Dodaj do ulubionych

Pijany narzeczony...

01.01.17, 19:20
czyli jak spatolic mi sylwestra.

Wybralismy sie wczoraj do znajomych, kameralne grono. Ja nie pilam, maialam dzisiaj do pracy na 11 wiec pojechalismy autem. Mojego chlopa z jego kolega ponioslo. alkohol lal sie strumieniami.

Sprawa wyglada tak, ze nie utrzymuje zadnych kontaktow z moja rodzina, zarowno rodzicami jak i rodzenstwem. Z roznych wzglegow, najogolniej powiedziawszy ze pochodze z rodziny dysfuncyjnej i sporym nakladem wlasnej pracy, terapii itd udalo mi sie odseparowac od tych ludzi, a ewentualne ich proby nawiazania kontaktu np. mejl calkowicie ignoruje.

Narzeczony oczywiscie w temacie, niby wspierajacy ale chyba nie do konca rozumie jak to mozna tak sie odciac.

No i do sedna, wybija polnoc, wyszlam na papierosa i po powrocie on zadowolony z siebie mowi mi ze ''zadzwonilem do twojej siostry z zyczeniami''.

Opadlo mi wszytsko. Przepraszam ze pisze chaotycznie ale nerw straszny mnie trzyma. Nie rozmawiam z nim. To co zrobil bylo idiotyczne i nie lojalne.

Tak chcialam sie wygadac. Dzieki.

Obserwuj wątek
    • ichi51e Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:21
      Mam nadzieje ze eks opisywalas.
      • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:23
        nie, obecnego.
        • capa_negra Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:31
          od wczoraj, od tego numeru dla ichi51e i dla mnie też byłby EXS
    • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:36
      Skoro nie utrzymujesz kontaktów ze swoją rodziną to jakim cudem narzeczony ma telefon do Twojej siostry?
      Po prostu facet nie rozumie dlaczego aż tak się odcięłaś, chyba nie wyjaśniłaś tego dość precyzyjnie.
      • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:45
        Wie, doskonale wie dlaczego.Nie jestesmy od wczoraj ze soba. Poza tym wczesnej slyszalam ze to dobry krok. Ma nr tel siostry, dlaczego mialby nie miec.
        • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:51
          A po co miałby mieć?
          Ze swoim partnerem żyję od ponad dekady, spotkania w gronie rodzinnym odbywamy regularnie i nie przyszło mi do głowy, żeby mieć telefony do jego rodzeństwa.
          • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:53
            triss_merigold6 napisała:

            > A po co miałby mieć?
            > Ze swoim partnerem żyję od ponad dekady, spotkania w gronie rodzinnym odbywamy
            > regularnie i nie przyszło mi do głowy, żeby mieć telefony do jego rodzeństwa.

            No widzisz - a niektórzy mają.
            I co poradzić?
            • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:55
              Nie foszyć się, że te telefony są wykorzystywane do np. składania rytualnych życzeń w sylwestra czy inne święta.
              • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:57
                triss_merigold6 napisała:

                > Nie foszyć się, że te telefony są wykorzystywane do np. składania rytualnych
                > życzeń w sylwestra czy inne święta.

                "Nie foszyć się" na nielojalność najbliższej osoby?
                Możesz się nie foszyć, czemu nie.
                • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:01
                  Już nie najbliższej, pani go zostawiła, a przynajmniej tak pisze.
                  • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:05
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Już nie najbliższej, pani go zostawiła, a przynajmniej tak pisze.

                    Niby gdzie tak pisze????
                    Poza tym - nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi big_grin
                    • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:08
                      "Nie jestesmy od wczoraj ze soba." - wyżej pisze.
                      Wiem o co chodzi i nie kupuję tego. Laska chyba jeszcze bardzo młoda jest, że potraktowała to aż tak osobiście, żeby zerwać z facetem z którym właśnie planowała ślub.
                      • isanek Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:12
                        nie jesteśmy od wczoraj ze sobą - raczej w senie "znamy się nie od dziś"
                        • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:16
                          Ok, być może, nie będę się spierać.
                • cosmetic.wipes Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:04
                  Ale ja też nie rozumiem po wuj dawać partnerowi numer do siostry, z którą się nie utrzymuje kontaktu.

                  Ja mam z moim bratem kontakt homeopatyczny i tylko w celach organizacyjnych i mój od 20 lat mąż nie ma jego numeru.
                  • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:06
                    cosmetic.wipes napisała:

                    > Ale ja też nie rozumiem po wuj dawać partnerowi numer do siostry, z którą się nie utrzymuje kontaktu.

                    Bo się dało, jak kontakt jeszcze był, i to całkiem bliski. Jak się dało raz, to ciężko go potem odebrać, jak się kontakt zerwało smile
                    To nie listy, które się kiedyś sobie nawzajem oddawało po zerwaniu.
                  • klamkas Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:09
                    Do niedawna autorka miała kontakt z siostrą, widać nie dopilnowała wykasowania numerów z telefonu narzeczonego...
                  • ichi51e Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:16
                    no wlasnie - bo rozumiem ze sa jakies wspolne sprawy ale tak? do calej rodziny ma? Do ciotki Stefy i wujka Zdzicha tez?
                    • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:17
                      Wspólne mamy - dotyczące logistyki okołodzieciowej i gastronomicznej.
          • klamkas Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:56
            Może kwestia tego, że to partner, a może tego, że kolejny, a może czego innego... bo mąż ma numer tel moich rodziców, brata, bratowej, mojego kuzynostwa (częściowo). A ja jego ciotek (z braku rodzeństwa i kuzynostwa).
            • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:00
              Mój ma numer do mojego ojca, a ja do jego matki, ze względów logistyczno-okołodzieciowych. Rodzeństwo w naszej logistyce okołodzieciowej nie bierze udziału.
              • klamkas Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:11
                No ok. Ale to wy. My po prostu jesteśmy rodziną, kontakty z rodzeństwem, kuzynostwem, dziadkami i ciotkami nie są potrzebne ze względów logistycznych, tylko emocjonalno-rodzinnych. I myślę, że większość ludzi tak ma.
                • cosmetic.wipes Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:39
                  tylko e
                  > mocjonalno-rodzinnych. I myślę, że większość ludzi tak ma.

                  Większość ludzi utrzymujących normalne stosunki z rodziną. Autorka do nich nie należy.
                  • klamkas Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:43
                    Ale ja nie odpisywałam autorce (drzewko).
              • spanish_fly Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:53
                Numery do rodziny partnera ma się chociażby po to, żeby poinformować o śmierci, wypadku itp. Normalni ludzie jak się decydują na wspólne życie to stają się częścią rodziny, nawet jeśli na codzień nie utrzymuje się z kimś bliskim kontaktów to dobrze mieć jak się skontaktować w razie czego.

                W większości znanych mi rodzin ludzie się kontaktują z rodzeństwem partnera także na bieżąco w wielu innych sprawach. Ja mam telefon nie tylko do rodzeństwa męża, ale do ich współmałżonków, dzieci, a nawet do niektórych kuzynek i kuzynów. Podobnie mój mąż. Co kto lubi oczywiście, ale z tego co opisujesz Twoja rodzina jest mocno specyficzna, w tym odcinaniu się od reszty świata i ścisłej separacji na moi - twoi bliscy/znajomi.

                Natomiast samo posiadanie numeru telefonu nijak nie tłumaczy nielojalności opisanej przez autorkę wątku.
                • lot.ti Re: Pijany narzeczony... 05.01.17, 09:20
                  podobnie "specyficzna" jak moja i wiele innych, noale to wg ciebie nie są "normalni ludzie"

                  z postu nie wynika czy autorka podała facetowi nr siostry, czy jakoś go zdobył i w sumie też nie jej sprawa że dzwonił. fakt, że ona nie utrzymuje kontaktów nie oznacza, że może zakazać jemu.
            • lauren6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:39
              Tylko, że wy pewnie utrzymujecie normalne stosunki rodzinne. Tutaj stosunków rodzinnych brak. Więc po co mu ten nr telefonu?
              • lady-z-gaga Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:10
                bo tych stosunkow rodzinnych nie ma raptem od paru miesiecy, wcześniej były
                • iwles Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:31

                  jeżeli facet był świadkiem tych kontaktów, widział, jak dziewczyna je przeżywała, jak się od nich wyzwalała, to tym bardziej powinien rozumieć i wspierać ją.
                  • lady-z-gaga Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:45
                    Nie wiemy, jak się wyzwalała, bo z siostrą parę miesięcy temu była w świetnej komitywie
                    forum.gazeta.pl/forum/w,567,160521418,160521418,Co_odpowiadac_siostrze_.html#p160524906

                    Potem też musiały być w dobrej komitywie, skoro zdążyła poznać i pokochać dziecko siostry.
                    Zerwanie nastąpiło po jakims jednym incydencie, tak napisała sama autorka wątku. Nie było więc żadnego długiego wyzwalania, nie było też od czego się wyzwalać, bo dziewczyna nic nie wspominała o tym, że od siostry zaznawała jakichś krzywd.
                    Proszę, to bylo pisane w marcu:

                    >tak sie w zyciu zlozylo ze obie z siostra jestesmy w ciazy (odstep 2 tygodni hehe). Matka raczej nie byla zadowolona z tego faktu. Moze inaczej - zakomunikowala od razu mojej siostrze, ze ona bawic dzieciaka nie bedzie (chociaz nikt ja o to nie prosil). Kiedy z kolei matka dowiedziala sie, ze zaczelam plamic (bralam duphaston, jest teraz ok), nie przejela sie tym zbytnio ale jakie bylo moje zaskoczenie kiedy dostalam kondolencje od czlonkow rodziny ''bo slyszelismy od twojej mamy ze poronilas''.... Brak slow.

