Dodaj do ulubionych

Dół finansowy.

08.10.16, 11:48
Nie, nie mam aktualnie. Ale niekiedy wracają migawki , kiedy było na pewno bardzo krucho z kasą w domu, to tak na kanwie wątku o wegetacji. Dlatego ucząc się na własnych doświadczeniach wiem jak ważna jest praca i świadomość wartości pieniądza.
Myślę, że każdy ( prawie każdy) odczuł w swoim życiu chwile, kiedy sięgnęło się dołu finansowego/ biedy. Jakie sytuacje skrajne, które uświadomiły wam, że jesteście w krainie ubóstwa i beznadziei ?
U mnie :
1. W domu rodzinnym: w domu gdzie nie było przepychu, ale jedzenie typu sery, wędliny (takie dolna półka) do chleba, podstawowe rzeczy zawsze były, a w pewnym momencie lodówka nie zasilana jedzeniem jak zwykle, tylko pustki i wyjadanie dżemów z piwnicy ( za którymi nie przepadałam). Moja mama wówczas straciła pracę , a że 4 dzieci w domu, to przy pensji taty cieńko przędliśmy.
2. U mnie kiedy byłam młoda, z małym dzieckiem na wychowawczym a mój ówczesny mąż nie należał do nazbyt pracowitych, dodatkowo lubił hulaszcze życie, więc w pewnym momencie byliśmy w kompletnej spirali długów. Pamiętam moment, kiedy w kuchni nie było kompletnie nic z czego można było sklecić jakikolwiek obiad. Był chleb i olej, usmażyłam ten chleb do jedzenia. I dla mnie był to ten moment odczucia kompletnego dołu i beznadziei,. taki totalny ból egzystencjalny.
Obserwuj wątek
    • vaikiria Re: Dół finansowy. 08.10.16, 11:52
      Tak jak napisałam w wątku o wegetacji - zero kasy na bilet autobusowy, jeździłam wyłącznie na rowerze. I kilka dni jadłam wyłacznie naleśniki. Jajko pożyczyłam, mleko miałam, makę też. Mus jabłkowy zrobiłam z jablek zebranych z jabłoni rosnących na ziemi niczyjej.
      • pulcino3 Re: Dół finansowy. 08.10.16, 11:54
        vaikiria dzielna z ciebie dziewczyna
    • leanne_paul_piper Re: Dół finansowy. 08.10.16, 12:03
      Miałam taki czas na studiach, kiedy było bardzo krucho z kasą, zarabiałam jakieś 700 zeta a 500 płaciłam za pokój na stancji. Cała reszta miała wystarczyć na bilet miesięczny, jedzenie, materiały na studia, telefon, ewentualnego lekarza i dentystę. Wiadomo, że nie wystarczało i końcówki miesiąca były bardzo głodne, łącznie z dyskretnym przeglądaniem śmietników.
      Pamiętam, że dostawałam czasami stówę od babci i wolałam ją przeznaczyć na wyjście do kina i na porządną kawę w kawiarni. To było coś, co ratowało mnie przed popadnięciem w totalne przygnębienie i jednocześnie dawało poczucie, że jednak nie jest tak źle, że należę ciągle do tego świata, że nie jestem na jego marginesie.
      Ale do tej pory jak widzę bezdomnych, to mnie coś ściska w sercu i zawsze daję im kasę albo kupuję coś do jedzenia.
    • solejrolia Re: Dół finansowy. 08.10.16, 12:31
      Nie lubię do tego wracać....
      Miałam 35zł w portfelu, i poszłam na wizytę kontrolną do lekarza, okazało się, że trzeba kupić antybiotyk i inne leki. I stanełam przed wyborem zakupy spożywcze (chleb, masło, w ten deseń), czy wykupić leki dla dziecka. Dramat.
      Mniej więcej w tym okresie czasu, gdy było u nas tak bardzo źle finasowo: zbliżał się dzień kobiet, mój mąż pożyczonym (!) busem pojechał do naszego kolegi po kwiaty (towar wzięty na zeszyt!). W drodze na giełdę miał wypadek- samochód rozbity, kwiaty zniszczone totalnie, i jeszcze za lawetę trzeba było zapłacić 600zł. Nie wiem co sie działo przez następne kilka dni, bo tak się załamałam, że wyłączyłam się. Pamiętam tylko, że chodziłam od okna do okna.
      No ale to za nami!
    • rozwiane_marzenie Re: Dół finansowy. 08.10.16, 13:17
      Niestety też poznałam co to bieda. Nawet na bilet na autobus nie było, więc kilka km chodziłam piechotą. Na dodatek zimą w starych, popękanych butach, że człowiek tyle śniegu co na ulicy miał też przy stopach. Na szczęście te czasy minęły i oby nigdy więcej. Ze strachu przed biedą pracuję 7 dni w tygodniu, często po kilkanaście godzin.
    • 18lipcowa3 Re: Dół finansowy. 08.10.16, 14:23
      Nigdy nie poznałam biedy. Nie wiem czy to dobrze czy zle.
      Ale pieniadze doceniam. Prace tez.
    • stoijedna Re: Dół finansowy. 08.10.16, 15:44
      Na studiach-końcówka, pieniądze ze stypendium szły na zapłacenie akademika, "słoiki" przywoziłam od rodziców bo to byli w stanie mi dać i na kilka dni było, co jakiś czas miałam problem bo miałam ostatnie kilkanaście złotych i albo za to kupię jedzenie na kilka dni albo wydam na bilet do rodziców.
      PAmiętam, że jadałam byle co, najtańsze do kupienia, a gdy już bardzo głodna byłam to wyjadałam koleżance cukier z cukiernicy, aż pewnego dnia zemdlałam pod prysznicem i doszło do mnie że nie mogę tak się odżywiać, na szczęście koleżanka mnie trochę podkarmiła. Zaraz po studiach nie miałam pracy, chodziłam wszędzie piechotą, a na dalekie trasy jeździłam na gapę - kiedyś spotkałam w tramwaju kolegę z zamożnej rodziny, pamiętam jego zdziwioną i zdegustowaną minę jak mu się przyznałam że jadę bez biletu. Najgorsze było szukanie pracy, to był czas dużego bezrobocia i zamykania tych zakładów w których docelowo po studiach miałam pracować. Więc chodziłąm po ulicach od ogłoszenia do ogłoszenia i nawet w sklepie na sprzedawczynię butów mnie nie chcieli bo po co im wychudzona anemiczna pani mgr ...
    • 1papryczka.chili Re: Dół finansowy. 08.10.16, 15:52
      Jako studentka miałam najmniej pieniędzy. Pracowałam też wtedy, ale niewiele zarabiałam. Jednak tak źle, żebym nie miała co do gara wlożyć nigdy nie było.
    • pulcino3 Re: Dół finansowy. 08.10.16, 16:26
      Mój tato urodził się w końcówce II wojny światowej,okres powojenny z pewnością odcisnął na nim duże piętno, bo do dziś zachowuje się jak syty pies, który zakopuje kość na chude czasy. Co zostanie z obiadu skrzętnie chowa do lodówki, nawet 2 łyżki surówki warte są przechowania, kotlet ląduje w zamrażalniku, bo szkoda żeby się zmarnował. Moja mama, często się złości, że upycha to wszystko na później, nie wiadomo po co. Ale ktoś kto doświadczył głodu docenia każdy kęs jedzenia. Ja z kolei skrupulatnie odkładam do portfela każdy złoty grosik, który gdzieś się "wala" po domu na podłodze, czy blacie w kuchni,każdy ma dla mnie wartość, bo gdzieś w głowie tkwi obawa, że nie chciałabym powrotu okresu, kiedy to brak tego grosza sprawia, że nie możesz kupić chleba.
      • bazia8 Re: Dół finansowy. 08.10.16, 16:56
        pewnie nie była to skrajna bieda, ale dół po bardzo dobrych i tłustych latach. Choroby w rodzinie, bezrobocie, ja na studiach. Do dziś pamiętam awanturę, którą zrobiła mi matka, że pożyczyłam pieniądze na lek od koleżanki, a ona nie ma z czego oddać. Byłam bardzo nieporadna życiowo i nawet nie wystąpiłam o stypendium socjalne, wstydziłam się. Zadowalałam się naukowym, które wystarczało mi na odbitki książek, bilet miesięczny i dwie bułki. Od tamtej pory wydaje mi się, że ciągle żyję ponad stan (i częściowo tak jest, bo mam kredyt na mieszkanie, na szczęście średniej wielkości i złotówkowy).
      • 1matka-polka Re: Dół finansowy. 10.10.16, 08:11
        "Co zostanie z obiadu skrzętnie chowa do lodówki, nawet 2 łyżki surówki warte są przechowania, kotlet ląduje w zamrażalniku, bo szkoda żeby się zmarnował."
        U mnie to standard, a nigdy biedy finansowej nie zaznałam. Wręcz przeciwnie.
    • chocolate_cake Re: Dół finansowy. 08.10.16, 16:34
      Nie miałam nigdy. Ani w domu rodzinnym ani jako osoba dorosła. Teraz za kilka miesięcy może nam się pogorszyć. Nie wiem jak będzie.
      • karme-lowa Re: Dół finansowy. 08.10.16, 16:47
        Chocolate, to tak jak u mnie. Też za parę miesięcy może być krucho.
        Bardzo boję się biedy.
        • chocolate_cake Re: Dół finansowy. 08.10.16, 16:51
          Mimo wszystko staram się być optymistką smile
          • karme-lowa Re: Dół finansowy. 08.10.16, 16:53
            Ja też. Ale są takie chwile, że wpadam w panikę.
    • bistian Re: Dół finansowy. 08.10.16, 16:54
      Fajnie się czyta, podobne odczucia, nie tylko ja tak miałem.
      Cebula na smalcu jako główne danie, tania wątróbka jako coś wyjątkowego.
      Radość, że już są maliny i jagody w lesie, a niedługo zaczną się jabłka i będzie się można napchać racuchami. Skubanie owoców głogu z partyzanta, żeby wstydu nie było przed innymi. Itd.
      Coś potem w człowieku z tego zastaje. Mnie na przykład trudno wydać większą kwotę na droższe jedzenie, chociaż budżet jest już zupełnie inny.
      • mynia_pynia Re: Dół finansowy. 08.10.16, 22:31
        Lubię głòg wink
      • 1matka-polka Re: Dół finansowy. 10.10.16, 08:13
        Cebula na smalcu i wątróbka jako symbol biedy. LOL. Dodaj do tego salceson i kaszankę. Wszystko moje ulubione dania big_grin A biedna nie jestem i nigdy nie byłam.
    • asia_i_p Re: Dół finansowy. 08.10.16, 17:29
      Zupełnego dołu nie pamiętam, ale pamiętam, że w 2005 miałam stawkę 13 zł na dzień na wyżywienie, chemię i ubrania dla dwojga dorosłych i niemowlaka.
      Tyle, że nie musiałam się martwić o rachunki (mieszkaliśmy jeszcze u ojca i po urodzeniu dziecka stanowczo powiedział, że mamy się przestać dokładać do rachunków), no i wiedziałam, że z ojcem na dole głodna nie będę, najwyżej będę się wstydzić, prosząc o pożyczkę (nigdy do tego nie doszło).

      Potem mąż znalazł fajną pracę i poszło do przodu. Ale pamiętam, że wtedy fanaberia pod tytułem buty z Biedronki za 30 zł wywracała budżet. wink
    • milva24 Re: Dół finansowy. 08.10.16, 17:36
      Pamietam takie czasy ale nie lubię do tego wracać. Najgorsze dla mnie było, że w nocy nie mogłam spać tylko leżałam i kalkulowałam jak za 200 zł na miesiąc wyżywić dwie dorosłe osoby.
    • hedna Re: Dół finansowy. 08.10.16, 18:25
      Był taki moment,że sprzedałam złoto,żeby było na leki dla dziecka. Do rodziców nie poszłam pożyczyć.
      • nena20 Re: Dół finansowy. 08.10.16, 18:40
        Kiedyś dawno temu miesięcznie zostawało nam 20zł. Wystarczyło nam w miesiącu na wszystko ale oszczędnie. Mam nadzieję że to już nie wróci.
    • konsta-is-me Re: Dół finansowy. 08.10.16, 19:03
      Generalnie zawsze nie było bogato, ale miałam taki rok, gdzie miałam zapewniony dach nad głową i bardzo podstawowe, takie naprawdę nędzne jedzenie, tak aby przezyc-nie umrzec z glodu.
      Nie mialam za to ani grosza gotowki, doslownie-ani grosza, wtedy byly automaty na zetony ,oprocz kart I nie mialam tych 10 czy 20 groszy.Przez rok...
      Jakis facet przy telefonie kiedys dal mi w prezencie zeton I bylam pod wrazeniem takiej szczodrosci.
      Jak skonczyly mi sie buty, dostalam jakies uzywane od kolezanki, potem nastepne jak sie zniszczyly.
      Czasem ratowala mnie kanapka czy jakims jedzeniem.
      Lekarstwa tez pozyczalam, chocby przeciwbolowe, jezdzilam oczywiscie tylko na gape itd.
      Szczęśliwie na nic wtedy nie zachorowalam.

      Udalo mi sie dorobic kiedys 100 zl, w ciagu tego roku I pamietam jak mialam w reku 10zl I wyprawilam z tego Wielkanoc big_grin.Kupiłam majonez, chyba 2 jajka, trochę rodzynek, i coś tam jeszcze.

      Na bazarze zbieralam jakies resztki warzyw po dniu utargowym.
      Wysylalam list I znalazlam- stary znaczek, przykleilam go "na make", I Pani na poczcie nie chciala go przyjac, bo "brzydko wyglada".

      Najgorsza nie byla bieda, tylko totalna bezsilnosc, wtedy bylo bezrobocie, takie totalne,zadnej pracy.
      Jeździłam gdzieś na rozmowyo prace, w pożyczonych ciuchach, bez biletu, itd, ale bez efektów.
      Nie mogłam nawet zadzwonić, bo nie miałam na kartę czy żeton, (czasy "przedkomórkowe")czasem udawało mi sie dzwonić od koleżanek.

      Nigdy tego nie zapomnę, tym bardziej że nie mogłam kompletnie liczyć na pomoc ojca wtedy, (bo mama byla ciezko chora) nie z biedy, tylko ot, tak, dla satysfakcji, zawsze z pełnym satysfakcji uśmiechem na gebie,zeby pokazac ze mnie ma gdzies.
      • pulcino3 Re: Dół finansowy. 08.10.16, 21:03
        konsta za to możesz być dumna z siebie , a ojcu nie musisz niczego zawdzięczać wszystko co osiągnełaś to dzięki własnemu uporowi i determinacji.
    • danaide Re: Dół finansowy. 08.10.16, 20:42
      Nigdy nie zaznałam prawdziwej biedy. Będąc za granicą miewałam smaka przechodząc koło restauracji i chłonąc zapachy, bo sama tam jadałam kiepsko, ale jadałam. Miewałam też długi za noclegi u sióstr zakonnychwink, ale na ulicy nie wylądowałam. Nie wspominam tego bardzo traumatycznie. Wprost przeciwnie, jak dostałam robotę, z której wyrzucili mnie po dwóch dniach to i tak się cieszyłam, że mogę sobie kupić zgrzewkę jogurtów i spłacę część długów. Raz nie miałam jak wrócić do kraju, a zostało mi tyle, że nie starczyłoby na przeżycie. Ale miałam wyjątkowe szczęście. Takie na osobny wątek.

      Najgorzej wspominam czas po zakończeniu studiów, kiedy szukałam pracy w Polsce. Trafiłam na jakiś kryzys. Miałam pieniądze od rodziców na przeżycie, opłacenie rachunków, ale w sumie niewiele, pod koniec miesiąca zostawało mi 20 zł. Jednak poza pieniędzmi rodzice nie oferowali mi wsparcia psychicznego, matka mnie zwyczajnie dobijała, krytykowała, chciała bym wróciła do domu i pracowała w rodzinnej firmie, a ja nie chciałam, dom kojarzył mi się tylko z krzykiem. Najgorsze było to, że coś się we mnie poblokowało, nie widziałam sensownego wyjścia, bezsensownego też nie, gdzieś pisałam, gdzieś chodziłam, w końcu nawet na serio zaczęłam rozważać propozycję sponsoringu, która była jedyną odpowiedzią na moje ogłoszenie w gazecie. Pamiętam, że miałam straszne bóle brzucha. Poszłam do lekarza, którego polecono mi jako eksperta, na prywatną wizytę, równowartość 1/10 mojego miesięcznego budżetu. Lekarz nie wziął ode mnie ani grosza. Powiedział, że ma córki w moim wieku i nie wyobraża sobie, żeby były w takim stanie.
    • thea19 Re: Dół finansowy. 08.10.16, 21:32
      Dziewczyny, jak to czytam, to mi sie lzy w oczach kreca.
      • barbibarbi Re: Dół finansowy. 08.10.16, 21:44
        Mnie też się kręcą łzy. Na szczęście nie zaznałam biedy. Trudne chwile i dramaty życiowe tak, ale bieda, taka prawdziwa, jakoś mnie omijała. Ale zawsze miałam zakodowany szacunek do pieniędzy i że trzeba mieć coś odłożone na czarną godzinę, zawsze coś tam miałam, na szczęście. Ciągle mam wrażenie, że przyjdzie jakiś pech i wszystko szlag trafi i muszę być na to przygotowana, na tą ostateczną biedę, dlatego gromadzę.
        • gogologog Re: Dół finansowy. 09.10.16, 00:58
          Tez bardzo podobnie...
          Ale wiem ze zaden majatek sie nie liczy i nic nie gwarantuje, tylko zdrowie...
      • danaide Re: Dół finansowy. 09.10.16, 01:25
        Dziwnie się czuję czytając ten wątek. Dziwnie, bo niby mówi się, że studenci zaciskają pasa, ale tu jest mowa o autentycznym głodzie i to w kraju, w którym żarcie jest i sporo się marnuje. Dopiero co był wątek o ludziach wciskających nam jedzenie, czyli wola dzielenia się też jest. Ostatnio czytałam o restauracji stworzonej przez topowych szefów kuchni w Mediolanie, gdzie robi się potrawy dla ubogich z produktów niewykorzystanych podczas EXPO 2015.
        Wszystko na opak.

        Druga rzecz, jaka mnie dobija, to ta blokada, która się pojawia, ta która powoduje, że nie widzisz oczywistych rozwiązań, że nie potrafisz myśleniem wyjść poza standard. Pamiętam, że w czasie studiów dostałam bez problemu robotę w McDo choć to był okres, gdy do McDo chodziło się na lody albo shake'a, a do Ikei głównie popatrzeć. Ale w tym najgorszym momencie - kompletnie mi to wyleciało z głowy. W końcu weszłam w wolontariat, jakieś dziwne prace też miałam. A potem złapałam diabła za rogi.
    • butch_cassidy Re: Dół finansowy. 08.10.16, 21:41
      To ja mam coś z głową. Bo owszem zdarzały się momenty, że menu bazowało na sezonowych warzywach oraz tym co dziko rośnie, a po chleb jechałam rowerem 20 km w jedną stronę (ale motywacja do treningów była!), bo tam był tańszy o 1,50 zł niż koło mnie. Nie postrzegałam tego jako traumy, ale jako wyzwanie i przejściowe tarapaty w imię realizacji takich czy innych celów. No i wyciągnęłam z tego okresu wiele nauki. Później już nigdy nie wydawałam tak lekko ciężkich tysięcy jak np. na studiach (bo u mnie to akurat był bogaty okres, ze względu na niezłe zarobki, rentę po ojcu i fakt, że nadal mieszkałam w domu rodzinnym).
      • memphis90 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 14:27
        Kiedy byłam tuż po studiach, tuż po ślubie, to też nie przeszkadzało mi, że żywimy się chlebem z najtańszą parówkową (5zł/kg). Coś tam się wygospodarowało na kino i było super. Pamiętam, jak trafiłam na wyprzedażowe tanie papryki i cukinie na targu i niosłam tego w siatach chyba ze 20kg do domu big_grin I jeszcze się cieszyłam, że taka zaradna jestem, miałam mrożonki do chińczyka/leczo/na zupę na całą zimę. Ale nie było już tak fajnie, jak były dzieci i nagle w sklepie okazywało się, że na karcie jest zero (bo mąż musiał np. zatankować za resztki, żeby do domu wrócić, a mi fundował radosną "niespodziankę" przy kasie...). Do dziś jest kiepsko, jak pracodawca spóźni się kilka dni/tydzień z wypłatą, a ja mam zero zł na koncie i wyjadamy resztki z lodówki i zamrażarki. Ale pomału idziemy do przodu... Diabeł tkwi w słowie "przejściowe" -bo jeśli zła passa trwa ósmy rok z rzędu, to masz dosyć wyzwań, chcesz normalności.
        • stoijedna Re: Dół finansowy. 09.10.16, 14:34
          Przede wszystkim jeśli jest długa zła passa albo dorabianie się od zera, to na ogół nie masz już- lub nigdy nie miałaś- dóbr bardzo ułatwiających życie -które można spieniężyć lub dzięki nim coś zarobić: biżuteria, różne sprzęty, rowery, komputery, lepsze ciuchy, itd.
          • butch_cassidy Re: Dół finansowy. 10.10.16, 08:24
            Tak, obie macie rację. Czytając ten wątek, naprawdę wiele można sobie uświadomić... niestety... sad
        • 1matka-polka Re: Dół finansowy. 10.10.16, 08:31
          Zamiast chleba z najtańszą parówką polecam fasolę ze słoniną i cebulą. Kalorycznie i odżywczo przebija wszystko oprócz podrobów oczywiście.
    • mala-wiedzma Re: Dół finansowy. 08.10.16, 22:08
      Pamietam, jak z okolo rocznym synem codziennie wieczorem szlam na taegowisko pod koniec dnia i kupowalam za ulamek wartosci warzywa z "odpadu", obite, czesciowo zepsute, ale polowe mozna bylo wykroic. Do tego kupowałam niewiele ponad to, jakies podstawy typu olej, jajka, mleko. Po jakimś czasie sprzedawcy zaczęli mnie kojarzyć i dawali mi te rzeczy za darmo, a nawet dokladali pelnowartosciowy towar "dla dziecka" lub specjalnie przynosili zabawki czy ubranka po swoich dzieciakach. Stalam sie wtedy mistrzem kluch, sosow warzywnych i pasztetów typu co masz w lodowce z tego zrób pasztet wink do dzis chodzd na ten ryneczek i kupuje warzywa najczęściej wlasnie tam, gdzie mi tak bardzo pomogli. Pamiętam tez, ze wylądowałam z synem w szpitalu na kilka dni, bo sie przyznalam lekarzowi, ze antybiotyk, oslone i przeciwgoraczkowe kupie, ale na inhalator i steryd sziewny to mnie naprawde nie stać. Taka marna sytuacja trwala pól roku. Nadal mam niewiele, ale wtedy bylo naprawde ciężko... Biegunka u dzieci wywalala budżet bo powodowala konieczność zakupu niezaplanowanej paczki pieluch...
      • bi_scotti Re: Dół finansowy. 08.10.16, 22:22
        Najgorzej wspominam brak $$$ na podpaski. Jedzenie nigdy nie bylo az takie wazne dla nas z mezem, najwazniejsze bylo zaplacic rent i dojechac do pracy, potem jeszcze oplacic moja nauke. Tak wiec przez prawie rok, w pewnym momencie, podpaski byly po prostu kaprysem (!), na ktory nie bylo nas stac uncertain Nauczylam sie bardzo skutecznie uzywac papieru toaletowego, ktory procz tego w domu jest przeciez w kazdym publicznym WC ... Dzis wspominam to z zazenowaniem i do wszystkich paczek wysylanych w swiat dla ubogich ludzi albo donowanych do lokalnych charities dolaczam z religijnym nabozenstwem opakowania podpasek i tamponow. Life.
        • konsta-is-me Re: Dół finansowy. 09.10.16, 01:11
          Znam ten bóluncertain
          Też się nauczyłam korzystać z papieru, a raz podalam stare prześcieradło uncertain
          Masakra.
          I mam obsesję do dzis-kupuje podpaski i przeciwbólowe jak jest jakaś promocja na zapas.
        • stoijedna Re: Dół finansowy. 09.10.16, 12:37
          Cóż, u mnie w domu kobiet było kilka, pensja jedna, gdy miałam naście lat o podpaskach nawet nie marzyłam, wata lub lignina to był luksus, a bywały i dyżurne szmatki które się później prało by były na następny raz...Brr. Dopiero gdy w szkole dostałam stypendium to miałam za co sobie kupić artykuły higieniczne, choć długo jeszcze miałam tendencję np do chodzenia w bardzo zdartej bieliznie lub dodzierania ciuchów do maksymalnego końca, bo kasy mało a jej przecież nie widać. Dopiero chłopak mnie z tego wyleczył wink
          Za to nienawidzę właśnie tego poczucia, że nie masz kasy to jesteś uziemiony i tracisz możliwości. Nie masz nawet pieniędzy na bilet żeby pojechać gdzieś tej pracy poszukać, i nie, nie możesz pojechć rowerem bo roweru też nie masz, obrzydliwa beznadzieja.
    • karotka_plus Re: Dół finansowy. 08.10.16, 22:51
      Były takie lata...
      Pamiętam głód, ciągły. Pamiętam wyjadanie po dziecku tego co nie zjadło (to były moje jedyne posiłki). Pamiętam radość jak pasztet za 99 groszy starczał na tydzień. Pamiętam bezsilność, strach, ssanie w żołądku...
      To były straszne czasy. Wielu sztuczek się nauczyłam, ale mam nadzieję, że już do tego nie wrócę.
      • hedna Re: Dół finansowy. 08.10.16, 23:05
        Bardzo smutne te Wasze historie... Aż tak nie miałam nigdy.Bywało ciężko,ale jakoś się radziło.Jakoś. Jesteście bohaterkami!
      • karme-lowa Re: Dół finansowy. 09.10.16, 00:13
        Karotka; (
      • rozwiane_marzenie Re: Dół finansowy. 09.10.16, 08:29
        Tak, Karotka, też to pamiętam. I pamiętam nawet uczucie pragnienia, bo nie stać mnie było na zakup byle jakiej wody, a nie miałam możliwości zrobić sobie herbatę czy inny napój. Właśnie to pragnienie i ten śnieg w "butach" (pisałam wyżej) wspominam najgorzej. Dobrze, że to już za nami smile.
    • astrum-on-line Re: Dół finansowy. 09.10.16, 00:04
      Końcówka podstawówki i początek liceum....
      Tata prowadził firmę budowlaną, zlecenia miał, ale zleceniodawcy bardzo spóźniali się z płatnościami, mama ciężko chorowała i miała niewielką rentę.
      Przeżyliśmy wizyty komornika (niepłacony ZUS taty, bo kompletnie nie było z czego), groźby eksmisji z mieszkania, odcięty prąd, problemy z płaceniem na czas podatku od wystawionych przez tate faktur (niektóre pewnie do dziś nie zapłacone). Od głodu trochę ratowała nas działka, w sezonie zawsze jakieś owoce i warzywa były. Choć w zimie czasem naprawdę ciężko było wykroić coś do jedzenia. Smażona cebula, chleb ze smalcem - taka podstawa wyżywienia.
      Trochę ratowała nas rodzina, pożyczali pieniądze na spłatę najpilnijeszych zadłużeń. Najpiękniejsze prezenty z tamtych czasów - kilka takich pięknych, błyszczących jabłek kupionych dla mnie przez brata mamy, wkład do pióra kulkowego, żebym nie musiała pisać najtańszymi długopisami (od koleżnaki z klasy), kilka lasek kiełbasy od znajomych (były podstawą świąt Bożego Narodzenia). Do dziś wspominam to ze łzami w oczach.

      Najgorsze było takie koszmarne poczucie beznadziei. Ogromne bezrobocie, tata szukał pracy, ale wszędzie szturmowały dziesiątki innych kandydatów, mama miała problemy z poruszaniem się, świadomość, że inni ludzie i firmy są nam winni duże pieniądze, ale nie mamy żadnej możliwości wyegzekwowania tego i jesteśmy skazani na ich łaskę, że może coś zapłacą może nie....

      Jakoś tkwi to we mnie do dzisiaj. Zaczęłam wtedy unikać kontaktów z ludźmi, wstydziłam się strasznie tego, że coś z nami jest nie tak, że nas nie stać na te wszystkie cuda w sklepach... kilka lat zajęło mi ponowne odbudowanie jakieś tam pewności siebie. Do dzisiaj jestem bardzo ostrożna w wydawaniu pieniędzy - ja kupuję jeden ser, mąż cztery rodzaje, bo przecież trzeba sprawdzić który lepszy. Całe lata bałam się, że stracimy pracę i znowu pojawi się koszmar ryzyka eksmisji z mieszkania....
    • sonrisa06 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 08:55
      Pamiętam jak z koleżanką na studiach jeździłyśmy darmowym autobusem do jakiegoś hipermarketu po jogurt. Miałam zazwyczaj 2 zł w kieszeni i jechałam wybrać sobie jogurt, pochodzić przed długą pólka z nabialem. Jechałyśmy po to aby mieć złudzenie, że mamy wybór, że możemy zrobić zakupy.
      Pamiętam dylematy czy kupić jedzenie czy bilet do domu. Pierwsze trzy lata studiów wspominam koszmarnie. To była prawdziwa bieda i głód. Przez trzy lata nie kupiłam sobie nic. Na czwartym roku znalazłam pracę, bardzo dobrą. O, jak się wtedy odbiłam!
    • ania.rene Re: Dół finansowy. 09.10.16, 09:42
      Moj najgorszy okres to polowa podstawowki i liceum. Nie jezdzilam na wycieczki klasowe w gory czy nad morze.
      Ubrania dostawalam od sasiadki albo mama kupowała w lumpeksie - w latach 80-90 to byl obciach.

      Mama nie miala pracy, tata dostawał coraz mniejsze wynagrodzenie bo firma upadala.

      Nie bede sie rozpisywac jak bylo ciezko.
      Jednak dla mnie najgorsze byly slowa kolegi.
      Mielismy dom pietrowy z pustaka, bez ladnej elewacji. Pewnego dnia jak zwykle bawiliśmy sie cala grupka dzieciaków na podwórku.
      Jeden z kolegow powiedzial do mnie i do brata " jesteście tak biedni, ze nie stac was na tynkowanie domu"

      Minęło 26 lat a ja do dzis to pamietam.
      • nathasha Re: Dół finansowy. 09.10.16, 17:47
        Najgorsze ze takie slowa siedza w czlowieku, takie glupie zlosliwe uwagi. Tez mam takie komentarze ktore dawno dawno temu ktos mi zaserwowal i do tej pory bola, ale staram sie myslec ze debilami nie mozna sie przejmowac.
    • joanekjoanek Re: Dół finansowy. 09.10.16, 11:18
      Mnie na szczęście bieda przydarzyła się wtedy, kiedy jeszcze nie miałam dzieci.
      Tylko kota.
      I pamiętam kilka takich "ostatnich 5 PLN" z jakichś kolejnych pożyczek, które szły na kocią karmę.
      I pamiętam, jak się wzruszałam samą sobą z samozachwytu, że taka jestem dobra pani, że ten ostatni grosz temu kotu smile To jest chyba najważniejsza emocja, jaką zapamiętałam z tego okresu. Człowiek jest dziwnym zwierzęciem.

      Odkąd mam dzieci, biedy się boję tak panicznie, że trudno sobie wyobrazić. Wypieram jakoś.
      • pulcino3 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 12:11
        jonaek "Jakim jesteś człowiekiem poznasz po tym jak traktujesz zwierzęta" kwiat.
      • leanne_paul_piper Re: Dół finansowy. 09.10.16, 12:23
        Ja też się starałam, aby chociaż kotka nie była głodna, zawsze dla niej musiało coś być. Ale raz przez dwa dni naprawdę już nie było co jej dać, bo był tylko ryż i margaryna, a tego jeść nie chciała. I pamiętam, jak skrobała pustą miskę - jak to usłyszałam, to mnie to kompletnie rozwaliło emocjonalnie. Do tego ona była z natury taka szczupła, co jeszcze potęgowało moje wyrzuty sumienia. Później w lepszych czasach pamiętam, jak leżała taka obżarta wołowiną - patyczak z okrągłym brzuszkiemwink.
        Ehh, nikt nie powinien być głodny, ani człowiek ani zwierzę.
        • misterni Re: Dół finansowy. 10.10.16, 01:42
          Kiedyś już chyba pisałaś o tej kotce skrobiacej miskę. Pamiętam, że mnie to wzruszylo strasznie. sad
      • mamaemmy Re: Dół finansowy. 09.10.16, 16:57
        Joanek ..lubię to ☺
    • swiezynka77 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 12:30
      strasznie Wam współczuję. ja nie miałam takiego momentu. pochodzę z w miarę dostatniego domu a na 3 roku studiów zaczęłam pracować, wyprowadziłam się razem z chłopakiem i utrzymywałam nas samodzielnie (chłopak miał tylko stypendium). od tego czasu dajemy radę samodzielnie, ostatnio nawet bardzo dobrze. miewałam za to w życiu okresy okropnej nerwicy związanej z odpowiedzialnością finansową za dom - chłopak a potem mąż po studiach robił doktorat i dalej ja nas utrzymywałam przez kilka lat. dopiero po doktoracie zaczął zarabiać, kokosy to nie są ale gdybym straciła pracę to jakoś byśmy przeżyli.
      • alina460 Re: Dół finansowy. 09.10.16, 12:45
        Nie miałam aż tak źle, żeby nie mieć co jeść, ale były chudsze lata. Byłam na studiach, mieszkałam z dziadkiem, mama już nie żyła. Pracy nie mogłam znaleźć, bo był straszliwy kryzys i bezrobocie. Bez odpowiednich kontaktów nie było szans na pracę. Miałam rentę rodzinną, dziadek emeryturę. Pamiętam, że musiałam sprzedać mamy rower, żeby zapłacić rachunek za gaz. Priorytetem były rachunki. Przez klika lat nic sobie nie kupiłam i do dziś pamiętam, że jogurt Jogobella kosztował wtedy 40 groszy. Banan był luksusem. Kupowałam podstawowe produkty: chleb, jakąś tanią wędlinę, biały ser, ziemniaki. Skromnie, ale chyba nie tak dramatycznie.
        Dziewczyny powyżej opisują prawdziwą biedę. Współczuję. Bieda jest straszna. Też się boję w życiu biedy. I staram się w żadnym razie nie marnować jedzenia. Wolę być odkurzaczem niż marnotrawcą tongue_out

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka