magdalenkaaa78
14.06.16, 21:54
Mieszkam przy malej, osiedlowej uliczce. Po obu stronach segmenty, część podzielona na dwa mieszkania, Mieszkam sobie na górze, sąsiad na dole. Sąsiad ma garaż, ja nie, bo i gdzie, więc parkuję pod segmentem, czesciowo stojąc na chodniku czesciowo na ulicy, tak jak 3/4 mieszkanców. Parkowac sie da tylko od steony wejscia, z drugiej strony nie ma miejsca. Mozna jeszcze z boku - na trawniku, ale na trawniku...?
Dwa dni temu z braku miejsca pod moim segmentem zaparkowalam po drugiej stonie uliczki, pod sgmentem sąsiada. ,,moje,, miejsce tuz pod wejsciem do segmentu bylo okupowanie przez innego sąsiada. No bywa. W ogole po tej stronie gdzie mieszkam wolnego miejsca nie bylo. Syn chory to siedzimy w domu, dzis wyrwalam sie na zakupy.
Idę do auta, mijam sąsiadow, pod ktorych segmentem stoję ( mają szeroki segmet, garaz. Bramy wjazdowej nigdy im nie zablokowalam ). Grzecznie mowię: dzien dobry, chociaz uwazam, ze sąsiad powinien pierwszy, ale niech tam....
I napada na mnie sąsiadka. Slownie. Ze gdzie ja parkuję, po ICH stronie ulicy. Do nich goscie przyjezdzają, nie mają gdzie parkowac. Tlumacze, ze tez wolalabym bezposrednio pod swoim parkowac, ale jak patkowalam, to miejsca nie bylo, oni, ze teraz jest! I ze powinnam byla przeparkowac samochod, skoro widzialam, ze sie zwolnilo. Mowię, ze nie stoje w oknie i nie patrzę, czy się zwalnia... To oni, ze powinnam parkowac w garazu. Fajnie, tylko że ja go nie mam... Tlumacze jeszcze raz, ze sasiedzi parkują na ,,moim,, to ja parkuję na innym, bo gdzies muszę. Wtraca się sasiad, ze oni chcieli tak po sąsiedzku, zyczliwie, a ja jestem bezczelna i pyszna ( sic! ). A bylam bardzo grzeczna do tego momentu, więc odparowalam, ze parkuję i będę parkowac pod swoim o ile jest tam miejsce a jak nie, to tam, gdzie będzie miejsce a im proponuję kupno domu pod miastem z 5 garazami. Facet się obrazil, sąsiadka tez.
Gdzieja mam parkowac, auto do salonu postawic?