temat jest taki: mam w ogrodzie róże
liliowe, czerwone, maslane, waniliowe, jakie tam chcecie
i tak- dwa lata temu zaatakowała moje wszytskie rosliny ogrodowe jakas cholera
poszło jak armia czerwona, pył i pozoga
sciełam do zera, co było dościecią, spryskiwałam preparatami
odżyło
w ub roku rosło tak sobie, natomiast w tym roku wybuchło przepieknie
róże dostały zdrowe, silne, błyszczące liście oraz zyliardy pąków
cieszyłam się jak wariatka
a z tych pąków wychodzą chore kwiaty

doczytałam, ze to jakis grzyb paskudny i ze sprzyja mu wilgony klimat

super, czego jak czego, ale wilgotnego klimatu na wygnaniu mi nie brakuje
co ja mam zrobić teraz? zrezygnowac z ukochanych róż?
póki co, ściełam (znowu) chore kwiaty i pąki, wyrzuciłam precz, psprzatałam ściółkę
zaraz ide po nowy środek pgrzybiczny, spryskam, podsypię dobrą ziemią
ale jestem coraz bardziej zrezygnowana i wściekła
dziewczyny -ogrodniczki, poradzcie coś i wesprzyjcie dobrym słowem