                    Poki co probuje z moja siostra innego sposobu a mianowicie, moze nie obrocenie tego w zart ale popatrzenie na moja matke w sposob przerysowany, karykaturalny, tak zeby choc troche spuscic napiecie z mojej siostry. Chyba zdalo to egzamin bo wlasnie wczoraj smialysmy sie obie do rozpuku z matki i jej ostatniej proby rozpetania awantury.<
                    • iwles Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 12:09

                      sama widzisz - parę miesięcy, a facet jest z nią na co dzień, nie mógł nie widzieć.

                      Wydaje mi się zresztą on doskonale wie, tylko nie umie zrozumieć. Są pewnie sytuacje, których nikt nie jest w stanie zrozumieć, dopóki sam się w podobnej nie znajdzie. Dlatego jako osoba kochająca, szanująca i wspierająca niech przyjmie do wiadomości, że jego kobieta podjeła taką decyzję i niech ją w niej wspiera.
          • tajemnicza.a.m Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:47
            Ja będę dyplomatyczna i sprawiedliwa: zaatakuję i poprę.
            - czemu dorosłemu człowiekowi w związku małżeńskim czy nieformalnym ma nie przyjść do głowy aby mieć numer telefonu tudzież inny kontakt do rodzeństwa/rodziców swojej żony/partnerki jeśli te spotkania odbywają się regularnie? Jak dla mnie to całkiem naturalne co nie znaczy obowiązkowe.

            Dobra, zaatakowałam, teraz pochwalę.

            - nijak faktycznie nie rozumiem skąd narzeczony ma numer do siostry swojej partnerki gdy ta odcięła się od rodziny? Chyba, że użył telefonu partnerki do kontaktu o czym może jest na dole ( nie czytałam) a jeśli tak to raczej posiadanie numeru do siostry nie równa się ODCIĘCIE się.
        • 3-mamuska Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 04:35
          adriana.la.cerva napisał(a):

          > Wie, doskonale wie dlaczego.Nie jestesmy od wczoraj ze soba. Poza tym wczesnej
          > slyszalam ze to dobry krok. Ma nr tel siostry, dlaczego mialby nie miec.

          Wiedziec a rozumieć i rozumieć emocje to
          Co innego. To raz.
          A dwa tez nie rozumiem po co jemu numer do twojej siostry skoro sie odcięłas i nie utrzymujesz kontaktów.
          Ba nawet ja bym nie chciała miec gdybym sie odcięła całkowicie i nieodwracalnie.
      • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:48
        triss_merigold6 napisała:

        > Skoro nie utrzymujesz kontaktów ze swoją rodziną to jakim cudem narzeczony ma telefon do Twojej siostry?

        Żaden to cud, nie tak dawno adriana pisała coś o siostrze i wynikało z tego, że mają kontakt. Więc można się domyślać, że został zerwany niedawno.
      • 3-mamuska Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 04:32
        triss_merigold6 napisała:

        > Skoro nie utrzymujesz kontaktów ze swoją rodziną to jakim cudem narzeczony ma t
        > elefon do Twojej siostry?
        > Po prostu facet nie rozumie dlaczego aż tak się odcięłaś, chyba nie wyjaśniłaś
        > tego dość precyzyjnie.

        Dokladnie to on wie ,ale totalnie nie rozumie, możliwe tez ze chciałby cie pogodzić i odegrac role bohatera, chciałby dla ciebie zrobic cos zebys mialam rodzine.

        Ochłon powiedz mu ze co czujesz, dlaczego sie odcięłas, ale nie bo np.matka mnie biła,ojciec pił itp.
        Ale powiedz mu ze matki sie bałaś bo cie biła, ojca nieniawdizsz bo cały zycie nie milas normalnego domu świat czy antmosfery były nerwy i wogole,wyraz emocje,do rodziny .

        Powiedz mu ze czujesz ze nie jest wobec ciebie lojalny, ze myslas ze mozesz na niego liczyć i ze cieżko zawiódł.

        Mowie ci ze on był świecie przekonany ci pomaga odzyskać rodzine. Nowy rok nowy początek.
    • isanek Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:40
      Nie utrzymujesz kontaktu z rodziną - rodzicami i rodzeństwem, a całkiem niedawno był wątek Twojego autorstwa o siostrze na porodówce.
      • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:43
        No wiec wlasnie, siostra byla ostatnim ogniwem z ktora jeszcze utrzymywalam kontakt. Potem niestety zaistnialy pewne okolicznosci i tez pozegnalam moja siostre. Ale wiesz, to byl wlasnie argument mojego narzeczonego ''bo ty tak kochasz siostrzenice''. Owszem kocham ale ze wzgledu na taki a nie inny uklad rodzinny z siostrzen ica kontaktu miec nie bede.
        • isanek Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:48
          Przemyśl to. Jakkolwiek układa Ci się z rodziną, może dobrze byłoby jakieś kontakty z maluszkiem mieć. A jeśli narzeczony na co dzień jest w porządku, tez nie gniewaj się długo. Pogadajcie.
          • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 19:51
            Jakie kontakty ? Nie pisze zlosliwie tylko nie wiem jak technicznie mialoby to wygladac. Przeciez nie wbije sie do ich domu tylko po to zeby zobaczyc dziecko.
        • sanrio Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:15
          mam jakieś dziwne wrażenie, że to ty sprawiasz te "okoliczności"...
          • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:07
            sanrio napisała:

            > mam jakieś dziwne wrażenie, że to ty sprawiasz te "okoliczności"...

            Tak, zapewne już w dzieciństwie sprawiała takie okoliczności, żeby mama mogła ją stłuc i skatować do granic wytrzymałości.
            • sanrio Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:03
              a skąd masz takie wiadomości, że matka ją skatowała, bo ja nic o tym nie wiem, autorka pisze enigmatycznie. Siostra też ją skatowała po porodzie?
              • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:10
                sanrio napisała:

                > a skąd masz takie wiadomości, że matka ją skatowała, bo ja nic o tym nie wiem,

                Z innych wątków, można sobie odświeżyć, bo przytoczone niżej.
                I nie ironizuj, wystarczy, że siostra będzie nieustannie powtarzać, że "przecież nic takiego się nie stało, wszystkie dzieci dostają w dupę, mama tak robiła, bo była nieszczęśliwa i nie wolno się teraz od niej odcinać, bo to przecież matka, a matka jest jedna" - czy coś w tym stylu, do tego wbijać w poczucie winy, że matka cierpi i tęskni, a adriana robi jej krzywdę - żeby mieć dość kontaktów z siostrą na tyle, żeby je zerwać.
                Ktoś, kto trywializuje Twoją krzywdę i jej zaprzecza, nie jest osobą, z którą chcesz mieć do czynienia.
                O.K. - nie wiem, czy tak właśnie było w przypadku adriany. Ale przypuszczam, że jeśli było inaczej, to kaliber był podobny.
                • sanrio Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 17:36
                  wybacz Olu ale to są twoje projekcje, niżej wyraźnie autorka napisała, że nie podoba jej się, że siostra nie zerwała kontaktu z rodziną, podkablowała ją do mopsu i niebieskiej linii i uznała, że koniec kontaktów. Nie widzisz tu lekkiej paranoi? Z rodzicami się sądzi.
    • anorektycznazdzira Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:01
      Jak to takie przegięcie, to zerwij jeszcze z narzeczonym.
      Ze wszystkimi zerwij tongue_out
      bo podobno z siostrą kontakt był, tak by wynikało z porodówkowego wątku, plus fakt istnienia dziecka, dla którego miałaś być niby ciocią.
      W sytuacjach jak Twoja czasem się ma rację, a czasem histerię i przegięty upór i tylko trzeźwo myślący partner jest w stanie popchnąć w kierunku polepszenia sytuacji. Facet najwyraźniej usiłował to zrobić.
      • hallbera.jarlakappi Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:06
        >Jak to takie przegięcie, to zerwij jeszcze z narzeczonym.
        >Ze wszystkimi zerwij


        big_grin
      • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:09
        anorektycznazdzira napisała:

        > i tylko trzeźwo myślący partner jest w stanie popchnąć w kierunku polepszenia sytuacji.

        Jasne, w pijanym widzie szczególnie jest w stanie big_grin
        • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:11
          To powinna wrzucić na luz, w pijanym radosnym spontanie zadzwonił i tyle. Przecież nie dzwonił do byłej żony z wyznaniami.
        • anorektycznazdzira Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:16
          co się po trzeźwemu myśli to się po pijanemu zrobi smile
          • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:38
            anorektycznazdzira napisała:

            > co się po trzeźwemu myśli to się po pijanemu zrobi smile

            Niewykluczone, ale urzekł mnie związek trzeźwego myślenia u pijanego w sztok smile
            • sanrio Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:04
              nie skumałaś. Chodzi o to, że człowiek trzeźwy może co najwyżej pomyśleć o zrobieniu czegoś, a po pijaku się na to odważy.
              • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:10
                sanrio napisała:

                > nie skumałaś.

