić, wakacje ma długie, ferie również. Wybacz, ale to nie wina dziecka że jego ojciec nie potrafi się ogarnąć i poprzestaje na tak niewysokim wynagrodzeniu, bo ani operatywności, ani kompetencji/uprawnień nie posiada.

                    Zamiast upierać się przy nauczaniu (do którego, jak widać, nie ma zamiaru robić uprawnień) może facet iść na byle budowę, jako niewykwalifikowany dostanie więcej. Nigdzie nie jest napisane, że musi pracować jako nauczyciel.
                    • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:26
                      triss_merigold6 napisała:
                      > Brawo! Właśnie tak może zrobić, wakacje ma długie, ferie również. Wybacz, ale
                      > o nie wina dziecka że jego ojciec nie potrafi się ogarnąć i poprzestaje na tak
                      > niewysokim wynagrodzeniu, bo ani operatywności, ani kompetencji/uprawnień nie p
                      > osiada.

                      Ojciec 'ma się ogarnąć' a niepracująca (w ogóle) matka jest ok. To wina dziecka, że ma taką matkę?

                      Cała Triss - ojciec = dawca spermy + bankomat, matka = kapłanka życia big_grin
                      • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:33
                        Och, ja daję znakomity przykład ponieważ pracuję. Ba, długo miałam dodatkową fuchę oprócz stałego etatu.

                        Ale państwo się chyba umawiali na niepracowanie pani, prawda? Nie pracowała w trakcie trwania małżeństwa więc o co pan ma focha, widziały gały co brały. Teraz panu nie pasuje, ale założę się że wcześniej bardzo mu odpowiadała wersja żony obsługującej dom i pozycja jedynego żywiciela za (nie)całe oszałamiające dwa tysiące.
                        • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:37
                          triss_merigold6 napisała:
                          > Ale państwo się chyba umawiali na niepracowanie pani, prawda?

                          No o tym zdaje się nie było słowa big_grin Oczywiście dośpiewałaś sobie całą rzewną historyjkę big_grin
                        • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 15:37
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Och, ja daję znakomity przykład ponieważ pracuję. Ba, długo miałam dodatkową fu
                          > chę oprócz stałego etatu.

                          Bo Ty jedna.

                          > Ale państwo się chyba umawiali na niepracowanie pani, prawda? Nie pracowała w t
                          > rakcie trwania małżeństwa więc o co pan ma focha, widziały gały co brały. Teraz
                          > panu nie pasuje, ale założę się że wcześniej bardzo mu odpowiadała wersja żony
                          > obsługującej dom i pozycja jedynego żywiciela za (nie)całe oszałamiające dwa t
                          > ysiące.

                          Niunia, czytaj z łaski swojej. Żona (ex) nie pracuje OFICJALNIE. Więc NIE umawiali się na jej niepracowanie i pani ex żona NIE obsługiwała domu. A pan jest idiota, bo żonie zaufał.
                      • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 15:33
                        > Ojciec 'ma się ogarnąć' a niepracująca (w ogóle) matka jest ok. To wina dziecka
                        > , że ma taką matkę?
                        >
                        > Cała Triss - ojciec = dawca spermy + bankomat, matka = kapłanka życia big_grin

                        Dokładnie tak jest. Taka jest retoryka.
                        I takie Triss pracują w sądach, ośrodkach RODiK oraz innych instytucjach.
                        Dlatego nie ma kompletnie żadnego znaczenia jak jest, jest jedna, jedynie słuszna linia.
                        Matka na pewno ma powód do tego by nie pracować oficjalnie/odsuwać ojca od dziecka/odejść od męża/zrobić dowolną rzecz (niepotrzebne skreślić).
                        Ojciec ma płacić i nie podskakiwać.
                        Bożeszty mój, mam nadzieję, że moje (tongue_out) dzieci nigdy w swoim dorosłym życiu na taką Triss nie trafią. O to pomodlę się w najbliższą niedzielę.
                  • piepe Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:29
                    kotradykcja napisał(a):


                    > No, ale przecież zawsze może pracować w 3 szkołach. W końcu jeden etat raptem 2
                    > 0 godzin lekcyjnych wink I w wakacje na truskawki może jechać żeby dorobić. O!

                    Nie wiem skąd ten sarkazm - ja wracam z etatu (i to normalnego 8 h) do domu i klepię do wieczora zlecenia, czasem raz w tygodniu, czasem 7 razy w tygodniu. No ale matka MUSI, a alimenciarz się puka w głowę.
                    • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:32
                      piepe napisał(a):
                      > Nie wiem skąd ten sarkazm - ja wracam z etatu (i to normalnego 8 h) do domu i k
                      > lepię do wieczora zlecenia, czasem raz w tygodniu, czasem 7 razy w tygodniu.
                      > No ale matka MUSI, a alimenciarz się puka w głowę.

                      Nie doczytałaś, że matka w tej sytuacji (oficjalnie) nigdy nie pracowała i na siebie też ciągnie alimenty.
                      • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:34
                        Nie ciągnie, tylko ma zasądzone wyrokiem sądu. Pan mógł apelować, nie?
                        • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:36
                          triss_merigold6 napisała:
                          > Nie ciągnie, tylko ma zasądzone wyrokiem sądu. Pan mógł apelować, nie?

                          Nie zmienia to faktu, że pani NIE PRACUJE. I to jest ok a pan ma zasuwać na drugi etat... w końcu bankomat.
                          • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:38
                            Nie pracowała również podczas trwania małżeństwa. Teraz się nagle panu przestało podobać, że matka dziecka nie pracuje? No halo, odrobina konsekwencji.

                            Przy jednym nauczycielskim etacie z tej chemii to się facet nie przemęcza, chociażby z nudów powinien dorobić.
                            • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:41
                              triss_merigold6 napisała:
                              > Nie pracowała również podczas trwania małżeństwa. Teraz się nagle panu przestał
                              > o podobać, że matka dziecka nie pracuje? No halo, odrobina konsekwencji.


                              A... to jak ktoś nie pracuje jakiś czas to sobie może na czyimś utrzymaniu do końca życia siedzieć? Pani mogła owszem być przez męża utrzymywana jak zajmowała się małymi dziećmi. Albo pracować na czarno czy dorywczo. Dzieci urosły - pani do roboty. Proste.

                              > Przy jednym nauczycielskim etacie z tej chemii to się facet nie przemęcza,
                              > chociażby z nudów powinien dorobić.


                              A przy zerowym etacie to pani przecież taaaaaaka zmęczona... big_grin Mężowskich skarpet już nie pierze więc za co kaska?
                              • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:45
                                Przecież nie wiesz w jakim wieku jest dziecko.

                                Kotradykcja wprawdzie napisała wzruszająco o ubogim nauczycielu chemii skubanym przez wredną byłą żonę, ale zapomniała dodać w jakim wieku było dziecko w chwili rozwodu i czemuż pokrzywdzony ubogi nauczyciel nie wnosi pozwu o zniesienie obowiązku alimentacyjnego na małżonkę.
                                • echtom Re: Mam pytanie 02.09.15, 15:32
                                  Kotradykcja jest tak zaślepiona nienawiścią do biologicznych matek, że zawsze stanie po drugiej stronie barykady, obojętne z kim.
                                  • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 15:45
                                    echtom napisała:

                                    > Kotradykcja jest tak zaślepiona nienawiścią do biologicznych matek, że zawsze s
                                    > tanie po drugiej stronie barykady, obojętne z kim.

                                    Czy można stworzyć jakąkolwiek bzdurę na udowodnienie bzdurnej tezy?
                                    BUM! Można!

                                    Echtom, ja biologiczną matkę moich pasierbów na przykład lubię bardzo.
                                    Biologiczną mojego syna szanuję. Więc przestań pie...ć z łaski swojej.
                                    Nie masz merytorycznych argumentów to lecisz co Ci pod palce wpadnie? Wstyd!
                                  • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 21:20
                                    echtom napisała:
                                    > Kotradykcja jest tak zaślepiona nienawiścią do biologicznych matek, że zawsze s
                                    > tanie po drugiej stronie barykady, obojętne z kim.

                                    Bo Twoje doświadczenie samotnej matki wcaaaaaaale nie rzutuje nienawiścią do ojców (szczególnie tych zaangażowanych) i kultem matek-właścicielek z dzieckem przyspawanym do cycka big_grin Wcaaaale big_grin

                                    Kontradykcja i jej historia przeczy niestety wszystkim 'biologiczny' teoriom, w które z taką zapalczywością z Triss wierzycie. I dlatego tak przykre są Wam jej posty.
                                    • echtom Re: Mam pytanie 02.09.15, 21:25
                                      Skąd pomysł, że nienawidzę ojców zaangażowanych? smile Co do pozostałych, to nie czuję nienawiści nawet do własnego eks męża, więc jak zwykle nie trafiłaś.
                                      • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 21:30
                                        echtom napisała:
                                        > Skąd pomysł, że nienawidzę ojców zaangażowanych? smile

                                        Może z tego samego rozumowania, według którego Kontradykcja nienawidzi matek biologicznych big_grin
                                    • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:11
                                      No właśnie, niestety, nie przeczy, skoro musi na każdym kroku wykrzykiwać że jej doświadczenia rodzicielskie nie są gorsze czy odmienne od tych, które mają matki biologiczne wychowujące dzieci.
                                      • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:17
                                        triss_merigold6 napisała:
                                        > No właśnie, niestety, nie przeczy, skoro musi na każdym kroku wykrzykiwać że
                                        > jej doświadczenia rodzicielskie nie są gorsze czy odmienne od tych, które mają
                                        > matki biologiczne wychowujące dzieci.

                                        No właśnie ona pisze o tym wtedy, kiedy Ty atakujesz kultem własnej macicy big_grin
                                        • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:24
                                          Trudno żeby czciła cudzą. big_grin

                                          Biedaczka przypomina mi Karolanę. Tam też była bezpłodność pani, rozwód, adopcja, potem zejście się z facetem który miał dwójkę własnych z eks małżonką i ciśnienie na opiekę naprzemienną. Z pierwszych zachwytów nad modelem rodziny zostały lata uskarżania się na problemy.
                                          • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:28
                                            triss_merigold6 napisała:
                                            > Trudno żeby czciła cudzą. big_grin

                                            Naprawdę nie zrozumiałaś tego co napisałam?

                                            > Biedaczka przypomina mi Karolanę.

                                            Ty nikogo nie przypominasz. Na szczęście. Bo jak myślę ile takich harpii mogłoby chodzić po świecie to automatycznie życzę sobie syna-geja.
                                            • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:29
                                              Zdziwiłabys się ile kobiet ma podobne do moich poglądy tylko krępują się tak otwarcie je wyrażać.
                                              • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:35
                                                triss_merigold6 napisała:
                                                > Zdziwiłabys się ile kobiet ma podobne do moich poglądy tylko krępują się tak ot
                                                > warcie je wyrażać.

                                                Zawsze mnie dziwiło, że takie poglądy ma matka syna. W całej tej sytuacji najbardziej przerażające jest to, że wobec niego też tak masz. Traktujesz jak wszystkich innych przedstawicieli 'podgatunku' i będziesz przeszczęśliwa jak jakaś harpia go dorwie. A jak przemieli i zredukuje do bankomatu... to co Cię w sumie 'podgatunek' wydany z własnej macicy obchodzi...
                                            • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:36
                                              > Ty nikogo nie przypominasz. Na szczęście. Bo jak myślę ile takich harpii mogłob
                                              > y chodzić po świecie to automatycznie życzę sobie syna-geja.

                                              Mam identyczne przemyśleniabig_grin
                                          • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:34
                                            Biedaczka przypomina mi Karolanę. Tam też była bezpłodność pani, rozwód, adopcj
                                            > a, potem zejście się z facetem który miał dwójkę własnych z eks małżonką i ciśn
                                            > ienie na opiekę naprzemienną. Z pierwszych zachwytów nad modelem rodziny został
                                            > y lata uskarżania się na problemy.

                                            No tak myślałam, że porównasz.
                                            Różnica pierwsza - ja jestem NIEpłodna. Leczenie było, ale nie przyniosło rezultatów. Na razie smile ona z tego co pisala jest BEZpłodna , dla laika to bez różnicy, dla osób zainteresowanych ogromna.
                                            Różnica druga- jestem mężatką, ona żyje w związku partnerskim.
                                            Roznica trzecia - ex mojego męża jest fajną kobietą i dobrze się dogadujemy. Ex jej partnera... nie wypowiem się.
                                            Różnica czwarta- ono walczyli o opiekę naprzemienną , nie wiem czy się udała. U nas była od początku.
                                            I różnica piata - ich dobijały alimenty płacone mimo sporych nakładów na dzieci. U nas alimentów nie ma.
                                            Ale podejście do życia i poglądy podobne.
                                            Ciekawe co u niej smile
                                • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 15:40
                                  triss_merigold6 napisała:

                                  > Przecież nie wiesz w jakim wieku jest dziecko.
                                  >
                                  > Kotradykcja wprawdzie napisała wzruszająco o ubogim nauczycielu chemii skubanym
                                  > przez wredną byłą żonę,

                                  Oczywiście, bo prawdziwie wzruszające są jedynie rzewne historie biednych matek porzucanych z dziećmi przy cycku przez padalców odchodzących do 18-latek tongue_out

                                  > ale zapomniała dodać w jakim wieku było dziecko w chwi
                                  > li rozwodu i czemuż pokrzywdzony ubogi nauczyciel nie wnosi pozwu o zniesienie
                                  > obowiązku alimentacyjnego na małżonkę.

                                  Proszę uprzejmie, dzieci w wieku szkolnym, 8 i 10 lat w momencie rozwodu.
                                  Pani "trwale bezrobotna" , w rzeczywistości prowadzi księgowość w firmie nowego partnera smile Niestety, firma jest hmmmm kancelarią notarialną wink
                                  • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 15:42
                                    Aha, nowy partner okazał się partnerem następnego dnia, jak pani się wyniosła z dziećmi z domu. Wcześniej "tylko pracowała" w tej firmie. Na czarno żeby "więcej pieniążków do domu przynieść".
                        • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 15:35
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Nie ciągnie, tylko ma zasądzone wyrokiem sądu. Pan mógł apelować, nie?

                          Pan apelował. Alimenty mu zmniejszono. Kwoty podane są PO zmniejszeniu wink
                      • angiz Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:39
                        Wątpię, żeby sad zasądził matce alimenty jeśli jest zdrowa a dziecko nie jest na tyle małe, że nie musi się nim 24/24 zajmować.
                        Więc jesli te alimenty na nią są - to z jakiegos powodu stojącego po stronie i żony i męża. Mąż przypuszczam doskonale wie jaki to powód, a już postronni niekoniecznie znają prawdziwą wersję tegoż powodu.
                        • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:42
                          Dokładnie.
                      • piepe Re: Mam pytanie 02.09.15, 14:55
                        araceli napisała:


                        > Nie doczytałaś, że matka w tej sytuacji (oficjalnie) nigdy nie pracowała i na s
                        > iebie też ciągnie alimenty.

                        Łotewer - czy to zwalnia tatusia z obowiązku łożenia tyle, ile sąd zasądził?
                        A jeśli jeszcze dziecko małe, to na jedno by wychodziło, gdyby pracowała - bo dochodziłby jeszcze koszt opieki.
                        • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 15:13
                          To zależy od dochodów. Pan ubogi nauczyciel bez uprawnień też na niankę po cenach warszawskich by nie zarobił.
                          • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 21:23
                            triss_merigold6 napisała:
                            > To zależy od dochodów. Pan ubogi nauczyciel bez uprawnień też na niankę po
                            > cenach warszawskich by nie zarobił.

                            Pa nie mieszka w Warszawie. I oczywiście PAN miałby zarobić. PAN. Bo oczywiście nie pani! Nie, nie, nie big_grin Pani to kapłanka płodności i nic nie musi.
                            • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 21:39
                              Przecież zgodził się na oficjalne niepracowanie małżonki. I, przepraszam, zdziwiony, że podczas rozwodu pani korzysta z możliwości prawnych i żąda alimentów?
                              • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 21:42
                                triss_merigold6 napisała:
                                > Przecież zgodził się na oficjalne niepracowanie małżonki. I, przepraszam, zdziw
                                > iony, że podczas rozwodu pani korzysta z możliwości prawnych i żąda alimentów?

                                No, no, no. Uważaj Triss... Twój facet ma zdaje się firmę a Ty 'godzisz się' na wrzucanie różnych rzeczy w koszty. W razie czego może się przecież okazać, że Ty chcesz kasy na dziecko a to firma zero dochodów przynosi... I co? Uznasz, że to OK?

                                Jak facet ukrywa dochody i oszukuje - 'ch.j!'. Jak kobieta ukrywa dochody i oszukuje - suuuper! big_grin
                                • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 21:58
                                  Nie bój się, ja swoje zabezpieczenia w tym zakresie mam i współwłasności.
                                  • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:11
                                    triss_merigold6 napisała:
                                    > Nie bój się, ja swoje zabezpieczenia w tym zakresie mam i współwłasności.

                                    Nie piszę czy masz zabezpieczenia czy nie tylko o kwestię tego co jest a co nie jest ok w kwestii chwytów stosownych w walce o alimenty.
                                    • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:13
                                      A kwestii zabezpieczeń to zdaje się jak na razie partnera chciałaś małżeństwem zabezpieczyć więc może oszczędź nam ściem wink
                                    • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:16
                                      Dozwolone jest sprawdzanie możliwości zarobkowych i poziomu życia. Ten pan od alimentów na dzieci i eksię spokojnie mógł przedstawić świadków na to, że była małżonka pracowała i pracuje, że kwota X którą rzekomo dysponuje nie wystarczyłaby na utrzymanie poziomu życia jaki prowadzi etc.

                                      Nie da się pomóc komuś kto jest bezmyślny i tylko narzekać potrafi. Instrumenty są, facet może co 6 miesięcy składać pozew o zmniejszenie alimentów i zniesienie tych na byłą małzonkę.
                                      • klamkas Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:41
                                        Taaaaaa.... przykłąd z rodziny - pani była jedyną pracownicą kochanka, który raczej by ni poświadczył, że u niego pracuje. Drugim świadkiem mogłaby być matka pani, która sama ją zachęcała, żeby dymała ojca dziecka ile wlezie. Faktycznie. Morze świadków. Wielkie możliwości. Życie sprzyja...
                              • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:41
                                triss_merigold6 napisała:

                                > Przecież zgodził się na oficjalne niepracowanie małżonki. I, przepraszam, zdziw
                                > iony, że podczas rozwodu pani korzysta z możliwości prawnych i żąda alimentów?

                                Hmmm pani tez się zgodziła na męża nauczyciela. A teraz zdziwiona ,że chłopak niewiele zarabia.
                                Ogólnie chyba oboje na coś się umówili. Tyle tylko, że jedna ze stron olała umowę.
                                I wg mnie jest to nie w porządku. Niezależnie od tego, kto olał. W tym przypadku była to niestety pani.
                                Ale jak widać, pani wolno.
                                • angiz Re: Mam pytanie 03.09.15, 10:07
                                  Czyli jak to miało być? wcześniej jako małżeństwo bez problemu utrzymywali się całą rodziną z kwoty 2700brutto czyli 1950 zł netto.
                                  Za te 1950zł radośnie sobie żyli mąż, żona i dziecko. Żyli na takim poziomie, że żona nie musiała pracować bo im wystarczało.
                                  I nagle po rozwodzie pan nie może się utrzymać z tej pensji bo na żonę daje 500 i na dziecko 600 zł? zostaje mu wszak 850 zł czyli jednak więcej niż kasa za którą się musi utrzymać żona i kasa ktorą ma na utrzymanie dziecko.
                                  Więc już nie wymyślaj coraz ciekawszych scenariuszy uciśnionego pana, bo oszustwo widać tu od początku, że lewe środki najpewniej z szarej strefy w rodzinie mieli i sobie z nich korzystali ile wlezie.
                                  • araceli Re: Mam pytanie 03.09.15, 10:21
                                    angiz napisała:
                                    > I nagle po rozwodzie pan nie może się utrzymać z tej pensji bo na żonę daje 500
                                    > i na dziecko 600 zł? zostaje mu wszak 850 zł czyli jednak więcej niż kasa za
                                    > którą się musi utrzymać żona i kasa ktorą ma na utrzymanie dziecko.

                                    Dzieci jest dwójka czyli panu zostaje 250.
                                    • angiz Re: Mam pytanie 03.09.15, 11:06
                                      To jeszcze lepiej. Czyli pan żył wygodnie przeznaczając kwotę 487 zł na osobę w rodzinie.
                                      Obecnie ma na życie 250 zł. Czy zarobienie brakujących mu 237 zł miesięcznie przerasta jego możliwości? tongue_out Udzielenie 5 godzin korepetycji w miesiącu jest zbyt czasochłonne? Pojechanie na miesiąc wakacji za granicę do pracy to też za ciężko bo nauczyciel musi wypoczywać leżąc plackiem przez całe 2 miesiące? Zarobiłby wszak co najmniej 5 tys zł czyli średnio dodatkowe 417 zł na miesiąc w budżecie, czyli miałby więcej niż ma żona i mają dzieci. :p

                                      Historia którą kotradycja wciska jest co najwyżej historią "jak kali kraść to było dobrze, ale jak kalemu kraść to źle".
                                      I w tej historii baaaardzo wiele nie styka a kotradykcja roznosi przemielone 5 razy plotki nie znając prawdziwych szczegółów i faktów.

                                      • araceli Re: Mam pytanie 03.09.15, 11:26
                                        angiz napisała:
                                        > To jeszcze lepiej. Czyli pan żył wygodnie przeznaczając kwotę 487 zł na osobę
                                        > w rodzinie.
                                        > Obecnie ma na życie 250 zł. Czy zarobienie brakujących mu 237 zł miesięcznie p
                                        > rzerasta jego możliwości? tongue_out

                                        Pan żył za wyższą kwotę bo (jak nie doczytałaś) pani pracowała (i nadal pracuje) na czarno.

                                        > Historia którą kotradycja wciska jest co najwyżej historią "jak kali kraść to b
                                        > yło dobrze, ale jak kalemu kraść to źle".

                                        Dobrze typowałaś ale niewłaściwą osobę. Jak mężczyzna pracuje na czarno, żeby ukryć dochody to 'ch.j' - jak kobieta to... niech facet się ogarnie big_grin
                                        • angiz Re: Mam pytanie 03.09.15, 11:44
                                          Pan tak samo korzystał z zarobków żony bedąc w tej rodzinie. Udowodnienie, że pani zarabiała na czarno jest proste dla każdego kto ma choć trochę oleju w głowie (standard życia rodziny, konta bankowe, rachunki, kalkulacje opłat, wpływów-wypływów, parę zdjęć pani w pracy, itd) Jeśli pan tego nie zrobił, to znaczy, że albo żył w tej rodzinie jak lelum-polelum i się opłatami ani kosztami życia dzieci nie interesował, albo pan jest ogólnie niezbyt rozgarnięty, więc nie wiem czy powinien być nauczycielem jakichkolwiek dzieci.
                                          A z rozwoju wątku coraz ciekawsze historie kotradykcja wymyśla, zaczęla od tego że pani nie pracowała, teraz zeznaje że jednak pracowala na czarno, .. widać co zapotrzebowanie na jakiś "news" potrzebny jej do agresywnego podkręcania swoich plotek to tak plecie co ślina na język przyniesie. A ty się dajesz wciągać jak dziecko we mgle..
                                          • kotradykcja Re: Mam pytanie 03.09.15, 13:27
                                            > A z rozwoju wątku coraz ciekawsze historie kotradykcja wymyśla, zaczęla od tego
                                            > że pani nie pracowała, teraz zeznaje że jednak pracowala na czarno,

                                            Nieprawda. Od początku pisałam że pani oficjalnie nie pracowała.
                                          • araceli Re: Mam pytanie 03.09.15, 13:41
                                            angiz napisała:
                                            > Pan tak samo korzystał z zarobków żony bedąc w tej rodzinie. Udowodnienie, że
                                            > pani zarabiała na czarno jest proste dla każdego kto ma choć trochę oleju w gł
                                            > owie

                                            Jak ojciec-alimenciarz ukrywa dochody to matce współczują, psioczą na państwo, które 'nie potrafi wyegzekwować prawa', pana wyzywa od najgorszych.

                                            Jak dochody ukrywa matka to praca na czarno nagle staje się taaaaaka łatwe do udowodnienia i widać pan głupi, że nie potrafi i należy go zwyzywaćbig_grin

                                            Kocham jematkowe podwójne standardy big_grin Jakby nie patrzeć - facet ZAWSZE świnia big_grin


                                            > A z rozwoju wątku coraz ciekawsze historie kotradykcja wymyśla, zaczęla od tego
                                            > że pani nie pracowała, teraz zeznaje że jednak pracowala na czarno

                                            Napisała, że oficjalnie nie pracowała. Dla mnie to sformułowanie jest jasne.
                        • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 15:46
                          Ależ tatuś płaci. Jak w zegarku płaci. Nie uchyla się, nie kombinuje. Pytanie czy właśnie tak ma to wyglądać?
                          Jak widać wg dużej części matek-polek właśnie tak.
                          • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 21:40
                            W sumie dlaczego nie miałoby to tak wyglądać? Przecież do czegoś facet musi się przydawać, jeśli nawet już nie nadaje się na partnera życiowego, to niech chociaż finansuje konkretnie dziecko.
                            • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 21:45
                              triss_merigold6 napisała:
                              > W sumie dlaczego nie miałoby to tak wyglądać? Przecież do czegoś facet musi się
                              > przydawać, jeśli nawet już nie nadaje się na partnera życiowego, to niech choc
                              > iaż finansuje konkretnie dziecko.

                              Oczywiście TYLKO finansuje. Dawca spermy swoje zrobił to teraz ma być bankomat. A dzieci... one najmniej ważne. Ojca nie widują? A kto by chciał oglądać bankomat!

                              Obraz 'rodziny', który wyłania się z Twoich postów jest obrzydliwy.
                              • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:00
                                A gdzie ja napisałam, że dzieci nie powinny widywać ojca? Wręcz przeciwnie, powinny ale niekoniecznie w postaci opieki naprzemiennej. Wystarczą regularne kontakty w tygodniu i w weekendy oraz dzielenie świąt, ferii, wakacji i zwolnień lekarskich.
                                • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:08
                                  triss_merigold6 napisała:
                                  > A gdzie ja napisałam, że dzieci nie powinny widywać ojca? Wręcz przeciwnie, pow
                                  > inny ale niekoniecznie w postaci opieki naprzemiennej. Wystarczą regularne kont
                                  > akty w tygodniu i w weekendy oraz dzielenie świąt, ferii, wakacji i zwolnień le
                                  > karskich.

                                  Bo przy zapieprzaniu na 2 etaty tatuś będzie miał mnóstwo czasu dla dzieci. A dzieląc opiekę prawie na pół ma dalej ponosić 100% kosztów utrzymania oraz płacić alimenty na eksię big_grin
                        • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 21:26
                          piepe napisał(a):
                          > Łotewer - czy to zwalnia tatusia z obowiązku łożenia tyle, ile sąd zasądził?

                          Nie. Natomiast czy potrafisz wytłumaczyć dlaczego w przypadku pana brane są pod uwagę 'możliwości zarobkowe' a w przypadku pani nie?

                          Gdyby w tej historii pan pracował na czarno ukrywając dochody to byłby najgorszym ch..em. Ale pani jak najbardziej może! Pani się należy! big_grin
                          • piepe Re: Mam pytanie 03.09.15, 07:23
                            araceli napisała:

                            > czy potrafisz wytłumaczyć dlaczego w przypadku pana brane są pod
                            > uwagę 'możliwości zarobkowe' a w przypadku pani nie?

                            Pewnie były brane pod uwagę mozliwości zarobkowe matki przy ustalaniu alimentów, skoro alimenty dla ojca wyniosły 1500, a nie 500. W domyśle - mozliwosci zarobkowe matki pewnie dążyły ku zeru, co raczej nie dziwi, skoro do tej pory nie pracowała.
                            Wymaga się od matki 2 dzieci, pewnie małych w czasie ustalania/zmniejszania alimentów, "mozliwosci zarobkowych", a dodatkowa praca dla pana nauczyciela pracującego 20 h tygodniowo jest traktowana jako coś niemozliwego. Na szczescie sąd miał inne zdanie i słusznie.
                            Gdyby pani zaczęła pracowac zawodowo, to na jedno by wyszło, bo trzeba by opłacic opiekę do dzieci. Nawet te starsze 8-11 lat wymagają logistycznego ogarniecia, które pochłania mnóstwo czasu.
                            Oczywiscie gdy dzieciaki będą w większym stopniu same się ogarniać, same dojeżdzać na zajęcia, a nawet pomagac matce w ogarnianiu gospodarstwa, to będę pierwsza, która tę matkę wysle do roboty jakiejkolwiek - nie zaszkodzi. Na pewno jednak nie będzie to podstawą do zmniejszenia alimentów od ojca, bo im dziecko większe, tym więcej kosztuje. Dziecku podczas skoku wzrostowego trzeba co pół roku - co rok wymieniac całą garderobę. Zaczyna wyjeżdzac na kolonie, obozy. Zajęcia po szkole, sporty też kosztują i tak dalej.
                            Reasumując, póki dzieciaki wymagają logistyki i ogarniania, a matka nie ma zadnego doswiadczenia zawodowego, to nie ma zadnego znaczenia, czy pójdzie do roboty za 1200 i opłaci za to opiekę, czy będzie alimentowac w naturze.


                            • araceli Re: Mam pytanie 03.09.15, 07:35
                              piepe napisał(a):
                              > Pewnie były brane pod uwagę mozliwości zarobkowe matki przy ustalaniu alimentów
                              > , skoro alimenty dla ojca wyniosły 1500, a nie 500. W domyśle - mozliwosci zaro
                              > bkowe matki pewnie dążyły ku zeru, co raczej nie dziwi, skoro do tej pory nie p
                              > racowała.
                              > Wymaga się od matki 2 dzieci, pewnie małych w czasie ustalania/zmniejszania ali
                              > mentów, "mozliwosci zarobkowych", a dodatkowa praca dla pana nauczyciela pracuj
                              > ącego 20 h tygodniowo jest traktowana jako coś niemozliwego. Na szczescie sąd m
                              > iał inne zdanie i słusznie.

                              Pani pracuje - na czarno w firmie kochana a dzieci mają 8 i 10 lat. Pudło smile

                              > Gdyby pani zaczęła pracowac zawodowo, to na jedno by wyszło, bo trzeba by opłac
                              > ic opiekę do dzieci. Nawet te starsze 8-11 lat wymagają logistycznego ogarnieci
                              > a, które pochłania mnóstwo czasu.

                              Dzieci mają matkę i OJCA. Nie zajarzyłaś? A nie matkę i bankomat opłacający opiekę.


                              Matka może kłamać,oszukiwać i wyłudzać bo... jest matką?
                            • kotradykcja Re: Mam pytanie 03.09.15, 07:50
                              Piepe w pewnym stopniu masz rację.
                              Jednak jeśli badamy sytuację rodzinną to kompleksowo.
                              A przynajmniej sędzia nie powinien ZAKŁADAĆ niczego. Jeśli robi założenia, to już na wstępie popełnia błąd.
                              Jeśli jest dwoje rodziców, powinno brać się pod uwagę możliwości obojga.
                              Jeśli ojciec nigdy nie pracował oficjalnie, uważasz, że dostanie opiekę i alimenty na siebie? W Polsce? Chciałabym w to wierzyć.
                              Matka dzieci pracuje na czarno, u swojego "kolegi " z dzieciństwa, jak się okazało, kochanka. Problem w tym że jest on prawnikiem, więc pani ma darmowe porady prawne dobrej jakości. Udowodnić nie ma jak, pani pracowała w domu, pieniądze do ręki dostawała, a były mąż nie wpadł na pomysł robienia jej zdjęć kiedy siedziała nad papierami i przy komputerze rozliczając faktury kancelarii. Zresztą, zawsze mogła powiedzieć, że tylko pomogła przyjacielowi, co on by potwierdził.
                              Facet wziął pracę w szkole, bo dzięki temu mógł więcej czasu spędzać z dziećmi, a umowa o pracę dawała ubezpieczenie dla całej rodziny. Zarobki były sprawą drugorzędną, wszak pani robiła pieniądz na czarno.
                              A potem pani uznała, że nowy kolega ma więcej do zaoferowania. Kolega doradzał, napisał wnioski do sądu. I jest. Uczciwy człowiek został z ręką w nocniku, bo zaufał żonie, bo zajmował się dziećmi, bo nie rozumiał, że wartość mężczyzny mierzy się ilością zarabianie przez niego kasy.
                              Dla mnie strasznie smutne.
                              • mag1982 Re: Mam pytanie 03.09.15, 08:06
                                Ani pani ani pan nie są uczciwi. Co jest uczciwego w akceptowaniu pracy na czarno? Gdyby był uczciwy nalegałby na żonę żeby podpisała umowę i uczciwie płaciła podatki. Nic na ten temat nie piszesz mimo, że dość szczegółowo nakreślasz tło czyli Panu to nawet nie przyszło do głowy i cieszył się, że żona więcej pieniędzy przynosi. No chyba, że twoim zdaniem okradanie państwa i uczciwych podatników jest w porządku.
                                • araceli Re: Mam pytanie 03.09.15, 08:14
                                  mag1982 napisała:
                                  > Ani pani ani pan nie są uczciwi. Co jest uczciwego w akceptowaniu pracy na czar
                                  > no? Gdyby był uczciwy nalegałby na żonę żeby podpisała umowę i uczciwie płaciła
                                  > podatki.

                                  Pan na panią 'nalegać' mógł ale to nie on był jej pracodawcą.
                                  • mag1982 Re: Mam pytanie 03.09.15, 08:20
                                    No ale kontradykcja wielokrotnie powołuje się na uczciwość Pana. Gdyby takie nalega ie miało miejsce tez pewnie by napisała. Pracodawcą nie był ale fajnie było póki kasa trafiała do łapki i przepisami podatkowymi ani prawem pracy nikt tam się nie przejmował ani pani ani pan ani kochanek.
                                    • kotradykcja Re: Mam pytanie 03.09.15, 08:55
                                      mag1982 napisała:

                                      > No ale kontradykcja wielokrotnie powołuje się na uczciwość Pana. Gdyby takie na
                                      > lega ie miało miejsce tez pewnie by napisała

                                      Pewnie mogłabym napisać więcej od początku , podać rozmiar buta, itd.
                                      Jeśli już tak brniemy - owszem , namawiał Pan żonę na legalną pracę , tłumaczył , że to uczciwie i bezpiecznej, że l4, urlopy płatne , emerytura , itd.
                                      Ale zmusić jej nie miał możliwości, prawda?
                                      Aha, dodatkowa informacja - sytuacja jest mi znana od strony pani. To siostra mojej przyjaciółki .
                                      Nie, przyjaciółka nie leci na szwagra , jest szczęśliwa w małżeństwie . Tylko ma wyrzuty sumienia , bo poznała szwagra z siostrą.
                                      • mag1982 Re: Mam pytanie 03.09.15, 08:59
                                        Zmusić nie ale mógł do US donieść skoro taki uczciwy wink
                              • piepe Re: Mam pytanie 03.09.15, 08:56
                                kotradykcja napisał(a):

                                > Jeśli ojciec nigdy nie pracował oficjalnie, uważasz, że dostanie opiekę i alim
                                > enty na siebie? W Polsce? Chciałabym w to wierzyć.

                                No ale do kogo te pretensje?
                                To nie jest wina sądów. To jest konsekwencja wielu lat patriarchatu, który usadził kobiety w roli matek - opiekunek.
                                To się powoli zmienia, ale jeśli faceci chcą miec równe szanse w sądzie, nie wystarczy to, co wypracował do tej pory feminizm - potrzebna jest aktywna rola mężczyzn. Póki co faceci zgadzają się z "całym tym równouprawnieniem", ale chyba bardziej na zasadzie, że jak się nie zgodze, to nie pociupciam do konca życia.
                                Nadal większosc facetów nie traktuje prac domowych i koło dzieci jako swojej części działki do obrobienia, nadal to jest główna rola kobiet. Kobiety biorą zwolnienia, kobiety ubierają dzieci, karmią itd. Nawet tutaj w tym wątku, wsród reprezentacji wielkomijeskich wąskich specjalistek, masz zdecydowaną przewagę modelu "dzieci zostaja ze mną, bo ja po prostu bardziej ogarniam i dzieci bardziej są ze mną związane".
                                Póki się to nie zmieni, to ten twój biedny zapracowany nauczyciel nie ma szans na opiekę naprzemienną, na alimentację w naturze itd. Tyle ze to nie jest wina kobiet i sądów, ale samych facetów, którzy na co dzień chętnie czerpią ze zdobyczy feminizmu, czyli faktu, ze kobiety coraz częściej pracują i dokładają się do budżetu, ale żeby garnąć się do roboty przy dzieciach to juz nie bardzo. Dlatego matki "lepiej ogarniają" i to z matkami dziecmi po rozstaniu zostają.
                                I ja rozumiem ze "twój" nauczyciel się garnął do tych dzieci, moze nawet bardziej niż matka, ale taki mamy w Polsce klimat - a tworzony jest on przez innych facetów i ich podejscie do pracy w domu. To jest naturalna konsekwencja zakodowanej roli kobiet w naszym społeczenstwie, a nie wina tajemniczego spisku ustawodawców i sądów wobec zaangazowanych ojców.
                                I tak - nie wystarczy tupać nóżką i zmieniac na kolanie prawo. Samo prawo nie zmieni mentalnosci ludzi, kodów kulturowych. Mimo wielu lat przemian kobiety nadal zarabiają mniej od facetów na tym samym stanowisku - wszystko własnie przez zakodowany schemat a takze samo zachowanie większosci kobiet, które biorą te zwolnienia, no bo kto ma to zrobić.
                                Same kobiet takze skorzystałyby na zmianach mentalnych i prawnych, ba, przede wszystkim one i to nie jest tak, ze się okopały na stanowsiku kur domowych, bo tak jest fajnie. Obecnie często mówi się, ze feminizm wyrządził więcej zła niz dobra - bo kobieta nie dosc, ze coraz częsciej pracuje tak samo jak facet, to jeszcze ogarnia gospodarstwo tak samo jak przed przemianami. A kura domowa nie jest juz strazniczką domowego ogniska, tylko leniwym garkotłukiem, w dodatku narazonym na przemoc ekonomiczną, no bo przeciez moze pracować i ogarniac dom jednoczesnie.
                                Widzę tutaj niestety zbyt duzy opór panów, aby poddać się przemianom - czyli wziąć na siebie współodpowiedzialnosc za dom, jesli kobieta pracuje lub z szacunkiem podejsc do roli kury domowej i nie wydzielac jej na waciki. No ale skoro mają opór, to wizja opieki naprzemiennej nadal pozostaje wizją.

                                • mag1982 Re: Mam pytanie 03.09.15, 09:06
                                  Na potrzeby tego wątku przeprowadziłam wczoraj ankietę w pracy. Wszystkie kobiety orzekły, że nie ma opcji, żeby po rozwodzie dzieci zostały z ojcem. Ewentualnie opieka naprzemienna ale to jeśli chodzi o starsze dzieci. Twierdziły też, że są przekonane, że mężowie wcale by na tą opiekę nie nalegali. Z panów jeden deklarował, że chciałby na codzień zajmować się dziećmi ale on jest teraz też bardzo aktywnym ojcem.
                                  • araceli Re: Mam pytanie 03.09.15, 09:12
                                    mag1982 napisała:
                                    > Ewentualnie opieka naprzemienna ale to jeśli chodzi o starsze dzieci.
                                    > Twierdziły też, że są przekonane, że mężowie wcale by na tą opiekę nie nalegali.

                                    I to jest w sumie smutne. Po co mieć dziecko z człowiekiem, który de facto go nie chce?
                                    • mag1982 Re: Mam pytanie 03.09.15, 09:21
                                      Ależ chce, pod warunkiem, że to żona się nimi zajmie. Oni mogą na rower zabrać dwa razy w tygodniu albo do kina iść w sobotę. Z luźnych rozmów wychodzi mi jednak, że sytuacja i tak zmierza ku dobremu, bo jeszcze w moim pokoleniu ojcowie prawie wcale nie zajmowali się dziećmi. Do tej pory pamiętam historię mojej rówieśniczki, że gdy zaczynała płakać ojciec zamiast zapytać o co chodzi wołał matkę.
                                    • piepe Re: Mam pytanie 03.09.15, 09:23
                                      araceli napisała:


                                      > I to jest w sumie smutne. Po co mieć dziecko z człowiekiem, który de facto go n
                                      > ie chce?

                                      Tylko wtedy zostaje celibat i brak dzieci, tak ogromny jest wybór facetów traktujacych ojcostwo tak jak matki macierzynstwo. Dobrze, ze choc nauczyli się obsługi pralki, kuchenki i odkurzacza przez ostatnie dzieści lat.
                                    • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 03.09.15, 09:45
                                      Nie wiem czy zauważyłaś, ale dyskusja nie dotyczy tego czy mieć dziecko z danym człowiekiem. Te dzieci już są więc zagadnienie "po co?" staje się bezprzedmiotowe.

                                      Wszelkie deklaracje, wyobrażenia i wizje składane zanim dzieci się pojawią są mocno na wyrost i nie opierają się na konkretnych przesłankach, przechodzą weryfikację w praktyce.
                                      • araceli Re: Mam pytanie 03.09.15, 09:49
                                        triss_merigold6 napisała:
                                        > Nie wiem czy zauważyłaś, ale dyskusja nie dotyczy tego czy mieć dziecko z danym
                                        > człowiekiem. Te dzieci już są więc zagadnienie "po co?" staje się bezprzedmiot
                                        > owe.

                                        Nie wiem czy zauważyłaś ale odniosłam się do konkretnej wypowiedzi w tej dyskusji.

                                        A Ty zdaje się przerabiałaś posiadanie dziecka z człowiekiem, który go nie chce jeszcze PRZED zajściem w ciążę.
                                        • triss_merigold6 Re: Mam pytanie 03.09.15, 10:01
                                          Odniosłaś się do wypowiedzi dotyczącej tego, że pani pytała koleżanki w pracy jaką formę opieki wybraliby ich mężowie, tak?
                                          O to właśnie chodzi, trudno zgadnąć, jaką formę opieki by wybrali zanim pojawią się dzieci.

                                          - A Ty zdaje się przerabiałaś posiadanie dziecka z człowiekiem, który go nie chce jeszcze PRZED zajściem w ciążę.-
                                          Nie bardzo rozumiem o czym piszesz, dzieci mam planowane.
                                          • araceli Re: Mam pytanie 03.09.15, 10:06
                                            triss_merigold6 napisała:
                                            > Nie bardzo rozumiem o czym piszesz, dzieci mam planowane.

                                            Przez Ciebie i owszem.
                                • echtom Re: Mam pytanie 03.09.15, 09:45
                                  > I ja rozumiem ze "twój" nauczyciel się garnął do tych dzieci, moze nawet bardziej niż matka, ale taki mamy w Polsce klimat - a tworzony jest on przez innych facetów i ich podejscie do pracy w domu.

                                  Dokładnie. To nie sądy robią porządnym ojcom pod górkę, tylko inni ojcowie.
                                  • araceli Re: Mam pytanie 03.09.15, 09:51
                                    echtom napisała:
                                    > Dokładnie. To nie sądy robią porządnym ojcom pod górkę, tylko inni ojcowie.

                                    Uważasz, że SĄD powinien dowalać panu X za to, że pan Y się źle zachowuje?

                                    Jak kobiety nie chcą zatrudnić bo 'zajdzie w ciążę/pójdzie na zwolnienie/będzie brała zwolnienia na dziecko' to darcie japy, że to dyskryminacja big_grin A tu proszę... sąd ma takie praktyki stosować. SĄD big_grin
                  • echtom Re: Mam pytanie 02.09.15, 15:28
                    > No, ale przecież zawsze może pracować w 3 szkołach.

                    Ja tak pracowałam, mając w domu troje małych dzieci (wg Twojego myślenia powinni byli mi je odebrać tongue_out) Od ponad 20 lat oprócz pracy etatowej klepię różne fuchy, średnio wychodzi 1,5 etatu. Czemu miałoby to być takim strasznym obciążeniem dla mężczyzny, który poza pracą nie ma innych obowiązków?
                    • kotradykcja Re: Mam pytanie 02.09.15, 15:43
                      echtom napisała:
                      > Ja tak pracowałam, mając w domu troje małych dzieci (wg Twojego myślenia powinn
                      > i byli mi je odebrać tongue_out)

                      Nie kłam. Nigdy nic takiego nawet nie pomyślałam.

                      > Czemu miałoby to być takim strasznym obciążenie
                      > m dla mężczyzny, który poza pracą nie ma innych obowiązków?

                      No właśnie! Przecież on nie wychowuje dzieci, więc może pracować!

                      Omujborze sad
                      • echtom Re: Mam pytanie 02.09.15, 17:11
                        > No właśnie! Przecież on nie wychowuje dzieci, więc może pracować!

                        > Omujborze sad

                        Widzisz przeciwwskazania?
                    • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 21:28
                      echtom napisała:
                      > Ja tak pracowałam, mając w domu troje małych dzieci (wg Twojego myślenia powinn
                      > i byli mi je odebrać tongue_out) Od ponad 20 lat oprócz pracy etatowej klepię różne fuc
                      > hy, średnio wychodzi 1,5 etatu. Czemu miałoby to być takim strasznym obciążenie
                      > m dla mężczyzny, który poza pracą nie ma innych obowiązków?

                      Bo w Twojej historii jeszcze trzeba by dopisać, że pracując na 3 etaty płaciłaś alimenty na eksa. Płaciłaś? Nie.
                      • echtom Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:15
                        Znowu uderzasz bez sensu. Czemu miałam płacić, skoro dzieci były ze mną? Pan, nad którym Ty i Kotradykcja pochylacie się z taką troską, oprócz pracy na jednym etacie nie miał nic do roboty.
                        • araceli Re: Mam pytanie 02.09.15, 22:20
                          echtom napisała:
                          > Znowu uderzasz bez sensu. Czemu miałam płacić, skoro dzieci były ze mną?

                          Bo ten pan ma wg. Ciebie pracować i na utrzymanie dzieci i na utrzymanie eksi.


                          > oprócz pracy na jednym etacie nie miał nic do roboty.

                          Pani ma dzieci w wieku szkolnym i (oficjalnie) ŻADNEGO etatu. Ta to dopiero musi się nudzić! Ale to kobieta - jej wolno.
                          • echtom Re: Mam pytanie 02.09.15, 23:12
                            > Bo ten pan ma wg. Ciebie pracować i na utrzymanie dzieci i na utrzymanie eksi.

                            Mnie nie interesują jego układy z eks. Odniosłam się tylko do świętego oburzenia Kotradykcji, że facet miałby pracować na więcej niż etat. Mnóstwo ludzi tak pracuje i nie robią z tego wielkiej sprawy.
                            • kotradykcja Re: Mam pytanie 03.09.15, 06:51
                              Mnie nie interesują jego układy z eks. Odniosłam się tylko do świętego oburzeni
                              > a Kotradykcji, że facet miałby pracować na więcej niż etat. Mnóstwo ludzi tak p
                              > racuje i nie robią z tego wielkiej sprawy.

                              Jak to jest, że na jedne moje wpisy powołujesz się, a o innych zapominasz?
                              Nie oburza mnie ze pan miałby pracować na więcej niż etat bo po pierwsze juz to robi, a po drugie sama tak pracowałam wiele lat. Nie uważam też, że powinien kurczowo trzymać się pracy w szkole, bo sama się przekwalifikowałam po rozwodzie jak zostałam z dzieckiem bez pomocy i pieniędzy.
                              To co mnie oburza to podwójne standardy, hipokryzja i niewspółmierne oczekiwania wobec każdego z rodziców.
                              Państwo się na coś umawiają.
                              Ktoś łamie umowę. I teraz jesli to facet- gromy lecą. Bo kobieta ma prawo.
                              Oceniacie tego człowieka nie zastanawiając się dlaczego mieli taki układ, kto głównie zajmował się dziećmi. Zakładacie ,że pani jest w porządku, a pan nie.
                              Na jakiej podstawie? Na podstawie kilku informacji tworzycie sobie w głowach historię, w której pani jest pokrzywdzona , a pan jest wieprzem. Ewentualnie pani jest mądra, a pan idiota.
                              Nie ma dla Was opcji, że pan jest po prostu dobrym i uczciwym człowiekiem, który nie potrafi kombinować, pani zaś wprost przeciwnie.
                              A nawet jeśli to Wam do głowy przychodzi, przyklaskujecie oszustce. Co mnie już w ogóle rozkłada na łopatki. Jak można popierać oszusta? Bo jest kobietą?
                              Odwrotnie, owszem, pełne zrozumienie dla uczciwej i zagubionej w meandrach prawa kobiety rolowanj przez drania. Dla kobiety jest zrozumienie, jest pochylenie się nad nią.
                              Facet to drań albo idiota.
                              Taka jest Wasza optyka.
                              I to mnie poraża.
                              Tak on ma środki prawne. Korzysta z nich na miarę możliwości. Nie stać go na dobrego adwokata, a iść do Sądu Rodzinnego z kiepskim to samobójstwo. Sam się broni. Udało mu się obniżyć alimenty. To dużo.
                              Składanie o obniżenie co 6 mcy nie wchodzi w grę, bo taki wniosek trzeba opłacić. Tylko podwyżki alimentów sa bezpłatne.
                              Mam nadzieję że za jakiś czas uda mu się wyprostować sytuację. Ale że w sądach i RODiK siedzą takie Triss i Echtom ze swoimi podwójnymi standardami, będzie ciężko.
                              I proszę Cię Echtom, nie kłam na mój temat. Możesz się ze mną nie zgadzać, nie ma obowiązku jednomyślności. Ale nie kłam.
                              • echtom Re: Mam pytanie 03.09.15, 08:08
                                Nie musisz mi tłumaczyć prostych rzeczy. Niepotrzebnie tylko robisz panu czarny PR głupimi, prowokującymi tekstami. Przy interpretacji dosłownej - owszem, nie ma żadnych przeciwwskazań, by zdrowy, dorosły mężczyzna pracował w kilku szkołach i jeszcze dorabiał w czasie wakacji. Pracuje tak wielu mężczyzn i wiele kobiet, w tym samotnych matek, które mają więcej obowiązków niż ten pan, a Ty jak zwykle nie liczysz się ze słowami i obrażasz ludzi, którzy nic Ci nie zawinili. Nie tylko mnie oburzył ten wpis.
                                • araceli Re: Mam pytanie 03.09.15, 08:17
                                  echtom napisała:
                                  > Przy interpretacji dosłownej - owszem, nie ma żadnych przeciwwskazań,
                                  > by zdrowy, dorosły mężczyzna pracował w kilku szkoł ach i jeszcze dorabiał
                                  > w czasie wakacji. Pracuje tak wielu mężczyzn i wiele kobiet,
                                  > w tym samotnych matek,

                                  A ja uważam, że są przeciwwskazania. Bo jak się ma dzieci to wypadałoby jednak z nimi czas spędzać. Oszem - ludzi tak robią i szczególnie bolesne jest to w przypadku rodziców samotnych, których dzieci całe dnie są same. Ale to NIE JEST OK.
                                  • mag1982 Re: Mam pytanie 03.09.15, 08:24
                                    Masz rację, że to nie jest ok. ale niewiele na to można poradzić.
                            • araceli Re: Mam pytanie 03.09.15, 07:31
                              echtom napisała:
                              > Mnie nie interesują jego układy z eks. Odniosłam się tylko do świętego oburzeni
                              > a Kotradykcji, że facet miałby pracować na więcej niż etat. Mnóstwo ludzi tak p
                              > racuje i nie robią z tego wielkiej sprawy.

                              No ale to oburzenie jest spowodowane CELEM w jakim pan miałby pracować.
                        • natalie_rushman Re: Mam pytanie 03.09.15, 07:30
                          Dodajmy, na etacie nauczycielskim, echtom wink.
                  • asia_i_p Re: Mam pytanie 02.09.15, 21:31
                    Mieszkam w mieście powiatowym. Do moich koleżanek chemiczek jest kolejka - bo jest ich mało, a zainteresowanych robieniem matury z chemii całkiem dużo.
    • jesienna.nuta Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 11:59
      czy " oczekiwałybyście, że jego nowa partnerka będzie partycypowała w kosztach utrzymania waszego dziecka? "

      Była żona mojego męża miała takie właśnie oczekiwania, ale ją mój adwokat wyprostował.
      Stare dzieje.
    • dziennik-niecodziennik Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 12:32
      ja bym dziecka nie oddała mezowi. umozliwiłabym wszelkiego rodzaju kontakty, ba! - sama bym je starannie egzekwowała, ale na stałe bym nie oddała.
      z prostego powodu - mimo calej miłości i wszystkich uczuc jakie sa miedzy mężem i corką - to ja zaspokajam wiekszosc jej potrzeb emocjonalnych, duchowych i intelektualnych. po prostu inne mamy wzorce wyniesione z domów.
      • dziennik-niecodziennik Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 12:50
        co do partycypacji ewentualnych nowych partnerów nas obojga - moge mowic za siebie własciwie - oczekiwałabym że moj nowy partner MOJE dziecko bedzie traktował jak NASZE. nie wyobrazam sobie byc z facetem ktory bedzie córkę traktował jak obcą i bedzie jojczal ze musi na nią wydawac pieniądze.
        tego samego oczekiwałabym od mojego męża - ze znajdzie sobie kobietę ktora bedzie traktowac córkę uczciwie.
        • jesienna.nuta Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 12:56
          ...oczekiwałabym od mojego męża - ze znajdzie sobie kobietę ktora bedzie traktowac córkę uczciwie."


          Uczciwie, czyli jak? Czy może miałaby dokładać do Waszego dziecka własne pieniądze?
          • dziennik-niecodziennik Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 13:12
            uczciwie. tak wiesz, normalnie, po ludzku uczciwie. czyli np "wezmę oboje dzieci do kina, a potem ex nam odda za bilet", a nie "my pojdziemy do kina a Ciebie nie wezme bo mi szkoda na bilet dla cudzego dziecka", czy tam wręcz "nasze dziecko zje kotlecik, a cudze niech żre suchą bułkę".
            • echtom Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 13:41
              To poważnie tak działa? Gdybym się zdecydowała na faceta z dzieckiem, nie wyobrażam sobie rozliczania każdego kotlecika i biletu do kina.
              • triss_merigold6 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 13:49
                Przypuszczam, że w wypadku macoch to właśnie tak działa, stąd owe fochy o każdą niemal złotówkę i wyliczanki bez czego dziecko może sie obejść.
                • angiz Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 14:14
                  Realnie- jeśli ojciec dziecka by był normalny i na poziomie, przyzwoity, to finansowanie swojego dziecka by dbał,
                  i macocha też by problemu nie miała.
                  Bo za to kino, to by pan się z nią rozliczył,pamiętał, miał na uwadze, albo nawet z góry kasę zostawiał na takie wydatki, i rozliczał się z każdych innych kosztów które poniosła na jego dziecko, sam by z inicjatywą występował i macocha by miała komfort.
                  Ale, jesli wzięła sobie takiego ktosia, kto zarabiać niebardzo umie, a dziecko chętnie olewa i oczekuje, że to baba (jakaś) się dziecmi zajmie i im da,
                  to szybko macochy poczatkowa wielkoduszność i chęci fundowania pasierbom kina się skończą, gdyż wie, że ojciec tych dzieci nie będzie pamiętał o potrzeba zwrócenia jej kasy ani jakiegokolwiek rewanżu za jej wkład w jego potomstwo.
                  Większośc kobiet bierze sobie faceta na chatę nie po to, żeby do niego dokładać i obsługiwać jego zobowiązania do ktorych się on sam nie ogarnia, ale żeby był jakąs wartościa dodatnią w ich życiu. Więc po ilości sfrustrowanych macoch można wnioskować jak bardzo panowie okazali się wydolni wychowawczo i dorośli do roli ojca oraz partnera tongue_out
                  • triss_merigold6 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 14:25
                    A macochy zdziwione...

                    Mnie dziko bawią te żale, bo każda przyjmuje - przynajmniej na początku - wersję "to zła kobieta była" i żadnej nie zaświta w główce, że skoro pan dostał kopa z domu, został porzucony dla innego, wciąż są spory o pieniądze, eksia na wszystko chce mieć podkładkę na piśmie etc. to może jednak pan sobie na takie traktowanie zapracował.
                    • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 20:18
                      Genialne podejście. Równie dobrze można powiedzieć, że skoro pani ex została porzucona i kopnięta to jej wina i widać coś jest na rzeczy smile Ludzie przecież nie rozstają się dlatego, że jedna osoba jest potworem. Dużo częściej jest milion drobnych przyczyn, dlaczego się rozłazi. Oboje mogą być fajnymi ludźmi i z kimś innym stworzyć udany związek.
                      • kama265 Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 10:02
                        dokładnie.
                  • dobrochna00 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 20:16
                    Litości, jak się z kimś jest w związku nieco poważniejszym niż spotykanie się na seks raz w tygodniu to chyba się nie rozlicza szczegółowo partnera z wydatków na jego rodzinę? Nie mówię o ojcu, który olewa i zrzuca na partnerkę kwestię alimentów. Mówię o zwyczajnym pójściu do kina czy na pizzę. Serio oczekiwać, że skrupulatnie odda koszty za dziecko? To może jak jego rodzice przyjdą na obiad to policzyć, ile zjedli i wypili i za to niech też odda. Dla mnie to jakiś kosmos jest.
                • jesienna.nuta triss 02.09.15, 14:42
                  masz wypaczone pojęcie świata.
                • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 15:52
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Przypuszczam, że w wypadku macoch to właśnie tak działa, stąd owe fochy o każdą
                  > niemal złotówkę i wyliczanki bez czego dziecko może sie obejść

                  W wypadku WSZYSTKICH macoch, Triss? Co do jednej?
                  No straszne te macochy big_grin
                  Oj, tak na koniec dnia roboczego, bo spadam do domu, do moich "znienawidzonych" pasierbów i "obcego" dziecka.
                  Jest wiele macoch, które wydają własne pieniądze na pasierbów. Co więcej, jest sporo takich, które więcej na pasierbów wydają niż rodzone mamusie.
                  I tak poczytałam forum macochy. Kilka z nich albo mieszka na stałe z pasierbami, więc łoży. Jedna adoptowała dziecko męża, więc łoży. Inne łożą będąc dochodzącymi.
                  Łożą, zajmują się, wychowują. I nie mają problemu z dziećmi. Co najwyżej z ich niedorozwiniętymi emocjonalnie mamusiami.
                  Świat się kończy! Armagedon!

                  Ach, nie. Przecież mamusie ZAWSZE są OK. Tylko te macochy coś sobie roją.
                  Przecież Triss tak powiedziała tongue_out
                  No dobra, już mi się nie chce. Przecież co ja mogę wiedzieć o byciu matką, posiadaniu rodziny, it. wink
                  • quilte Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 16:01
                    Przeczytaj jeszcze raz, powoli, ten swój post. Potem zastanów się, czy echtom nie ma przypadkiem racji.

                    kotradykcja napisał(a):


                    > Oj, tak na koniec dnia roboczego, bo spadam do domu, do moich "znienawidzonych"
                    > pasierbów i "obcego" dziecka.

                    > Jest wiele macoch, które wydają własne pieniądze na pasierbów. Co więcej, jest
                    > sporo takich, które więcej na pasierbów wydają niż rodzone mamusie.

                    > Łożą, zajmują się, wychowują. I nie mają problemu z dziećmi. Co najwyżej z ich
                    > niedorozwiniętymi emocjonalnie mamusiami.

                    > Ach, nie. Przecież mamusie ZAWSZE są OK. Tylko te macochy coś sobie roją.

                    > Przecież co ja mogę wiedzieć o byciu matką, posiadaniu rodziny, it. wink
                    • kotradykcja Re: Alimenty z innej strony 04.09.15, 09:29
                      quilte napisała:

                      > Przeczytaj jeszcze raz, powoli, ten swój post. Potem zastanów się, czy echtom n
                      > ie ma przypadkiem racji.


                      Nie, nie ma racji. Wyrwane z kontekstu dyskusji cytaty mogą robić "wrażenie". Jak się komuś nie chce czytać... To nie mój problem.

                      Etchom przypisuje mi słowa, które nawet w myślach mi się nie pojawiły.
                      Przekręca jedne, wyolbrzymia drugie. Nie tylko moje.
                      To także nie mój problem.

                      Piszę wprost. Jeśli ktoś doszukuje się w tym podtekstu, drugiego dna lub interpretuje dowolnie to także nie mój problem.
                      Mam dość jasno sprecyzowane poglądy:
                      - Ludzie są równi, bez względu na płeć, kolor skóry, orientację seksualną, więc bycie kobietą czy mężczyzną nie implikuje wartości takich jak uczciwość, pracowitość, inteligencja, troska o innych, zdolność do odczuwania miłości, złości, nienawiści, prawdomówność, itd.
                      - Dzieci mają dwoje rodziców z założenia, obydwoje rodzice mają identyczne prawa i obowiązki, materialne i niematerialne.
                      - Urodzenie/spłodzenie dziecka jest czynnością biologiczną, która owszem, może być skorelowana z troską i dbałością o potomstwo, może, ale nie musi, na co są liczne przykłady.
                      - Więzi tworzy się nie na podstawie biologi i powiązań genetycznych, ale na podstawie kontaktu osobistego, jeśli rodzic biologiczny nie utrzymuje kontaktu osobistego z dzieckiem, więź zanika, im wcześniej dochodzi do utraty kontaktu, tym mniejsze szanse na jej odtworzenie, a jeśli nie było, poza okresem prenatalnym i porodem, kontaktu z rodzicem biologicznym, więź nie wykształciła się, więc nie ma czego odtwarzać ewentualnie. Więzi trwałe kształtują się do 3-go roku życia mniej więcej i każda osoba, która w tym okresie będzie zaspokajać stale potrzeby dziecka, będzie przez dziecko obdarzona uczuciem i przywiązaniem, nie ma znaczenia czy będzie to matka biologiczna, babcia, dziadek, ojciec, czy sąsiadka mieszkająca piętro niżej. Twierdzenie, że dziecko zawsze będzie najbardziej związane z matką biologiczną, niezależnie od okoliczności, to brednia i nie wiem jak bardzo trzeba być niepewnym swoich kompetencji rodzicielskich żeby sobie oraz innym taką brednię wmawiać. Owszem, najlepiej dla dziecka jest kiedy wychowuje się w rodzinie biologicznej, dodajmy - złożonej z kochających się rodziców obojga płci, dodajmy - z co najmniej jedną sztuką rodzeństwa, dodajmy - mając dobry kontakt z dziadkami z obu stron oraz dalszą rodziną. To są optymalne warunki dla dziecka. Ale to nie oznacza, że dziecko będące jedynakiem jest pokrzywdzone, że samotny rodzic nie ma szans wychować dobrze dziecka/dzieci oraz, że pary homoseksualne nie potrafią sobie radzić z wychowaniem dzieci i że rodziny zastępcze i adopcyjne nie mają racji bytu.
                      Z punktu widzenia dziecka środowisko rodzinne powinno być trwałe, spokojne, bezpieczne, wspierające, motywujące do rozwoju. A czy to dwoje rodziców biologicznych, czy dziadkowie, czy rodzina adopcyjna, czy samotny rodzica, to sprawa drugorzędna.
                      - Jeśli w rodzinie dzieje się źle, dziecko opuszcza szkołę, zachowuje się w sposób niewłaściwy, ma problemy z nauką, odpowiednie instytucje powinny zbadać sytuację by móc rodzinę wesprzeć, a w przypadku zagrożenia dobra dziecka (życia, zdrowia fizycznego lub psychicznego), powinny dziecko zabezpieczyć poza rodziną. I nie ma w tym momencie znaczenia jaka jest to rodzina.
                      - Nie widzę wyższości żadnego rodzaju rodzicielstwa nad innym, bo dla mnie wszystko zamyka się w podejściu do dziecka i relacji z dzieckiem. A one zależą od psychiki człowieka, nie jego zdolności rozrodczych.
                      Jeśli ktoś nie zgadza się ze mną, to nie mój problem.

                      Byłam w ciąży, ciążę straciłam. Ale wiem jak to jest czekać na dziecko biologiczne.
                      Jestem macochą, wiem jak to jest zajmować się dziećmi, które mają inną mamę na codzień.
                      Jestem matką adopcyjną, wiem jak to jest kochać "cudze" dziecko ponad wszystko.
                      Jeśli ktoś usiłuje wmówić mnie oraz innym, że nienawidzę matek biologicznych, bo nie pieję peanów na cześć ich macicy, bo dopuszczam, że jednak kobieta, która rodzi dziecko niekoniecznie jest dobrą matką, a wręcz może być żadną matką, jedynie inkubatorem, to nie jest mój problem.
                      Jeśli ktoś usiłuje przekonać mnie i innych, że nie urodziwszy własnomacicznie nie mogę mówić, że jestem matką, to nie jest mój problem.

                      Jednak to, że nie jest to mój problem nie oznacza, że coś mnie nie rusza i że nie mam prawa wypowiedzieć się na ten temat. I racja, czasem daję się ponieść emocjom. Mea culpa.

                      Można się ze mną nie zgadzać, można uważać coś tam na mój temat.
                      Ale kłamanie, że coś napisałam jeśli tego nie napisałam, a wręcz napisałam coś zupełnie innego... No cóż. Prawa forum wink
                  • jesienna.nuta Kotradykcja 03.09.15, 16:10
                    10/10

                    Mnie też już się nie chce tłumaczyć.
                    Książkę mogłabym napisać.

                    A GUZIK MNIE TO JUŻ OBCHODZI.
                    Mogę sobie być tą wredną suką.
                    Lubię psy smile
              • dziennik-niecodziennik Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 13:49
                nie wiem. ja nie mam doświadczeń rozwodowych, a w okolicy porozwodowo mam same dobre przykłady.
                ale jak sie człowiek naczyta to widac ze są tacy next partnerzy (płci obojga), ktorzy maja takie podejscie.
            • jesienna.nuta Ucziwie 02.09.15, 14:58
              Uczciwe traktowanie dziecka - no dobrze, CUDZEGO dziecka - to według mnie traktowanie go z szacunkiem i z niejaką życzliwością, jak domownika, ale na bardziej ekskluzywnych zasadach.
              Gotowanie, pranie, sprzątanie po nim, prasowanie dla dziecka - zwykła rzecz.
              Rozrywki: kino, teatr, operetkę (jeśli lubi), wyjścia do restauracji i McDonalda - zwykła rzecz.
              Obkupienie dziecka KAŻDORAZOWO - w stosowną garderobę (bo mamuńcia przysyła dziecko zimą w tenisówkach i starym, podartym prochowcu, a latem w za ciasnych, koszmarnych kozakach ze śmietnika i jeszcze okropniejszej kurtce po pradziadku) - to też zwykła rzecz.
              Zaopatrzenie dziecka w kilkanaście par butów, kilka ładnych kurtek i tyleż plecaków - to jak najbardziej zwykła rzecz.
              Łakocie dla dziecka, wszelkie zabawki - zwykła rzecz.

              Nie jest zwykłą rzeczą dostosowanie się do wymogów mamuńci dziecka, aby "się wyprowadziła ta jakjejtam na czas pobytu dziecka w waszym domu, bo jakjejtam NIE JEST ODPOWIEDNIM TOWARZYSTWEM dla dziecka.
              A żądanie podwyższenia bardzo wysokich alimentów o 100%, bo jakjejtam bardzo dobrze zarabia - jest po prostu śmieszne.
              I nieskuteczne.
              • mag1982 Re: Ucziwie 02.09.15, 15:02
                Ale spotkałaś się z takimi sytuacjami, które opisujesz?
                • jesienna.nuta Re: Ucziwie 03.09.15, 16:07
                  Tak.
                  Przerobiłam to.
                • aragorna71 Re: Ucziwie 04.09.15, 09:29
                  w naszym domu tak to dziala (mniej wiecejwink
              • natalie_rushman Re: Ucziwie 03.09.15, 07:33
                Niejedna ex posyła to dziecko w straszliwych łachach, bo po prostu nie stać ją na nic więcej, niż kupowanie w lumpku... i to wtedy, kiedy towar jest po 10 zł za kilo, a nie za 30 wink.
                • mag1982 Re: Ucziwie 03.09.15, 08:16
                  No jak to nie stać, przecież pan całe 300 zł płaci alimentów. Pewnie z gachem przeżera...
    • angiz Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 13:28
      W najbliższej okolicy mam 3 rozwiedzionych par, w każdym przypadku to kobieta została z dzieckiem i wcale nie dlatego, że ona bardzo chciala, ale dlatego, że panowie z gory zalozyli, że dzieci zostają z matkami. Tylko w jednym przypadku facet stanał na poziomie i kosztami wychowania dziecka się z matką dziecka uczciwie rozliczali, choć na poczatku pan chojrakował (nakręcony przez nexię) że nie będzie płacił "tak dużo" to mu przeszło, gdy matka dziecka mu wytlumaczyła, że jak nie chce płacić to niech przychodzi zajmować się dzieckiem w godzinach gdy ona musi być w pracy, a gdy ona dzieckiem się zajmuje to w tych godzinach nie może dodatkowo dorabiać bo nie ma jak. Facet na tyle rozgarnięty, że zrozumiał sytuację albo-albo, niewysokie alimenty na koszty codzienne dziecka płacił a co do wszystkich pozostałych dogadywali się z matką dziecka i nie migał się od współutrzymania.
      Drugi pan to niestety lekkoduch, alimenty płacił zaraz po rozwodzie -aż przez 3 miesiące. Potem duzo gadał, ściemniał i obiecywał ale ani kasy, ani współudziału w wychowaniu, w końcu zniknął za granicą na dobre. Matka wychowala dziecko za własne pieniądze, nie korzystając z FA, zostawiając kwestię alimentow tylko sumieniu tego ojca, a gdy założyla nowy związek, to również nie mieszala partnera do wydatków na jej dziecko, ale partner sam z własnej woli się dokładał w rożnych formach, bo się z dzieckiem bardzo polubili.
      Trzeci przypadek to pan który się rzucał w trakcie rozwodu, żeby żonie odebrać prawa do dzieci (za karę że od niego odchodzi), żeby ją utemperować ręcznie , a po rozwodzie na dzieci się obraził i przestał się do nich odzywać, za karę ze matkę lubią. Alimenty płacił w śmiesznej kwocie , zawsze spóźniony, a jak żona naciskała by płacił terminowo, że dzieci nie mają co jeść (stawala na uszach by utrzymać wszystkich) to napisał rzewny list do dzieci(11-16lat), że on, przez to, że zła ich matka się z nim rozwiodła, ma tyyle wydatków na swoją firmę, zusy, samochod, itd że dzieci nie powinny od niego w ogóle oczekiwać alimentów, bo to on jest biedniejszy od nich. Ta matka na początku rozważała by dzieci zostały z ojcem, była skłonna się zgodzić i płacić alimenty, ale po tym jakie jazdy robił jej i dzieciom nie miała wyjścia i zostala z dziećmi. Każdorazowo później, gdy pan ojciec się rzucał o kasę, mówiła "proszę bardzo: wracaj do mieszkania, ty zajmiesz się dziećmi a ja się wyprowadzę, dam ci alimenty takie jak ty mi płacisz, choćby jutro możemy to załatwić, chcesz?" - i pan się zamykał bo co jak co ale liczyć umiał. W tym przypadku pani trochę liczyla na pomoc w finansowaniu swoich dzieci przez konkubenta, bo sama nie wyrabiała przy groszowych alimentach i bez wsparcia ojca dzieci, ale konkubent też z tych panów co umieją liczyć więc nie zdecydował się z panią zamieszkać wolał układ bez zobowiązań.
      • angiz Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 13:42
        I odpowiadając na pytanie, gdybym jak ci dwaj ojcowie miala nie płacić wcale na własne dziecko zostawione ojcu na wychowanie, lub płacić śmieszne kwoty (tyle co palacz wyda na papierosy), albo zostawić na utrzymaniu nowej kobiecie exa, to bym się pod ziemię zapadła ze wstydu.
      • nenia1 Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 16:22
        angiz napisała:

        > W najbliższej okolicy mam 3 rozwiedzionych par, w każdym przypadku to kobieta z
        > ostała z dzieckiem i wcale nie dlatego, że ona bardzo chciala, ale dlatego, że
        > panowie z gory zalozyli, że dzieci zostają z matkami.

        A panie tego chciały, czy nie?
        • angiz Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 10:43
          Toż napisałam w tekście.
          Jedna z pań była gotowa zostawić dzieci mężowi(chłopcy i ukochana córeczka tatusia). Z bólem serca, ale by to zrobiła, i gdyby mąz był stabilny emocjonalnie to by mu dzieci zostawiała (miał lepsze warunki mieszkaniowe i wtedy jej się wydawało, że jest dobrym ojcem). Mąż po dwóch dniach odstawił jej dzieci z powrotem, z wielką awanturą, że ONA je źle wychowała bo GO NIE SŁUCHAJĄ, a poza tym ON MUSI PRACOWAĆ i nie ma czasu na JEJ dzieci. tongue_out (tak jakby ona pracować nie musiała a dzieci sobie sama zrobiła..) I tyle pana widzieli, do dzieci się przestał odzywać, wpadał czasem by...zrobić matce awanturę i skontrolować czy aby się z kimś nie spotyka, płacił nieregularnie ogromną sumę 300zł na dziecko.
          Dwaj pozostali panowie w ogóle nie rozważali opcji że dziecko zostaje z nimi, jeden zmachał dziecko kochance więc miał co innego na głowie, a na propozycje by się więcej dzieckiem zajmował -wolał dołożyć alimentów zadowolony, że exżona się zajmuje, pani odpowiadało zostanie z dzieckiem gdy było małe, natomiast gdy chłopak miał kilkanaście lat chętnie by go dała do ojca ale ojciec nie miał warunkow na to (miał jazdy w tym nowym związku).
          Kolejny zaś pan tak niezorganizowany i niesłowny, że dziewczyna wiedziała, że musi się dzieckiem zając sama bo nie może go oddac komuś tak nieodpowiedzialnemu, zreszta pan wcale nie chciał, za to ona chciała bardzo i dziecię super sama wychowała.

          Więc w przypadku kobiet działa to często "nie chcę ale muszę bo on nie chce".
          Znam dziewczynę której exmąz założył za granicą nową rodzinę, więc się osobiście w kwestii syna nie udzielał prawie wcale- oprócz krotkich wakacji, płacił jej dobre alimenty na dziecko, ale ona wcale nie miała ochoty kilkanaście lat sama dziecko wychowywać jak nie sama je robiła, a dziecko mocno ograniczało ją pracowo-zarobkowo i towarzysko(nie miała rodziny blisko),
          dodatkowo był to syn więc by wolała żeby był u ojca. Kilka lat poruszała z ojcem dziecka tę kwestię, nie był chętny, w końcu trochę przymusem przeforsowała swoje, że ona zajmowała się już tyle lat sama więc pora na zmianę i syn ok 14 letni wyjechał mieszkać u ojca.
          • echtom Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 10:57
            > Więc w przypadku kobiet działa to często "nie chcę ale muszę bo on nie chce".

            No ale trzecia pani "chciała bardzo", a pierwsza była gotowa zostawić dzieci mężowi "z bólem serca" (czyli na dobrą sprawę nie rozumiem dlaczego).
            • angiz Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 11:34
              normalnie tłumaczyć wszystko jak dzieciom...

              Separacja od dzieci zawsze jest bolesna, szczególnie dla osoby która aktywnie je latami wychowywała. Co w tym dziwnego?
              Nawet jak dziecko do szkoły emamy zaprowadzają to chlipią po kątach taką mają ememią traumę.
              Tym bardziej w spłeczeństwie które ojców alimenciarzy traktuje jako uciemiężonych, a matkę odchodzacą od dzieci uważa za patologię.
              Nawet rozwód z nielubianym mężem jest bolesny i traumatyczny a nie jawi się wyłącznie jako radość uwolnienia od ciazaru ale też jako porażka związku.
              Bez dzieci się jest dużo mobilniejszym czasowo i zawodowo.
              Między potrzebami wychowawczymi 4letniej dziewczynki a 15letnim syna bywa rozbieżność.
              Nie każdy się nadaje na rodzica i nie każdy tym rodzicem chciał być choć mus się dzieci w życiu przytrafiły z jego własnego działania.
              itd itp itd itp
    • aneta-skarpeta Re: Alimenty z innej strony 02.09.15, 21:49
      mam za małą wyobraźnię, aby móc sobie wyobrazić sytuację, że dzieci nie mieszkają ze mną
      • natalie_rushman Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 07:35
        A ja dodatkowo sądzę, że wychowywanie np. dziewczynki bez matki, pod niemal wyłączną opieką ojca i macochy, to proszenie się o katastrofę psychologiczną - zwłaszcza w momencie, kiedy ta matka żyje.
        Banalna i prosta prawda jest taka, że jednak dziewczynie bardziej jest potrzebna matka, a coraz starszemu chłopakowi - ojciec.
        • rosapulchra-0 Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 07:54
          Ale macocha spokojnie może zastąpić matkę. Nawet żyjącą.
          • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 08:11
            No to teraz wyobraź sobie, że cofasz się w czasie o 10 lat. Mąż poznaje nową miłość do której odchodzi po czym udowadniają Ci niestabilność emocjonalną w sądzie i przejmują opiekę nad dziećmi. Fajnie? Bo przecież macocha może świetnie zastąpić matkę.
          • zuleyka.z.talgaru Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 08:28
            Powiedz to kopciuszkowi.
            • mag1982 Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 08:52
              Po co od razu Kopciuszkowi. Moja babcia wychowała się przed wojną, kiedy sieroctwo zdarzało się częściej niż dziś, szczególnie wśród ubogich. Sama byla sierotą i wiele razy mówiła, że gorzej miały te dzieci, które straciły matkę, bo często robiły za popychadła po powtornym ożenku ojca. Gorzej miały tylko te dzieci które nie miały ani jednego z rodziców i żadnej bliskiej rodziny.
        • echtom Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 08:11
          Znam ludzi, którzy wychowali się bez matki, i takich, którzy wychowali się bez ojca. Doświadczenie braku matki jest bardziej traumatyczne.
        • aragorna71 Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 09:52
          a kiedy ta katastrofa nastapi, w jakim wieku? Pytam, bo chce byc przygotowanawink
          Moja pasierbica mieszka z nami od kilku lat, teraz ma 17, jej brat przyrodni tez mieszka z nami i co najgorsze wychowywany jest przez dwoje obcych ludzi. Jak sadzisz, mamy oddac dzieci mamie, aby je ratowac?
          • angiz Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 10:53
            Chodzi chyba ogólnie o wzorzec stabilnego związku męsko damskiego.
            Znam chłopaków obecnie +/-20letnich wychowanych tylko przez matki bo ojcowie się wypieli, a ona nie stworzyły nowego spokojnego związku - i nie wygląda to dobrze, emocje chlopcy mają w rozsypce.
            Podobnie może być z corkami w kwestii nieposiadania matki ani wzorca kobiecości w pobliżu.
            Często w takich układach corki stają się zastępczymi gosposio-żonami dla ojców, zaś synowie biorą na siebie rolę męzo-partnera. Co dla dzieci jest emocjonalną ruiną na przyszłośc.
            • aragorna71 Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 10:58
              taki wzorzec pasierbica widzi we mnie i to nie od kilku lat a od kiedy ja znam czyli od 3 roku zycia. Mlody ma mojego meza i na szczescie daleko bo daleko, ale swojego ojca.
              Dzieci przeszly tez terapie i caly czas jestesmy w kontakcie z dobrym psychologiem.
              Co do corek stajacych sie gosposiami-zonamy dla ojcow a synow, ktorzy staja sie mezo-partnerami, masz chyba na mysli brak macochy czy ojczyma w zwiazku a samotnych rodzicow??
              • angiz Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 11:22
                Tak, dokładnie. Jedna znajoma była po rozwodzie kilka lat sama z dzieckiem później dołączył partner i żyją sobie z jej dzieckiem jak rodzina. Dziecko nie czuje braku ojca bo go ma w partnerze matki, oczywiście przeżywa jak prawdziwy ojciec znowu daje ciała ale nie zatrzymuje się na tych negatywnych emocjach bo ma dobrą teraźniejszośc w domu. Partner matki traktuje dziecko jak własne, sam ma swoje już dorosłe. Śmieje się zawsze, że ma dwoje dzieci, jedno musiał zrobić a drugiego dostał "gotowca".
                W innym przypadku ojciec dzieci olał, a matka ma ukrywanego żonatego kochanka, który wbrew jej nadziejom wcale nie ma w głowie wiązania się z nią na stałe ani angażowania się w jej dzieci.
                Więc dzieci nie mają od tych rodzicow żadnego pozytywnego wzorca spokojnej rodziny, stabilnego układu, z podzialem właściwych rol ojciec-matka-> dzieci. O ile córka jakoś sobie radzi mając matkę na co dzień, to syn nastoletni bardzo źle znosi brak jakiegoś męskiego wzorca w domu plus porzucenie przez ojca.
                • aragorna71 Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 11:26

                  i zgadzam sie z toba, ale jedna z forumek napisala, ze corka wychowana z ojcem i macocha a syn z matka i ojczymem to katastrofa psychologiczna.
                  Bardzo bym sie chciala dowiedziec dlaczego.

                  Na upartego katastrofa jest wtedy kiedy dzieci wychowuja sie z samotnymi matkami lub ojcami. Oczywiscie to tez bzdura, bo wzorce moga czerpac od nich osob niz ojciec/matka a udana rodzine moga widziec np. u dziadkow lub cioci.
                  • angiz Re: Alimenty z innej strony 03.09.15, 12:05
                    Przeciez ludzie bywają różni. To, że są ojczymem/macochą/ojcem/matką nie stanowi przecież o ich charakterze ani o podejściu do dzieci.
                    Jeśli rodzic jest na tyle pokręcony, że na kolejnego i kolejnego partnera wybiera ciągle jakiegos popaprańca - to dzieci mają katastrofę.

                    Mało to matek, ktore wiążą się z kolejnymi partnerami a oni nie akceptują ich dzieci i je gorzej traktują? Mało macoch co sobie nie życzą by partner się angażował w swoje dzieci z inną kobietą ? Albo układy gdy partnerzy sobie wyrywają dzieci, rywalizują z nimi o uczucia, piętnują ? Takie rzeczy dzieją się też w pełnych rodzinach , np małżonkowie nie są ze sobą szczęśliwi więc uczucia przelewają na jedno dziecko, przez co odrzucony partner staje się zazdrosny a nie umiejąc wyegzekwowac zmian u dorosłego-odgrywa się na tym nieszczęsnym dziecku. Coś takiego , jesli się dzieje w układzie matka-ojczym +pasierbowie, lub ojciec-machocha+pasierbowie jest dużo gorsze w skutkach, bo dochodzi argument "nie jesteś ojcem/matką i gnoisz mnie jako obcy" itd

                    Wydaje mi się, że dla dzieci ważny jest "spokoj w domu". Jasno wyznaczone kto jest kim, dorośli którzy są faktycznie dorośli i dzieci które mogą być dziećmi. Wujek który wpada z wizytą raz na dwa tygodnie już nie ma szansy być "wzorcem", za mały kontakt chyba, najbardziej liczy się standard doświadczanych codziennych domowych zachowań, czy w nich jest agresja, niestabilność i przemoc, niechęć - czy przestrzeń na uważność, konsekwencję, jasne reguły i prawa..
                  • zuleyka.z.talgaru Re: Alimenty z innej strony 04.09.15, 09:47
                    A to ja się też chętnie dowiem jakaż to katastrofa psycholoiczna. Mój mąż traktuje mojego syna tak jak swojego. Co więcej cała męża rodzina traktuje moje dziecko tak jak nasze wspólne, teściowie zawsze podkreślają, że mają dwóch wnuków itp. itd. Podejrzewam (nie liczę), że mąż wydał na moje dziecko podczas trwania naszego związku i małżeństwa o wiele więcej więcej kasy niż ex przez te 7 lat życia młodego. Życie.
                    • aragorna71 Re: Alimenty z innej strony 04.09.15, 11:39

                      moze nam natalie_rushman kiedys powiewink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka