lekam2016
28.09.16, 16:26
Właśnie dostałam pismo z sądu w którym wzywają mnie na rozprawę w celu ograniczenia mi praw.
Córkę wychowuję z nowym partnerem.
Ojciec mieszka za granicą , bez kontaktu , toczy się w prokuraturze postępowanie wyjaśniające w sprawie molestowania przez niego córki.
Córka w związku z powyższym jest pod stałą opieką poradni psychiatrycznej , czekamy też na terapię rodziną ( niestety już prawie pół roku).
Wniosek o ograniczenie wniosła pani kurator.
A wszystko zaczęło się od tego że pozwoliłam młodej ( lat 14 ) pójść do kina z koleżanką. Koleżanka nie dotarła . Co robiła córka w tym czasie nie wiem. Kiedy o 21 nie wróciła do domu wydzwaniałam do niej ale miała wyłączony telefon. O 22 zadzwonił do mnie jakiś facet że córka stoi przy drodze i płacze i żeby ją odebrać . Płakała tak bardzo że uderzyłam ją aby się opanowała ( prowadząc samochód więc nie jakoś mocno ale to dość istotne) . Zrozumiałam że jakiś facet ją gdzieś ciągną i kazał pić piwo ale mu się wyrywała i że ona wcale tego nie chciała.Byłam wściekła na nią że nie zadzwoniła , że nie wróciła do domu po tym jak się zorientowała że koleżanka ją wystawiła - zagroziłam że nigdzie nie wyjdzie a już na pewno nie spotka się ze swoim chłopakiem ( który jest od niej starszy i jest źródłem konfliktów w naszym domu) Pojechałam na policję aby zgłosić fakt że ktoś mógł skrzywdzić dziecko. Ale policja bardziej zainteresowała się tym że ją uderzyłam i że zakazałam jej się spotykać.
Następnego dnia moje dziecko namówione w nocy przez swojego chłopaka poszło na policję i poskarżyło się na mnie i mojego partnera.
Że nie poświęcam jej tyle czasu ile przedtem ( czyli przed momentem zamieszkania z nextem), że ma ograniczony dostęp do kuchni przez mojego partnera gdy mnie nie ma ( raz w miesiącu wyjeżdżam do pracy na kilka dni - co na dzień dzisiejszy jest moim jedynym dochodem), że nie piorę jej ubrań , że partner powiedział na nią że jest pasożytem ( do czego się przyznał na policji - uważając że to adekwatne określenie na kogoś kto nie wykonuje ŻADNYCH obowiązków domowych a tylko ma pretensje) , że nie ma w domu nic do jedzenia ( patrz nie ma szynki bez żyłek ) , że nie pozwalam jej wychodzić kiedy ona chce i gdzie chce. Że nie kupiłam jej słuchawek w momencie kiedy miałam w portfelu 10 zł i nie miałam za co chleba kupić.
Niestety dla mnie sytuacja też jest trudna. Bo nie wiem jak sobie radzić na dzieckiem molestowanym, ten jej chłopak który potrafi nią manipulować jak nikt, kurator która ma do mnie pretensje że nie ma nadal terapii rodzinnej jakbym to ja ustalała terminy. Do tego ciągły brak pieniędzy bo eks nie płaci alimentów a sprawy w sądzie ciągną się więc dopiero za jakiś czas będę mogła złożyć wniosek do FA. I długi które niestety mam. I brak pracy bo kto mnie przyjmie jak co tydzień będę musiała się zwalniać bo dziecko znów zasłabło w szkole , albo mamy wizytę u lekarza.
co mnie czeka? Jak to wygląda? Niby mogę powołać świadków ale kiedy , teraz czy na tej rozprawie?
Pokazałam jej to pismo z pytaniem czy jest z siebie zadowolona. Że mają mi ograniczyć prawa. Ona zrozumiała że już mi je ograniczono i wyszła z domu ze słowami że teraz niczego nie mogę jej zabronić.
A ja siedzę i ryczę .
A najśmieszniejsze jest to że pracuję prowadząc zajęcia m.in z dziećmi ( taka praca dorywcza od czasu do czasu) i jestem ich ulubioną panią. Mieszkamy w małym mieście i boję się że taka informacja szybko się rozejdzie.