Dodaj do ulubionych

Wizyta u teściów...

18.01.16, 14:23
Mąż chce byśmy pojechali do nich na parę dni w ferie ale mi się nie chce.... nie bardzo się lubimy i ciężko mi znosić fochy teściowej prze parę dni.... bo nie było jeszcze odwiedzin by nie było jakiegoś spięcia lub fochów teściów itp... ogólnie to nie zależy im na kontakcie z nami i z wnukami.... ale mąż ciąga nas tam raz na jakiś czas (1 do 2 razy w roku...) i teraz też zaczyna coś przebąkiwać a mnie już ciarki przechodzą na samą myśl wyjazdu do nich.... Moja niechęć do nich to nie zwykły kaprys ale masa przykrych doświadczeń które przez ponad 10 lat się skumulowały i o których długo by opowiadać..... Proponowałam mężowi by pojechał np sam ze starszym synem ale ani on ani syn nie chcą jechać beze mnie i tu mam dylemat bo nie chcę dziecku zabraniać kontaktu z dziadkami ale sama nie mam naprawdę ochoty u nich parę dni mieszkać.... niestety za daleko mamy do nich by jechać na jeden dzień.. . co robicie w takich sytuacjach....? nie bardzo mam chęć marnować parę dni ferii po to tylko by znowu wrócić do domu w złym humorze i zmęczona podwójnie bo dziadkowie i tak nie poświęcą dzieciom wcale czasu więc cały czas mam dwójkę na głowie... do tego podróż.... pakowanie i rozpakowywanie i brak jakiejkolwiek satysfakcji z odwiedzin.... ma ktoś podobny problem?
Obserwuj wątek
    • drinkit Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 14:31
      Powiedz dobitnie ze nie jedziesz i kropka, przeciez nic im sie nie stanie bez ciebie. Dbaj o swoje nerey, a to rozwiazanie zdaje sie najblizsze salomonowemu.
      • cosmetic.wipes Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 14:33
        > Powiedz dobitnie ze nie jedziesz i kropka

        Powinna powiedzieć dobitnie, że nie jedzie i walnąć wielokropkiem big_grin
        • noowaak Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 14:36
          big_grin
        • rosapulchra-0 Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 16:43
          big_grinbig_grinbig_grin
    • afro.ninja Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 14:37
      Moim zdaniem masz problem z odmawianiem mezowi. To problem meza i syna, a nie twoj!
    • noowaak Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 14:37
      Niech mąż jedzie sam z dziećmi i już.
    • kolpik124 Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 14:39
      a może chodzi tu o twoje fochy?

      dlaczego zawsze teściowa to ta zła? tylko dlatego, że na forum jest relacja tylko jednej strony?
      • ola_dom Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 14:54
        kolpik124 napisała:

        > a może chodzi tu o twoje fochy?

        Wszystko jedno. Nie chce jechać tam, gdzie się źle czuje, wolno jej.
        • rasowa_sowa Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 15:05
          Z jednej strony wolno jej, nikt jej przecież siłą nie zaciągnie.
          Ale z drugiej.. jest częścią rodziny. Rodzina składa się też z jej męża (który ma dziwną potrzebę obejrzenia rodziców raz w roku)*, jej dzieci, dla których choćby minimalny kontakt z dziadkami też jest potrzebny (o ile nie są skończoną patologią, albo w inny sposób nie krzywdzą dzieci).

          No i teraz pytanie jak to wszystko zważyć i wypracować kompromis. Kompromis zależy od tego czy teściowie to potwory, czy po prostu ludzie z normalnymi wadami. Nie bez znaczenia jest też wizja rodziny autorki. Czy zerwanie kontaktów z teściami to jest coś co akceptuje i co chce pokazać swoim dzieciom. Czy mąż jest z tych ciapowatych, którzy nie potrafi stanąć po stronie żony wtedy kiedy powinien. To wszystko trzeba przemyśleć i postępować zgodnie z wynikiem: albo jechać bez nastawienia męczennicy, albo powiedzieć wprost: stary, twoi rodzice mnie nie interesują, rób sobie co chcesz.

          *tak, wiem niech sam jedzie. A jak woli z nią to ma problem, ha, ha!
          • ola_dom Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 15:15
            rasowa_sowa napisała:

            > jej dzieci, dla których choćby minimalny kontakt z dziadkami też jest potrzebny

            to:

