kita.szek
10.12.15, 13:27
Mam problem z koleżanką, z którą znam się od 15 lat.
Ponieważ aktualnie nie mam pracy, jestem w domu - to ona uważa, że może niemal codziennie wpadać na herbatkę. Koleżanka ma własny sklep i pracownika, więc jest dość mobilna.
I dziś miałam telefon rano od niej: "cześć, gdzie jesteś?"
ja: "W domu, ale jestem zajęta "
ona: "A co ty właściwie masz takiego do roboty? Pewnie tylko głaszczesz zwierzęta, a to nie jest praca"
ja: "Jestem zajęta. Nieważne czym, po prostu jestem zajęta."
ona: "Nie bądź chamska. To ja wpadnę za 10min."
i bach słuchawką (tzn. rozłącza się)
Po czym przyjeżdża, rozsiada się, herbatka, kanapeczki i tłumaczy mi, że robi to dla mojego dobra, bo ja w ogóle do ludzi nie wychodzę (co jest prawdą, że mocno ograniczyłam kontakty z wieloma znajomymi, taki po prostu mam towarzyski okres wycofania się ).
I tak, koleżanka potrafi wpadać (czasem niezapowiedzianie) nawet 3x w tygodniu.
Jak nie odbieram od niej telefonów, to wydzwania po kilka-kilkanaście razy. A następnego dnia dostaję smsa, że kontaktuję się z nią tylko jak czegoś chcę (co nie jest prawdą, bo wiele razy byłam inicjatorką wspólnych wyjść, czy pomagałam jej coś przy sklepie).
Dzwoni do mnie rano, w południe i wieczorem - przeważnie z niczym konkretnym, po prostu zapytać co u mnie (bo mnie lubi - tak mówi) i za każdym razem gadka jest taka sama, że co ja właściwie mam do roboty, że niby taka zajęta jestem.
Ale jak jej mówię konkretnie: czytam, sprzątam, siedzę w papierach - to ona i tak twierdzi, że wpadnie tylko na herbatkę, bo z nikim się nie spotykam.
Z jednej strony nie chcę jej mówić, żeby się ode mnie wreszcie odczepiła (bo znamy się tyle lat, niejedno razem przeżyłyśmy, mamy mnóstwo wspólnych znajomych - to chyba najbardziej mnie stopuje przed kategorycznym rozwiązaniem relacji), z drugiej strony tak strasznie mnie męczy ten jej brak zrozumienia, ogłady, to wścibstwo i wpraszanie się. Nie mam radości z tych spotkań, bo są co chwilę. Z chęcią bym się z nią umówiła np. raz w tygodniu.
Aktualnie jest na mnie obrażona, bo napisałam jej smsa (w rozmowie telefonicznej, czy twarzą w twarz, albo nie daje dojść do głosu, albo tak przekręca wszystko, że właściwie i tak, w jej mniemaniu, ma rację), że mam dość jej nagabywania i komentowania mojego życia.
Dla niej jest wszystko, albo nic - więc teraz nie ma nic, a jak się pogodzimy, to znowu będzie nachalnie właziła w moje życie.
Jak to poprawić tę naszą relację?