Jestem zła. Odebrałam wyniki kleszcza - zarażony boreliozą. Lekarka wyciągała na raty kleszcza, właściwe wydłubywała igłą. Chcę podać dziecku w tym wypadku antybiotyk profilaktycznie. I nie mogę o tym decydować. No psia mać! Jak jest przeziębiony drugi tydzień z rzędu to lekarka patrzy na mnie i pyta: możemy dać antybiotyk bo coś nie chce przejść, albo będzie Pani jeszcze obserwować i patrzy zostawiając mi decyzję.
Ale teraz nie mogę żądać. Musi być rumień, gdzie czytałam, że tylko u ok. 10% dzieci się pojawia. Więc realnie mogę sprawdzić za 6 tyg.
Zawsze unikałam antybiotyków jak ognia. Zawsze mówiłam, że nie. Raz się zgodziłam przez całe 4 lata. Po ty aby w takich sytuacjach jak ta skorzystać. I nie mogę

Fuck.