Dodaj do ulubionych

Z litości. Prawdziwy portret adopcji

30.09.15, 09:05
Oglądałyście wczoraj wieczorem na dwójce? Ja tak i jestem wstrząśnięta. Najbardziej postawą rodziców adopcyjnych, którym, jak to określiła Dunka "trafiło się takie dziecko", w związku z czym postanowili oddać Mashę do domu dziecka. I odwiedzać ją raz na trzy tygodnie.
Najbardziej poruszyła mnie scena, w której Dunka tłumaczy dziewczynce, że będzie teraz mieszkać gdzie indziej, ale ona zawsze będzie jej mamą. Na to Masha odpowiedziała tylko: "Rozumiem, mamusiu. To dobrze, bo ja już nie chcę kolejnej nowej mamy"...

Dla tych, którzy nie widzieli krótki opis filmu:
www.iluzjon.fn.org.pl/filmy/info/856/z-litosci-prawdziwy-portret-adopcji.html
No gdzie jak gdzie, ale w Danii istnieją chyba instytucje przygotowujące ew. rodziców adopcyjnych do takiej roli? Wygląda na to, że filmowi Duńczycy wymyślili sobie, że "trafią" im się śliczne grzeczne bobaski, które będą do końca życia wdzięczne za to, że dostąpiły łaski znalezienia się w cywilizowanym kraju. A tu szok, rozczarowanie. Masha woli być przy swojej biologicznej mamie. I nie jest rozkoszną maskotką spełniającą oczekiwania rodziców. Dawno nie spotkałam się z tak instrumentalnym potraktowaniem dziecka.
Obserwuj wątek
    • anku1982 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 09:16
      Widziałam, straszne, przejmujące, ludzie nie przygotowani, nie stający na wysokości zadania. Traktujący to dziecko jak przedmiot. Dziewczynka przerzucona z bratem z zupełnie innej kultury, moim zdaniem, potrzebowała lat, aby zaaklimatyzować się w nowej sytuacji, a wymagano od niej zbyt wiele. Nie mogła im dać tego, czego się spodziewali że da, to się jej pozbyli. Co z tego, że stwierdzono, że nie potrafi wchodzić w emocjonalne relacje, może ma jakieś dysfunkcje z tym związane, a oni zamiast to przyjąć, pracować, kochać, oddali... Kolejny raz ... Z drugiej strony żal (trochę) rodziców biologicznych, bo oddali, gdyż myśleli że szybko odejdą ze względu na zakażenie wirusem HIV, ale z kontekstu filmu zrozumiałam, że domagali się informacji o dzieciach dopiero po kilku latach i gdy pojawiła się kamera...
    • asia_i_p Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 09:29
      Bardzo nietrafiony tytuł. Być może miał podkreślić, że to prawdziwa historia, ale wyszło, jakby odkrywali prawdę o adopcji. Chyba, że nawalił tłumacz, ale w takim razie nawalił bardzo, bo wpisał się w niepokojący trend, który można zaobserwować.

      Mam wrażenie, że po okresie, w którym adopcje, rodziny zastępcze i rodzinne domy dziecka były traktowane z definicji pozytywnie, nastąpiło wahnięcie w drugą stronę.

      Na rodziny zastępcze jest już praktycznie nagonka, pojawiają się o nich w mediach wyłącznie negatywne informacje. Niedługo będzie strach się przyznać, że się tworzy taką rodzinę. Dzieciom serwuje się w podręczniku tekst o "niby mamie" i "niby tacie".

      Mój siostrzeniec jest adoptowany i jest jednym z najbardziej zaplanowanych i wyczekanych dzieci, jakie znam, jest adoptowany z ogromnej miłości i tęsknoty, nie z litości.

      Takie smutne historie trzeba nagłaśniać, ale podkreślać, że to są jednostkowe historie, a nie sugerować, że się odkryło prawdę o adopcji, bo robi się krzywdę wielu rodzinom.
      • anku1982 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 09:38
        powiem szczerze, że nad tytułem się specjalnie nie zastanawiałam. Mam kolegę, który też ma adoptowanego syna, jedyne ich dziecko. Bardzo go kocha i też nie zawsze było różowo, choć dziecko trafiło do nich jako starsze niemowlę. Ja mam pozytywne podejście do rodzin, które zaadoptowały dzieci, ale znam jedną rodzinę, która stworzyła rodzinny dom dziecka i nie działo się z w nim zbyt dobrze, wtedy byłam dzieckiem, czasem tam bywałam odwiedzając biologiczne dziecko tych państwa, z perspektywy czasu stwierdzam, że wykorzystywali część starszych dzieci (niektóre z dziewcząt były z lekką niepełnoprawnością intelektualną) do zajmowania się tymi najmniejszymi. Na długie lata, gdy słyszę że dziecko trafiło do rodzinnego domu dziecka, staje mi przed oczami właśnie sytuacja i organizacja w tamtym domu.
      • maj18-98 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 09:39
        Dokładnie, to jedna z historii, a tytuł sugerował że będzie mowa o adopcji w ogóle, swoją drogą dla mnie adopcja ma twarz, którą widać na forum bocian, polecam lekturę, nie jest słodko ale jest prawdziwie, tam jest prawda o adopcji
        • asia_i_p Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 09:55
          Pewnie jednak błąd tłumacza. Jeżeli oryginał był angielski, mogła być "A true adoption story", co po angielsku ma wydźwięk całkowicie jednostkowy.
          • chloe30 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 10:42
            asia_i_p napisała:

            > Pewnie jednak błąd tłumacza. Jeżeli oryginał był angielski, mogła być "A true a
            > doption story", co po angielsku ma wydźwięk całkowicie jednostkowy.

            dokładnie tytuł brzmiał:
            Mercy Mercy - A portrait of a true adoption
            • asia_i_p Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 12:51
              To w takim razie był przynajmniej niezręczny już po angielsku.
              • zlotarybka_1 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 14:58
                no wlasnie jak dla mnie po angielsku jest ok - historia pewnej adopcji. Wskazanie, ze film dotyczy pewnego konkretnego przypadku a nie adopcji w ogole. Na polski przetlumaczone tak jakby bylo "a true portrait of adoption"
          • mdro Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:45
            Oryginalny duński tytuł to "Mercy mercy. Adoptionens pris" w ogóle o żadnej prawdziwości nie wydaje się wspominać, tylko o cenie. Błąd został więc już popełniony na etapie tłumaczenia na angielski.
      • kawka74 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 10:12
        > Mam wrażenie, że po okresie, w którym adopcje, rodziny zastępcze i rodzinne dom
        > y dziecka były traktowane z definicji pozytywnie, nastąpiło wahnięcie w drugą s
        > tronę.

        O, niekoniecznie. Artykuły Barbary Pietkiewicz o tym, jaka to adopcja jest straszna i jak niewdzięczne i przygłupie są adoptowane dzieci, powstały jakieś dziesięć lat temu, a zamieszanie po nich trwało bardzo długo.
        Rodziny zastępcze to inny temat, o tych, które dobrze wykonują swoje zadanie, mówi się mało, ale o tych, które nie nadają się nawet do opieki nad krewetkami, trąbi się na cały kraj. To zresztą normalne zjawisko - pozytywy przyjmuje się naturalnie, tak ma być, ale jeśli coś się dzieje, nie tylko wiedzą o tym wszyscy, ale opinia rozciąga się na sporą grupę całkiem niewinnych ludzi, którzy odwalają kawał dobrej roboty.
        Nieudane adopcje się zdarzają, nieudane z wielu powodów, także z powodu podejścia rodziców - oczekujących wdzięczności, usiłujących przerobić dziecko tak, aby pasowało do ich wyobrażeń o słodkiej sierotce, pełnych pretensji, pełnych poczucia krzywdy, że nie tak miało być i że muszą się zadowolić dzieckiem 'zamiast'. OAO często wyłapują ludzi z takim podejściem, ale nie zawsze się udaje.
      • maslova Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 10:34
        > Bardzo nietrafiony tytuł. Być może miał podkreślić, że to prawdziwa historia, ale wyszło, jakby odkrywali prawdę o adopcji. Chyba, że nawalił tłumacz, ale w takim razie nawalił bardzo, bo wpisał się w niepokojący trend, który można zaobserwować.

        Szczerze mówiąc nie zastanawiałam się nad tytułem, poruszyła mnie ta konkretna historia. Bo okazuje się, że dziecko może być traktowane jak zabawka, a rodzice adopcyjni nie ponoszą praktycznie żadnych konsekwencji. Po prostu - pozbyli się problemu. I dzieje się to w kraju skandynawskim, gdzie tak propagowane jest podmiotowe traktowanie dzieci.

        > Mam wrażenie, że po okresie, w którym adopcje, rodziny zastępcze i rodzinne domy dziecka były traktowane z definicji pozytywnie, nastąpiło wahnięcie w drugą stronę.

        Ja nie zauważyłam takiego trendu, choć nie twierdze, że nie masz racji. Uważam jednak, że bardzo dobrze, że powstał taki film, ukazał adopcję z innej strony, głównie od strony samego dziecka. Mam wrażenie, że ludzie postrzegają adopcję jako akt niesamowitego altruizmu dorosłych ludzi i zakładają, że dziecko adoptowane powinno być wdzięczne za "akt łaski" i generalnie po początkowych drobnych trudnościach wszystko zawsze kończy się dobrze, stworzona została wspaniała, kochająca się rodzina. Taki obrazek jak z telenoweli. A rzeczywistość często bywa zupełnie inna.
      • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 13:10
        Asia, na rodziny zastępcze jest nagonka ze względu na ostatnio głośne sprawy kryminalne, znęcanie się nad tymi dziećmi itp. - człowiek zaczyna mysleć, że może lepiej byłoby im w brudnym domu z tata pijakiem niż zostać "przypadkowo" zrzuconym ze schodów. Do tego dochodzi wcale nie taka mała gratyfikacja finansowa, której przesunięcie pozwoliłoby tym dzieciom świetnie się mieć we własnej rodzinie biologicznej. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że część z tych ludzi (może odsetek, ale jednak) traktuje opiekę zastępczą jako sposób na wyciągnięcie łatwych pieniędzy z kieszeni państwa, nie garnąc się do innej pracy, w której jest się kontrolowanym i trzeba się wykazać.
        Adopcja to jednak zupełnie inna sprawa. Ale też nie warto lukrować, często gęsto dzieci są w stanie takiego zaniedbania, że wymagają wieloletniej pracy rodziców plus terapeutów wszelkiej maści. Nie każdy do końca zdaje sobie z tego sprawę, to i później zdarzają się takie problemy.
        • kotradykcja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 14:34
          Do tego dochodzi wcale nie taka mała gratyfikacja finansowa, której przesunięcie pozwoliłoby > tym dzieciom świetnie się mieć we własnej rodzinie biologicznej.

          W jednym zdaniu dwa mity o RZ.
          Po pierwsze - co to jest "gratyfikacja finansowa" i co oznacza "nie taka mała"?
          RZ dostaje 1000 zł na utrzymanie dziecka.
          Niech sobie szanowne panie policzą ile kosztuje utrzymanie ich własnego dziecka. Patrząc na wątki o alimentach, jest to ciut więcej niż 1000 zł, więc de facto te rodziny muszą dołożyć do cudzego (!) dziecka ze swojej kieszeni. O czasie nie wspomnę.
          Są zawodowe oraz zawodowe specjalistyczne RZ, które owszem, dostają ok. 2600 zł za pracę. Ale to praca 24 godziny na dobę i do ZRZ trafiają bardzo trudne, mocno zaniedbane bądź upośledzone dzieci, często z interwencji. Dzieci z FAS, FAE, molestowane seksualnie, zaniedbane wychowawczo, zdrowotnie i edukacyjnie. Praca polega na rehabilitacji, terapii, nadrabianiu zaległości szkolnych, bieganiu po lekarzach. Będąc ZRZ nie można podjąć innej pracy zarobkowej, a kwota 2600 zł za pracę 24/7 jakoś też nie powala, prawda?

          Po drugie - coraz bardziej lansowany mit o tym, że z RB zabiera się dzieci wyłącznie ze względu na biedę. Owszem, jakiś promil takich sytuacji jest. Ale głównym powodem umieszczenia dzieci w RZ jest nałóg, niewydolność wychowawcza (np. dzieci nie chodzą do szkoły - nie mówimy o wagarach, ale o braku realizacji obowiązku szkolnego, chodzą głodne, nieodpowiednio ubrane, itd), przemoc, molestowanie seksualne plus oddawanie dzieci przez RB bez zrzeczenia się praw (działanie celowe, ponieważ dorosłe dziecko ma obowiązek alimentacyjny wobec rodzica).


          > Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że część z tych ludzi (może odsetek, ale jednak) traktuje
          > opiekę zastępczą jako sposób na wyciągnięcie łatwych
          > pieniędzy z kieszeni państwa, nie garnąc się do innej pracy, w której jest się
          > kontrolowanym i trzeba się wykazać.

          To są jednostkowe przypadki. RZ też muszą się rozliczać, są kontrolowane, muszą się wykazać. Choć częściej zostają po prostu bez pomocy ze strony PCPRu czy MOPSu.
          Ogólnie powiaty nie są zainteresowane tworzeniem RZ ani RDD, wolą ładować kasę w standardowe Domy Dziecka - więcej etatów sad
          • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 15:58
            Widzę, że uznając, że przy 1000 zł na dziecko RZ dokłada do niego, bierzesz pod uwagę perspektywę forumowych opowieści - często tych z mchu i paproci wink.
            Zapewnię Cię, że dla niejednej polskiej rodziny, wcale nie patologicznej, ale skromnie sytuowanej, te 1000 zł na dziecko to jest bardzo dużo.
            Takiemu myśleniu przyklaskują też polskie sądy, uważając, że dziecku należy się np. 300-400 zł alimentów od ojca (teoretycznie to przecież połowa kosztów utrzymania!).
            Nie twierdzę, że to wystarczająca kwota na dziecko - ale pokaż mi dziecko w RZ, które chodzi np. w markowych nowych butach sportowych, ciuchach choćby z Zary, chodzi na "prestiżowe" płatne zajęcia pozalekcyjne itp. itd. Wszystko fundowane oczywiście przez RZ, a nie, że zaprzyjaźniony outlet dał jakieś końcówki ciuchów.
            W życiu nie uwierzę, że opiekunowie zastępczy, z których jeden nie ma de facto stałej pracy, bo zajmuje się tymi dziećmi (czasem 5-6), dokładają choćby złotówkę do tego biznesu. Bo niby z czego? Czy wszystkie rodziny zastępcze to te z dochodem minimum 10 000 na rodzinę? Bardzo wątpię.
            A wprost przeciwnie - pokusa "urwania" i zrobienia za przelewane przez mops pieniądze jakiegoś remontu czy zasponsorowania czegoś własnym dzieciakom nieraz bywa silna...

            A co do przyczyn odbierania, o których piszesz - zdecydowanie mądrzej byłoby włozyc te środki w sensowne pokierowanie rodzinami biologicznymi, żeby stały się samodzielne, wydolne wychowawczo, finansowo, bez nałogów itp. Dwa wyjątki tylko bym robiła - odbierałabym dzieci, na zawsze, w wypadku pedofilii i problemów z agresją w rodzinie.
            • kotradykcja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:13
              Natalie_rushman a skąd Ty czerpiesz wiedzę o RZ? Bo wiesz, ja mam złożone papiery do PCPRu i czekam na szkolenie. I mam kilka dobrych znajomych, które są RZ, więc wiedzę czerpię z pierwszej ręki. A Ty?
              Czy dowiezienie dziecka na terapię 20 km nie kosztuje? Zapłacenie za SI, logopedę, Tomatisa, Johansena, hipoterapię nie kosztuje? Wykupienie leków nie kosztuje? Dzieci w RZ nie mają "prestiżowych" zajęć dodatkowych, mają terapie, rehabilitacje. Część jest refundowana, część nie.
              • rafalzalu Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:18
                Może ludziom się wydaje, że w rodzinach zastępczych są przede wszystkim zdrowe, grzeczne dzieci bez problemów emocjonalnych?

                Jak ktoś ma choć trochę osobistego doświadczenia w tym temacie to wie, że to zdrowe(...) dzieci są "rozchwytywane" przez kandydatów na rodziców adpocyjnych których jest coraz więcej. A do RZ trafaiją te "niepopularne" lub z nie uregulowana sytuacją prawną.

                • kotradykcja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:27
                  rafalzalu napisał:

                  > Może ludziom się wydaje, że w rodzinach zastępczych są przede wszystkim zdrowe,
                  > grzeczne dzieci bez problemów emocjonalnych?

                  Pewnie tak jest. A nawet jeśli dopuszczają inne opcje, nie mają nawet wyobrażenia o tym, co to FAS, FAE, RAD, MPD czy inne problemy.
                  A potem idzie w świat legenda o tym, jak można się na dzieciakach dorobić sad
                  • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:36
                    No i właśnie niektórzy "dorabiają się" na dzieciakach, których skargi będą niewiarygodne - bez zaplecza w postaci nieobojętnej dalszej rodziny, zaburzonych, z problemami, w związku z czym odrzucanych przez szkołę, środowisko rówieśnicze itp.
                    Podkreślam - niektórzy.
                    Ale nawet te kilka historii wystarczy, żeby postulować o wiele silniejszą selekcję i o wiele bardziej fachową kontrolę nad tego typu opiekunami.
                    BTW, znam osobę będącą tzw. kuratorem społecznym. I zapewnię Cię, że w wielu przypadkach nie chce jej się ruszyć du..., żeby głębiej wniknąć w problem danej rodziny czy przyczyny zachowań danego dzieciaka. Często gęsto tzw. pracownicy społeczni widzą tylko to, co na wierzchu, co łatwo wpisuje się w schematy.
                    • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:39
                      I ponawiam pytanie, skąd pieniądze na te wszystkie cuda, które wymieniasz?
                      Dlaczego rodzina, która przyjmuje dziecko bez potrzeby terapii czy leczenia dostaje tyle samo pieniędzy co ta, która ma bardziej specjalne potrzeby? To bez sensu.
                      • rafalzalu Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:45
                        No fakt, bez sesnu jak dostają po tyle samo. Tu gdzie mieszkam wysokość świadczenia zależy od potrzeb dziecka. Aczkolwiek jest pewne minium oczywiście.
                      • lucy-luka Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 20:41
                        od 10 lat zajmuję się zawodowo rodzicielstwem zastępczym - nikt nigdy nie zazdrościł mi pracy, pieniędzy - prawie każdy. nie spotkałam się też dotąd z zadbanym dzieckiem trafiającym do RZ. przez pierwsze tygodnie to praca na max, uczenie podstawowych rzeczy, latanie po lekarzach, leczenie, rehabilitacja, orzeczenia, suplementacja, zakup wszystkiego od szczoteczki i pasty do zębów, aż po kurtkę zimową. nie mam pierwszeństwa do lekarza (a powinnam mieć!) i wiele wizyt jest prywatnych. jedno z dzieci obecnie przebywających u mnie jest pod opieką 12 lekarzy - dalej uważasz, że z tego magicznego 1000 zł odłożę coś dla siebie? nie oceniaj wszystkich swoją miarą.
                        • kotradykcja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 20:57
                          > dalej uważasz, że z tego magicznego 1000 zł odłożę
                          > coś dla siebie?

                          Ależ oczywiście! Bo dostajesz wypłatę, podczas gdy matka biologiczna nie wink

                          Ja nadal nie ogarniam tego.
                          Jeśli RZ jest zawodowa, jej pracą jest opieka nad bardzo trudnymi dziećmi.
                          Ja chcę być zwykłą RZ. Czyli nie będę dostawać wypłaty, muszę normalnie pracować.
                          Dostanę 1000 zł. Z perspektywy pań popierających alimenty to zaledwie połowa kosztów utrzymania dziecka. I to dziecka w miarę zdrowego.
                          Ale dziecko w RZ za 1000 zł ma zapewnione wszystko plus zostaje na waciki dla RZ.
                          Czy ktoś może mi to wyjaśnić?
              • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:33
                Z mediów, z mediów.
                Przykłady (kilka historii): przywiązywanie dziecka sznurami czy kablem do łóżka, tłuczenie za zesikanie się, zastraszanie, molestowanie seksualne, ciążą 13-letniej dziewczynki z opiekunem-policjantem, dwa morderstwa.
                Rzygać się chce na taką opiekę...
                • rafalzalu Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:37
                  N a co, mają w mediach mówić o tym, że Zosia w RZ dobrze się uczy, a Maciek z innej w piłkę swietnie kopie?
                  Tak sama nie mówią w mediach, że codziennie odbywa się ileś tam tysięcy lotów, ale jak jeden samolot spadnie to jest gadania na tydzien. Po tym co w mediach wygadują to strach nawet na ulice wyjść, bo jeszcze B737 na głowe spadnie...
                  • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:41
                    Mnie wystarczy jakiś tam procent niefajnych przypadków, żeby nieufnie traktować system, który najwyraźniej nie jest wydolny, skoro dopuszcza do takich sytuacji. Nie ma znaczenia, ile ich jest. Za każdym razem stoi za tym cierpienie dziecka, o wiele większe niż w biologicznej rodzinie.
                    • rafalzalu Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:53
                      Oczywiście, że system jest niewydonly! A co finansowane z budżetu jest? wink

                      Pytanie jest tak naprawde o mniejsze zło. Bo jak zostawiamy dzieci u rodziny biologicznej i próbujemy im pomóc, a dzieje się tragedia to wszyscy trąbia "gdzie była opieka społeczna?!"

                      Tak źle i tak niedobrze. Którą opcję byśmy nie wybrali to będą błędy, niechlujstwo i brak dobrej woli. Dopóki 'czynnik ludzki' ma coś do powiedzenia idealnie nie będzie.
            • rafalzalu Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:14
              z których jeden nie ma de facto stałej pracy, bo zajmuje się tymi dziećmi

              Przecież zajmowanie się tymi dziećmi to jest praca. To jest tak jakby powiedzieć, że przedszkolanka nie ma pracy bo przecież dzieci po 16tej do domu ida.

              • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:31
                Ale nie zarabia dodatkowo...
                Więc skąd to wykładanie jeszcze własnych pieniędzy na dzieci przez opiekunów zastępczych?
                Dzieci bywa po kilkoro.
                Pani zajmuje się nimi.
                Rozumiem, że każdy taki pan przynosi do domu po kilkanaście tysiaków i wszyscy opływają w luksusy.
                • rafalzalu Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:41
                  Ale czemu ma dodatkowo zarabiać? Dostaje pensję + ten 1000zł na dziecko. A że dokłada to się nie dziwię. Bo na dzieci można każde pieniądze wydać i nawet nie wiadomo kiedy wink
                  Rodzice zastępczy mojego syna w luźnej rozmowie przyznali, że pewnie dokładali ok 10% z 'pensji' Mamy Zastępczej do utrzymania malucha.
                  • katriel Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 17:57
                    Aaaa, ja wreszcie rozumiem skąd to nieporozumienie.
                    Rafalzalu liczy:
                    Mama zastępcza dostaje pensję plus po 1000 na dziecko.
                    Teoretycznie powinna wydać po 1000 na każde dziecko, a pensję na siebie (na dom).
                    Wydaje więcej na dzieci, a mniej na siebie - znaczy, dokłada.

                    Natalie liczy:
                    Mama zastępcza dostaje pieniądze za bycie mamą zastępczą (pensję plus 1000 na dziecko).
                    Wydaje je częściowo na dzieci (w miarę potrzeb), a co zostanie na siebie.
                    Znaczy, wydaje na dzieci mniej niż dostaje - nie dokłada, a wręcz przeciwnie: dorabia się na dzieciach.

                    No sorry, Natalie, rodzice też mają potrzeby.
                    • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 19:51
                      Tylko, że ten system umożliwia wykorzystywanie pieniędzy przeznaczonych na dzieci na cele niekoniecznie zgodne z przeznaczeniem...
                      Jak ja mam potrzeby, to pracuję na siebie. Nikt mi nie dopłaca za to, że wychowuję dziecko tongue_out.
                      I powiem szczerze, że jak bardzo szanuję rodziców adopcyjnych, którzy bardzo często zmagają się z ogromnymi trudnościami z powodu takich a nie innych obciążeń zaadoptowanych dzieci - tak w opiece zastępczej widzę spore systemowe nieporozumienie. Powinno się wykorzystywać wszelkie możliwe środki, żeby rodzina biologiczna nadawała się do wychowywania dzieci - a jeśli nie, to dzieci powinny jak najszybciej mieć rodziców w drodze adopcji. Tak, rodziców, a nie tymczasowych opiekunów, którzy czynią sobie z zajmowania się dziećmi sposób na życie.
                      Każda matka zajmuje się swoimi dziećmi, orderów ani honorariów za to nie dostaje. I pracuje.
                      • pulower8 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 20:19
                        Ale skąd weźmiesz tylu chętnych na na adopcję dzieci starszych i z wieloma problemami?
                      • kawka74 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 20:29
                        > Jak ja mam potrzeby, to pracuję na siebie. Nikt mi nie dopłaca za to, że wychow
                        > uję dziecko tongue_out.

                        Wychowujesz swoje i nikomu tym łaski nie robisz. Rodzice zastępczy wykonują cudze obowiązki, bo ci, którzy powinni się z nich wywiązywać, mają akurat przerwę w życiorysie/pustkę w portfelu/sieczkę w mózgu/dziecko w dupie.

                        Powinno się wykorzystywać wszelkie możliwe środki, żeby rodzina biolog
                        > iczna nadawała się do wychowywania dzieci

                        Owszem. Dlatego może zaistnieć konieczność czasowego odizolowania dzieci od rodziców biologicznych.

                        Tak, rodziców, a nie tymczasowych o
                        > piekunów, którzy czynią sobie z zajmowania się dziećmi sposób na życie.

                        Jak parę innych zawodów.

                        > Każda matka zajmuje się swoimi dziećmi, orderów ani honorariów za to nie dostaj
                        > e. I pracuje.

                        Ale jeśli ta matka zajmuje się cudzymi dziećmi - jest nauczycielką przedszkolną czy nianią, to już jest jej praca i już się jej za to płaci. Rodzina zastępcza to praca, bardzo szczególna, ale jednak praca.
                      • kk345 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 20:38
                        > Każda matka zajmuje się swoimi dziećmi, orderów ani honorariów za to nie dostaj
                        > e. I pracuje.
                        Na szczęście dla społeczeństwa mało która biologiczna matka ma jednocześnie pod stała opieką kilkoro dzieci z problemami zdrowotnymi/psychicznymi/społecznymi naraz, a tak właśnie bywa w rodzinach zastępczych. Zamiast więc wyliczać im każdy zarobiony grosz, społeczeństwo w ogóle, a natalie_rushman w szczególe powinni pokłonić się im głęboko i zamilknąć w niemym podziwie- bo za marne w sumie pieniądze wykonują tytaniczną pracę.

                        Tragiczne historie o bestialskich rodzicach zastępczych na szczęście są tak samo jednostkowe, jak tragiczne doniesienia o bestialskich rodzicach adopcyjnych.
                      • rafalzalu Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 20:45
                        No ale przecież rodzice adopcyjni nie dostają kasy na dziecko. Tylko rodziny zastępcze. Więc argument, że ty zajmujesz się SWOIM dzieckiem, a nikt ci przecież 'orderów i honorariów' nie daje jest bez sensu.

                        Bycie rodzicem zastępczym to jest PRACA. Tak najprościej to chyba można porównać do takiej niani co się dziećmi zajmuje 24/7. Niani też być nie płaciła? Przecież nie pracuje tylko się dziećmi cudzymi zajmuje...

                        A co do tego, że adopcja powinna być celem to chyba oczywiste. Ale nie zawsze jest to możliwe z różnych powodów (sytuacja prawna dziecka, ich stan psychiczny itd). Wreszcie dzieci które mogłyby być adoptowane ale nie ma na nie kolejki chętnych. Ba, nie ma nikogo kto by je chciał. Bo o ile na zdrowego niemowlaka to rodzice adopcyjni czekaja latami tak wśród starszych/chorych dzieci już sytuacja jest odwrotna. I coś z tym dziećmi trzeba zrobić. Albo do domu dziecka albo do rodziny zastepczej.
                      • kotradykcja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 21:08
                        Tak, rodziców, a nie tymczasowych o
                        > piekunów, którzy czynią sobie z zajmowania się dziećmi sposób na życie.

                        1. Znajdź rodziców adopcyjnych dla 10-15 latka/ki z FASem, autyzmem, po traumie molestowania, z ciężkim porażeniem, mukowiscydozą, zespołem Downa, znacznym upośledzeniem umysłowym czy innym cholerstwem. Albo z interwencji z pijackiej maliny. Znajdź rodziców adopcyjnych dla dziecka 10-15 letniego z incydentami kradzieży, rozboju, uzależnionego. Albo "tylko " bardzo zaniedbanego. Znajdziesz? Nie.

                        2. Zwolnij z pracy i odbierz wypłaty wszystkim, którzy zawodowo zajmują się cudzymi dziećmi - opiekunki w żłobkach, przedszkolach, nauczycieli, pielęgniarki, pracowników w DD, izbach dziecka, prywatne niańki. Wszystkich. Niech się rodzice sami zajmują. Przecież to ICH obowiązek.
            • asia_i_p Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 20:58
              Przepraszam cię, ale to są komunały.

              Rodziny, z których te dzieci pochodzą, mogłyby po ciężkiej pracy udźwignąć ewentualnie bezproblemowe dziecko - a te dzieci nie są bezproblemowe, bo matki piły i ćpały już w ciąży. Myślisz, że dziewczyna, która młodość spędziła na ciężkim balowaniu, nawet po wyprowadzeniu na tzw. prostą poradzi sobie z dzieckiem z FAS?

              Znajoma ciotki jest rodziną zastępczą obecnie dla trójki dzieci, w tej chwili sama, oprócz tego ma rodzonego syna. Normalnie pracuje w redakcji, nie wiem, czy dzieci chodzą w markowych ciuchach, ale muszą mieć korepetycje np., bo nie radzą sobie w szkole i to bardzo (prezent od rodziców biologicznych). Pomaga też dzieciom, które już z jej domu wyszły.

              • srebrnarybka Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 22:16
                a państwo Bajkowscy, którym odebrano dzieci PRZEMOCĄ, policja zastosowała wobec dzieci PRZEMOC, i po wielu miesiącach oddano, nie mogli byli stworzyć dzieciom lepszego domu? A nasza koleżanka forumowa echtom, której chciano odebrać córkę za to, że wagarowała? A rodzice tego chłopca, którego odebrano, bo był za gruby? A ludzie z Niska, którym odebrano dzieci, bo mieli muszki-owocówki w mieszkaniu? Nie zauważyłaś, że odbiera się dzieci nieraz z bardzo błahych powodów?
                • jak-kania-dzdzu Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 22:36
                  Muszki owocówki? Taaaa. jasne.
                  imgur.com/a/NSl16
                • kawka74 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 07:50
                  Owszem, zdarzają się pojedyncze przypadki zbędnej interwencji, ale jest ich dużo mniej, niż nam się wydaje. Wiemy tylko to, co osoby zainteresowane chcą nam powiedzieć. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie publicznie opowiadał o własnych zaniedbaniach, wypaczeniach i wykroczeniach, nikt się nie przyzna, że zaniedbuje dzieci, za to chętnie będzie snuł rzewne opowieści o miłości rodzinnej i muszkach owocówkach.
                • asia_i_p Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 09:14
                  W Bajkowskich ja sama uwierzyłam, dopóki moja siostra mi nie uświadomiła nierówności praw w danej sytuacji - Bajkowscy mieli prawo opowiadać wszystko, żeby podkreślić swoje krzywdy, natomiast pracownicy społeczni byli związani tajemnicą zawodową i nie mogli opowiadać o tym, co spowodowało ich decyzje. Sędzia w końcu się wypowiedział, że w tej rodzinie była przemoc i to nie były klapsy. Echtom jednak dziecko nie zabrano, "za grubego chłopca" (nota bene 31 kg przy 109 cm wzrostu i niechęć babci do współpracy z lekarzami prowadzącymi dziecko to nie jest błahy problem) wygooglałam, chodziło nie o rodziców, tylko o dziadków, stanowiących dla dziecka rodzinę zastępczą, i lista zarzutów była trochę dłuższa niż "za gruby". O muszkach owocówkach napisał ktoś poniżej.

                  Przy tym te kontrowersyjne sytuacje to jest margines. Pomagałam kiedyś jako wolontariusz w rodzinnym domu dziecka, znam rodzinę zastępczą - w żadnym z tych wypadków to nie była kwestia muszek owocówek ani klapsów, to były dzieci zabrane z regularnych melin i często niestety od urodzenia chore, z dużymi problemami.

                  Przykro mi, dzieci nie są narzędziami terapeutycznymi dla rodziców a dobro dziecka stoi ponad zachowaniem całości rodziny biologicznej. Roczniakowi z FAS nie starczy perspektywa, że mama z pomocą asystenta rodziny już za dwa-trzy lata się ogarnie i wtedy będzie z nim jeździła na terapię i pracowała w domu, bo wtedy kluczowy okres w jego rozwoju już minie i pewne deficyty będą nie do nadrobienia.
                • jak-kania-dzdzu Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 10:11
                  www.diora.me/przyczyna-co-piatego-odebrania-dziecka-jest-bieda/
                  Polecam do przeczytania. I nie sugerować się tytułem, bo tytuł przewrotny.

                  Cytat z art, odnośnie dzieci odebranych za 'muszki owocówki':
                  „Małżonkowie podczas kontroli wszczynali awantury. Tylko raz kurator wszedł do drugiego pokoju – przez dziurę w drzwiach po szybie. Drzwi od środka zastawione były gratami ułożonymi do sufitu. Pośrodku leżał materac od wersalki. Katarzyna stwierdziła, że tam właśnie wszyscy śpią. Kilkumiesięczna Sabina leżała w bujaczku, bez koszulki, a nad nią krążyły muszki owocówki, które żywiły się zgniłymi resztkami jedzenia.”
            • estelka1 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 22:43
              Natalie, podaj tę złotą receptę na sensowne pokierowanie rodzinami biologicznymi, żeby stały się samodzielne, wydolne itp, Wszyscy pracownicy socjalni, kuratorzy, asystenci rodziny będą Ci zobowiązani do końca swojego życia zawodowego big_grin Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile pakuje się środków w pomoc tym rodzinom, podobnie jak pakuje się mnóstwo pracy oraz kasy w pracę z rodzinami zagrożonymi odebraniem dzieciaków. Efekty zależą od tego, czy rodzina chce pomocy i chce zmienić życie. A niestety znakomita większość tych rodzin, ma to w tyłku. Lubią swoje życie takim, jakie ono jest i często nawet nie mają cienia refleksji na temat swojego zachowania, bo w sumie nie znają innego życia. Niestety ci ludzie sami często wywodzą z dysfunkcyjnych rodzin i zmienić ich mentalność jest bardzo trudne. A jeśli zaniedbują podstawowe potrzeby dzieciaków, narażając tym samym ich zdrowie, a nierzadko życie, niestety trzeba dzieci zabrać, bo zwyczajnie są w niebezpieczeństwie. Nie wiem, czy jesteś w ogóle świadoma, że kandydatów na rodziny zastępcze jest stanowczo za mało, bo to wcale nie jest łatwa praca. Domy dziecka też nie są z gumy i nie ma ich wcale aż tak wiele w Polsce.
          • estelka1 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 22:22
            Zasadniczo zgadzam się z tym, co piszesz, poza jednym wyjątkiem. Nie jest prawdą, że powiaty są bardziej zainteresowane tworzeniem domów dziecka, niż tworzeniem rodzinnej pieczy zastępczej. Podam Ci dla przykładu dane z mojego powiatu - 204 rodziny zastępcze i jeden rodzinny dom dziecka i 1 "zwykły" dom dziecka. Zajrzyj ponadto do ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, to dowiesz się, że w domach dziecka nie umieszcza się aktualnie dzieci poniżej 10 roku życia. Wyjątkiem są sytuacje, kiedy do placówki trafia rodzeństwo - wtedy żeby go nie rozdzielać, trafiają tam również maluchy. Ustawa wymusza również odejście od dużych domów dziecka, na rzecz niewielkich placówek, w których mieszka 15-20 dzieciaków. No i najważniejsza rzecz dla powiatów, jak i gmin, które współfinansują pobyt dzieciaków w pieczy zastępczej - to koszty. Cena tych "etatów", w które niby tak chętnie ładują kasę powiaty, jest kolosalna, przy bardzo ograniczonej liczbie miejsc dla dzieci. Żeby zobrazować, podam Ci konkrety. W mojej gminie (nie mam danych powiatowych niestety - choć trzeba przyznać, że będą one wyglądały jeszcze gorzej) na rodziny zastępcze w tym roku zaplanowanych jest około 240 tysięcy. Dzieci w rodzinach zastępczych jest obecnie około 70. Na dzieciaki przebywających w domach dziecka zaplanowanych jest w budżecie około 460 tysięcy kosztów, podczas gdy tych dzieci jest zaledwie ciut ponad 20. Naprawdę sądzisz, że powiaty aż tak chętnie i radośnie wydają tak potężną kasę na domy dziecka, kiedy brakuje kasy na oświatę, drogi, ochronę zdrowia i inne takie. W tych dziedzinach też są etaty smile
            • kotradykcja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 02.10.15, 15:10
              > Zajrzyj ponadto do ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, to dowiesz się, > że w domach dziecka nie umieszcza się aktualnie dzieci poniżej 10 roku życia.

              No to akurat wiem smile

              > Podam Ci dla przykładu dane z mojego powiatu -
              > 204 rodziny zastępcze i jeden rodzinny dom dziecka i 1 "zwykły" dom dziecka.

              Fajnie. W naszym powiecie jest 76 RZ. Domy dziecka "zwykłe" 3, w tym jeden otwarty w tym roku. RDD nie ma żadnego. Moje dokumenty leżą w PCPR od prawie pół roku, paniom zawsze coś przeszkadza w dotarciu do nas - cztery razy się umawiały, za każdym razem na kilka godzin przed przyjazdem był telefon, że nie dadzą rady, bo jadą na interwencję.
              • estelka1 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 02.10.15, 16:28
                Wiesz, dużo później doczytałam, że jak najbardziej jesteś w temacie smile Tak, że wybacz mój mentorski ton. Ale przyznam, że dużo osób, które nie ma bladego pojęcia o pieczy zastępczej, mądrzy się okrutnie i snuje jakieś dziwaczne teorie, co mnie drażni. Nie mniej nieco będę się upierać, że sytuacja w Twoim powiecie raczej nie jest normą. Tam gdzie pracuję i jeszcze w paru powiatach, w których w pieczy są umieszczone "nasze" dzieci rodziny zastępcze hołubi się i staje na głowie, by tylko chciały pracować, a i tak ciągle jest ich za mało.
                • kotradykcja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 02.10.15, 18:15
                  Tam gdzie pracuję i jeszcze w paru powiatach, w których w
                  > pieczy są umieszczone "nasze" dzieci rodziny zastępcze hołubi się i staje na g
                  > łowie, by tylko chciały pracować, a i tak ciągle jest ich za mało.

                  Przenoszę się do Twojego powiatu wink
                  • estelka1 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 02.10.15, 19:27
                    To dawaj smile bo brakuje nam dobrych rodzin zastępczych do współpracy
        • kawka74 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 14:57
          Do tego dochodzi wcale nie taka mała gratyfikacja finansowa, k
          > tórej przesunięcie pozwoliłoby tym dzieciom świetnie się mieć we własnej rodzin
          > ie biologicznej.

          Taki obraz rodzin biologicznych, którym odebrano dzieci, dostarczają nam media - że wszystko jest OK, tylko ta bieda. W tej sytuacji kwestia przesunięcia środków wydaje się logiczna, tylko że najczęściej okazuje się, że pod rzewną opowieścią z TV kryje się dużo więcej brudu, niż mogłoby się wydawać, a bieda to najmniejszy problem.
          • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 15:49
            Toteż nie twierdzę, że środki należy przesuwać tak, żeby dawać radosnej rodzince dysfunkcyjnych nałogowców do ręki po 1000 zł na dziecko wink.
            Raczej należałoby iść w kierunku naprawy tych rodzin, pomijając przypadki ekstremalne - poprzez szkolenie asystentów rodziny z prawdziwego zdarzenia, współpracę niewydolnej rodziny z psychologiem itp. Na pewno można coś wymyślić, żeby ludzie stanęli na nogi, ogarnęli się i zaczęli kontrolować własne życie i decyzje.
            • mag1982 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:19
              Jesteś optymistką. Pewnie z częścią tych rodzin można coś zrobić, ale obawiam się, że to jest niewielki odsetek. Pochodzę z małej miejscowości, znam dość blisko kilka takich rodzin i tam dysfunkcyjność przenosi się z pokolenia na pokolenie. Żeby coś zmienić trzeba by wyrwać takie rodziny z ich środowiska, które często wspiera i podtrzymuje patologiczne zachowania.
            • kawka74 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:45
              Na pewno można coś wymyślić, żeby lu
              > dzie stanęli na nogi, ogarnęli się i zaczęli kontrolować własne życie i decyzje

              Obawiam się, że masz za dużo wiary tak w moc sprawczą kuratorów i psychologów, jak i chęci i możliwości tych rodzin. Sęk w tym, że ludzie muszą CHCIEĆ się zmienić, a wielu z nich po prostu nie chce. Chce żyć dokładnie w takim samym pier...niku życiowym, jak do tej pory, tylko żeby jeszcze co miesiąc coś wpadało do skarbonki tak o, z nieba.
              • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:47
                Zawsze można uzależnić to wpadanie do skarbonki od dokonanych zmian wink.
                • kawka74 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 17:30
                  Tylko żeby je zmierzyć, trzeba by ulokować kuratora na jakiś rok przy rodzinie, na 24 h, i nie bać się gróźb sprowadzenia telewizji, która magicznie potrafi zmieniać rzeczywistość.
                  Pamiętam z kursu w OAO, jak prowadzący, który jest kuratorem społecznym, że ma na jedną rodzinę jeden dzień na rok. Może coś się w tej materii zmieniło?
                • asia_i_p Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 23:59
                  Pytanie, ile czasu można im dać.

                  Dla dziecka z FAS czy z afazją czas jest bardzo ważny, jest kluczowy. Nie można czekać z właściwą opieką, aż rodzice się ogarną.
            • estelka1 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 22:56
              Konkrety podaj mądralo. Bo póki co wykazujesz się totalną niewiedzą, obrażasz asystentów rodziny (że niby są niedouczeni) i podsumowujesz swoje smętne wywody że na pewno coś można wymyślić. To wymyśl. Tylko wiesz, mądrzejsi i bardziej doświadczeni od Ciebie w tym temacie myślą od lat na ten temat i jakoś żadnej czarodziejskiej różdżki, która uzdrowi te rodziny, nie wymyślili. Odpuść już tę dyskusję, albo się sama doucz.
    • anty_nick Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 09:51
      o jezzzu.Oglądałam.
      Nie od początku...
      Ta dziewczynka biedna...miała taki smutek w oczach..A ta pi..a matka adopcyjna...
      Straszne.

      > Najbardziej poruszyła mnie scena, w której Dunka tłumaczy dziewczynce, że będzi
      > e teraz mieszkać gdzie indziej, ale ona zawsze będzie jej mamą. Na to Masha odp
      > owiedziała tylko: "Rozumiem, mamusiu. To dobrze, bo ja już nie chcę kolejnej no
      > wej mamy"...


      siedziałam, patrzyłam i ryczałam.
    • ola_dom Z "naszego" podwórka 30.09.15, 10:24
      Nie tylko w Danii "takie rzeczy" i nie tylko z dziećmi z Afryki.
      Pamiętacie dokument "Tata, I Love You" - o polskim rodzeństwie zaadoptowanym przez rodzinę w USA?

      www.planeteplus.pl/dokument-tata-i-love-you_36411
      Po kilkunastu latach autor odwiedził te dzieci i powstał kolejny film o ich dalszych losach:

      "Dom nad Missisipi"

      filmpolski.pl/fp/index.php?film=4221541
      Jeden horror. Chorzy psychopaci, którym tak chętnie oddano dzieci - no bo "Ameryka" i na pewno będzie im tam lepiej.... Przerażająca historia.
      • maslova Re: Z "naszego" podwórka 30.09.15, 11:21
        > no bo "Ameryka" i na pewno będzie im tam lepiej..

        No właśnie, mit, że w bogatym kraju na pewno dziecku będzie lepiej często okazuje się tylko mitem.
    • afro.ninja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 11:18
      Juz wczesniej ogladalam ten dokument. Nie dalabym rady drugi raz obejrzec, tego bezmiaru cierpienia, ktory widac u tej dziewczynki. W ogole caly ten dokument wbija sie w pamiec...
    • mruwa9 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 11:18
      z zewnatrz latwo sie ocenia.
      Znasz chociaz jedna rodzine adopcyjna?
      Ja znam calkiem sporo (tak na szybko z 8 przychodzi mi do glowy, gdybym sie zastanowila, pewnie znalazlabym jeszcze wiecej). W tym jeden przypadek niepowodzenia i jeden srednio udany.
      Procedury adopcyjne w wiekszosci cywilizowanych krajow sa tak ostre, ze gdyby rodzice biologiczni mieli spelniac te wszystkie wymagania , jakie stawia sie rodzicom adopcyjnym, ludzkosc dawno by wyginela.
      Tylko ze oprocz doroslych, rodzicow, w rodzinie adopcyjnej jest jeszcze dziecko/dzieci. Czesto z ciezkim, bolesnym i traumatycznym bagazem.
      Przeczytaj sobie artykul:
      www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1564551,1,gdy-rodzic-adopcyjny-nie-daje-rady.read
      a potem oceniaj.
      • maslova Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 11:28
        > Znasz chociaz jedna rodzine adopcyjna?

        Znam trzy. W tym dwie z ogromnymi problemami z dzieckiem adopcyjnym (w jednej z nich chłopak niedługo osiągnie pełnoletniość, przez wiele lat oprócz różnego rodzaju typowych problemów notorycznie rodziców okłamywał, okradał, w późniejszym wieku skarżył się sąsiadom, że nie dostaje jeść itp.). Oczywiście, możemy pochylić się nad tymi biednymi rodzicami adopcyjnymi, którzy oczekiwali radosnego i kochającego ich dziecka, a tu "takie im się trafiło". Przypominam tylko, że oni są dorośli i powinni brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Oczywiście mają prawo do rozczarowania, zniechęcenia. To nie znaczy jednak, że mogą potraktować dziecko jak zabawkę i oddać, kiedy nie spełnia oczekiwań.
        • mruwa9 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 11:39
          Przeczytaj zalinkowany artykul z Polityki. Caly (nie wiem czy masz dostep).
          Potem pogadamy.
          • maslova Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 11:40
            Nie mam dostępu, więc w takim razie nie pogadamy wink
            • cauliflowerpl Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 14:30
              Tu jest calosc.
              www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1563943,1,gdy-rodzic-adopcyjny-nie-daje-rady.read

              Wstrzasajace, zamurowalo mnie i szczerze mowiac, rodzicom z artykulu diwie sie tylko w jednej kwesti - ze tak dlugo wytrzymali.
              • kota_marcowa Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 15:26
                A ta babka od rodzeństwa z kazirodczego związku, to nie ta babka, co prowadziła bloga kiedyś już linkowanego na forum? Ta kobieta przeszła gehennę, dziwię się, że tyle wytrzymała.
                Nigdy w życiu nie adoptowałabym dziecka z dd, m.in. właśnie dlatego, że każde z tych dzieci ma jakis defekt.
                • lucy-luka Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 20:48
                  defekt masz ty - zupełny zanik ludzkich uczuć. stan dzieci umieszczanych poza rodziną nie jest ich winą - "kochający, ale biedni" rodzice im to zafundowali. ale żeby to zrozumieć trzeba czegoś więcej niż teoretyzowania wink
                  • kota_marcowa Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 23:20
                    Nie jest, ale to nie zmienia faktu, że maja FAS, RAD i Bóg jeden raczy wiedzieć, co jeszcze. Szkoda tych dzieci, ale z większości, mimo najlepszej opieki nic dobrego nie wyrośnie, a rodziców patloli powinno się przymusowo sterylizować.
                    • rafalzalu Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 09:44
                      Kota, czy Ty sobie zdajesz sprawę z tego jak obraźliwe jest to co piszesz?
                      "każde z tych dzieci ma jakis defekt" i "nic dobrego nie wyrośnie", naprawdę?
                      Chyba wiem co chcesz przekazać, w sensie, że wiele dzieci z domu dziecka ma problemu emocjonalne/ułomności i TY byś się nigdy nie zdecydowała na takie ryzyko, ale sposób w jaki piszesz jest naprawde obraźliwy i może sprawić wiele przykrości rodzicom adopcyjnym takich dzieci.

                      Co do sterylizacji to powiem tylko, że zazdroszczę trochę życia w czarno-białym świecie bez większych dylematów etycznych.
                      • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 02.10.15, 20:55
                        Chyba chodzi jej o to, że pomimo ogromu pomocy tym dzieciom często nie da się pomóc... Bo będą przejawiać cechy skrajnie patologiczne, nawet jeśli zostały odebrane wcześnie. Ale na RAD czy FAS nie mamy wpływu. Zdaje się, że nawet terapia i szerokie wsparcie specjalistów tu niewiele zmienia>
                        To, że "nic dobrego z nich nie wyrośnie" może zabrzmieć ostro czy deprecjonująco - ale ogólnie efekty sprowadzają się właśnie do tego, że nie ma dobrych efektów, że nie ma postępów, nie ma normalności, a jest udręka ludzi, którzy wzięli na siebie naprawdę ciężkie zobowiązanie. W takie zobowiązanie powinno wchodzić się w pełni świadomie, a nie, żeby sobie cokolwiek zrekompensować, poczuć się dobrym itp. Śmiem twierdzić, że adoptując dziecko z takimi obciążeniami rodzic jest nie tylko rodzicem, ale i swego rodzaju terapeutą.
                        A chyba nic bardziej nie frustruje niż ogrom czasu, pracy, poświęcenia - które nie przynoszą skutków...
                        • zofijkamyjka Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 02.10.15, 21:12
                          natalie_rushman napisała:


                          > A chyba nic bardziej nie frustruje niż ogrom czasu, pracy, poświęcenia - które
                          > nie przynoszą skutków...
                          a czasem wręcz udrękę i wyczerpanie psychiczne, np dziecko z ciężkim RAD nigdy nie zaufa do końca rodzicom i nigdy nie nawiąże z nimi prawdziwych więzi. Tacy rodzice sporo pracy muszą wkładać w samych siebie żeby się nie załamać.
                    • ola_dom Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 11:42
                      kota_marcowa napisała:

                      > Szkoda tych dzieci, ale z większości, mimo najlepszej opieki nic dobrego nie wyrośnie

                      To co proponujesz w tym wypadku?
                      Zutylizować?
                      • kota_marcowa Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 20:32
                        Oczywiście, że nie, ale nie wciskać naiwnym rodzicom adopcyjnym, zatajając ich historię choroby, czy poprzednich adopcji.
        • woman_in_love oczywiście że rodzice adopcyjni mogą oddać dziecko 30.09.15, 21:30
          Tak samo matka może oddać dziecko do okna życia.
          Inni rodzice mogą oddać dziecko z innych powodów do domu dziecka czy adopcji - przecież ta dwójka tak samo została oddana.
          I rodzice adopcyjni też mają prawo.
      • kawka74 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 11:43
        > Przeczytaj sobie artykul:
        > rel="nofollow">www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1564551,1,gdy-rodzic-adopcyjny-nie-daje-rady.read
        > a potem oceniaj.

        Ten artykuł tylko pokazuje, że nieudana adopcja najczęściej wynika z błędów popełnionych przez dorosłych juz na starcie - przez potencjalnych rodziców (pani, która straciła dziecko i męża, nie powinna była w ogóle dostać kwalifikacji) i pracowników ośrodka (praktyka 'upychania' dzieci w RA, zatajanie informacji o dzieciach to była kiedyś nierzadko spotykana praktyka).
        Jasne, że zderzenie z poturbowanym przez los dzieckiem jest trudne, ale można było tego uniknąć nie dopuszczając do adopcji, nie oszukując innych i samego siebie.
        • kotradykcja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 14:38
          > Ten artykuł tylko pokazuje, że nieudana adopcja najczęściej wynika z błędów pop
          > ełnionych przez dorosłych juz na starcie - przez potencjalnych rodziców (pani,
          > która straciła dziecko i męża, nie powinna była w ogóle dostać kwalifikacji) i
          > pracowników ośrodka

          Niestety, to zawsze wina dorosłych - rodziców biologicznych, pracowników OA, rodziców adopcyjnych. Dokładnie w tej kolejności.

          > (praktyka 'upychania' dzieci w RA, zatajanie informacji o dzieciach to była kiedyś
          > nierzadko spotykana praktyka).

          Nie tylko kiedyś, nadal jest. Pracownicy OA to tylko ludzie i popełniają błędy. Czasem zwyczajnie nie chce im się pracować. Potem są problemy.
          • kawka74 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 14:52
            > Niestety, to zawsze wina dorosłych - rodziców biologicznych, pracowników OA, ro
            > dziców adopcyjnych. Dokładnie w tej kolejności.

            Rozumiem (chyba), co masz na myśli, ale nie o to mi chodziło. Artykuły z 'Poltyki', i te niedawne, i te wcześniejsze, nie sięgają tak głęboko i dość wyraźnie sugerują, że z diabłami wcielonymi nawet święty sobie nie poradzi. A przecież w tych tekstach jest mowa o dorosłych, którzy nie powinni byli adoptować dziecka nie dlatego, że są potworami, tylko dlatego, że robią to z niewłaściwych pobudek (niewłaściwych z punktu widzenia adopcji).

            > Nie tylko kiedyś, nadal jest. Pracownicy OA to tylko ludzie i popełniają błędy.

            To bardzo niedobrze, bo to prosta droga do zrujnowania życia przynajmniej trzem osobom.
            • kotradykcja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 15:03
              > A przecież w
              > tych tekstach jest mowa o dorosłych, którzy nie powinni byli adoptować dziecka
              > nie dlatego, że są potworami, tylko dlatego, że robią to z niewłaściwych pobudek
              > (niewłaściwych z punktu widzenia adopcji).

              Co to znaczy właściwe pobudki? Ludzie adoptują dziecko z tego samego powodu, z którego inni rodzą - chcą mieć dziecko, stworzyć rodzinę. I to jest najbardziej naturalna pobudka. Nie mogę mieć biologicznych, a chcę być rodzicem, więc adoptuję. Jak świat światem tak to wyglądało i wygląda nadal.
              I tak samo, jak rodzice biologiczni mają swoje oczekiwania i wyobrażenia na temat dzieci, tak mają je rodzice adopcyjni. Przecież będąc niepłodnym człowiek nie traci części mózgu, prawda?
              W OA oczekuje się deklaracji, że adopcja będzie "dla dziecka". Czyli coś w stylu "dam dom małej sierotce". Głupie strasznie, ale dobrze się sprzedaje, bo to takie szlachetne.
              Jest niewielka liczba ludzi (naprawdę niewielka), która świadomie decyduje się na dziecko starsze, bardzo chore, ogólnie problematyczne. Ale to najczęściej ludzie, którzy czekają już tak długo, że stracili złudzenia o ślicznym obrazku idealnej rodziny, albo mają już biologiczne dzieci i naprawdę chcą pomóc, albo liczą, że "witamina M wszystko naprawi".
              Z mojego punktu widzenia, oczekiwanie od ludzi bohaterstwa i poświęcenia jest głupie i szkodliwe. Ludzie w walce o rodzicielstwo nakręcają się strasznie (wiem, bo sama przeszłam), idealizują ten stan. A potem lądują dupą na betonie. Zjawisko depresji poadopcyjnej jest równie częste jak depresji poporodowej, o czym też się nie mówi, bo przecież skoro tak strasznie chcieli dziecka, to skoro je mają, powinni po sufit z radości skakać.
              No i kolejna sprawa - rodzice adopcyjni najczęściej zostają sami ze wszystkimi problemami. OA zrobił swoje, ma na głowie innych czekających, a nowa rodzina niech sobie jakoś radzi.
              Więc czasem sobie jakoś radzi, a czasem nie.
              Cierpi dziecko i cierpią dorośli.

              > To bardzo niedobrze, bo to prosta droga do zrujnowania życia przynajmniej trzem
              > osobom.

              Niestety. I tak się dzieje sad
              • kawka74 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 15:38
                Co to znaczy właściwe pobudki? Ludzie adoptują dziecko z tego samego pow
                > odu, z którego inni rodzą - chcą mieć dziecko, stworzyć rodzinę. I to jest najb
                > ardziej naturalna pobudka. Nie mogę mieć biologicznych, a chcę być rodzicem, wi
                > ęc adoptuję. Jak świat światem tak to wyglądało i wygląda nadal.

                Właśnie nie. Chcą, o czym powinnaś wiedzieć, adoptować na przykład dlatego, że słyszeli, że to pomaga się odblokować. Bo chcą zapełnić pustkę po zmarłym dziecku. Bo te dzieci są takie biedne i trzeba im pomóc (no i fajnie byłoby zobaczyć wdzięczność w oczach sierotki). Mogę wymienić jeszcze parę innych powodów dalekich od prostego pragnienia posiadania dziecka.

                > I tak samo, jak rodzice biologiczni mają swoje oczekiwania i wyobrażenia na tem
                > at dzieci, tak mają je rodzice adopcyjni. Przecież będąc niepłodnym człowiek ni
                > e traci części mózgu, prawda?

                Mój mózg ma się całkiem nieźle, nie narzekam.
                Wszystko zależy od tego, czego oczekują i co sobie wyobrażają. Rodzice biologiczni, którzy oczekują, że dziecko scementuje rozlatujące się małżeństwo, mogą się tak samo przejechać, jak rodzice adopcyjni, którzy oczekują, że dziecko adoptowane zastąpi ich zmarłe dziecko biologiczne. Dziecko ma być dzieckiem, nie środkiem do celu.

                > W OA oczekuje się deklaracji, że adopcja będzie "dla dziecka". Czyli coś w styl
                > u "dam dom małej sierotce".

                Dla mnie to nie to samo.
                • kotradykcja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 15:52
                  > Właśnie nie. Chcą, o czym powinnaś wiedzieć, adoptować na przykład dlatego, że
                  > słyszeli, że to pomaga się odblokować.

                  Oooo, doskonale to wiem big_grin Taki powód miał np. mój ex mąż wink No cóż, jakoś nie pomogło tongue_out
                  Tylko ja nie piszę o ludziach pozbawionych mózgu lub sumienia. Ja piszę o normalnym człowieku, który po prostu chce być rodzicem.

                  > rodzice biologiczni, którzy oczekują, że dziecko scementuje rozlatujące się małżeństwo,
                  > mogą się tak samo przejechać

                  To z kolei wie mój obecny mąż i jego ex żona wink

                  > Dziecko ma być dzieckiem, nie środkiem do celu.

                  Jesssu, ale to nie o to chodzi! Nie chodzi o instrumentalne traktowanie dziecka, ale o zwykłe, ludzkie myślenie, marzenie, wyobrażenia. Takie wiesz, normalne. Jak byłam przez chwilę w ciąży myślałam o tym do kogo będzie podobne dziecko, czy to chłopczyk czy dziewczynka.
                  Jak czekałam na dziecko adoptowane też myślałam czy chłopczyk czy dziewczynka, jakie będzie, itd. I chciałam na przykład żeby była dziewczynka (jest facet), żeby było choć trochę do mnie podobne (jest), żeby było zdrowe (nie do końca), żeby było wesołe i szczęśliwe (jest).
                  Takie normalne rzeczy. Normalne.
                  • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:28
                    No i dokładnie napisałam do Ciebie o tym wszystkim niżej.
                    Naturalne jest to, że w ciąży masz pragnienia, marzenia, fantazje itp.
                    W wypadku adopcji dostajesz pokiereszowanego człowieka, którego ktoś inny kształtował w niefajny sposób, w kluczowym czasie, czyli np. w granicach 0-3 lat.
                    Możesz pragnąć z całego serca, żeby było zdrowe czy pogodne. Ale nie masz wpływu na to, co było wcześniej i często Twoja własna praca i wysiłek niewiele pomogą.
                  • kawka74 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 17:27
                    >
                    > Oooo, doskonale to wiem big_grin Taki powód miał np. mój ex mąż wink No cóż, jakoś nie
                    > pomogło tongue_out

                    Nie chcę być dosadna, ale całe forum o tym wie ;p Dlatego się do tego odniosłam.

                    Tylko ja nie piszę o ludziach pozbawionych mózgu lub sumienia. Ja piszę o norma
                    > lnym człowieku, który po prostu chce być rodzicem.

                    Ale ja nie - odnoszę się cały czas do artykułu, na który powołała się Mruwa i który ma udowadniać, jak sławetne wynurzenia pani Pietkiewicz, że to dzieci są przyczyną nieudanych adopcji, nie dorośli.
                    To nie są ludzie źli, pozbawieni, jak to ujęłaś, mózgu czy sumienia, tylko pogubieni (o Twoim byłym się nie wypowiadam, bo on akurat się raczej nie mieści w tej kategorii). Pracownicy ośrodka powinni to wyłapać, tymczasem w swoim pragnieniu zapewnienia dzieciom domu za wszelką cenę posuwają się do manipulacji, przymykają oczy na cechy dyskwalifikujące potencjalnych RA, fałszują dokumentację dziecka i tym samym generują potężne problemy (których, jak wcześniej słusznie zauważyłaś, często nie chcą potem pomóc rozwiązać).

                    > Jesssu, ale to nie o to chodzi! [ciach]
                    >

                    Co ja zrobię, że mi akurat o to chodziło... ;p
              • natalie_rushman Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 16:22
                Ale mając własne dzieci masz pewne oczekiwania i wyobrażenia co do nich - bo zaplecze, które im zapewniłaś razem z ich ojcem jest OK, czyli np. nie ma picia alkoholu w ciąży, masz porządnego faceta, sama nie jesteś alkoholiczką/narkomanką/prostytutką/borderline, macie przyzwoite albo choćby zwyczajne warunki finansowe...
                Adoptując dziecko dostajesz człowieka pokaleczonego wewnętrznie, po przejściach, z wszelkimi RAD czy FAS w pakiecie. Też znam rodziców adopcyjnych, jedni nie wytrzymali napięcia i rozwiedli się, kobieta została sama z dzieckiem, które kradło, kłamało, sprawiało problemy - nie wiem, jak dalej się to potoczyło.
                Inna znajoma, samotna, wzięła półtoraroczną dziewczynkę z DD, to dziecko jest teraz w wieku mojej córki (9 lat) i nie wszystko jest "wyprostowane": problemy neurologiczne, mutyzm wybiórczy, odroczenie w szkole itp. Akurat to jest osoba, która kocha to dziecko bezgranicznie, co by się z nim nie działo - i ono wspaniale się rozwija, jak na warunki wyjściowe, bo przynajmniej nigdy nie zachowywało się destrukcyjnie, nie kłamało, nie było agresywne itp.
                Nie o to chodzi, żeby skakać pod sufit - ale żeby zaakceptować to, że dziecko jest trudne, bo miało bardzo trudny start i dlatego jest takie. To nie jest wychuchany, wypieszczony, od poczęcia wyczekiwany maluszek. I ja bym w życiu się nie odważyła zaopiekować dzieckiem z takimi traumami, bo mnie samą by to zniszczyło.
                BTW, pamiętam bardzo niesmaczny wątek pewnej forumki, która przysposobiła córkę swojego faceta - matka dziecka miała borderline, odrzucała je, wreszcie rozstała się z rodziną, kiedy dziecko miało 3 lata, a ta forumka dziwiła się, że dzieciak nie czuje się bezpiecznie, że okłamuje ją, byleby nie wyraziła swojej dezaprobaty itp. To był smutny wątek - tylko wymagania i oczekiwania ze strony "mamusi" i przekonanie, że dziecko już dawno zapomniało biologiczną matkę i destabilizujące zachowania, z którymi miało do czynienia przez 3 lata.
    • kawka74 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 11:38
      > No gdzie jak gdzie, ale w Danii istnieją chyba instytucje przygotowujące ew. ro
      > dziców adopcyjnych do takiej roli?

      Istnieją. Tyle że z tym przygotowaniem bywa różnie i to niekoniecznie dlatego, że instytucje nawalają, ale czasem i dlatego, że rodzice nie chcą słuchać o mniej przyjemnych aspektach adopcji.
      O ile adopcja jako taka wymaga przygotowań, o tyle adopcja dziecka z kompletnie innego kręgu kulturowego wymaga przygotowania po stokroć.
    • ewa_mama_jasia Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 11:45
      Nie oglądałam. Podobno w Polsce rozwiązywany jest bardzo duży odsetek adopcji, kiedyś obiło mi się o oczy 50%. Nie wiem, czy to prawda. Nie mówi się o tym. A powinno.
      Jak jest w Danii nie wiem. Ale adopcja dziecka nie tylko z problemami ale również z odmiennego kręgu kulturowego to ogromne przedsięwzięcie. Wymagające czasu i pracy. I pokładów tolerancji, akceptacji i cierpliwości.
      Z drugiej strony - pokazywanie tego problemu ukróci modę zachodnią na adoptowanie sierotek z Afryki. Może jedna z drugą potencjalna matka adopcyjna się zastanowi, czy jest na to naprawdę gotowa i tego chce, a nie "bo Madonna/Angelina/każda inna gwiazda tak postąpiła".
      • anku1982 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 12:46
        A no właśnie - to jeden z nielicznych konstruktywnych wniosków w takiej sytuacji - ku przestrodze.
        • afro.ninja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 13:01
          anku1982 napisała:

          > A no właśnie - to jeden z nielicznych konstruktywnych wniosków w takiej sytuacj
          > i - ku przestrodze.

          Wiesz, nie sadze by ci ludzie robili to ze wzgledu na celebrytow, chodzi po prostu o szybsza i prostsza procedure adopcyjna.
          • anku1982 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 14:10
            Ale część robi to być może nie do końca spodziewając się naprawdę ciężkich kłopotów, czasem ukrywając powody chęci adoptowania, nie - na celebrytów nie. Ale jeżeli ktoś obejrzy ten dokument, będzie wiedział, że przed adopcją będzie musiał włożyć wiele pracy w siebie, po adopcji w siebie i dziecko.
      • kotradykcja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 14:47
        > Podobno w Polsce rozwiązywany jest bardzo duży odsetek adopcji,
        > kiedyś obiło mi się o oczy 50%.

        To bardzo źle Ci się obiło.
        W 2010 były 27 przypadki, 2011 było 25.
        W 2010 było 3285 adopcji, a w 2011 było ich 3315.
        Czyli nie 50% tylko niespełna 0,1%
        • ewa_mama_jasia Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 09:37
          Ok, nie upieram, się. Czytałam o tym w jednym z artykułów, przed kilkoma laty, nie badałam sprawy dokładniej. Cieszę się, ze nie jest tak źle jak myślałam.
        • ewa_mama_jasia No to po co takie bzdury pisza w mediach? 01.10.15, 11:21
          Tu pierwszy - lepszy cytat z popularnego artykułu:

          Beatą Loska-Szczepan, dyrektor Ośrodka Adopcyjnego „Pro Familia” w Krakowie oraz psychologiem z tego ośrodka, Józefem Koskiem.

          Czy istnieją statystyki mówiące, jak wiele tego typu przypadków pojawia się w Polsce?
          Statystykami takimi dysponuje Ministerstwo Sprawiedliwości. Rocznie składanych jest ok. 100 wniosków, z czego sądy orzekają rozwiązanie przysposobienia w około 20-25 sprawach.

          Tu już masz 20 - 25%. Z powołaniem się na konkretnych ludzi, praktyków.
          • ewa_mama_jasia Re: No to po co takie bzdury pisza w mediach? 01.10.15, 11:25
            Rozpędziłam się. Masz racje.
      • mruwa9 Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 18:13
        w Skandynawii adoptuje sie przede wszystkim dzieci z zagrancy nie z tesknoty za egzotycznymi sierotkami, ale dlatego, ze rodzimych dzieci do adopcji nie ma. Nie rodza sie. Niechciane dzieci sie nie rodza.
        Dlatego jesl taka dunska czy szwedzka rodzina, przy niemoznosci urodzenia wlasnego dziecka, chce adoptowac dziecko, pozostaje adopcja zagraniczna jako jedyna mozliwa opcja. To jedyna droga, zeby zostac rodzicem, a sama procedura adopcyjna zajmuje nierzadko kilka lat. W przypadku pewnych moich znajomych sam etap kwalifikacyjny (wywiady, badania partnerow, ich sytuacji rodzinnej, finansowej, kondycji psychicznej i predyspozycji) zajal 2.5 roku. Potem czekali na dziecko (konkretne, juz bedce w bidulu gdzies w Wietnamie) kolejny prawie rok. Sama procedura kosztuje tyle, ze za poniesione wydatki mozna by kupic niemaly dom. Najdluzsza i najdrozsza ciaza swiata.
        To nie jest droga dla sentymentalnych niedojrzalych ludzi, ktorzy w porywie uczuc i z dobrego serduszka spontanicznie chca ulzyc losowi biednej afrykanskiej sierotki. To ciezka droga dla naprawde zdesperowanych i silnie motywowanych.
    • kotradykcja Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 14:52
      Ja tylko zwrócę uwagę na to, ze do adopcji zagranicznej idą z Polski wyłącznie dzieci, których w naszym kraju nikt nie chciał.
      Najpierw szuka się dla dziecka miejsca w RA w Polsce. Dopiero jeśli nie ma chętnych - bo liczne rodzeństwo, bo dzieci bardzo trudne - wtedy szuka się za granicą.
      Więc to nie jest tak, że wypycha się dzieci z Polski do innych krajów. One tam trafiają, bo to ostatnia szansa na rodzinę.
    • fajtek_kot Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 20:15
      Oglądałam.koszmarny pomysł z taką adopcja. Oczy Mashy wpatrzone w matkę adopcyjna kiedy mówiła że idzie do domu dziecka będę jeszcze długo pamiętać.nie wiem czego ci Duńczycy się spodziewali,ale czułam zawód patrząc jak odpuszczają bo irytuje ich jak "Masha patrzy w taki sposób".żenada
    • valtho Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 30.09.15, 23:09
      Nie oglądałam tego konkretnego filmu, ale historii adopcyjnych znam mnóstwo. Zostałam mamą dzieki adopcji dwójki cudownych dzieciaków i chciałabym wyjaśnić kilka kwestii
      - adopcje zagraniczne (z Chin, Wietnamu, Etiopii etc) - w Polsce praktycznie nie istnieją, bo wciąż jest dużo łatwiej adoptować lokalnie. W krajach bogatych jest bardzo mało dzieci do adopcji, więc jedyna szansa to adopcja zagraniczna. Na ogół procedura trwa bardzo długo, jest bardzo skomplikowana i bardzo kosztowna. Mimo to niestety historie jak w zalinkowanym filmie się zdarzają.
      - w Polsce jest kolejka po dzieci małe i w miarę zdrowe, max w wieku przedszkolnym. Starszych, chorych i dużych rodzeństw (których z zasady się nie rozdziela) nikt nie chce. Wtedy jedyną szansą jest adopcja zagraniczna. Z zasady zgodnie z polskim prawem zagranicę może trafić dziecko dla którego nie znaleziono rodziny w kraju. Czy zdarzają się adopcje zdrowych dzieci zagranicę? - moim zdaniem obecnie bardzo rzadko.
      -rodziny zastępcze - świetnie, że są, bo do nich trafiają dzieci czekające na adopcję (zawsze to lepiej niż dom dziecka) oraz dzieci bez szans na adopcję, bo jw chore, starsze lub z nieuregulowaną sytuacją prawną. Moim zdaniem sądy w Polsce zbyt opieszale pozbawiają słabo rokujących rodziców biologicznych praw rodzicielskich, a potem jest problem, bo dzieci są za duże na adopcję. Obecnie raczej nie będzie lepiej, bo wszystko idzie w kierunku dawania kolejnych szans rodzinie biologicznej. I generalnie jak rodzina rokuje dobrze, to świetnie, gorzej gdy nie.
      - ośrodki adopcyjne - adoptowałam przez OAO dwójkę dzieci. Pierwsze 10 lat temu - podejście było jasne- OAO szuka najlepszych możliwych rodziców dla dziecka. Nikt nie dziwił sie, że rodzice adopcyjni nie mają misji zbawiania świata, tylko chcą mieć dziecko. Trzeba być dość zdeterminowanym, żeby przejść całą procedurę, nie sądzę, żeby osoby mało zmotywowane były w stanie adoptować
      -zatajanie stanu zdrowia/historii rodzinnej dziecka - czytam o tym na forach i w prasie, w OAO gdzie adoptowałam raczej przesadzali w drugą stronę - ostrzegali przed problemami, które były bardzo mało prawdopodobne
      - dzieci do adopcji - utrzymuję kontakt z kilkunastoma rodzinami, które adoptowały małe dzieci. Jedno dziecko ma zaburzenia więzi, reszta rozwija się standardowo. Większość znanych mi rodziców adopcyjnych bardzo dużo uwagi poświęca dzieciom i ich edukacji.
      -historie z gazet a codzienne życie rodzin adopcyjnych smile - nie zauważyłam specjalnego wpływu. Nie ukrywam przed nikim faktu adopcji, ale moje dzieci nie mają tego wypisanego na czole. Zresztą nawet jak dzieci są różnych ras, to przeciętny Polak zakłada, że dzieci są z rodziny mieszanej. A znajomi/rodzina i bliskie otoczenie szybko sie oswaja i przy okazji edukuje smile.
    • anorektycznazdzira Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 10:05
      Przygotowują- nie przygotowują.
      Ja uważam, że adopcje KILKULETNICH dzieci z zupełnie innej kultury, religii, narodowści, nawet (tak, tak) rasy jest tak ekstremalnie trudnym przedsięwzięciem, że 99% ludzi nawet nie wie, w co się pakuje. Uważam, że większości się wydaje, że wiedzą, a realizmu w tym zero. Oczywiście to nei żadna negatywna ocena dzieci, za to i owszem negatywna ocena pensjonarskiego idealizmu mamuś i tatusiow adopcyjnych, którym się chyba wydaje, że "wszystkie przeszkody pokonają miłością". Co jest oczywiście g*** prawdą.
      Nie wierzę, że to jest coś, na co się można przygotować.
      • rafalzalu Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 10:24
        NIe wiem jak jest w PL czy gdzie indziej, ale w UK jest bardzo duży nacisk żeby dziecko było z tego samego kręgu kulturowego/narodowości/rasy itp co rodzice adopcyjni.

        Własnie dlatego, że adopcja jako taka jest trudnym przedsięwzięciem i trzeba (w miarę możliwości) unikać dodatkowych, potencjalnych, trudności.

        A pensjonarski idealizm to powinien zostać wyłapany i zlikwidowany w czasie szkoleń i przygotowań RA. U nas sam proces akceptacji jako RA (zanim nawet zacznie się szukać dziecka dla RA) trwa ok roku i na początku zajęć grupowych wszyscy mieliśmy wrażenie że wręcz starają się nas zniechęcić wink
    • zofijkamyjka Re: Z litości. Prawdziwy portret adopcji 01.10.15, 20:01
      a mi żal było także rodziców adopcyjnych. Dziecko z zaburzonymi więziami /a u tej dziewczynki moim zdaniem zaburzenia były daleko posunięte/ zamienia życie najbliższych w gehennę. Oni tez byli ofiarami tego oszustwa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka