kocianna
08.12.15, 11:38
Coraz częściej słyszę, że wychodzenie z domu bez śniadania to grzech ciężki.
Żeby coś zjeść, muszę być całkowicie rozruszana i rozbudzona, no i muszę mieć spokój. Zwykle potrzebuję ok. 2 godzin od wstania, żeby móc cokolwiek przełknąć: to jest czas idealny na wyprawienie dziecka do szkoły i siebie do pracy. Jestem w niej 15 minut wcześniej właśnie po to, żeby zacząć dzień od kawy i śniadanka.
Wcześniej nawet jogurt staje mi w gardle i wywołuje odruch wymiotny.
W weekendy mam to samo, jeśli obudzę się o 9, posiłek zjadam ok. 11, wcześniej zaliczam dłuższy spacer z psem i śniadaniowe zakupy.
Czy ktoś też tak ma, czy tylko ja jestem taka "nieodpowiedzialna"?