                Obawiam się, że to Ty nie skumałaś wink
                • ponis1990 Re: Pijany narzeczony... 04.01.17, 07:14
                  Ależ Sanrio ma racje. Ile to się po pijanemu mówi tego, co na trzeźwo nie ma odwagi. A telefon powinno się wyrzucićsmile
                  • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 04.01.17, 09:25
                    ponis1990 napisała:

                    > Ależ Sanrio ma racje. Ile to się po pijanemu mówi tego, co na trzeźwo nie ma odwagi.

                    To powiedziała anorektycznazdzira, a nie sanrio, i to jej odpowiadałam smile
    • lady-z-gaga Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:17
      Widocznie narzeczony nie nadąża za Twoimi decyzjami, albo nie jest do końca przekonany co do przyczyn. Ma prawo, jest dorosły. Nie umówił się na spotkanie, ani nie zaprosił Twojej siostry na noworoczny obiad, tylko złożył życzenia osobie, z ktora jeszcze niedawno oboje utrzymywaliście kontakty. Robienie z tego afery o nielojalność jest histeryczne i infantylne.
    • andaba Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:24
      Pies drapał telefony do siostry, ale narzeczony, który się schlał, to przestałby być narzeczonym.
      Tu jest prawdziwe niebezpieczeństwo...
      • lauren6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 20:43
        Mnie też to najbardziej uderzyło w tym poście. Nie to, że narzeczony ma inne zdanie na temat konfliktu sióstr i postanowił je ze sobą pogodzić (może to dobrze, może źle - nie znam źródła konfliktu, nie wypowiadam się), ale że wykonuje jakieś kontrowersyjne ruchy po pijaku. Nie znoszę pijusów i serio zastanowiłabym się nad związkiem z osobą, która upija się do takiego stanu.
        • verdana Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:17
          Narzeczony, który upija się regularnie to dramat. Narzeczony, który wypił trochę za dużo w Sylwestra i nie narzygał na ciotkę, tylko złożył grzeczne życzenia szwagierce to naprawdę nie jest żadem powód do rozpaczy.
          • andaba Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:30
            Tak się niestety zaczyna.
            Ja jestem córką alkoholika.
            Kiedyś zapytałam mamy, po jaką cholerę za niego wychodziła, czy była głupia, czy co.
            Mama powiedziała "nie pił przed ślubem, no prawie nie pił, noooo, raz jak byliśmy gdzieś tam to się upił i jakiś facet pytał, kto kogo teraz będzie odprowadzał". Aha. Wszystko jasne. Nie ma czegoś takiego jak "tylko raz". Jak mu się zdarza schlać "tylko raz"przy narzeczonej, gdy mu jeszcze zależy (zakładając, że w ogóle chłopu zależy), to wobec żony skrupułów mieć nie będzie. A potem płacz i zgrzytanie zębów. Lepiej kopnąć w tyłek póki czas.
            • verdana Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:36
              Nie, naprawdę, alkoholizm nie zaczyna się od napicia się trochę za wiele na Sylwestra. Gdyby każdy, kto raz sie upił zostawał alkoholikiem na świecie byliby tylko abstynenci i alkoholicy.
              • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:38
                Dokladnie to samo mysle. Poza tym nieszczesnym sylwestrem on nie ma nawet ciagoty do alkoholu.
              • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:39
                Dokładnie. Widzę to tak, że pan się z lekka narąbał z kolegą, a potem o północy radośnie wykonywał telefony z gatunku "Zadzwońmy do wszystkich i powiedzmy im, że ich kochamy" i nie uwzględnił, że autorka z siostrą też zerwała kontakty, bo nie nadąża za lotami narzeczonej.
                • ponis1990 Re: Pijany narzeczony... 04.01.17, 07:20
                  Ja myślę, że raczej chciał na siłę godzić. No i powiedzieć że kochabig_grin
              • andaba Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:50
                Zauważ, że tu chodzi o wyjście z narzeczoną. Gdyby się spił z kolegami, to trochę inna sprawa.


                I mam gdzieś, czy pisząca jest trollem, głupota kobiet nie zna granic, może jakaś inna to przeczyta i da jej do myślenia. Schlanie się chłopa na wspólnym wyjściu to nie jest wydumana sytuacja.

                I nawet mnie spotkała - kiedyś mój chłopak ówczesny przyszedł na zabawę podpity. Oczywiście wywaliłam na zbity ryj i więcej się nie odezwałam, no dobra, parę razy powiedziałam, żeby sp...adał. Po wielu latach odnalazł mnie na nk, gadaliśmy raz, drugi, trzecim razem był pijany. Czwartym też. No cóż, dobrze, że te dwie dziewczynki które spłodził, to nie ze mną. Co nie znaczy, że im nie współczuję. Mamusi mniej, z pewnością widziały gały co brały.
                • verdana Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:05
                  Spicie się z kolegami nie prowadzi do alkoholizmu, a picie na Sylwestra tak? Rzeczywiście, stawienie się na spotkanie w stanie wskazującym to nie jest dobry sygnał. Wypicie trochę za wiele na sylwestrowej zabawie to zupełnie inny rodzaj zachowania.
                  • andaba Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:14
                    Pozostanę przy swoim zdaniu.
                    Nie dałabym rady z facetem, któremu zdarza się "wypić trochę za dużo". Nie ufam i tyle.
                    Na szczęście takie problemy mnie już nie dotyczą, Ciebie zresztą też smile
                    Boję się tylko jednego - że moje córki, nie wiedząc jakie to piekło, nie będą mieć mojej ostrożności Moja przyjaciółka się tak wkopała, wiedziała, że pije, ale nie wiedziała, jak to z bliska wygląda. Jak zobaczyła było za późno.
                    • verdana Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:17
                      Nie znam ani jednego człowieka, poza abstynentami, którzy nigdy w życiu nie wypili "trochę za dużo". Nie znam też żadnego alkoholika.
                      Obawiam sie - tu mówię serio - ze przy Twoim nastawieniu do alkoholu córki rzeczywiście mogą nie odróżnić faceta z problemem od faceta, który nie jest abstynentem i czasem pije więcej niz jeden kieliszek. Mogą też bać się każdego, kto pije choćby ten jeden kieliszek. Oba nastawienia mogą je narazić na to, że będą sie bały związać z kimkolwiek.
                      • andaba Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:34
                        Oby.
                        Lepiej zostać starą panną niż sobie życie z pijakiem związać.

                        Nie jestem abstynentką, nawet wczoraj szampana piłam, ale nigdy w życiu nie wypiłam tyle, żeby poczuć jakiekolwiek zmiany. Dwa małe kieliszki wina wydają się bezpieczne, wódka jest ohydna, wypiłam kieliszek na własnym weselu - bleeee, nigdy więcej smile
                        • verdana Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:38
                          Ale nie lepiej zostać osobą samotną, bo człowiek boi się każdego, kto weźmie do reki kieliszek.
                          Ja rozumiem, że masz bardzo niedobre doświadczenia, ale przekazywanie ich córkom w takiej formie - każdy, kto sporadycznie napije się za dużo jest alkoholikiem - nie nauczy ich rozpoznawać niebezpieczeństwa, albo wyeliminuje potencjalnie bardzo wartościowych chłopaków.
                          Cóż, ja wiele razy w życiu byłam "pd wpływem" , mąż był, nawet moje dorosłe dzieci były i nikt nie ma cienia zadatków na alkoholika.
                        • klamkas Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:39
                          >Lepiej zostać starą panną niż sobie życie z pijakiem związać.

                          To prawda, ale... Nigdy nie przegięłaś w ŻADNEJ kwestii? Nie popełniłaś błędu? Nie przewidziałaś konsekwencji, nic cię nie zaskoczyło? Bo mnie w kwestii akurat alkoholu raz - urżnęłam się JEDNYM kieliszkiem wina. Okazało się, że zaczyna mi się jelitówka, potem 3 dni rzygałam, ale zaczęłam dopiero po imprezie, na niej byłam nabzdryngolona tym jednym kieliszkiem, mimo, że normalnie głowę mam mocną. Dziękuję bliskim i znajomym, że mnie nie skreślili za ten jeden wieczór...
                          • andaba Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:53
                            Nie, chyba nigdy nie przegięłam w żadnej kwestii.

                            Co do urżnięcia się kieliszkiem wina przy jelitówce - rozumiem rzyganie, ale chyba nie gadałaś od rzeczy przy tym, nie?

                            Tak, ja mam złe doświadczenia - w przeciwieństwie do Verdany znam niemal samych alkoholików. Oczywiście facetów, nadużywającej kobiety ani jednej chyba.
                            Więc abstynenci to jedyny sensowny rodzaj facetów. Wprawdzie mój nie abstynent, ale prawie. Nawet szampana nie chciał. Wstawionego (nie mówiąc, żeby coś więcej) go nie widziałam nigdy w życiu. I mam nadzieję nie zobaczyć. Są szanse, nie ciągnie go zupełnie, przeciwnie, im starszy tym gorzej (a raczej lepiej).
                            Ile razy mnie wkurzy to sobie przypominam mojego ojca (albo jakiegokolwiek innego pijusa) i mi złość przechodzi - może być gorzej, i tak mam cudownie...
                            • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 23:01
                              Hm... jakby Ci to powiedzieć. Mój partner nie pije od kilkunastu lat. Nigdy i w żadnych okolicznościach. Nie zje nawet tortu z ponczem, nie weźmie leku z alkoholem w składzie. Jest abstynentem doskonałym, bo jest alkoholikiem i wie, że dla niego nie istnieje picie bezpieczne czy okazjonalne. Rozumiesz, abstynencja nie oznacza automatycznie całkowitego bezpieczeństwa.

