Roznica miedzy corkami to dziesiec lat.
Tej starszej zawsze wszystko przychodzilo ciezko, zawsze pod gorke, duzo negatywnego myslenia. Ta mlodsza - trzpiot - cieszac sie swoimi kolejnymi powodzeniami w zyciu nie zauwazala, ze opowiadajac o nich siostrze sprawia, ze siastra sie coraz bardziej oddala - choc juz wtedy dzielily je tysiace kilometrow - obie mieszkaly za granica w roznych panstwach.
Ta mlodsza palnela pewnie kiedys jakies glupstwo i ta starsza - zraniona - oddalila sie zupelnie.
Matka ma dobry kontakt z obiema corkami.
Raz jedna przyjezdza do domu rodzinnego a raz druga. Nigdy razem...
Mlodsza chce kontaktu ale trafia na mur milczenia. Zreszta od 8 lat nie zamienily ani slowa.
Teraz taka sytuacja: ta starsza nie byla w domu rodzinnym od 2 lat i planuje przyjazd na poczatek pazdziernika. Pech chcial, ze mlodsza MUSI jaknajszybciej zalatwic formalnosci w miescie rodzinnym i to osobiscie. Mowi matce, ze przyjezdza i wezmie pokoj hotelowy.
Matka: kategorycznie NIE!!!! Tej drugiej tez nalezy sie spokojny czas z rodzicami, bez zadraznien itd. Matka przypuszcza, ze przyjazd mlodszej i spotkanie wprowadziloby napieta atmosfere.
I jest jeszcze cos, o czym mlodsza nie wie a matka nie moze wyjawic (pewnie w zwiazku ze starsza).
Mlodsza nie moze przyjechac do rodzinnego miasta, zeby nie zadrazniac. Dobry kontakt z matka trafia szlak.
Latwo sie domyslic kim ja jestem w tej historii

Nie wiem co robic, jak rozmawiac. Matka zamknela sie w sobie - nie i koniec!
Prosze, powiedzcie cos...jechac...czy nie....Jak pojade to spotkanie - chocby na ulicy - nieuniknione no i dramat rodzinny sie odbedzie.