Zajrzałam do Douglasa po kredkę do oczu. Chciałam Givenchy, ale stwierdziłam, że zobaczę jeszcze Chanel. Stoję przy standzie, a obok mnie stoi ktoś tak spryskany, jakby w mieszance kilkudziesięciu zapachów wykąpał się w ubraniu. Odwracam się i patrzę - bezdomna. Zdziwiłam się, no ale stand tuż przy wejściu, nie rzucała się w oczy. Poszłam szukać dalej; okazało się, że tej marki w ogóle w Douglasie nie ma, sprawdziłam więc zachwalane tu Chanel No. 5 L'Eau (piękne). Wracam, patrzę, a tam rzeczona bezdomna maluje się pędzlem po twarzy! Zresztą całkiem dużo kolorów już miała wypróbowanych

Zrobiło mi się autentycznie niedobrze. Nikt z obsługi nie zareagował! Podeszłam do jakiejś pierwszej lepszej ekspedientki i mówię, że bardzo przepraszam, ale nie chciałabym się po tej pani malować. No wiem, odpowiedziała, i odłożyła pędzel. Ile wcześniej i co użyła, wolę nie wiedzieć

Do tej pory na wspomnienie mam odruch wymiotny. Jakoś nigdy nie widziałam bezdomnych w seforodaglasie i naiwnie zakładałam, że ich tam nie ma. A tu taka niespodzianka

Zastanawiam się jak sprawdzać kosmetyki, maziaje po ręce wydawały mi się ok, do dziś