Niby wierzę, ale tak bardziej jajcarsko.
Aż tu w sobotę spotkałam kogoś, kto mnie zranił kiedyś tak, że mi wtedy tchu zabrakło. Zrobił to z zemsty za to, że go zdradzilam i zostawiłam, ale zemsta była wg mnie nieadekwatna do mojej winy.
Zostałam wtedy w takim lekkim ogłoszeniu, popełniłam przez to mnóstwo ale to mnóstwo fatalnych błędów życiowych i ogólnie można powiedzieć że tamta jego zemsta zdeterminowala moje dalsze życie.
I w sobotę zobaczyłam nieszczęśliwego, nieumiejacego sobie poukładać życia człowieka. Spietego, nudnego starego kawalera, z którym czas nie odszedł się łaskawie.
I najpierw wyraziłam swoje szczere wspolczucie i nawet chciałam jakoś tam ukierunkowac bidaka, ale splynelo na mnie oświecenie, że oto jeden raz w życiu to nie ja dokonałam zemsty, tylko zrobiła to za mnie karma