niu13
13.12.16, 10:34
Będę się żalić.
Gdzieś widziałam mema, że 2016 jest reżyserowany przez Tarantino. To prawda. Zaczynam mieć poczucie jakiegoś fatum, złośliwego, złego losu, na który nie mam już żadnego wpływu. Nie chcę wnikać w szczegóły, ale relacje rodzinne nam się w tym roku rozpadły, finanse leżą, a gwoździem do trumny jest fakt, że ukradli nam parę dni temu samochód. Jakby tego było mało, był on na kredyt i bez AC. Doszło już do tego, że mój zawsze opanowany i pogodny mąż stwierdził, że spada w przepaść. Wszystko niemal rozbija się o pieniądze. Ciągle tylko kasa, kasa, kasa. Nie jesteśmy jakoś szczególnie niezaradni. Ani szczególnie biedni. Ale ciągle jest za mało, bo życie generuje nam jakieś nadprogramowe, głupie koszty. Wiem, zaraz posypią się gromy, że samochód był na kredyt i bez AC, ale jak się nie ma wolnych środków kilkadziesiąt tys., to tak się żyje- wiemy, co się stało z cenami OC. Poza tym- kto teraz bierze pod uwagę, że mu ukradną auto? A tu proszę- niespodzianka! Za chwilę będą święta- ponure i samotne, po nich przeprowadzka. Nie mam na to siły ani ochoty. I żadnych już zasobów optymizmu, żeby pocieszać męża, bo sama jestem załamana. W dodatku myślę, że to ja go wpędzam w ten kanał, bo zanim zaczęliśmy wspólne życie on był pogodnym, szczęśliwym człowiekiem. Ech, nie układa się. Ktoś mnie przeklął, czy co?