Dodaj do ulubionych

bez pomocy

01.01.17, 01:34
Rok po smierci mojej siostry wpadlam w straszna nerwice z atakami paniki. Na dodatek mam klopoty z sercem i arytmie. Jedno napędza drugie... Kiedy zaczynam sie denerwowac facet z ktorym mieszkam nie tylko nic mi nie pomoże, ale nie potrafi ukryć rozbawienia. Śmije sie ze mnie i nie odzywa ani słowem, bo wie ze jak z kims rozmawiam to sie uspakajam i mi przechodzi... Jest cały w skowronjach a dla mjie te napady lęku to prawdziwy koszmar. Trudno mi w to uwierzyć ale to prawda. Nikomu jeszcze o tym nie mowiłam bo wstydze sie przyznać ze moje życie to taka straszna porażka...
Obserwuj wątek
    • ga-ti Re: bez pomocy 01.01.17, 01:42
      A leczysz to jakoś? Ja się nie znam, ale czasem dziewczyny piszą o atakach paniki i postępowaniu wtedy tak by sobie pomóc. Poczekaj cierpliwie, na pewno odezwie się ktoś, kto poradzi fachowo.
      Trzymaj się!
      • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:46
        Dziękuję Ci.
    • gama2003 Re: bez pomocy 01.01.17, 01:54
      Zamień tego faceta w faceta z którym nie mieszkasz. Ktoś, kto wyśmiewa Twoje problemy a ma niby być osobą najbliższą to dno. Szukaj pomocy, to draństwo nerwicowe można poskromić. I Twoje życie nie jest porażką, porażką jest związek z palantem. Ty z nerwicy wyjdziesz a on dupkiem niestety zostanie.
      • beneficia Re: bez pomocy 01.01.17, 02:36
        To samo miałam napisać, do lekarza po leki (jak cos grubiej wyjdzie to do psychologa), a gościa spuśc na drzewo, trzeba byc psycholem, żeby smiac się ze swojej dziewczyny w takiej sytuacji.
        To jest znęcanie się, szybko opuśc ten okręt (ledwie resztki dryfują, dobij do nawet bezludnej wyspy).
      • sylwus34 Re: bez pomocy 01.01.17, 12:26
        100/100
      • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:46
        Bardzo bym chciała mieć odwagę, ale nie mam. Rok temu bałam się wyjść z domu, wyprowadzała mnie córka... teraz jest lepiej, ale i tak chyba nie da się przemeblować życia, kiedy tak irracjonalnie boisz się tylu rzeczy.... Boję, że nawet tego, że będę się bać... i to mnie paraliżuje.
        • maggi9 Re: bez pomocy 03.01.17, 11:09
          Życia nie trzeba przemeblowywać, no może poza rozstaniem się z facetem idiotą, tylko swoje myślenie i emocje.
          Tak, nie jesteś jedyna z takim problemem, tak napady lękowe, nerwica to problem wielu ludzi. Tak więc najlepszym sposobem będzie udanie się do lekarza po leki ewentualnie na terapię.
    • lauren6 Re: bez pomocy 01.01.17, 12:24
      I ty z nim jeszcze mieszkasz? Zdumiewające.
      • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:11
        Tak jestem zdumiona, że znalazłam się tam gdzie jestem. Niby potrafiłabym radzić komuś innemu w takiej sytuacji, ale sama jestem zupełnie bezradna.
    • cosmetic.wipes Re: bez pomocy 01.01.17, 12:35
      Jaki jest powód, że jesteś z takim palantem?
      • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:12
        Chyba strach, że sobie nie poradzę, jakaś bezradność kurcze...
        • gama2003 Re: bez pomocy 01.01.17, 19:22
          Morduje Cię nerwica - obok człowiek, którego to bawi. Nie pomoże, nie wspiera.
          Czyli RADZISZ SOBIE SAMA. Radzisz sobie, jest Ci ciężko, ale - gdyby wsparł Cię specjalista to pomału radziłabyś sobie coraz lepiej.
          Fatalny partner pogłębia Twoją nerwicę, niepewność siebie.
          Przeżyłaś tragedię, Twoje ciało odreagowuje to paniką. Tak niestety bywa. Żaden wstyd szukać pomocy. Wstyd być partnerem, który wyśmiewa i lekceważy. Szukaj pomocy, szkoda życia na żywienie nerwicy dodatkowymi problemami z palantem.
          • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:32
            Mamy córkę. Właściwie ona mnie trzyma przy życiu. Wszystko co piszesz to prawda, nie wiem jak mogłam do tego dopuścić. Zawsze wiedziałam, że te relacje są złe, że ludzie którzy tak żyją marnują sobie nawzajem życie i raczej powinni się rozstać. Tylko nie potrafiłam tego zrobić nawet jak nie byłam w takich tarapatach jak teraz...
    • evee1 Re: bez pomocy 01.01.17, 12:44
      A ja Ci napiszę, że mi właśnie to, że mój mąż się nie przejmował specjalnie moimi atakami paniki (ale fakt nie wyśmiewal, może raczej traktował jako coś interesującego) i nie rozczulal się nade mną bardzo mi pomagało. Nie rozczulał się nigdy nade mną, tylko był i przypominał, że nie umieram, że to przejdzie, tak jak przechodziło poprzednio. Nie wiem dokładnie czego oczekujesz od swojego faceta, ale przede wszystkim idź jak najszybciej do psychiatry po antydepresanty, a potem na terapię. Nie ma się czego wstydzić, wiele osób to miewa i całkiem dobrze się to leczy.
      • nangaparbat3 Re: bez pomocy 01.01.17, 12:54
        Co innego powaga i spokoj, a co innego wysmiewanie.
      • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:14
        Wiem o czym mówisz. Jego spokój udziela się Tobie. Ale u nas jest inaczej. Jest jakiś rodzaj wrogości, bo ze mną wystarczy właśnie pogadać i się uspakajam. On o tym wie
        • gama2003 Re: bez pomocy 01.01.17, 19:26
          Czyli świadomie przedłuża Twoje cierpienie. Bo panika to cierpienie. I Ty w sobie widzisz problem ? On ma świadomość, że innym zachowaniem skróciłby atak. Na jakie olanie Twoich problemów jeszcze czekasz ?
          • daszutka Re: bez pomocy 01.01.17, 19:28
            Rzuć dupka. Na niego nie miżna liczyć w trudnej sytuacji. Po co Ci taki palant u boku?
    • nangaparbat3 Re: bez pomocy 01.01.17, 12:44
      Faceta pogonić. On moze byc większą przyczyna Twoich problemow niz śmierć siostry. Jego reakcje mowią jasno: nie mozesz na niego liczyć. Co wiecej podejrzewam, ze od lat podkopuje Twoje poczucie wartości, pewność siebie.
      Pewnie się obawiasz rozstania - ale w tej sytuacji rozstanie oznacza uwolnienie się.
      No i biegiem do psychiatry - to jest najodpowiedniejsza pomoc w tej chwili.
      • nangaparbat3 Re: bez pomocy 01.01.17, 12:51
        Powiem Ci jeszcze, że wiele lat temu bylam w podobnej sytuacji. Facet dzialal na mnie dołujaco, a ja nie umialam zerwać, co gorsza, balam się roztania tak bardzo, ze mialam upatrzone miejsce nad kanalem Odry-
        Jak juz przyszlo do rozstania (wybawila mnie jego dawna wielka milość, ktora postanowila do niego wrocić), ani przez myśl mi nie przyzlo sie zabijać, co prawda przez tydzień nie jadlam i prawie nie spalam, ale potem poczulam, jak świat sie rozszerza, a mnie rosną skrzydła. Wszystko co najlepsze w moim zyciu zdarzylo się poźniej. Tę kobietę do dzisiaj jestem gotowa po nogach calować z wdzięczności, że mnie uwolnila.
        Ona uwolnila od niego, a cala historia uwolniła od strachu przed porzuceniem - juz wiedzialam, że mozna przeżyć i nie tylko nic zlego się nie stanie, ale jest lepiej.
        A teraz Cię przytulam z całych sil, mocno mocno.
      • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:23
        Nie tylko żałoba wpędziła mnie do tego dołka, bo siostra odeszła, ale zostawiła dzieci, z którymi są problemy... takie że nawet nie gadam... Z jednaj strony żałoba, z drugiej ciągły strach o te dzieciaki i sama nie wiem kiedy zaczęły się dziać ze mną dziwne rzeczy....
        A po trzecie, świadomość takiego nieudanego związku, straconego w sumie życia... ehhh,
        U psychiatry byłam, powiedział, że silna nerwica lękowa z czymś co ma nazwę której nie pamiętam ale chodzi o pogranicze depresji....
        • nangaparbat3 Re: bez pomocy 01.01.17, 19:51
          Nie wiem, ile masz lat, ale czasem takie rzeczy nasilają się czy nawet pojawiają w okresie menopauzy. Wtedy HTZ bardzo pomaga.
          A co Ci ten psychiatra zlecil?
    • lea_223 Re: bez pomocy 01.01.17, 12:54
      Dowiedz się niezwłocznie kiedy przyjmuje Twój lekarz rodzinny. Zapisz się jutro. Ewentualnie idź do innego internisty. Masz jakąś klinikę blisko domu? pracy? Powiedz o swoich kłopotach, weź receptę i idź do apteki. Jutro lub pojutrze będziesz miała poczucie, że odzyskujesz wpływ na swoje życie! Co do faceta to nie wiem, może jest tak, że wyolbrzymiasz problem? Jesteś teraz w okresie wzmożonej wrażliwości.
      • lea_223 Re: bez pomocy 01.01.17, 12:59
        I przede wszystkim ZACZNIJ działać. Nie siedź i nie rozkmniniaj. Lekarz POZ da ci szybką pomoc ale rozejrzyj się też za pomocą psychologiczną. W naszych polskich warunkach trochę się na to czeka. Leki pozwolą ci dotrwać do tego momentu
        • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:25
          Poszłam do psychologa, takiego ze szkoły gestalt, ale nie stać mnie na tą terapię teraz...
          • nangaparbat3 Re: bez pomocy 01.01.17, 19:52
            Ataki paniki to sie jednak leczy prochami, a psycholog potem. Nie przepisal Ci czegos ten psychiatra?
            • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 20:05
              No właśnie przy tym moim sercu, trochę mam kłopot z lekami... doradził żebym skonsultowała z kardiologiem propranolol, bo działa właśnie antyarytmiczne ale stosuje się go też w psychiatrii na lęki... Tyle że ja widzę, że jak unikam stresu jest coraz dużo lepiej.... wiem, że jakoś bym sobie z tym poradziła, ale nie mogę pogodzić się z jego postawą w stosunku do mnie...

              A z psychologiem podobno jest tak, że po terapii psychologicznej lęki nie wracają, a po farmakologii przy odstawieniu owszem.... wszystko zaczyna się na nowo
              • nangaparbat3 Re: bez pomocy 01.01.17, 20:23
                Nawet jeśli, to warto przez jakiś czas sobie pomoc, żeby się ogarnąć, stanąć na nogi, podjąć decyzje (Anorektycznazdzira ma troche racji pisząc, że najpierw leczenie, potem decyzja odejść czy zostać).
                To co on robi to przemoc psychiczna - może dowiedzialabyś się w jakimś na przyklad osrodku interwencji kryzysowej, czy w Twojej miejcowoci jest grupa wsparcia dla kobiet w podobnej do Twojej sytuacji. To tez by Ci pomoglo.
              • evee1 Re: bez pomocy 03.01.17, 10:59
                E tam, propranolol to jak cukierki wink Na ataki paniki raczej nie pomoze. Na arytmie najlepiej zrobic Holtera 24 godzinnego i pewnie wyjda Ci skurcze dodatkowe, ktore ma 80% osob z nerwica. A na to najlepiej dzialaja jednak antydepresanty.
    • 71tosia Re: bez pomocy 01.01.17, 12:58
      isc do dobrego lekarza, najlepiej psychiatry. Depresja plus ataki paniki - to trzeba po prostu leczyc a nie czekac ze samo minie.
      • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:58
        Nie mam depresji.
        • evee1 Re: bez pomocy 03.01.17, 11:00
          Nerwica, depresja - to samo g... tylko inaczej sie objawia. Leczy sie tez podobnie i lekami i terapia.
    • tajemnicza.a.m Re: bez pomocy 01.01.17, 13:09
      Wybacz ale ciężko mi sobie wyobrazić człowieka w który w takiej samej sytuacji nabija się i jednocześnie z premedytacją działa na Twoją szkodę.
      Znałam wielu idiotów ale każdy jeden w takiej sytuacji prędzej czy później pomógłby jakoś jak skończyłby się już bawić/nabijać.
      • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:38
        Nie nie pomógł mi. Przeszedł koło pokoju, widział, że sobie kucnełam i płakałam.
        Kiedy się uspokoiłam, zapytałam czy nie widział, że się bardzo źle czuje.... Zapytał takim ochydnym podniesionym głosem: "O coś chodzi?" Nie powiedziałam już nic...
    • ichi51e Re: bez pomocy 01.01.17, 13:14
      Jesli smieje sie jak debil sam prawdopodobnie nie umie sobie radzic z wlasnymi emocjami a co dopiero z cudzymi. To jest smiech nerwowy jak u dziecka ktore wie ze rodzice sie zloszcza ale chce rozladowac sytuacje bez swiadomosci ze to tylko rzecz pogarsza. Nie bierz do siebie
      • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:39
        Nie, on dobrze wie. Wie, że jak się długo denerwuje mogę dostać migotania przedsionków...
    • stephanie.plum Re: bez pomocy 01.01.17, 13:50
      a musisz mieszkać z tym facetem?
      • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:41
        Nie nie muszę. Mam swoje mieszkanie które wynajmuje, ale boje się być sama. Chociaż czasami myślę, że jak bym się tam wprowadziła, to mam tam takich miłych sąsiadów i może bym się tak nie bała....
        • nangaparbat3 Re: bez pomocy 01.01.17, 19:53
          Corka nie zamieszka z Tobą?
          • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 19:57
            Mieszka. Mieszkamy we trójkę.
            • nangaparbat3 Re: bez pomocy 01.01.17, 20:24
              A nie przeprowadzilaby sie z Tobą?
              Ma dobre relacje z ojcem? Jej nie dowala?
        • gama2003 Re: bez pomocy 01.01.17, 19:58
          W nerwicy czasami zmiana środowiska dziala terapeutycznie. W sensie - przecinasz nawyki, np, na tej poczcie, czy na tym zakręcie zawsze dostawałaś paniki. I za każdym razem kolejnym razem dostawałas, albo bałaś się, że dostaniesz.
          W nowym miejscu mózg może zapomnieć o nawykach smile. Do przegadania z mądrzejszymi...

          I co ważne, z tego co piszesz, postać partnera nie jest obojętna dla tej choroby. To nie chodzi o utulenie ,, panikarza,,, ale spokojne wsparcie. Z tego co piszesz, gdybyś z innego powodu padła bez życia na podłogę, pan spokojnie przeszedłby nad Tobą po piwo do lodówki.
          • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 20:11
            Z tego co piszesz, gdybyś z innego powodu padła bez życia na podłogę, pan spokojnie przeszedłby nad Tobą po piwo do lodówki.

            Tak to widzę i jestem tym zdruzgotana. Mówiłam niedawno córce, że to, źle że jesteśmy z tatą i że chciałabym poznać jeszcze kogoś miłego... Ona zapytała, czyli jakiego, a je jej powiedziałam : "takiego, któremu byłoby bardzo przykro gdyby mi się coś stało... "
            • nangaparbat3 Re: bez pomocy 01.01.17, 20:26
              Wybacz, nie chcę Ci dokuczać, ale nie powinnaś takich rozmow z corką prowadzić. To dla niej zla rozmowa.
    • anorektycznazdzira Re: bez pomocy 01.01.17, 19:51
      Ja wiem, że już otrzymałaś fefnaście "dobrych" rad, żeby faceta wystawić za drzwi, pogonić, etc, ale to są IDIOTYCZNE rady, bo takich kroków i takich decyzji nie podejmuje się w stanie, w którym obecnie jesteś.
      Rzeczą absolutnie priorytetową jest pozbieranie się, na pewno potrzebujesz w tym pomocy sensownego lekarza/terapeuty/psychologa, może potrzebujesz leków na nerwy. I nie wahaj się tego szukać i "używać"! To jest dla ludzi. Męczysz się, czas mija, nie przechodzi. W sytuacjach jak Twoja zwykle krótka interwencja wystarcza aby stanąć na nogi, dalej dasz sobie radę. I wtedy się zastanowisz co z facetem, czy w ogóle cokolwiek, a jeśli to co.
      Powodzenia.
      • polujenamisie Re: bez pomocy 01.01.17, 20:21
        Nie wiem sama. Tak czuję, że sobie nie poradzę... ale jak byłam u psychologa to zapytała, co takiego się stało, że jestem w takim stanie... czy mam w kimś jakieś oparcie, przy tym wszystkim, co mnie spotyka... Czy ktoś w moim domu płakał ze mną po siostrze, czy jedynie tolerował, że ja tak cały czas płaczę...
        Czasami wydaje mi się, że może właśnie to jedyny sposób, rzucić się na głęboka wodę, najwyżej utonę.... bo i tak tonę...
        • anorektycznazdzira Re: bez pomocy 01.01.17, 20:25
          Hej, to nie jedyny psycholog w kraju!!!
          Dentyści są dobrzy i beznadziejni, o tym każdy wie, ale o psychologu już ludzie nie wiedzą. Idź do sensownego centrum pomocy, poradź się do kogo, niech Ci też pomogą dobrać leki wspierające terapię.
          Nie rezygnuj z szukania pomocy, bo jej POTRZEBUJESZ.
        • pade Re: bez pomocy 02.01.17, 09:41
          Strata siostry to traumatyczne przeżycie, Twoje poczucie bezpieczeństwa na pewno na tym ucierpiało. Dodatkowo facet Cię nie wspiera w żałobie a wręcz przeciwnie, więc przypuszczam, że wiele żalu i bólu w sobie stłumiłaś. Tłumisz też wściekłość na du..pka, za to co Ci serwuje.
          Musisz to wszystko z siebie wywalić. Nie stłumić, a wywalić. Skoro wynajmujesz mieszkanie masz z tego jakieś dochody, prawda? Odżałuj na dobrego TERAPEUTĘ a nie psychologa. Poszukaj w necie, albo popytaj w poradni zdrowia psychicznego. Nie jest powiedziane, że będziesz latami chodziła na terapię, może 4-8 spotkań wystarczy. Lepiej wydać trochę pieniędzy na ulżenie swojej duszy niż leczyć migotanie w szpitalu. Myśl rozsądnie. Zadbaj o siebie. Masz w sobie tę siłę. Zadbaj o siebie dla córki. I tak jak Nanga pisała, nie zwierzaj jej się, nie opieraj się na niej, nie wolno tego robić. Skoro partner nie jest pomocny, poszukaj wsparcia w terapeucie, on od tego jest.
          Moja koleżanka miała ataki paniki po śmierci ojca. Po latach powiedziała mi, że to dlatego, że starała się być dzielna i nie dramatyzować za bardzo (jej słowa) i dlatego, że grunt jej się usunął spod nóg. Sama widzisz, że źle rozumiana "siła" może być przyczyną "rozłożenia się na łopatki".
          Twój partner oblał jeden z najważniejszych egzaminów życiowych. Może ze strachu, może z braku umiejętności, wszystko jedno, nie stanął na wysokości zadania. Ale Ty sobie poradzisz. Szukasz pomocy tutaj, szukałaś w realu. Nie odpuszczaj, pozwól innym sobie pomóc.
    • moni_kaw Re: bez pomocy 01.01.17, 20:16
      Ale mieszkasz z nim w sensie ze razem wynajmującie coś? Bo chyba nie jest to twój partner....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka