lewapinger Re: Dół finansowy. 09.10.16, 13:11 Całe dzieciństwo. Ojciec alkoholik a matka niezaradna, w domu awantury. Nawet chleba nie było czasem. Chociaż w oborze świnie, w kurniku kury i kaczki a w piwnicy kartofle. Pierwsza klasa liceum. Mieszkałam w internacie i nie miałam dokąd pojechać na łikend gdy trzeba było wyjechać z internatu bo go na wolne dni zamykali. Siedziałam przez te dni cichutko w pokoju bez światła zapalonego aby mnie stróż nie znalazł. Jadłam chleb z miodem, który zajumałam ze stołówki, popijałam kranówą. Nie stać mnie było nawet na pastę do zębów. Miałam już męża i małe dziecko. Nasza firma splajtowała. Kilka miesięcy tylko placki ziemniaczane, grzyby z ziemniakami. Gdy rozstaliśmy się z mężem. Nie było tragicznie ale musiałam posprzedawać biżuterię, złote monety zgromadzone w czasach dobrobytu. Teraz jest ok. Ale ten strach mam w sobie od dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
mae224 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 13:32 bardzo krótko, na szczęście. kilka miesięcy. na studiach za granicą. nie było mnie stać na miesięczny bilet, jeździłam rowerem, używanym, zimą, po śniegu albo jesienią z parasolem w ręce, często z walizką na ramie, z torbami, problemem była jednorazowa naprawa hamulca. miałam zapłacony akademik i obiady w stołówce. z obiadów deser zabierałam do domu i był moją kolacją. na śniadanie jadłam najtańszy jogurt z płatkami (najtańsze, nawet niesłodzone). o jedzeniu na mieście mogłam zapomnieć. wyszukiwałam w ogłoszeniach darmowe pokazy filmów i jeździłam na nie na rowerze oczywiście. albo darmowe koncerty studenckie. nie dzwoniłam do nikogo (pisałam maila z komputera na uczelni), szkoda mi było pieniędzy z karty. książki przepisywałam w bibliotece, nie stać mnie było na podręcznik ani nawet na ksero. potem powiedziałam dość i znalazłam pracę. w dodatku w pracy dostawałam posiłki, byłam wtedy najszczęśliwsza na świecie. Odpowiedz Link Zgłoś
1matka-polka Re: Dół finansowy. 10.10.16, 08:07 Fasola, ziemniaki, kapusta, cebula, porcja rosołowa, tak na przyszłość Odpowiedz Link Zgłoś
mikams75 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 14:09 oj bywaly ciezkie czasy... moje pozne dziecinstwo - zima mialam jedna kurtke i jedne spodnie i jak w sobote bylo uprane to w niedziele musialam siedziec w domu, bo kurtka musiala wyschnac. Pamietam dzika radosc jak sie okazalo, ze od biedy doroslam do starej kurtki mamy i bede miala w czym wyjsc. Pamietam odrabianie lekcji przy swieczkach, bo prad wylaczyli, nie bylo kasy na rachunek. Troche mi smutno bylo, ze kolezanki ogladaja cos tam modnego w tv a ja nie wiem o co chodzi. Pamietam tez, ze jak bylo jedno ostatnie jajko i troche maki to sie kombinowalo co z tego zrobic, zeby sie najesc jak najwiecej - ciasto, nalesniki, placki? Ale to byly generalnie siermiezne czasy, w wielu domach sie nie przelewalo. Moja mama ma do dzis wyrzuty sumienia, ze tak bylo, ze mialam taki okres w dziecinstwie. Ja wtedy tego nie odbieralam jako porazki,po prostu tak bylo. To traz bardziej widze tamte czasy, ze cos bylo nie tak. Jednak nie bola mnie braki, ja nawet nie mam poczucia, ze mialam marne dziecinstwo, nic z tych rzeczy. Boli mnie, to ze moja rodzina nie byla patologia, matka pracowala bardzo duzo a wyszlo jak wyszlo z roznych wzgledow, niesprawiedliwosc mnie razi, ze uczciwie pracujacy ludzie klepali biede. Ale tez widze plusy - uwazam, ze ciezkie czasy daly mi jakas psychiczna odpornosc na otoczenie. Ja nie musialam miec tego, co mieli inni. Ja nawet nie musialam byc na biezaco z tv, zeby miec przyjaciol. Zawsze mialam fajnych przyjaciol wokol siebie, nie odczulam nigdy odrzucenia bo nie bylam ze wszystkim na biezaco, czy nie mialam czegos tam. To sa wszystko rzeczy nabyte, wartosci sa gdzie indziej. I zastanawiam sie jak te wartosci przekazac wlasnemu dziecku wychowywanemu w zupelnie innych warunkach. Odpowiedz Link Zgłoś
azja001 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 15:30 No właśnie.Takie ciężkie doświadczenia w postaci przeżytego głodu czy patologii w rodzinie uczą człowieka pokory i dają umiejętność cieszenia sie drobnostkami i dostrzegania tego, co w zyciu jest prawdziwą wartością. Dzisiaj dzieci żyja na lepszym poziomie i super, tylko że często tej pokory im brakuje. Jak przeczytałam kilka postów to dochodzę do wniosku, że moi rodzice byli naprawdę zaradni. Ja nigdy nie doświadczyłam aż takiej biedy. Naprawdę szacunek za hart ducha Odpowiedz Link Zgłoś
milva24 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 17:21 Twoja historia z kurtką przypomniała mi moją z kozakami. To była 1 czy 2 klasa liceum. W kozakach zaczęły wyłazić mi gwoździe, którymi obcas był przybity. Buty kupione na ryneczku u nie wiadomo kogo, na nowe kasy nie było. I ojciec mi te gwoździe na bieżąco dobijał i coś tam sobie podkładałam pod piętę, jakieś kawałki filcu czy coś. Te gwoździe wyłaziły całą zimę i szczerą ulgę poczułam gdy przyszła wiosna i można było inne buty założyć bo całe pięty miałam w pęcherzach. Odpowiedz Link Zgłoś
mikams75 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 17:40 ooo tez mialam takie buty zimowe i pamietam jak sama wbijalam te gwozdzie i pod wkladke filcowa wkladalam poskladane gazety na te gwozdzie! Ale wiesz co sobie teraz pomyslalam? Ze mnie wtedy nawet do glowy nie przyszlo, ze moze powinnam poprosic o nowe buty. To byly takie szare kozaczki, wkladane, bez suwaka. Odpowiedz Link Zgłoś
sonrisa06 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 18:19 A mnie się przypomniała historia mojego swetra. Miałam taki sweter kupiony w ciucholandzie (mama mi go kupiła jak miałam ze 13 lat). Ogólnie miałam bardzo mało ubrań, bo nie było na to pieniędzy. No i chyba na pierwszym roku studiów albo na drugim spotkałam przypadkiem koleżankę z podstawówki. Dawno się nie widziałyśmy, całą średnią szkołę. I ona mnie powitała takimi słowami - o część! nic się nie zmieniłaś, masz nawet ten sam sweter co w siódmej klasie! I teraz się zastanawiam dlaczego my taką biedę klepaliśmy. Rodzice oboje pracowali, zero patologii a na nic nie było nas stać. Odpowiedz Link Zgłoś
yuka12 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 20:37 W czasach mojego dziecinstwa i mlodosci tez mialam bardzo malo ciuchow. Glownie dlatego ze w sklepach nic nie bylo (pochodze z duzego miasta ale z rejonu rolniczo-przemyslowego), ale tez dlatego ze dla mojej mamy moja garderoba nie byla az tak wazna. Ona chodzila w spodnicy 20 lat, wiec i ja tak moglam chodzic . Dzisiaj mnie bardziej boli, ze nie interesowalo jej ani mojego ojca, ze nie mialam wkladek higienicznych czy waty i niejednokrotnie musialam je pozyczac od kolezanki majacej bardziej zaanagowanych rodzicow. Tata np. przychodzil do domu i rzucal, ze po drodze w kiosku sprzedawali podpaski. I do glowy mu nie przyszlo kupic je dla dorastajacej corki lub przez kogos "zalatwic". Moja mama miala podobnie. Czesciowo winne bylo pewnie wychowanie (o "tych" sprawach nie nalezy mowic glosno), ich wiek (moja mama w okresie mojego dojrzewania juz byla po menopauzie) i ogolne podejscie do dzieci i mlodziezy ("dzieci i ryby glosu nie maja"). Jakies takie poczucie wstydu i zazenowania w zwiazku z tym mam do dzisiaj. Brak garderoby juz przezulam (choc tez swego czasu bylo mi bardzo wstyd). Odpowiedz Link Zgłoś
stoijedna Re: Dół finansowy. 09.10.16, 20:47 to moi rodzice jednak byli bardzo zaangażowani, chcieli byśmy mieli lepiej niż oni, tylko że finansowo i czasowo nie wyrabiali na wszystko (kilkoro dzieci+ chora babcia do stałej opieki, masa obowiązków) niestety ja byłam najmłodszym dzieckiem i wszelkie ciuchy musiałam zdzierać po starszych, nie miałam niczego od początku do końca tylko swojego, to było bardzo przykre, pierwszy nowy ciuch jaki mi dali w prezencie potraktowałam jak relikwię i trzymałam nieużywany w szafie prawie rok Odpowiedz Link Zgłoś
konsta-is-me Re: Dół finansowy. 09.10.16, 21:02 Ja do 17r.zycia nie mialam stanikow. Chociaz mialam co w niego wlozyc Mama noszaca malenki rozmiar Dala mi swoje... Moglam wlozyc w niego moze nadgarstek chyba. A jako mlodsza nastolatka ,kiedy jeszcze nie bylo podpasek(albo ja o nich nie widzialam) uzywalam samej waty(bez owijania lignina), bo nikt mnie nie uswiadomil ze mozna inaczej. Nie mialam okularow w szkole, bo mama kupilam sobie cos tam. Tez dopiero interwencja nauczycieli pomogla. Ciuchy tez nosilam po mamie, az ktorego razu nauczycielka,zreszta bardzo zyczliwa, mnie zapytala, dlaczego wlasciwie tak sie ubieram? Mialam wtedy ok 16 lat I dopiero wtedy sobie uswiadomilam-"no , wlasnie, dlaczego?" To nie wynikalo z biedy, bo wtedy, w gruncie rzeczy jej nie bylo az takiej, mama kupowala sobie markowe (wtedy trudne do zdobycia) buty czy ciuchy w butikach. Jakies takie bylo podejscie do mnie, na zasadzie totalnego olewactwa obydwojga rodziców. Ale nie mysle o tym-bylo, minelo I trudno. Jakos tak myslalam ,ze tak ma byc -mam sie martwic sama o siebie, to nie ich problem. W sumie jak czytam watki na ematce, to mam wrazenie ze dzieci sa cesarzami dzisiaj I czasem nie dowierzam Teraz, jak piszecie to mnie troche naszlo Odpowiedz Link Zgłoś
barbibarbi Re: Dół finansowy. 09.10.16, 23:34 Współczuję. Młody człowiek często nie zdaje sobie sprawy z wielu spraw. Ja też pewne rzeczy sobie uświadomiłam dopiero wtedy, jak zaczęłam być sama mamą. Dotarło do mnie wiele sytuacji z przeszłości, zrozumiałam nagle, że ja nigdy, przenigdy nie potraktowałabym tak swojego dziecka. Np. ja jako 15 latka mieszkałam w internacie i żeby dojechać w poniedziałek do szkoły, to z wielkimi torbami szłam 2 kilometry do przystanku....... w nocy, bo autobus był 4,20 rano, ledwo mogłam udźwignąć te klamoty, byłam chuda i zwyczajnie nie miałam siły, pamiętam jak wiele razy przystawałam żeby odpocząć. A pod domem stał sobie samochód, a ojciec spał i nigdy nie wpadło mu do głowy żeby mnie zawieźć na ten przystanek, ja nawet nie prosiłam, było dla mnie oczywiste, że muszę sobie radzić sama. Na początku roku musiałam wszystko sobie zawieźć, poduszki, książki, ubrania, sama to dźwigałam, a ojciec jeździł sobie samochodem na ryby . Wiele podobnych sytuacji było, ja myślałam wtedy, że to normalne. Echhhhh. Odpowiedz Link Zgłoś
nena20 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 23:51 Bardzo, bardzo przykro czytać takie wpisy. Rodzice zawsze popełniają jakieś błędy ale jednak większość oddałoby wszystko aby dziecku było lżej. Odpowiedz Link Zgłoś
konsta-is-me Re: Dół finansowy. 10.10.16, 00:12 No wlasnie, to jest dziwne jak sobie to uswiadamiasz dopiero po latach. A moja wywijala lepsze numery, jak mialam 17 lat pojechalam do Szwecji "na jagody", mieszkalo sie ña kempingu, I zbieralo te jagody. Wtedy byly takie formy zarobku popularne.R zecz jasna koron mi starczylo tylko na domek I jedzenie (b.drogie)I...okazalo sie ze nie mam na powrot w koncu. Dostalam 100 zl do reki, niby od dziadkow przed wyjazdem. Ktos tam sie zlitowal, I oplacil mi ten prom do Polski. No dobra, mialam cos w rodzaju wakacji-tak sobie myslalam. Po czym okazalo sie ze zawinela od dziadkow sume, idaca w grube tysiace, niby to dla mnie na wyjazd, a najlepsze, ze wszyscy mieli do mnie pretensje -"no jak to, wrocilas bez pieniedzy?, A przeciez dostalam tyle od dziadkow?" I nikt mi nie uwierzyl ,ze na oczy tych pieniedzy nie widzialam. Albo ,kiedys po operacji wyciecia trzeciego migdalka przyniosla mi kawalek gorzkiej czekolada owinietej w sreberko. I sfermentowany kompot Odwiedzila mnie Cale 2 razy w ciagu 3 tygodni.Opowiadala potem z dramatycznym (udawanym) szlochem jak to lezala Rejtanem,a podle pielegniarki nie chcialy jej wpuscic, ach... Po czym, juz w doroslym wieku dowiedzialam sie ze przeciez uwielbiaja gorzka czekolada (nigdy nie lubilam I nie jadlam) I cale dziecinstwo dostawalam jej mnostwo I tym podobne historyjki. Pal licho te pieniadze czy czekolade, ale mialabym poczucie, ze ktos dba o mnie, kogos obchodze, jakos jestem "jak inne dzieci", taka normalnosc, I dopiero takie rzeczy odkrylam jako dorosla. W sumie lepsze to niz nic. Odpowiedz Link Zgłoś
barbibarbi Re: Dół finansowy. 10.10.16, 00:38 Straszne Może twoja matka miała coś z psychiką nie tegens? Albo sama nie zaznała opieki i nie potrafiła jej dać? Moja matka była w miarę OK, tylko nieporadna, nie potrafiła mi pomóc. A ojciec takie numery wywijał, że aż trudno mi o tym myśleć, całe życie troszczył się tylko o siebie, nikt i nic go nie obchodziło, tylko on sam. Jak mnie odwiedził w nowym mieszkaniu, które kupiliśmy z mężem, to był tak zły, chyba dlatego że 3 razy większe od jego mieszkania, pokręcił trochę nosem, to złe, tamto złe, zamiast się cieszyć i pogratulować to się szyderczo śmiał. Jak wrócił do siebie, to zaraz do mnie zadzwonił z informacją, że to nie nasze mieszkanie, bo nas nie ma na spisie lokatorów, a on szukał i nie znalazł! No tak się cieszył, jakby wygrał w totka, że nas zdekonspirował i teraz będziemy mieszkać pewnie pod mostem A wiadomo, że spisu lokatorów od dawna nie wiesza się na klatkach. Własnej matce staruszce, która już leżąca poprosiła go o kupienie koszuli nocnej, bo jej zimno, to kupił od ruskich na targu kusą halkę na ramiączkach z poliestru za 5 zł, zamiast bawełnianej wygodnej koszuli z długim rękawem. Taki hojny i troskliwy. I jeszcze całe życie się żalił, że on dla wszystkich taki dobry, tyle dobrego ludziom uczynił, a nikt nie chce z nim kontaktu utrzymywać i wszyscy chcą go tylko okraść. Ewenement i cudak. Już nie chcę tego wspominać, wyrzucam z pamięci, wycieram gumką i spłukuję domestosem. Odpowiedz Link Zgłoś
konsta-is-me Re: Dół finansowy. 10.10.16, 02:16 Heh, Moj ojciec po smierci mamy (pare lat musiala sie nia opiekowac -sama, byla obloznie chora)usilowal mi zabrac mieszkanie po niej. Rodzice byli rozwiedzeni, ale mieszkali razem, bo on nie mial gdzie pojsc I sad mu przydzielil 1 pokoj w mieszkaniu. Jak byla juz chora, po wylewie to w tajemnicy przede mną wymyslil ze sie z nia...ozeni I w ten sposob dostanie mieszkanie,czego nie kryl. Normalnie przyszedl urzednik do domu I udzielil slubu (chyba, bo tego dnia ucieklam I wrocilam do domu poznym wieczorem) D owiedzialam sie w przeddzien slubu o tym. Nie umialam zareagowac, bylam bardzo mloda.Po czym zabieral jej rente, a ja musialam go prosic zeby z wielkiej laski kupil jej leki lub pieluchy! Czasem nie kupil, I wtedy pozyczalam po sasiadach.I to ja byłam tą zla- bo jak to ?"Na lekarstwa nie mam?" Przeciez pan x to czuły mąż, on " by nigdy czegoś takiego nie zrobił" itd. Chcialam skonczyc liceum-eksternistycznie wtedy, bo jak inaczej, to powiedzial ...nie da mi na ksiazki. I nie dal. Kolezanka mnie ratowala kserowkami. I mnóstwo jeszcze innych rzeczy, przemoc wobec mnie , usprawiedliwiana przez mamę jakimiś cudacznymi pomysłami w stylu "on się boi , więc reaguje agresja" Boi się 10-letniego dziecka?? Jak skonczylam podstawowke (to było wcześniej) I chcialam isc do LO, a nie wiedziałam jak to załatwić, jakie papiery, gdzie, poszłam w końcu sama, to mnie odesłali i kazali wrócić z rodzicami. W końcu ktoś mi doradzić, że tak "w ostatniej chwili"to mogę tylko do zawodówki. Pomyślałam -ok , rok przezimuje i pójdę do LO potem. Też poszlam składać papiery i też mnie odesłali W końcu po interwencji nauczycielki, mama poszlam ze mną, szlochajac(dosłownie) aktorsko I dramatycznie ze musi isc " w taka pogode"(deszcz padal) Serio, serio Caly czas slyszalam "ty do liceum??a do roboty sie wziąć, do Hufca Pracy idz" No ale to wszystko przed choroba mamy sie dzialo. A najsmieszniejsze, ze moi rodzice nie byli wcale tzw.prostymi robotnikami, owszem nie mieli wyzszego wyksztalcenia, ale w tamtych czasach rzadko kto mial. Zawodowo ojciec zarabial b.dobrze, mama cale zycie na kierowniczym stanowisku, bardzo oczytana, zorientowana zawsze w kulturze I sztuce, chodzila na wernisaze, miala znajomych pisarzy, artystów itp, I w ogole high life itd., czyli zadna bida z nedza. I nikt nie wiedzial co sie dzieje w domu, wszyscy uwazali , ze to takie "slodkie"-kochajacy mezus, zawsze schludny, grzeczny, mama taka towarzyska I sympatyczna , czyz nie ? A ja nie skonczylam studiow (nawet nie zaczelam)bo "kto sie zajmowac mama?" Mama dopiero po 2 latach sie "ocknela"... Po czym zmarla, ale zdazyla zostawic testament, o czym on nie wiedzial. Dzieki temu zachowalam mieszkanie. On dostal szalu, odgrazal sie, co to on mi nie zrobi,I on "mi pokaze",cuda wianki, ale nic nie mogl poradzic. Wtedy chociaz odetchnelam, ze mam jakikolwiek zabezpieczenie. Ale zawsze widzialam ze musze byc jakos samodzielna, nawet juz nie tyle finansowo,co, nie wiem jak to ujac-myslowo? Rozumowo, intelektualnie? Ze b.wazne jest , zebym myslala samodzielna, nie pod wplywem domu rodzinnego bo to moze byc , sama nie wiem, niebezpieczne? Po latach wyszlam za maz, za cudzoziemca I tak kraze miedzy Polska, a zagranica. Teraz wrocilam na chwile, ojciec caly czas mieszka w moim mieszkaniu (przeciez jak go wyrzuce, to sie zachleje na smierc pod plotem)I zastalam doslownie zagruzowane na metr do gory pokoje wypelnione smieciami. I dług mieszkaniowy na ładnych parę tysięcy.I kilkaset za wode bo "spłuczka była zepsuta"-przez rok... Ma wysoką emeryture, dowiedziałam sie mimo to , to ja powinnam go utrzymywać, a w ogóle to jego kolega ma samochód, czemu mu tez nie kupiłam jeszcze?" Robie remont I chce lokal wynajac I codzienne slysze że jestem "wrzodem na d.." i on mnie "zniszczy i posle na smietnik"-nie rusza mnie to, całe życie tak mowil (na trzeźwo!) ja uznaje że on nie ma nic do gadania.Po prostu. Nie ma więzi i nie bylo-trudno. I codziennie mnie wyśmiewa,("patrzcie ja, remont chce robić,buha ha") a mi..go żal, bo przecież "zdechnie jak pies pod płotem bo się zachleje na śmierć". I nie wiem co robic-oddac go do domu opieki?-nie zgodzi się. Leczyć przymusowo-tez nie tak łatwo(próbowałam). A mi i tak go żal czasem, a czasem życzę mu jak najgorzej, i tak to ciągnę. Odpowiedz Link Zgłoś
rosapulchra-0 Re: Dół finansowy. 10.10.16, 06:44 Konsta-is-me.. Jestem pełna podziwu dla ciebie. I dla was wszystkich, dziewczyny. Też mieliśmy biedę w domu i ostre myślenie, co zrobić z głodową pensją - opłacić rachunki, czy kupić dzieciom buty na zimę. Doskonale znam uczucie bezsilności i złości, gdy przewracałam w dłoni każdą złotówkę i zastanawiałam się, jak ją wydać. Dla mnie i mojego męża najważniejsze jest to, żeby nasze dzieci miały lepiej od nas. I tego życzę również wam wszystkim. Odpowiedz Link Zgłoś
1matka-polka Re: Dół finansowy. 10.10.16, 08:34 Wolałabym żyć w biedzie ale mieć normalnych rodziców. Jedzenia miałam zawsze pod dostatiem ale na ubrania i buty już mi nie dawali, bo nie widzieli potrzeby. Chodziłam w zimie w obcierających butach typu baleriny i męskich dżinsach, bo takie mi kupili, tak wyszło... Odpowiedz Link Zgłoś
yuka12 Re: Dół finansowy. 10.10.16, 17:58 Moj ojciec tez mial takie tendencje, ale go mama prostowala . Ale i tak sie kiedys zlozylo, ze nie wyjechal po mnie na stacje i musialm dzwigac ciezka torbe, bo ponoc nie mial paliwa, a na drugi dzien raniusko pojechal na ryby. Odpowiedz Link Zgłoś
panterarei Re: Dół finansowy. 09.10.16, 23:55 Kurczę rodzice wobec Ciebie stosowali przemoc ekonomiczną. Okropne Odpowiedz Link Zgłoś
gama2003 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 17:34 Czytam ten wątek ze ściśniętym gardłem. Kilka lat temu, po dłuższym okresie ,, życia pod wozem,, - otworzyłam lodówkę. Pełną rzeczy, które lubimy, smakołyków. I się poryczałam jak dziecko. Nigdy się tak nie bałam, jak w okresie chudym finansowo. Bardzo łatwo wtedy czuc upokorzenie, bać się o rachunki, o przyszłość. Od tego czasu ciężej mi ze świadomością, że czasem kilka nieprzychylnych okoliczności każdego może wpędzić w niedostatek. Magnatów może trudniej, ale bywa i tak.... Odpowiedz Link Zgłoś
yuka12 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 20:20 Mialam taki okres zaraz p ostudiach, kiedy prace mialam tylko dorywcza. Mieszkanie mialam za darmo (w zamian za opieke), ale juz na jedzenie nie zawsze mi starczalo. Podkarmiali mnie znajomi, czasami podjadalam reszty z obiadow wlascicielki mieszkania. Czasami bywalam glodna. Ubrania dostawalam od dobrych ludzi. Potem taki okres przezylam, jak juz pracowalam, ale pensje stanely w miejscu, za to oplaty rosly. Wiec w pewnym momencie musialam za wynajmowane mieszkanie placic tyle, ile zarabialam i tylko grosze zostawaly mi na jedzenie. Kolejny kiepski rok nastapil po urodzeniu dziecka. Nie przewidzielismy, ze laczy sie to z takimi wydatkami i jak przedtem jakos dopinalismy budzet, to z maluchem w domu znalezlismy sie w impasie pomimo dochodow z naszych prac. Dodam, ze placilismy wtedy kredyt. Na opiekunke i ubrania dla nas juz nie starczylo, pieniadze szly na oplaty, dojazdy i produkty dla malej. Nawet na jedzeniu dla nas oszczedzalismy. Moja mama sie wiec zlitowala i dalawala pieniadze na nianie. Na zlobek nie mielismy szans, takze ze wzgledu na specyfike naszych prac i dojazdy. M.in. ta sytuacja zmotywowala nas do wyjazdu do UK. Na obcej ziemi tez nie zawsze bylo kolorowo, mielismy i mamy rozne okresy, ale jakos wciaz idziemy do przodu i radzimy sobie. Odpowiedz Link Zgłoś
1matka-polka Re: Dół finansowy. 10.10.16, 08:05 "ale jedzenie typu sery, wędliny (takie dolna półka) do chleba, podstawowe rzeczy zawsze były, a w pewnym momencie lodówka nie zasilana jedzeniem jak zwykle, tylko pustki i wyjadanie dżemów z piwnicy ( za którymi nie przepadałam)" Kiedy słyszę takie teksty, to zawsze się zastanawiam, czy autor nie słyszał o ziemniakach, cebuli, kapuście, podrobach, porcjach rosołowych, fasoli, to są bardzo tanie, bardzo smaczne i bardzo zdrowe rzeczy. Naprawdę nie trzeba jeść dżemu kiedy się skończy wędlina z dolnej półki... Odpowiedz Link Zgłoś
milva24 Re: Dół finansowy. 10.10.16, 09:24 Ciężko zabrać do szkoły porcję rosołową czy ziemniaki a kanapkę z dżemem da radę. Odpowiedz Link Zgłoś
1matka-polka Re: Dół finansowy. 10.10.16, 09:31 Placki ziemniaczane już łatwiej. Odpowiedz Link Zgłoś
yuka12 Re: Dół finansowy. 10.10.16, 21:59 Ale zeby je przygotowac, trzeba miec na czym usmazyc. Lepiej czasem zjesc ten smalec z chlebem, bo wtedy sie dzieci szybciej najedza. Wyobrazam sobie te tarcie ziemniakow dla calej rodziny po przyjsciu do domu o 16 czy 17 i potem smazenie. Zanim wszystko bedzie gotowe, dzieci pewnie bedzie skrecac z glodu, a i tak chlopcy/panowie sie tym nie najedza. Sensowniejsze sa placki na mace z nadzieniem czy geste warzywne zupy. Ja podczas chudych lat, kiedy bylam sama, korzystalam z ryzu, bo wtedy byl jeszcze tani, mrozonek, kiszonej kapusty, rzepy, pasztetowej i najtanszego chleba. Przetrwalam, ale nie mialam zadnej radosci z tego jedzenia. Chleb dzielilam na kromki na dzien, aby starczylo go na jak najdluzej. W efekcie dzisiaj pasztetowej nie rusze. Dzieki znajomym i darmowym warzywom i owocom (oraz niekiedy posilkom) nie padlam gdzies pod plotem i nie zapadlam na anemie. Mama sie zaparla, ze nie da mi pieniedzy, zebym wrocila do domu, a ja sie uparlam i zostalam tam, gdzie chcialam. W koncu znalazlam prace na stale i lepsze mieszkanie i powoli odbilam sie od dna. Pozniej mamie przeszlo, nigdy nie byla krysztalowa, ale zawsze kochala i kocha swoje dzieci i kazdemu z nas pomaga, kiedy jestesmy w potrzebie. Wtedy cos ja chyba nawiedzilo . Odpowiedz Link Zgłoś
1matka-polka Re: Dół finansowy. 10.10.16, 09:35 Poza tym jeżeli dwa, trzy razy dziennie zjesz porządne danie jednogarnkowe, to kanapki z dżemem staną tym czym są w istocie, czyli mało wartościowym deserem. Odpowiedz Link Zgłoś
pulcino3 Re: Dół finansowy. 10.10.16, 15:23 Tak, bo do szkoły weźmiesz ziemniaka przełożonego kapustą i fasolą.. trochę wyobraźni. Piszę jak odczułam, że jest cienko z kasą w domu z perspektywy dziecka. Nikt mi nie musiał niczego mówić, tłumaczyć, ani ja nie wpadałam w histerie i fanaberie, bo kończy się wędlina z dolnej półki. Bardziej chodziło o sam fakt i świadomość, że nie jest wesoło. Odpowiedz Link Zgłoś
wapaha Re: Dół finansowy. 10.10.16, 09:12 W domu rodzinnym jedzenie było zawsze. Zawsze dużo, zawsze do wyboru, zawsze smacznie. Ale nie miałam ubrań. Miałam dwie pary jeasnów, chodziłam na zmianę. Jedną bluzkę. I swetry, które mama robiła na drutach. Tych swetrów miałam z siedem. Mama stare pruła, jakieś od babci włóczki brała i mi robiła. Ładne były. Podobały mi się. Ale nie miałam nic poza tym. Miałam jedne buty. Jadąc na zimowisko z klasą ( zakład pracy dofinansował) miałam kozaki, jakich nie miał nikt. Takie zwykłe, rynkowe. Przemokły mi raz na stoku i prawie odmarzły mi stopy. A ja żeby zachowac twarz chwaliłam się , że mam super buty, które pod wpływem zimna zmieniają kolor ( no zmieniły bo się całe zmoczyły). Jako jedyna chyba nie miałam nart. Mama pożyczyła od kogoś z pracy takie zwykłe małe, do których nie trzeba narciarskich butów. Miały tylko sprężyny. Ciągle się wywracałam, nie dawałam rady. W końcu nauczyciel poszedł ze mną do wypożyczalni i przy mnie wybłagał właściciela by za grosze pożyczył na kilka dni narty dla dziecka " bo dziecko pieniędzy nimi a szkoda żeby patrzyło jak bawią się inni itp" Dobry człowiek dał te narty..,A ja czułam sie strasznie. Biedna ? Nie mam pieniędzy? Nie rozumiałam. W jakiś ciepły dzień jechaliśmy z klasą na wycieczką rowerową. DObrych 15 km. Ja jako jedyna miałam Pelikana ( miałam 12-13 lat ), musiałam kilkukrotnie więcej machać nogami, żeby nadążyć za innymi. To przez wszystkie lata dzieciństwa był mój jedyny rower.... Gdy byłam już starsza ( 15 -17 lat wow ) sama musiałam sobie kupować ubrania - chodziłam i do lumpeksów i próbowałam zarobić , żeby za bardzo nie "odstawać" w tym negatywnym sensie - miałam subkulturowy styl. Nie wiem dlaczego nie było w domu pieniędzy. Mama dość dobrze zarabiała, tata na kierowniczym stanowisku. Innych dzieci, zobowiązań brak, mieszkanie własnościowe , czynsz kosztował grosze. Przejadali (śmy ?). Nie mam pojęcia ale wszystko było planowane. Nie chodziłam do kina, nie chodziliśmy na lody, jeździliśmy na najtańsze wyjazdy wakacyjne ( ja przez lata do babć na wioski ). Nie wiem co się działo z pieniędzmi W życiu dorosłym największa bieda to mieszkanie na wynajętym mieszkaniu , liczenie każdej złotówki. Stawka dzienna na wszystkie wydatki to było ok 25 zł. Często zostawało 5 zł na ostatni dzień miesiąca a ja nie wiedziałam co z tym zrobić. Nie jadaliśmy mięsa. Dużo zup kilkudniowych, dużo dań jednogarnkowych, dużo jasnego taniego chleba, zupy mleczne bo wychodziły taniej niż inny posiłek. Jedzenie "biedronkowe" sprzed 15 lat, najgorszego sortu ( mortadela tani szit jako kotlet na obiad to był wypas ) Odpowiedz Link Zgłoś
yvona73pol Re: Dół finansowy. 10.10.16, 11:23 Matko, dziewczyny, to jest straszne. U nas tez sie nie przelewalo I byla dosc konkretna bieda, ojciec pil ciagami, ale... zawsze z mama starali sie bysmy mieli jak najlepiej na ile oni mogli. Sami sobie nie kupili ciucha czy zjedli byle co, zeby nam czy to na internat I dojazdy, czy na cokolwiek innego. Dzieci (my) w wakacje sezonowo dorabialismy rwaniem wisni, czeresni, zawsze to jakis grosz. Ale te historie powyzej to mi wlos zjezyly nie tylko na glowie Ja wiem, ze bieda odcisnela na mnie sie troche, bo teraz tak mam, ze nie ustane dopoki nie mam szafek w kuchni wypchanych jedzeniem "na wszelki wypadek" I dodatkowo jak juz kupie to szkoda mi jesc, bo jak zjem/y to nie bedzie, rozumiecie? Ilez razy cos sie przeterminowalo, albo na szybko zuzywalam. Teraz nad tym pracuje, w glowie I jest lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
jowita771 Re: Dół finansowy. 11.10.16, 16:34 Ja tak mam, że lubię mieć w szafkach makaron, kaszę, ryż. jak kupuję, to zawsze p kilka sztuk, żeby sobie leżało na wszelki wypadek. Lubie też mieć zapas mięsa w zamrażalniku. Zdarzyło mi się już parę razy mieć cienko z pieniędzmi pod koniec miesiąca i te zapasy są wtedy na wagę złota. Z dzieciństwa i lat nastoletnich pamiętam, jak zakład, w którym pracował mój ojczym miał się zamknąć i wiadomo było, że za trzy miesiące nie będzie miał pracy. Nie czekał, tylko znalazł szybko pracę gdzie indziej. Mój ojczym jest bardzo pracowity i zaradny. Ja miałam problem zawsze z powiedzeniem, że na coś potrzebuję pieniędzy i czekałam do ostatniej chwili. Raz potrzebowałam pieniądze do szkoły i powiedziałam w ostatni dzień. Akurat było przed wypłatą i w domu nie było. Tata poszedł do warzywniaka, w którym zawsze robił zakupy i pożyczył od właścicielki. Zaraz po wypłacie oddał. Pamiętam, jak pod koniec mojej podstawówki moja mama byłą już długo bezrobotna, nie było wtedy łatwo znaleźć pracę i znalazła w barze na naszym osiedlu. Ten bar to była straszna żulernia, takie miejsce, że nie chciałybyście za nic, żeby Wasz mąż tam poszedł. I moja mama, która wcześniej pracowała tylko za biurkiem, poszła do tego baru. Pamiętam kotlety z mortadeli, nie znosiłam ich. Mama kiedyś poszła do sklepu i pani w mięsnym powiedziała, że poznaje dziecko i mąż zawsze pasztetową kupuje, pokazała, którą. Faktycznie, pasztetowa to była wtedy podstawa do kanapek, ale była naprawdę dobra, w przeciwieństwie do mortadeli. Mój tata trochę był na kontrakcie i przywiózł stamtąd trochę dolarów. Pożyczyli te pieniądze koledze mamy ze szkoły. Kolega miał rozkręcać biznes, ale mu nie wyszło. Potem się okazało, że to nie był pierwszy biznes, jaki mu nie wyszedł i nie jedyny dług, jaki miał. Chodziłam do klasy z synem tego faceta i ten syn kiedyś zaczął się ze mnie nabijać, że nie mamy w domu magnetowidu. O mały włos nie wypaliłam wtedy, że jego ojciec wisi moim rodzicom równowartość kilku takich magnetowidów. Nie powiedziałam, bo pomyślałam, że zrobi mu się łyso i zrobiło mi się go żal, taka ciapa ze mnie była. Z późniejszych czasów pamiętam, że jak urodziłam starszą córkę, wynajmowaliśmy maleńkie mieszkanko, ubikację mieliśmy na korytarzu, tylko naszą, zamykaną na klucz, ale trzeba było wyjść z domu. I na ten pierwszy okres miałam tylko parę ubrań dla córki, bo za dużo kasy nie mieliśmy, a dostałam od kuzynki. Ona powiedziała, że dziecko szybko rośnie i nie opłaca się kupować za dużo, więc nie kupowałam. Moje dziecko miało pięć śpiochów. Prałam i prasowałam non stop, bo bałam się, że jak się pobrudzą niespodziewanie, to nie będę miała w co ubrać dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
jdylag75 Re: Dół finansowy. 10.10.16, 15:49 Różnie było i nie bardzo chcę do tego wracać, ale miałam też dość zabawna sytuację. Dawno temu, miałam jechać na rozmowę kwalifikacyjną, poszłam do bankomatu, na koncie miałam mieć ponad 10 zł wtedy bankomaty wypłacały 10-ki. Niestety nie wypłacił bo an rachunku było 9,81 . Byłam w kompletnej d..., pobiegłam jak szalona do domu, rozbiłam świnkę skarbonkę i zapłaciłam w busie groszówkami. W drugą stronę poszłam pieszo. Na szczęście trud się opłacił. Odpowiedz Link Zgłoś
figrut Re: Dół finansowy. 10.10.16, 18:18 2010 rok. Mój partner od śmierci swojej matki w kwietniu wpadł w depresję. Odrzucał zlecenie za zleceniem, a co udało się zarobić, w połowie przeznaczał na znicze. Ja znalazłam pracę od połowy maja i większość mojej wypłaty (praca na czarno poniżej najniższej krajowej) szła na zaległe rachunki i skromne jedzenie. W sierpniu przyjechali odciąć gaz, więc prawie cała moja wypłata poszła na natychmiastowy rachunek za gaz. Zostało mi 3 zł. w portfelu i opary gazu w samochodzie. Powyciągałam z piwnicy wszystkie zaprawy, z których można było coś zrobić. Wtedy musiałam się przełamać i skoczyłam do opieki. Przyznali mi 100 zł. do odbioru za 10 dni, ale ja w danej chwili już nie miałam za co chleba kupić. Szczęście się do mnie uśmiechnęło i po czterech dniach zadzwoniła moja mama z propozycją przywiezienia jej wnuków na wakacje (nie znała mojej sytuacji finansowej). Pojechałam te 10 kilometrów zawieźć jej dzieci, a w drodze powrotnej jadąc z górki wyłączałam silnik, żeby nie zabrakło mi gazu na powrót. Pamiętam jak głupio mi było, że nie przywiozłam ze sobą żadnych zakupów. Mama miała skromną rentę i jak dzieciaki do niej jechały na kilka dni, to zawsze robiłam większe zakupy, żeby zbytnio nie obciążyć jej finansowo. Do października było tragicznie. Poprawiło się po śmierci mojego konkubenta. Sprzedałam trochę sprzętu z warsztatu który mieliśmy, pospłacałam zaległości, kupiłam kominek żeby nie płacić kosmicznych rachunków za ogrzewanie gazowe i nareszcie wyszłam na prostą. Pamiętam pogrzeb, gdzie zrobił się szum, że stypy nie zrobiłam nawet dla tych, którzy przyjechali z daleka. Niby nikt głośno niczego nie powiedział, ale pytające szepty było słychać. Nawet nie było mi przykro. Roześmiałam się na głos, nie potrafiłam nad tym zapanować. Chyba niektórzy byli zgorszeni moim zachowaniem. Nigdy później w takiej czarnej dupie nie byłam. Odpowiedz Link Zgłoś
kubekwpaski Re: Dół finansowy. 10.10.16, 18:37 Pod koniec podstawówki i na początku liceum. Mama nie miała pracy, często musiała pożyczać "do pierwszego" na jedzenie, na zbytki typu kosmetyki, ubrania oczywiście nie było. Pamiętam jak chodziłam w ohydnej jaskrawoniebieskiej ortalionowej kurtce po jakiejś sąsiadce i jak nie było na dezodorant. Dorastająca dziewczyna, która nie używa dezodorantu. Pamiętam do dziś, jak przyjaciółka delikatnie zwróciła mi uwagę, że powinnam go używać, a ja popłakałam się, bo po prostu nie było nas na niego stać. Do teraz jestem niezwykle wyczulona na wszelkie zapachy. Pamiętam też zdziwienie koleżanki, że jak to nie mam przy sobie kompletnie żadnych pieniędzy, a co gdyby coś się stało... A najgorsze w tym wszystkim było to, że na alkohol i papierosy ojciec pieniądze zawsze choćby spod ziemi wydobywał. Odpowiedz Link Zgłoś
nelka85 Re: Dół finansowy. 10.10.16, 20:30 Dziewczyny naprawdę podziwiam to co wytrzymalyscie. Nigdy biedy nie zaznałam i mam nadzieję że nie zaznam. W biedzie najbardziej żal mi dzieci- marzę żeby żadne nigdy nie musiało głosować. Odpowiedz Link Zgłoś
mae224 Re: Dół finansowy. 10.10.16, 22:16 *ta literówka w ostatnim słowie to jedyny zabawny moment w tym wątku Odpowiedz Link Zgłoś