                              Ja z alkoholu korzystam. Od lat się nie nawalam jak szpadel, bo leczenie kaca przy dzieciach jest wybitnie uciążliwe, ale nie pamiętam ile razy za dawnych czasów wracałam na tzw. autopilocie, wyrywkowo pamiętając co się działo. Teraz wypiję w weekend piwo czy drinka do filmu i tyle, a w czasach przeddzieciowych przez dobrą dekadę piłam ryzykownie, wedle wszelkich klasyfikacji.
                              • andaba Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 23:15
                                W tej sytuacji na pewno.
                                Ale może są abstynenci, którzy nie są alkoholikami?
                                Poza tym, jak pisałam wyżej, nie upieram się przy całkowitej abstynencji - ważne jest, żeby nie utracić kontroli nad sobą.

                                • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 23:23
                                  Rozumiem, niemniej, nie każda utrata kontroli = alkoholizm i wszystkie jego negatywne skutki. Mnóstwo razy zaliczałam zgon, urwany film czy ciężkiego kaca po imprezach, a po tzw. ustatkowaniu się ostatecznym przeszło mi jak sen złoty. Ciąże pomogły o tyle, że tolerancję mam w tej chwili minimalną. Lubię alkohol i jego działanie, nie powiem, ale powstrzymuje mnie skutecznie świadomość jak bardzo źle będę się czuła następnego dnia jeśli przedawkuję.
                            • klamkas Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 23:12
                              No właśnie o to chodzi, że gadałam od rzeczy (no, niezupełnie, bo nawet urżnięta gadam z sensem, tyle, że niewyraźnie, bo tracę dykcję ;p). Bo organizm był osłabiony infekcją i to, czego normalnie by nie zauważył, powaliło go na kolana. Zdarza się.
                            • babcia.stefa Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:23
                              No właśnie mogła gadać od rzeczy i robić różne dziwne rzeczy, w stanach chorobowych alkohol działa intensywniej na wszystkich frontach.
                      • lauren6 Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:21
                        Wiesz, co innego wypić trochę za dużo gdy się jest studentem na imprezie w akademiku lub poszło na wieczór kawalerski przyjaciela. Co innego jeśli dorosły facet tak się spija na zwykłej imprezie, gdzie poszedł z narzeczoną.

                        Ja wiem, że na tym forum jest duża grupa osób z tolerancją dla alkoholizmu. Forumki wytykające, że np pomoc alkoholikowi prowadzi do współuzależnienia są wyśmiewane, bo niby przesadzają. Fakty są takie, że życie z alkoholikiem to koszmar i zawsze są jakieś sygnały, które mogą sugerować przyszłe problemy pana z alkoholem. Moim zdaniem głupotą jest ignorowanie takich sygnałów, gdy chodzi o przyszłego męża, ojca dzieciom. Nie mówię, żeby panu z marszu spakować walizki, ale warto go obserwować na imprezach pod kątem wypijanego alkoholu.

                        Przypomnę, że żadna kobieta nie wiąże się z przemocowcem lub alkoholikiem. Zazwyczaj jednak już przed ślubem są delikatne sygnały, ale z panem jest coś nie halo. Warto to wyłapywać, sprawdzić niż schrzanić życie sobie i dzieciom, które urodzą się w takim związku.
                        • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 12:48
                          Zaraz przeczytasz, że Sylwester nie jest zwykłą imprezą.
                          Mnie mierzi przechwalanie się na temat swoich pijackich wyczynów. Opowiadanie jak to zarzygałem pół sali, urwał mi się film, ect. Faktycznie jest się czym chwalić. Dla mnie to żałosne.
                          Tak samo jak żałosny był dla mnie widok dwóch kobiet na balu sylwestrowym, z którego właśnie wróciłam. Pijane w sztok, klejące się do swoich facetów, "tańczące" jakieś wyuzdane figury. Obrzydliwy widok. Zresztą nawaleni faceci tak samo mnie brzydzą. Zero klasy.
                          I tak, alkohol każdemu może zaszkodzić, nawet kieliszek, ale wtedy należy się skierować do odosobnionego miejsca i tam się leczyć, a nie robić z siebie pośmiewisko.
                • memphis90 Re: Pijany narzeczony... 04.01.17, 15:25
                  Gdyby się schlał, to nie byłby w stanie do nikogo dzwonić...
            • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:36
              Pani autorka trolluje z nudów. W innych wątkach pisze, że ma kilkuletnie dziecko, w jeszcze innych, że w ciąży jest.
              • verdana Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:39
                Może jest w ciąży, ma kilkuletnie dziecko i pijanego narzeczonego? Zdarza sięsmile
                • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:41
                  Tyle szczęścia na raz!
                  Zakładając, że to prawda, to kobieta przed 40-tką nie powinna aż tak osobiście odbierać cudzych bardzo okazjonalnych i rytualnych kontaktów z innymi ludźmi.
              • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:39
                Mam 5 letniego syna. W kwietniu urodzilam martwe dziecko w 17 tyg ciazy. Co wy z tymi trollami ?
                • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:49
                  I co, będziesz demonstracyjnie zrywać z narzeczonym czy wrócisz na terapię, żeby popracować nad swoim stosunkiem do mocno powierzchownych zachowań innych ludzi?
                  • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:56
                    Caly dzien sie z tym gryze dlatego napisalam na forum. Nie wiem co zrobie. poki co jstem w pracy przez nastepne 48 h wiec postaram sie wyciszyc.

                    Wiesz, spedzilam sporo czasu na terapii. Kosztowalo mnie to mase czasu, wyrzeczen i pieniedzy. Caly proces odchodzeenia od mojej rodziny byl bardzo trudny emocjonalnie ale to byla jedyna sluszna droga jaka moglam obrac.

                    Boli mnie to ze on o wszytskim wie, ze przegadalismy setki godzin na ten temat i po ostatniej aferze z moja siostra (ktora byla jedyna osoba z ktora jeszcze jako tako mialam kontakt) wiedzial doskonale ze nie chce jakiegokolwiek kontaktu. Wiec wydzwanianie do niej po pijaku z zyczeniami bylo totalnie nie na miejscu. On sam dzisiaj na trzezwo raczej nie potrafi tego wytlumaczyc.
                    • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 21:59
                      On nie jest Twoją terapeutką, co za pomysł, żeby partnera/kę obciążać swoimi problemami z dzieciństwa.
                      Może jednak odnów kontakt z siostrą, a z narzeczonym się pogódź, bo skończysz jako samotna i zapiekła w swoich żalach wariatka.
                      • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:03
                        Musisz mi uwierzyc na slowo zde nie obarczam partnera. Zawsze on inicjuje jakies rozmowy na temat mojej rodziny, ja te rozmowy natychmiast ucinam bo nie ma o czym dywagowac.

                        Jezeli chodzi o moja siostre to nie ma takiej mozliwosci.
                        • verdana Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:06
                          Jak ucinasz, to skąd ma wiedzieć, ze siostra jest dla Ciebie osobą tak obcą i znienawidzoną, że jeśli narzeczony, który ja zna, złoży jej życzenia będzie to straszliwa zbrodnia?
                          Nie mówisz, ale chcesz, aby wiedział wszystko.
                          • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:08
                            Alez wlasnie wie i malo tego podziela to zdanie. Stad moje zaskoczenie zyczeniami noworocznymi.
                            • verdana Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:14
                              To rozmawiasz z nim o rodzinie, czy ucinasz wszelkie rozmowy na ten temat?
                              • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:17
                                Przegadali setki godzin na temat rodziny, ale autorka ucina rozmowy.
                                Tak, już widzę jak zdrowy psychicznie facet chce prowadzić dogłębną analizę relacji okołorodzinnych narzeczonej. Gdyby laska miała 17 lat, to może bym uwierzyła, ale pani jest przed 40-tką.
                              • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:18
                                Tak jak pisalam wczesniej, jestesmy ze soba dlugi i byl swiadkiem mojego procesu odcinania sie. Przeciez zna i moich rodzicow i moje rodzenstwo. Jak juz bylo po wszystkim ja odetchnelam. On niby tez ale przynajmniej raz w tygodniu musi zaczac rozmowe na ten temat na zasadzie.

                                On; ciekawe czy twoj ojciec wyslal jakiegos mejla
                                ja; nie wiem nie interesuje mnie to.

                                On; bedziemy robic prezent na chrzciny dla malej ?
                                ja; nie.

                                Gasze wszyskie rozmowy tak szybko jak to mozliwe ale on wraca jak bumerang.
                                • verdana Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:24
                                  Czyli nie ma pojęcia, o co biega.
                                  • iwles Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 09:38

                                    trzeba być chyba totalnym idiotą, żeby nie wiedzieć o co biega, a jednocześnie przez kilka lat być "świadkiem" terapii, procesu odcinania się od rodziny, rozmawiać w tym czasie, nie raz przegadywać temat itd.

                                    Ona ucina rozmowy TERAZ.

                                    No ale jeśli faktycznie on nie wie o co chodzi, to jest burakiem do kwadratu, amebą bez krzty empatii.
                                    • lady-z-gaga Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:17
                                      A skąd ta pewność, że temat był przegadywany i że był jakiś "proces" odcinania się od rodziny? widziałaś inne, zalinkowane watki tej autorki?
                                      • iwles Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:27

                                        opieram się na tym, co napisała w tym wątku. Dlaczego miałaby kłamać ?
                                        • lady-z-gaga Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:55
                                          dziękuję, nie mam więcej pytań smile
                                      • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:40
                                        Ja właśnie zaraz się wczytam w pozostałe. Nie skojarzyłam w ogóle nicka, ale pamiętam wątek, w którym autorka pisała o niezbyt lotnym facecie, z którym nie da się pogadać o egzystencjalnych rozkminach...
                                        • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:42
                                          A musi? Qrde, od tego są psychoterapeuci i przyjaciółki, facet może mieć mnóstwo praktycznych zalet i nie nadawać się do gadania o egzystencjalnych rozkminach.
                                          • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:46
                                            Nie musi.
                                            Tylko wnioski z tych rozkmin przekładają się czasem na konkretne decyzje. U autorki się przełożyły. Może facet powinien zrozumieć przyczyny tych decyzji? Bo zachowuje się jakby nie rozumiał.
                                            • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:49
                                              pade napisała:

                                              > Może facet powinien zrozumieć przyczyny tych decyzji? Bo zachowuje się jakby nie rozumiał.

                                              A niech nawet nie rozumie. Ale niech przyjmie do wiadomości i uszanuje (jak nie lubię tego sformułowania, tak nie znajduję teraz lepszego) - a nie topornie "naprawia", bo jemu się wydaje, że ma do tego prawo, wie lepiej, i zrobi lepiej niż jego kobita.
                                              • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:52
                                                Z tym się zgodzę.
                                                Tylko powiem szczerze, że jakby mi mój mąż powiedział jedynie, że zerwał stosunki z np. swoim kuzynem i od dziś się do niego nie odzywamy to zanim uszanuję jego decyzję, chciałabym poznać powody, choćby w okrojonej wersji.
                                                • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:54
                                                  pade napisała:

                                                  > chciałabym poznać powody, choćby w okrojonej wersji.

                                                  Ale wydaje się, że narzeczony dobrze zna powody, jest z autorką od wielu lat, zna problem, był świadkiem jej odchodzenia od rodziny - tyle, że najwyraźniej, po pierwsze - właśnie "nie rozumi", a co za tym idzie - "on wie lepiej i naprawi".
                                                  • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:09
                                                    Nie bardzo Ola, z siostrą kontakt urwał się niedawno. Może on naprawdę nie rozumie dlaczego.
                                                    Tylko to czekanie na maila od ojca mnie dobiło. Tu faktycznie facet nie jest zbyt lotny. Jak można chcieć mieć kontakt z facetem, który nie obronił dwóch córek przed stukniętą, agresywną matką?
                                                  • spanish_fly Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:36
                                                    Mnie raczej przyszło do głowy, że facet lubi zadymy i rodzinne psychodramy. Do tej pory była terapia, rozmowy, jakieś przepychanki z siostrą, a teraz jest spokój i może on to ciężko znosi. Na tyle ciężko, że wygląda e-maili od ojca i inicjuje kontakt z siostrą. Przyczyną może być równie dobrze głupota i brak wrażliwości, jak i tendencje sadystyczne. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy ofiara przemocy domowej w domu rodzinnym trafia jak z deszczu pod rynnę przy wyborze partnera. Ale to gdybanie tylko, bo za mało danych.
                                                  • memphis90 Re: Pijany narzeczony... 04.01.17, 15:30
                                                    Ale to działa w dwie strony, tak? Tzn. dzieci powinny też zrywać kontakty z matkami, ktore nie obroniły ich przed agresywnym ojcem?
                                            • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:56
                                              Bo może nie rozumie. Albo ma inne zdanie. Zwyczajnie, ma inne zdanie i nie podchodzi do tematu aż tak osobiście, jego bezpośrednio nie dotyczy.

                                              Mnie bardziej dziwi fakt, ze narzeczony miał telefon do siostry autorki, zwłaszcza że kontakty nie były zażyłe czy częste. O ile rozumiem wymianę numerów telefonów do rodziców w związku z logistyką okołodzieciową i np. sprawami zdrowotnymi, o tyle nie widzę potrzeby utrzymywania kontaktów z czyimś rodzeństwem (niezależnych kontaktów, poza spotkaniami wspólnymi rodzinnymi).
                                              Skoro miał ten telefon, a teraz skorzystaniem z niego uraził narzeczoną głęboko, to chyba faktycznie facet nie nadąża za wizją relacji w rodzinie.
                                              Btw, na jego miejscu z pewną rezerwą podchodziłabym do osoby, która z nikim w rodzinie nie utrzymuje kontaktów i ma dziecko, które też nie ma kontaktów z ojcem. Taki seryjny niefart nie zdarza się zbyt często.
                                              • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:03
                                                triss_merigold6 napisała:

                                                > Mnie bardziej dziwi fakt, ze narzeczony miał telefon do siostry autorki,
                                                > zwłaszcza że kontakty nie były zażyłe czy częste.

                                                No wiemy już, że nie możesz tego zrozumieć, postaraj się jednak przyjąć do wiadomości, że przeważnie ludzie mają numery telefonów do rodziny swoich najbliższych - bo je po prostu mają, nawet jeśli nie mają z nimi spraw i korzystają z tych numerów jedynie do składania życzeń 2-3 w roku.
                                                Nie mam żadnych spraw ze swoją "szwagierką", jeszcze mniej ze "szwagrem" - a mam ich numery telefonów. Chyba nawet mam numery ich dzieci - bo dzieci "chciały mieć numer do cioci". Co w tym takiego dziwnego i niezwykłego?
                                                • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:21
                                                  No to skorzystał z telefonu do złożenia życzeń więc o co kaman.
                                                  • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:23
                                                    triss_merigold6 napisała:

                                                    > No to skorzystał z telefonu do złożenia życzeń więc o co kaman.

                                                    No wiemy, wiemy, że nie rozumiesz, ja już przestałam starać się wytłumaczyć ;>.
                                                  • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:30
                                                    Weszłam w rolę adwokata diabła, sama nie wpadłabym na pomysł, żeby w Sylwestra dzwonić do rodzeństwa faceta albo do jego przyjaciół czy kolegów, niezależnie od faktu, że czasem się widujemy i relacje są normalne. Nie wpadłabym też na pomysł ożywiania na siłę kontaktów w rodzinie faceta, bo to jego rodzina i jego układy.
                                                    Niemniej, uważam za nie fair traktowanie pana jak psychoterapeutki i poświęcanie "setek godzin" na rozkminy niefajnych relacji rodzinnych, obydwoje są mocno dorośli i autorka mogła kwestię załatwić informacyjnie "Nie utrzymuję kontaktów z matką, bo dręczyła mnie w dzieciństwie, każdy kontakt z nią sprawia mi ból" i tyle. Poza tym, skoro przychodzą maile od ojca, to znaczy że rodzice mają jej adres, z powietrza się chyba nie wziął.
                                                  • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:40
                                                    triss_merigold6 napisała:

                                                    > Niemniej, uważam za nie fair traktowanie pana jak psychoterapeutki
                                                    > i poświęcanie "setek godzin" na rozkminy niefajnych relacji rodzinnych,
                                                    > obydwoje są mocno dorośli i autorka mogła kwestię załatwić informacyjnie
                                                    > "Nie utrzymuję kontaktów z matką, bo dręczyła mnie w dzieciństwie,
                                                    > każdy kontakt z nią sprawia mi ból" i tyle.

                                                    To prawda, niemniej ludzie są różni i dla jednych to jest idealne załatwienie sprawy, inni natomiast tak właśnie będą rozumieli bliskość - jako możliwość podzielenia się najdotkliwszymi, najboleśniejszymi i innymi "naj-" sprawami. I przegadywania z najbliższą osobą wszystkiego, co ważne.
                                                    A inni będą mieli jeszcze inną wizję związku, zaufania i bliskości. Co komu potrzebne i jak się ze sobą dogadujemy.
                                                    I skoro tych przegadanych godzin były setki, to narzeczony chyba nie za bardzo oponował.
                                  • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:10
                                    Verdano, może on jest po prostu całkowicie pozbawiony empatii? A może jest idiotą? A może ma tylko pamięć krótkotrwałą?
                                    Szczerze, to ja takie teksty ucinałabym na początku. Potem waliłabym w łeb. To brzmi jak prowokacja, albo całkowite zlewanie uczuć autorki.
                      • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:07
                        "Może jednak odnów kontakt z siostrą, a z narzeczonym się pogódź, bo skończysz jako samotna i zapiekła w swoich żalach wariatka."
                        Dlaczego z góry zakładasz histerię autorki, niezrównoważenie, zapiekłość, a do głowy Ci nie przyjdzie, że może ma podstawy do zerwania stosunków z całą rodziną?
                        Widocznie narzeczony autorki jest z tych co to uważają, ze jak jego coś nie oburza to innych też nie powinno.
                        • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:08
                          Narzeczony z tych i Ty też z tych.
                          Tyle, że Ty nie masz wiedzy o tym jak naprawdę jest w tej rodzinie, on wiedzę ma, ale widać nie jest na tyle lotny, żeby zrozumieć, że autorka ma prawo oceniać sytuację po swojemu.
                        • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:10
                          pade napisała:

                          > Widocznie narzeczony autorki jest z tych co to uważają, ze jak jego coś nie oburza to innych też nie powinno.

                          Albo z tych, którzy wolą, żeby "było miło i poprawnie", bo jak nie jest, to odczuwają dyskomfort, którego nie chcą odczuwać. Nie zastanawiają się, co i jak, niby wiedzą, w czym rzecz - ale ich dyskomfort tak ich uwiera, że topornie i dość bezmyślnie chcą "załatwić sprawę".
                          • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:12
                            Bardzo prawdopodobne.
                            Dla mnie byłaby to dyskwalifikacja jeśli chodzi o materiał na męża.
                            • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:13
                              Głównie dlatego, że dla takiego człowieka jego dyskomfort jest ważniejszy od uczuć autorki, że nie szanuje jej decyzji. Ja bym komuś takiemu nie mogła zaufać.
                            • triss_merigold6 Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:15
                              Stosujecie jakieś górnolotne określenia i głębokie interpretacje, a to tylko facet. Nie wysłał siostrze autorki bukietu z prezentem pocztą kwiatową tylko podcięty radośnie w Sylwestra złożył jej kurtuazyjnie życzenia i niespecjalnie się zastanawiał jak bardzo symbolicznie narzeczona to odbierze.
                              • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:22
                                triss_merigold6 napisała:

                                > Stosujecie jakieś górnolotne określenia i głębokie interpretacje, a to tylko facet.

                                Z życia stosuję, z życia. O swoim ojcu piszę, na przykład. Tak, to "tylko facet". Ale inny bliski mi facet nie ma takich pomysłów. A to też "tylko facet". Przy okazji - mówisz zupełnie jak moja mama big_grin.

                                > Nie wysłał siostrze autorki bukietu z prezentem pocztą kwiatową tylko podcięty radośnie
                                > w Sylwestra złożył jej kurtuazyjnie życzenia

                                Tyle że autorka pisze, że temat wraca jak bumerang, więc jak napisała anorektycznazdzira - co na trzeźwo pomyśli, to po pijaku zrobi.
                                Poza tym - ilu osobom składasz kurtuazyjnie życzenia w Sylwestra? Wszystkim krewnym-i-znajomym-królika? Telefonicznie? Nocy wystarcza?
                              • lauren6 Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:27
                                Szacunek do decyzji partnera to górnolotne określenie?
                                Dla mnie podstawa udanego związku.
                              • iwles Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:43

                                to "tylko facet"?
                                no patrz, a stereotyp jest taki, że faceci raczej nie pamiętają o składaniu życzeń nawet własnej matce big_grin
                              • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:47
                                Tylko facet?
                                I aż kobieta czy co?
            • riki_i Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:05
              andaba napisała:

              > Tak się niestety zaczyna.
              /.../ Nie ma czegoś takiego jak "tylko raz". Jak mu się zda
              > rza schlać "tylko raz"przy narzeczonej, gdy mu jeszcze zależy (zakładając, że w
              > ogóle chłopu zależy), to wobec żony skrupułów mieć nie będzie. A potem płacz i
              > zgrzytanie zębów. Lepiej kopnąć w tyłek póki czas.

              Mocarnie przeginasz. Ja prawie nie piję, film mi się urwał może kilka razy w życiu. Ale zdarzyło się w młodości, że na jednym sylwestrze na przykład obrzygałem pół wykwintnej sali bankietowej w hotelu na Słowacji i ogólnie zachowywałem się skandalicznie. Ówczesna narzeczona była załamana. Nie przypominam sobie abym kiedykolwiek później powtórzył takie numery, a byliśmy ze sobą dłuuugo.
              • andaba Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:23
                Może przeginam. Ale bezpieczniejszy jest brak zaufania niż jego nadmiar.
                Schlanie się jak szmata wodą z wiadra to nie przegięcie?
                • verdana Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:39
                  Przegięcie, ale nie robi z człowieka alkoholika. A nadmierny brak zaufania nie jest bezpieczniejszy wcale od nadmiaru zaufania. Obie wersje potrafią bardzo skutecznie zniszczyć życie.
                  • memphis90 Re: Pijany narzeczony... 04.01.17, 15:31
                    Na braku zaufania nie da się zbudować żadnego związku... Na nadmiernym zaufaniu - da się, choć można się sparzyć, jeśli partner okaże się niegodny zaufania.
                • pelissa81 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:47
                  Andaba - skoro jesteś DDA to jedyny facet dla ciebie to niepijący po prostu. Ja nie jestem DDA i mi schlanie się nie przeszkadza o ile ja też piję wtedy wink
                • lady-z-gaga Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:01
                  Zawsze mnie to zadziwia ( a na tym forum mam wyjątkowo dużo okazji do zdziwienia), dlaczego osoby z jakąś niewyleczoną traumą uważają się za ekspertow w dziedzinie, z ktorej owa trauma pochodzi - zamiast po prostu przeleczyć głowę, albo siedzieć cicho.
            • pelissa81 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:45
              " Ja jestem córką alkoholika."
              Przestałam czytać po tym zdaniu. Ty zostaw nam tych pijących i już.
            • tajemnicza.a.m Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:59
              Wychodzi na to, że 99% społeczeństwa powinno być alkoholikami wg Ciebie. Większość ludzi, ma za sobą choć jeden raz ze zgonem w tle a już na pewno z " wypiłam za dużo"
              A weźmy Sylwestra: ilu ludzi na świecie w ten dzień wypiło ZA dużo? Sporo. Czy wszyscy są albo bedą alkoholikami?

              Myślę, że masz uraz i trochę za daleko ustawiasz granicę.

              No wiem, wiem - ematka i jej świta, elita nie pije a jak pije to tak naprawdę nie zalicza " za dużo" a w sam raz bo ma specjalną lampkę na nosie co mówi stop więcej nie wypada tongue_out
            • 3-mamuska Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 04:49
              andaba napisała:

              > Tak się niestety zaczyna.
              > Ja jestem córką alkoholika.
              > Kiedyś zapytałam mamy, po jaką cholerę za niego wychodziła, czy była głupia, cz
              > y co.
              > Mama powiedziała "nie pił przed ślubem, no prawie nie pił, noooo, raz jak byliś
              > my gdzieś tam to się upił i jakiś facet pytał, kto kogo teraz będzie odprowadz
              > ał". Aha. Wszystko jasne. Nie ma czegoś takiego jak "tylko raz". Jak mu się zda
              > rza schlać "tylko raz"przy narzeczonej, gdy mu jeszcze zależy (zakładając, że w
              > ogóle chłopu zależy), to wobec żony skrupułów mieć nie będzie. A potem płacz i
              > zgrzytanie zębów. Lepiej kopnąć w tyłek póki czas.

              Ale bzdura mi sie zdarzyło upić ze 3 razy w życiu, w okolicy 17-22 lat na tyle zeby uznać ze sie schlałam, po 20 latach nie jestem alkoholiczka,pije mega mało. W domu nie mam alkoholu, czasem jest jakies winić zy piwo ,a na wyjściach wypijam 2-4 drinków. Przez lata piłam okazjonalnie w sylwestra i urodziny.
              6 lat nie piłam wcale, plus ciąże i okres karmienia.

              Po prostu jak człowiek młody to pije i nagle sie okazuje ze za duzo.
            • anorektycznazdzira Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 05:33
              Nie, tak się nie zaczyna. Otyłość nie zaczyna się od przejedzenia na imieninach ani alkoholizm od podchmielenia się na Sylwestra.
              Proszę o zauważenie, że koleś się nie "spił". "Spity" leżałby i rzygał, a nie składał życzenia przez telefon.
              • pelissa81 Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 08:35
                Bardzo fajna analogia, jakoś nigdy jej nie zauważylam - kradnę smile
                "Otyłość nie zaczyna się od przejedzenia na imieninach"
    • pelissa81 Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 22:59
      Przepraszam, ale czy ty chcesz go rzucić bo sama mu to zafundowałaś odcinając go od twoich uczuć!
      Cytuję
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,162054231,162054231,Czuje_sie_jak_0.html#p162056894
      " faktycznie mam fantastycznego partnera ale ja nigdy sie nie dziele swoimi problemami. Teraz na forum jest mi latwo bo anonimowo ale tak zeby komus wprost opowiedziec co mnie boli to nigdy bo zawsze mam poczucie ze albo jestem niezrozumiana albo ktos zaczyna opowiadac o swoich problemach.
      Nawet wyryczec sie nie moge bo zaraz dostane tysiac pytan od niego, a co sie stalo, a jak ci pomoc itd. A ja nie chce. "

      " Nie wiem jak to zabrzmi ale mam poczucie ze moj partner nie jest zbyt lotny w moich meandrach psychicznych, dlatego raczej nie zwierzam mu sie z moich kryzysow egzystencjonalnych. "

      forum.gazeta.pl/forum/w,567,160521418,160521418,Co_odpowiadac_siostrze_.html#p160524906
      Nie wiem na ile sie zmienilo, ale siostra jest emocjonalna i nie brzmi w twoim watku jak potwor, ale osoba poszukujaca i delikatna. Moze pasuje charakterem do twojego narzeczonego i podskornie chce was pogodzic?
      • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 01.01.17, 23:05
        A gdzie wyczytalas ze chce go rzucic?
        • lauren6 Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:54
          Tyle zrozumiałaś z powyższego posta?
      • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 10:38
        Aha.
        Ja tu faceta odsądzam od czci i wiary, a to jest ten niezbyt lotny, któremu nie można się zwierzyć bo nic nie zrozumie.
        To ja już też nic nie rozumiem.
        Czego Ty dziewczyno chcesz? Żeby Ci facet w myślach czytał, czy żeby na podstawie obserwacji wyciągał wnioski podobne do Twoich i wg nich postępował?
        • lady-z-gaga Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:04
          "Tak wygląda "przegadanie problemow' w wykonaniu autorki:


          On; ciekawe czy twoj ojciec wyslal jakiegos mejla
          ja; nie wiem nie interesuje mnie to.

          On; bedziemy robic prezent na chrzciny dla malej ?
          ja; nie.

          Gasze wszyskie rozmowy tak szybko jak to mozliwe ale on wraca jak bumerang."

          Ja tu widzę piękne ćwiczenie z asertywności, pytanie tylko, czy dobrze wybrała adresata? partnera traktuje jak przeciwnika, a nie jak sojusznika - zamiast wyjaśnić swoje uczucia, spławia go i ucina rozmowę. Nic dziwnego, że temat "wraca jak bumerang"
          • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:05
            Ja się też nie dziwię.
            • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 11:18
              pade napisała:

              > Ja się też nie dziwię.

              A ja się dziwię, bo adriana pisała przecież:

              Boli mnie to ze on o wszytskim wie, ze przegadalismy setki godzin na ten temat i po ostatniej aferze z moja siostra (ktora byla jedyna osoba z ktora jeszcze jako tako mialam kontakt) wiedzial doskonale ze nie chce jakiegokolwiek kontaktu.

              Rozumiem więc, że to, co cytowała lady, było już setną z rozmów.
              Kto zniesie setną zaczepną rozmowę na trudny temat, który - jak mu się zdawało - już dogłębnie przegadał i wyjaśnił?
              • lady-z-gaga Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 12:01
                Setna rozmowa może była na temat rodzicow, ale na pewno nie na temat konfliktu z siostrą, bo ten jest "jeszcze ciepły". Szkoda, ze autorka nie napisała, od kiedy tak naprawdę nie utrzymuje kontaktow z siostrą i z jakiego powodu, może wtedy opisany incydent sylwestrowy miałby odpowiednie tło, bo na razie mnostwo w tym wątku egzaltacji a mało faktów.
                • ola_dom Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 12:03
                  lady-z-gaga napisała:

                  > Setna rozmowa może była na temat rodzicow, ale na pewno nie na temat konfliktu
                  > z siostrą, bo ten jest "jeszcze ciepły".

                  W sumie racja.
                  • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 13:21
                    Trudno mi zająć jednoznaczne stanowisko w tym wątku. Z jednej strony myślę sobie, że autorka nie chce się dzielić szczegółami z forum ze zrozumiałych względów. Tylko wtedy otrzymujemy zniekształcony obraz sytuacji, więc i komentarze do tego obrazu są zniekształcone. Z drugiej myślę, jeśli autorka komunikuje się w taki sam sposób z facetem jak z nami, to nie dziwi mnie, że on niewiele rozumie. Z trzeciej, może ona jednak potrafi mu wyłuszczyć w czym jest problem, tylko on jej decyzje lekceważy.
                    Zerwanie kontaktów z siostrą, z ostatnim ogniwem łączącym ją z rodziną łatwe nie jest. Autorka straciła własne dziecko, teraz nie może być ciocią. Można powiedzieć, że jest w żałobie. Poniosła straty. Dobrze by było, żeby jej partner miał wyczucie i jeśli nie wie co robić zapytał o dokładne instrukcje.
    • 45rtg Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 09:59
      adriana.la.cerva napisał(a):

      > Narzeczony oczywiscie w temacie, niby wspierajacy ale chyba nie do konca rozumi
      > e jak to mozna tak sie odciac.

      Podsumowaując cały wątek: Skoro łajdak nie potrafi się domyślić, o co mi chodzi, to nie zasługuje na to, żeby mu powiedzieć.
    • lady-z-gaga Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 12:22
      Zbierzmy fakty z Twoich wątkow.. Zaszłyście z siostrą w ciążę w odstępie 2 tygodni, Ty w kwietniu poroniłas w 17 tyg (współczuję smile ), ona urodziła kiedy? we wrzesniu, wcześniej, później? Do tego momentu było ok. Siostra nie była wrogiem, ale sojusznikiem w zmaganiach z toksyczną rodziną, ktora i jej dała popalić. Potem ją jeszcze odwiedzałas przez jakiś czas. Zdążyłaś pokochac siostrzenicę, wiedziałas o planowanym chrzcie i nagle wszystko diabli wzięli, a siostra wylądowała po ciemnej stronie mocy. Kiedy? w listopadzie, grudniu?
    • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 12:44
      Pozwole sobie zbiorczo odpowiedziec;

      Dzisiaj raz jeszcze na spokojnie zapytalam narzeczonego skad ten pomysl telefonu do mojej siostry. On sie tlumaczy alkoholem i ze zadzwonil do swojej siostry wiec pomyslal ze i do mojej przekreci. Ale w sumie to on nie rozumie co sie takiego stalo przeciez przeprosil.

      I tak wlasnie z nim jest, na codzien dosc fajny facet ale co jakis czas wsadza mnie na mine i zachowuje sie jak kretyn.

      Co do moich rodzicow- pochodze z brutalnego domu ale tak jak pisalam wczesniej rozprawilam sie na terapii, nie zyje zalem moje jedyne pragnienie to to zebysmy wszyscy zyli z dala od siebie. Niestety moi rodzice calkowicie zanegowali ten pomysl i podali mnie do sadu ze zabraniam im kontaktow z wnukiem wiec chca zeby sad zasadzil im kontakty z moim synem. Sprawa ciagnie sie juz 1.5 roku jestesmy na etapie opiniowania przez zespol psychologow, psychiatrow, pedagogow przy sadzie okregowym (ja wystepowalam o badania).

      Moja siostra - nazwana przeze mnie choragiewka. Ogromne problemy emocjonalne, zaburzenia wiezi itd. Prosilam ja tyle razy zeby moze postapila podobnie ale ona leci jak cma do swiatla mimo ze jest wyzywana od k.. przez wlasna matke.

      Urodzilo sie dziecko, moja siostrzenica. Bylismy u niej w gudniu, sodoma i gomora. Nie bede opisywac dokladnie co tam sie dzieje aczkolwiek postanowislismy z narzeczonym zglosic jej sytuacje domowa do Mopsu . Rozmawialismy z nia wielokrotne, oferowalismy pomoc, nawet to ze ja sciagniemy do siebie (nie mieszkamy w polsce), ale jak grochem o sciane. Rozmawialam z pania z nebieskiej linii i powiedziala ze moja siostra jako osoba dorosla ma prawo podejmowac nawet te zle decyzje ale skoro tam jest niemowle to warto jednak interweniowac...

      Co do narzeczonego, to ja jednak sie wstrzymuje z planami slubnymi.

      • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 12:50
        Przeczytaj to, co napisała Spahish_fly, może coś jest na rzeczy?
      • lady-z-gaga Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 12:58
        Masz rację, ale czy słusznie ją skreślasz, i czy nie za szybko?
        Myślałam, że siostra popełniła jakiś ogromny akt nielojalności, że obróciła się przeciwko Tobie w konflikcie rodzinnym, że była wredna i wbiła Ci nóż w plecy. A ona tylko nie radzi sobie z życiem. I na tej podstawie uważasz, że nawet na życzenia noworoczne nie zasługuje? W Twoich oczach może nie zasługuje, ale dlaczego robisz dramat z tego, że Twój narzeczony zadzwonił?
        • pade Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 13:14
          No nie wiem czy "tylko", nie radzi sobie z życiem i z dzieckiem też nie. Może Adriana przestraszyła się, że siostra ją wciągnie z powrotem w toksyczne układy? A może uznała, ze nie jest w stanie siostry uratować (co też jest prawdą)?
          Sam telefon dramatem nie jest, ale jesli Adriana chce się odciąć, do czego ma pełne prawo, to faceta minimum lojalności jednak obowiązuje. Tu nie chodzi o kłótnię czy focha. Siostry nie darły kotów o pierdołę, więc nie widzę powodów do wtrącania się.
        • iwles Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 13:26

          może dlatego, że każdy kontakt z rodziną powoduje u niej nawrót tych wspomnień i uczuć, od których po terapii się uwolniła ?
          Może czuje, że zamiast iść ze swoim życiem do przodu, to się cofa ?
          • lady-z-gaga Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 13:34
            Nie uwolniła się, bo ma sprawę w sądzie.
            Może być tak, jak piszesz, może inaczej, czyli szkoda tracic siostrę, kiedy nie ma sie nikogo innego z rodziny. Ja nie probuje decydować za autorkę, co dla niej lepsze, ja tylko pytam smile
        • spanish_fly Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 14:30
          Czasem trzeba się skupić na ratowaniu samego siebie. Iluż to ludzi rzuca się ratować tonących i w efekcie jest tylko więcej ofiar.
      • anorektycznazdzira Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 14:23
        Ok, ale wyjaśnij proszę: czym Ci zawiniła siostra?
        Konkretnie.
        Sytuacja, którą opisujesz, czyli fakt, że WY uznaliście że tam Sodoma i Gomora i WY zgłosiliście ją do MOPSu jako niewydolną matkę (abstrahując, że pewnie słusznie)- raczej powinna spowodować, że to ona się wścieknie, od Was odetnie, znienawidzi i odmówi kontaktów.
        Tymczasem Ty to robisz. Dlaczego?
        • iwles Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 14:28

          bo prawdopodobnie chce siostrze pomóc i jej dziecku, bo po sobie wie, że terapia i odcięcie się od przeszłości, jest dobrym krokiem.
          Bo jest jej siostry żal, ale ileż można do kogoś wyciągać rękę, a siostra może nie dość, że jej rad nie słucha, to jeszcze manipulowana przez rodziców, oskarża ją, że to jej wina ?
          Nie wiem, tak tylko sobie myślę.
          • adriana.la.cerva Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 14:38
            Moja siostra to temat rzeka. Sluchajcie jedno to to, ze ona raz rodzicow neinawidzi a raz ich kocha. Jak oni miedzy soba maja afere to wyplakiwala sie do mnie przez telefon. Jak jest znowu w komitywie z nimi to wysluchuje- ''ale jak to jestes w polsce i nie odwiedzisz rodzicow'' '' wiesz oni podali cie do sadu bo bardzo kochaja wnuka''. To raz.

            Dwa ze jej zycie osoboste jest farsa. Poznala faceta w listopadzie, w grudniu zaszla w ciaze (wpadka) we wrzesniu urodzila corke. Wiem ze tam dochodzi do roznych naduzyc ze tak powiem kolokwialnie. Prosilam zeby odeszla, ze dam jej pieniadze na wynajecie kawalerki albo przyjazd do niej. Nie. Po tym co zobaczylam w grudniu, dalam jej ultimatum albo rozwiazuje swoja sytuacje rodzinna albo ja zglaszam do Mopsu. W odpowiedzi uslyszlam ze '' ty mnie nie strasz''.



            • verdana Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 15:54
              To wszystko tłumaczyłoby zerwanie kontaktów przez siostrę. Nie tłumaczy jednak zerwania kontaktów z siostrą. To znaczy nawet to rozumiem, siostra sobie nie radzi, z dzieckiem sobie nie radzi, Ty sie odcinasz, bo nie masz ochoty pomagać i wyciągać z bagna. OK. Ale Ty zachowujesz sie nie jak osoba, która odcina siż od problemów, bo ma dosyć, tylko jako osoba ciężko skrzywdzona przez siostrę. Złożenie życzeń w tej sytuacji naprawdę nie wydaję sie dramatem, to nie jest tak, ze narzeczony zwrócił sie z życzeniami do kogoś, kto Cie systematycznie krzywdził.
              • spanish_fly Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 15:57
                Może wystarczy podejrzenie, że siostra będzie zeznawać na jej niekorzyść w sądzie, w sprawie, którą wytoczyli rodzice. Skoro tak rodziców tłumaczy i mają na nią wpływ to mogą się pojawić takie obawy.
                • verdana Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 16:00
                  To złożenie życzeń raczej byłoby wskazane, jeśli chodzi o przeciągnięcie siostry na swoją stronę.
                  • spanish_fly Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 16:17
                    Nie jestem pewna. Czasem lepiej się nie odzywać, bo wszystko może być wykorzystane przeciwko Tobie.
              • 3-mamuska Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 15:58
                Dokładnie,jak wyżej czytałam ze zerwałas kontakty bo to cyz tamty myslam ze siostra cos wywinęła, zrobiła ci krzywdę i wogole.

                A siostra po prostu nie robi tak jak bys chciała i to jest jedyna jej wina.
                Moze ona nie doszła do tego etapu ze trzba zacząć cos zrobic z życiem rodzinnym.
                Nie dziwie sie narzeczonemu ze do niej zadzwonił, po prostu nie ma przyczyny zerwano kontaktów jakiejś wyraźnej.
              • anorektycznazdzira Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 16:02
                No więc właśnie, to miałam na myśli zadając pytanie.
                Adriana: czym skrzywdziła Cię siostra?

                Nie czym Cię rozczarowała, zmęczyła, zdenerwowała, zniesmaczyła. Czym Ciebie SKRZYWDZIŁA?
                Zerwanie kontaktów takie, że nawet życzeń nie wolno składać to kara za poważną krzywdę. I ja pytam: za jaką?
                Nie pytam złośliwie, chcę Ciebie zrozumieć.
                • anorektycznazdzira Re: Pijany narzeczony... 02.01.17, 16:07
                  PS. I może trochę chcę, żebyś Ty sama siebie zrozumiała
    • iuscogens Re: Pijany narzeczony... 04.01.17, 09:42
      Przeczytałam cały (chyba) wątek i wyłamię się, ale widzę to trochę inaczej:
      1) siostra nie zrobiła Ci nic takiego, co by obiektywnie uzasadniało całkowite zerwanie kontaktów. Mam wrażenie, że jej największą winą jest to, że urodziła dziecko a ty nie.
      Arbitralnie podjęłaś decyzję, że zrywasz z nią kontakty i uważasz, że twój partner nie ma prawa do własnego zdania w tej sprawie i musi zachowywać się tak jak ty chcesz.
      Powiem szczerze, że moje pierwsze skojarzenie w tej sprawie to powrót do wczesnej podstawówki i zagrywki w stylu: Ja obraziłam się na Magdę, ty też nie możesz się do niej odzywać, jak się odezwiesz to się na Ciebie obrażę. To co tutaj jest nazywane lojalnością czy szanowaniem decyzji to dla mnie takie dziecięce pojmowanie relacji.
      I odebranie partnerowi prawa do własnej oceny sytuacji, tym bardziej że siostra krzywdy Ci nie zrobiła, raz ją lubisz, raz jest największą patologią, raz nie zasługuje na telefon z życzeniami - sama nie jesteś spójna i pewnie oczekujesz, że przy każdej twojej zmianie nastawienie twój partner ma się zachowywać tak samo.
      Powtórzę: to działa w podstawówce, ale nie w dorosłym życiu.
      2) Każdy osobiście ma własne sposoby na rozwiązywanie konfliktów w rodzinie, ja osobiście wolę nie wtrącać się w sprawy męża z jego rodziną i nie chcę żeby on wtrącał się w moje. Wciąganie drugiej strony w swoje własne problemy rzadko kiedy przynosi pozytywny skutek. U mnie to działa od paru lat i bardzo sobie to chwalę, sama do tego doszłam po paru trudnych sytuacjach i uważam, że to jedna z lepszych decyzji jakie w życiu jakie podjęłam. Nie mam wątpliwości, że jakbym potrzebowała pomocy czy wsparcia męża to bym je otrzymała, ale uważam, że zdrowsze jest niewciąganie drugiej strony w swoje rodzinne sprawy. Zastanów się czy u Ciebie nie byłoby to lepsze.
      3) Tak samo nie uważam, że robienie z męża terapeuty i zamęczanie setkami godzin rozmów, międlenie cały czas tego samego tematu nie jest normalne. Sama mam męża z którym w sumie rozmawiam chyba o większości spraw, mogę się mu pożalić, wypłakać, on też jak ma jakiś problem to może się wygadać i upuścić pary, ale na Boga jakby chciał ze mną gadać setki godzin o tym samym to bym uciekła z krzykiem. Ja tam nie mam kompetencji do bycia terapeutą, takie wieszanie się psychiczne na drugiej osobie jest bardzo męczące. Może ja jestem mało wylewna, może introwertyczna a może po prostu mało empatyczna, ale takie międlenie tematu i obciążanie drugiej strony swoimi nieprzepracowanymi problemami wydaje mi się koszmarem.
      4) I ostatnie, może wynikać z moich osobistych doświadczeń, bo nie miałam w bliskiej rodzinie alkoholików, mój mąż też nie ma z tym żadnego problemu, więc pojedyncze wypicie więcej nie spowodowałoby u mnie histerii. Jak byłam młoda i głupia zdarzyło mi się w sumie z parę razy więcej wypić, teraz jak wypiję 2 kieliszki szampana na sylwestra to jest max, więc naprawdę jednorazowe upicie się nie musi prowadzić do alkoholizmu. Ale pewnie jakbym miała alkoholika w rodzinie podchodziłabym inaczej.
    • olikol Re: Pijany narzeczony... 04.01.17, 11:59
      Czyli tak się skupiłaś na "uwalnianiu od toksycznej rodziny" że nie zauważyłaś iż w międzyczasie wpakowałaś się w toksyczny związek z facetem ze skłonnościami do uzależnień i olewania cię ciepłym moczem.

      Zwiewaj zanim problemy staną się większe. Bo wtedy rodzinka na pewno cie podsumuje "ha! i kto tu ma syf w swojej rodzinie?"
      • olikol Re: Pijany narzeczony... 04.01.17, 12:04
        I tak jak przedpiszczyni napisała - przestań się skupiac na wyjściowej rodzinie tylko skup na tym co sama tworzysz i jak się zachowujesz, jakie relacje z ludzmi podejmujesz. Bo jesteś emocjonalnie uzależniona od wszystkiego co się z twoją wyjściową rodziną wiąże i na bank przeoczysz ważne sprawy co do których powinnaś zareagować konstruktywnie i rozsądkowo a nie histerycznie- na wczesnym etapie związku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka