adriana.la.cerva
01.01.17, 19:20
czyli jak spatolic mi sylwestra.
Wybralismy sie wczoraj do znajomych, kameralne grono. Ja nie pilam, maialam dzisiaj do pracy na 11 wiec pojechalismy autem. Mojego chlopa z jego kolega ponioslo. alkohol lal sie strumieniami.
Sprawa wyglada tak, ze nie utrzymuje zadnych kontaktow z moja rodzina, zarowno rodzicami jak i rodzenstwem. Z roznych wzglegow, najogolniej powiedziawszy ze pochodze z rodziny dysfuncyjnej i sporym nakladem wlasnej pracy, terapii itd udalo mi sie odseparowac od tych ludzi, a ewentualne ich proby nawiazania kontaktu np. mejl calkowicie ignoruje.
Narzeczony oczywiscie w temacie, niby wspierajacy ale chyba nie do konca rozumie jak to mozna tak sie odciac.
No i do sedna, wybija polnoc, wyszlam na papierosa i po powrocie on zadowolony z siebie mowi mi ze ''zadzwonilem do twojej siostry z zyczeniami''.
Opadlo mi wszytsko. Przepraszam ze pisze chaotycznie ale nerw straszny mnie trzyma. Nie rozmawiam z nim. To co zrobil bylo idiotyczne i nie lojalne.
Tak chcialam sie wygadac. Dzieki.