Mam wrażenie, że moja rodzina jest zdrowo walnięta i chyba destrukcyjnie na siebie działamy. Od 3 miesięcy mieszkam w nowym, pięknym, wypasionym domu, w którym jest mi koszmarnie. Większość dnia jestem w nim z małym dzieckiem i psem. Czuję się tu strasznie samotnie choć wrociłam do pracy na pół etatu i jak tylko mogę to zapraszam koleżanki. Nienawidzę tej ciszy i spokoju, ciągnie mnie z powrotem do tętniącego życiem bloku, co ja poradzę

. Na ulicy nikogo prawie nie spotykam, tzn. sąsiedzi mówią sobie 'dzien dobry', wsiadają do samochodów i jadą do centrum do pracy czy na zakupy. Obok mam małe sklepiki ale widzę, że mało tam ludzi robi zakupy a mi z wózkiem cięzko wjechać. Do tego jest ślisko, nie jest posypane solą czy piaskiem i można się zabić, zwłaszcza jak ma się wózek i psa do towarzystwa. Moj pies w ogole tu dziczeje - na osiedlu był przyjazny, bawił się z innymi psami, był radosny i pełen energii. Teraz jak idziemy na spacer to zaczął rzucać się do psów, które ujadają za płotem. Za każdym płotem prawie jest wilczur, jak wychodzę na spacer z psem zwłaszcza to zaczyna się jazgot. Po zmroku chodzę z gazem bo się boję. Widzę, że ludzie mają psy ale chyba nie wychodzą z nimi na spacer. Sprzątania w domu duzo więcej niż w mieszkaniu.
Spytacie pewnie, po co w takim razie tu sie wprowadzilismy? Otóż w mieszkaniu mój mąż popadł w konflikt z sąsiadem, powodem było głosne zachowanie sąsiadow ale w efekcie i mojemu męzowi i sąsiadowi odbiło, zaczęła się 'wojna.' Mój mąz wiele razy zachował się tragicznie, w akcję była już włączona policja i sądy. My prawie się rozwiedlismy bo tydzień po porodzie mąż był bardziej zajęty awanturami i policją niż mną i dzieckiem. Kilka razy juz mu pakowałam walizki, zawsze błagał i przepraszał. Rozwiązaniem była przeprowadzka, do wymarzonego przez męża domu. Ja nie byłam przekonana ale byłam już tez u kresu sił i w końcu podjęłam decyzję, że ok. Nie przypuszczałam, że z dzieckiem bedzie mi tak cięzko w domu. Jestem tu trochę uwiązana, synek nie lubi jezdzić samochodem, płacze. Ja czuję się tu jak na wsi. Na osiedlu widziałam ludzi, zawsze pogadałam z sąsiadką itd. Niby drozbiazgi ale ważne. Szkoła i przedszkole jest obok ale tylko jedno więc wyboru za bardzo nie ma.
Co robić? Przyzwyczaić się i pogodzić z sytuacją? Sprzedawać dom? Dać sobie czas?