            bo dziadkowie i tak nie poświęcą dzieciom wcale czasu

            mnie zastanowiło. Czy ten wyjazd nie jest potrzebny głównie mężowi - synowi swoich rodziców, a nie wnuczętom. I dlaczego on tak się upiera, żeby żona koniecznie z nim jechała?
    • angela26mama Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 14:44
      Rozumiem Cię doskonale. Też nie mam dobrych kontaktów z tesciową. tesciowe naprawdę potrafią uprzykrzyć zycie i zepsuć nastrój i chec do wszystkiego na ładnych kilka dni jak nie lepiej. Nawet nie wiesz jak zazdroszczę Ci, ze widzisz sie z nia raz do dwóch w roku. Ja nie mam takiego luksusu i muszee znosic swoja teściową prawie codziennie. A jak reaguje Twój mąż na te spięcia miedzy Wami? Czy potrafi postawic do pionu swoją matkę kiedy powietrze robi sie zbyt geste? Moja rada, ustal z góry z męze, że jedziesz ze względu na niego i dzieci, ale jeżeli dojdzie do jakiejkolwiek nieprzyjemnej sytyacji ona ma sie tym zając, bo nie chcesz spedzac kilku wolnych dni w roku zjadająć nerwy. Może uda wam sie dojśc do porozumienia, aby spedzic pare dni u teściów, a reszte wolnego czasu moglibyscie poswięcić na jakąś wycieczke w ładne , przyjemne miejsc tylko dla waszej rodziny. Może gdzies niedaleko tesciów lub w drodze powrotnej do waszego domu znajdziecie fajne miejsce , gdzie możecie zatrzymac sie na resztę ferii. Znam bardzo dobrze sytuacje , w której teściowa jest jak wampir energetyczny więc trzymam za Ciebie kciuki i pomysl o tym ,że widzicie sie tak rzadko o czym niektóre synowe moga tylko pomarzyc. ja osobiście mogłabym znieść ja nawet dwa tygodnie pod jednym dachem raz w roku niz zyc w stresie dzien w dzięn. Powoedzenia autorko
      • koronka2012 Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 17:54
        angela26mama napisała:

        > > Moja
        > rada, ustal z góry z męze, że jedziesz ze względu na niego i dzieci, ale jeżel
        > i dojdzie do jakiejkolwiek nieprzyjemnej sytyacji ona ma sie tym zając, bo nie
        > chcesz spedzac kilku wolnych dni w roku zjadająć nerwy.

        Ale po co się umartwiać, skoro można tego w prosty sposób uniknąć?
        Teściowie w tym wieku są niereformowalni, nawet z obroną męża i tak będą podnosić ciśnienie. Co z tego, że mąż się odezwie skoro i tak zajmowanie się dziećmi i cała otoczka spadnie na nią?
    • rasowa_sowa Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 14:47
      To czy twój foch jest uzasadniony czy nie to wiesz sama, ale nie rozumiem dlaczego jesteś zmęczona tym, że masz dwoje dzieci na głowie. Po pierwsze to chyba twoje dzieci więc powinnaś być przyzwyczajona do ich towarzystwa, a po drugie to jedziesz tam z ich ojcem, więc opieką możesz się podzielić.
      Musisz chyba inny pretekst wymyślić.
      • volta2 Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 14:53
        i pewnie jest przyzwyczajona do towarzystwa dzieci, ale jeśli muszą siedzieć w małym pokoiku bo na wspólnym terenie ona czuje się nie swojo - to już jest problem.
        dodatkowo wystarczy duży dom nieprzystosowany do małego dziecka (schody, kontakty, kryształy babci) - to można leżeć i kwiczeć
        (byłam ostatnio u moich rodziców i zajrzała kuzynka z córką lat 2 - nie posiedziała przy stole nawet minuty, bo mała albo zwalała wszystko co było w zasięgu ręki, albo lazła na schody albo się wydzierała - gdy moje dzieci były w tym wieku, to wszystko było zabrane z ich zasięgu, schody to już nawet nie pamietam jak ogarniałam ale z ulgą wracałam do siebie)
        • rasowa_sowa Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 14:55
          Nie no, w jakim małym pokoiku? W nieogrzewanej komórce! smile
      • jehanette Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 15:48
        Towarzystwo własnych dzieci w domu albo w wybranym osobiście przyjemnym otoczeniu, to co innego niż w cudzym domu, gdzie się nie przepada za gospodarzami, nie czuje dobrze ale pewnie z racji na wymóg pielęgnowania więzi rodzinnych nie należy się urywać by choćby iść na spacer...
        • rasowa_sowa Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 16:01
          Nie poświęcają dziecku nawet minuty, ale na spacer też nie wypuszczą? I pewnie męża separują żeby się matka polka umęczyła samodzielną opieką smile
      • nena20 Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 15:56
        U mnie też teściowie raczej nie interesują się wnukami, podczas pobytu u nich opieka spada na męża.
    • majaa Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 14:47
      Nie, nie mam takiego problemu, bo nie wyobrażam sobie braku szczerej rozmowy z mężem w takiej sprawie. Powiedziałabym mu w czym rzecz i albo pojechalibyśmy razem na krócej (raz w roku przez dwa, trzy dni jakoś bym się chyba przemęczyła) albo musiałby jechać z dziećmi beze mnie.
    • miedzymorze Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 16:26
      Nie da się zrobić tak, żeby nie mieszkać u teściów ?
      Jakaś fajne miejscowość niedaleko, cokolwiek tak żeby być gdzie indziej, ale na tyle blisko, żeby można było odwiedzić teściów (ale nie byc u nich non-stop)

      pozdr,
      mi
      • bunkowa Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 18:40
        Dokładnie tak. Znaleźć fajne miejsce, zaplanować trochę atrakcji w pobliżu a w międzyczasie wyskoczyć do dziadków. Jeszcze lepiej sobie zaplanować spa/masaż/cokolwiek babskiego a chłopa z dziećmi wysłać w "odwiedziny"
    • koronka2012 Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 17:49
      Cóż - ja nie przejmowałabym się fochami - jeśli nie chcą jechać bez ciebie, to widocznie wcale nie chcą jechać tongue_out i twardo mówiła, że jak chcą jechać - to bez ciebie. Jak im zależy, to się przemogą, naprawdę.

      Mi poza wszystkim innym byłoby najzwyczajniej szkoda urlopu, żeby spędzać go w takiej atmosferze. pracujesz? możesz posiłkować się argumentem, że inni zaplanowali urlop w tym terminie.
    • iwoniaw Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił się 18.01.16, 18:09
      przemóc, aby raz do roku pojechać ze mną i dziećmi na parę dni do moich rodziców, to uznałabym, że w ogóle się ze mną nie liczy, ma w odwłoku moje potrzeby i w ogóle zachowuje się beznadziejnie.
      Cóż takiego robią teściowie w czasie waszych wizyt, że nie jesteś w stanie raz w roku przemóc się dla męża i ich odwiedzić?
      • koronka2012 Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 18.01.16, 18:32
        Z ciekawości - co wizyta u rodziców ma wspólnego z twoimi potrzebami?

        twoją potrzebą jest zobaczenie rodziców - zrozumiałe, ale dlaczego mąż MUSI ci towarzyszyć, jeśli np. nie jest tam mile widziany? i dlaczego twoja potrzeba pokazania się z mężem jest ważniejsza od jego potrzeby świętego spokoju i nie dokładania sobie stresów?
      • rasowa_sowa Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 18.01.16, 18:51
        Myślę podobnie. O ile u moich rodziców nie działaby mu się jakaś krzywda (na którą z kolei ja nie pozwolę) to nie wyobrażam sobie że mąż mówi że nie chce oglądać moich rodziców ten raz w roku, "bo ceni sobie święty spokój".

        Też jestem ciekawa co ci tesciowie wyprawiają, poza niezajmowaniem się wnukami (co męczy synową). I jeszcze czy prawo do weta spotkań rodzinnych przysługuje tylko autorce, czy mężowi też smile
        • koronka2012 Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 18.01.16, 19:23
          Mnie na serio zastanawia ten wkodowany przymus składania wizyt rodzinnych wyłącznie parami, nawet jak relacje są fatalne. Cóż jest takiego zdrożnego w spędzeniu paru dni z własnymi rodzicami żeby trzeba było ich towarzystwem katować współmałżonka? co innego np. święta, a co innego wyjazd bez okazji, jak w tym przypadku. Pomysł, żeby marnować tydzień urlopu na siedzenie u teściów uważam za kuriozalny, nawet jak są sympatyczni, a jeśli nie są - w ogóle jest z gatunku "po moim trupie".

          Temat "nie pozwalania" na krzywdzenie współmałżonka jest dość teoretyczny, bo co z tego, że mąż/żona zareaguje skoro krzywdzące słowa padły WCZEŚNIEJ? nie zniweluje to negatywnego odbioru, i nie sprawi, że wizyta stanie się miła.
          • rasowa_sowa Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 18.01.16, 19:36
            Ale to nie jest żaden wkodowany przymus, tylko moje życzenie. Taką mam wizję rodziny, że rodzice mojego męża zasługują na moją życzliwość i nieczepianie się byle pretekstu żeby wymiksować się z tej jedynej w roku wizyty (!!) takiego samego szacunku oczekuję dla swojej rodziny.
            Ty przecież nie musisz mieć tak samo, nie jesteś moim mężem.
          • rasowa_sowa Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 18.01.16, 19:39
            A, i nie chodzi o wyłączne odwiedziny parami, tylko o jedną wspólną wizytę w roku. Normalnie szczyt poświęcenia smile
            • iwoniaw Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 18.01.16, 19:49
              No dokładnie, widzę to w ten sposób właśnie jak sowa opisuje.

              A co do mojej "potrzeby pojawiania się parami" w kontekście towarzyszenia mężowi raz do roku (!) podczas odwiedzin u rodziców - no owszem, m.in. po to mam męża, żeby z nim odwiedzać rodzinę/chodzić na imprezy/podejmować decyzje dotyczące różnych sfer życia. Tak, potrafiłabym to wszystko robić sama i gdybym tego chciała, to po prostu nie wychodziłabym za mąż.
              • bei Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 18.01.16, 19:56
                Pomysl, ze dla tesciowej to tez trudniejsze dnismile- zapewne stresuje sie, ze najazd gosci, ze synowa humorzasta, ze ma wiecej pracy....a mimo to, nie mowi Wam- nie przyjezdzajcie, tylko drzwi otworem stoja.
                Idz na kompromis, badz mila, by Twoim bliskim milo bylo, a wowczas i Ty w lepszej atmosferze te dni spedzisz.
                Bedzie dobrze!
              • koronka2012 Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 18.01.16, 20:31
                Nadal nie rozumiem popadania w skrajności, owszem, mąż pełni funkcje reprezentacyjnetongue_out i głupio iść na wesele/chrzciny czy święta pozostawiając połówkę w domu, ale bez przesady - nie rozumiem konieczności ciągnięcia współmałżonka na KAŻDĄ wizytę, bo tak. Co z tego, że mowa o 1-2 wizytach w roku, skoro to nie jest wpadnięcie na obiad, tylko upiorny tydzień? naprawdę nic w tym dziwnego, że normalny człowiek wolałby odpocząć niż spędzić go w toksycznym towarzystwie.

                Domagałabyś się obowiązkowej asysty męża, gdyby stale wysłuchiwał od twojej rodziny uszczypliwości? nawet jeślibyś ich pacyfikowała, atmosfera i tak byłaby skwaszona.
                • iwoniaw Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 18.01.16, 20:37
                  W momencie, w którym uznałabym, że moja rodzina przesadza, dostaliby jasny komunikat, że nasza (!) noga u nich nie postanie, dopóki się nie uspokoją.
                  Dopóki uważałabym, że to mąż szuka dziury w całym, dopóty wymagałabym "asysty", proste.

                  No i nadal nie wiemy, na czym właściwie polega "upiorność" w przypadku autorki wątku, bo póki co, to napisała, że jej się "nie chce", a poza tym pakować się trzeba i dzieci dozorować w czasie pobytu. No więc dla mnie takie argumenty męża to byłyby baaardzo naciągane argumenty.
                  • dabea Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 18.01.16, 20:47
                    Takie kontakty są ważne dla męża i dzieci( wnuków). Warto dla nich to zrobić.
                  • koronka2012 Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 19.01.16, 22:20
                    Sęk w tym, ze twoja wrażliwość na pewne komunikaty, a wrażliwość męża to dwie różne sprawy. Dla ciebie mąż (albo autorka) może szukać dziury w całym, ale ważne są odczucia samego/samej zainteresowanej, a nie to, jak to odbiera ktoś z boku. Mnie przykładowo nadopiekuńczość byłej teściowej doprowadzała do piany, dla mojego eks - była wkodowanym standardem.

                    Autorka pisała o ciągłych fochach, o tym, że żadna wizyta nie obyła się bez kwasów - nie musi wyjaśniać ani rozwijać tematu, żeby zyskać na wiarygodności. DLA NIEJ te wizyty są niekomfortowe i psychicznie i logistycznie. I to jest wystarczające uzasadnienie, żeby nie jechać - bo nie jest przez gospodarzy wyczekiwana. Jej obecności domaga się mąż a nie teściowie (śmiem podejrzewać, że z czysto egoistycznych pobudek - żeby nie musiał się zajmować dzieckiem).
                    • iwoniaw Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 19.01.16, 22:33
                      Oczywiście, dlatego w takiej sytuacji należy przede wszystkim rozmawiać z mężem i jasno precyzować, czego się od NIEGO oczekuje. Ale to co innego niż negowanie już na wstępie jego prawa do jakichkolwiek oczekiwań wobec żony co do wizyty u jego rodziców.
                    • lady-z-gaga Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 20.01.16, 08:24
                      >Sęk w tym, ze twoja wrażliwość na pewne komunikaty, a wrażliwość męża to dwie różne sprawy.(...) Mnie przykładowo nadopiekuńczość byłej teściowej doprowadzała do piany, dla mojego eks - była wkodowanym standardem.

                      I to jest doskonały przykład złej woli, lepszego nie trzeba.
                      Nadopiekuńczość miałaby byc powodem, żeby rezygnowac z wizyty raz w roku? to raczej nerwy trzeba podleczyć, jesli bzdury doprowadzają kogoś do piany.
                      • pade Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 22.01.16, 10:45
                        Nie wiem czy bzdury. Lata temu, jak byłam młodą mężatką z małym dzieckiem, wizyty u teściów polegały na tym, że mąż miał zasiąść przy stole i czekać na obiad, a ja miałam ten obiad podawać, posprzątać po nim, i jednocześnie zajmować się dzieckiem. Po obiedzie mąż szedł na drzemkę do innego pokoju a ja zabawiałam teściów rozmową i ...zajmowałam się dzieckiem. Kiedy mąż się wyspał wracaliśmy do domu.
                        Nie ukrywam, że nienawidziłam tych wizyt, a mąż zbierał ode mnie bęcki za dostosowywanie się do poleceń mamusi.
                        Jak sobie przypomnę ten czas to mnie ciarki przechodząbig_grin

                        ps. to trwało 2-3 lata, za mało asertywna byłam, biorę to na klatę, teraz mamy zupełnie inne relacje.
                        • zuzi.1 Re: Szczerze mówiąc, gdyby mój mąż nie potrafił s 22.01.16, 21:51
                          O rany...przyznaje, ze szczeke z wrazenia zbieram z podlogi smile a co w tym czasie robila tesciowa, ktora wizytowaliscie?
            • misterni A to zależy od okoliczności, czasem jest to szczyt 19.01.16, 22:52
              poświęcenia. Osobiście byłam w takiej sytuacji i też nie chciałam jeździć. Ale miałam pełne wsparcie męża, który nie chciał jeździć do swoich rodziców jeszcze bardziej niż ja, a ojcu powiedział, że dopóki mnie nie przeprosi, nie będzie kontaktów z wnuczką.


              rasowa_sowa napisała:

              A, i nie chodzi o wyłączne odwiedziny parami, tylko o jedną wspólną wizytę w roku. Normalnie szczyt poświęcenia smile
    • agaja5b Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 20:47
      Jak dla mnie to co napisałaś na początku jest naprawdę wystarczającym i racjonalnym powodem żebyś się uparła i nie jechała, chyba że na weekend. poza tym to że ty nie jedziesz nie znaczy że zabraniasz dziecku kontaktu z dziadkami, syn przeciez nie jest przyspawany a skoro nie chce jechac bez ciebie może sam czuje sie tam niezbyt pewnie i nie czuje że ojciec wystarczająco "zabezpieczy mu tyły" w kontakcie z dziadkami, tylko zajmie sie sam sobą a on będzie musiał żebrac o uwagę a to dziadków a to ojca. Chyba więc jestes tam potrzebna niejako dla animacji swojej rodziny. Ja bym podziekowała za takie atrakcje.
    • aka10 Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 21:09
      Nie jedz. Co to znaczy, ze maz nie chce bez Ciebie jechac? Ty nie chcesz z nim.
    • paniwaz Re: Wizyta u teściów... 18.01.16, 21:36
      Ciężko pracujemy, chodzimy w pionie, potrafimy dokonać analizy zysków i strat, zatem wierzę, że świadomie dokonujesz wyboru. Wielokrotnie zawodowo rodzą mi się dylematy, po której stronie stanąć: mojej firmy czy gościa i jeżeli szala choć minimalnie przechyla się w stronę Gościa, momentalnie opowiadam się za nim, choć to zawsze generuje stratę finansową na rzecz wątpliwego zysku w postaci wiernego gościa. W tych okolicznościach mogę poradzić Ci, abyś rzetelnie dokonała bilansu i podjęła decyzje w oparciu o jego wynik. Choć gó...any ze mnie matematyk, to średnią bez problemu potrafię wyliczyć z wartości tj: rodzina/wartości rodzinne, tradycja, znaczenie dziadków dla dzieci/dzieci dla dziadków, przyjemności/nieprzyjemności, poziom stresu dla Ciebie/dziadków, co możecie zyskać/stracić. Określ też poziom poświęcenia, który jesteś gotowa dziadkom podarować, ilość takich urlopów w identycznym składzie przed Wami oraz spróbuj ubrać się na chwile w buty teściów. Samych dobrych decyzji życzę!
    • brysiczka Re: Wizyta u teściów... 19.01.16, 19:50
      niestety mam podobnie sad z teściową zupełnie się nie dogaduję i w związku z tym każde spotkanie z nią jest dla mnie co najmniej trudne. Nawet nie chodzi o to, że moja teściowa jest upiorna, bo nie jest. Ona po prostu jest inna niż ja, nie rozumiemy się. Ona często nawet nie rozumie tego co mówię, zawsze jakoś wszystko opacznie interpretuje (co zresztą często po fakcie wychodzi dopiero). Jest też wg mnie mało delikatna, raczej prosta i bezpośrednia, do tego trochę wścibska i krytykująca. Niby nie robi tego złośliwie, ale ostatecznie wychodzi jak wychodzi. Dopóki nie było dzieci, to jakoś ją znosiłam, ale uwagi dotyczące dzieci, zwłaszcza przy pierwszym dziecku, mocno mnie dotykały i mam za to do niej dużo żalu. Ona oczywiście uważa, że wszystko jest ok, a nikt nie ma ochoty i chyba też siły sprawczej żeby ją uświadomić. Rozmowa z teściową się kompletnie nie klei, a nawet z pozornie niewinnego stwierdzenia rodzi się czasem nieporozumienie i "kwas" gotowy. Ja się denerwuję, mój mąż się denerwuje, najczęściej to my się ostatecznie kłócimy i nie jest miło. Mam dwoje malutkich dzieci i niestety nie mogę sobie pozwolić, żeby mąż pojechał z nimi sam. Wyjazd wygląda tak jak u Ciebie - teściowie niewiele pomagają. Do tego dom kompletnie niezabezpieczony, strome schody, pełno bibelotów wszędzie, itp. itd. Dzieci oczywiście w domu też są na mojej głowie, ale pomaga mi mąż. A moja teściowa zleca mu różne zadania, więc jego pomoc u teściów jest ograniczona, do tego zwyczajnie chce trochę posiedzieć i pogadać z rodzicami i bratem. Zwykle przed samą wizytą jest mega pakowanie, nierzadko do późnych godzin wieczornych, lub wcześnie rano, potem męcząca droga, a na miejscu nic nie przygotowane - muszę sobie sama przywieźć łożeczka turystyczne żeby dzieci miały gdzie spać, pościele, plus wszystko inne. Normalnie nie do wyobrażenia. Nie ma mowy o tym żeby teściowie cokolwiek przygotowali, mój mąż uważa że to nie ich kwestia i nie będzie ich o nic prosił. Więc jeszcze wszystko muszę sobie sama przyszykować. Dodam, że maluchy na "moc atrakcji" w nowym miejscu reagują generalnie brakiem współpracy np. w kwestii spania. Więc nie jest to tak samo jak w domu, tylko o wiele gorzej. Teściowa okupuje nieustannie kuchnię, więc nawet z umyciem butelek miałam problem, już nie mówiąc o tym że gotowanie czegoś dla dziecka w cudzej kuchni gdzie wszystkiego muszę szukać albo się prosić (a i tak niektórych rzeczy, np. blendera, przez długi czas nie było) nie jest komfortowe. Swoje mieszkanie mam urządzone tak żeby mi było wygodnie, wiele czynności jest wyćwiczonych, i ja i mąż wiemy co mamy robić, a każdy taki wyjazd to jest wielka rewolucja. Jak jedziemy do moich rodziców to też jest to skomplikowane, ale pomoc ze strony Dziadków w jakiś sposób to rekompensuje. Plus dom i nasze pokoje są przystosowane i przygotowane dla nas, a kuchnią zajmuje się Babcia tak zeby wszyscy byli zadowoleni i najedzeni. Teściowie w ogóle się nie poczuwają, i moim zdaniem to nie jest ok. I szczerze mówiąc mam gdzieś że teściowa się szykuje, bo niestety moje dzieci tego nie jedzą (więc ja im muszę coś skombinować), a ja też zazwyczaj nie mam czasu nawet usiąść bo są dzieci. "Pomoc" teściowej ogranicza sie do fochu, że nie siadam do stołu skoro ona się tak naszykowała - kwestia, co się wtedy będzie działo z maluchami, jakby nie istniała, bo w ogóle teściowie mają niezbyt ambitny pogląd na zajmowanie się dzieciakami, generalnie dzieciaki mogą się generalnie zajmować same sobą. A dodam że syn ma 3,5 roku i córka ma 9 m-cy. Nie wiem jak to będzie, do tej pory miałam wymówkę że córka jest malutka, ale teraz raczej pewnie będę musiała jechać - w okolicy wielkanocy raz i potem w wakacje drugi - póki co zgadzam się na wyjazdy typu przedłuzony weekend max. 3 dni bo dłużej tam nie wytrzymuję. Ta sytuacja zwyczajnie mnie wkurza - hipokryzja teściów że niby tacy są zakochani we wnukach, ale tylko jak wszystko wokół nich jest zrobione przez nas. Wyrosłam w rodzinie gdzie dziadkowie bardzo się angażowali w nasze wychowanie i po prostu zachowanie teściów wydaje mi się mega egoistyczne. Cały czas z mężem prowadzimy różnie nasiloną "dyskusję" na temat relacji z teściami, mój mąż ubolewa że z moimi rodzicami mamy częstsze i dłuższe kontakty, ale to jest kwestia jak te kontakty wyglądają. I nie zgadzam się z opinią że synowa ma nie mieć przyjemności z wyjazdu bo to są obowiązki względem rodziny. Uważam że wszyscy w rodzinie powinni się postarać żeby dla każdego takie spotkanie było przyjemne - przecież to są dni wolne, urlop, i człowiek tez ma ochotę odpocząć po całym tygodniu pracy. Ja jeżdżę z mężem, bo obowiązek obowiązkiem i uważam że jednak fajnie by było jeździć razem, ale mam duży żal do teściów że tak do tego podchodzą i nie widzą tego że swoim zachowaniem w dużej mierze wpływają negatywnie na te kontakty. Niestety jakieś ograniczone rozmowy z teściami nie dały efektu, mąż próbował też trochę sam, ale to są ludzie "niereformowalni", niby chcą się spotykać ale chyba tylko tak żeby im było wygodnie. Ja już sama nie mam pomysłu jak to załatwić, więc wszelkie dobre rady chętnie też przyjmę smile
      • turzyca Re: Wizyta u teściów... 19.01.16, 23:13
        Ja może czegoś nie ogarniam, ale po co Ci blender u teściowej? Na te trzy dni nie można wziąć sloiczków z gotowym jedzeniem? I co trzeba robić z np. półrocznym dzieckiem przy stole, że nie można zjeść? Na ręku trzymać, ok. Ale to spokojnie może ojciec robić, dlaczego Ty nie jesz?
        • brysiczka Re: Wizyta u teściów... 20.01.16, 12:27
          wiesz, to jest trochę bardziej skomplikowane, ale już nie chciałam przedłużać. Miałam taki okres że nie chciałam się narażać na krytykę i unikałam tematów spornych, do których należały słoiczki. I w związku z tym blender miał szansę ułatwić mi życie. Oczywiście to nie jest tak że to jest super potrzebne (mozna przecież pokroić lub przetrzeć) raczej chodziło mi o to, że moja kuchnia jest moim wygodnym miejscem ze wszystkim co potrzebuję do sprawnego funkcjonowania a kuchnia teściowej nie jest. A co do siedzenia przy stole to może ze spokojnym (takim które nie próbuje ściągać obrusa) półrocznym dzieckiem można nawet siedzieć przy stole, wymieniając się z mężem tak żeby każdy zjadł, ale niestety dodatek trzylatka, który u dziadków wydziwia jak mało kiedy a w ogóle to szkoda mu czasu na jedzenie, bo przecież skakanie ze schodów jest ciekawsze, wyklucza możliwość delektowania się przysmakami od teściowej wink
    • paniwaz Re: Wizyta u teściów... 19.01.16, 22:06
      Czytając Viki i Brysiczke stwierdzam, że żyję w cudownym świecie! 9 tc, wymiotować mi się chce 24/7, wszystko śmierdzi, mam zapalenie oskrzeli o zwolnienie do piątku, plamienia z powodu napadów kaszlu, wysiłku i huk wie, czego jeszcze, a do mnie na 8 dni wczesał się wiekowy i schorowany teść z bratankiem- gimnazjalistą na ferie. Teść mój wspaniałym człowiekiem jest, ale kiedy czuję się jak gó..., doceniałabym go bardziej, gdyby ... był u siebie! Tymczasem od bladego świtu robię kanapeczki, herbateczki i pie...czki, 50 razy zeszłam na dół z sypialni, bo: "coś tu piszczy, jak to włączyć/wyłączyć, gdzie masz dżem/ścierki/soki/etc.". I choć nie poświęcam im czasu jak zawsze, nie zabieram po pracy na kręgle, do kina, na czekoladkę do Wedla, golonki do Podwala i spacery w inne atrakcyjne miejsca, oni nie czują, że to nie najlepszy czas i miejsce na spędzanie ferii. Choć asertywności mi nie brakuje, za Chrystusa nie powiem im, że mają spadać, bo dramatu nie ma, jeszcze nie umieram, teść to teść a najwyraźniej im pasuje taka "aktywność" czyt. bierność. Jedynie z żelazną konsekwencją pilnuję, żeby zaprowadzali i odprowadzali synka do szkoły, co daje mi 30 minut odpoczynku od nich i dźwięków sportu z TV a także obowiązkowo uczestniczyli w atrakcjach organizowanych dla nich przez męża. Teść się dziś trochę opierał, że nie ma ochoty nigdzie wychodzić wieczorem "bo jest mecz" za 4 godzin. Mąż był blisko ugody, ale pograłam psychologicznie o radości wnuczków z dziadziusiem i szczęśliwie dla mnie wyszedł na kręgle, co dało mi 2 godziny wytchnienia i spokoju. Dam radę, jeszcze tylko 4 dni!. Wy też trzymajcie się dziewczyny!
      Pani Wąż
      • miedzymorze Re: Wizyta u teściów... 19.01.16, 22:48
        Pan wąż a Twój mąż nie może wziąć urlopu i zająć się tatą ponieważ?
        spadać nie muszą, ale niech sobie radzą sami, albo dzwonią po ściereczki i kanapeczki do męża, po kiego grzyba robisz z siebie służącą na każde gwizdnięcie ?

        pozdr,
        mi
        • paniwaz Re: Wizyta u teściów... 19.01.16, 23:35
          miedzymorze napisała:
          > Pan wąż a Twój mąż nie może wziąć urlopu i zająć się tatą...
          Nie sądzę, że to dobry pomysł. Bez dwóch zdań ciekawiej urlop wspólnie wykorzystamy, a teściowi jeśli wygodnie w naszym salonie, ja 4 dni wytrzymam. Choć kruszeję już nieco i plan zadań rozdzieliłam im na jutro-smile
          Pani Wąż
          • brysiczka Re: Wizyta u teściów... 20.01.16, 12:51
            droga Pani Wąż, cudowny świat to był wtedy jak człowiek mógł spać w niedzielę do 12, a jedynym jego zmartwieniem było to czy wieczorem idziemy do kina, spotkać się ze znajomymi czy miłe tet a tet we dwoje wink od czasu dwóch kresek już niestety ten świat jest nieco bardziej parszywy wink i żeby nie było, absolutnie niczego nie żałuję, na swój sadomasochistyczny sposób uwielbiam moje dzieci i to jak wywróciły mój świat do góry nogami i wszystko skomplikowały... ale to nie o to chodzi. Chodzi o to że każdy ma swoje problemy w relacjach z innymi członkami rodziny i nie ma co się licytować, dla kogo świat jest cudowny a dla kogo nie. Ja też byłam w ciąży i nikt mnie nie traktował ulgowo, bo w 9 tc nikt z rodziny męża jeszcze o ciąży nie wiedział. A jak się dziecko urodziło to już zupełnie ulga przestała istnieć, chociaż moim zdaniem łatwiej było być w ciąży (nie mówię że fajniej, po prostu łatwiej. I tak, tez miałam mega nudności- do 14 tc - i inne dolegliwości). Oczywiście bardzo ci współczuję tych nieproszonych odwiedzin. Tylko że najwyraźniej Twoim zdaniem życie polega na tym żeby to wszystko znosić i się nie żalić, bo tak należy - chyba że źle zrozumiałam. Robiłam tak - i co z tego? coraz mniej chętnie tam jeżdzę, coraz mniej chętnie zapraszam (chociaż już wolę jak są u mnie, przynamniej wszystko ogarniam po swojemu), coraz więcej napięcia jest w tych kontaktach. Więc raczej chyba nie tędy droga.
            • brysiczka Re: Wizyta u teściów... 20.01.16, 12:59
              a i jeszcze dodam że mój problem to nie jest 1-2 razy do roku, bo z teściami spotykamy się regularnie co najmniej raz w miesiącu, jedynie ja tam jeżdżę kilka razy do roku, a reszta to są spotkania u nas, które jak napisałam jakoś znoszę. A mój mąż i tak ubolewa, że za rzadko i za mało.
    • adorra0 Re: Wizyta u teściów... 20.01.16, 07:32
      A jak wyglądają relacje męża z Twoimi rodzicami ?
    • anty_nick Re: Wizyta u teściów... 20.01.16, 12:30
      udaje ze mam cos pilnego w pracy do zrobienia tongue_out
      na szczęście moi rodzice mieszkają w jednej miejscowości co teście.
      No i nigdy u teściów nie jestem "kilka dni" tylko u mamusi tongue_out
    • conena Re: Wizyta u teściów... 20.01.16, 13:11
      o proszę, a ja jeszcze do niedawna zionęłam zazdrością w kierunku małżeństw z odległymi teściami. bo to można rzadziej odwiedzać, a jak już się rzadziej odwiedza, to frajda, bo wycieczka i zawsze coś nowego dla dzieci. i nocleg za darmoszkę.
      ....
      ...
      ..
      .
      • 1maja1 Re: Wizyta u teściów... 20.01.16, 13:53
        Uwielbiam posty o tesciowychbig_grin A kto pobije moja, mistrzynie taktu? Podczas ostatniej, niedawnej wizycie tesciowa, szykujac sie do wyjazdu, mowi do mnie donosnie przy mezu i tesciu: sluchaj, P. (moj maz) dal mi ta torbe podrozna ostatnio, a w tej torbie znalazlam takie majtki. Czy to nie twoje?? Dziekuje Ci kochana mamusi, wszedzie ich szukalamtongue_out
        • iwoniaw Re: Wizyta u teściów... 20.01.16, 14:15
          Ciekawe, co by zrobiła, gdybyś odparła "pierwszy raz na oczy takie majtki widzę, P., czyje to galoty dałeś mamusi w torbie?" big_grin
          • 1maja1 Re: Wizyta u teściów... 20.01.16, 14:24
            big_grin
            no widzisz, to by ja zatkalo, ech czlek nie zawsze ma glowe na karku w takich sytuacjach.
    • paniwaz Re: Wizyta u teściów... 20.01.16, 17:14
      Bysiczka, jednak opacznie mnie zrozumiałaś, bo ja za Chrystusa nie chciałabym być w Twoich butach! Twierdzę i podtrzymuję, że żyję w cudownym świecie w znaczeniu fajnych rodzinnych relacji tzn. mam super wspierających rodziców i dobrego teścia, który po prostu nie wstrzelił się z terminem. Nie jestem w najlepszej formie, ale mojemu teściowi po prostu zależy na tej wizycie! I dla jego przekonań, ja to zniosę, bo moja odmowa bardzo by go zraniła, a ja nie mam celu w takim działaniu. Nie brakuje mi w życiu asertywności, ale w tym przypadku ona po prostu nie ma zastosowania, albowiem bardziej liczą się tu jego emocje i potrzeby, niż mój komfort. Mam z tatą (teściem) bardzo dobre relacje, on uwielbia nasze dziecko, ale to nie dziadziuś na pełen etat, bo wiek i choroba go znacznie ograniczają. Ale oddaje siebie jak może, odprowadza codziennie Benka do szkoły i dla mnie to super pomoc z jego strony. Miło mi słyszeć, jak na każdym kroku Benek go woła: "Dzidziuś zobacz!", a on z trudem, ale zawsze wstaje i leci do niego.
      Twoje układy rodzinne są zgoła inne i nie przyszłaby mi do głowy sugestia "każdy ma swój krzyż, więc niech go z pokorą dźwiga. Przyznaje, że trudno tu o kompromis, gdy z drugiej strony nie płynie zrozumienie, wsparcie, pomoc oraz chęć współpracy. Nie śmiałabym też udzielać rad, bo niestety w tak patowych sytuacjach, szczęśliwie dla siebie, nie mam żadnych doświadczeń ani też sprawdzonych gotowych rozwiązań. Nasuwa mi się zawsze trudnych sytuacjach jedna refleksja: dobrze wejść na chwilę w buty drugiej strony i ocenić lub przynajmniej postarać się ocenić okoliczność z punktu widzenia drugiej strony. Powodzenia w najlepszym wyborze!
      • brysiczka Re: Wizyta u teściów... 21.01.16, 17:09
        to faktycznie, trochę inaczej to zrozumiałam. Fajnie, że wyjaśniłaś. Super, że masz, mimo wszystko, poczucie, że warto. Ja też nie mam najgorzej, bo moi rodzice, z którymi, o dziwo, nie zawsze dobrze się dogadywałam zanim wyszłam za mąż, aktualnie stanęli na wysokości zadania i jako dziadkowie sprawdzają się super (mimo, że na odległość). Współczuję osobom, które w ogóle nie mają żadnego wsparcia. Dzięki za dobre słowo i powodzenia z dzidziusiem! smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka